Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
157.262.019 wizyt
Ponad 1063 autorów napisało dla nas 7302 tekstów. Zajęłyby one 28805 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Czy jesteś zadowolony/a z życia?
Tak
Nie
Nie wiem
  

Oddano 641 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Twierdzenia, których zasadniczo nie można sprawdzić, są jako wyjaśnienia pozbawione wartości.
 Światopogląd » Ateizm i Ateologia

O Bogach możliwych, niemożliwych i zbędnych [1]
Autor tekstu:

Pamięci Kazimierza Łyszczyńskiego.
"Boga rzadko postrzega się jako oczywisty fakt, który można traktować 
jak każdy inny istniejący przedmiot. Dziś wiele ludzi straciło wolę 
dokonania tego wysiłku wyobraźni. Nie musi to oznaczać katastrofy."

Karen Armstrong, Historia Boga

Można czasem usłyszeć tę znaną opinię, że nie ma ludzi prawdziwie niewierzących i każdy nosi w sobie jakąś intuicję Boga. Ten pogląd, szczególnie popularny wśród wojujących teistów (byli tacy; ciekawe, dlaczego do wojowania mieliby się garnąć wyłącznie niewierzący?) jest podstawą dużo poważniejszego zjawiska, jakim bywa postrzeganie ateistów jako zaprzańców i ludzi świadomie walczących z Bogiem, w którego istnienie w głębi duszy nie wątpią, ale którego za sprawą szatańskiego uroku znienawidzili. Przeważnie nie warto podejmować prób uleczenia tego rodzaju dysfunkcji poznawczych, gdyż nasze zaangażowanie w dyskusji będzie zazwyczaj przyjmowane z radością jako potwierdzenie wyobrażenia ateisty jako wampira, dla którego obdarcie swojego adwersarza z wiary i wyssanie zeń duszy są życiowym celem. Jednak chciałbym przedstawić w tym kontekście problem innego rodzaju, niedostrzegany przez wierzących i chyba zaskakujący również dla wielu sceptyków, agnostyków i niewierzących, a mianowicie problem wielości możliwych jedynych Bogów (pisanych wielką literą) i trudności rozeznania się w tym poniekąd kłopotliwym bogactwie Wszechmocnych Stwórców.

Ateizm w potocznym odczuciu utożsamiany jest z odrzuceniem transcendentnego Boga będącego twórcą materii i człowieka, wszechmocnego, wszechwiedzącego i ponad ludzkie wyobrażenie dobrego. Wydaje mi się zasadne mniemanie, że ateizm, wynikający z samodzielnych przemyśleń i stanowiący wynik pewnych wysiłków poznawczych oraz duchowych, czy też intelektualnych wędrówek, które prowadzą często ścieżkami wiary i religii, staje się światopoglądem ugruntowanym nie tylko przez intelektualną spekulację (jak wiadomo, pewne atrybuty Boga pozwalają Mu na zawsze ukryć się przed ciekawskimi) ale nawet w większym stopniu przez odczuwanie, intuicję i szeroko rozumianą sferę emocjonalną. Tę samą, która ściśle łączy się z przeżyciami natury religijnej i odpowiada za gratyfikację, której wierzący zaznają poprzez uczestnictwo w różnych formach praktykowania swojej wiary.

Dotkliwy brak (wiarygodnych) cudów, doskwierający wierzącym i niewierzącym, którzy gotowi są uwierzyć (są tacy), brak regularnych komunikatów z Niebiańskiej Centrali, sprzeczne interpretacje tego, co zostało kiedyś za takowe wzięte, z biegiem czasu musiały być powodem rozmaitych konfuzji i prób wypełnienia dręczącej ciszy panującej w relacjach między niebem a ziemią. Jedni poszli drogą, którą przetarli założyciele wielkich religii, użyczając swojego głosu Stworzycielowi i oddając Mu bez reszty swój umysł i ciało. To byli prorocy i mistycy. Inni znowu (tych nazywamy filozofami) uparli się, by nadać mglistej idei Boga ręce i nogi i umieścić go na tyle daleko, by nie dosięgły go swym unicestwiającym wzrokiem niegodne człowiecze istoty, jednak na tyle blisko, by mógł im od czasu do czasu przyłożyć rodzicielskiego klapsa. Filozofowie ci, niecnoty, nie zdawali sobie sprawy, jak bardzo niebezpieczne są takie zabawy. Filozofia spopularyzowana w wersji ilustrowanej, podbarwiona tłem historycznym i ciekawą opowieścią, napędzana paliwem nadziei, potrafi bowiem niczym bijak cepa rozetrzeć w drobny mak zalążki krytycznej myśli.

