Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
149.649.399 wizyt
Ponad 1062 autorów napisało dla nas 7287 tekstów. Zajęłyby one 28732 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Co z Brexitem?
będzie drugie referendum
będzie początkiem końca UE
zyska na nim Wielka Brytania
ostatecznie wzmocni UE
dużo hałasu o nic
  

Oddano 603 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
John Brockman (red.) - Nowy Renesans

Znajdź książkę..
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Zmieniają się prądy i poglądy, a apostołowie wciąż ci sami."
« Kościół i Katolicyzm  
Podróż i kilka refleksji o religii i ideologii [1]
Autor tekstu:

W oratorium św. Sylwestra przy rzymskim kościele Santi Quattro Coronati można obejrzeć przepiękne trzynastowieczne freski, przedstawiające legendę o papieżu, który miał rzekomo ochrzcić cesarza Konstantyna. W VIII lub IX wieku owładnięci żądzą panowania hierarchowie sporządzili sfałszowany dokument, w którym to Konstantyn miał przekazać Sylwestrowi I prymat w całym zachodnim świecie. Tekst Donatio Constantina stanowił przez wieki alibi dla wszystkich politycznych aspiracji papieży. Dopiero w XIX stuleciu Kościół był łaskaw przyznać, że Darowizna jest zwyczajnym fałszerstwem.

Chrześcijaństwo zostało wykorzystane przez kolejnych cesarzy do konsolidacji trzeszczącego w szwach imperium i wzmocnienia chyboczącej się mocno władzy. Odpowiednio spreparowany chrystianizm okazał się tu ogromnie użyteczny. Jest wielce prawdopodobne, że gdyby nie nowa wiara, to Imperium Romanum rozpadłoby się dużo wcześniej.

Biskupi rzymscy nie stanowili żadnej konkurencji dla cesarzy. Następcy św. Piotra zobowiązani byli, jak i wszyscy inni poddani, do oddawania należnej imperatorom czci. Ci ostatni pełnili faktycznie, choć nie formalnie, urząd najwyższego kapłana (pontifex maximus) kultu Jezusa Chrystusa. Jowisza, Marsa czy Kwiryna strącano bezpowrotnie z wyżyn uwielbienia w odmęty skompromitowanych urojeń, o których najlepiej byłoby wcale nie pamiętać. To raczej poszczególni cesarze, a nie biskupi rzymscy z IV i V wieku, powinni być wymieniani w wyliczankach depozytariuszy kluczy do Królestwa Niebieskiego. Sytuacja zaczęła się zmieniać dopiero po upadku imperium, ale pełnoprawnym rywalem władców świeckich w dążeniach do panowania nad całym światem, stawało się papiestwo, od czasu, gdy germańscy królowie zapragnęli tytułować się cezarami. A walka była ostra i bezpardonowa. Otton I został ukoronowany na cesarza 2 lutego 962 roku przez młodego rozpustnika Ottaviano, hrabiego Tusculum (Jan XII). Nie przeszkodziło to Ottonowi już w następnym roku wypędzić papieża i mianować na jego miejsce posłusznego sobie pracownika kancelarii cesarskiej.

Warto nad tym wszystkim zadumać się w wędrówkach po Włoszech, a już szczególnie w Rzymie, choćby w sięgającym swymi początkami VI wieku kościele Santissimi Apostoli (bazylika Pelagiusza I, interesująco przerobiona w XVIII wieku). Właśnie w tym kościele znajduje się jeden z najpiękniejszych pomników renesansu — grobowiec kardynała syfilityka Pietra Riario. Ów dwudziestoośmioletni dostojnik zmarł, nabawiwszy się wstydliwej choroby od weneckich kurtyzan, które ponoć były najpiękniejsze na świecie. Zdaje się to potwierdzać sam Czesław Miłosz, gdy wiedziony czarem obrazu Vittore Carpaccia z weneckiego Correr, tak pisał:

Gdybym ja mógł weneckie kurtyzany
Opisać jak w podwórzu witką drażnią pawia
I z tkaniny jedwabnej, z perłowej przepaski
Wyłuskać ociężałe piersi, czerwonawą
Pręgę na brzuchu od zapięcia sukni...

I tak dalej, i tak dalej.

