Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
184.013.180 wizyt
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7352 tekstów. Zajęłyby one 29008 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Zamierzasz się zaszczepić na SARS-CoV-2?
Tak
Raczej tak
Raczej nie
Nie
Poczekam jeszcze z decyzją
  

Oddano 3995 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
(..) żadna z metod poznawczych stosowanych w celu uzasadnienia wiary w tezy supernaturalistyczne nie jest adekwatna do tego celu.
« Filozofia  
Czy istnieją pytania filozoficzne? [2]
Autor tekstu:

Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie pewne pytania (zob. wyżej, egzemplarze, a zarazem typy takich pytań). Kto wie, czy nie najbardziej rasowe z nich brzmi „Co to wszystko znaczy?", jak pomysłowo zatytułował pewien filozof swoje „bardzo krótkie wprowadzenie do filozofii". Filozofia to zbiór reakcji na takie pytania. (Słynny bon mot Whiteheada trafia w sedno, jeśli założyć, że Platon postawił wszystkie pytania filozoficzne.)

Zwracam uwagę na słowo „dziś", wskaźnik czasu w moim twierdzeniu. Twierdzenie to jest więc spełnione, gdy w pewnym dziś (rozumianym rzecz jasna jako przedział, w topornym przybliżeniu, od początku ubiegłego stulecia do teraz) zasób pytań filozoficznych ma skład wskazany w TU. Uwzględnijmy jeszcze, że pytanie, zachowując kształt, zmienia znaczenie, zmienia składnię szeroką, czyli położenie, by tak rzec, w macierzystej sieci zdań, zmienia sytuację metodologiczną, zależnie od zasobu środków „czyhających" na jego rozstrzygnięcie. Innymi słowy, pytania filozoficzne nie występują w izolacji, lecz w kontekście filozofii, a filozofia w kontekście reszty kultury, choć filozofie wyrodniejącezwykłe chować się za parkanem osobnego werbalizmu.

Uwzględniwszy powyższe (relatywizację do czasu, czyli do stanu kultury, oraz zmienność pytań), mówię, co następuje. Jesteście w błędzie, jeśli używacie nazwy „filozofia" w intencji reistycznej, więc w oczekiwaniu, że kryje się za nią rzecz złożona, a swoista, zmienna w czasie, lecz zachowująca tożsamość, zróżnicowana w każdej teraźniejszości, lecz scalona w tym zróżnicowaniu - FILOZOFIA. Jesteście w błędzie, jeśli sądzicie — nie bez racji, skądinąd ­­- że jednolitość i spoistość tej rzeczy, niczym symfonii o skłóconych tempach i nastrojach, nadaje pewien zasób zadań. Takich zadań, że nikt inny wobec nich nie staje i nikt inny nie może im sprostać.

Argument ze stanu kultury. Istnieje coś takiego, jak stan kultury w danej chwili. Biorę jej część nastawioną na wiedzę i nazywam ją kulturą poznawczą. Składa się na nią kultura pojęć oraz kultura narzędzi badawczych. Kultura pojęć wyznacza kryteria oraz zwyczaje regulujące zrozumiałość nośników wiedzy, czyli granice obiecującego poznawczo dyskursu, a kultura narzędzi wyznacza zasobnik z narzędziami do potwierdzania i odrzucania zdań, czyli warunki rozstrzygalności, a więc granice wydajnego poznawczo dyskursu. [Dygresja. Nie utożsamiam, jak widać, sensowności z rozstrzygalnością, toteż Gödel mi nie straszny.]

Otóż filozofia jest poniżej progu wymagań nakładanych przez dzisiejszą kulturę poznawczą. Zaczynam tę wojowniczą diagnozę od odczucia. Mnie w każdym razie od dawna nie opuszcza odczucie niższości poznawczej filozofii względem nauki, lecz nie tylko - precz z postrachem scjentyzmu! — bo też względem zdrowego rozsądku, myśli technicznej, literatury pięknej (nie bez kozery pewien filozof uznaje Lema i Miłosza za najwybitniejszych współczesnych filozofów polskich).