Potem przyszło opamiętanie. Filozofowie słusznie zauważyli, że trzeba zatrzymać jakoś rącze rumaki teologii, zanim dyliżans cywilizacji runie w odmęty paleolitu. I tak właśnie na arenę historii myśli ludzkiej wkroczył deizm, pogląd, uznający wprawdzie istnienie Boga — Stwórcy, jednak Boga z ludzkiego punktu widzenia bezużytecznego, gdyż odwróconego do świata plecami. Cóż za nonsens! Chciałbym więc krytycznie przyjrzeć się pewnym koncepcjom Boga, pokrewnym owemu deistycznemu wyobrażeniu, jednak ożywionych przynajmniej odrobiną Jego błogosławionego albo przeklętego zainteresowania naszym światem i — jest to pewien ukłon w stronę wierzących — wyrazić swój pogląd, który polega nie na apriorycznej negacji istnienia Najwyższej Istoty, tylko na niemożliwości uznania pewnych jej atrybutów, które są dla zdecydowanej większości teistów podstawą i sensem ich światopoglądu. Niestety, obawiam się, że nie obędzie się bez krótkiego omówienia Boga biblijnego.

Jaki więc Bóg jest możliwy?

Bóg — Artysta

Bóg stworzył świat w twórczym szale, w porywie geniuszu, jako jedyną w swoim rodzaju galerię obejmującą nieskończoną mnogość wszelkich możliwych form materii ożywionej i martwej. Celem takiej kreacji nie jest człowiek, lecz satysfakcja twórcza. Bóg nie wnika w stany psychiczne swoich dzieł, podziwia jedynie ich czysto zewnętrzne, materialne piękno; człowieka na równi z jego posągowym przedstawieniem, świętego na równi z majestatyczną wyniosłością kłębiastych cumulonimbusów spiętrzonych na wschodnim nieboskłonie, zabarwionych purpurą promieni zachodzącego nad rajskimi plażami wysp Pacyfiku słońca. Cieszą go jednakowo wszystkie religie, o ile ich świątynie czynią zadość jego artystycznym gustom; wszak to, co brzydkie i niedoskonałe, eliminuje. Doskonali formy sztuki w ogniu współzawodnictwa, ambicja ludzka to rylec tego rzeźbiarza, kształtujący w wielkim wyścigu do chwały coraz wspanialsze dzieła. Treść religii nie ma dla niego żadnego, najmniejszego znaczenia, liczy się jedynie piękno i harmonia form sprawowania kultu: podziwia swoje dzieło i cieszy się nim. Radość sprawiają Mu pięknie wykaligrafowane hebrajskie litery Tory, ale nie dyktuje ani nie czyta ich, tylko kontempluje. Rozkosz sprawiają Mu dźwięki „Jesus bleibet meine Freude" z kantaty nr 147 Jana Sebastiana Bacha, ale nie wie, co to jest „Jezus".

Holokaust mógł się wydarzyć, bo jakiś kantor w pewnej prowincjonalnej synagodze niemożliwie fałszował.

Bóg — Eksperymentator

Bóg stworzył świat wiedziony ciekawością, jaki będzie świat przez niego stworzony. Rzecz jasna nie mógłby się tego dowiedzieć tak czy inaczej nie pomyślawszy go — a więc nie stworzywszy uprzednio. Ciekawość zatem jest tu nie tylko pierwszą fazą istnienia, ale utożsamia się z samym aktem powołania do istnienia widzialnego świata. Co więcej, ciekawość boska aby wyrazić się w pełni, wymaga przeciwwagi w postaci tajemnicy, którą by mogła zgłębiać. Tak więc świat jest dla samego Stwórcy wielką, niewyczerpaną zagadką, w której badaniu i rozważaniu znajduje upodobanie. Zwiedzając labirynty bytu doznaje radości odkrywcy i odczuwa zaskoczenie, zdumienie lub zachwyt — podobnie, jak owładnięty badawczą pasją badacz, który poświęca życie dla swojej ukochanej dziedziny wiedzy. Świat jest dla niego nieustannym koncertem zmieniających się zależności i najbardziej zaskakujących konfiguracji, kontrapunktem prostoty i złożoności, które dzieją się bez Jego udziału, co tym bardziej wprawia go w zdumienie, że czyni Go zbędnym dla podtrzymywania biegu wspaniałego mechanizmu, który skonstruował. Bóg doskonały tworzy doskonały świat - taki, który jest całkowicie samowystarczalny. Niestety, człowiek jest tu również jedynie jednym z licznych dzieł, między które została rozdzielona twórcza miłość Wielkiego Eksperymentatora. Cywilizacja ciekawi Go i absorbuje dokładnie tak samo, jak kultura bakterii hodowanych w szalce Petriego.

Wojny są dla Boga zjawiskiem niezwykłym i szczególnie interesującym. Zbadał i zrozumiał ich przyczyny i, nie tracąc nic z zachwytu nad możliwościami materii, której nadał impet, zaintrygowany śledzi zmienne losy cywilizacji i mrowisk.

