 |
Chrześcijaństwo jest nie do pogodzenia z Ewolucją Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 24-01-2014 03:17 | nobodylikeyou (972 punktów) | Chrześcijaństwo jest nie do pogodzenia z Ewolucją
17 na 17 | Nie można być chrześcijaninem bez dosłownego odczytywania pierwszych stron Ks. Rodzaju. Inaczej ofiara Chrystusa staje się ofiarą... za fikcję literacką. Katolicyzm w oparciu o Biblię poucza nas iż grzech pierworodny to efekt buntu jaki nastąpił u początków zarania rodzaju ludzkiego. I tu zachodzi oczywista sprzeczność; Otóż wg katolicyzmu choroby, głód, ból oraz przede wszystkim Śmierć mają swoje uzasadnienie jako konsekwencja grzechu pierworodnego pierwszych ludzi. Tutaj nie ma prawa zgody, no chyba że gatunek homo sapiens który istnieje jakieś 150-200 tys. lat, zanim popełnił grzech pierworodny, nie cierpiał wcześniej z powodu głodu, chorób oraz śmierci. Musiałby zatem być wcześniej... Nieśmiertelnym. Część co bardziej ogarniętych teologów, którzy nie negują już ewolucji poprzez dobór naturalny, próbując przytulić się do nauki, próbuje określić ewolucję jako metodę pracy Boga. Uważają że Bóg interweniował i nadzorował jej proces aby osiągnąć zamierzony cel. Jednak gdyby tak było Stary i Nowy Testament byłby fikcją ponieważ: - śmierć byłaby czymś naturalnym (selekcja, dobór naturalny), a nie karą za grzech pierwszych ludzi - zbawienie przez Chrystusa straciłoby sens, byłoby bowiem odkupieniem od czegoś co naturalne - śmierć i konieczne do ukształtowania się życia Odczytywanie Ks. Rodzaju inaczej jak dosłownie burzy zatem sens ofiary chrystusowej gdyż: - wg boskiego przekazu pierwotny człowiek był doskonały i nieśmiertelny jak Bóg - grzech pierworodny spowodował jego upadek ("zapłatą za grzech jest śmierć" - jak pouczają nas ewangelie) - śmierć Chrystusa go z niego wyzwoliła. LOGIKA MODALNA: Ewolucja: śmierć, choroby i głód jako rzeczy naturalne, istniejące od początku istnienia człowieka. Chrześcijańska Doktryna n.t. roli Zbawienia: Wyzwolenie człowieka od grzechu poprzez Zmartwychwstanie i tym samym wyzwolenie go od śmierci czyli kary za grzech pierworodny. Ewolucja: Śmierć jako czynnik naturalny towarzyszący homo sapiens od początku. Tradycja: Śmierć jako wynik pewnego zdarzenia w hist. rodzaju ludzkiego. Tu zwyczajnie nie ma prawa zgody. Poza tym która z poniższych rzeczy jest najlepszym dowodem na istnienie inteligentnego i kochającego Stworzyciela? a) Karaibski zachód słońca, b) Wrzaski młodej foki, rozrywanej na strzępy przez rekina, c) Pierwszy raz, gdy twoje idealne, nowo narodzone dziecko uśmiecha się do ciebie, d) Prędkość z jaką wirus Ebola zmienia organy afrykańskiego dziecka w płyn. ? Doskonały świat gdzie 3/4 zajmują tereny nie zdatnej do spożycia wody, pustynie, lodowce, wirusy, pasożyty i pożeranie żywcem aby przeżyć? Gdzie tutaj miejsce dla Boga, który ponoć obdarza wolną wolą - a co za tym idzie daje nam szanse decydowania o swoim losie, kiedy na skutek (najwyraźniej stworzonych przez niego samego chorób) nasze dzieci nierzadko umierają już w łonach matek, lub tuż po narodzeniu? Do tablicy wywołuje Panów worka kości, Pawłowskiego, Arminiusa i Moralewicza.  | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
2 na 4 | szarley (54913 punktów) | >Nie można być chrześcijaninem bez dosłownego odczytywania pierwszych stron Ks. Rodzaju.
Jakiś nowy dogmat?
|
|
 | 1 na 1 Monentor (475 punktów) (zablokowany) | >Jakiś nowy dogmat?
Myślę, że nie. Po prostu dobre wychowanie - rzetelność jego cechą charakteru i posiadanie kręgosłupa moralnego lub bardziej rozsądku.
|
|
16 na 16 | maniek1 (3407 punktów) | Choć nie wywołany - pozwolę sobie na krótką refleksję. Aby zdać sobie sprawę, iż "święte jabłko" i konsekwencje przepuszczenia go przez układ pokarmowy - to fikcja literacka, wystarczy wyłącznie odrobina rozumu, który odbiera każda religia, aby móc funkcjonować-żerować na jego braku. Gdzie zaczyna się nauka, logika i co za tym idzie zadawanie pytań, szukanie odpowiedzi (drogą doświadczeń i eksperymentów) - tam musi kończyć się religia i w żaden sposób nie można ich ze sobą - nawet poswatać, nie mówiąc o ślubie, czy związku partnerskim.
Cała ta chrześcijańska fantazja pastuchów kóz, niemających pojęcia o świecie, jego funkcjonoiwaniu i powstaniu, jest szeregiem bzdur, podszytych morderczymi instynktami w aspiracji do władzy nad ludzką niewiedzą i naiwnością. P.S Wczoraj w "Kropce nad i" wystąpił encyklopedyczny przykład biblijno-chrześcijańskiej indoktrynacji. Warto w celach naukowych zobaczyć do jakiego stopnia jest w stanie zainfekować mózg - religijny wirus i jakie są tego konsekwencje. Pozdrawiam
|
|
 | 2 na 2 | romaro (25211 punktów) | >Gdzie tutaj miejsce dla Boga, który ponoć obdarza wolną wolą - a co za tym idzie daje nam szanse decydowania o swoim losie. Skoro o decydowaniu mowa. W ewangelii św. Matesza czytamy: "...wpierw nim zamieszkali razem [Maria i Józef], znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego" Autor jednak nic nie pisze o tym, by miało miejsce jakieś powiadomienie Marii, albo że powiadomiono ją w jakikolwiek inny sposób o spodziewanej ciąży, albo o tym, że już w czasie, kiedy była brzemienna, wyjaśniono jej jakość i znaczenie tego faktu. Wydaje się, że nic jej nie powiedziano, tak że odpowiednio do tego stanu rzeczy nie mogła nic wiedzieć. Przedstawiono ją jako postać niepełnoletnią, co dodaje pikanterii tej bajce, nie mówiąc już o tym, że jest to też przykład dyskryminacji. Kto może posiadać wolną wolę? W świecie chrześcijańskim decydują o tym święte eunuchy. Utożsamiając się z głównym bohaterem bajki o Jezusie decydują co, kto, gdzie i kiedy może. To z ich woli kobiety zaliczane są do kategorii używek i ignorowane jako partnerki. >Gdzie tutaj miejsce dla Boga, który ponoć obdarza wolną wolą
Czy Wesołowski może przyjąć taką linię obrony, która by wskazywała, że bóg odebrał mu wolną wolę, czego następstwem na czyny pedofilskie, których się dopuścił nie miał wpływu i prosi o uniewinnienie? Proces ma się odbyć w świętym mieście, stąd pytanie nie do końca jest absurdalne.
|
|
14 na 14 | Meretseger (61860 punktów) | >Nie można być chrześcijaninem bez dosłownego odczytywania pierwszych stron Ks. Rodzaju. Można, można. Nie takie rzeczy można. Posłuchaj jeno, co Mater Ecclesia wygaduje i przekonasz się, że dla tej firmy nie ma rzeczy niemożliwych. >Inaczej ofiara Chrystusa staje się ofiarą... za fikcję literacką. Fikcja za fikcję.
|
|
7 na 7 | Jacholek (5699 punktów) | > Nie można być chrześcijaninem bez dosłownego odczytywania pierwszych stron Ks. Rodzaju. InaczejMożliwości scholastyki teologicznej są nieograniczone, przykładem książka teologa McGrath Alistera - Bóg nie jest urojeniem ( www.opoka.org.pl/biblioteka/I/IR/nie_jest_02.html) , napisanej w odpowiedzi na książkę Dawkins'a Bóg Urojony. Jak można się z tej lektury przekonać, "dobry" teolog nie ma problemu na zsyntezowanie teorii ewolucji ze słowem świętym. Przypuszczam że osoby wywołane tu do tablicy są w trakcie studiowania tego dzieła by udzielić wyczerpujących odpowiedzi na podniesione w tym wątku "pozorne" sprzeczności rozumu i wiary.
|
|
 | 4 na 4 | astrotaurus (12445 punktów) |
> Możliwości scholastyki teologicznej są nieograniczone, przykładem książka teologa McGrath Alistera - Bóg nie jest urojeniem (www.opoka.org.pl/biblioteka/I/IR/nie_jest_02.html) , napisanej w odpowiedzi na książkę Dawkins'a Bóg Urojony.Napisanej, dodaj, jako kazanie dla wierzących, nie jako merytoryczna polemika. > Jak można się z tej lektury przekonać, "dobry" teolog nie ma problemu na zsyntezowanie teorii ewolucji ze słowem świętym.Aha, tylko nie można z tej (czy jakiejkolwiek innej) lektury poznać konkretów takiej syntezy.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
5 na 5 | Brzostowski (7067 punktów) | > Do tablicy wywołuje Panów worka kości, Pawłowskiego, Arminiusa i Moralewicza.  A ja, ja? Jestem oburzony, że mnie pominąłeś! Do wieczora mam focha!
|
|
 | 3 na 3 | nobodylikeyou (972 punktów) | > >Do tablicy wywołuje Panów worka kości, Pawłowskiego, Arminiusa i Moralewicza.  > A ja, ja? Jestem oburzony, że mnie pominąłeś! Do wieczora mam focha!Mam nadzieję że już minął. Niestety o Panu zapomniałem. Czy teraz zabierze Pan swój cenny głos w sprawie?
|
|
14 na 14 | diogenes (42753 punktów) | > Do tablicy wywołuje Panów worka kości, ...Dotykamy problemu percepcji czegoś obcego, radykalnie innego od tego, co znamy. Ludzie przekonani o prawdziwości biblijnego przekazu zachowują się dziwacznie po opuszczeniu opłotków swojej doktryny. Mozna ich porównać do pigmejów, którzy żyjąc w lesie, mają specyficzne poczucie przestrzeni, przyzwyczajeni są bowiem do percepcji krótkich dystansów. Pewien pigmej, por. Turnbull, Zimbardo, Dück: books.goog(*)20urwald bĂźffel&f=falsektóry opuścił środowisko swego lasu, widząc daleko pasące się bawoły był przekonany, że to ... owady, a kiedy został podwieziony w ich pobliże, zwietrzył jakiś hokus-pokus. Podobnie myślą dogmatyczni chrześcijanie: ewolucja? owszem, ale jest ona z pewnością dziełem boga, bo wszak wszsytko jest jego dziełem. No i zaczyna się apologetyczny hokus-pokus...A przyznać trzeba, że tysiące lat tradycji zrobiło swoje: w obronie swoich majaków są nie do pokonania. Każdy kontrargument wzbogaca jedynie ich apologetyczne instrumentarium. Trzeba cierpliwie czekać, aż - zgodnie z ewolucją - wymrą.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
1 na 1 | worek kości (2937 punktów) | > wg katolicyzmu choroby, głód, ból oraz przede wszystkim Śmierć mają swoje uzasadnienie jako konsekwencja grzechu pierworodnego pierwszych ludzi.Wydaje mi się, że w katolicyzmie dość wyraźnie odróżnia się obrazowy, czyli metaforyczny wymiar opowieści o grzechu pierworodnym, od jego symbolicznego znaczenia, które to poziomy zdajesz się tutaj radośnie mieszać. Zanim zacznę więc polemikę, udokumentuj łaskawie swoje tezy fragmentami Katechizmu (wszak z katolicyzmem ma to być dyskusja, a nie z Twoim jego wyobrażeniem). O, masz nawet link: www.teologia.pl/m_k/kkk1g02.htm
bembergiem w berg
|
|
 | 5 na 5 | diogenes (42753 punktów) | >w katolicyzmie dość wyraźnie odróżnia się obrazowy, czyli metaforyczny wymiar opowieści o grzechu pierworodnym ...itd.
Tu nie chodzi o nieskończone dystynkcje w ramach katolickiej doktryny; to jej wewnętrzna sprawa, ostatecznie - prywatna sprawa katolików i ich pasterzy. Chodzi o wyznaczenie katolicyzmowi (jak i innym opartym na nienaukowych, nieobiektywnych przesłankach) miejsca w demokratycznym, świeckim państwie. Oświeceniowy ideał tolerancji jest tu wystarczającym i wciąż aktualnym warunkiem.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | 7 na 7 | nobodylikeyou (972 punktów) | > >wg katolicyzmu choroby, głód, ból oraz przede wszystkim Śmierć mają swoje uzasadnienie jako konsekwencja grzechu pierworodnego pierwszych ludzi.> Wydaje mi się, że w katolicyzmie dość wyraźnie odróżnia się obrazowy, czyli metaforyczny wymiar opowieści o grzechu pierworodnym, od jego symbolicznego znaczenia, które to poziomy zdajesz się tutaj radośnie mieszać.Worku Drogi; Gdzie ja Ci napisałem cokolwiek o dosłownym traktowaniu Ks. Rodzaju? A nie jednak napisałem. Próbując połączyć bowiem katolicką doktrynę n.t. roli Zbawienia poprzez Zmartwychwstanie, genezę grzechu pierworodnego oraz... Ewolucję dochodzimy do oksymoronu milenium (a właściwie dwóch), na rozwiązanie którego istnieją tylko 2 drogi: Odrzucenie ewolucji. Bądź wiary w judeo-chrześcijańskiego Boga. Którą opcję wybierzesz po dobrnięciu do końca mego postu? > Zanim zacznę więc polemikę, udokumentuj łaskawie swoje tezy fragmentami Katechizmu (wszak z katolicyzmem ma to być dyskusja, a nie z Twoim jego wyobrażeniem). O, masz nawet link:> www.teologia.pl/m_k/kkk1g02.htmMhmm, no proszę źródło katolickie a jak nic popiera moją główną tezę o niemożności uznania chrześcijaństwa z ewolucją: KKK 388 Wraz z rozwojem Objawienia wyjaśnia się także rzeczywistość grzechu. Chociaż lud Boży Starego Testamentu poznał w pewien sposób bolesną sytuację człowieka w świetle historii upadku opowiedzianej w Księdze Rodzaju, nie mógł jednak zrozumieć ostatecznego znaczenia tej historii, ponieważ ukazuje się ona w pełni tylko w świetle Śmierci i Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa (Por. Rz 5, 12-21). Trzeba poznać Chrystusa jako źródło łaski, by uznać Adama za źródło grzechu. Duch-Paraklet, posłany przez Zmartwychwstałego, przyszedł "przekonać świat o grzechu" (J 16, 8), objawiając Tego, który jest jego Odkupicielem. KKK 390 Opis upadku (Rdz 3) używa języka obrazowego, ale stwierdza wydarzenie pierwotne, fakt, który miał miejsce na początku historii człowieka (Por. Sobór Watykański II, konst. Gaudium et spes, 13). Najbardziej podoba mi się ten kawałek: KKK 400 Ustalona dzięki pierwotnej sprawiedliwości harmonia, w której żyli, została zniszczona; zostało zerwane panowanie duchowych władz duszy nad ciałem (Rdz 3, 7.; jedność mężczyzny i kobiety została poddana napięciom (Rdz 3, 11-13.; ich relacje będą naznaczone pożądaniem i chęcią panowania (Rdz 3, 16). Została zerwana harmonia ze stworzeniem; stworzenie widzialne stało się wrogie i obce człowiekowi (Rdz 3, 17. 19). Z powodu człowieka stworzenie "zostało poddane marności" (Rz 8, 20). Na koniec zrealizuje się wyraźnie zapowiedziana konsekwencja nieposłuszeństwa (Rdz 2, 17.: człowiek "wróci do ziemi, z której został wzięty" (Rdz 3, 19). Śmierć weszła w historię ludzkości (Rz 5, 12). "Śmierć weszła w historię ludzkości", "człowiek "wróci do ziemi, z której został wzięty" Czyż nie jest Ta niemożność o której piszę? Ponadto KKK 400 twierdzi że: "zostało zerwane panowanie duchowych władz duszy nad ciałem", czyżby zatem ludzie pierwotni byli nie tylko wolni od śmierci, ale i wolni od pokus seksualnych? Jak to się ma do mojego zestawienia: Doktryna katolicka: Śmierć jako wynik pewnego zdarzenia w hist. rodzaju ludzkiego - zaburzenie pierwotnego ładu i doskonałości człowieka Ewolucja: Śmierć jako czynnik naturalny towarzyszący homo sapiens od początku - czyli zanim jeszcze homo erectus w niego "wyewoluował", a co za tym idzie oczywista sprzeczność w zestawieniu z doktryną chrześcijańską. Dalej już nawet nie ma sensu przytaczać przykładów jak krk dosłownie interpretuje grzech pierworodny jako wynik nieposłuszeństwa jednego człowieka; Adama w iście kreacjonistyczny sposób. Co chciałeś przez to osiągnąć drogi Worku? Każdy z tych kodeksów paradoksalnie przeczy przeciwko Ewolucji.
|
|
 | 3 na 3 | mrSpock (2845 punktów) |
>Wydaje mi się< Dobrze powiedziane, wydaje Ci się
|
|
3 na 3 | Frank Holman (5897 punktów) | >Nie można być chrześcijaninem bez dosłownego odczytywania pierwszych stron Ks. Rodzaju. Inaczej >ofiara Chrystusa staje się ofiarą... za fikcję literacką.
Szczerze powiedziawszy zawsze mi się wydawało, że gdziekolwiek mam kontakt w tym temacie z ekspertami, to piszą i mówią, że Chrystus umarł za grzechy - wszystkie przeszłe i przyszłe w całej historii Świata; nic ten jeden, że go nie było chyba nie zmienia, ale nie będę się kłócił, bom w tym temacie nie ekspert....
|
|
 | 2 na 2 | Yksiński (179 punktów) | > Szczerze powiedziawszy zawsze mi się wydawało, że gdziekolwiek mam kontakt w tym temacie z ekspertami, to piszą i mówią, że Chrystus umarł za grzechy - wszystkie przeszłe i przyszłe w całej historii Świata; nic ten jeden, że go nie było chyba nie zmienia, ale nie będę się kłócił, bom w tym temacie nie ekspert....No i według nauki KK tak jest. Nie zmienia to faktu, że KK biorąc pod uwagę jego obecne stanowisko odnośnie teorii ewolucji, w swoich naukach o grzechu pierworodnym trochę jednak (albo i bardzo) się gubi. www.teologia.pl/m_k/kkk1si01.htm#2 "KKK 1008 Śmierć jest konsekwencją grzechu. Urząd Nauczycielski Kościoła, który autentycznie interpretuje wypowiedzi Pisma świętego (Por. Rdz 2, 17; 3, 3. 19; Mdr 1, 13; Rz S, 12; 6, 23. i Tradycji, naucza, że śmierć weszła na świat z powodu grzechu człowieka (Por. Sobór Trydencki: DS 1511). Chociaż człowiek posiadał śmiertelną naturę, z woli Bożej miał nie umierać. Śmierć była więc przeciwna zamysłom Boga Stwórcy, a weszła na świat jako konsekwencja grzechu (Por. Mdr 2, 23-24). "Śmierć cielesna, od której człowiek byłby wolny, gdyby nie był zgrzeszył" (Sobór Watykański II, konst. Gaudium et spes, 18). jest "ostatnim wrogiem" człowieka, który musi zostać zwyciężony 545Por. 1 Kor 15, 26)."Nie jestem teologiem, więc mogę się mylić. Ale literalnie odczytując ten kanon wydaje się, że jest w nim mowa o śmierci fizycznej. Czyli że niby przed grzechem pierworodnym faktycznie ludzie mieliby być nieśmiertelni, co przecież w świetle obecnej wiedzy jest czymś absurdalnym. W każdym razie, na dzień dzisiejszy, jak wynika chocby z tego artykułu: tygodnik.o(*)ozegnanie-z-adamem-i-ewa/3vh0fteologowie nie mają jednolitego stanowiska co do tego czym był, na czym polegał i przez kogo miał być "popełniony" grzech pierworodny.
|
|
|  | 2 na 2 | Frank Holman (5897 punktów) | >Czyli że niby przed grzechem pierworodnym faktycznie ludzie mieliby być nieśmiertelni, co przecież w świetle obecnej wiedzy jest czymś absurdalnym.
