Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
150.416.340 wizyt
Ponad 1062 autorów napisało dla nas 7289 tekstów. Zajęłyby one 28737 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Co z Brexitem?
będzie drugie referendum
będzie początkiem końca UE
zyska na nim Wielka Brytania
ostatecznie wzmocni UE
dużo hałasu o nic
  

Oddano 938 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Korporacje religijne przedstawiają swe teksty jako jedyne źródła gwarantowanej prawdy. Dążą do minimalizacji znaczenia intuicji, wróżb, tradycji ustnego przekazu oraz jednostek obdarzonych niezwykłymi właściwościami, bo wszystko to wymyka się spod kontroli.
 Światopogląd » Etyka świecka

Opiekun spolegliwy według Tadeusza Kotarbińskiego [1]
Autor tekstu:

„Opiekun wtedy jest spolegliwy, kiedy można słusznie zaufać jego opiece, że nie zawiedzie, że zrobi wszystko, co do niego należy, że dotrzyma placu w niebezpieczeństwie i w ogóle będzie pewnym oparciem w trudnych okolicznościach". Tym oto znamiennym cytatem profesora Tadeusza Kotarbińskiego pragnę rozpocząć rozważania nad istotą idei opiekuństwa spolegliwego.

Opiekun spolegliwy to człowiek dobry, o czułym sercu, wrażliwy na cudze potrzeby i skłonny do pomocy. Zdyscyplinowany wewnętrznie, a co ważniejsze emanujący chęcią działania. To każdy, kto chroniąc swych podopiecznych jest gotowy przyjąć na swe barki ciężar odpowiedzialności, a także ten, kto, pomimo niechęci i presji ze strony środowiska lub wielu wpływowych ludzi, zachowuje hart ducha dając świadectwo prawdzie oraz reprezentując postulaty sprawiedliwości. W swoim życiu kieruje się miłością do bliźnich, która sprawia, iż podejmuje ogrom wyrzeczeń, by z niesłabnącym zapałem stawać w ich obronie, pomagać im wydobyć się z opresji. Strzeże ich przed największym złem, jakie może spotkać istotę ludzką, przed jej upadkiem moralnym.

Jednakże opiekuna spolegliwego często nęka tragiczna świadomość, iż chcąc doprowadzić jakąś sprawę jednych do końca, musi poświęcić leżącą mu na sercu sprawę innych, że ci, których zwalcza, podobni są do tych, w których broni. Takie rozterki niejednokrotnie utrudniają mu dokonanie właściwego wyboru, obrania dobra najwyższego, podjęcia obiektywnej i rozważnej oceny, ale sądzę, że to właśnie pod ich wpływem jego serce zaczyna promieniować uczuciem na wszystkie istoty godne umiłowania, co więcej, na wszystkie istoty zdolne do przeżywania cierpień. Jak wskazał filozof Kotarbiński marzeniem opiekuna spolegliwego staje się, by świat był tak urządzony, żeby nikt nikomu nie był zmuszony zadawać ciosów sprowadzających nieszczęście, lecz żeby wszyscy wszystkim wzajemnie dopomagali w obronie przed klęską.

Nasuwa się jednak pytanie: kto może być dla każdego z nas opiekunem spolegliwym? Zanim odpowiem, chciałabym poruszyć bardzo ważną kwestię, a mianowicie skąd w ogóle wzięła się idea opiekuństwa spolegliwego. Moim zdaniem wynika ona z natury człowieka. Ludźmi ciągle targają uczucia lęku, strachu i obaw. Kiedy stają przed dokonaniem wyboru, podjęciem odpowiedzialnych decyzji lub w obliczu tragedii czy katastrofy, zwracają się do bliźnich o pomoc i radę. Można powiedzieć, że jako społeczeństwo tworzą pewnego rodzaju ekosystem uzależnionych od siebie jednostek, które nie potrafią żyć same dla siebie, lecz odczuwają pragnienie dzielenia się z innymi swoimi przeżyciami i potrzebami, a co najistotniejsze szukają w nich oparcia. Ponadto ludzie dążą do uzyskania akceptacji środowiska i szacunku otoczenia, dlatego ich celem staje się udoskonalanie własnej osobowości i postępowanie w sposób uznany przez ogół zbiorowości za zgodny z zasadami etyki. Warto przy tym podkreślić, że etyka niezależna usiłuje oprzeć swe wskazania na postulacie spolegliwego opiekuństwa, a zatem realizatorzy jej założeń stają się dla wielu z nas oddanymi patronami. Reasumując, cech takiego opiekuna możemy upatrywać w każdym człowieku, lecz wybór osoby, którą uznajemy za twierdzę wsparcia zależy od nas samych.

