Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
162.210.880 wizyt
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7324 tekstów. Zajęłyby one 28895 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Czy jesteś zadowolony/a z życia?
Tak
Nie
Nie wiem
  

Oddano 2463 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
John Brockman (red.) - Nowy Renesans

Znajdź książkę..
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Idźcie do kościoła i zostawcie filozofów w spokoju. Nie żądajcie przynajmniej, by dostosowywali swe nauki do waszej myślowej tresury: to czynią nicponie, półmędrkowie, u których możecie zamawiać sobie doktryny według upodobania.
« Kościół i Katolicyzm  
Podróż i kilka refleksji o religii i ideologii [2]
Autor tekstu:

Naturalnie przebiegające procesy sekularyzacyjne w Europie Zachodniej, doprowadziły do załamania tam idei Kościoła konstantyńskiego. To prawda, że katolicyzm nie jest w tamtych krajach tak masowy, jak w Polsce. Jednak ci, którzy pozostali przy Kościele na Zachodzie, reprezentują bez porównania wyższy poziom niż przeciętny polski katolik, który przy bardziej szczegółowym odpytaniu, ma problemy z określeniem: w co wierzy. Katolik polski nie zna Pisma świętego, nie zna dogmatów, nie ma pojęcia o historii Kościoła. Jego wyobraźnię bez reszty wypełnia alternatywa: niebo — piekło. On sam, nie wiedzieć właściwie dlaczego, przeznaczony jest do życia w wiecznej szczęśliwości, a wszyscy poza Kościołem skazani z góry na wiekuiste męki. Wbrew pozorom, bzdury rozpowszechniane niegdyś przez kler o diabłach smażących smołę, o piekielnych mękach, mają się całkiem dobrze. Przeciętny polski katolik wciąż na serio bierze zabobonne gadanie o diabłach i piekle. Jako przeznaczony do nieba, każdy polski katolicki ciemniak i drań, czuje się kimś lepszym, po prostu wybrańcem Boga.

Kościół konstantyński przetrwał w nienaruszonej formie już tylko w Polsce. Złożyło się na to szereg okoliczności. Cała działalność polskiego papieża sprowadzała się do przywracania Kościołowi cech konstantynizmu. Kościół polski, który Wojtyłę ukształtował, był kościołem stricto konstantyńskim. Katolicyzm w tej wersji jawił się Wojtyle jako twór najdoskonalszy. Stąd próby przywracania konstantyńskich rysów, które dziś można też określić POLONIZACJĄ KOŚCIOŁA UNIWERSALNEGO.

Działania te w skali świata nie mają najmniejszych szans powodzenia. Nie można zawrócić biegu historii, z równym powodzeniem można dziś propagować nawrót do idei czczenia boga Re czy świętego byka Apisa. Katolicyzm konstantyński może być jednak zagrożeniem w skali pojedynczych państw. Może się zdarzyć, że grupa oszołomów przejmie całkowitą władzę, choćby na przeciąg krótkiego czasu, w jakimś kraju. Odizolowawszy się wpierw od innych państw, mogą przemienić życie obywateli w istny religiancki obóz koncentracyjny. Ostatnie wydarzenia w Polsce zdają się poświadczać, że nie jesteśmy zbyt daleko od realizacji tych koszmarnych wizji.

Pogrzeb Jana Pawła II okazał się skandalem, który doszczętnie skompromitował Kościół konstantyński. Wojtylizm zastąpił w rozfanatyzowanych głowach Chrystianizm. Papieżowi z Wadowic nie udało się zawrócić biegu dziejów, o co usilnie w czasie trwania swego pontyfikatu zabiegał. Jednak kilkoma kiepskimi sztuczkami aktorskimi, które wyszkolił sobie w teatrze Kotlarczyka, rozfanatyzował polski lud i uczynił go wielce podatnym na manipulacje różnych cynicznych łobuzów, zwących się chrześcijańskimi politykami.

