Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
182.607.542 wizyty
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7346 tekstów. Zajęłyby one 28991 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Zamierzasz się zaszczepić na SARS-CoV-2?
Tak
Raczej tak
Raczej nie
Nie
Poczekam jeszcze z decyzją
  

Oddano 3293 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"
Anatol France - Bogowie pragną krwi
Mariusz Agnosiewicz - Kryminalne dzieje papiestwa tom I

Złota myśl Racjonalisty:
Postulowanie niewidzialnych i niepoznawalnych czynników, które (..) systematycznie nie podlegają potwierdzeniu ani obaleniu, jest w religiach tak powszechne, że efekty takie traktuje się czasem jako symptomatyczne.
 Światopogląd » Ateizm i Ateologia

Problem z ateizmem [2]
Autor tekstu:

Tłumaczenie: Julian Jeliński

Drugim powodem, by zważać na różnice między religiami świata jest to, że te różnice są w rzeczywistości sprawą życia i śmierci. Bardzo niewielu z nas nie może zasnąć w nocy bojąc się amisza. To nie przypadek. Podczas gdy nie mam wątpliwości, że amisze źle obchodzą się ze swoimi dziećmi, gdyż nie wychowują ich właściwie, jest mało prawdopodobne, by porywali samoloty i wlatywali nimi w budynki. Ale zastanówmy się w jaki sposób my, jako ateiści, mamy skłonność do mówienia o islamie. Chrześcijanie często skarżą się, że ateiści i świecki świat w ogóle, równoważą każdą krytykę muzułmańskiego ekstremizmu wymieniając chrześcijański ekstremizm. Typowym podejściem jest mówienie, że oni mają swoich dżihadystów a my mamy ludzi, którzy zabijają lekarzy dokonujących aborcji. Nasi chrześcijańscy sąsiedzi, nawet najbardziej szaleni z nich, mają prawo czuć się oburzeni przez tą pozorną bezstronność, ponieważ prawda jest taka, że islam jest dużo bardziej przerażający i częściej winny niepotrzebnemu ludzkiemu cierpieniu, niż chrześcijaństwo było od bardzo, bardzo dawna. I świat musi uświadomić sobie ten fakt. Sami muzułmanie muszą uświadomić sobie ten fakt. I mogą.

Możliwe, że pamiętacie, że Thomas Friedman napisał niedawno felieton o sytuacji w Iraku, odnotowując, że niektóre sunnickie bojówki zwalczają teraz dżihadystów wspólnie z amerykańskimi oddziałami. Kiedy Friedman spytał jednego z sunnickich partyzantów, dlaczego to robi, ten odpowiedział, że niedawno widział, jak członek Al-Kaidy obcina głowę 8-letniej dziewczynce. To przekonało go, że siły amerykańskich najeźdźców, stanowią mniejsze zło.

W porządku, a zatem nawet niektórzy sunniccy rebelianci mogą dostrzec granicę między przeciętnie szalonym islamem a całkowicie szalonym, gdy granicę wyznacza przelana krew małych dziewczynek. To jakaś podstawa dla nadziei. Ale musimy być szczerzy — bardzo szczerzy — co do tego, co jest po drugiej stronie tej linii. Oto przeciw czemu występujemy my i reszta cywilizowanego i pół cywilizowanego świata: całkowite religijne szaleństwo i barbarzyństwo w imieniu islamu — posiadające, co muszę z przykrością stwierdzić, pewną popularną teologię na swoje poparcie.

Być bezstronnym mówiąc o problemie islamu, to opacznie pojmować ten problem. Refren, "wszystkie religie mają swoich ekstremistów," to bzdury — i ten refren usypia Zachód. Nie wszystkie religie mają swoich ekstremistów. Niektóre religie nigdy ich nie miały. I w świecie muzułmańskim, poparcie dla ekstremizmu nie jest skrajne w znaczeniu rzadkie. Niedawne badanie opinii publicznej pokazało, że około jedna trzecia młodych brytyjskich muzułmanów chce żyć pod prawem szariatu i uważa, że apostaci powinni być zabijani za odejście od wiary. To są brytyjscy muzułmanie. Sześćdziesiąt osiem procent brytyjskich muzułmanów uważa, że ich sąsiedzi, którzy obrażają islam, powinni zostać aresztowani i oskarżeni, a siedemdziesiąt osiem procent myśli, że duńscy karykaturzyści powinni zostać postawieni przed sądem. Ci ludzie nie mają pojęcia co tworzy społeczeństwo obywatelskie. Doniesienia tego rodzaju pochodzące ze wspólnot muzułmanów żyjących na Zachodzie powinny nas bardziej niepokoić, zanim cokolwiek innego związanego z religią zacznie nas niepokoić.

