Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
164.375.940 wizyt
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7324 tekstów. Zajęłyby one 28895 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Koronawirus z Wuhan to
wiele hałasu o nic
sezonowy problem
lokala epidemia
globalna epidemia
  

Oddano 992 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Jan Wójcik, Adam A. Myszka, Grzegorz Lindenberg (red.) - Euroislam – Bractwo Muzułmańskie
Alain Finkielkraut - W imię innego. Antysemicka twarz lewicy

Znajdź książkę..
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Jeśli ludzie przestaną widzieć to, co wydawało im się że widzą, to przestaną widzieć w wojnie: służbę ojczyźnie, bohaterstwo wojny, chwałę wojskową i patriotyzm, a zobaczą to, co jest: nagą prawdę zabójstwa."
 Światopogląd » Dotyk rzeczywistości

Rzeźnia koszerna numer pięć [2]
Autor tekstu:

Z bydłem było inaczej. Ostatnia droga w wyglądała podobnie, lecz na końcu korytarza czekała na zwierzęta klatka, do której wprowadzano a raczej wpędzano czy na siłę wpychano przestraszone zwierzę. Wymiary klatki ograniczały ruchy zwierzęcia do tego stopnia, że w zasadzie zwierzę było całkowicie unieruchomione. Stojący na podeście powyżej klatki rzeźnik przy pomocy urządzenia typu Radykal pozbawiał zwierzę świadomości a często życia, bowiem bolec stalowy o średnicy około 10 mm z ogromną siłą przebijał czaszkę zwierzęcia czyniąc spustoszenie w centralnym układzie nerwowym. Zwierzę padało jak by mu podcięto nogi, po czym ściana boczna klatki otwierała się a podłoga uchylała tworząc pochylnię, po której bezwładne zwierzę ześlizgiwało się na posadzkę pod windą. Dalej podobnie jak w przypadku świń. Za nogę, głową w dół, cios w tętnicę, parę wiader krwi albo i więcej, wnętrzności do odpowiednich wózków a czasami na posadzkę. Zapach krwi, odchodów, często treści żołądkowych. Wszędzie ślisko, mokro. Para wydobywająca się z ciepłych jeszcze trzewi, wokół dusząca woń kwasów żołądkowych , bo poszczególne pomieszczenia kompleksu przetwórni były w bezpośrednim sąsiedztwie i łączyły się ze sobą ze względu na linię produkcyjną i tor kolejki.

Wokół, oprócz pracowników ubojni i przetwórni, pracownicy działu sanitarno-weterynaryjnego w białych kitlach pobierali próbki do badań makro i mikroskopowych, na obecność chorób, na pasożyty. Dbali o właściwy poziom higieny w miejscu, które na pierwszy rzut oka niewiele miało z nią wspólnego. Szczególnie wtedy, gdy niezbyt precyzyjnie „unieruchomione" zwierzę wstawało i oszalałe z bólu i strachu biegało bez celu tam i z powrotem, przewracając się co chwilę na śliskim podłożu. Przy okazji przestawiało i dewastowało wszystko, co znajdowało się na jej drodze. Tak mniej więcej wyglądał tradycyjny, „humanitarny" ubój na skalę przemysłową na potrzeby polskich konsumentów, rynków bloku wschodniego ale również i krajów zachodnich.

Od dawna też nasze ubojnie zaopatrywały rynki bliskowschodnie. Te rynki jednak wymagały, aby ubój zwierząt był zgodny z regułami halal (w islamie) czy szechita (w judaizmie). Technicznie wyglądało to (i nadal wygląda) podobnie, różniło się tylko szczegółami. Obie religie zabraniają spożywania wieprzowiny i krwi zwierząt. Odpowiednie zakazy znajdują się zarówno w Starym Testamencie (m.in. Rdz. 9,4) jak i w muzułmańskiej świętej księdze — Koranie (Sura 5,3). Jednak ani w jednej, ani w drugiej świętej księdze nie ma zakazu ogłuszania zwierząt przed ubojem.