W myśl obecnej wiedzy tak, ale nie w myśl tekstu Biblii, a na tym oparte są tzw. kanony. Owszem dopasowanie każdego z kanonów i ich idei z wiedzą to nie jest łatwe zadanie, ale to nie nasza sprawa tylko ich. Pozwólmy im na te łamigłówki umysłowe. Możemy co najwyżej z boku patrzeć, bo tak na prawdę to na naszych oczach przynajmniej pewien rodzaj chrześcijaństwa, a może i cała ta religia, się po prostu powoli kończy; jak prawie każda inna wcześniejsza zresztą.
|
|
| |  | | zaqmko (15 punktów) | >a może i cała ta religia, się po prostu powoli kończy; jak prawie każda inna wcześniejsza zresztą. No właśnie niestety się nie kończy bo system ten dopuszcza się ostrej indoktrynacji, której ja skutki podświadomie odczuwam do dziś. Jeśli religia faktycznie zmierza ku końcowi, to dzieje się to bardzo powoli.
|
|
 | 2 na 2 | maniek1 (3407 punktów) | >>... że gdziekolwiek mam kontakt w tym temacie z ekspertami, to piszą i mówią, że Chrystus umarł za grzechy - wszystkie przeszłe i ....> Przecież (wg mitologii) on tylko oszukał tych wszystkich ludzi swoją śmiercią (pomijając mit, że został zabity, a nie sam tego chciał), bowiem po trzech dniach, kiedy wytrzeźwiał zmienił zdanie.
|
|
3 na 3 | Rafał Poniecki (7132 punktów) | Nie moge doczekać się dyskusji nad poglądami Papy Smurfa na ewolucję.
|
|
| Brzostowski (7067 punktów) | >Nie można być chrześcijaninem bez dosłownego odczytywania pierwszych stron Ks. Rodzaju. Inaczej ofiara Chrystusa staje się ofiarą... za fikcję literacką. itd ...
Mieszasz dwa porządki: boski i ludzki, wybierasz z niego pewne elementy, zestawiasz je i budujesz niby sprzeczności. To pierwsza rzecz - to poziom meta całej dyskusji o bogu, bogach i wszystkim co z tym związane. Jeśli rozpoczynasz dyskusję o bogu, Chrystusie itd... przyjmujesz roboczo że istnieje, musi tak być, przeciwnie cała dyskusja jest bez sensu. Istnieje zatem bóg i jednocześnie zakładasz, że ten bóg jest w swoich działaniach ograniczony ludzką logiką. Co jest sprzeczne z powszechnym rozumieniem boga (chrześcijańskiego). Inaczej: jeśli zakładasz że bóg istnieje, musisz założyć, że może robić rzeczy niepojęte, niezrozumiałe dla nas, niezgodne z naszą logiką. A to umożliwia wyjaśnienie wszystkich sprzeczności lub postawienie granicy poznania (zrozumienia). W tym miejscu tylko wiara da Ci w miarę spokój, rozum leży i kwiczy. Niestety, przy takim podejściu, w zasadzie nie ma sensu zajmować w ogóle religią i bogami (poza skutkami społecznymi religii), ale jednak się zajmujemy. Więc, idźmy dalej ...
Biblia i Księga Rodzaju zawierają wiele treści, które można przyjmować wprost lub przenośnie i nie wiemy niestety (zakładając iż są prawdziwe) które są dosłowne, a które nie. Jeśli stawiasz tezę, że nie można być chrześcijaninem bez dosłownego odczytywania pierwszych stron Księgi to musisz roboczo uznać, że wszystko co tam zapisane należy brać dosłownie, inaczej nie można być chrześcijaninem. Otóż ja jestem teistą wychowanym w Polsce i przyjmującym cały ten kulturowy, chrześcijański nawis cywilizacyjny jako swój (można zatem uznać mnie za chrześcijanina). Jednak, nigdy nie brałem na poważnie tego wyciągania żebra, lepienia z prochu ziemi, itd. ... Dla mnie jest oczywiste, że to przenośnia. Nie widzę też, żadnego problemu, aby było to jakoś sprzeczne z byciem chrześcijaninem. Wydaje mi się, że raczej chodzi Ci tylko o ten grzech pierworodny, on musi być dosłowny i jego skutki, bo inaczej cała Twoja argumentacja jest łatwo podważalna... Ale niech będzie roboczo dosłowna (sam chciałeś) ... idźmy dalej.
Teraz najważniejsze.
Otóż w raju poza drzewem, z którego pierwsi ludzie zerwali i zżerli jabłko, było jeszcze "drzewo życia". Skoro przyjmujesz, dosłownie inne zapisy i ten tak trzeba przyjąć. Oznacza on, że bóg ludków stworzył i zasadził Eden, a w nim m.in. drzewa życia. Niestety w Biblii nie ma informacji, czy bóg zakazał im jeść także z drzewa życia. Ten zakaz jest mało prawdopodobny, bo przecież raczej coś powinno o tym być napisane. Zatem prawdopodobnie Adaś i Ewcia jedli ile chcieli (byli nieśmiertelni). Nic w Biblii nie ma na temat liczby lat: nie wiemy kiedy zjadł jabłko z drzewa poznania ... Jak już zjedli jabłko, bóg się wkurzył i powiedział: "Oto człowiek stał się taki jak My: zna dobro i zło; niechaj teraz nie wyciągnie przypadkiem ręki, aby zerwać owoc także z drzewa życia, zjeść go i żyć na wieki" i wypieprzył Adasia z Edenu... Wynika z tego, że człowiek nie był nieśmiertelnym dzięki naturze, tylko dzięki drzewu życia, a potem już nie mieli do niego dostępu, stąd pojawiła się śmierć w wyniku grzechu pierworodnego, z której wybawia Chrystus. Gdzie tu problem z logiką?
>LOGIKA MODALNA: >Ewolucja: śmierć, choroby i głód jako rzeczy naturalne, istniejące od początku istnienia człowieka. >Chrześcijańska Doktryna n.t. roli Zbawienia: Wyzwolenie człowieka od grzechu poprzez >Zmartwychwstanie i tym samym wyzwolenie go od śmierci czyli kary za grzech pierworodny. >Ewolucja: Śmierć jako czynnik naturalny towarzyszący homo sapiens od początku. >Tradycja: Śmierć jako wynik pewnego zdarzenia w hist. rodzaju ludzkiego.
Nie było ewolucji człowieka, dopóki Adaś z Ewą byli nieśmiertelni w Raju. Bo niby jak? Biblia nic nie mówi o dzieciach w raju. Dopiero jak ich wypieprzono z raju, wtedy dzieci się rodzą i wtedy masz głód, choroby, śmierć (ewolucja!). Nie ma zatem żadnej sprzeczności.
|
|
 | 5 na 5 | nobodylikeyou (972 punktów) | >Nie było ewolucji człowieka, dopóki Adaś z Ewą byli nieśmiertelni w Raju. Bo niby jak? Biblia nic nie mówi o dzieciach w raju. Dopiero jak ich wypieprzono z raju, wtedy dzieci się rodzą i wtedy masz głód, choroby, śmierć (ewolucja!). >Nie ma zatem żadnej sprzeczności.
Chyba nie bardzo rozumie Pan jak wygląda ewolucja poprzez dobór naturalny. Zwłaszcza że dotyczy ona także człowieka, który wg niej nie był początkowo jeszcze homo sapiens, a zwykłym zwierzęciem, które w drodze ewolucji osiągnęło obecne stadium. Tak więc albo to, albo to.
Zresztą jeśli postanowił Pan sobie uznać ją wybiórczo, to jak Pan wytłumaczy sobie i nam istnienie takich istot jak np. nasi "przegrani kuzyni" Neandertalczycy, którzy homo sapiens nie byli, a mimo to używali np broni białej i skór jako odzienia?
|
|
|  | | Brzostowski (7067 punktów) |
Proszę pamiętać, że zakładamy dosłowność Księgi Rodzaju (Pana wybór), chyba że Pan się wycofuje.
W tym kontekście nie przeczę ewolucji. Pisałem o ewolucji człowieka, nie zwierząt. Człowieka ulepił bóg i dopóki był w raju nie ewoluował. Ewolucja zwierząt mogła sobie przebiegać, doprowadzając do neandertalczyka, z resztą wyjaśnienia mogą być różne, chociaż to gdybanie.
|
|
| |  | 6 na 6 | nobodylikeyou (972 punktów) | >Proszę pamiętać, że zakładamy dosłowność Księgi Rodzaju (Pana wybór), chyba że Pan się wycofuje. >W tym kontekście nie przeczę ewolucji. Pisałem o ewolucji człowieka, nie zwierząt. Człowieka ulepił bóg i dopóki był w raju nie ewoluował. Ewolucja zwierząt mogła sobie przebiegać, doprowadzając do neandertalczyka, z resztą wyjaśnienia mogą być różne, chociaż to gdybanie.
Acha, czyli jednak uznaje Pan ewolucję wybiórczo. Wobec rozwoju zwierząt - ewolucjonista. Wobec powstania człowieka - kreacjonista.
> Człowieka ulepił bóg No dobrze, ale ta sama Księga w której może Pan o tym przeczytać twierdzi także że:
1. Bóg rozdzielił światło od ciemności podczas formowania życia na Ziemi (Rdz 1,3-5) 2. Stworzył światło... przed stworzeniem źródła światła (Rdz 1,3-5) 3. Niebo to sklepienie niebieskie, które powstało poprzez rozdzielenie się wód mórz i oceanów za jego działaniem(Rdz 1,6) 4. Księżyc określony jest jako drugie źródło światła (w rzeczywistości odbija on światło)
Dlaczego nie wierzy Pan już że Ziemia stoi nieruchomo, a niebo nie stanowi rozdzielonej części mórz i oceanów, skoro tak opisuje to właśnie Biblia? (Psalm 93:1 i Ks. Rodzaju)
Pytanie wbrew pozorom bardzo poważne; na jakiej podstawie uznaje Pan bowiem dosłowność stworzenia człowieka z prochów Ziemi, a nazywa "poetycką metaforą" obraz biblijnego stworzenia świata? Czy aby nie dlatego że ten pierwszy godzi w prawdziwość Pana religii, a ten drugi jest już do zaakceptowania? No właśnie. Wyborny relatywizm.
Dla mnie jest rzeczą prostą, że skoro ludzie pierwotni nie dysponujący przecież obecną wiedzą geologiczną, biologiczną i astronomiczną mogli wypisywać takie bzdury (lub jak Pan woli "poetyckie metafory") jak Niebo, które powstało na skutek rozdzielenia się mórz i oceanów, tędy wymyślenie przez nich że pierwszy "ludzki" mężczyzna powstał z żebra, a kobieta została wyjęta z jego żebra wynika jedynie z ich niewiedzy. Bo niby czemu pkt. A jest nieprawdą (czy też "metaforą"), a punkt F już zdarzeniem historycznym?
Ps Proszę zauważyć że swoją odp. także podzieliłem na 2 części. Ta obszerniejsza, oraz Pana odp. na nią jest moim zdaniem równie istotna.
|
|
| | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >Acha, czyli jednak uznaje Pan ewolucję wybiórczo. Wobec rozwoju zwierząt - ewolucjonista. Wobec powstania człowieka - kreacjonista. Ja nie uznaję, ja mam inne zdanie na ten temat, ale to wynik pańskiego założenia o dosłowności Księgi Rodzaju. Lepiej abyśmy wspólnie ustalili, że jednak niektóre rzeczy są tam być może dosłowne, a inne nie i my nie wiemy które są które. Albo zapomnijmy o tym założeniu i piszmy tak, jak uważamy sami. Bo w przeciwnym wypadku na pewno dojdziemy do absurdów. >> Człowieka ulepił bóg >No dobrze, ale ta sama Księga w której może Pan o tym przeczytać twierdzi także że: Czyli przyjmuje Pan roboczo, że mógł ulepić człowieka, OK. >1. Bóg rozdzielił światło od ciemności podczas formowania życia na Ziemi (Rdz 1,3-5) >2. Stworzył światło... przed stworzeniem źródła światła (Rdz 1,3-5) A to już Pana dziwi, tak? >3. Niebo to sklepienie niebieskie, które powstało poprzez rozdzielenie się wód mórz i oceanów za jego działaniem(Rdz 1,6) >4. Księżyc określony jest jako drugie źródło światła (w rzeczywistości odbija on światło)
No i widzi Pan ten absurd? Skoro czytamy dosłownie, to musi Pan uznać też że istnieje bóg, dla którego nic nie jest niemożliwe, prawda? I znowu Pan miesza dwa porządki. Dostrzega Pan po ludzku sprzeczności w dosłownym brzmieniu tekstu, ale nie jest Pan w stanie przyjąć do wiadomości, że ten Bóg (jak to bóg) wykracza poza poznanie. To konsekwencja pańskich założeń.
W ten sposób nie da się rozmawiać, nie dojdziemy do żadnego wniosku.
>Dlaczego nie wierzy Pan już że Ziemia stoi nieruchomo, a niebo nie stanowi rozdzielonej części mórz i oceanów, skoro tak opisuje to właśnie Biblia? (Psalm 93:1 i Ks. Rodzaju) Ponieważ ja nigdy nie uważałem, że Biblię należy czytać wyłącznie dosłownie. >Pytanie wbrew pozorom bardzo poważne; na jakiej podstawie uznaje Pan bowiem dosłowność stworzenia człowieka z prochów Ziemi, a nazywa "poetycką metaforą" obraz biblijnego stworzenia świata? Czy aby nie dlatego że ten pierwszy godzi w prawdziwość Pana religii, a ten drugi jest już do zaakceptowania? No właśnie. Wyborny relatywizm. Trudno się z Panem rozmawia, bo Pan cały czas miesza dwa sposoby myślenia o bogu. To Pan założył dosłowność Księgi Rodzaju, nie ja. To pańskie założenie do cholery, nie moje!
Proszę Pana, Biblia jest ksiegą, w której są zapewne opisy dosłowne i metaforyczne. Nie mamy pewności, które są które, możemy się jednak domyślać, po sposobie opisu, języku, znając historię Izraela, itd ... >Dla mnie jest rzeczą prostą, że skoro ludzie pierwotni nie dysponujący przecież obecną wiedzą geologiczną, biologiczną i astronomiczną mogli wypisywać takie bzdury (lub jak Pan woli "poetyckie metafory") jak Niebo, które powstało na skutek rozdzielenia się mórz i oceanów, tędy wymyślenie przez nich że pierwszy "ludzki" mężczyzna powstał z żebra, a kobieta została wyjęta z jego żebra wynika jedynie z ich niewiedzy. Bo niby czemu pkt. A jest nieprawdą (czy też "metaforą"), a punkt F już zdarzeniem historycznym? Nie wiemy tego.
|
|
| | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > >>>Acha, czyli jednak uznaje Pan ewolucję wybiórczo. Wobec rozwoju zwierząt - ewolucjonista. Wobec powstania człowieka - kreacjonista.> Ja nie uznaję, ja mam inne zdanie na ten temat, ale to wynik pańskiego założenia o dosłowności Księgi Rodzaju. Lepiej abyśmy wspólnie ustalili, że jednak niektóre rzeczy są tam być może dosłowne, a inne nie i my nie wiemy które są które. Albo zapomnijmy o tym założeniu i piszmy tak, jak uważamy sami. Bo w przeciwnym wypadku na pewno dojdziemy do absurdów.www.racjon(*).php/z,0/d,11/s,524770#w527047www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,527000#w527816A. Izdebski: (...) dr Boguszewski mówi: "Powszechna jest wprawdzie wiara w Boga (90% Polaków nie ma wątpliwości co do Jego istnienia), jednak przekonanie o istnieniu nieba wyraża już niespełna trzy czwarte badanych (74%). Jeszcze mniejsza jest wiara w życie po śmierci - deklaruje ją 70% respondentów, a niespełna dwie trzecie (65%) ma nadzieję na to, że w niebie ponownie spotka osoby, które kocha. Tylko ponad połowa Polaków (56%) wierzy w istnienie piekła, a jeszcze mniej (54%) wyraża przekonanie o istnieniu diabła. (...)W całej populacji badanych jedynie nieco więcej niż co trzeci respondent (38%) jest przekonany, że można mówić o istnieniu jasnych i mających zastosowanie do wszystkich - niezależnie od okoliczności - zasad, które określają, co jest dobre, a co złe". Na tym tle ciekawie przedstawiają się opublikowane niedawno w Internecie wyniki badań OBOP-u, które mówią, że 53% wśród ogółu Polaków, a 43% wśród wierzących i praktykujących uważa, że ludzie powstali w wyniku procesu biologicznego, a tylko odpowiednio 30% i 36% uważa że zostali stworzeni w obecnej postaci. Tą niespójność dostrzega Marcin Przeciszewski, redaktor naczelny Katolickiej Agencji Informacyjnej, gdy pisze: "Polacy wierzą dziś w sposób selektywny, wybierają z wiary to, co im pasuje, tak jak wybiera się towar z półek w supermarketach".> piszmy tak, jak uważamy samiMając w nosie całe Magisterium. @@@ .
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >>piszmy tak, jak uważamy sami >Mając w nosie całe Magisterium.
To jest kwestia ustalenia zasad dyskusji, o czym rozmawiamy. Jeśli o bogu, to możemy tak: Magisterium bierzemy pod uwagę. Ale wtedy też musimy uznać, że boga możemy nie zrozumieć. Tymczasem większość ateistów nie chce tego uznać nawet w roboczej dyskusji, oburzaja się na taki argument (niezbadane są wyroki boskie). Czyli stosuje się dowolność (ma się w nosie Magisterium). Pozostaje zatem tylko wyrażać własną opinię o bogu, skoro bowiem strona nazwijmy ją "przeciwna" uznaje Magisterium wybiórczo, to jak inaczej rozmawiać? Z resztą, nie ma w zasadzie innej możliwości na rozsądną dyskusję.
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > To jest kwestia ustalenia zasad dyskusji, o czym rozmawiamy.Zawsze warto spróbować tak uczynić, ale udaje się to rzadko. > Jeśli o bogu,A o jakim bogu? Znamy bogów tysiące. www.racjon(*)hp/s,4873/q,Bog.bogowie.bostwa> Jeśli o bogu,to możemy tak: Magisterium bierzemy pod uwagę. Ale wtedy też musimy uznać, że boga możemy nie zrozumieć.Jeżeli o chrześcijańskim, to już o Bogu Podczas rozmowy z przyjacielem na temat naszego stosunku do Boga zaczęliśmy się zastanawiać: to znaczy do czego? Cóż znaczy ten termin? Czy obaj tak samo go rozumiemy i czy takie rozumienie jest powszechne? Żyjemy w Polsce, a więc najważniejszym dla nas jest, jak to pojęcie jest rozumiane przez wiernych Kościoła Rzymsko-Katolickiego oraz chrześcijan innych wyznań, ale dla lepszego zrozumienia koniecznym jest zarówno sięgnięcie do jego genezy, jak i dokonania religioznawczych porównań, gdyż w takim wywodzie z jednej strony należy odnosić się do specyfiki określonej religii z drugiej zaś uniwersalistycznych koncepcji Boga zawartych w europejskiej kulturze.