Ateizm jest zbyt tępym narzędziem, by używać go w sytuacjach takich jak ta. To tak jakbyśmy mieli krajobraz ludzkiej niewiedzy i dezorientacji — pokryty wzgórzami i dolinami — a koncepcja ateizmu wywołuje u nas obsesję na punkcie jednej części tego krajobrazu, części związanej z teistyczną religią, a następnie zrównuje ją z ziemią. Ponieważ, żebyśmy byli  konsekwentni jako ateiści, musimy przeciwstawiać się lub zdawać się przeciwstawiać wszelkim roszczeniom wiary w równym stopniu. Stanowi to marnotrawstwo cennego czasu oraz energii i trwoni to zaufanie ludzi, którzy inaczej zgadzaliby się z nami w określonych zagadnieniach.

W żadnym wypadku nie sugeruję, żebyśmy nie poruszali tematów dotyczących sedna religijnych przekonań ludzi lub samej wiary — wciąż jestem osobą, która pisze artykuły z raczej radykalnymi tytułami typu „nauka musi zniszczyć religię" — ale wydaje mi się, że nigdy nie powinniśmy stracić z oczu przydatnych i ważnych rozróżnień.

Kolejnym problemem z nazywaniem siebie „ateistami" jest to, że każda religijna osoba uważa, że posiada powalający argument przeciw ateizmowi. Wszyscy słyszeliśmy te argumenty i będziemy ich słuchać tak długo, jak długo będziemy obstawać przy nazywaniu siebie „ateistami". Argumenty typu: ateiści nie mogą udowodnić, że Bóg nie istnieje; ateiści twierdzą, że wiedzą, iż nie ma żadnego Boga, a jest to najbardziej aroganckim twierdzeniem ze wszystkich. Rick Warren wyraził to w ten sposób, gdy razem dyskutowaliśmy na łamach „Newsweeka" — rozsądny człowiek, taki jak on „nie posiada dość wiary, by być ateistą." Pomysł, że wszechświat mógłby powstać bez twórcy jest, jego zdaniem, najbardziej dziwacznym roszczeniem wiary ze wszystkich.

Oczywiście parodią jest używanie tego jako argumentu na rzecz prawdziwości jakiejkolwiek doktryny religijnej. I wszyscy wiemy, co zrobić w tej sytuacji: mamy imbryczek Russell’a, tysiące martwych bogów, a teraz jeszcze latającego potwora spaghetti, których nieistnienie również nie może zostać udowodnione, a jednak wiara w nie jest uznana za absurdalną przez każdego. Problem polega na tym, że musimy wciąż toczyć ten sam spór, a jest on wywoływany w znacznym stopniu, jeżeli nie całkowicie, przez nasze używanie terminu „ateizm."

Tak samo z argumentem „największych zbrodni 20. wieku". Ile razy będziemy musieli odpierać zarzut, że Stalin, Hitler i Pol Pot reprezentują ostateczny etap rozwoju ateizmu? Mam dla was wiadomość, ten mem nie zamierza zniknąć. Argumentowałem przeciw niemu w The End of Faith i natychmiast powrócił w recenzjach książki jak gdybym nigdy o nim nie wspomniał. A zatem uporałem się z nim znów w posłowiu do wydania The End Of Faith w miękkiej oprawie; ale i to nie przyniosło żadnego efektu; więc ryzykując znudzenie wszystkich, znów powróciłem do niego w A Letter to a Christian Nation; i Richard zrobił to samo w Bogu Urojonym; i Christopher mocno w niego uderzył w Bóg nie jest Wielki. Mogę was zapewnić, że ten fałszywy argument będzie z nami dopóki ludzie będą określać się mianem „ateistów." I on naprawdę przekonuje religijnych ludzi. Przekonuje ludzi o umiarkowanych poglądach i liberałów. Nawet sporadycznie przekonuje ateistę.

Dlaczego powinniśmy wpadać w tę pułapkę? Dlaczego powinniśmy stać posłusznie w obszarze dostarczonym, w obszarze wyrzeźbionym przez program pojęciowy teistycznej religii? To tak, jakby przed rozpoczęciem dyskusji nasi przeciwnicy rysowali kredą zarys martwego człowieka na chodniku, a my podchodzilibyśmy i padali w wyznaczonym miejscu.

Zamiast zgadzać się na to, zastanówmy się, co by się stało, jeżeli po prostu używalibyśmy słów typu „rozum" i „dowód." Jaki jest argument przeciw rozumowi? To prawda, że kilka osób zagryzie zęby i będzie argumentować, że sam rozum stanowi problem, że oświecenie było nieudanym projektem, itd.. Ale prawda jest taka, że jest bardzo niewielu ludzi, nawet wśród religijnych fundamentalistów, którzy z radością przyznają się do bycia wrogami rozumu. Co więcej, fundamentaliści mają skłonnością do myślenia, że są mistrzami rozumu i że mają bardzo dobre racje przemawiające za wiarą w Boga. Nikt nie chce wierzyć w rzeczy na podstawie słabych dowodów. Trudno nie popierać pragnienia, by wiedzieć, co w rzeczywistości dzieje się w świecie. O ile reprezentujemy to pragnienie, stajemy się trudniejszymi przeciwnikami do dyskusji. A to pragnienie nie jest redukowalne do grupy interesu. To nie klub lub związek i wydaje mi się, iż próba uczynienia z nas grupy interesu zmniejsza naszą siłę.

