Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
158.784.439 wizyt
Ponad 1063 autorów napisało dla nas 7305 tekstów. Zajęłyby one 28821 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Czy jesteś zadowolony/a z życia?
Tak
Nie
Nie wiem
  

Oddano 964 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Kluczowym problemem marketingowym religii jest więc sposób zachęcenia klientów, by czekali.
 Kultura » Sztuka » Muzyka

Muzyka, czyli pozytywna strona romantyzmu [1]
Autor tekstu:

Wielokrotnie czytałem w  „Racjonaliście" artykuły uznające romantyzm za epokę hamującą rozwój ludzkości znakomicie przyspieszony przez oświecenie. Trudno im nie przyznać racji, jak również tym, którzy za wzrost ideologii nacjonalistycznych również po części obwiniają romantyzm. Zwłaszcza po niedawnych ekscesach mających miejsce w Polsce 11 listopada ciężko myśleć o tym dziedzictwie romantyzmu inaczej, niż w negatywny sposób.

Tym niemniej niemal każda epoka w dziejach danej cywilizacji miała też swoje jasne strony. Taką jasną stroną romantyzmu był dla mnie bez wątpienia rozwój muzyki klasycznej w Europie i jej byłych koloniach. Nie całą sztukę romantyczną można potraktować tak życzliwie. W architekturze na przykład romantyzm nie stworzył wyrazistego nurtu stylistycznego. Wręcz przeciwnie - romantyczne fantazje osadzone w przestrzeni bardzo szybko ustąpiły różnym nurtom neostylowym, imitującym osiągnięcia dawniejszych epok. Nieco podobnie rzecz miała się z malarstwem, które szybko od arcydzieł Blake’a i Delacroix przeszła do bezdusznego akademizmu. Zostawiła też po sobie dzieła moim zdaniem kontrowersyjne, takie jak malarstwo Caspara Davida Friedricha, który obok dzieł udanych malował też obrazy oparte na stosunkowo naiwnym i powtarzalnym koncepcie.

Dużo lepiej stoi pod tym względem literatura, choć i do niej trzeba mieć niekiedy sporo cierpliwości. Mimo to mało który miłośnik poezji oprze się „Krukowi" Edgara Alaina Poe, czy „Tygrysowi" Blake’a. Odżył też w romantyzmie dramat, choć zdecydowanie królowała powieść. Sam osobiście mam wielki sentyment do celowo przerysowanych postaci Wiktora Hugo, czy niesamowitej atmosfery „Wichrowych wzgórz" Emily Brönte. Jednakże wpływ i osiągnięcia literatury wydają mi się nieznaczne przy dokonaniach muzyki romantycznej, choć warto wspomnieć, iż jedną z głównych jej cech jest literackość znajdująca swoje nowe spełnienie w formie poematu symfonicznego, zainicjowanej przez Ferenza Liszta, a doprowadzonej do swojego najdoskonalszego wymiaru w arcydziełach Ryszarda Straussa.

Choć epoce romantyzmu towarzyszyła nabierająca rozpędu rewolucja przemysłowa, trudno jednak powiedzieć, na ile oba te zjawiska były koniecznym kontrapunktem w dziejach cywilizacji europejskiej i związanych z nią wtedy terytoriów na całym świecie. Być może, gdyby nie doszło do upadku epoki oświecenia, rewolucja przemysłowa toczyłaby się wśród wyrastającej z niej organicznie epoki - kontynuatorki. Choć wydaje się, iż obecny w romantyzmie kult wystylizowanej natury, oraz nostalgia za wyidealizowaną przedindustrialną przeszłością, wraz z jej wszelkimi mocami, czarami, duchami etc., mogły być napędzane przez silne przeobrażenia jakim podlegało życie codzienne jak i ogólny wygląd ludzkich habitatów.

Jaką wartość ma z racjonalnego widzenia sztuka? Użytkownicy „Racjonalisty" często rwą sobie włosy z głowy na wieść o niskim współczynniku czytelnictwa w Polsce, jednocześnie niektórzy z nich są autentycznie dumni z dużej ilości przeczytanych książek. Tymczasem łatwo sobie wyobrazić, iż nadmierne czytanie powieści też może być swego rodzaju narkotykiem, robiącym „sieczkę z głowy", tak jak wspaniale opisał to Cervantes w swoim „Don Kichocie", który to błędny rycerz oszalał od nadmiaru romansów rycerskich. Swoją drogą do ponownego odkrycia po wiekach zapomnienia, lub półzapomnienia takich twórców jak Szekspir, Cervantes, czy Calderon przyczynili się właśnie romantycy...