Zacząłem szukać. Najpierw zajrzałem do najnowszego Katechizmu Kościoła Katolickiego (wprowadzonego mocą Konstytucji Apostolskiej Fidei Depositum z 1992 r.), gdzie znalazłem Symbol Nicejsko-Konstantynopolski. Jest to połączenie Nicejskiego wyznania wiary (325), symbolu który "nie dawał żadnego określenia Ducha Świętego; nie rozróżniał jasno hypostasis od ousia", z Symbolem Konstantynopolskim (381), uzupełniającym braki, oraz dodatkiem "filioque", czyli wyraźnym orzeczeniem pochodzenia Ducha Świętego wprowadzonym na soborze w Toledo (589), wraz z dodatkami stosowanymi obecnie. Brzmi on: "Wierzę w jednego Boga, Ojca wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych. I jednego Pana Jezusa Chrystusa, Syna Bożego Jednorodzonego, który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami. Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego. Zrodzony, a nie stworzony, współistotny Ojcu, a przez Niego wszystko się stało. On to dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba. I za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem.(...) Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela, który od Ojca i Syna pochodzi. (...)". W Brewiarium Fidei, czyli wyborze doktrynalnych wypowiedzi Kościoła, znalazłem dopełnienie katolickiego rozumienia Boga pochodzące z Soboru Powszechnego Laterańskiego w 1215 roku, gdzie został On opisany w poniższy sposób: "Całą mocą wierzymy i bez zastrzeżenia wyznajemy, że jeden tylko jest prawdziwy Bóg, odwieczny i nieskończony, niezmienny, niepojęty, wszechmocny i niewymowny, Ojciec, Syn i Duch Święty: Trzy wprawdzie Osoby, ale jedna istota, substancja, czyli natura zupełnie niezłożona. Ojciec od nikogo nie pochodzi, syn tylko od Ojca, Duch Święty od Obydwóch, i to bez początku, zawsze i bez końca. Ojciec Rodziciel, Syn zrodzony, Duch Święty pochodzący: współistotni i równi sobie, wszechmocni i współwiekuiści. Są jedynym wszystkich rzeczy początkiem, stwórcą wszystkiego co widzialne i niewidzialne, co duchowe i materialne. [Ten jeden Bóg] wszechmocną swoją potęgą równocześnie, od początku czasu, stworzył z nicości jeden i drugi rodzaj stworzeń, tj. istoty duchowe i materialne: aniołów i ten świat, a na koniec naturę ludzką łączącą te dwa światy, złożoną z duszy i ciała". Chcąc porównać tamte, wywodzące się ze starożytności, opisy z opisem wyrażonym dzisiejszym językiem przez współczesnych teologów zajrzałem do kilku encyklopedii i słowników, które już w założeniach dążą do lapidarności tekstu. Były to: Mały słownik teologiczny pod redakcją K. Rahnera i H. Vorgrimlera, Słownik teologiczny pod redakcją A. Zuberbiera oraz Leksykon religii pod redakcją F. Königa i H. Waldenfelsa, znajdując chyba najbardziej typowy dla filozofii chrześcijańskiej opis charakterystyki Boga w Małym słowniku terminów i pojęć filozoficznych "dla studiujących filozofię chrześcijańską": "[Bóg] byt pierwszy, rozpoznawany dzięki analizie struktury bytów niesamoistnych, (...). Będąc samoistnym istnieniem, jest na mocy tego realny sam z siebie i jest czystym aktem. Nie przenikniony możnością ani nie uzupełniony przypadłościami, także fizycznymi, jest bytem duchowym. Różni się od innych bytów odrębnym obszarem bytowym (...), posiada tożsame z samym sobą własności transcendentalne". Ale najbardziej encyklopedycznie streścił uniwersalistyczną ideę Boga zgodnie z teraźniejszym, tradycyjnym teizmem R. Swinburne w Spójności teizmu, gdzie określa go jako "osobę bez ciała, tj. ducha, który jest wieczny, wolny, zdolny do zrobienia wszystkiego, wszystko wiedzący, doskonale dobry, będący odpowiednim obiektem ludzkiej czci i posłuszeństwa oraz stwórcą i podstawą wszechświata". > Tymczasem większość ateistów nie chce tego uznać nawet w roboczej dyskusji, oburzaja się na taki argument (niezbadane są wyroki boskie).A co to za zwierzę ten ateista, gdy prawie każdy z nich ma poglądy własne prawie na każdy temat. www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,509211#w510102www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,506302#w507244www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,506302#w507245> Czyli stosuje się dowolność (ma się w nosie Magisterium).A dlaczego miałoby być inaczej, ale gdy Pan Boga z Breviarum Fidei chce bronić, też nie ma sprawy. > Pozostaje zatem tylko wyrażać własną opinię o bogu, skoro bowiem strona nazwijmy ją "przeciwna" uznaje Magisterium wybiórczo, to jak inaczej rozmawiać?Ja nie stosuję. Może być i ten. > Z resztą, nie ma w zasadzie innej możliwości na rozsądną dyskusję.Jest! Raz porządnie napisać swoją definicję Boga i następnie linkować do niej z uwagą. Nie zgadzam się ze wszystkimi znanymi mi definicjami boga i przygotowałem definicję Brzostowskiego - oto ona.www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,385960#w389543Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | > Zawsze warto spróbować tak uczynić, ale udaje się to rzadko.Owszem. > >Jeśli o bogu,> A o jakim bogu? Znamy bogów tysiące.> www.racjon(*)hp/s,4873/q,Bog.bogowie.bostwa> >Jeśli o bogu,to możemy tak: Magisterium bierzemy pod uwagę. Ale wtedy też musimy uznać, że boga możemy nie zrozumieć.> Jeżeli o chrześcijańskim, to już o Boguno chyba tutaj właśnie o nim. > >Tymczasem większość ateistów nie chce tego uznać nawet w roboczej dyskusji, oburzaja się na taki argument (niezbadane są wyroki boskie).> A co to za zwierzę ten ateista, gdy prawie każdy z nich ma poglądy własne prawie na każdy temat.Dobrze, bardzo dobrze. Pan zdaje mi się wie o co mi chodzi, tylko sprytnie omija istotę rzeczy (podobnie jak wszyscy tutaj wypowiadający się do tej pory). Potwierdza to jedynie że ten argument jest mocny. Powtórzę jeszcze raz: Jeśli podejmujemy dyskusję o bogu (tutaj Bogu) to jednocześnie musimy przyjąć roboczo że jest wszech..., a zatem nie możemy go pojąć. Tymczasem większość ateistów wdaje się w dyskusje o bogu zapominając o tym jego wszech... w aspekcie rozumienia tej wszechwiedzy przez człowieka. Pozostaje zatem ateistom: - albo uznać roboczo, że Bóg jest niepojęty, - albo w ogóle nie zajmować się Bogiem przy sprzecznych założeniach, bo wyjdą wyłącznie absurdy i kolejne sprzeczności, - albo zdefiniować sobie własnego, aby nie poruszać się w świecie sprzeczności, - studiować wpływ religii i walczyć z nią uznając za zło. Tymczasem większość właśnie się Nim zajmuje przy sprzecznych założeniach. I jeszcze na podstawie wysnutych z tych sprzecznych zalożeń wniosków,mówią że nie istnieje. > >Czyli stosuje się dowolność (ma się w nosie Magisterium).> A dlaczego miałoby być inaczej, ale gdy Pan Boga z Breviarum Fidei chce bronić, też nie ma sprawy.OK > >Pozostaje zatem tylko wyrażać własną opinię o bogu, skoro bowiem strona nazwijmy ją "przeciwna" uznaje Magisterium wybiórczo, to jak inaczej rozmawiać?> Ja nie stosuję. Może być i ten.> >Z resztą, nie ma w zasadzie innej możliwości na rozsądną dyskusję.> Jest! Raz porządnie napisać swoją definicję Boga i następnie linkować do niej z uwagą. Nie zgadzam się ze wszystkimi znanymi mi definicjami boga i przygotowałem definicję Brzostowskiego - oto ona.> www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,385960#w389543Dziękuję za radę, może kiedyś tak zrobię.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) |
> >>>Jeżeli o chrześcijańskim, to już o Bogu> no chyba tutaj właśnie o nim.A więc wyżej za Izdebskim podałem katolickie próby jego zdefiniowania. > Tymczasem większość ateistów nie chce tego uznać nawet w roboczej dyskusji, oburzaja się na taki argument (niezbadane są wyroki boskie).> >>>A co to za zwierzę ten ateista, gdy prawie każdy z nich ma poglądy własne prawie na każdy temat.> Dobrze, bardzo dobrze.> Pan zdaje mi się wie o co mi chodzi, tylko sprytnie omija istotę rzeczy (podobnie jak wszyscy tutaj wypowiadający się do tej pory).Sądzę, iż mnie Pan przecenia, ale niech Pan tą istotę rzeczy pokaże - czy wykaże. > Potwierdza to jedynie że ten argument jest mocny.Który argument? > Powtórzę jeszcze raz:> Jeśli podejmujemy dyskusję o bogu (tutaj Bogu) to jednocześnie musimy przyjąć roboczo że jest wszech..., a zatem nie możemy go pojąć.No właśnie! Niech Pan sobie poczyta o średniowiecznych dysputach religijnych, a może Pan świadomie nawiązuje do ich metod. Dzisiaj na szczęście już nic nie musimy i to Pan - chcąc rozmawiać o czymś co nazywa Pan bogiem, czy Bogiem - powinien ten stwór zdefiniować. Chyba znam wszystkie próby zdefiniowania tego stwora. Jakoś tam rozumiem jego definicję i znaczenie religioznawczo, trochę gorzej, ale jednak filozoficznie, tak dla nauki (science) taki stwór nie istnieje, Nie wolno zapomnieć przy tym, że w nauce obowiązek zdefiniowania i udowodnienie istnienia przedmiotu, czy procesu spoczywa na twierdzącym, a nie na przeczącym. > Tymczasem większość ateistów wdaje się w dyskusje o bogu zapominając o tym jego wszech... w aspekcie rozumienia tej wszechwiedzy przez człowieka.Nie znam żadnej "większości ateistów". Sam nie jestem ateistą tylko naturalistą ontologicznym. > Pozostaje zatem ateistom:> - albo uznać roboczo, że Bóg jest niepojęty,> - albo w ogóle nie zajmować się Bogiem przy sprzecznych założeniach, bo wyjdą wyłącznie absurdy i kolejne sprzeczności,> - albo zdefiniować sobie własnego, aby nie poruszać się w świecie sprzeczności,> - studiować wpływ religii i walczyć z nią uznając za zło.A dlaczego? Ateiści w wielkim poważaniu mają wszelkie wykazy nakazów fideistów, to fideiści mówią uwierz w mój wymysł. " ... jakkolwiek niewątpliwie jest prawdą, że należy wierzyć w istnienie Boga, ponieważ uczy tego Pismo św., i na odwrót należy wierzyć Pismu świętemu, ponieważ mamy je od Boga ... nie można jednak przedkładać tego niewierzącym, gdyż sądziliby, że to jest błędne koło". {Rene Descartes, Medytacje o pierwszej filozofii.}Ateistów taka argumentacja bawi. > Tymczasem większość właśnie się Nim zajmuje przy sprzecznych założeniach.Znowu wypisuje Pan o jakiejś większości, której nie znam. Konkrety Szanowny Panie - konkrety. > I jeszcze na podstawie wysnutych z tych sprzecznych zalożeń wniosków,mówią że nie istnieje.Co nie istnieje? Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | > A więc wyżej za Izdebskim podałem katolickie próby jego zdefiniowania.To miłe. > Sądzę, iż mnie Pan przecenia, ale niech Pan tą istotę rzeczy pokaże - czy wykaże.> Który argument?Proszę Pana, nie mam zamiaru prowadzić z Panem po raz któryś dyskusji, o tym jak powinno się dyskutować. Istnieje jednak, wydaje mi się pewna przyzwoitość w dyskusji, skoro przyjmujemy pewne założenia i na ich podstawie dyskutujemy, to nie można za chwilę zmieniać tych założeń. A jeśli już, to ustalamy jakieś inne i dyskutujemy, a nie w każdym zdaniu co innego. To dotyczy oczywiście części dyskusji w tym wątku, nie dotyczy Pana. > >Jeśli podejmujemy dyskusję o bogu (tutaj Bogu) to jednocześnie musimy przyjąć roboczo że jest wszech..., a zatem nie możemy go pojąć.> No właśnie! Niech Pan sobie poczyta o średniowiecznych dysputach religijnych, a może Pan świadomie nawiązuje do ich metod. Dzisiaj na szczęście już nic nie musimy i to Pan - chcąc rozmawiać o czymś co nazywa Pan bogiem, czy Bogiem - powinien ten stwór zdefiniować. Chyba znam wszystkie próby zdefiniowania tego stwora. Jakoś tam rozumiem jego definicję i znaczenie religioznawczo, trochę gorzej, ale jednak filozoficznie, tak dla nauki (science) taki stwór nie istnieje, Nie wolno zapomnieć przy tym, że w nauce obowiązek zdefiniowania i udowodnienie istnienia przedmiotu, czy procesu spoczywa na twierdzącym, a nie na przeczącym.A o czym Pan teraz pisze? Czy Pan śledzi w ogóle ten wątek, czy tylko doskakuje od czasu do czasu? Autor wątku sam boga nie zdefiniował, ja też go o to nie prosiłem, ani on mnie. Wyczuwam tutaj niestety jakiś antyklerykalny atak, zupełnie niepotrzebny, zbędny. Bo jak można łatwo zauważyć rozmawiam sobie tutaj z ateistami, z których zapewne znakomita część to antyklerykały i jak narazie dyskusja, mimo że z różnymi sukcesami merytorycznymi, to jednak przebiega w kulturalnej atmosferze, co sobie cenię. Rozmowa z Panem zapowiada niestety pewną zmianę, chociaż mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. > >Tymczasem większość ateistów wdaje się w dyskusje o bogu zapominając o tym jego wszech... w aspekcie rozumienia tej wszechwiedzy przez człowieka.> Nie znam żadnej "większości ateistów". Sam nie jestem ateistą tylko naturalistą ontologicznym.> >Pozostaje zatem ateistom:> >- albo uznać roboczo, że Bóg jest niepojęty,> >- albo w ogóle nie zajmować się Bogiem przy sprzecznych założeniach, bo wyjdą wyłącznie absurdy i kolejne sprzeczności,> >- albo zdefiniować sobie własnego, aby nie poruszać się w świecie sprzeczności,> >- studiować wpływ religii i walczyć z nią uznając za zło.> A dlaczego? Ateiści w wielkim poważaniu mają wszelkie wykazy nakazów fideistów, to fideiści mówią uwierz w mój wymysł.> " ... jakkolwiek niewątpliwie jest prawdą, że należy wierzyć w istnienie Boga, ponieważ uczy tego Pismo św., >i na odwrót należy wierzyć Pismu świętemu, ponieważ mamy je od Boga ... nie można jednak przedkładać tego niewierzącym, gdyż sądziliby, że to jest błędne koło". {Rene Descartes, Medytacje o pierwszej filozofii.}> Ateistów taka argumentacja bawi.> >Tymczasem większość właśnie się Nim zajmuje przy sprzecznych założeniach.> Znowu wypisuje Pan o jakiejś większości, której nie znam. Konkrety Szanowny Panie - konkrety.> >I jeszcze na podstawie wysnutych z tych sprzecznych zalożeń wniosków,mówią że nie istnieje.> Co nie istnieje?Dlatego też ignoruję pańskie posty, no chyba, że coś Pan merytorycznego napisze. W tej dyskusji nie udało się.
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . A więc wyżej za Izdebskim podałem katolickie próby jego zdefiniowania.> To miłe.> Pan zdaje mi się wie o co mi chodzi, tylko sprytnie omija istotę rzeczy (podobnie jak wszyscy tutaj wypowiadający się do tej pory). Sądzę, iż mnie Pan przecenia, ale niech Pan tą istotę rzeczy pokaże - czy wykaże.> Potwierdza to jedynie że ten argument jest mocny. Który argument?> Proszę Pana, nie mam zamiaru prowadzić z Panem po raz któryś dyskusji, o tym jak powinno się dyskutować.Ja też nie! Oczywiście Schopenhauera, to Pan zna na wyrywki, ale ja polecam także prof. Krzysztofa Szymanka, czy Leszka Lachowieckiego, który swoją książkę kończy sławami: [W dyskusji] niezbędna jest względna równość obu dyskutantów tak pod względem erudycji jak i inteligencji. Gdy jeden z dyskutantów pozbawiony jest erudycji, to wszystkiego nie pojmie, przeto nie będzie na poziomie. Gdy zaś zabraknie mu inteligencji rozgoryczy się tylko i sięgnie po nieuczciwość, szalbiertwo i w końcu po grubiaństwo.> Istnieje jednak, wydaje mi się pewna przyzwoitość w dyskusji, skoro przyjmujemy pewne założenia i na ich podstawie dyskutujemy, to nie można za chwilę zmieniać tych założeń. A jeśli już, to ustalamy jakieś inne i dyskutujemy, a nie w każdym zdaniu co innego. To dotyczy oczywiście części dyskusji w tym wątku, nie dotyczy Pana.Ale ja zawsze rozmawiam we własnym imieniu odnosząc się do konkretnych odpowiedzi. Ani sam nie czuję się za wszystko odpowiedzialny, ani Pana nie obciążam za wszystko. Oczywiście, że tak Pan jak i ja jesteśmy intelektualnie i emocjonalnie z jakąś opcją związani, ale każdy odpowiada za siebie. > Jeśli podejmujemy dyskusję o bogu (tutaj Bogu) to jednocześnie musimy przyjąć roboczo że jest wszech..., a zatem nie możemy go pojąć.> >>>No właśnie! Niech Pan sobie poczyta o średniowiecznych dysputach religijnych, a może Pan świadomie nawiązuje do ich metod. Dzisiaj na szczęście już nic nie musimy i to Pan - chcąc rozmawiać o czymś co nazywa Pan bogiem, czy Bogiem - powinien ten stwór zdefiniować. Chyba znam wszystkie próby zdefiniowania tego stwora. Jakoś tam rozumiem jego definicję i znaczenie religioznawczo, trochę gorzej, ale jednak filozoficznie, tak dla nauki (science) taki stwór nie istnieje, Nie wolno zapomnieć przy tym, że w nauce obowiązek zdefiniowania i udowodnienie istnienia przedmiotu, czy procesu spoczywa na twierdzącym, a nie na przeczącym.> A o czym Pan teraz pisze?O Pańskiej wypowiedzi, to znaczy do Pańskiej konkretnej wypowiedzi się odnoszę. Nie zauważył Pan tego? > Czy Pan śledzi w ogóle ten wątek, czy tylko doskakuje od czasu do czasu?A jakie to ma tu znaczenie. Mnie zainteresowała Pańska wypowiedź i do niej się odniosłem. > Autor wątku sam boga nie zdefiniował, ja też go o to nie prosiłem, ani on mnie.I jest to sprawa pomiędzy Panami, mnie niewiele do tego. > Wyczuwam tutaj niestety jakiś antyklerykalny atak, zupełnie niepotrzebny, zbędny.Uczucia są ważne, ale to racjonalne forum i intelektualne argumenty są tu ważniejsze od emocjonalnych. Panu się wydaje, że wszyscy na Kazia, a Kazio niewiniątko. Skąd Pan tu wziął antyklerykalizm? To chyba jakaś obsesja? > Bo jak można łatwo zauważyć rozmawiam sobie tutaj z ateistami, z których zapewne znakomita część to antyklerykały i jak narazie dyskusja, mimo że z różnymi sukcesami merytorycznymi, to jednak przebiega w kulturalnej atmosferze, co sobie cenię.To otwarte forum i trudno tu prowadzić prywatne dyskusje. Każdy ma prawo do każdego postu się odnieść. To, iż Pan uważa się za bardziej kulturalnego ode mnie to Pańska sprawa, ja ten osąd pozostawiam szerszemu gremium naszych czytelników. > Rozmowa z Panem zapowiada niestety pewną zmianę, chociaż mam nadzieję, że do tego nie dojdzie.Tak daje się to zauważyć, gdyż zaraz odszedł Pan od tematu aby zająć się mną osobiście. ___ Ateistów taka argumentacja bawi.> Tymczasem większość właśnie się Nim zajmuje przy sprzecznych założeniach.> >>>Znowu wypisuje Pan o jakiejś większości, której nie znam. Konkrety Szanowny Panie - konkrety.> I jeszcze na podstawie wysnutych z tych sprzecznych zalożeń wniosków,mówią że nie istnieje.> >>>Co nie istnieje?> Dlatego też ignoruję pańskie posty,Namawiam do tego. Może Pan nawet sobie wyłączyć ich wyświetlanie. Nie musi się Pan też do moich wypowiedzi w jakikolwiek sposób odnosić. Spokojnie może Pan je lekceważyć i ignorować. > no chyba, że coś Pan merytorycznego napisze. W tej dyskusji nie udało się.Kilkakrotnie już pisałem, że piszę tylko do tych którzy potrafią mnie zrozumieć. Pański post był tylko inspiracją do mojej wypowiedzi, a takie postępowanie nie jest zabronione. Znowu powtórzę samego siebie: Nikt nie jest w stanie nas bardziej skompromitować niż uczynimy to sami. Tak, iż spokojnie może Pan sobie dyskutować z antyklerykałami w kulturalnej atmosferze i nie zwracać uwagi na moje niemerytoryczne - według Szanownego Pana - dopiski. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | Odniosę się do pańskich wypowiedzi, jeśli będą dotyczyć merytorycznie jakiegoś tematu, a nie będą tylko atakiem, pouczeniem, próbą zdyskredytowania forumowicza lub pisaniem jak powinno się pisać i dla kogo jest to forum. To jest już nudne a i po prostu czasu szkoda.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >To jest już nudne a i po prostu czasu szkoda. Mnie na wykazywanie głupoty czasu zupełnie nie szkoda, więc proszę nie liczyć, że na głupotę, gdy nawet Szanownemu Panu się przydarzy, reagować nie będę. Tak jak wyżej napisałem nie oczekuję na to ani na to zgody, ani później Pańskich odpowiedzi. Piszę zaś tylko do tych, którzy mnie zrozumieć potrafią.