Kościół polski jest dziś ostatnią ostoją konstantynizmu i rezerwatem integrystycznego barbarzyństwa. Pewne nadzieje budzi fakt, że wielu mądrych i uczciwych ludzi, zarówno tych wywodzących się z szeregów demokratycznej opozycji z czasów PRL-u, jak i tych związanych z dawnym systemem, zdaje się rozumieć, że ważniejsze niż minione podziały są obecne zagrożenia, przed którymi staje Polska. Najważniejszym z nich jest próba przekształcenia naszego kraju w religiancki skansen Europy. Trawestując myśl philosophia est ancilla theologiae, można powiedzieć, że theologia est ancilla politicae. Wielu katolikom, a zwłaszcza tym, którym nie schodzą z ust frazesy o Bogu i ojczyźnie, marzy się Polska jako bastion swoiście rozumianej moralności, pośród innych państw „zdemoralizowanej" i „zdechrystianizowanej" do cna Europy. Za nic mają szczytne ideały przyświecające budowie WSPÓLNEJ EUROPY. Cóż innego mają oni do zaoferowania? Chcieliby Polski wyobcowanej spośród innych państw europejskich, kraju, w którym nikt nie przeszkadzałby im w realizacji obłąkańczych wizji, chcieliby społeczeństwa przemienionego w stado zastraszonych i bezsilnych owieczek. Państwo zbójeckie zbliża się ogromnymi krokami. Zbójcy uwiesili na szyjach krzyże i udają rycerzy — strażników chrześcijańskiej moralności i polskości.

Jestem przekonany, że bez ryzyka popełnienia jakiegoś błędu można zastosować wywody Gabriela Marcela skierowane przeciw ideologii i ideologom, do scharakteryzowania postaw przedstawicieli polskiego katolicyzmu.

„Im bardziej traktować będę moje własne pojęcia czy nawet moje przekonania jako coś, co do mnie należy i czym właśnie na skutek tego się pysznię, może nieświadomie, tak jak ludzie pysznią się oranżerią czy stajnią — tym bardziej pojęcia te i te poglądy będą zmierzały na skutek samej swej bierności (czy też, co sprowadza się do tego samego, na skutek mojej bierności w stosunku do nich) do tego, by wywierać na mnie bezwzględną przemoc; tu właśnie jest pierwiastek fanatyzmu we wszystkich jego formach. Wydaje się, że następuje tu, jak również w innych wypadkach, rodzaj niedającej się uzasadnić alienacji podmiotu (niechętnie decyduję się na użycie tu tego terminu) wobec jakiejkolwiek rzeczy. W tym leży, moim zdaniem, różnica pomiędzy ideologiem z jednej a myślicielem czy artystą z drugiej strony. Ideolog jest jednym z najbardziej przerażających typów ludzkich; nieświadomie oddaje się on w niewolę obumarłej części siebie samego, a niewola ta co więcej staje się nieuchronnie tyranią dla otoczenia".

Tych kilka uwag z Być i mieć, wielkiego filozofa chrześcijańskiego, doskonale oddaje istotę katolicyzmu polskiego, który dla wzmagania swej materialnej potęgi nie waha się zaprzepaszczać przesłania Jezusa Chrystusa. Cienka linia dzieląca religię od ideologii została tu już dawno przekroczona i powrót do korzeni chrystianizmu byłby bardzo trudny, o ile w ogóle możliwy. Najdoskonalej ów POWRÓT realizują dziś katolickie wspólnoty religijne w Holandii, Belgii i Wielkiej Brytanii. Jeżeli już gdziekolwiek, to tylko tam Duch Boży mocą swą wieje.

Albo chrystianizm jest czymś znacznie więcej niż tylko jeszcze jedną z całego rzędu ideologii wymyślonych przez człowieka, albo jest tylko ideologią i niczym więcej. Ale wówczas nikt nie ma prawa wymagać jakiegoś szczególnie specjalnego traktowania takiego chrześcijaństwa. Rzymski katolicyzm uczynił wiele dla obniżenia rangi Chrystusowego przesłania. Nie można zaprzeczyć, że historia Kościoła to obok mnóstwa obrzydliwości i ogromu zła, również wiele wspaniałych postaci i najwyższych wzlotów ducha ludzkiego. Niemniej, trudno nie zauważyć, że to, co w katolicyzmie było piękne i wielkie dokonywało się najczęściej w opozycji do hierarchii. Powstawało w trudach i mękach, rodziło się i rozwijało pomimo przeszkód czynionych przez oficjalne struktury Kościoła.

Zbójectwo polityczne występujące pod szyldem religii powinno zostać raz na zawsze wyrugowane z życia ludzkiego. To ono było w przeszłości zarzewiem wojen i rzezi. Dzisiaj też jedyną jego właściwością jest bezustanne wzniecanie konfliktów, w wyniku których często przelewana jest ludzka krew. Klerykalizm i nacjonalizm we wszelkiej postaci powinny już dawno znaleźć się tam, gdzie ich właściwe miejsce, to znaczy na śmietniku historii. Prawdziwe chrześcijaństwo jest tym, co na zawsze weszło do dorobku ludzkości, natomiast katolicyzm konstantyński musi zająć miejsce w lamusie z poronionymi pomysłami, na jednej półce z pogrzebanymi kultami Kybele, Mitry itp.

