Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
158.300.754 wizyty
Ponad 1063 autorów napisało dla nas 7305 tekstów. Zajęłyby one 28821 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Czy jesteś zadowolony/a z życia?
Tak
Nie
Nie wiem
  

Oddano 883 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Ani w życiu prywatnym, ani w moich pracach nigdy nie ukrywałem, że jestem zdeklarowanym niewierzącym".
« Norbert Paprocki   
Krzyż przed Pałacem i pomijanie sedna sprawy
Autor tekstu:

Gdybym nie wiedział, w jakim kraju przyszło mi żyć, zupełnie nie rozumiałbym sposobu naświetlania przez media sprawy krzyża stojącego przed Pałacem Prezydenckim. Nawet TVN, określany przez radykałów katolickich szatańską, masońską, żydowską (proszę dopowiedzieć sobie tę litanię) tubą, przedstawia kwestię krzyża, na czele z reporterem Pawłem Płuską, sztampowo, a przy tym zupełnie błędnie, pomijając samo sedno sprawy.

Próba i chęć przeniesienia krzyża w miejsce kultu nie jest oczywiście walką z krzyżem jako takim- jednak argument jaki za tym stoi to nie fakt, że gdzie indziej krzyże stoją i mają się dobrze, oraz że nikt nie ma zamiaru ich usuwać. Ten konkretny krzyż sprzed Pałacu to dopiero pierwszy krok, który zapowiada zmierzanie ku świeckości państwa.

Nieważne więc, że wprowadzono religię do szkół i że ten stan rzeczy nie zmienił się. Dlaczego? Bo to również niesłuszny stan rzeczy. Niezgodny z neutralnością światopoglądową Polski zapisaną w konstytucji. Dlaczego nawet TVN nie odważy się nakreślić oczywistego rdzenia sprawy- że krzyż postawiony przez harcerzy, a raczej chęć jego przeniesienia, to właściwie pierwszy krok do laicyzacji?

Laicyzacja kojarzy się źle. Kojarzy się z ateizmem. Ten zaś z komunizmem- skojarzeniami tymi żyją zacietrzewieni, fanatyczni obrońcy krzyża. Po części skojarzenia te żyją także w przeciętnym Polaku, który komunizm przeżył. Mimo to, skojarzenia te są tylko skojarzeniami- sam sęk sprawy nie jest zauważany, a jeśli tak, nie jest rozumiany.

Historia potoczyła się tak, a nie inaczej- chrześcijaństwo miało sporo do powiedzenia i Polacy od wieków są do niego przywiązani. Nawet jednak, gdyby w historii romansu z katolicyzmem (przede wszystkim z nim) dominowały wielkie chwile chwały naszego kraju- i nawet, gdybyśmy mogli powiedzieć, że sukcesy te zawdzięczamy w głównej mierze Kościołowi, i to nie pojedynczym bohaterom, ale najwyższym hierarchom, zawsze skłonnym do pomocy i służącym słowem bożym nie pozostawiającym wątpliwości, że jest słowem genialnym- nawet wtedy nie byłby to argument, by w wolnej Polsce, jako państwie świeckim, krzyże postawione w miejscach publicznych spokojnie akceptować.

Nie. Polska- jako kraj świecki, neutralny światopoglądowo, nie narzucający nikomu wyznania, kraj wolny- powinien być pozbawiony wszelkich symboli ideologicznych czy religijnych w sferze publicznej.

To przecież tak proste- miejsce krzyża to świątynie i domy wierzących.

Może i ich samochody. Ich szyje. Zdawałoby się, że tak nakazuje zwykła przyzwoitość.

To, owszem, nakierowanie myślenia na inne tory. Przecież dokładnie o to samo chodzi z krzyżami w klasach szkół, gdzie uczęszczają, lub mogą uczęszczać, nie tylko katolicy. W samej istocie jest to swoiste zaznaczenie terenu- danie do świadomości, że „nas, katolików jest więcej i to my jesteśmy prawdziwymi Polakami, tylko katolicyzm jest słuszny". To prawo dżungli. Wyrażające się także w znanym wierszyku

„tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem"...

Walka o stosowne miejsce dla krzyża jest walką słuszną. Nie jest to natomiast walka z krzyżem samym w sobie. Oczywiście. Nie da też nic ciągłe międlenie, że krzyż powinien łączyć, nie zaś dzielić. Krzyż dzieli, ponieważ różnimy się i nikt nie chce być traktowany jako obywatel drugiej kategorii.