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | nobodylikeyou (972 punktów) | Odpowiem jutro, najpóźniej pojutrze późnym wieczorem.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >. >>To jest już nudne a i po prostu czasu szkoda. >Mnie na wykazywanie głupoty czasu zupełnie nie szkoda, więc proszę nie liczyć, że na głupotę, gdy nawet Szanownemu Panu się przydarzy, reagować nie będę. Tak jak wyżej napisałem nie oczekuję na to ani na to zgody, ani później Pańskich odpowiedzi. Piszę zaś tylko do tych, którzy mnie zrozumieć potrafią. Proszę Pana, mam nadzieję, że będzie Pan dyskutował merytorycznie, nie widzę problemu w wytykaniu głupoty, jesli Pan mi ją wytknie, najwyżej się czegoś nauczę, żaden to dla mnie problem. Byłoby jednak miło dyskutować kulturalnie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Trochę wyżej:> Proszę Pana, nie mam zamiaru prowadzić z Panem po raz któryś dyskusji, o tym jak powinno się dyskutować.Ja też nie! Oczywiście Schopenhauera, to Pan zna na wyrywki, ale ja polecam także prof. Krzysztofa Szymanka, czy Leszka Lachowieckiego, który swoją książkę kończy sławami: [W dyskusji] niezbędna jest względna równość obu dyskutantów tak pod względem erudycji jak i inteligencji. Gdy jeden z dyskutantów pozbawiony jest erudycji, to wszystkiego nie pojmie, przeto nie będzie na poziomie. Gdy zaś zabraknie mu inteligencji rozgoryczy się tylko i sięgnie po nieuczciwość, szalbiertwo i w końcu po grubiaństwo.> Byłoby jednak miło dyskutować kulturalnie.Tak, może by i było, ale najpierw ustalić co to znaczy "kulturalnie" i kto będzie za arbitra elegancji robił? Według mnie w 99,9% zachowuję kulturalne normy internetowej rozmowy. > Proszę Pana, mam nadzieję, że będzie Pan dyskutował merytorycznie,I od razu zaczyna się problem z wszystkimi nawiedzonymi. Obrażają partnera i oczekują braku reakcji na chamskie zaczepki. Jestem poważnym człowiekiem i moje wypowiedzi w 99,9% są merytoryczne. Nawet, gdy kpię sobie z Szanownego Pana, to na ogół merytorycznie. To ile z tego Pan jest w stanie zrozumieć, to już nie mój problem. > nie widzę problemu w wytykaniu głupoty, jesli Pan mi ją wytknie, najwyżej się czegoś nauczę, żaden to dla mnie problem.Gdyby ta deklaracja była prawdziwa mój szacunek dla Pana byłby wielki, ale przecież prawie wszyscy starzy uczestnicy forum wiedzą, że Pan na wszelką argumentację jest wprost nieprzemakalny. Nikt Pana nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy Pan wierzy inaczej. Tak, mam zwyczaj wykazywać głupotę i cieszę się gdy ktoś moją wykazuje, ale argumenty docierają tylko do osób na takie argumenty otwartych. Przecież Pan tu prawie nie rozmawia - Pan walczy wpierając innym własne poglądy jako jedyne słuszne. Ale aby wszystko miało swoją miarę - to tak - nawet zdecydowanie tak, wolę rozmawiać z Panem niż z np. Panem Elaspem. Jednak jest Pan bardziej otwartym, bardziej ciekawym świata i zdolnym więcej zrozumieć. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Brzostowski (7067 punktów) | Proszę Pana, ja mam zupełnie inne spostrzeżenia. Otóż, Ci którzy mnie znają prywatnie, wiedzą, że jestem bardzo otwartym człowiekiem, na wiedzę, na nowości, na nowe poglądy. Tylko na tym forum jestem postrzegany dość negatywnie. Głównie dlatego, że mam "niepoprawne" poglądy i całkiem przyzwoicie potrafię ich bronić. I powtórzę kolejny raz: nie mam żadnego problemu ze zmianą poglądów, muszę jednak mieć do tego podstawy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Proszę Pana, ja mam zupełnie inne spostrzeżenia. Otóż, Ci którzy mnie znają prywatnie, wiedzą, że jestem bardzo otwartym człowiekiem, na wiedzę, na nowości, na nowe poglądy.Gratuluję? > Tylko na tym forum jestem postrzegany dość negatywnie.Przykro mi, ale to może już takie wredne forum? Tak, jak wspominałem wychowałem się w Warszawie na robotniczym podwórku i tamta praktyczna filozofia życia w pewnej części określa moje oceny społecznej rzeczywistości. Tu akurat nasuwa mi się odpowiedź wszystkim samochwałom: "A ja mam w domu na łańcuchu złotą gęś!" Na internetowym forum, na którym posługujemy się nickami, opowiadanie o sobie swoim dorobku i swoich dokonaniach ma dalece wtórne znaczenie. Wystarczy, że napiszemy kilka/kilkanaście wypowiedzi i już sporo o nas wiadomo. Pan zamieścił swoich już prawie 2 tysiące sądzi Pan, że forumowicze nie wiedzą z kim mają do czynienia? > Głównie dlatego, że mam "niepoprawne" poglądyOsobiście najbardziej sobie cenie "niepoprawne" heretyckie poglądy, ale co miałaby ta Pańska niepoprawność tu znaczyć? Niepoprawność wobec paradygmatu racjonalnego myślenia? Toż to jest jak najbardziej poprawny fideizm, czy wprost irracjonalizm. Niepoprawność wobec naukowego paradygmatu naturalistycznego? Toż to jest jak najbardziej poprawny kreacjonizm. Wobec czego i kogo Pańskie poglądy są niepoprawne? > i całkiem przyzwoicie potrafię ich bronić.Nie ulega dla mnie żadnej wątpliwości, że ma Pan bardzo wysoką ocenę swojej wiedzy i sprawności intelektualnej i na podstawie tej samooceny sądzi Pan, że całkiem przyzwoicie potrafi Pan swoich poglądów bronić, ale przed kim? Przed racjonalizmem i racjonalistami? Jak wielu osobom na tym portalu Pańskie poglądy wydały się być przekonywujące? Kilkorgu na pewno. Widać to choćby po plusach. Choć mnie się wydaje, że tych Pańskimi wywodami przekonanych jest tu ogromna mniejszość. > I powtórzę kolejny raz: nie mam żadnego problemu ze zmianą poglądów, muszę jednak mieć do tego podstawy.A ja powtórzę kolejny raz, że jest to pusta deklaracja, gdyż nie istnieją argumenty zdolne Pana przekonać. Z wiarą nie ma dyskusji, gdyż nikt wierzącego nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej. Oczywiście np. można z Panem podyskutować racjonalnie - czy bardziej atrakcyjne turystycznie są Tatry, czy Karkonosze, ale nie w sprawach światopoglądowych. Sam z Panem parę razy dyskutowałem i czytam Pańskie dyskusje z innymi - konkluzywności w nich nie zauważyłem. Ot trochę intelektualnego ping-ponga, albo zabawa w strzyżono-golono. Bawią mnie pewne puste deklaracje np. ateistką byłam, ale się nawróciłam. Nie jest Pan w swoich deklaracjach odosobniony, ot przykład następnej otwartej na argumenty głowy Pan Vancalar dalszych mi się szukać nie chce, ale jeszcze takich deklaracji kilka się znajdzie. Tylko czy cokolwiek z takich deklaracji wynika? Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | > Przykro mi, ale to może już takie wredne forum?Nie, po prostu jak ma się inne poglądy od większości, w której dodatkowo trafi się kilku ideologów, którzy nie lubią "innych" to tak bywa. > Tak, jak wspominałem wychowałem się w Warszawie na robotniczym podwórku i tamta praktyczna filozofia życia w pewnej części określa moje oceny społecznej rzeczywistości. Tu akurat nasuwa mi się odpowiedź wszystkim samochwałom:...Generalnie nie lubię się chwalić, ani pisać wyniośle, to nie mój styl, nie ja pouczam wszystkich dookoła, nie ja się wymądrzam, raczej jest taki inny facet na tym forum, który to robi. Może zna Pan Go przypadkowo? Ja czasem tylko proszę o spokój, kulturę i merytoryczne wypowiedzi. Nie uważam, aby było to zbyt nachalne. > Pan zamieścił swoich już prawie 2 tysiące sądzi Pan, że forumowicze nie wiedzą z kim mają do czynienia?A agentem Watykanu? > >Głównie dlatego, że mam "niepoprawne" poglądy> Osobiście najbardziej sobie cenie "niepoprawne" heretyckie poglądy, ale co miałaby ta Pańska niepoprawność tu znaczyć? Niepoprawność wobec paradygmatu racjonalnego myślenia? Toż to jest jak najbardziej poprawny fideizm, czy wprost irracjonalizm. Niepoprawność wobec naukowego paradygmatu naturalistycznego? Toż to jest jak najbardziej poprawny kreacjonizm. Wobec czego i kogo Pańskie poglądy są niepoprawne?Na tym forum niepoprawność to już coraz cześciej niewyrażanie poglądów antyklerykalnych, a jeszcze jak fideista, fiu... fiu... > >i całkiem przyzwoicie potrafię ich bronić.> Nie ulega dla mnie żadnej wątpliwości, że ma Pan bardzo wysoką ocenę swojej wiedzy i sprawności intelektualnej i na podstawie tej samooceny sądzi Pan, że całkiem przyzwoicie potrafi Pan swoich poglądów bronić, ale przed kim?Znowu Pan się myli. Moja wiedza religijna, filozoficzna, jest generalnie dość amatorska, ale to często wystarczy. Czasem się gubię, czasem ktoś mi dołoży argumentami i dobrze, uczę się. Jak ludzie dyskutują, to bronią określonych poglądów, dziwni Pana słowo 'bronić"? > Przed racjonalizmem i racjonalistami? Jak wielu osobom na tym portalu Pańskie poglądy wydały się być przekonywujące? Kilkorgu na pewno. Widać to choćby po plusach. Choć mnie się wydaje, że tych Pańskimi wywodami przekonanych jest tu ogromna mniejszość.Akurat świetnym miernikiem jest brak minusów lub brak odpowiedzi na wybrane pytania lub posty. Przed racjonalistami nie mam powodu się bronić, także liczba osób które przekonałem nie ma dla mnie wielkiego znaczenia, raczej liczba argumentów przeciwko moim poglądom, to ma wartość. > >I powtórzę kolejny raz: nie mam żadnego problemu ze zmianą poglądów, muszę jednak mieć do tego podstawy.> A ja powtórzę kolejny raz, że jest to pusta deklaracja, gdyż nie istnieją argumenty zdolne Pana przekonać. Z wiarą nie ma dyskusji, gdyż nikt wierzącego nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej. Oczywiście np. można z Panem podyskutować racjonalnie - czy bardziej atrakcyjne turystycznie są Tatry, czy Karkonosze, ale nie w sprawach światopoglądowych.Światopogląd kształtuje się latami, z tego że Pan nie przekonał mnie, a ja Pana nic nie wynika obiektywnie rzecz biorąc: ani to że Pan ma rację, ani to że ja. > Sam z Panem parę razy dyskutowałem i czytam Pańskie dyskusje z innymi - konkluzywności w nich nie zauważyłem.To dość jasne, skoro kazdy został przy swoim poglądzie. Wg Pana dobry forumowicz, to traki, który Panu przyzna rację? > Ot trochę intelektualnego ping-ponga, albo zabawa w strzyżono-golono.> Bawią mnie pewne puste deklaracje np. ateistką byłam, ale się nawróciłam. Nie jest Pan w swoich deklaracjach odosobniony, ot przykład następnej otwartej na argumenty głowy Pan Vancalar dalszych mi się szukać nie chce, ale jeszcze takich deklaracji kilka się znajdzie. Tylko czy cokolwiek z takich deklaracji wynika?Pan myśli, że ma Pan argumenty, które mnie przekonują do pańskiego światopoglądu? Nie ma Pan, zatem nie ma mowy o konkulzywności. A dla Pana widać jak ktoś się nie da przekonać, to głupek i już! To tak nie działa. Ale gdyby Pan chciał poważnie porozmawiać o światopoglądzie... to Pański nie jest tak daleki od mojego, tak sądzę. Otóż cały czas trapi mnie pański pogląd na temat nadrzeczywistosci. Porozmawiamy? Zakładamy nowy wątek na ten temat? Tylko merytoryczne dyskusje, OK? Wiem, będę osamotniony zapewnie, ale cóż, najwyżej zrobię z siebie durnia ... Wchodzi Pan? Ja wychowałem się na wsi i w małym mieście, u Pana mówili o gęsiach, a u mnie bardziej wprost: "Nie ściemniaj, koleś"! Zatem zamiast pisać tutaj o mnie, takie czy inne rzeczy, jaki to ja fideista i głupek katolicki, porozmawiajmy merytorycznie o nadrzeczywstości, której Pan nie wyklucza! Wchodzisz, czy "ściemniasz, koleś"?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Znowu wraca Pan do swojego ulubionego tematu czyli opowiadania jaki Pan jest piękny, mądry oraz dobry i jak Pana brzydki, złośliwie głupi oraz niedobry Bogusławski prześladuje. To już naprawdę nudne Szanowny Panie!> >>>Przykro mi, ale to może już takie wredne forum?> Nie, po prostu jak ma się inne poglądy od większości, w której dodatkowo trafi się kilku ideologów, którzy nie lubią "innych" to tak bywa.I dalej biedny, dyskryminowany tu swoje stałe brednie opowiada. Ło Boze, ale mi Pana szkoda, to te wstrętne ideologi tu Szanownego Pana prześladują. > Generalnie nie lubię się chwalić, ani pisać wyniośle,Zauważ ... Szanowny Panie, że łatwiej komuś wyniosłość zarzucać niż pouczyć się trochę aby mu sprostać. Samodzielnie myśląca inteligencja, stanowiąca większość tego forum, mało na moją wyniosłość narzeka, gdyż gdybym tak czynił to tylko sam bym siebie ośmieszył. Narzeka na to Pan oraz p.p. Vancalar, Konowal, Elasp, Bielecki, a także jeszcze parę innych osób, które moich racjonalistycznych poglądów nie podzielają, a argumentów zrozumieć nie umieją i nie chcą. > to nie mój styl, nie ja pouczam wszystkich dookoła, nie ja się wymądrzam, raczej jest taki inny facet na tym forum, który to robi. Może zna Pan Go przypadkowo?janbrzechwa.w.interia.pl/stobajek/samochwala.htmlAleż to co Pan tu czyni, to takie chrześcijańskie, zarzucanie innym własnych charakterologicznych obrzydliwości. > Ja czasem tylko proszę o spokój, kulturę i merytoryczne wypowiedzi. Nie uważam, aby było to zbyt nachalne.Tak zdecydowanie traktuje Pan samego siebie "po uważaniu". Agresywny człowiek, mało kulturalny, uciekający od meritum, który do niego nawołuje jest tylko żałosnym prowokatorem. Ale ja tylko tu opisuję brzydki przypadek forumowicza, a nie Pana. > Znowu Pan się myli. Moja wiedza religijna, filozoficzna, jest generalnie dość amatorska, ale to często wystarczy. Czasem się gubię, czasem ktoś mi dołoży argumentami i dobrze, uczę się.Tak, prawie cały poziom wiedzy w tematach, w których Pan się tu autorytatywnie wypowiada jest bardzo amatorski i w niczym to nikomu (włącznie z Panem) nic nie ujmuje. Natomiast połączone z tym zadufanie we własną rację i upór pomimo racjonalnych argumentów jest żenującą kompromitacją. > Jak ludzie dyskutują, to bronią określonych poglądów, dziwni Pana słowo 'bronić"?Nie, a dlaczego miałoby mnie dziwić? Skąd taki wniosek? > Przed racjonalistami nie mam powodu się bronić, także liczba osób które przekonałem nie ma dla mnie wielkiego znaczenia, raczej liczba argumentów przeciwko moim poglądom, to ma wartość.Ależ oczywiście tu nic dla Pana nie ma większego znaczenia. Pan i tak wie lepiej i ma patent na rację. > Światopogląd kształtuje się latami,Tak, kształtuje się latami, ale nie tkwi się latami w uporze. > z tego że Pan nie przekonał mnie, a ja Pana nic nie wynika obiektywnie rzecz biorąc: ani to że Pan ma rację, ani to że ja.Dla mnie wynika bardzo wiele, np. to, że żadna moja dyskusja z Panem jest niemożliwą. Na moje argumenty jest Pan całkowicie nieprzemakalny i dlatego już dawno Panu napisałem, że nie dyskutuję z Panem, tylko Pańskie posty traktuję jako inspirację do wypowiedzi dla tych, którzy potrafią mnie zrozumieć, a większość mnie tu rozumie i jest to (odwrotnie jak dla Pana) ważne. Sam z Panem parę razy dyskutowałem i czytam Pańskie dyskusje z innymi - konkluzywności w nich nie zauważyłem.> To dość jasne, skoro kazdy został przy swoim poglądzie.No właśnie! Bez możliwości konkluzywności dyskusje są bezsensowne, a ja nie znam argumentów przezwyciężających czyjąś wiarę. > Wg Pana dobry forumowicz, to traki, który Panu przyzna rację?Bzdury Pan wypisuje. Najbardziej cenię sobie racjonalistów, a to znaczy ludzi myślących samodzielnie. Przez parę lat udzielania się tutaj bardzo dużo się nauczyłem spotykając ludzi o ogromnej wiedzy w przeróżnych dziedzinach i w takich, w których coś nie coś wiem i w takich, w których prawie nic nie wiem. Dobry forumowicz dla mnie, to taki, który swoich racji racjonalnymi argumentami broni, a nie przyparty nawet do muru, kręci, męci, mataczy i wije się jak piskorz. Może zna Pan takich, a jednego to nawet bardzo blisko. > Pan myśli, że ma Pan argumenty, które mnie przekonują do pańskiego światopoglądu? Nie ma Pan,Nie znam takich. > zatem nie ma mowy o konkulzywności.Nie może być mowy i dlatego dyskusje pomiędzy nami są bezsensowne. Co wielokrotnie już tu pisałem > A dla Pana widać jak ktoś się nie da przekonać, to głupek i już!A może by Pan to udowodnił, gdyż tylko Pan epitetami bez pokrycia rzuca. > To tak nie działa.A jak działa? Ja kieruje swoje posty do tych którzy potrafią je zrozumieć i w mojej ocenie takich na tym portalu jest znakomita większość. Wyrażają mi w przeróżny sposób swoje poparcie i tak to tutaj działa. > Ale gdyby Pan chciał poważnie porozmawiać o światopoglądzie...Prowadzę tu taki dyskurs z wszystkimi przynajmniej od września 2006 roku. > to Pański nie jest tak daleki od mojego, tak sądzę. Otóż cały czas trapi mnie pański pogląd na temat nadrzeczywistosci. Porozmawiamy? Zakładamy nowy wątek na ten temat? Tylko merytoryczne dyskusje, OK? Wiem, będę osamotniony zapewnie, ale cóż, najwyżej zrobię z siebie durnia ... Wchodzi Pan?Nie, nie wchodzę. Mam prawie same złe doświadczenia z dyskusji z Panem. Co nie znaczy, że nie będę odnosił się krytycznie do wypisywanych przez Pana tekstów. CDN. PS. Czytelnik 'Barbiel' oddał na Ciebie głos negatywny głosując na Forum na wypowiedź 'Odp: Chrześcijaństwo jest nie do pogodzenia z Ewolucją' Adres wypowiedzi: www.racjonalista.pl/forum.php/s,602634#w607631@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Ciąg dalszy: > Ja wychowałem się na wsi i w małym mieście,I dobrze też ciekawe środowisko, ale ja nie pozostałem na poziomie mojego fajnego podwórka dzieci ludzi prostych, acz nie prostaków, tylko poszedłem dalej kształtując swój światopogląd już w innych środowiskach. > Pana mówili o gęsiach, a u mnie bardziej wprost: "Nie ściemniaj, koleś"!O tym samym? O nieweryfikowalnym Pańskim samochwalstwie? To mieli ubogi język. Gdybym dzisiaj ze swoim językiem przyszedł na tamte swoje podwórko, to zapewne usłyszałbym: "Te Apropo de fakto" - "Słuchaj stary - apropo twej marynary, to obetniem z niej rękawy i zrobim kamizele." Ich krytyka dotyczyłaby niezrozumiałego dla nich języka, a co do światopoglądu to ich inteligencja powstrzymała by ich przed autorytatywnym wypowiadaniem się w problematyce, o której nie mają pojęcia. Co najwyżej z ciekawości by o parę rzeczy zapytali. > Zatem zamiast pisać tutaj o mnie, takie czy inne rzeczy,Przecież to Pan cały czas narzeka na mnie i przeróżne rzeczy na swój temat wypowiada. Luty 2012:Bogusławski: Wielce Szanowny Panie, jestem na tym forum od wielu lat, jego uczestnikami w większości są mądrzy i inteligentni ludzie, w sporej części o wiedzy tak ogromnej, że daleko mi do nich, choć jak na każdym otwartym forum zdarzają się również ewidentni głupcy, chcący popisać się tu swoimi mądrościami i podstawiają tu swoją łapę jak żaba w kuźni do okucia. Pan Brzostowski: Ja też jestem na tym forum od kilku lat i mam pokorę w sobie. Jak dotychczas, mimo wielu moich postów, które ukazywły także opinie "niepopularne" wśród większości forumowiczów, nie spotkałem się z takim traktowaniem: z jednej strony nie zamierza Pan dyskutować, z drugiej uznaje z góry Interlokutora za głupca. Szanowny Panie, ja mam pewne doświadczenie życiowe, w biznesie, nauce, edukacji. Pański mentorski styl jest dla mnie trochę zabawny, również Pan jako strażnik jakości forum jest niewiarygodny, bo obok wielu cennych tekstów, trafiaja się tutaj na racjonaliście bzdury, ale nie widać tam Pana. Dlatego mam podejrzenie, że jest Pan raczej strażnikiem pewnej ideologii (bo jak rozumieć niechęć do dyskusji i nazywanie innych głupcami bez poznania ich stanowiska, bez wymiany poglądów). Akurat ja sam zamieszkuję swoją szufladę, takie pańskie podejrzenia są chybione. I co? I miałbym od nowa zacząć wałkowanie tego samego? Przecież Pan w miejscu stoi i co najwyżej lekko się cofa. > jaki to ja fideistaTo opis pewnej postawy światopoglądowej a nie epitet: Fideizm (od łac. fides - wiara) to pogląd filozoficzny i teologiczny głoszący prymat wiary nad poznaniem rozumowym i teoriami naukowymi. Według fideisty poznanie religijne w postaci objawienia wyprzedza poznanie rozumowe, a jedynym źródłem wiedzy w kwestiach wiary i etyki może być jedynie stała tradycja ludzkości oparta ostatecznie na pierwotnym Bożym Objawieniu. Jest to więc antyracjonalizm i irracjonalizm, bo przyjmuje się istnienie prawd niedostępnych poznaniu rozumowemu.> i głupek katolicki,Szanowny Panie, nikt z nas nie ma szans zrobić głupiego z kogoś drugiego dopóki on sam tego nie uczyni. Dlatego tu wielokrotnie podkreślam, że nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami. Na słowo i tak mi Pan nie wierzy, ale daję słowo, że nie staram się żadnego z fideistów w tym katolików głupimi zrobić. Po prostu wykazuję niedorzeczność ich twierdzeń. > porozmawiajmy merytorycznie o nadrzeczywstości,Nie można z Panem rozmawiać merytorycznie! W każdym razie ja tu nie przypominam sobie takich rozmów. > której Pan nie wyklucza!No właśnie! Jak miałaby wyglądać merytoryczna rozmowa z Panem, gdy już na wstępie Pan mataczy i pisze o tym co Pan myśli, iż ja myślę. > Wchodzisz, czy "ściemniasz, koleś"?Nie szukam tu kolesi do popieprzenia sobie o dupie Maryni, tylko partnerów do poważnych rozmów, a takiego w Panu zupełnie nie znajduję i to pomimo tego, że ma Pan "pewne doświadczenie życiowe, w biznesie, nauce, edukacji."Oczywiście nie mam zamiaru zrezygnować z krytycznych komentarzy (także złośliwych) Pańskich wypowiedzi. Może cud się zdarzy i coś pochwalę lub kliknę plusa, gdyż innym fideistom już się to trafiało. Pan nawet w najmniejszym stopniu nie jest moim wrogiem ani przedmiotem zdenerwowania. Ja wiem, że tacy ludzie w Polsce istnieją, a nawet stanowią większość. Tylko głupcy się złoszczą na deszcz, gdy jest to naturalne zjawisko. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Brzostowski (7067 punktów) | Odpiszę krótko bo szkoda czasu. >>Wchodzisz, czy "ściemniasz, koleś"? >Nie szukam tu kolesi do popieprzenia sobie o dupie Maryni, tylko partnerów do poważnych rozmów, a takiego w Panu zupełnie nie znajduję i to pomimo tego, że ma Pan "pewne doświadczenie życiowe, w biznesie, nauce, edukacji." Napisałem tak, bo traktuje Pan innych, głównie tych, którzy się z Panem nie zgadzają, jak głupków. Stąd myślałem, że jak Pan się dowie, że rozmawia z kimś w miarę normalnym, a nie moherową babcią, to zejdzie z Pana zadęcie i mentorski styl. Niestety przeliczyłem się. Teraz wiem, że ten typ tak ma. Tych kilka zdań o mnie nie miało na celu chwalenia się, bo nie ma za bardzo czym. Panu oczywiście będzie trudno w to uwierzyć i będzie Pan snuł swoje opowieści o jakimś tam chwalipięcie. Nie chwalę, nie wywyższam, po prostu normalnie staram się pisać, może coś czasem i wyjdzie w ferworze dyskusji, ale cóż z tego. Pan natomiast od pewnego czasu dopisuje do moich postów jakieś złośliwości, w dużej mierze pośrednio personalne. Pan faktycznie trochę trolluje. Ze smutkiem to piszę, bo posiada Pan wiedzę w wielu dziedzinach. >Oczywiście nie mam zamiaru zrezygnować z krytycznych komentarzy (także złośliwych) Pańskich wypowiedzi. Może cud się zdarzy i coś pochwalę lub kliknę plusa, gdyż innym fideistom już się to trafiało. Pan nawet w najmniejszym stopniu nie jest moim wrogiem ani przedmiotem zdenerwowania. Ja wiem, że tacy ludzie w Polsce istnieją, a nawet stanowią większość. Tylko głupcy się złoszczą na deszcz, gdy jest to naturalne zjawisko.