Bóg Podniecony

Bóg stworzył świat, bo, będąc Nieskończoną Potencją, potrzebował pełnego silnych wrażeń, różnobarwnego, wielopostaciowego, realizowanego na wymyślne sposoby poprzez rozmaite organizmy i ich grupy seksu. Dla takiego Stwórcy treścią i celem istnienia świata są ekstremalne przeżycia: znajduje satysfakcję zarówno uczestnicząc w pożyciu małżeńskim bogobojnych purytanów jak i w pedofilskim gwałcie kapłana; swoje szczęście i spełnienie swej twórczej mocy znajduje zarówno w replikacji prątka gruźlicy czy ośmiopłciowych grzybków, co w pełnej dostojeństwa kopulacji słoni afrykańskich. Na tym jednak nie koniec zabawy: uczestniczy w pewien sposób również w zabijaniu, w pościgu i ucieczce towarzyszącej ciągle wszelkiemu żywemu stworzeniu, wcielając się to w drapieżnika, to w ofiarę, odczuwając masochistyczną rozkosz w przedśmiertnym spazmie gazeli rozszarpywanej przez lwicę i w odrętwieniu skazańców stojących na deskach szafotu; smakuje mękę tysięcy gladiatorów przybitych do krzyży wzdłuż rzymskiej Via Appia oraz zwierzęcą radość zwycięzców, czyniących wszystko to, co nazwano bezprawiem wojny. Religie dostarczają mu podniet w postaci ofiar, również ofiar z ludzi.

Wojny w świecie wykreowanym przez takiego władcę są czymś oczywistym i powszednim, jak wieczorny seans telewizyjny. Szatan jest potrzebny jako kamuflaż dla własnych bezeceństw, alibi i zasłona dymna, za którą Wielki Samiec Alfa folguje swoim upodobaniom.

Bóg Znudzony

Bóg stworzył świat z nudów. Dokładniej zaś — nie myślał wcale o stwarzaniu czegokolwiek, tylko pomyślał o Niczym. Myśl boska ma moc twórczą, powstała Nicość, która — jak wiemy z filozofii — jest niemożliwa. Niemożliwość sama-w-sobie Nicości zderzona z wszechmożliwością wszędzie-poza-sobą Boga doprowadziła do powstania stanu nieskończenie nietrwałego a w następstwie do straszliwej eksplozji, która rozerwała Boga na strzępy i stworzyła widzialny Wszechświat (i wszystkie pozostałe, jeśli jakieś są). Nuda doprowadziła więc do Pierwszej Rozrywki, zwanej potocznie Big Bangiem. Fragmenty Boga tworzące materię próbują się ponownie zespolić w pierwotnej harmonii (stąd oddziaływania fizyczne i symetrie, którymi tak zachwycają się naukowcy). Stopniowo postępujący proces dochodzenia Boga do siebie po konsekwencjach nieprzemyślanej zabawy z Nicością wiedzie kolejno przez powstanie kwarków, nukleonów, atomów, gwiazd, galaktyk, planet, bakterii i człowieka; doprawdy, perspektywy w tym wariancie są więcej niż obiecujące.

Wojny zdarzają się, gdyż żydowskie i nie-żydowskie fragmenty boskie zespalają się niezależnie od siebie w różnym tempie, co często prowadzi do dysharmonii i konieczności przetasowania składowych elementów. Ta idea jest podobna do pewnych spekulacji zawartych w kabalistycznej księdze Zohar. Osiemnastowieczni chasydzi studiując te mądrości wpadli na pomysł zbierania „bożych iskier". Nie wiadomo, czy udało im się odtworzyć Boga.

Bóg — Kobieta

Bóg nie stworzył, tylko zrodził świat, zaś Big Bang był Wielkim Orgazmem. Są pewne fragmenty Pisma Świętego, sugerujące żeńską naturę Boga. Wedle tej koncepcji świat powstał, gdyż Bóg chciał się mieć w czym przejrzeć, ładnie wyglądać i mieć się w co ubrać. Wojny są potrzebne, by przypominać pozostałej części ludzkości, jak wielkim złem są mężczyźni i utrzymywać ich populację na optymalnym (z punktu widzenia konieczności utrzymania domu, drobnych napraw i rozrywek kulturalnych) poziomie.


1 2 3 Dalej..
 Zobacz komentarze (58)..   


« Ateizm i Ateologia   (Publikacja: 30-06-2013 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Ziemowit Ciuraj
Publicysta.

 Liczba tekstów na portalu: 16  Pokaż inne teksty autora
 Liczba tłumaczeń: 5  Pokaż tłumaczenia autora
 Najnowszy tekst autora: W hołdzie pamięci ofiar Hiroszimy i Nagasaki
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 9068 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365