Rytualny ubój w zasadzie nie zmienił się i wygląda obecnie tak samo, jak przed wiekami. Nie będę więc opisywał w szczegółach, gdyż wszystkie niemalże media epatują drastycznością i okropnością tych praktyk od czasu, kiedy ten niecny proceder został nagłośniony i poruszył opinię publiczną nie tylko w Europie Zachodniej. Zwrócę jedynie uwagę na sakralizację tego procederu i tylko na przykładzie tej konkretnej, gdyńskiej rzeźni.

Jak pamiętam, zawsze, kiedy planowany był ubój rytualny, co nie odbywało się często, wytyczano metalowymi barierkami miejsce w hali ubojowej. Grupa muzułmańskich rzeźników (obowiązkowo praktykujących i religijnych) wyznaczywszy kierunek (al-qibla) Mekki — czyli kierunek, w jakim zwracają się podczas modlitwy muzułmanie na całym świecie, przystępowała do rytuału uświęconego tradycją. Każde zabijane zwierzę musiało być ustawione zgodnie z ustalonym kierunkiem. W meczetach kierunek ten wyznacza Mihrab, nisza w geograficznie właściwej ścianie świątyni. W praktyce wyznaczenie tego modlitewnego kierunku w ubojniach było i jest nieco mniej precyzyjne, gdzie „nieco" jest- delikatnie mówiąc - eufemizmem i zależy od znajomości geografii (w niektórych polskich ubojniach był to kierunek północno-wschodni!). Na szczęście obecnie podobno wystarczy, że to rzeźnik stoi z twarzą we właściwym kierunku, choć nadal bywa problem z tym „właściwym". Kolejny punkt rytuału to modlitwa a właściwie inwokacja, wstęp do modlitwy, który rozpoczyna zarówno każdy rozdział (sura) Koranu (za wyjątkiem 9) jak i każdą modlitwę. Basmala a dokładniej Bismillah brzmi mniej więcej tak: Bi-ismi Allahi ar-Rahmani ar-Rahim… co się przekłada W imię Allaha Litościwego i Miłosiernego... po czym tak przygotowany rzeźnik przystępował do „litościwego i miłosiernego" podrzynania gardeł przerażonych zwierząt.

Wprawdzie nawet uśmiercanie po uprzednim pozbawieniu świadomości nie wyklucza cierpienia i stresu z powodu choćby niewłaściwego lub niepełnego ogłuszenia, jednak wynika to z błędu, niedopatrzenia lub braku odpowiednich kwalifikacji.

Inaczej jest z ubojem rytualnym. Tu zwierzę musi odczuwać strach i ból do ostatniej chwili, bo tego wymaga religia. Może nie tyle sama religia, ile zbudowana na niej tradycja. A tradycję trzeba kultywować, bo tego wymaga szacunek dla przodków, dla ojców i dziadów. Tak więc dziadowska tradycja silnie motywowana religią ma się nadzwyczaj dobrze nawet w XXI wieku. Dzisiaj dużo się mówi o tolerancji, swobodach obywatelskich i wyznawanych światopoglądach. Ale tylko jeden światopogląd jest prawnie chroniony. I tylko on cieszy się wyjątkowymi i nieuzasadnionymi względami. Jeśli przyjrzeć się dokładnie wszystkim większym lub mniejszym światowym konfliktom — tym lokalnym i o międzynarodowym zasięgu - już na pierwszy rzut oka widać, jakie jest prawdziwe ich podłoże. Najwyraźniej można to dostrzec na przykładzie krajów Maghrebu i innych arabskojęzycznych. Niezadowolenie społeczne — skądinąd słuszne — opór wobec tyranii reżimów autokratycznych szybko spacyfikowali przywódcy rozmaitych ugrupowań spod znaku półksiężyca i w ten sposób ludzie trafili z deszczu pod rynnę. W miejscu braku demokracji lada moment może zagościć szariat i jedną tyranię zastąpi druga — dyktatura teokratyczna.