O tym, że muzyka może być swego rodzaju eskapistyczną religią pisał z kolei kiedyś na tych łamach profesor Nowicki. Tym niemniej zarówno literatura, jak i muzyka rozwijają naszą kreatywność, innowacyjność, wzbogacają nasze przemyślenia, pozwalają budować harmonię wewnętrzną i harmonię potrzebną w relacjach z innymi ludźmi. W ten sposób mogą być one wręcz konieczną podstawą do naprawdę ciekawych i głębokich racjonalnych refleksji na rozmaite tematy. Swoją drogą jest dla mnie nieustającą zagadką, dlaczego wiele osób obdarzonych wyrafinowanym gustem literackim zupełnie nie okazuje go w dziedzinie muzyki, słuchając (jeśli w ogóle) prostych trzy minutowych piosenek polegających na kilka razy powtórzonej melodii okraszonej prostym, przytupywanym rytmem. W drugą stronę działa to znacznie lepiej, o czym świadczą również kompozytorzy romantyczni, znakomicie częstokroć obeznani z arcydziełami literackimi i plastycznymi epoki własnej i epok poprzednich. Nota bene stylistyką epok poprzednich na serio zaczęli się zajmować właśnie romantycy, czego przykładem jest wykonanie po 100 latach pasji Johanna Sebastiana Bacha przez Mendelssohna i jego nawiązujące do tej stylistyki utwory, takie jak „Paulus".

Jednym z najistotniejszych tworzyw sztuki są emocje. Sztuka nie jest racjonalna w tym sensie, iż nie odnosi się wyłącznie, a nawet głównie, do naszej inteligencji kognitywnej. Jej głównym celem jej raczej inteligencja emocjonalna. Tym niemniej pobudzanie i harmonizacja emocji są potrzebne nawet najbardziej zagorzałemu racjonaliście, bowiem to uczucia są motywatorami naszych działań i myśli. Dlatego muzyczny romantyzm, stawiając głównie na pobudzanie emocji odbiorców, nie ograniczał przez to swojego zakresu oddziaływania, wręcz przeciwnie.

O zasięgu muzycznego romantyzmu świadczy długi okres jego dominacji. Przetrwał on wszystkie inne sztuki posługujące się stylistyką romantyczną. Pewne zapowiedzi romantyzmu znajdziemy już w rokokowym sentymentalizmie i choćby w późnych dziełach Mozarta, oraz Haydna. Natomiast jeszcze kilka lat po II Wojnie Światowej stylistyka romantyczna miała się całkiem dobrze wśród popularnych kompozytorów klasycznych. Na północy Europy swoje przepojone fińskim chłodem wizje kreślił Sibelius, nie lękał się też o chętnych słuchaczy żyjący na emigracji Rosjanin Rachmaninow. Również Ryszard Strauss, jak się okazało w jego późnych dziełach, nigdy w pełni od romantyzmu nie odszedł, choć był jednym z prekursorów odchodzenia od epoki muzyki romantycznej. Kres muzyki romantycznej był już wtedy starannie przygotowany przez tworzących od 30 lat swoje nowatorskie dzieła dodekafonistów — Schönberga, Berga i Weberna. Złośliwi jednak mówią, iż ich utwory, mimo bardzo nowatorskiego języka, wciąż ciążyły ku romantycznej chromatyce, być może najmniej w przypadku Weberna, do którego w związku z tym najchętniej nawiązywały kolejne pokolenia kompozytorów rozwijających stylistykę serializmu. Znacznie bardziej świadomym wrogiem romantyzmu był Strawiński, który stworzył stylistykę neoklasycyzmu, w jakiej, z mniejszą fantazją zanurzeni byli inni wielcy Rosjanie — Szostakowicz i Prokofiew. Francuski koloryzm Debussy’ego znalazł po części kontynuatora w Ravelu, choć chyba dopiero Ravel w pełni i całkowicie nie był romantykiem. W USA Charles Ives stawiał pierwsze podwaliny dla amerykańskiej muzycznej nowoczesności.

Tym niemniej estetyka romantyczna żyje w muzyce klasycznej po dziś dzień. Po eksperymentach muzycznej moderny dominujące stają się stylistyki nawiązujące do warsztatu romantycznego. W Anglii działa Tavener, w Estonii Ervo Pärt, również niektórzy kompozytorzy Polscy, tacy jak Penderecki, bo okresie eksperymentów sięgają po formy przywodzące na myśl wielkie oratoria romantyczne, lub wielkie koncerty. Muzyka brytyjska dopiero w Brittenie znalazła kogoś zrywającego z estetyką romantyczną, ale było to zerwanie nieśmiałe i nie tylko Tavener kontynuuje na Wyspach język zapoczątkowany dwieście lat temu.