Sylwester I stał się mimowolnym protoplastą Kościoła konstantyńskiego. Instytucja ta stanowi konglomerat polityki i religii. Cała sfera sacrum zostaje tu strywializowana i podporządkowana działaniom, mającym na celu zdobywanie, utrzymanie i rozszerzanie władzy. Jedną z najbardziej znamiennych cech tego pomieszania polityki z religią jest niewiara w moc oddziaływania nauk Chrystusa. Same w sobie nic one nie znaczą, są majaczeniami jakiegoś nawiedzonego Żyda, o którym dziś nikt by nie pamiętał, gdyby nie potęga Kościoła. Przecież takich Jezusów snuło się swego czasu wielu po świecie. Szczęśliwy zbieg okoliczności zadecydował o wyborze nieślubnego syna Miriam i żołnierza rzymskiego na patrona nowej uniwersalistycznej i monoteistycznej religii. Wybór mógł paść na kogoś innego i wtedy z kościelnych ołtarzy patrzyłby na wiernych jakiś inny Syn Boży.

Ostatecznym celem jest więc konkretna działalność, umożliwiająca przetrwanie struktur kościelnych i związanych z nimi miejsc pracy, począwszy od papieża i kardynałów, a skończywszy na nauczycielach religii, zakrystianach i grabarzach z katolickich cmentarzy. Do tego jednak potrzeba wielkich pieniędzy, nowoczesnego aparatu propagandowego, no i powiązanych z Kościołem partii politycznych. To prawda, że bonzowie tych ugrupowań myślą przede wszystkim o realizacji egoistycznych interesów, ale przecież w niczym to nie szkodzi, a wręcz przeciwnie. Oni załatwiając swoje sprawy, oddają należną część Bogu (czytaj: klerowi). Oto, przedstawiony skrótowo, sposób myślenia hierarchów.

Wspomniana przeze mnie bazylika Santi Quattro Coronati była tytularnym kościołem Alfonsa de Borja vel Borgia, gdy ten został mianowany przez Gabriela Condulmera (Eugeniusza IV) kardynałem. Później ów Hiszpan doszedł do stanowiska papieża i przyjął imię Kalikst III. Ten skąpiec, za którego rządów symonia i nepotyzm osiągnęły niespotykane wcześniej rozmiary, był stryjem niejakiego Rodriga de Borja vel Borgia (Aleksander VI). Dzięki poparciu stryja Rodrigo, łotr spod ciemnej gwiazdy, wspinał się po kolejnych szczeblach kościelnej kariery, by w końcu zostać nawet papieżem. Aleksandrowi VI można zarzucić wszystko, ale nie to, że był kiepskim politykiem. W działaniach tego człowieka trudno doszukać się jakichkolwiek wpływów nauk Chrystusa, ale niewątpliwie przebłyskuje w nich geniusz polityczny.

Słusznie na starych rycinach przedstawiano Aleksandra VI jako Antychrysta, bo był nim rzeczywiście. To jego pontyfikat miał na myśli Luter, gdy pisał, że „Jeśli istnieje piekło, to Rzym jest na nim zbudowany". Miejsce wiecznego spoczynku tego papieża znajduje się w hiszpańskim kościele Santa Maria in Monserrato. Łatwo odnaleźć tam grobowiec, który zdobią dwa popiersia. Trzeba pamiętać tylko o tym, iż rzeźbiarz pomylił napisy: Kalikst III (stryj) jest tu Aleksandrem VI (bratankiem) i na odwrót.

W książce Roberto Gervaso o rodzinie Borgiów znalazłem fragment listu pisanego przez papieża do niewiernej kochanki Giulii Farnese. Miotany szałem zazdrości Ojciec święty pisał:

"Julio, niewdzięczna i perfidna. Twój list otrzymaliśmy za pośrednictwem Navarica. W tym liście powiadamiasz nas i oświadczasz, że nie jest twoim zamiarem przybyć tu wbrew woli Ursina. Dotychczas bardzo dobrze rozumieliśmy twoją złą duszę i duszę tych, którzy służą ci radą; biorąc jednak pod uwagę, że twoje słowa są udawane i sztuczne, nie możemy wcale uwierzyć, żebyś mogła okazać nam tyle niewdzięczności i perfidii po tym, jak tyle razy przysięgałaś nam wiarę i dawałaś dowody, że słuchasz naszych rozkazów i nie zamierzasz zbliżać się do Ursina. Nie możemy uwierzyć, że teraz chcesz zrobić coś odwrotnego i jechać do Bassanello wystawiając na niebezpieczeństwo swoje życie, nie możemy też uwierzyć, że czynisz to w innym celu, niż jeszcze raz dać się zapłodnić przez owego kiepskiego ogiera z Bassanello. I mamy nadzieję, że wkrótce ty i bardzo niewdzięczna madama Adriana spostrzeżecie swój błąd i okażecie należytą skruchę. Tak więc sub pena excomunicationis late sententie et maledictionis eterne [Pod karą wyklęcia, daleko sięgającego wyroku i wiecznego potępienia] rozkazujemy ci, abyś nie wyjeżdżała z Capo del Monte lub z Marta i nie udawała się do Bassanello, a to z powodu spraw dotyczących naszego państwa".