Nie wiem, czy tego pragnęli ci, którzy na ulicach Kairu, Trypolisu i innych miast nad wyraz ekspresyjnie wyrażali swoje niezadowolenie. Jednak widząc tłumy tych niezadowolonych, ich wykrzywione nienawiścią twarze wrzeszczące bezmyślnie "Allahu Akbar!" mam ambiwalentne uczucia i coraz mniej we mnie współczucia. To tacy ludzie, kierujący się emocjami zamiast rozumem, ulegający pokrętnej retoryce ortodoksyjnych przywódców religijnych, z nienależnym szacunkiem traktujący tradycję i religię — co w wielu przypadkach jest synonimem — odwołują się do tolerancji i poszanowania swobód religijnych, próbując wywierać naciski w kwestii uboju zwierząt na władzach krajów, w których są mniejszością. I robią to skutecznie, co nie napawa optymizmem i niedobrze rokuje na przyszłość postępowej części świata. W imię politycznej poprawności, tolerancji i poszanowania praw mniejszości zezwala się na barbarzyńskie praktyki, których miejscem dawno powinien być śmietnik historii. Mówiąc wprost — władze krajów cywilizowanych dają zielone światło dla obskurantyzmu, zacofania i braku tolerancji. Bo tolerować tych, którzy nie respektują i nie szanują a tym samym nie tolerują praw krajów, które ich przygarnęły — to tolerować nietolerancję. A na to godzić się nie można. Bo dzisiaj rytualny ubój zwierząt, a jutro?

Jutro może jednak nie będzie jeszcze tak źle. Może, bo Unia Europejska (i postępowa część świata) wymusza poszanowanie praw zwierząt i humanitarne ich traktowanie w trakcie uśmiercania. A to wiąże się z wprowadzeniem „odpowiednich procedur, precyzyjnie określonego sprzętu oraz pracowników, którzy będą monitorować prawidłowe wykonywanie tych czynności". Dodatkowo fakt, że zgodnie z dyrektywą Rady Unii (93/119) z powodu nieprawidłowo przeprowadzonego ogłuszenia może dojść do zatrzymania linii produkcyjnej a co się z tym wiąże — spowoduje straty — wymusi przestrzeganie określonych procedur i wyeliminowanie wszelkich nieprawidłowości. Tak przynajmniej ma być. A czy będzie, to w znacznej mierze będzie zależało od tego, czy na humanitaryzm stać będzie polskich rzeźników czy tylko humanistów.

Pisząc ten tekst nie miałem zamiaru dokonania zmian upodobań kulinarnych czy wywołania odruchu wymiotnego u zwolenników schabu, golonki czy innych mięsnych specjałów. Chciałem jedynie, aby człowiek, jako istota wszystkożerna, nie wyróżniał się spośród innych mięsożernych kręgowców wyjątkowym okrucieństwem i bestialstwem. I oby stać nas było jeśli nie na empatię, to przynajmniej na odrobinę współczucia dla zwierząt, które w takiej czy innej postaci trafiają na talerze tych, którzy ich walory smakowe i odżywcze szczególnie cenią. I aby każdy wiedział, z jakiego uboju pochodzi mięso, które spożywa.

I żeby wreszcie zwolennicy okrutnego rytuału przestali pleść bzdury o bezbolesnej i bezstresowej śmierci zwierząt zabijanych zgodnie z tradycją i religią. Wyniki badań naukowych, które są dostępne i bez problemu można znaleźć na stronach Internetu, nie pozostawiają cienia wątpliwości, że zwierzęta przed śmiercią doświadczają ogromnego poziomu stresu i bólu. Natomiast nie ma żadnych dowodów na to, co bredzą zwolennicy halal czy szechity.

I oby rozum ludzki był miarą wszelkich dokonań mierząc je tak, aby maksyma „Człowiek — to brzmi dumnie" wypowiadana była z przekonaniem i bez rumieńca wstydu na twarzy. Bo, jak miał mawiać Mark Twain, Człowiek to jedyne zwierzę, które się rumieni. I jedyne, które ma za co.


1 2 
 Dodaj komentarz do strony..   Zobacz komentarze (13)..   


« Dotyk rzeczywistości   (Publikacja: 06-03-2013 Ostatnia zmiana: 15-07-2013)

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Stanisław Pietrzyk
Ur. 1954. Malarz, działacz polityczny z Trójmiasta.

 Liczba tekstów na portalu: 21  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Owoce z kościelnego sadu
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 8801 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365