Źródła zaś niższości poznawczej filozofii upatruję w stanie jej parku problemowego, czyli uruchamiającego myśl filozoficzną zespołu pytań. Widzę w nim trzy główne podzespoły. Pytania, po pierwsze, w zastanej postaci naukowe, moralne, religijne, teologiczne itd., a tylko w wyniku zaszłości historycznych występujące pod dachem filozofii (intruzem w filozofii są szczątki logiki czy raczej szczątki filozofii w logice, przykładów dostarcza też tak zwana metodologia nauk, koktajl empirycznego naukoznawstwa, logiki, psychologii, socjologii i historii nauki oraz spekulacji o naturze nauki, snutych na ogół przez dyletantów). Wyprowadzenie tych pytań z filozofii to czysty zysk poznawczy.

Pytania, po drugie, przekształcalne w niefilozoficzne. Uczył nas Kazimierz Ajdukiewicz, występując z metodą parafraz, jak przekształcać mamy, a ujęcie „problematu transcendentalnego idealizmu w sformułowaniu semantycznym" nie straciło na aktualności, jako próbka i zarazem wzór, mimo upływu lat siedemdziesięciu z górą. Sparafrazowanie przeklętych problematów filozofii ma dwie zalety: przekształca nibypytania, mętne pytania, pytania-o-nic-w-szczególności w pytania operacyjne, a tym samym przyporządkowuje je narzędziom badawczym czy decyzyjnym, rokującym rozstrzygnięcia.

Pozostają, po trzecie, pytania niesione przez różne tradycje, a podtrzymywane przez intelektualne i pozaintelektualne interesy ludzi i instytucji. Stronnictwo to korzysta koniec końców z trzech argumentów na rzecz nieusuwalnej filozofii pierwszej — z argumentu o nieredukowalności, z argumentu o szczególnych stanach rzeczy oraz z argumentu o uprzywilejowanym dostępie do nich, danym filozofowi.

Z oświadczeniem, że pytanie filozoficzne jest niesprowadzalne do niefilozoficznego, nie wiadomo co robić, dopóki nie wiadomo, czy rozmówca operuje pojęciem sprowadzalności. Jeśli nim rozporządza, jesteśmy w domu, możemy ustalić treść i wartość tego pojęcia, a ustaliwszy wynegocjować kwestię, czy pytanie filozoficzne (na przykład pytanie Wittgensteina z Kartek &357: "Czy systemy te [scil. systemy kolorów, liczb] tkwią w naszej naturze, czy też w naturze rzeczy?") jest sprowadzalne do jakiegoś niefilozoficznego. Mówię zaś o wynegocjowaniu, bo przy uzgodnionym pojęciu redukcji wyrok, czy coś podlega jej na rzecz czegoś wskazanego, zależy nie tylko od logiki, lecz też od naszego poczucia satysfakcji, tego zaś nie sposób podporządkować algorytmowi.

Mam wreszcie przed sobą człowieka zasadniczego. Ten odrzuca a limine odejmowanie czegokolwiek od filozofii, bo filozofia — powie — od Anaksymandra do dzisiejszego piewcy światów możliwych, dotyczy szczególnych stanów rzeczy, a filozof, choć korzysta z narzędzi pozostałych śmiertelników, ma do owych stanów rzeczy uprzywilejowany dostęp, przez intuicję, analizę pojęciową, ogląd, transcendentalną dedukcję, Wesenschau, racjonalną rekonstrukcję i co tam jeszcze. Filozofia docieka ostatecznej natury rzeczy, fundamentalnego tworzywa rzeczywistości, zasadniczej struktury świata, podstaw wiedzy lub niewiedzy, istoty dobra, prawdy i piękna, a przynajmniej „dociekając sensu istnienia, usiłuje . . . dać pewną wartościującą wizję świata, człowieka czy historii" (Marian Przełęcki w Poza granicami nauki, s. 51).