Czyli będzie Pan robił złośliwe wrzutki do moich postów, ale dyskutować merytorycznie Pan nie zamierza. Tak robią trole, chyba, albo ludzie z jakimiś personalnymi wątkami do mnie. Pozostawiam to ocenie innych forumowiczów.
Zwrócę się też do wszystkich forumowiczów z prośbą o ocenę sytuacji, w której proponuję Panu merytoryczną dyskusję, a Pan ją odrzuca, a jednocześnie wypisuje Pan tutaj tyle różnych rzeczy o mnie, pośrednio, bezpośrednio...
Niech każdy sam w sobie oceni, kto chce tutaj rozmawiać, merytorycznie, a kto trolować.
Mam też nadzieję, że nowe podejście na fR spowoduje, że coraz mniej będzie takich jałowych postów, jak te pańskie powyżej i coraz mniej ludzi faktycznie nazywających innych głupkami, kretynami, inteligentnymi inaczej, ludźmi agresywnymi, chamskimi, uciekającymi od meritum, żałosnymi prowokatorami, itd...
To że robi to Pan pośrednio, niczego nie zmienia. Niczego nie zmienia też to, że niektórzy forumowicze, o innych niż ja poglądach, pewnie cieszą się małostkowo, jak pięknie mi Pan dowalił...
To świadczy o Panu i o nich, nie o mnie.
A ja zaproponowałem Panu tylko dyskusję o nadrzeczywistości, której istnienia Pan nie wyklucza...
|
|
| | | | |  | 4 na 4 | Frank Holman (5897 punktów) | > niespójność dostrzega Marcin Przeciszewski, redaktor naczelny Katolickiej Agencji Informacyjnej, gdy pisze: "Polacy wierzą dziś w sposób selektywny, wybierają z wiary to, co im pasuje, tak jak wybiera się towar z półek w supermarketach".[/color]
Niespójność?? Dziwne, że człowiek wierzy w to co wierzy, a nie w to co mu się mówi, że ma wierzyć? Dziwne? Dla mnie raczej oczywiste. Jest to niespójne, ale nie z istotą wiary religijnej, a jedynie z interesem KrK.
|
|
| | | |  | 5 na 5 | Frank Holman (5897 punktów) | >Proszę Pana, Biblia jest ksiegą, w której są zapewne opisy dosłowne i metaforyczne. Nie mamy pewności, które są które, możemy się jednak domyślać, po sposobie opisu, języku, znając historię Izraela, itd ...
Biblia to jest takie coś, że albo każde słowa jest tam prawdziwe, bo jest Słowem Boga Jedynego, albo - jeśli choć jeden akapit nie od tego Boga Jedynego pochodzi - księgę tę można do archiwum wrzucić, jako zbiór starożytnych opowieści czymś tam motywowanych. To drugie już zostało dowiedzione i nie tylko; dowiedzione zostało, iż kluczowe mity są powtórzeniem mitologii jeszcze starszej. Więc mamy zbiór opowiadań bez istotnej wartości. Ratowanie wartości Biblii poprzez dopuszczenie metaforycznego odczytu, tam gdzie Urząd Nauczycielski pozwoli, to tylko dramaturgia kolejnej religii odchodzącej w niebyt.
|
|
| | | |  | 3 na 3 Nielsen (116 punktów) (zablokowany) | >Trudno się z Panem rozmawia To własnie z Panem, Brzostowski trudno się rozmawia. Wypowiedzi nobodylikeyou są spójne i rzeczowe.
|
|
| | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>Trudno się z Panem rozmawia >To własnie z Panem, Brzostowski trudno się rozmawia. >Wypowiedzi nobodylikeyou są spójne i rzeczowe. Cieszę się, że Pan tak wysoko ocenia nobodylikeyou, jak też sobie cenię jego wypowiedzi. Było by jednak milej, bardziej racjonalnie, aby Pan spróbował podważyć moje argumenty, wdać się w dyskusję, a nie tylko z boku oceniać, że się ze mną trudno rozmawia, skoro Pan jeszcze nie próbował. ZAchęcam do dyskusji.
|
|
| | | | |  | pielgrzym (264 punktów) (zablokowany) | Tak na marginesie, jak nie możesz się tu wypowiadać, dawaj o jaskini trolli.
|
|
 | 11 na 11 | astrotaurus (12445 punktów) |
> Biblia i Księga Rodzaju zawierają wiele treści, które można przyjmować wprost lub przenośnie i nie wiemy niestety (zakładając iż są prawdziwe) które są dosłowne, a które nie.Ejże! Prawdziwe są te, które wierzącym pasują, nieprawdziwe te co nie. > Wynika z tego, że człowiek nie był nieśmiertelnym dzięki naturze, tylko dzięki drzewu życia, a potem już nie mieli do niego dostępu, stąd pojawiła się śmierć w wyniku grzechu pierworodnego, z której wybawia Chrystus.Ejże, poczytajże uważniej co kopiujesz: "niechaj teraz nie wyciągnie przypadkiem ręki, aby zerwać owoc także z drzewa życia, zjeść go i żyć na wieki" - tu jest mowa o jednorazowym akcie spożycia, a nie systematycznego spożywania. To drugie Czarodziejskie Drzewo mogło odwrócić skutki zjedzenia owocu z pierwszego - Bóg nie do końca panuje nad swoją magią i dlatego wypędza ludzi precz od drzewa otoczonego odtąd ścisłą ochroną zbrojną. > Nie było ewolucji człowieka, dopóki Adaś z Ewą byli nieśmiertelni w Raju.Jasne! Ewolucja jako stworzenie gotowca do ewolucji. Tyle pierdół słyszałem od wierzących, że nic mnie nie dziwi. Ponadto Adam był doskonały jako bezpośredni wytwór Boga, był w stanie zrozumieć i przyjąć odpowiedzialność za losy miliardów potomków, więc dalsze jego przetwarzanie to raczej deewolucja skoro dzisiaj wierzący rozumieją tak mało. > Popełniasz logiczny błąd, mówisz o bogu jakby miał części ciała ludzkiego.No ciekawe jak trynitarianie bez logicznego błędu wyjaśniają hybrydę Boskiej jaźni z ludzkim ciałem. Szczególnie katolicy mają problem, bo w skład ich hybrydy wchodzi jeszcze wafelek. > Czy my ludzie dorośli, nie jesteśmy takimi małymi "bogami" dla naszych dzieci, gdy niepozwalamy im na coś, gdy ich karzemy, gdy zmuszamy ich do nauki, treningu, leczenia (wiesz te zastrzyki, gorzkie lekarstwa). Czy te dzieci, nie krzyczą wtedy, nie tupią, nie złoszczą się? Nie cierpią? Dla nas to przykre, ale wiemy (WIEMY), że to tylko chwila, etap, aby potem żyć lepiej, zdrowiej szczęśliwiej.Bełkot mający zamaskować wyrzeczenie się rozumu i samodzielnego myślenia. Porównywanie nieporównywalnego. Normalny rodzic jest w stanie wyjaśnić dziecku każde swoje posunięcie, do zweryfikowania przez dziecko w każdym czasie, a bełkot teodycei jest jałowy już wiele setek lat.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
|  | | Brzostowski (7067 punktów) | > >Biblia i Księga Rodzaju zawierają wiele treści, które można przyjmować wprost lub przenośnie i nie wiemy niestety (zakładając iż są prawdziwe) które są dosłowne, a które nie.> Ejże! Prawdziwe są te, które wierzącym pasują, nieprawdziwe te co nie.Każdy człowiek ma takie skrzywienie hipokrytyczne. Nie idzie tu jednak tylko o prawdziwość lub nie ale też o metaforyczność. Wierzący łatwiej wybierają to co im pasuje do wiary, analogicznie robią niewierzący. > >Wynika z tego, że człowiek nie był nieśmiertelnym dzięki naturze, tylko dzięki drzewu życia, a potem już nie mieli do niego dostępu, stąd pojawiła się śmierć w wyniku grzechu pierworodnego, z której wybawia Chrystus.> Ejże, poczytajże uważniej co kopiujesz: "niechaj teraz nie wyciągnie przypadkiem ręki, aby zerwać owoc także z drzewa życia, zjeść go i żyć na wieki" - tu jest mowa o jednorazowym akcie spożycia, a nie systematycznego spożywania. To drugie Czarodziejskie Drzewo mogło odwrócić skutki zjedzenia owocu z pierwszego - Bóg nie do końca panuje nad swoją magią i dlatego wypędza ludzi precz od drzewa otoczonego odtąd ścisłą ochroną zbrojną.To wszystko tylko domysły. Skoro jednak nie było zakazu jedzenia z dzrewa życia, to znaczy że chyba było wolno. Ten jednorazowy akt spożycia może dotyczyć już sytuacji gdy ludzie poznali dobro i zło, wtedy to spożycie staje się jakoś niechciane przez boga. Można z tego wnioskować, że jednorazowe spożycie z drzewa życia po poznaniu dobra i zła pozwala żyć na wieki. > >Nie było ewolucji człowieka, dopóki Adaś z Ewą byli nieśmiertelni w Raju.> Jasne! Ewolucja jako stworzenie gotowca do ewolucji. Tyle pierdół słyszałem od wierzących, że nic mnie nie dziwi. Ponadto Adam był doskonały jako bezpośredni wytwór Boga, był w stanie zrozumieć i przyjąć odpowiedzialność za losy miliardów potomków, więc dalsze jego przetwarzanie to raczej deewolucja skoro dzisiaj wierzący rozumieją tak mało.A dlaczego niby nie? Przecież to wszystko domysły. Co, Twoje domysły są lepsze? Co do doskonałości Adama wystarczy prosta logika: został stworzony do życia w raju, a nie do życia w trudzie i znoju, nie był przystosowany do życia w którym trzeba walczyć, stąd oczywiste jest iż dalsze pokolenia musiały się do tego dostosować. > >Popełniasz logiczny błąd, mówisz o bogu jakby miał części ciała ludzkiego.> No ciekawe jak trynitarianie bez logicznego błędu wyjaśniają hybrydę Boskiej jaźni z ludzkim ciałem. Szczególnie katolicy mają problem, bo w skład ich hybrydy wchodzi jeszcze wafelek.Istnieje tutaj kluczowa różnica w logice. Ty w boga nie wierzysz, a odpowiadasz mu i zachęcasz aby wkładał sobie różne części ciała do różnych otworów. I to jest nielogiczne. Katolicy w boga wierzą, zatem przyjmują także że go nie rozumieją. Dlatego też tutaj nie ma problemów z logiką. > >Czy my ludzie dorośli, nie jesteśmy takimi małymi "bogami" dla naszych dzieci, gdy niepozwalamy im na coś, gdy ich karzemy, gdy zmuszamy ich do nauki, treningu, leczenia (wiesz te zastrzyki, gorzkie lekarstwa). Czy te dzieci, nie krzyczą wtedy, nie tupią, nie złoszczą się? Nie cierpią? Dla nas to przykre, ale wiemy (WIEMY), że to tylko chwila, etap, aby potem żyć lepiej, zdrowiej szczęśliwiej.> Bełkot mający zamaskować wyrzeczenie się rozumu i samodzielnego myślenia. Porównywanie nieporównywalnego. Normalny rodzic jest w stanie wyjaśnić dziecku każde swoje posunięcie, do zweryfikowania przez dziecko w każdym czasie, a bełkot teodycei jest jałowy już wiele setek lat.Oczywiście, możesz zakrzyknąć: bełkot, bełkot, to niczego nie zmienia. Wyjaśniłem dość logicznie na przykładzie, jak można rozumieć postępowanie boga. JEśli uważasz, że to co napisałem jest nielogiczne, spróbuj to podważyć. Tak rodzic jest w stanie wyjaśnić dziecku pewne rzeczy, ale nie wszystkie i nie w każdym wieku i nigdy nie może być pewien że pociecha zrozumie.
|
|
| |  | 11 na 11 | astrotaurus (12445 punktów) | > Wierzący łatwiej wybierają to co im pasuje do wiary, analogicznie robią niewierzący.Możliwe, tyle że w przypadku wierzących zjawisko owo widzi mi się bardziej kuriozalnym jako że jest wałkowany jeden temat przez tysiąclecia, temat najważniejszy na świecie: istnienie Boga tego czy tamtego, a w ramach istnienia jednego z tychże wałkowana jest treść jednej antologii. I zero wyjaśnienia, zero porozumienia, zero dyskusji, każda sekta gada swoje do siebie. > To wszystko tylko domysły. Skoro jednak nie było zakazu jedzenia z dzrewa życia, to znaczy że chyba było wolno.Jasne, tyle że Boski Cwaniaczek tego szczególnego drzewa ludziom nie pokazał, więc może nie wiedzieli, że coś takiego w ogóle jest. Nie dał asekurancko ludzikom mocy jakie dał wcześniej diabłom bez ograniczeń to może i drzewo w tajemnicy trzymał? Obietnica "niechybnie umrzesz" też nie musiała znaczyć, że Adam jest nieśmiertelny i to akurat wskutek dawkowania owoców drzewa życia wiecznego... Tak, tak, to oczywiście tylko domysły.  > Co do doskonałości Adama wystarczy prosta logika: został stworzony do życia w raju, a nie do życia w trudzie i znoju,Jasne! Chodzi mi o to, że czym innym jest powstanie wskutek ewolucji, a czym innym rzucenie na jej pastwę gotowego, doskonałego (?) wytworu kreacji. > Ty w boga nie wierzysz, a odpowiadasz muJa pierniczę! Który tu jest bogiem? Brzostowski czy Heremis? A może oba i jeszcze parę innych Osób Boskich tu jest? > i zachęcasz aby wkładał sobie różne części ciała do różnych otworów.Łał! Tak było? To się nie dziwię, że cenzura to usunęła. > I to jest nielogiczne.Się znaczy co? > Katolicy w boga wierzą, zatem przyjmują także że go nie rozumieją. Dlatego też tutaj nie ma problemów z logiką.Zaiste, wiara nie ma żadnych problemów z logiką, ona dla niej po prostu nie istnieje! > JEśli uważasz, że to co napisałem jest nielogiczne, spróbuj to podważyć.> Tak rodzic jest w stanie wyjaśnić dziecku pewne rzeczy, ale nie wszystkie i nie w każdym wieku i nigdy nie może być pewien że pociecha zrozumie.Już pisałem dlaczego uważam to za nielogiczne. To porównywanie nieporównywalnego, a Ty swoje! Pokaż mi gdzie odbiblijny Bóg podejmuje wysiłek wyjaśnienia czegokolwiek. Po prostu wkurzył się czubek: obiecywał niechybną śmierć, a jak przyszło co do czego dołożył ciężką pracę i rodzenie w bólach, i oset, i miażdżenie pięty, a teraz nie honor mu się wycofać.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >Możliwe, tyle że w przypadku wierzących zjawisko owo widzi mi się bardziej kuriozalnym jako że jest wałkowany jeden temat przez tysiąclecia, temat najważniejszy na świecie: istnienie Boga tego czy tamtego, a w ramach istnienia jednego z tychże wałkowana jest treść jednej antologii. I zero wyjaśnienia, zero porozumienia, zero dyskusji, każda sekta gada swoje do siebie. W dużym skrócie i pewnym uproszczeniu można tak przyjąć. Co z tego jednak wynika? Po prostu ilość emocji związana z religią jest tak silna, że chyba ona tutaj decyduje. >Jasne, tyle że Boski Cwaniaczek tego szczególnego drzewa ludziom nie pokazał, więc może nie wiedzieli, że coś takiego w ogóle jest. Nie dał asekurancko ludzikom mocy jakie dał wcześniej diabłom bez ograniczeń to może i drzewo w tajemnicy trzymał? Obietnica "niechybnie umrzesz" też nie musiała znaczyć, że Adam jest nieśmiertelny i to akurat wskutek dawkowania owoców drzewa życia wiecznego... No niestety, poruszamy się w świecie domysłów. Też chciałbym wiedzieć jak było. >>Co do doskonałości Adama wystarczy prosta logika: został stworzony do życia w raju, a nie do życia w trudzie i znoju, >Jasne! Chodzi mi o to, że czym innym jest powstanie wskutek ewolucji, a czym innym rzucenie na jej pastwę gotowego, doskonałego (?) wytworu kreacji. Oczywiście, jest czymś innym, ale co z tego? Z tego powodu jest jakaś nielogiczność, bóg jest bardziej zły, niesprawidliwy, czy co? Bo nie rozumiem o co Ci chodzi. >>Ty w boga nie wierzysz, a odpowiadasz mu >Ja pierniczę! Który tu jest bogiem? Brzostowski czy Heremis? A może oba i jeszcze parę innych Osób Boskich tu jest? Muszę Cię przeprosić, ponieważ przypisałem post Holmana Tobie, stąd nieporozumienie. >>i zachęcasz aby wkładał sobie różne części ciała do różnych otworów. >Łał! Tak było? To się nie dziwię, że cenzura to usunęła. jw >>I to jest nielogiczne. jw >Się znaczy co? >Zaiste, wiara nie ma żadnych problemów z logiką, ona dla niej po prostu nie istnieje! To warto sprawdzać w każdej dyskuji. >>JEśli uważasz, że to co napisałem jest nielogiczne, spróbuj to podważyć. >>Tak rodzic jest w stanie wyjaśnić dziecku pewne rzeczy, ale nie wszystkie i nie w każdym wieku i nigdy nie może być pewien że pociecha zrozumie. >Już pisałem dlaczego uważam to za nielogiczne. To porównywanie nieporównywalnego, a Ty swoje! Pokaż mi gdzie odbiblijny Bóg podejmuje wysiłek wyjaśnienia czegokolwiek. Porównywanie nieporównywwalnego? Co jest złego w analogii? To, że sprawia Ci kłopot? Sam oczekujesz aby bóg działał wg Twojej (ludzkiej) logiki, a jeśli ten tak nie działa, to Go pewnie nie ma? Twoje oczekiwanie i porównywanie logiki boskiej (której nie znasz) z Twoją już nie jest porównywaniem nieporownywalnego? Jest tak samo. Stosujesz podwójne standardy. >Po prostu wkurzył się czubek: obiecywał niechybną śmierć, a jak przyszło co do czego dołożył ciężką pracę i rodzenie w bólach, i oset, i miażdżenie pięty, a teraz nie honor mu się wycofać. Ja tam wolę żyć niż nie żyć.