Z kolei, cóż można sądzić o następcy Aleksandra VI Borgii na watykańskim tronie Karolu Wojtyle (Janie Pawle II)? Pamiętamy niezwykłą zdolność do wpadania przez tego człowieka w ekstazę religijną, a już zwłaszcza w świetle kamer i fleszów aparatów fotograficznych. Jak się ma to wzbudzanie w sobie, na każde zawołanie, przeżyć mistycznych do słów Chrystusa:

„Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie" (Mt 6, 5-6).

Przypominam sobie te koszmarne w swej wymowie sceny z obnoszeniem szczątków zmarłego papieża, obrzydliwy spektakl ubóstwienia swego idola przez rozfanatyzowany tłum, a wszystko to podniesione przez mrowie kamer do rangi największego show w historii telewizji. Nieszczęśni przybysze z kraju nad Wisłą leczyli w ten właśnie sposób swoje kompleksy, a przede wszystkim poczucie przynależności do trzeciorzędnych nacji w Europie. Brak rzeczywistych zasług w dziele rozwijania współczesnej cywilizacji, kompensują sobie dumą z powodu, że jeden z nich obnoszony jest w trumnie, a cały świat śledzi to wydarzenie, wybałuszając oczy na telewizyjne ekrany. Pogrzeb ten był wielkim seansem terapeutycznym, który polegał na zagłuszaniu dręczących kompleksów narodowych, poprzez wmawianie sobie, że przynajmniej jakaś cząstka czci oddawana zwłokom, spływa niczym kojący balsam na duszę każdego z jego rodaków. Nawet nie przyszło im do głów, że oto znów stali się pośmiewiskiem i zgorszeniem dla całego cywilizowanego świata. W Rzymie pozostały po nich tylko zaśmiecone skwery, place i niezliczone ilości walających się puszek po piwie.

W czasie trwania Soboru Watykańskiego II podjęte zostały próby odejścia od idei Kościoła konstantyńskiego. Grupa światłych ojców soboru i związanych z nimi myślicieli chrześcijańskich zdała sobie sprawę, że katolicyzm w swoim rozpolitykowaniu zabrnął tak daleko, że zatracił cechy Kościoła Chrystusowego. Cała działalność hierarchii sprowadzała się do wzmacniania li tylko materialnej pozycji Kościoła, dalej, realizując mało wzniosłe cele, dostojnicy pozostawali w najściślejszych związkach z tym wszystkim, co najbardziej konserwatywne i wsteczne.

Aggiornamento miało polegać na zrzuceniu tych przyziemnych powłok, spod których nie było już nawet widać ideałów przyświecających pierwotnemu Kościołowi. Ubóstwienie mamony i złotego cielca przesłoniło biskupom i szeregowym kapłanom najgłębszy sens nauki Jezusa Chrystusa. Kościół katolicki winien dzieło nowej ewangelizacji rozpocząć od siebie, od ociekających złotem biskupów oraz hedonistycznych proboszczów rozsianych po świecie. Ględzenie przez tych ludzi o moralności chrześcijańskiej zakrawa na kpinę. Czy może być coś bardziej obłudnego, niż nawoływanie do ubóstwa przez człowieka żyjącego w książęcym pałacu, który to osobnik występuje publicznie ze złotym krzyżem wysadzanym drogimi kamieniami. Kościół tak zagalopował się w swoim zeświecczeniu, że stał się instytucją pogańską. Zatroskani tym upadkiem duchowni, zresztą, bardzo nieliczni, uznali, że Vaticanum II stanowi ostatnią szansę zawrócenia z bezdroży, na które wszedł Kościół w czasach Konstantyna.


1 2 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Polskie tradycje religijne i polityczne
Szkoła jako wylęgarnia ateistów

 Zobacz komentarze (6)..   


« Kościół i Katolicyzm   (Publikacja: 03-05-2007 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Mirosław Kostroń
Publicysta, studiował polonistykę i filozofię, publikował głównie w prasie lewicowej ("Dziś", "Forum Klubowe", "Przegląd Socjalistyczny", "Trybuna Robotnicza") oraz na portalach internetowych Racjonalista i Antybarbarzyńca. Przekonania: ateista i socjalista, hobby: jazz (od bebopu do jazz-rocka), sztuka drugiej połowy XX wieku (od abstrakcjonizmu do konceptualizmu).

 Liczba tekstów na portalu: 14  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Dlaczego dzisiaj należy być bardziej Europejczykiem niż Polakiem
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 5369 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365