Rzecznikowi tych idei mam do przeciwstawienia dwa przekonania, jedno upodobanie i jedno oczekiwanie. Przekonany jestem mianowicie, a w przekonaniu tym umacnia mnie między innymi chroniczna niewydajność owych dociekań, że korelatami metafizycznego, epistemologicznego, aksjologicznego nazewnictwa, owego nazewnictwa celów filozoficznego dociekania nie są stany rzeczy, lecz fantomy, bo nazwy tego katalogu to skróty symbolizujące różne zbitki pojęciowe albo metafory. Szczęśliwy, kto potrafi brać dosłownie i serio takie owoce filozofii, jak zdarzenia Whiteheada, fakty atomowe Wittgensteina czy indywidua Strawsona, o monadach Leibniza i Witkacego nie wspominając. Monady Leibniza były zresztą poniżej poziomu fizyki czasów Leibniza, poniżej poziomu matematyki samego Leibniza. Riposta, której tu oczekuję, że moja opinia to nieporozumienie, bo metafizyka czy ontologia występuje w zupełnie innym porządku, wydaje mi się chybiona. Hierarchia porządków to wykręt, a ontologia bynajmniej nie mówi do nas de profundis. Przeciwnie.

W uprzywilejowany dostęp natomiast nie wierzę — owe intuicje, oglądy i inne narzędzia głębokiego wtajemniczenia to dostępne wszystkim środki heurystyczne, w najlepszym razie przychylne wynalazczości myślowej, a bywa, że nieprzychylne, bo niosące zamęt pojęciowy i iluzoryczne gwarancje pewności, zamiast rzetelnych uzasadnień.

Co się zaś tyczy filozofii jako dostarczycielki sensu istnienia, moje upodobania idą tropem owego dictum Rudolfa Carnapa, że metafizycy to [bodaj, nie mam pod ręką źródła] muzycy bez stosownego talentu. Kiedy więc przychodzi mi ochota na sens życia, sięgnę do Tołstoja, Dostojewskiego czy Iwaszkiewicza, lecz nie do Kanta, Heideggera czy Levinasa.

Pozostaje oczekiwanie co do losów filozofii pierwszej. Ta już dziś jest na peryferiach kultury, indukcja pozwala więc oczekiwać dalszego postępowania w tym kierunku, proces marginalizacji bowiem, jak inne przyrodnicze procesy degradacji, nosi znamię nieodwracalności. Proces ten toczy się jednak za zasłoną. Składa się na nią aktywność kształcących filozofów ośrodków akademickich, rozmnożonych do inflacyjnych rozmiarów, bujne życie konferencyjne, ogromna produkcja wydawnicza oraz próby rewitalizacji z użyciem całego spektrum zapożyczonych środków, od rachunku predykatów i logik modalnych po figury prozy pseudopoetyckiej. Sprzyja tej iluzorycznej żywotności niesiony przez tradycję nimb wzniosłości i głębi, osnuwający filozofię, bo przyciąga ku niej młodzież, a oddziałuje też na decyzje ciał rządzących groszem publicznym.

Zasłona, o której wyżej, może przesłaniać ów proces, lecz nie może go powstrzymać. Nie może zmniejszyć rosnącej odległości między awangardą współczesnej kultury poznawczej a celami, środkami i narzędziami filozofii. Nic dziwnego, że kraina nosząca dziś miano filozofii to głównie kraina cytatu. Zapadłaby cisza, gdyby jej mieszkańcy dali posłuch wezwaniu „Wyjdźmy z muzeum, przemówmy własnym głosem!"

Nie wieszczę tutaj wymierania filozofii pierwszej, lecz je opisuję. Nie potrafię bowiem wziąć skansenu za kwitnący gaj Akademosa.

Szkic wypowiedzi przygotowany na spotkanie organizowane przez Koło Filozofii Analitycznej „Czy istnieją problemy filozoficzne?", z udziałem dr hab. Bohdana Chwedeńczuka oraz prof. dr hab. Jana Woleńskiego, które odbyło się 1 czerwca 2010 r. w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego.


1 2 

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Galileusz, Kościół i Apollo 15
Biologiczne podstawy akupunktury lub więcej dowodów na efekt placebo?

 Dodaj komentarz do strony..   Zobacz komentarze (26)..   


« Filozofia   (Publikacja: 08-06-2010 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Bohdan Chwedeńczuk
Filozof, profesor Uniwersytetu Warszawskiego; tłumacz literatury filozoficznej; publicysta m.in. czasopisma Bez Dogmatu.   Więcej informacji o autorze

 Liczba tekstów na portalu: 9  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Mówienie o Bogu. Po lekturze Feuerbacha
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 7339 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365