Ostatni problem z ateizmem, o którym chciałbym powiedzieć odnosi się do niektórych z doświadczeń, które są sednem wielu tradycji religijnych, chociaż może nie wszystkich, i które są bardziej lub mniej zrozumiale opisywane w „duchowej" i „mistycznej" literaturze świata.

Ci z was, którzy przeczytali The End of Faith, wiedzą, że moje podejście do tych spraw nie pokrywa się całkowicie z podejściem Dana, Richarda i Christophera. Więc wydaje mi się, że powinienem pokrótce je omówić. Podczas gdy zawsze używam terminów takich jak „duchowy" i „mistyczny" zapisując je w cudzysłowie oraz zadaję sobie trud, by ogałacać je z metafizyki, emaile, które otrzymuję od moich towarzyszy broni sugerują, że wielu z was uważa moje zainteresowanie tymi kwestiami za problematyczne.

Przede wszystkim, pozwólcie mi opisać ogólne zjawisko, do którego się odnoszę. Oto, co się najczęściej dzieje: osoba, w jakiejkolwiek znajduje się kulturze, zaczyna zauważać, że życie jest trudne. Spostrzega, że nawet w czasie dobrobytu — nikt z jego bliskich nie umarł, jest zdrowy, nie ma żadnych wrogich armii gromadzących się w oddali, lodówka jest wypchana piwem, pogoda jest w sam raz - nawet gdy lepiej być nie może, zauważa, że na poziomie doświadczania przemijających chwil, na poziomie jego uwagi, jest nieustannie w ruchu, szukając szczęścia i znajdując tylko chwilową ulgę od tego poszukiwania.

Wszyscy to zauważyliśmy. Poszukujemy przyjemnych obrazów, dźwięków, smaków, doznań i zachowań. Zaspokajamy naszą intelektualną ciekawość oraz nasze pragnienie przyjaźni i romansu. Zostajemy koneserami sztuki, muzyki i filmu - ale nasze przyjemności są, ze względu na swoją naturę, przemijające. I nie możemy zrobić nic więcej niż ledwie powielać je tak często, jak jesteśmy do tego zdolni.

Jeżeli cieszymy się jakimś wielkim sukcesem zawodowym, nasze poczucie spełnienia pozostaje żywe i upajające przez około godzinę, lub być może dzień, ale później ludzie zaczną nas pytać „A więc, co zamierzasz zrobić teraz? Nie masz żadnych innych planów?" Gdy Steve Jobs wypuścił na rynek IPhone’a to jestem pewny, że nie minęło dwadzieścia minut zanim ktoś zapytał, „kiedy go zmniejszysz?" Zauważ jak niewielu ludzi w tej sytuacji, nieważne co osiągnąwszy, powie: „Skończyłem. Zrealizowałem wszystkie swoje cele. Teraz zamierzam tu zostać i jeść lody, dopóki nie umrę."

Nawet kiedy wszystko poszło tak dobrze, jak tylko mogło pójść, poszukiwanie szczęścia w trakcie przemijających chwil trwa, tak jak i wysiłek by nie dopuścić do siebie wątpliwości, niezadowolenia i nudy. Nawet najbardziej satysfakcjonujące i uporządkowane życie zakłóca realność śmierci i doświadczenie utraty ukochanych.

W tym kontekście, pewne osoby zazwyczaj zastanawiały się, czy istnieje głębsza forma szczęścia. Innymi słowy, czy istnieje forma szczęścia, która nie jest zależna jedynie od powtarzania naszych rozrywek i sukcesów oraz unikania cierpień. Czy istnieje forma szczęścia, które nie jest zależna od posiadania swojego ulubionego jedzenia zawsze dostępnego do spożycia, posiadania wszystkich swoich przyjaciół i ukochanych przy sobie, posiadania dobrych książek do czytania lub też posiadania czegoś, by warto było oczekiwać weekendu? Czy jest możliwe by być całkowicie szczęśliwym zanim cokolwiek się wydarzy, zanim pragnienia zostaną zaspokojone, pomimo nieuniknionych trudności życia, w stanie fizycznego bólu, starości, choroby i śmierci?


1 2 3 4 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Wojewoda hamuje państwo wyznaniowe
Czcze czczenie Che

 Zobacz komentarze (20)..   


« Ateizm i Ateologia   (Publikacja: 06-03-2010 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Sam Harris
Autor bestsellerowej ("New York Times"), wyróżnionej PEN Award książki - "The End of Faith: Religion, Terror, and the Future of Reason" (2005) oraz "Letter to a Christian Nation" (2006). Ukończył filozofię na Uniwersytecie Stanforda, studiował poza tym religioznawstwo, obecnie pracuje nad doktoratem z zakresu neuronauki. Udziela się medialnie w radio i telewizji, ostrzegając o niebezpieczeństwach związanych z wierzeniami religijnymi we współczesnym świecie. Mieszka w Nowym Jorku.
 Strona www autora

 Liczba tekstów na portalu: 28  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Tajemnica świadomości
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 7183 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365