Musimy jednak pamiętać, że jesteśmy niedoskonali, a zyskanie miana prometyty wymaga znacznego poświęcenia, na które nie każdemu starcza sił w świecie pełnym niepokojów i trosk. Zachęcam więc wszystkich czytelników, aby spróbowali wypracować jego cechy w głębi swego jestestwa. Z pewnością nie będzie to łatwe, ale dlaczego mielibyśmy w trudnych sytuacjach uciekać się tylko do pomocy osób trzecich zamiast szukać źródła równowagi duchowej i emocjonalnej wewnątrz własnej duszy? Nie pozwólmy, by problemy nas przygniatały, by ogarniała nas inercja, ale analizujmy swoje myśli i postępowanie, by samodzielnie znaleźć rozwiązanie. Polegajmy na zgromadzonych doświadczeniach, zacznijmy ufać sobie, wypracowujmy silną wolę i odwagę, szukajmy pocieszenia w swoim sercu i umyśle, by każdej przeszkodzie stawić czoło, a z opresji wyjść z podniesioną głową. Oczywiście nie mam tu na myśli popadania w sobkostwo, chodzi mi jedynie o to, aby najpierw ukształtować własną osobowość i nauczyć się polegać na sobie samym, gdyż wtedy będzie nam o wiele łatwiej pomagać innym.

Rodzice to kolejne osoby, które dla wielu z nas były, są i będą opiekunami spolegliwymi. To w nich dzieci mogą szukać oparcia, schronienia, ciepła, wrażliwości, a przede wszystkim — zrozumienia. Zdaniem myśliciela Kotarbińskiego postawa matki oddanej dzieciom stanowi rzadkie źródło równowagi wewnętrznej, ładu i piękna moralnego. Chociaż niektórzy z rodziców nie wywiązują się z powierzonych im obowiązków, a nawet maltretują swe dzieci, mogę z całym przekonaniem powiedzieć, iż większość z nich, pomimo ciążących powinności, jest oddanych dzieciom. Pracują dla nich, poświęcają swój czas i środki, zdobywają się na wiele wyrzeczeń, by je uszczęśliwić otaczając rodzicielską miłością. Słusznie można zaufać ich opiece. Od chwili narodzin troszczą się o utrzymanie wiotkiego organizmu dziecięcego w dobrym zdrowiu, następnie podejmują działania w celu zapewnienia młodej istocie nauki i zaspokojenia jej różnych potrzeb emocjonalnych oraz intelektualnych w miarę budzenia się jej zainteresowań. Wpadają swym dzieciom zasady i zapewniają mądre kierownictwo, aby we właściwy sposób ukształtowały swój system moralny. Z wielką wyrozumiałością i cierpliwością pomagają swym pociechom przejść okres dojrzewania, bardzo często okres buntu. Z czasem zaczynają dbać również o to, by syn lub córka nie popełnili omyłki w wyborze towarzyszki czy też towarzysza pożycia małżeńskiego, rozwijają starania, by pomóc dzieciom uzyskać odpowiednią posadę lub pozycję społeczną, a w końcu opiekują się także wnukami. Zawsze można się zwrócić do nich o radę, pomoc, pociechę, po dar serca. Są serdecznymi, bliskimi, pewnymi i „własnymi" opiekunami, którzy dbają o to, by dom stanowił dla ich pociech bezpieczną oazę, zaciszną przystań, w której mogłyby znaleźć schronienie, ilekroć otoczenie poza tym domem powieje obcością. Gdy coś się im nie powiedzie, mogą wrócić pod skrzydła rodziców, a oni ich nie zawiodą, nie opuszczą nawet w obliczu braku bezpieczeństwa. Dzięki temu zyskują sobie szacunek i uznanie nie tylko w oczach dziecka, ale całego społeczeństwa.

Realizacja idei opiekuństwa spolegliwego jest także celem życia dla przyjaciół, czyli dla wielu z nas. To właśnie przyjaciel jest zawsze obecny, choćby z daleka. Prawdziwy przyjaciel pragnie być dla nas źródłem oparcia, dzieli z nami niespodzianki i radości, lecz także niepokoje i smutki. Okazuje cierpliwość, ofiaruje uczucia i przebaczenie, kiedy potrzebujemy pomocy. Jako spolegliwy opiekun odkłada na bok swoje własne pragnienia i ubogaca nasze życie dając to, czego nam brak. W ciężkich chwilach, w których trudno o odwagę i mądrość, kiedy targa nami gniew, złość i zagubienie, przyjaciel pozwala nam przetrwać zmienne nastroje, użalanie się nad sobą oraz doczekać lepszych dni. Dążąc do urzeczywistnienia idei prometyty zawsze ma czas, by nas wysłuchać, postawić się w naszym położeniu, ucieszyć się z naszego sukcesu, uzbroić nas w odwagę i nadzieję, pomóc „pozbierać i skleić to, co stłukliśmy", stanąć w obronie i otworzyć nasze oczy na prawdę, będąc przy naszym boku niezależnie od tego, co się stanie oraz zaspokoić nasze potrzeby materialne, duchowe i emocjonalne. Chociaż ma własne zdanie w rozmaitych kwestiach, ustępuje uwzględniając nasze odczucia i poglądy. Możemy na niego liczyć w potrzebie.