|
|
| | | |  | 5 na 5 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Porównywanie nieporównywwalnego? Co jest złego w analogii? Hmmmmm.... porównywanie nieporównywalnego to NIE JEST analogia.... A w każdej analogii złego jest to, że zaczyna się rozmawiać o czymś innym, a nie o omawianym problemie.
>To, że sprawia Ci kłopot? Zamiast głupkowatej psychoanalizy wyjaśnij - jak proszę - na czym polega analogia między ludzkim dzieckiem i ludzkim rodzicem, a ludźmi i stworem biblijnym w zakresie wyjaśniania i rozumienia czegokolwiek.
>Sam oczekujesz aby bóg działał wg Twojej (ludzkiej) logiki, a jeśli ten tak nie działa, to Go pewnie nie ma? Twoje oczekiwanie i porównywanie logiki boskiej (której nie znasz) z Twoją już nie jest porównywaniem nieporownywalnego? Czyli że co? Ty znasz boską logikę i dlatgo możesz wysnuwać paralele? Czy jednak robisz głupstwo porównując coś co znać możesz z czymś czego na pewno nie znasz?
Dopadł mnie śmiertelny brak czasu, ale może to i lepiej, że mniej go mam na kopanie się z koniem....
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>To, że sprawia Ci kłopot? >Zamiast głupkowatej psychoanalizy wyjaśnij - jak proszę - na czym polega analogia między ludzkim dzieckiem i ludzkim rodzicem, a ludźmi i stworem biblijnym w zakresie wyjaśniania i rozumienia czegokolwiek. Wyjaśniłem to wcześniej, lepiej nie potrafię. >>Sam oczekujesz aby bóg działał wg Twojej (ludzkiej) logiki, a jeśli ten tak nie działa, to Go pewnie nie ma? Twoje oczekiwanie i porównywanie logiki boskiej (której nie znasz) z Twoją już nie jest porównywaniem nieporownywalnego? >Czyli że co? Ty znasz boską logikę i dlatgo możesz wysnuwać paralele? Czy jednak robisz głupstwo porównując coś co znać możesz z czymś czego na pewno nie znasz? Nie znam boskiej logiki, dlatego zakładam, że o ile taki Bóg istnieje może mieć logikę niezrozumiałą dla mnie, stąd prosty wniosek, że nie musi być sprzeczności.
Inni tutaj, zakładają, że jeśli Bóg istnieje, musi działać wg naszej logiki, mimo że wiedzą iż może być wszechwiedzący i poza zasięgiem naszego rozumu. Nawet więcej - to wg nich dowód na jego nieistnienie! >Dopadł mnie śmiertelny brak czasu, ale może to i lepiej, że mniej go mam na kopanie się z koniem.... Też tak miałem, ale mi się właśnie poluzowało ..., ja tam się konia nie boję...
|
|
| |  | 5 na 5 | setarkos (10757 punktów) | Istotna dla tezy wątku wydaje się uwaga astrotaurusa: > > Adam był doskonały jako bezpośredni wytwór Boga, (..) więc dalsze jego przetwarzanie to raczej deewolucja..Skoro baśń religijna obstaje przy kierunku od boskiej doskonałości, przez ludzką 'podróbkę stwórcy' do zepsucia się tej podróbki i uzyskania ułomnych grzeszników, to deewolucja jak znalazł. > A dlaczego niby nie?Powiedz wpierw dlaczego tak. Czy kolejni uczniowie Jezusa (w tym np. dzisiejsi papieże) są z konieczności coraz głupsi? Czy rajsko-małpi gaj stanowi ideał, do którego miałyby dążyć np. ogrody biskupie przez wyzbywanie się wszelkich 'sztucznych luksusów' w rodzaju łazienki lub szlaucha z wodą (by już o piorunochronach nie wspomnieć)? > Co do doskonałości Adama wystarczy prosta logika: został stworzony do życia w raju, a nie do życia w trudzie i znoju, nie był przystosowany do życia w którym trzeba walczyć, stąd oczywiste jest iż dalsze pokolenia musiały się do tego dostosować.W końcu tę umiejętność opanowania przyrody (w tym np. zwalczenia ospy) oraz coraz logiczniejszego jej opisu (w tym np. odrzucenie modelu ptolemejskiego) poczytujesz za postęp czy recesję ludzkości? Moim zdaniem w takich i podobnych pytaniach tkwi różnica między konserwatyzmem (który bezczelnie przyszywa sobie łatkę kreacjonizmu), a postępowością (w tym ewo- i rewo-lucyjną).
|
|
| | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | Istotą ewolucji, z tego co pamiętam, a zostałem na ten temat pouczony na tym forum, nie jest dążenie do jakiejś wydumanej doskonałości tylko przystosowanie do warunków życia. Człowiek zmienił warunki, musiał się dostosować. Proste.
>Moim zdaniem w takich i podobnych pytaniach tkwi różnica między konserwatyzmem (który bezczelnie przyszywa sobie łatkę kreacjonizmu), a postępowością (w tym ewo- i rewo-lucyjną).
Ech...
Przy bardzo dobrym dostosowaniu do warunków życia, proces już prawie nie przebiega (konserwatyzm), postępu nie ma, bo nie jest potrzebny (to też element teorii ewolucji).
|
|
| | | |  | 3 na 3 | setarkos (10757 punktów) | > Człowiek zmienił warunki, musiał się dostosować. Proste. Chyba pomieszane - proste byłoby: albo się dopasowujesz, albo zmieniasz warunki. Gdy nasi przodkowie byli tylko oportunistami (dostosowywali się do środowiska), podlegali ślepej ewolucji. Odkąd zaś zaczęli(śmy) zmieniać środowisko, dopasowywać je do ludzkich porządków, odtąd można mówić o kierunku przeciwbieżnym, nie zdającym się pasywnie na 'matkę naturę' (czy tam "Boga Ojca"). Przez rozwój cywilizacji nie tylko .. spływa się z nurtem przyrody, lecz i świadomie buduje kulturę.
>Przy bardzo dobrym dostosowaniu do warunków życia, proces już prawie nie przebiega (konserwatyzm), postępu nie ma, bo nie jest potrzebny (to też element teorii ewolucji). Jakim cudem owo "bardzo dobre dopasowanie" znajdujesz w zamierzchłej (rajskiej?) przeszłości, skoro proces nadal przebiega? W końcu postęp dopiero prowadzi do ew. przyszłego stanu stabilności, czy wszystko co dobre dawno już minęło (i skazani(śmy) na degenerację)?
|
|
| | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >> Człowiek zmienił warunki, musiał się dostosować. Proste. >Chyba pomieszane - proste byłoby: albo się dopasowujesz, albo zmieniasz warunki. Chcesz w to brnąć, Twój wybór, nie wiem jednak po co to robisz, chwały Ci to nie przyniesie.
Wyjaśniam zatem: żył sobie w raju Adaś, był bardzo dobrze przystosowany do tego życia, bo w końcu Pan Bucek go stworzył. Nagle Pan Bucek wywalił Adasia z raju i kazał teraz zapier... na siebie w pocie czoła...
Człowiek nie mógł zmienić warunków, bo one zostały zmienione odgórnie (decyzja Pana Boga). I teraz albo zdechniesz, albo się dostosujesz. Po jakimś czasie, gdy odnajdziesz się w nowej rzeczywistości można mówić o zmianie środowiska do swoich potrzeb. Jednak to nic innego jak dalsze dostosowanie, tylko w nowym wymiarze.
>Gdy nasi przodkowie byli tylko oportunistami (dostosowywali się do środowiska), podlegali ślepej ewolucji. Odkąd zaś zaczęli(śmy) zmieniać środowisko, dopasowywać je do ludzkich porządków, odtąd można mówić o kierunku przeciwbieżnym, nie zdającym się pasywnie na 'matkę naturę' (czy tam "Boga Ojca"). Przez rozwój cywilizacji nie tylko .. spływa się z nurtem przyrody, lecz i świadomie buduje kulturę. Od kiedy ten przeciwbieżny kierunek zaistniał? Już od Adasia wypędzonego z raju? >>Przy bardzo dobrym dostosowaniu do warunków życia, proces już prawie nie przebiega (konserwatyzm), postępu nie ma, bo nie jest potrzebny (to też element teorii ewolucji). >Jakim cudem owo "bardzo dobre dopasowanie" znajdujesz w zamierzchłej (rajskiej?) przeszłości, skoro proces nadal przebiega? W końcu postęp dopiero prowadzi do ew. przyszłego stanu stabilności, czy wszystko co dobre dawno już minęło (i skazani(śmy) na degenerację)? Nie wiem o czym piszesz. Jeśli Adaś żył w raju to sam ewoluować nie mógł, ale nawet gdyby setki tysięcy Adasiów i jego pokolenia żyły w raju, to trudno o złe dopasowanie do życia w raju, skoro to raj: nie ma chorób, cieżkiej pracy, itd ... Dopiero jak Pan Bucek Adasia (człowieka) wywalił z raju to wtedy trzeba było się dostosowywać, i zaczął przebiegać proces. I nadal sobie przebiega. I o co Ci chodzi?
Ewolucja to tylko dostosowanie do warunków (umiejętność zmiany warunków też w tym się mieści, bo jest akcja-interakcja). Oczywiście można to nazwać postępem, ale postępem w dostosowaniu do otoczenia. Proces zachodzi, bo przecież cały czas chorujemy, walczymy, umieramy i rozmnażamy się...
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | setarkos (10757 punktów) | > Chcesz w to brnąć, Twój wybór, nie wiem jednak po co to robisz, chwały Ci to nie przyniesie. W co niby brnę? Zwracam tylko uwagę na kolejność zdarzeń historycznych, w których większa złożoność pojawia się później niż mniejsza złożoność - dziwi mnie dlaczego religie upierają się przy kolejności odwrotnej. [Skąd tu nagle chwała, skoro próbuję obejrzeć ludzką historię z różnych punktów widzenia?] >Wyjaśniam zatem: żył sobie w raju Adaś Po co ta mitologia? Ma mieć jakiś związek z ewolucją naturalną, czy żaden? >Od kiedy ten przeciwbieżny kierunek zaistniał? Już od Adasia wypędzonego z raju? Prawdopodobnie zbiega się w czasie z umiejętnością rozpalania ognia i wynalezieniem języka. Doprawdy nie wiem w jaki sposób legendy miałyby tu coś wyjaśniać. >Nie wiem o czym piszesz. Wzajemnie, nie przypuszczałem dotąd, że zwykłe zdania w języku polskim mogą być tak niezrozumiałe. >Ewolucja to tylko dostosowanie do warunków (umiejętność zmiany warunków też w tym się mieści, bo jest akcja-interakcja). Nie rozumiem. Nie ma różnicy między własnoręcznym rozpaleniem ognia a czekaniem na łaskawy piorun z nieba?
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | Tak, to dojdziemy tylko do absurdów, nie dogadamy się. Ustalmy zatem roboczo o czym rozmawiamy, jakie są założenia, bo zwariujemy:
1. Czy zakładamy, że bóg stworzył człowieka i ten żył sobie w raju przez jakiś czas, a potem został wygnany, czy nie. Jeśli tak, znając proces ewolucji próbujemy dyskutować. 2. Czy też przyjmujemy, że cała ta opowieść o raju to bzdura i wtedy nie ma o czym dyskutować bo się generalnie zgadzamy. 3. Czy też ja zakładam punkt 1, Ty punkt 2 i każdy pieprzy swoje.
|
|
| | | | | | | |  | 6 na 6 | Frank Holman (5897 punktów) | >Tak, to dojdziemy tylko do absurdów, nie dogadamy się. Ustalmy zatem roboczo o czym rozmawiamy, jakie są założenia, bo zwariujemy: >1. Czy zakładamy, że bóg stworzył człowieka i ten żył sobie w raju przez jakiś czas, a potem został wygnany, czy nie. >Jeśli tak, znając proces ewolucji próbujemy dyskutować. >2. Czy też przyjmujemy, że cała ta opowieść o raju to bzdura i wtedy nie ma o czym dyskutować bo się generalnie zgadzamy. >3. Czy też ja zakładam punkt 1, Ty punkt 2 i każdy pieprzy swoje. Błagam, przed założeniem punktu 1, przenieście się na inne forum. Temat wątku brzmi "(czy) Chrześcijaństwo jest nie do pogodzenia z Ewolucją". Zapodana 3-punktowa alternatywa, jasno wskazuje na potwierdzenie odpowiedzi twierdzącej na zadanie pytanie. Znając proces ewolucji i fakty historyczne nie możemy poczynić założenia z pkt 1.
|
|
| | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >Błagam, przed założeniem punktu 1, przenieście się na inne forum. >Temat wątku brzmi "(czy) Chrześcijaństwo jest nie do pogodzenia z Ewolucją". Zapodana 3-punktowa alternatywa, jasno wskazuje na potwierdzenie odpowiedzi twierdzącej na zadanie pytanie. >Znając proces ewolucji i fakty historyczne nie możemy poczynić założenia z pkt 1.
Twój apel o przeniesienie się na inne forum dotyczy jak rozumiem, nie tylko tego wątku, ale tysięcy innych założonych na fR a dotyczących boga,bo przecież "Znając proces ewolucji i fakty historyczne nie możemy poczynić założenia" o jego istnieniu. Czyż nie?
Na szczęście dyskusja polega na przyjęciu pewnych ZAŁOŻEŃ, które mogą być poczynione niezależnie od faktów lub mitów, a dyskusja może być logicznie prowadzona, gdy się frywolnie nie zmienia tych założeń zanim się zakończy pisać pierwsze zdanie.
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | setarkos (10757 punktów) | Na początku swego udziału w wątku przychylam się do tezy zawartej w tytule. Za trafne uznałem spostrzeżenie astrotaurusa, że biblijne wygnanie z raju byłoby deewolucją (czymś przeciwnym ewolucji). > ja zakładam punkt 1, Ty punkt 2 i każdy pieprzy swoje. W temacie nie chodzi chyba o przyjmowanie założeń, lecz zbadanie ich konsekwencji - czy obrazy przez nie nakreślane da się uzgodnić, czy nie. Moim zdaniem nie.
|
|
| | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >W temacie nie chodzi chyba o przyjmowanie założeń, lecz zbadanie ich konsekwencji - czy obrazy przez nie nakreślane da się uzgodnić, czy nie. Moim zdaniem nie. Tylko jesli Ty z góry zakładasz, że bajki o raju nie było to nie przyjmiesz żadnej konsekwencji tego zdarzenia, nawet gdy nie będzie sprzeczna z ewolucją, co już wcześniej było widać w dyskusji. Dyskusja taka nie ma zatem żadnego sensu, nawet jako zabawa intelektualna jest bez sensu.
Jeśli jednak dalej mamy badać konsekwencje założeń, to jakie są założenia? Każdy ma swoje? OK.
Bajka o raju i ewolucja nie są ze sobą sprzeczne, nie wykluczają się, co wskazałem wcześniej. Mogę jeszcze raz:
1. Stworzony przez boga Adaś żyje sobie w raju. Ewolucji nie ma bo Adaś i Ewa stanowią pierwsze pokolenie. 2. Jak ich Pan Bóg wygonił, to się wtedy zaczęli namnażać, umierać, dostosowywać: Kain zabił przecie Abla (musiał być "lepszy" ewolucyjnie), itd ... 3. Znana nam ewolucja mogła sobie przebiegać: w raju, poza nim, czy gdzie tam sobie życzysz. 4. To co znamy dzisiaj to efekt: stworzenia przez boga i potem ewolucji.
|
|
| | | | | | | | | |  | 7 na 7 | nobodylikeyou (972 punktów) | > Bajka o raju i ewolucja nie są ze sobą sprzeczne, nie wykluczają się, co wskazałem wcześniej. Mogę jeszcze raz:> 1. Stworzony przez boga Adaś żyje sobie w raju. Ewolucji nie ma bo Adaś i Ewa stanowią pierwsze pokolenie.> 2. Jak ich Pan Bóg wygonił, to się wtedy zaczęli namnażać, umierać, dostosowywać: Kain zabił przecie Abla (musiał być "lepszy" ewolucyjnie), itd ...> 3. Znana nam ewolucja mogła sobie przebiegać: w raju, poza nim, czy gdzie tam sobie życzysz.> 4. To co znamy dzisiaj to efekt: stworzenia przez boga i potem ewolucji.Panie Brzostowski, to ciekawe co Pan sobie wymyślił, ale uznana przez Kościół T.E. Darwina to także ewolucja człowieka; od powstania jednokomórkowych organizmów morskich po homo sapiens, który wyewoluował ze wspólnego przodka wraz z naczelnymi, czy człowiekiem neandertalskim. Stąd wzięła się m.in. satyra n.t. Darwina, która jest doskonale znana po dziś dzień:  Pan natomiast wraz ze swoim stwierdzeniem jakoby homo sapiens należał początkowo do tylko jednej rasy; rasy Adama i Ewy, zaczął proces ewolucji od momentu nabycia grzechu pierworodnego i wyewoluował w Indian, Azjatów, Arabów, Aborygenów itd. itd. - w istocie tym różni się od klasycznych kreacjonistów, że uznaje ewolucję świata zwierząt od pierwszych organizmów komórkowych, lecz nie człowieka. Nie jest to jednak Ewolucja z zamyśle koncepcji Karola Darwina - KTÓRĄ TO WŁAŚNIE UZNAJE WATYKAN, a przed nim Jan Paweł II, którego tak chętnie katolicy określają "Tytanem Intelektu". Oto co sam JPII zresztą napisał: "W "Katechezie" z 16 kwietnia 1986 roku Jan Paweł II, odwołując się do wspomnianej encykliki Piusa XII, stwierdził, że z punktu widzenia nauki wiary nie widać trudności, gdy chodzi o uzgodnienie z ewolucjonizmem problemu pochodzenia człowieka co do ciała [...]. Ta sama nauka wiary niezmiennie utrzymuje, że duchowa dusza ludzka została stworzona bezpośrednio przez Boga. [...]. Ciało ludzkie, pozostające w ustalonym przez Stwórcę porządku sił witalnych, mogło się STOPNIOWO UKSZTAŁTOWAĆ z istniejącej uprzednio materii ożywionej." "Wojtyła przyznaje, że powyżej przedstawiona koncepcja człowieka (wraz z "nieciągłością ontologiczną" wynikającą z bezpośredniego stworzenia duszy przez Boga) oraz koncepcja ewolucji (o "ciągłości fizycznej" między człowiekiem, a jego nieczłowieczymi przodkami) stanowią "dwie wizje, które mogłyby się wydawać całkowicie sprzeczne" (n. 6); tymczasem mogą one i muszą zostać pogodzone." www.ultramontes.pl/jp2_ewolucjonizm.htmNie długo później dziennik "Times" zamieścił news o treści: "Watykan przyznał, że Karol Darwin głosząc swoje twierdzenia, jakoby człowiek pochodzi od małpy, był na właściwej ścieżce (...) Jeden z wysokich hierarchów Kościoła stwierdził, że teoria Darwina jest zbieżna z wiarą chrześcijańską, a nawet może być zgodna z poglądami wygłaszanymi przez św. Augustyna czy św. Tomasza z Akwinu." swietyjerz(*)-uznaje-ewolucje-czowieka.htmlI to w zasadzie powinno wystarczyć. Jak sam zatem Pan widzi kościół katolicki, jego papież i ustalający bajki teologowie po prostu pieprzą bzdury, które są nie do pogodzenia nie tylko z logiką (z którą katolicyzm zawsze był na opak), ale i własną religią. Teoria o której JPII stwierdził że jest obecnie czymś więcej niż tylko hipotezą prezentuje się bowiem tak:  Ps > Wydaje mi się, że w katolicyzmie dość wyraźnie odróżnia się obrazowy, czyli metaforyczny wymiar opowieści o grzechu pierworodnym, od jego symbolicznego znaczenia, które to poziomy zdajesz się tutaj radośnie mieszać. Zanim zacznę więc polemikę, udokumentuj łaskawie swoje tezy fragmentami Katechizmu (wszak z katolicyzmem ma to być dyskusja, a nie z Twoim jego wyobrażeniem). O, masz nawet link:Drogi Worku Kości, wciąż czekam na podjęcie i dołączenie do dysputy. Link pomocniczy od Ciebie już dokładnie przestudiowałem - i wyłożyłem wszystkie zawarte w nim sprzeczności z T.E. na pierwszej stronie tematu.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >Panie Brzostowski, to ciekawe co Pan sobie wymyślił, ale uznana przez Kościół T.E. Darwina to także ewolucja człowieka... >Oto co sam JPII zresztą napisał...