Za głównego ojca romantyzmu uważa się powszechnie Ludwiga van Beethovena, będącego też jednym z głównych przedstawicieli klasycyzmu w muzyce. Jest to sytuacja podobna jak w przypadku Goethego w dziedzinie literatury. Za pierwsze kamienie milowe pełnego muzycznego romantyzmu uważa się dwa utwory Beethovena o stosunkowo podobnym materiale tematycznym — 3 symfonię „Eroicę", którą Beethoven chciał dedykować Napoleonowi, lecz w pewnym momencie, zrażony, wykreślił go z dedykacji niemal wydzierając dziurę w stronie partytury, oraz III koncert fortepianowy. Od tego czasu klasycystyczny żywioł w twórczości Beethovena przeplatał się z rodzącą się pod jego palcami estetyką pełnego romantyzmu. Widzimy to nie tylko w utworach orkiestrowych, ale w sonatach fortepianowych i kwartetach smyczkowych. Podobnie jak Michał Anioł, który był kodyfikatorem rzeźby renesansowej i jednocześnie łamiąc swoje własne zasady w sposób wyrafinowany i trudny do powtórzenia, tworzył stylistykę manieryzmu i wczesnego baroku, tak i Beethoven tworząc ostateczny obraz muzycznego klasycyzmu łamał własne reguły i stwarzał język romantyzmu. Co ciekawe, w późnych dziełach zaistniał też trzeci styl kompozytora, przenoszący nas w świat muzycznego eksperymentu, który podjęto dopiero 100 lat po śmierci Beethovena. Był to Beethoven sonaty Hammerklavier, ostatnich kwartetów smyczkowych, 9 symfonii i Missa Solemnis. Nic dziwnego, że Beethoven był czczony niemal przez wszystkich romantyków, zaś Wagner po wzniesieniu swojego wymarzonego teatru w Bayreuth pozwolił w nim grać poza swoimi dziełami jedynie Dziewiątą Beethovena.

Bezpośrednim kontynuatorem języka Beethovena był Schubert, zbyt nieśmiały, aby spotkać swojego wiedeńskiego kolegę osobiście. Schubert zasłynął przede wszystkim jako twórca lied, pieśni romantycznej. Nadał jej emocje i obrazowość nieznane wcześniej. Schubert miał niezbyt szczęśliwe życie. Zmarł bardzo młodo, jak wielu twórców romantycznych, niewiele też zyskał oficjalnego uznania jako kompozytor za swojego życia. Jego głównym światem była kameralistyka - pieśni, genialne dzieła kameralne — tria, kwartety, kwintety, w tym genialny „Pstrąg". Symfoniom i utworom oratoryjnym Schuberta zarzuca się często niespójność, znacząco słabsze momenty, choć od jakiegoś czasu te dzieła, których sam Schubert nie miał przeważnie szans dostatecznie skonfrontować z publicznością, wracają do łask melomanów.

Innym wczesnym romantykiem był również krótko żyjący Mendelssohn. Jego „Marsz weselny" ze „Snu nocy letniej" jest jedną z najbardziej znanych melodii klasycznych i służy uświetnianiu wielu ślubów na całym świecie. Ale Mendelssohn to nie tylko ów uroczy, zainspirowany, zgodnie z duchem epoki, Szekspirem utwór. To całe pokłady świetnej kameralistyki i znakomity cykl symfonii, w których, podobnie jak w „Śnie nocy letniej" pojawia się silnie związana z muzyką literackość i programowość. Ową programowość na dużą skalę zapoczątkowała 6 symfonia Beethovena, przedstawiająca sielskie pejzaże przerwane na krótki moment symfonicznego czasu imponującą burzą. Dziś Mendelssohn nie jest tak ceniony, jak na to zasługuje, może z uwagi na młodzieńczość jego dzieł. Zainteresowanie przygodami dzieci i młodzieży było bardzo istotne w sztuce romantyzmu. Dziś reklamy i kultura popularna również uprawiają kult młodości, ale jednocześnie chyba oczekuje się od młodych z reklam okazywania subkulturowej powagi, zatem słodycz Mendelssohna stanowiłaby tu nieodparty zgrzyt. W każdym bądź razie owa słodycz jest dużo bardziej z klasą niż żrący kicz wystylizowanej, subkulturowej „prawdy" o stylu życia. Jednocześnie Mendelssohn, pochodząc ze znanego, żydowskiego rodu, wyrażał w swoich utworach (oratoria „Paulus" i „Elias") wręcz żarliwy protestantyzm, cudownie, wbrew intencjom samego kompozytora, rozbrojony wielobarwną baśniowością. Jest to jedyne w swoim rodzaju...


1 2 3 Dalej..
 Zobacz komentarze (14)..   


« Muzyka   (Publikacja: 13-11-2013 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Jacek Tabisz
Prezes Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów. Historyk sztuki, poeta i muzyk, nieco samozwańczy indolog, muzykolog i orientalista. Publikuje w gazetach „Akant”, „Duniya” etc., współtworzy portal studiów indyjskich Hanuman, jest zaangażowany w organizowanie takich wydarzeń, jak Dni Indyjskie we Wrocławiu.

 Liczba tekstów na portalu: 118  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Klerykalizacja, czy sekularyzacja?
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 9418 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365