A co powiedzieć o nauczycielach? Czyż oni nie starają się być dla swych podopiecznych spolegliwymi opiekunami? Moim zdaniem dla większości z nich jest to cel życia. Uczniowie mogą na nich polegać i im ufać. Nauczyciele pomagają dostrzec własne predyspozycje. Ich zachęty są „motorem" postępu, motywacją do pokonania nieśmiałości i uwierzenia we własne siły. Zależy im na powodzeniu wychowanków, dlatego w trudnych chwilach są dla nich emocjonalną podporą.

Niektórzy nauczyciele zaszczepiają w swych uczniach pasję poznawczą i dążenie do poznania świata. Mimo wielu przeszkód, do których należą przepełnione klasy, nadmiar papierkowej roboty, oporni uczniowie i niskie uposażenie, oni zdobywają się na wyrozumiałość i życzliwość. Przyjmują na siebie wielką odpowiedzialność ponieważ pragną uwieńczyć „trudny bieg" satysfakcją i świadomością, że nie zawiedli wychowanków, ale przekazali im to, co sami uważali za najcenniejsze. Jak wykazał Wiliam Ayers sukcesy w tym zawodzie odnosi ten, „kto trafia do serca ucznia, kto go rozumie, interesuje się nim jako odrębną indywidualnością, potrafi zarazić swoją pasją — muzyką, matematyką, łaciną, latawcami — i wzniecić w nim zapał". Z pewnością nie wszyscy pedagodzy mają tak dobre podejście do młodzieży. Poza tym, ze względu na różne ograniczenia, nie zawsze mogą robić dla uczniów tyle, ile by chcieli. Poświęcają część życia temu pięknemu, choć trudnemu zawodowi, a największą radość czerpią niewątpliwie z tego, że ich wychowankowie wyrastają na porządnych ludzi, do czego sami się przyczynili w pewnym stopniu, kształtując ich umysły, na co rzucił światło mistrz Tadeusz Kotarbiński pisząc, że „zamiłowany nauczyciel i wychowawca przeżywa chwile zasłużonej radości, gdy ci, których oblicze współkształtował, stali się mędrsi i lepsi dzięki owym kształtującym wysiłkom". Nauczyciele dają samych siebie i uczą w nadziei, iż choć trochę udoskonala świat.

Kolejną grupą, która zasługuje we współczesnym świecie na miano opiekuna spolegliwego, są pielęgniarki. W książce Nursing in Today's World — Challanges, Issues, and Trends napisano: „Pielęgniarka to ktoś, kto pielęgnuje i czuwa — osoba odpowiednio przygotowana do opiekowania się ludźmi chorymi, rannymi i w podeszłym wieku". Dla wielu pacjentów stają się one opiekunami spolegliwymi, ponieważ przejawiają wyrozumiałość, współczucie i oprócz wykonywania rutynowych badań, takich jak mierzenie tętna i ciśnienia, starają się łagodzić odczuwane przez pacjenta bóle, niosą ulgę uważnie wysłuchując obaw wyrażanych przez chorego, pokrzepiają go i wspierają pod względem emocjonalnym. Stanowią oparcie w najtrudniejszych chwilach, a kiedy pacjent umiera łagodzą jego udręki i dopomagają mu w godnym przyjęciu śmierci.

Warto przy tym podkreślić, iż z zawodem pielęgniarki związane jest nie tylko duże ryzyko stresu, a w konsekwencji wyczerpania, ale także ryzyko stania się przedmiotem agresji, co sprawia, że na przykład około 72 proc. pielęgniarek w RPA obawia się napaści. Okazujmy im zatem głęboki szacunek za to, że mimo wielu niebezpieczeństw i przeszkód zawsze zapewniają nam troskę, współczucie i zrozumienie, tym bardziej, iż jak powiedział były prezydent Meksyku, Ernesto Zedillo Ponce de Leon, „każde uratowane życie, każde zaszczepione dziecko, każdy odebrany poród, każda porada, każde wyzdrowienie, każdy pacjent doznający troskliwej opieki i skutecznego wsparcia, to ciężka praca naszych pielęgniarek".


1 2 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Istota etyki niezależnej Tadeusza Kotarbińskiego
Etyka niezależna Tadeusza Kotarbińskiego z perspektywy metaetycznej


« Etyka świecka   (Publikacja: 18-10-2005 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Marlena Piesko
Uczennica Liceum Elektrycznego w Zespole Szkół Technicznych im. Tadeusza Kotarbińskiego w Andrychowie.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 4412 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365