W każdej dyskusji staram się trzymać przyjętych założeń, jeśli już nie da się ustalić wspólnych, to przynajmniej rozróżniam swoje założenia, od innych osób.
W tym kontekście cały post, o tym że JPII coś tam sobie napisał, to mnie mało interesuje (nawet jeśli w rzeczywistości się z tym zgadzam), bo w dyskusji poczyniłem pewne założenia, na które mój rozmówca się zgodził.
Ustalmy zatem, czy rozmawiamy przy tych założeniach, czy rozmawiamy ze sobą, czy też dyskutujemy z całym Magisterium kościoła. Ale to tylko tak na marginesie, aby nam łatwiej było.
Prawdę powiedziawszy to nie wiem już jak dyskutować i z kim: - trzymać się założeń jak to ustaliliśmy (chyba) z setarkosem, - czy dyskutować z Tobą o ewolucji i katolicyzmie, nie wiedząc do końca czy bierzemy stworzenie świata dosłownie czy przenośnie, - czy może dyskutować wg tego jak sam uważam, - czy może w ogóle dać sobie spokój, bo pomalutku wariuję ...
Możesz mi pomóc?
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | nobodylikeyou (972 punktów) | > >Panie Brzostowski, to ciekawe co Pan sobie wymyślił, ale uznana przez Kościół T.E. Darwina to także ewolucja człowieka...> >Oto co sam JPII zresztą napisał...> W każdej dyskusji staram się trzymać przyjętych założeń, jeśli już nie da się ustalić wspólnych, to przynajmniej rozróżniam swoje założenia, od innych osób.> W tym kontekście cały post, o tym że JPII coś tam sobie napisał, to mnie mało interesuje (nawet jeśli w rzeczywistości się z tym zgadzam), bo w dyskusji poczyniłem pewne założenia, na które mój rozmówca się zgodził.Zaraz, bo to ja już zaczynam wariować... I nie. Nie coś tam sobie powiedział, a jedynie poparł i OFICJALNIE OŚWIADCZYŁ całemu światu. www.ewolucja.org/w3/d3/d32-7a.htmlmlot.blogs(*)olucji-stanowisko-koscioa.htmlTo w końcu zgadza się Pan z JPII wraz z postępowymi teologami, czy jednak nie? Dopóki nie wyjaśniłem Panu, że uznana przez krk TE dotyczy także ewolucji człowieka od małpy, zdawał się Pan z nią zgadzać i nie dostrzegał żadnej sprzeczności. Dopiero na wieść o tym, zdaje się zaprzestał Pan obrony sprzeczności wynikłych z opinii pańskiego kościoła, a skoncentrował się na nazwijmy to "prywatną opinią", którą możną określić mianem kreacjonizmu ewolucyjnego, czy może lepiej wybiórczej ewolucji. > Ustalmy zatem, czy rozmawiamy przy tych założeniach, czy rozmawiamy ze sobą, czy też dyskutujemy z całym Magisterium kościoła. Ale to tylko tak na marginesie, aby nam łatwiej było.Gdyby nie ustalenie magisterium krk dotyczące pogodzenie Teorii Ewolucji Darwina nie było by tego tematu. Moim założeniem było wskazanie niemożności połączenia koncepcji wywodzenia się człowieka od małpy z koncepcją upadku człowieka poprzez nabycie grzechu pierworodnego - bez którego ofiara Chrystusa traci sens, a co za tym idzie cała pańska religia. > Prawdę powiedziawszy to nie wiem już jak dyskutować i z kim:> - trzymać się założeń jak to ustaliliśmy (chyba) z setarkosem,Nie wiem. Nie czytałem was w całości. > - czy dyskutować z Tobą o ewolucji i katolicyzmie, nie wiedząc do końca czy bierzemy stworzenie świata dosłownie czy przenośnie,Żadna interpretacja, niezależnie jak wyszukana nie pogodzi tych dwóch, różnych koncepcji (Darwina i chrześcijaństwo). > - czy może dyskutować wg tego jak sam uważam,Możemy, ale to nie ma nic wspólnego z meritum tematu. > - czy może w ogóle dać sobie spokój, bo pomalutku wariuję ...> Możesz mi pomóc?Zapytam wprost czy uznaje Pan słowa Jana Pawła II oraz rzeszy podzielających jego pogląd teologów i apologetów, uznających pochodzenie człowieka od małpy, który na drodze ewolucji w homo sapiens otrzymał duszę? Czy nadal obstawia Pan przy swoim jakoby ewolucja od pierwszych istot jednokomórkowych dotyczyła jedynie świata zwierząt, ale nie ludzi - tym samym przecząc stwierdzeniu własnego kościoła?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | > Zaraz, bo to ja już zaczynam wariować... I nie. Nie coś tam sobie powiedział, a jedynie poparł i OFICJALNIE OŚWIADCZYŁ całemu światu.> www.ewolucja.org/w3/d3/d32-7a.html> mlot.blogs(*)olucji-stanowisko-koscioa.html> To w końcu zgadza się Pan z JPII wraz z postępowymi teologami, czy jednak nie?Proszę Pana, aby rozsądnie prowadzić dyskusję trzeba przyjąć jakieś zasady, założenia, a nie co chwilę skakać po założeniach. > Gdyby nie ustalenie magisterium krk dotyczące pogodzenie Teorii Ewolucji Darwina nie było by tego tematu. Moim założeniem było wskazanie niemożności połączenia koncepcji wywodzenia się człowieka od małpy z koncepcją upadku człowieka poprzez nabycie grzechu pierworodnego - bez którego ofiara Chrystusa traci sens, a co za tym idzie cała pańska religia.No to teraz kapuję, skoro pańskim ZAŁOŻENIEM było wskazanie niemożności połączenia ... itd... to wiadomo, że tak jest i AMEN. Bo to założenie. A ja głupi myślałem, że Pan pyta, czy taka niemożność występuje, przy założeniu istnieniu boga i osiagnięć nauki. > >- czy dyskutować z Tobą o ewolucji i katolicyzmie, nie wiedząc do końca czy bierzemy stworzenie świata dosłownie czy przenośnie,> Żadna interpretacja, niezależnie jak wyszukana nie pogodzi tych dwóch, różnych koncepcji (Darwina i chrześcijaństwo).To zależy od początkowych założeń. > >- czy może dyskutować wg tego jak sam uważam,> Możemy, ale to nie ma nic wspólnego z meritum tematu.> >- czy może w ogóle dać sobie spokój, bo pomalutku wariuję ...> >Możesz mi pomóc?> Zapytam wprost czy uznaje Pan słowa Jana Pawła II oraz rzeszy podzielających jego pogląd teologów i apologetów, uznających pochodzenie człowieka od małpy, który na drodze ewolucji w homo sapiens otrzymał duszę?Załóżmy, że tak, i co dalej? > Czy nadal obstawia Pan przy swoim jakoby ewolucja od pierwszych istot jednokomórkowych dotyczyła jedynie świata zwierząt, ale nie ludzi - tym samym przecząc stwierdzeniu własnego kościoła?Przy przyjętych założeniach, TAK, faktycznie NIE.
|
|
| | | | | | | | | |  | 5 na 5 | setarkos (10757 punktów) | > jeśli (..) raju nie było, to nie przyjmiesz żadnej konsekwencji tego zdarzenia, nawet gdy nie będzie sprzeczna z ewolucją Model ewolucyjny zdaje się o tyle konsekwentny, że z form mniej złożonych powstają bardziej złożone. Jeśli miałaby go zaadoptować wizja religijna, to dlaczego niekonsekwentnie postuluje bardziej złożoną formę (stwórcę) poprzedzającą człowieka?
[Którą to formę n.b. zaleca poznawać po czynach, zaś 'projekt eden' nie udał się.]
>1. Stworzony przez boga Adaś żyje sobie w raju. Ewolucji nie ma bo Adaś i Ewa stanowią pierwsze pokolenie. Nie wnikam w szczegóły rajskiej wizji (choć według historii naturalnej pierwsi ludzie mieli np. pępki), ale skąd nagle założenie nieciągłości/nieobowiązywania ewolucji? Czy wg dzisiejszego stanu wiedzy coś przemawia za taką nieciągłością, czy to tylko kwestia arbitralnie przyjętego dogmatu?
>3. Znana nam ewolucja mogła sobie przebiegać: w raju, poza nim, czy gdzie tam sobie życzysz. OK. Jeśli za raj uznać życie przedświadome (w nieświadomości chyba nie ma cierpienia), to z ewolucją zgadzałoby się. Natomiast "raj boski", przez swe pogorszenie się, wygląda na 'deewolucyjną katastrofę'.
>4. To co znamy dzisiaj to efekt: stworzenia przez boga i potem ewolucji. Umieszczanie bóstw u zarania dziejów (lub ew. ubóstwianie biologii) wydaje się nieuprawnionym postulatem, a próba uciąglenia takiej kolejności z ewolucją - nielogiczna.
[Jeśli się upierać przy świadomie stworzonym raju, to widziałbym go w przyszłości - w budowanym przez ludzi lepszym świecie. Amen.]
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >Model ewolucyjny zdaje się o tyle konsekwentny, że z form mniej złożonych powstają bardziej złożone. >Jeśli miałaby go zaadoptować wizja religijna, to dlaczego niekonsekwentnie postuluje bardziej złożoną formę (stwórcę) poprzedzającą człowieka? Jakie masz dowody na to, że ewolucja "działa" poza naszą planetą? >[Którą to formę n.b. zaleca poznawać po czynach, zaś 'projekt eden' nie udał się.] Projekt eden, to tylko etap większego dzieła. >>1. Stworzony przez boga Adaś żyje sobie w raju. Ewolucji nie ma bo Adaś i Ewa stanowią pierwsze pokolenie. > Nie wnikam w szczegóły rajskiej wizji (choć według historii naturalnej pierwsi ludzie mieli np. pępki), ale skąd nagle założenie nieciągłości/nieobowiązywania ewolucji? Czy wg dzisiejszego stanu wiedzy coś przemawia za taką nieciągłością, czy to tylko kwestia arbitralnie przyjętego dogmatu? Znowu zmieniasz zasady w trakcie dyskusji. Pisałeś że rozmawiamy o konsekwencjach założeń, czyż nie? A teraz pakujesz się w środek założenia i mówisz - tak nie można. Dyskusja znowu będzie absurdalna, pisałem: ustalmy jakieś założenia. Równie dobrze możesz napisać: nie ma dowodów na istnienie boga - WYGRAŁEM! Ale oczywiście odpowiem Ci: dzisiejszy stan wiedzy nie pozwala przyjąć takiej nieciągłości, podobnie jak istnienia boga. Koniec dyskusji. Ja też nie uważam, aby opis stworzenia w Biblii był dosłowny. Drugi koniec dyskusji. Też potrafię zmieniać zasady w trakcie rozmowy. I co teraz? >>3. Znana nam ewolucja mogła sobie przebiegać: w raju, poza nim, czy gdzie tam sobie życzysz. >OK. Jeśli za raj uznać życie przedświadome (w nieświadomości chyba nie ma cierpienia), to z ewolucją zgadzałoby się. Natomiast "raj boski", przez swe pogorszenie się, wygląda na 'deewolucyjną katastrofę'. Gubię się zupełnie, chociaż jest coraz zabawniej. Uważasz, że "raj" się pogorszył? I to jest dowód na deewolucję? Weszliśmy na jakiś meta poziom ewolucji całych krain? Myśłałem, że rozmawiamy o ewolucji człowieka. A ta ewolucja polega na dostosowaniu się, a nie na dążeniu do złożoności (chociaż tak bardzo często jest). >>4. To co znamy dzisiaj to efekt: stworzenia przez boga i potem ewolucji. >Umieszczanie bóstw u zarania dziejów (lub ew. ubóstwianie biologii) wydaje się nieuprawnionym postulatem, a próba uciąglenia takiej kolejności z ewolucją - nielogiczna. A ten znowu... ja też wiem, że a racjonalnego punktu widzenia boga nie ma. Po to zatem gadać o tym, skoro za kazdym razem sprowadzasz rozmowę do tego samego. >[Jeśli się upierać przy świadomie stworzonym raju, to widziałbym go w przyszłości - w budowanym przez ludzi lepszym świecie. Amen.]
Szalony z Ciebie dyskutant kolego!
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Frank Holman (5897 punktów) | >Jakie masz dowody na to, że ewolucja "działa" poza naszą planetą? Ponieważ nasza planeta nie jest w żaden sposób odizolowana od reszty Wszechświata, a wręcz jest jego naturalną cząstką, nie można w żaden racjonalny sposób założyć, iż to co zachodzi na naszej planecie nie zachodzi w najbliższym jej otoczeniu we Wszechświecie; a skoro w najbliższym, to i w trochę dalszym, a skoro w trochę dalszym, to i jeszcze dalszym, i tak w nieskończoność Wszechświata.....
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>Jakie masz dowody na to, że ewolucja "działa" poza naszą planetą? >Ponieważ nasza planeta nie jest w żaden sposób odizolowana od reszty Wszechświata, a wręcz jest jego naturalną cząstką, nie można w żaden racjonalny sposób założyć, iż to co zachodzi na naszej planecie nie zachodzi w najbliższym jej otoczeniu we Wszechświecie; a skoro w najbliższym, to i w trochę dalszym, a skoro w trochę dalszym, to i jeszcze dalszym, i tak w nieskończoność Wszechświata.....
Świetnie, a zatem ...
Nie można też wykluczyć tego, że w tym nieskończonym okresie istnienia świata, wyewoluował organizm, który posiadł taką wiedzę i umiejętności, w tym dotyczące przemiany materii, że po prostu jest dzisiaj tym o którym mówimy: bóg.
Jak się patrzy na ewolucję człowieka ... doda do tego nieskończoność, no to logicznie wychodzi...
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | setarkos (10757 punktów) | > Jakie masz dowody na to, że ewolucja "działa" poza naszą planetą? Nie mam (z braku informacji o życiu pozaziemskim). A czy Ty masz przesłanki sugerujące istnienie wyższej cywilizacji? [Skoro już dopuszczamy odpowiadanie pytaniem na pytanie.]
>>> 'projekt eden' nie udał się. >Projekt eden, to tylko etap większego dzieła. Za którym stoi jeszcze doskonalszy projektant?
> rozmawiamy o konsekwencjach założeń, czyż nie? A teraz pakujesz się w środek założenia Przepraszam, ale jeśli zaczynasz zdanie od: "Stworzony przez boga Adaś..", to mówisz o założeniach czy konsekwencjach?
>Szalony z Ciebie dyskutant kolego! Próbowałem pogodzić ewolucję ze stworzeniem raju. Widocznie był to pomysł szalony.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >> Jakie masz dowody na to, że ewolucja "działa" poza naszą planetą? >Nie mam (z braku informacji o życiu pozaziemskim). A czy Ty masz przesłanki sugerujące istnienie wyższej cywilizacji? Oczywiście, że nie mam. >[Skoro już dopuszczamy odpowiadanie pytaniem na pytanie.] >>>> 'projekt eden' nie udał się. >>Projekt eden, to tylko etap większego dzieła. >Za którym stoi jeszcze doskonalszy projektant? Dlaczego? Przecież, o ile ten projektant istnieje, to jest wysoce możliwe nie go nie rozumiesz. Skąd zatem pomysł, że po wstępnym etapie, który Ty widzisz jako nieudany, musi być jakiś doskonalszy projektant? >> rozmawiamy o konsekwencjach założeń, czyż nie? A teraz pakujesz się w środek założenia >Przepraszam, ale jeśli zaczynasz zdanie od: "Stworzony przez boga Adaś..", to mówisz o założeniach czy konsekwencjach? >>Szalony z Ciebie dyskutant kolego! >Próbowałem pogodzić ewolucję ze stworzeniem raju. Widocznie był to pomysł szalony. szczerze, to nie wiadomo już w tych dyskusjach o co chodzi. Ja wiem jedno: gdy się ustali zasady i poczyni założenia można rozmawiać, a gdy się skacze po założeniach, to dyskusja jest bez sensu.
|
|
| | | | | | | | | |  | 11 na 11 | Fizyk (17637 punktów) | > Bajka o raju i ewolucja nie są ze sobą sprzeczne, nie wykluczają się, ...Nieprawda, bo są sprzeczne. Badania genetyczne z ostatnich lat wykluczyły pochodzenie ludzkości od jednej pary ludzi. > ... co wskazałem wcześniej. Mogę jeszcze raz:> 1. Stworzony przez boga Adaś żyje sobie w raju. Ewolucji nie ma bo Adaś i Ewa stanowią pierwsze pokolenie.> 2. ...> 3. ...> 4. ...Ja też mogę jeszcze raz: Populacja ludzka nigdy nie spadła poniżej ok. 10 tysięcy osobników. www.racjonalista.pl/forum.php/s,563618#w564887
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Barbiel (1106 punktów) | >Ja też mogę jeszcze raz: Populacja ludzka nigdy nie spadła poniżej ok. 10 tysięcy Ale tu chyba chodzi o liczbę osób, które otrzymały dusze, a tego żadna nauka nie zweryfikuje.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 8 na 8 | Fizyk (17637 punktów) | > Ale tu chyba chodzi o liczbę osób, które otrzymały dusze, a tego żadna nauka nie zweryfikuje.
Czyli niby co miałby otrzymać? Czym miałby się różnić człowiek duszny od przeddusznego?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 13 na 13 | liliac (147340 punktów) | > Czyli niby co miałby otrzymać? Czym miałby się różnić człowiek duszny od przeddusznego?Obecnością duszy, oczywiście
"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Kuba K. (3909 punktów) | > >Czyli niby co miałby otrzymać? Czym miałby się różnić człowiek duszny od przeddusznego?> Obecnością duszy, oczywiście  > Patrząc na te zdjęcia zrozumiałem wreszcie sens powiedzonka: "ciężko mi na duszy"
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 11 na 11 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > >Czyli niby co miałby otrzymać? Czym miałby się różnić człowiek duszny od przeddusznego?> Obecnością duszy, oczywiście  > > "...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )Moja babcia takie żelazko z duszą miała. Pamiętam je doskonale, chociaż było to już bardzo, bardzo dawno temu. Nawet wtedy nie przypuszczałem, że i ja mam taką duszę gdzieś w sobie, a i babcia nic na ten temat nie mówiła, chociaż pobożną chrześcijanką była. O żelazkową duszę jednak dbała, starannie ją czyściła i przechowywała w należytym miejscu. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >> Bajka o raju i ewolucja nie są ze sobą sprzeczne, nie wykluczają się, ... >Nieprawda, bo są sprzeczne. Badania genetyczne z ostatnich lat wykluczyły pochodzenie ludzkości od jednej pary ludzi. Jest to argument istotny, ważny, poddający w wątpliwość dosłowne rozumienie stworzenia. Jednak należy pamiętać, iż to tylko wynik pewnego modelowania, a jak to z modelami bywa... sam pewnie wiesz jako Fizyk.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | >> Badania genetyczne z ostatnich lat wykluczyły pochodzenie ludzkości od jednej pary ludzi. > Jest to argument istotny, ważny, poddający w wątpliwość dosłowne > rozumienie stworzenia. Jednak należy pamiętać, iż to tylko wynik pewnego > modelowania, a jak to z modelami bywa... sam pewnie wiesz jako Fizyk.