Dzieli natomiast mocniej (niepotrzebnie), gdy widnieje tam, gdzie uczęszczają ludzie o przeróżnych poglądach. Nikt w mniejszości światopoglądowej czy religijnej, nie chce żyć pod symboliczną, czy jakąkolwiek inną presją.

Tak samo, jak każdy myślący człowiek, który, powiedzmy, odrzucił katolicyzm dzięki przemyśleniom i obserwacjom, powinien mieć możliwość, by wyrazić swobodnie swoje zdanie. Krzyż tego nie zabrania, ale psychologicznie oddziałuje bardzo mocno. Równie mocne są argumenty ludzi, których katolicyzm absolutnie nie przekonuje. Mocne zastrzeżenia można mieć do mocy łączenia przez krzyż. Krzyż łączy chrześcijan, których zbawienie jest o wiele bardziej pewne, niż zbawienie innowierców. Z jednej strony Jezus zginął podobno za całą ludzkość (choć i to zniesmacza mnie bardzo, ponieważ promuje cierpienie jako konieczny i jedyny sposób wyproszenia danych łask, nawet, jeśli trzeba je wyprosić u rzekomo wszechmocnego boga), ale z drugiej strony Jezus groził piekłem wszystkim, którzy nie uznają go jako boga, czy syna bożego.

Nie mam zamiaru wpatrywać się w symbol cierpiętnictwa w miejscu, gdzie pojawiam się w konkretnym celu, nie zaś w celu modłów; nie mam zamiaru czuć się kimś gorszym, ponieważ nie podzielam wiary w krwawego zbawiciela, chętnego wrzucić mnie do ognia piekielnego, ponieważ nie przekonały mnie jego idealistyczne przekazy, nierealne podejście do majątku, podejrzane sztuczki zwane cudami, czy wskazówka, by po pożądliwym spojrzeniu na kobietę wydłubać sobie oko. A najlepiej oboje oczu.

Krzyż łączy chrześcijan. Kiedyś krzyż „nawracał" na chrześcijan, w zestawie z ogniem i mieczem. Większość Polaków to formalnie katolicy, lecz w pewnym sensie obojętność religijna większości z nich jest nawet bardziej korzystna dla pluralizmu. Ktoś powinien wreszcie wyjść z inicjatywą, by zacząć poważną, kulturalną debatę na temat świeckości państwa. Dziś krzyż dzieli również chrześcijan- i paradoksalnie, ci fanatycy spod krzyża są najbardziej szczerzy i konsekwentni. To prawdziwi chrześcijanie. Innym odmawiają chrześcijaństwa, choćby zwolennik przeniesienia krzyża był ochrzczony.

Chrześcijaństwo zawsze dążyło do władzy, wysługując się również polityką. Katolicyzm ma w tym zakresie ogromne osiągnięcia. Dziś pewnym hierarchom Kościoła w Polsce wstyd jest bronić swołoczy, lecz w istocie nie mają interesu w tym, by eliminować znak zaznaczający ich teren.

Stąd właśnie ten brak konkretnego zaangażowania i zwlekanie z wypowiedzią.

Ci, którzy chcą krzyży w sferze publicznej, mają równie marne i wątłe argumenty za swoim stanowiskiem, jak wszyscy, którzy sprzeciwiają się metodzie in vitro, czy antykoncepcji. Wszystko to jest przejawem „myślenia" w sposób chrześcijański. Może zabrzmi to nieco filozoficznie, ale życie… tworzy pewną całość. Polityka to również sfera życia. Jeśli Kościół sprzeciwia się badaniom nad komórkami macierzystymi, a legalizacja ich zależy od polityków- jak można wymagać od Kościoła, by na ten temat nie wypowiadał się? Moim zdaniem Kościół powinien wręcz wypowiadać się w każdej sprawie, ponieważ, czy się z tym zgodzimy, czy nie, twierdzi on, że niesie naukę Jezusa, która jest jedynie słuszna. Pod kątem tzw. wartości chrześcijańskich. Niech nawołuje owieczki z ambon, by oprotestowywać wszystko, co leży w gestii polityki, a czego jako Kościół zabrania! Niech przy tym nie owija w bawełnę i nie wykręca się, ale szczerze prezentuje swoje zdanie.