Prawdziwe chrześcijaństwo to Jan Sebastian Bach z jego mszami, pasjami i kantatami, to freski i obrazy Beato Angelico z San Marco we Florencji, to Wygnanie z raju Masaccia, Giotto i Caravaggio, to fantastyczna architektura Borrominiego, to Wyznania Augustyna i Myśli Pascala, to w końcu, by oddać sprawiedliwość i Dziesiątej Muzie, tak niezwykłe filmy, jak Ewangelia według św. Mateusza Pasoliniego, Siódma pieczęć Bergmana czy Matka Joanna od Aniołów Kawalerowicza i Jarosława Iwaszkiewicza — największego polskiego pisarza XX wieku.

Zaiste, niezbadane są ścieżki, którymi chadza Duch Święty. Gdy czytam Wittgensteina, to czuję, że ocieram się już o Nieskończoność, otwierają się jakieś przepastne otchłanie, wobec których nijak ma się człowiek ze swoimi mądrościami, całą wielowiekową nauką i filozofią. To tak jak by ktoś mnie nagle wrzucił, do którejś z rycin Piranesiego, z cyklu Carceri. Trzeba być nie ladagruboskórnym zwierzęciem, żeby choć na chwilę nie stać się jednym z ludzików Piranesiego, błądzących w świecie ogromnych kamiennych budowli. Lektura Wittgensteina to balansowanie na skraju metafizycznych przepaści: „Czujemy, że gdyby nawet rozwiązano wszelkie możliwe zagadnienia naukowe, to nasze problemy życiowe nie zostałyby jeszcze tknięte. Co prawda nie byłoby już wtedy żadnych pytań; i to jest właśnie odpowiedź" (Tractatus 6.52).

Równie niebezpieczne są wspaniałe starochrześcijańskie mozaiki i te z Rawenny, i te bardziej poślednie — zdaniem historyków sztuki — rzymskie. Godzinami mógłbym stać w Santa Constanza i z zadartą głową wpatrywać się w radosne sceny winobrania, w całą tę niezwykłą feerię barwnych amorków, roślin, ptaków oraz dobrotliwego Chrystusa. I tylko okrzyki dobiegające z pobliskich kortów tenisowych, bądź odgłosy odbijanej piłki, przywracają człowieka z tego zamyślenia i zapatrzenia do codzienności.

Niech ktoś spróbuje czytać świętego Augustyna w rozgrzanych do gorącości ruinach Pompejów lub Ostii. Jestem przekonany, że bez porównania więcej wzniosłości, religijności i metafizyki było w niezapomnianym koncercie Pink Floyd w Pompejach, jak we wszystkich razem wziętych encyklikach i adhortacjach papieskich.

Chrześcijaństwo jest jedną z największych przygód intelektualnych, spośród tych, jakie przytrafiły się człowiekowi w ciągu ostatnich kilku tysięcy lat.

Chrystus, jeśli nawet nie był żadnym Bogiem, to był na pewno największym spośród ludzi. Mówiąc po WITTGENSTEINOWSKU: Chrystus zawsze będzie największym człowiekiem wszystkich czasów, nawet wtedy, gdyby okazało się, że nigdy nikogo takiego nie było.


1 2 

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Polskie tradycje religijne i polityczne
Szkoła jako wylęgarnia ateistów

 Dodaj komentarz do strony..   Zobacz komentarze (6)..   


« Kościół i Katolicyzm   (Publikacja: 03-05-2007 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Mirosław Kostroń
Publicysta, studiował polonistykę i filozofię, publikował głównie w prasie lewicowej ("Dziś", "Forum Klubowe", "Przegląd Socjalistyczny", "Trybuna Robotnicza") oraz na portalach internetowych Racjonalista i Antybarbarzyńca. Przekonania: ateista i socjalista, hobby: jazz (od bebopu do jazz-rocka), sztuka drugiej połowy XX wieku (od abstrakcjonizmu do konceptualizmu).

 Liczba tekstów na portalu: 14  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Dlaczego dzisiaj należy być bardziej Europejczykiem niż Polakiem
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 5369 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365