Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
149.769.759 wizyt
Ponad 1062 autorów napisało dla nas 7287 tekstów. Zajęłyby one 28732 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Co z Brexitem?
będzie drugie referendum
będzie początkiem końca UE
zyska na nim Wielka Brytania
ostatecznie wzmocni UE
dużo hałasu o nic
  

Oddano 644 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
John Brockman (red.) - Nowy Renesans

Znajdź książkę..
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Ani w życiu prywatnym, ani w moich pracach nigdy nie ukrywałem, że jestem zdeklarowanym niewierzącym".
 Kultura » Historia kultury

Liryka sentymentalna polskiego oświecenia [1]
Autor tekstu:

Motywy, które w twórczości poetów stołecznych okazyjnie tylko dochodziły do głosu, owe wdzięczne, lekkie, rokokowe sielanki, rozwijają się w Polsce stanisławowskiej i rozkwitają poza Warszawą, na gruncie prowincjonalnym, słabiej związanym z życiem politycznym, z jego namiętnościami, plotkami i innymi ujemnymi stronami. Przede wszystkim więc w Puławach kwitnie sielankowa liryka rokokowa, hodowana na wysoce kulturalnym dworze Czartoryskich, któremu ton nadaje nie tyle książę generał ziem podolskich, ile uczona i pobożna księżna Izabela, otoczona dziećmi, z których dwoje, Adam Jerzy i Maria, późniejsza księżna Wirtemberska, z biegiem lat również nie pozostaną obojętnymi na sprawy literackie. Księżna Izabela Czartoryska (1746-1835), miłośniczka historii i założycielka pierwszego w Polsce muzeum, sławnej ,,świątyni Sybilli", późniejsza autorka książek dla ludu, takich jak popularna czytanka historyczna ,,Pielgrzym w Dobromilu", wnosi do kultury polskiej nowe tony, dla których na kawalerskim dworze królewskim nie było ucha, a które rozbrzmiewały w ówczesnej Anglii, Francji czy Niemczech.

Panią z Puław cechuję więc upodobanie w sztucznej sielankowości, to samo, które Marii Antoninie kazało pod Paryżem tworzyć parki zapełnione ,,kabankami" dokładne imitującymi biedne chałupy wiejskie i otaczać się ,,berżerkami" lub urządzać maskarady dworskie w przebraniach chłopskich. Taka swoista ludowość epoki rokoka łączy się doskonale z upodobaniem w konceptach mitologicznych; chłopi i pasterze, oglądani z okien pałacowych czy na fetach w parku, nic lepszego nie mają do roboty jak śpiewanie wyuczonych piosenek o przygodach miłosnych, o ranach zadawanych złocistymi strzałami amorka.

Prześliczna linia i barwność widowiska, bogactwo i różnorodność grup festynowych, melodyjność śpiewanych przez nie anakreontyków stanowią zasadnicze cechy tego kierunku, jego zaś intensywność potęgują czynniki literackie; płyną one z głośnych powieści o nieszczęściach miłosnych, o biednych, uwiedzionych i porzuconych dziewicach, które zawód miłosny okupują śmiercią, powieści przepełnionych płomiennymi uczuciami papierowych bohaterów i wilgotnych od łez cnotliwych w nieszczęściu bohaterek. Z perspektywy dwu wieków dostrzega się łatwo śmieszne strony nurtu sentymentalnego, perspektywa ta jednak pozwala dostrzec, iż nurt ten, antagonistycznie wobec klasycyzmu nastawiony, krył w sobie zalążki spraw, które w przyszłości miały rozwinąć się bogato i zwycięsko. Jego przedstawiciele zwracali bowiem uwagę na zjawiska przez poprzedników nie dostrzegane, zdobywali dla tych zjawisk prawo do miejsca w literaturze. Robili to jednak tak nieporadnie, iż wywierało to wrażenie sztucznej maskarady. I nic dziwnego, że cały ten nurt rychło wydrwił Krasicki ukazując modną sekutnicę, która z zachwytem rozprawia o modnym Parku i modnej w nim lekturze romansów Francuza Rousseau (Nowej Heloizy) i Anglika Richardsona (Pameli).

...Niech będą z cyprysów gaiki,
Mruczące po kamyczkach gdzieniegdzie strumyki,
Tu kiosk, a tu meczecik, holenderskie wanny,
Tu domek pustelnika, tam kościół Dyjanny,
Wszystko jak od niechcenia, jakby do igraszki,
Belwederek maleńki, klateczki na ptaszki,
A tu słowik miłośnie szczebiocze do ucha,
Synogarlica jęczy, a gołąbek grucha,
A ja sobie rozmyślam pomiędzy cyprysy,
Nad nieszczęściem Pameli albo Heloisy...

To co dla biskupa warmińskiego było przedmiotem satyry, w Puławach stało się ideałem, księżna Izabela bowiem, przy wszystkich swoich zaletach, przy niewątpliwym rozsądku i poczuciu obowiązku, była typową ,,żoną modną", w najlepszym zresztą tego wyrazu znaczeniu.