Dlaczego? Ponieważ ludzie w wolnej Polsce i tak mają prawo wyboru. Mają prawo do samodzielnego myślenia. Politycy natomiast, bez względu na to, co wygadują hierarchowie Kościoła, powinni brać pod uwagę neutralność światopoglądową państwa. W którym głos powinien mieć tak samo biskup, jak i humanistyczny etyk. Dlaczego właśnie takich głosów niemal w ogóle nie słyszę w mediach?

Dlaczego tak mało jest debat, na które zapraszane są naprawdę dwie strony sporu, a nie strony różniące się co do szczegółów i marginalizujące sedno dyskusji? Wokół tylko marne, ostentacyjne frazesy, które potrafią co bardziej nierozgarniętych widzów jedynie zdezorientować.

Najmniej obchodzą mnie w tym momencie intencje Bronisława Komorowskiego. Jego decyzja o przeniesieniu krzyża to w gruncie rzeczy decyzja słuszna, i jakże oczywista. Próba jej realizacji pozostawia oczywiście wiele do życzenia, ale w końcu czego można wymagać od, mimo wszystko, zdeklarowanego katolika. To i tak dobrze, że człowiek mówiący o sobie „katolik" postanowił w duchu świeckości znaleźć odpowiednie miejsce dla symbolu religijnego, który zresztą uważa za „swój". Szczerze przyznam, że nie był on moim kandydatem, lecz w tym przypadku, w ostatecznym rozrachunku, należy mu się pochwała.

W końcu nawet kwestia, czy postawić pomnik, czy nie, jest kwestią dyskusyjną. Obrońcy krzyża nie godzą się na płytę upamiętniającą 96 ofiar tragedii- domagają się monumentalnego pomnika właśnie. Nie potrafią zrozumieć, że ich wygórowane oczekiwania są objawem zbytniej pewności siebie, gdyż nie da się wykluczyć, że przyczyną katastrofy były pewne zaniedbania ze strony Polski- i wtedy pomnik byłby pomnikiem wystawionym ludzkiemu brakowi rozsądku. Rzecz jasna to jedna z hipotez, ale zanim nie mamy pewnych wniosków, powinno się zaczekać z wystawianiem pomników na chwałę. To także drażliwy temat, w mediach unikany jak tylko się da. Lekceważą go zarówno dziennikarze, jak i większość polityków. Palikot, choć ostry w swoich wypowiedziach, jako chyba jedyny podjął się wypowiedzenia pewnych niepopularnych opinii.

Nie ulega wątpliwości, że krzyż przed Pałacem Prezydenckim ma również drugie dno- i oba są równie drażliwe. Po pierwsze, nie można pozwalać na stawianie symboli religijnych w miejscach publicznych, po drugie- nie wolno wysłuchiwać z uwagą rozwścieczonych, paranoicznych ignorantów i fanatyków i traktować ich jako „głos społeczeństwa", godząc się na ich postulaty odnośnie uczczenia ofiar tragedii w taki sposób, jakby było już pewnym, że była to śmierć męczeńska, najlepiej, spowodowana przez Rosjan i rząd PO. Czy to nie chore?

Sądzę, że gdyby zrobić sondę, większość Polaków byłaby za przeniesieniem krzyża do Kościoła św. Anny. Co rzecz jasna nie byłoby i tak rozstrzygającym argumentem w tej sprawie. Wystarczy sam fakt, iż Polska to kraj (w teorii wymagającej praktyki) świecki. Demokratycznie wybieramy polityków, by wszystkim obywatelom żyło się lepiej i na poziomie. Żadna natomiast część ludu, czy dominująca, czy będąca w mniejszości, nie powinna wymagać od swoich kandydatów, by ci forsowali tylko ich szczegółowe postulaty, kosztem innej części społeczeństwa.


 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Bóg, honor i bezprawie
Czy naprawdę potrzebujemy złych powodów, by być dobrymi?

 Dodaj komentarz do strony..   Zobacz komentarze (72)..   


« Norbert Paprocki    (Publikacja: 03-08-2010 Ostatnia zmiana: 04-08-2010)

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Norbert Paprocki
Publicysta z Chrzypska Wielkiego, z zamiłowania muzyk, sceptyk, grafik, tekściarz. Z zawodu kucharz. W blogosferze Tadeknorek.
 Strona www autora

 Liczba tekstów na portalu: 14  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Nie taki diabeł straszny (na pohybel Natankom)
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 7431 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365