Kaprysy jej weszły do poezji dzięki temu, że znała wymarzonego wręcz kandydata na poetę nadwornego, dostawcę wierszyków na uroczystości imieninowe i weselne, nawet na wydarzenia takie jak zgon ,,suczynki Lubci", oraz twórcę dramatów na scenkę miejscową, w osobie niedoszłego jezuity, a potem urzędnika bibliotecznego Franciszka Dionizego Kniaźnina (1750-1807).

Przenosząc się do Puław, miał on sporą tekę utworów polskich i łacińskich, dowód nie byle jakiej sprawności poetyckiej i mistrzowskiego opanowania tajników rymu i rytmu. Dalsza kariera dworska miała być tylko kontynuacją drogi, na którą wstąpił już dawniej, a na którą wprowadziła go zarówno rutyna jezuicka, jak własne zdolności i upodobania. Teka ta obejmowała przede wszystkim cykl wierszy łacińskich, rodzaj zajmującego albumu literackiego, były one bowiem skierowane do większości żywych i zmarłych pisarzy epoki, do Konarskiego, Rzewuskiego, Załuskiego, Bohomolca, Naruszewicza, Zabłockiego i in., jeden z nich poświęcony był drukarni Gröla, inny pamięci Kochanowskiego, którego Treny w dziwnie zapóźnionym przekładzie na łacinę również do owych ,,Carmina" (1781) weszły.

Ciekawsza i w Puławach przydatniejsza była teki Kniaźnina połowa polska, obejmująca trzy księgi ,,Erotyków, czyli Pieśni w rodzaju anakreontycznym (1779)", filigranowych cacek osnutych na ogranych i zużytych tematach, a jednak żywych, barwnych i kto wie, czy nie najlepszych ze wszystkiego, co Kniaźnin napisał. Autor ich z daleko większą niż Naruszewicz słusznością mógłby był o sobie powiedzieć: ,,od muz poleskich wychowane chłopię", umiał bowiem z modnym anakreontykiem rokokowym związać w organiczną całość motywy stare, tradycyjne, spopularyzowane przez barokową sielankę i pieść miłosną. Dokonał tego przekształcając pomysły epickiej sielanki Szymonowica w melodyjne pieśni, najładniejsze, jak powszechnie znane Krosienka lub Neera, obie w ,,rodzaju pasterskim", dźwięczą zupełnie wyraźnie pogłosami Kołaczy i Zalotników. Na gruncie puławskim autor zbiorek swój przetrzebił dodając do partii pozostawionej, a obejmującej również głośną Odę do wąsów, mnóstwo pieśni nowych, różnego pochodzenia, naśladowanych z Horacego, z Psałterza, z modnych poetów obcych, a wreszcie całą serię wierszy okolicznościowych, by stworzyć w ten sposób okazały zbiór ,,Poezyj"(1787-1789).

Cechą ich najbardziej znamienną — cichy, spokojny, wytworny sentyment, brak jaskrawej zmysłowości, wprowadzenie zaś raczej tonów religijnych i patriotycznych. Swawola rokokowa łagodnieje tu, figlarny bowiem amorek przechadza się nieraz po ,,łące wdzięków" w zupełnej zgodzie z aniołem stróżem, co zrozumiałe, gdy się zważy, że w modnym parku stała nie tylko świątynia Sybilli, ale i posąg Madonny.

Łagodne, pastelowe odcienie wyraźne w pięknych nieraz pejzażach, są czymś całkiem nowym, Kniaźninowskim, nie spotykanym w poezji jego czasów, choć poeta nie szuka dla nich niezwykłych form i poprzestaje na tradycyjnych postaciach wiersza. Mniej za to wyraziste są jego wiersze patriotyczne. Jedynie tam, gdzie akordom patriotycznym wtórują religijne, gdzie do głosu dochodzi korna i ufna wiara w Opatrzność, w opiekę boską nad ginącym krajem, sielankowy poeta zdobywa się na akcenty silne, rzadko w jego czasach spotykane, a wyprzedzające tok wydarzeń dziejowych o lat kilkanaście, a nawet więcej. Przybywając do Puław miał Kniaźnin nadto gotowy zbiór ,,Bajek" (1776), przeważnie przerabianych z Lafontaine’a i temu prototypowi u nas może najbliższych, pisanych językiem codziennym, nie przejaskrawionym, ale dosadnym i zamaszystym.

 

Prawa są nasze jako pajęczyna
Bąk się przebije, a na muchę wina.

Same zaś Puławy, poza gładkimi przekładami liryki Horacego i Anakreonta, wzbogaciły dorobek literacki Kniaźnina mnóstwem rzeczy okolicznościowych, utworów dłuższych, pisywanych w miarę potrzeby, błahostek zawsze poprawnych, ale pustych, obrazków mitologiczno-alegorycznych, ,,oper" heroiczno-patriotycznych, wzorowanych na dziełach popularnego dramaturga włoskiego Metastazja (Matka Spartanka, Temistokles, Hektor), najciekawszych wreszcie sielanek dramatycznych, takich jak Marynki, Zosiny, Trzy gody i Cyganie. Obrazki te są z tego względu niezwykle interesujące, że rokokowa ludowość zbliża się w nich do rzeczywistości, nabiera zabarwienia realistycznego. Wątek w nich bywa konwencjonalny, jego jednak ujęcie wnosi sporo elementów nowych, nieraz autentycznych, takich jak z lekka sparafrazowane pieśni ludowe, jak scenki obyczajowe, jak wreszcie gwara użyta jako środek ekspresji literackiej.

Względy na wartości artystyczne liryki Kniaźnina, spotęgowane przez czynniki pozaliterackie, wynosząc liryka puławskiego nad innych sprawiły, że jego sława zaćmiła Józefa Szymanowskiego (1748-1801), pisarza mniej płodnego, a przez współczesnych stawianego wyżej od autora Cyganów. Reputacja jego u współczesnych opierała się zresztą na bardzo kruchej podstawie: pokolenie mianowicie, które nie znało jeszcze Sofijówki, rozczytywało się z zachwytem w ,,Świątyni Wenery w Knidos", z prozy Montesquieu zgrabnie wierszem przez Szymanowskiego przełożonej. Z chwilą gdy zachwyt dla pomysłów klasycystycznych, dla chłodnego mitologizowania i mdłych opisów przeminął, zapomniano nie tylko o Świątyni, ale również o innych, mniej ambitnych, choć daleko żywszych i ładniejszych utworach drobniejszych Szymanowskiego. Jego sielanki, szablonowe skargi pasterzy w jedwabiach są produktem pospolitej maniery rokokowej i operują motywami nadużywanymi przez innych. Inaczej ma się sprawa z kilkunastoma piosenkami cenionymi bardzo przez Kniaźnina, który wplatał je chętnie do swych sielanek dramatycznych. Melodyjność piosenek Szymanowskiego, wtajemniczających nas w repertuar fraucymerów magnackich, skąd przejdą one do dworów i dworków szlacheckich, potęguje umiejętne posługiwanie się refrenem, który łagodzi niezupełnie czasem gładką składnię:

 

W tobie się jednej świat dla mnie zamyka,
Bez ciebie z całym wdziękiem w oczach znika,
Przecież nie wierzysz, żeś jest kochana.

Szymanowskiemu wtórował sławiony przez legendę romantyczną Jakub Jasiński (1762-1794), dzielny uczestnik powstania kościuszkowskiego i bohaterski obrońca Pragi, poległy na straconej placówce. ,,Młodzian piękny i posępny", jak ukaże go legenda, w twórczości literackiej uprawiał rzeczy i niepiękne i dalekie od posępności, pisywał więc mało budujące piosenki (Chciało się Zosi jagódek), z upodobaniem tworzył swawolne poematy heroikomiczne i nie stronił od pornografii.

Jak w twórczości Kniaźnina i Szymanowskiego odżywały tradycje barokowej liryki świeckiej, tak w tomiku stolnikowej inflanckiej Konstancji Benisławskiej (1747-1806) nietrudno dosłuchać się barokowej liryki religijnej. Już sam pomysł zbioru, noszącego długi tytuł ,,Pieśni sobie śpiewane… za naleganiem przyjaciół z cienia wiejskiego na jaśnią wydane", dowodzi związku z dawną tradycją, autorka bowiem w dwu pierwszych księgach daje rymowane warianty Ojcze nasz i Zdrowaś, każdemu wyrażeniu obydwu modlitw poświęcając długie i bardzo skomplikowane rozważania. Przypominają one metodę średniowiecznego komentowania słów Chrystusa na krzyżu, z których każde stawało się punktem wyjścia dla medytacji i roztrząsań, dyktowanych niekiedy przez erudycję teologiczną, kiedy indziej znowuż przez swobodne skojarzenia pojęciowe. Roztrząsania Benisławskiej, mają nieraz charakter spekulacyj, operujących tak ulubionymi barokowi kontrastami. Niekiedy obrazowość poetki i wyrażony przez nią typ odczuwania religijnego wiąże się zupełnie wyraźnie z tradycjami barokowej kolędy, łącząc prostackie pomysły z wyszukanymi konceptami, jak w rozważaniu zwrotu ,,Pan z Tobą", prowadzącym do szopki betlejemskiej, gdzie Matka Boska spowija ,,najsłodsze Dzicię", a poetka prosi: ,,obym się mogła stać ja pieluchami", potem sianem, ,,wszak człek wszelki siano".


1 2 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Dzieje Noego - Potop
Czy organizacje sceptyków powinny być organizacjami ateistycznymi?

 Zobacz komentarze (1)..   


« Historia kultury   (Publikacja: 28-06-2010 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Daniel Krzewiński
Ur. 1982 w Brzegu. Ukończył studia magisterskie na Uniwersytecie Opolskim (Magister historii), a także podyplomowe studia z zakresu psychologii i pedagogiki. Główny krąg jego zainteresowań skupia się wokół historii filozofii, a także historii psychologii i psychoanalizy.
 Strona www autora

 Liczba tekstów na portalu: 30  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Geneza sporu teologii z dialektyką w średniowiecznej myśli filozoficznej
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 7371 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365