Nie szedłbym w kierunku umniejszania przydatnosci narzędzi bioinformatycznych. Po pierwsze, w podobnym kierunku poszło papiestwo w odniesieniu do obserwacji poczynionych przez Kopernika i Galileusza kilkaset lat temu. Jak to się skończyło - wiemy. Po drugie: początkowa para porodziła dzieci, ale dalej powstaje problem, z kim te dzieci mają swoje dzieci. Po trzecie: nie ma takiej możlwości w przyrodzie, że dany gatunek z jakichś względów dochodzi do liczebności 2 szt. po czym zachodzi mutacja i rozwija się nadal i to bardziej efektywnie. To zwykłe bajki. Porównując to do rozumowania wyniesionego z efektów pracy narzędzi bioinformatycznych: to jak skrzydła Ikara i nowoczesny Airbus 380.
Swoją drogą, dopiero w ciągu ostatnich 100-200 lat pojawiła się w chrześcijaństwie tendencja do krytyki dosłownego rozumienie stworzenia, jak w ogóle zapisów Biblijnych. Moim zdaniem jest to bardzo wygodny sposób do ucieczki bagażu chrześcijańskiej wizji świata w przestrzeń nieuchwytnych symboli i znaczeń, by tylko utrzymać wiernych + swój nad nimi wypływ, utrzymać swoje dotychczasowe status quo oraz poczucie sensu egzystencji u osób duchownych.
pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >Nie szedłbym w kierunku umniejszania przydatnosci narzędzi bioinformatycznych. Nie umniejszam nikomu, ani niczemu, ale zabawy w modelowanie też kiedyś robiłem, pojęcie mam, jak to się robi, dlatego jestem ostrożny, aby na podstawie modelu twierdzić to czy owo. >Po pierwsze, w podobnym kierunku poszło papiestwo w odniesieniu do obserwacji poczynionych przez Kopernika i Galileusza kilkaset lat temu. Jak to się skończyło - wiemy. Możliwe, ale to niczego nie potwierdza. >Po drugie: początkowa para porodziła dzieci, ale dalej powstaje problem, z kim te dzieci mają swoje dzieci. Właśnie, skoro na potrzeby dyskusji przyjmujemy, że pierwszą parę bóg stworzył, to czy nie mógł stworzyć potem jeszcze 2 par? I nic o tym nie natychnąć spisujących Biblię? Mógł, czy nie? Wg mnie, "na luzie" mógł ... a co tam, w końcu bóg.
Cała "zabawa" z bogiem jest z racjonalnego punktu widzenie kompletnie bez sensu moi drodzy.
Ale jeśli już przyjmujemy na potrzeby dyskusji, tak absurdalne z racjonalnego punktu widzenia założenie, że istnieje bóg, i stworzył Adasia z Ewą, to nie możemy wykluczyć rzeczy kolejnych, które zrobić mógł, mimo, że mogą być równie nieprawdopodobne.
>Po trzecie: nie ma takiej możliwości w przyrodzie, że dany gatunek z jakichś względów dochodzi do liczebności 2 szt. po czym zachodzi mutacja i rozwija się nadal i to bardziej efektywnie. To zwykłe bajki. Porównując to do rozumowania wyniesionego z efektów pracy narzędzi bioinformatycznych: to jak skrzydła Ikara i nowoczesny Airbus 380.
W "racjonalnej" przyrodzie.
>Swoją drogą, dopiero w ciągu ostatnich 100-200 lat pojawiła się w chrześcijaństwie tendencja do krytyki dosłownego rozumienie stworzenia, jak w ogóle zapisów Biblijnych. >Moim zdaniem jest to bardzo wygodny sposób do ucieczki bagażu chrześcijańskiej wizji świata w przestrzeń nieuchwytnych symboli i znaczeń, by tylko utrzymać wiernych + swój nad nimi wypływ, utrzymać swoje dotychczasowe status quo oraz poczucie sensu egzystencji u osób duchownych. Też tak mi się wydaje.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > skoro na potrzeby dyskusji przyjmujemy, że pierwszą> parę bóg stworzył, to czy nie mógł stworzyć potem jeszcze 2 par?> I nic o tym nie natychnąć spisujących Biblię? Mógł, czy nie? Wg> mnie, "na luzie" mógł ... a co tam, w końcu bóg.Taki kunkurencyjny paradajs... hm.. pomyślmy. Czy i w nim było wg Ciebie drzewo poznania dobra i zła, wąż, nieposłuszna kobieta, "te sprawy"? > Cała "zabawa" z bogiem jest z racjonalnego punktu widzenie kompletnie bez sensu moi drodzy.Jeszcze dobrze, jeśli się nim tylko bawicie... www.youtube.com/watch?v=M-FGlGSJpWU> Ale jeśli już przyjmujemy na potrzeby dyskusji, tak absurdalne z racjonalnego> punktu widzenia założenie, że istnieje bóg, i stworzył Adasia z Ewą,> to nie możemy wykluczyć rzeczy kolejnych, które zrobić mógł, mimo,> że mogą być równie nieprawdopodobne.Można zakładać tysiące fikcyjnych światów i żyć w nich. Pytanie: po co? > W "racjonalnej" przyrodzie.W przyrodzie. Określenie "racjonalnej" nie jest tu do niczego szczególnego potrzebne. Mam na myśli przyrodę, a więc świat, który istnieje fizycznie. > Też tak mi się wydaje.Jestem pod wrażeniem, mile mnie zaskoczyłeś (jeśli to szczere). pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | > Taki kunkurencyjny paradajs... hm.. pomyślmy.> Czy i w nim było wg Ciebie drzewo poznania dobra i zła, wąż, nieposłuszna kobieta, "te sprawy"?> Jeszcze dobrze, jeśli się nim tylko bawicie...> www.youtube.com/watch?v=M-FGlGSJpWU> Można zakładać tysiące fikcyjnych światów i żyć w nich. Pytanie: po co?Rozmowy o bogu, zawsze prowadzą do ściany, za którą pozostają tylko domysły i wymysły. Jeśli podejmujesz dyskusję o bogu (np Jahwe) to praktycznie już w tym momencie roboczo dopuszczasz wszystko co może być a nie jest i nie ma na to dowodów, ponieważ na samego Jahwe takowych nie ma. Zatem albo rozmawiamy roboczo przy pewnych założeniach o bogu i bawimy się rozmową, ale powiedzmy sobie, że na poważnie z racjonalnego punktu widzenia to nie ma sensu. > >W "racjonalnej" przyrodzie.> W przyrodzie. Określenie "racjonalnej" nie jest tu do niczego szczególnego potrzebne.> Mam na myśli przyrodę, a więc świat, który istnieje fizycznie.To oczywiste, ale jeśli zakładasz w rozmowie, że bóg istnieje, wtedy to nabiera sensu. > >Też tak mi się wydaje.> Jestem pod wrażeniem, mile mnie zaskoczyłeś (jeśli to szczere).To dość oczywisty wniosek z historii i obserwacji. Tak jak pisałem już, że jako teista przyjmę każdą prawdę o świecie, KK, religii bez żadnego problemu, jeśli będą argumenty.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | >Jeśli podejmujesz dyskusję o bogu (np Jahwe) to praktycznie > już w tym momencie roboczo dopuszczasz wszystko co może > być a nie jest i nie ma na to dowodów, ponieważ na samego > Jahwe takowych nie ma.
No właśnie. Co w takim razie sprawia, że jednak wierzymy?
> Zatem albo rozmawiamy roboczo przy pewnych założeniach > o bogu i bawimy się rozmową, ale powiedzmy sobie, że na > poważnie z racjonalnego punktu widzenia to nie ma sensu.
Moim zdaniem troszkę nie tak. Jest sens, i to bardzo konkretny. Jeśli kogoś jego wiara ogranicza, przynosi mu szkodę i on to zrozumie - potrafi ją zrewidować, nieco przystosować, a może w ogóle porzucić, jeśłi stwierdzi że stała się dla niego bezużyteczna, jest cieżarem albo "już nie wierzy". Zmiana na lepsze zawsze ma sens.
>To oczywiste, ale jeśli zakładasz w rozmowie, że bóg istnieje, wtedy to nabiera sensu.
Od samych teoretycznych założeń nic nie nabiera sensu w pierwotnym znaczniu tego słowa. Sens to coś konkretnego, co najdaje działaniu człowieka kierunek, porządek i pęd.. gdzie na końcu, patrząc wstecz masz autentyczne i głębokie poczcie spełnienia.
Sensu nie można sobie założyć, aby to wszystko "mieć".
> jako teista przyjmę każdą prawdę o świecie, KK, > religii bez żadnego problemu, jeśli będą argumenty.
A jeśli ich nie ma? Jakie argumenty przemawiają np. za modlitwą?
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | |  | 18 na 18 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >Ustalmy zatem roboczo o czym rozmawiamy, jakie są założenia, bo zwariujemy: >2. Czy też przyjmujemy, że cała ta opowieść o raju to bzdura i wtedy nie ma o czym dyskutować bo się generalnie zgadzamy.
Zgadzam się. Cała ta opowieść o raju to bzdura, chociaż ja zwykłem używać bardziej delikatnych słów. Pozostanę więc przy swoich określeniach. A zatem cała ta opowieść o raju to wymyślona bajka, może i urocza, ale tylko bajka, o której Wy chrześcijanie mówicie, że jest "prawdą przez Boga objawioną", "jej autorem jest Bóg", a spisana została po to, by "w sposób pewny, wiernie i bez błędu uczyć prawdy, jaka z woli Bożej miała być przez Pismo święte utrwalona dla naszego zbawienia" (zob. KKk 105 i 107).
Jak widzisz dość szybko uzgodniliśmy wspólne stanowisko.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >Jak widzisz dość szybko uzgodniliśmy wspólne stanowisko. No i po dyskusji.
|
|
| | | | | | | | | |  | 13 na 13 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>Jak widzisz dość szybko uzgodniliśmy wspólne stanowisko. >No i po dyskusji.
Bardzo byś chciał, żeby było po dyskusji. Zwróć jednak uwagę na to, że ta opowieść o raju, którą Ty nazywasz bzdurą, ja zaś nieco łagodniej uroczą bajką, nazywana jest przez autorów Katechizmu Kościoła katolickiego "prawdą przez Boga objawioną", której "autorem jest Bóg", a spisana została po to, by "w sposób pewny, wiernie i bez błędu uczyć prawdy, jaka z woli Bożej miała być przez Pismo święte utrwalona dla naszego zbawienia".
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | >1. Czy zakładamy, że bóg stworzył człowieka i ten żył sobie w raju przez > jakiś czas, a potem został wygnany, czy nie. >Jeśli tak, znając proces ewolucji próbujemy dyskutować.
W żadnym razie nie możemy nawet tego założyć znając proces ewolucji. Można w to jedynie wierzyć na przeciw wszelkim przesłankom i argumentom, tylko takie postawienie sprawy jest racjonalnie uczciwe. pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | No to po co w ogóle o tym dyskutować?
|
|
| | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > No to po co w ogóle o tym dyskutować?Dla dobra ludzkości i przyszłych pokoleń 
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | > >No to po co w ogóle o tym dyskutować?> Dla dobra ludzkości i przyszłych pokoleń  Ale tutaj na racjonaliście? Raczej pod kościoły trzeba wyjść, na frondę! Tutaj większość uważa że boga nie ma.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | >Ale tutaj na racjonaliście?
Oczywiscie.
> Raczej pod kościoły trzeba wyjść, na frondę! Tutaj > większość uważa że boga nie ma.
Tam żadne argumenty merytoryczne nigdy nie docierają. Poza tym osobiscie nie jestem zwolennikiem misjonarstwa jeśli chodzi o ateizm. Spokojna rozmowa z tymi, którzy chcą podyskutować, chcą cudzych argumentów słuchać i są na nie otwarci spokojnie wystarczy. pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Brzostowski (7067 punktów) | >Tam żadne argumenty merytoryczne nigdy nie docierają. Poza tym osobiscie nie jestem zwolennikiem misjonarstwa jeśli chodzi o ateizm. Spokojna rozmowa z tymi, którzy chcą podyskutować, chcą cudzych argumentów słuchać i są na nie otwarci spokojnie wystarczy. Możesz na mnie liczyć, zawsze chętnie pogadam, także bez misjonarstwa teistycznego, spokojnie, merytorycznie, jak tylko bedę w stanie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Możesz na mnie liczyć, zawsze chętnie pogadam, także bez misjonarstwa > teistycznego, spokojnie, merytorycznie, jak tylko bedę w stanie.
Fajnie. Ja też lubię porozmawiać bez zadęcia i bez zaprogramowanego celu, nade wszystko bez przeciągania się na swoją stronę. pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Barbiel (1106 punktów) | >Wyjaśniam zatem: żył sobie w raju Adaś, był bardzo dobrze przystosowany do tego życia, bo w końcu Pan Bucek go stworzył. Nagle Pan Bucek wywalił Adasia z raju i kazał teraz zapier... na siebie w pocie czoła... >Człowiek nie mógł zmienić warunków, bo one zostały zmienione odgórnie (decyzja Pana Boga). I teraz albo zdechniesz, albo się dostosujesz. Po jakimś czasie, gdy odnajdziesz się w nowej rzeczywistości można mówić o zmianie środowiska do swoich potrzeb. Jednak to nic innego jak dalsze dostosowanie, tylko w nowym wymiarze.
Sam to wymyśliłeś? Ciekawe. Aż się prosi, żeby założyć jakąś religię.
|
|
| | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>Wyjaśniam zatem: żył sobie w raju Adaś, był bardzo dobrze przystosowany do tego życia, bo w końcu Pan Bucek go stworzył. Nagle Pan Bucek wywalił Adasia z raju i kazał teraz zapier... na siebie w pocie czoła... >>Człowiek nie mógł zmienić warunków, bo one zostały zmienione odgórnie (decyzja Pana Boga). I teraz albo zdechniesz, albo się dostosujesz. Po jakimś czasie, gdy odnajdziesz się w nowej rzeczywistości można mówić o zmianie środowiska do swoich potrzeb. Jednak to nic innego jak dalsze dostosowanie, tylko w nowym wymiarze. >Sam to wymyśliłeś? Ciekawe. To już przed moimi narodzinami było spisane. >Aż się prosi, żeby założyć jakąś religię. Myślę o tym.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Myślę o tym.
A wiesz, że na świecie spora konkurencja? Natomiast w Polsce nietolerancja jednej wiodącej.. że strach się bać.
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >> Myślę o tym. >A wiesz, że na świecie spora konkurencja? Natomiast w Polsce nietolerancja jednej wiodącej.. że strach się bać. Aaaa tam, podłączę się jakoś pod główny nurt...
|
|
| | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Aaaa tam, podłączę się jakoś pod główny nurt...Katolicyzm odradzam - ostatnio chcą na powrót wprowadzić indeks mediów i ksiąg zakazanych. Wbijają w poczucie grzechu, szczują genderem - w ogóle nic w sypialni ze swoją żoną czy dziewczyną zrobisz bez ich błogosławieństwa Urbi et Orbi. Buddyści trochę nawiedzeni, choć na pierwszy rzut oka sympatyczni. Jehowi, hm.. warto przemyśleć. Tylko do Natanka czasem nie idź!!  Nowa religia chińska też nie jest dobra, ale na początek można spróbować.
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | > > Aaaa tam, podłączę się jakoś pod główny nurt...> Katolicyzm odradzam - ostatnio chcą na powrót wprowadzić indeks mediów i ksiąg zakazanych.> Wbijają w poczucie grzechu, szczują genderem - w ogóle nic w sypialni ze swoją żoną czy dziewczyną zrobisz bez ich błogosławieństwa Urbi et Orbi.> Buddyści trochę nawiedzeni, choć na pierwszy rzut oka sympatyczni.> Jehowi, hm.. warto przemyśleć.> Tylko do Natanka czasem nie idź!!  > Nowa religia chińska też nie jest dobra, ale na początek można spróbować.Myśle, aby się podłączyć pod katolicyzm, ale sprytnie. Uznać boga, Jezusa, wartosci chrześcijańskie, ale przy liberalizacji tego, czego społeczeństwo nie akceptuje w KK (poczucia grzechu, konserwatyzmu obyczajowego, itd...). To mogłoby się udać. Krótko: wierzymy w coś co nas kocha i zbawi, pod warunkiem jak będziemy w miarę rozsądni i w miarę porządni, no tacy ludzcy po prostu.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | A co wtedy z uczestniczeniem w sakramentach św.?
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >A co wtedy z uczestniczeniem w sakramentach św.?
Wolność: można w kościele, można w domu, ale bym utrzymał!
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Które w domu?
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >Które w domu? Mogą być wszystkie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | I jak to sobie wyobrażasz? Dzwonisz do księdza, a ten przyjeżdża do Ciebie, by Cię wyspowiadać? Dzwonisz do innego - gościu bierze Najświętszy Sakrament i zjawia się u Ciebie? Wysyłasz sms'a do biskupa, a ten przyjeżdża i bierzmuje Cię? Chrzciny Twojego dziecka w domu z przenośnej chrzcielnicy? Poczułeś powołanie - znów dzwonisz po odbyciu wszelkich nauk - pojawia się u Ciebie bisup i Cię namaszcza do bycia osobą duchowną?
Hm..
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | szarley (54913 punktów) | > I jak to sobie wyobrażasz?> Dzwonisz do księdza, a ten przyjeżdża do Ciebie, by Cię wyspowiadać?W pełni realne i dość często spotykane > Dzwonisz do innego - gościu bierze Najświętszy Sakrament i zjawia się u Ciebie?jw (zazwyczaj przy tej samej wizycie) > Wysyłasz sms'a do biskupa, a ten przyjeżdża i bierzmuje Cię?całkowicie niemożliwe, choć znam biskupa, który byłby zdolny do tego. > Chrzciny Twojego dziecka w domu z przenośnej chrzcielnicy?Chrzcielnica jest zbędna, ale chrzest w domu jak najbardziej możliwy, (do chrztu ksiądz nie zawsze jest potrzebny) > Poczułeś powołanie - znów dzwonisz po odbyciu wszelkich nauk - pojawia się u Ciebie bisup i Cię namaszcza do bycia osobą duchowną?No to już byłby niezły ubaw  Dokończę: namaszczenie chorych - zawyczaj w domu się odbywa małżeństwo - czasami, choć w Polsce raczej trudne do zrealizownia marzenie niektórych młodych > Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spaćNiektóre z Twoich pomysłów jak najbardziej na wódkę zasługują, ale ja w Rosji wódki nie piłem
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > >Dzwonisz do księdza, a ten przyjeżdża do Ciebie, by Cię wyspowiadać?> W pełni realne i dość często spotykaneUf a gdzie to, można wiedzieć? > >Dzwonisz do innego - gościu bierze Najświętszy Sakrament i zjawia się u Ciebie?> jw (zazwyczaj przy tej samej wizycie)Fajnie. a) za ile ta wizyta w PLN lub EUR? b) ilu parafian jednocześnie ma na głowie ksiądz, o którym mówisz? > >Wysyłasz sms'a do biskupa, a ten przyjeżdża i bierzmuje Cię?> całkowicie niemożliwe, choć znam biskupa, który byłby zdolny do tego.Prawdziwie powołany biskup. A myślałem, że takich już nie ma  > Chrzcielnica jest zbędna, ale chrzest w domu jak najbardziej> możliwy, (do chrztu ksiądz nie zawsze jest potrzebny)Hm, w jakim miejscu takie zwyczaje można spotkać? Nie, nie wątpię, ale jestem ciekaw. > namaszczenie chorych - zawyczaj w domu się odbywaZgadza się. Trudno cieżko chorego i umierającego do kościoła taskać. > małżeństwo - czasami, choć w Polsce raczej> trudne do zrealizownia marzenie niektórych młodychTeż się zgadza. Choć tu akurat pole dogadania się jakieś jest. Może nie w domu, ale zazwyczaj uzgadnia się pomijanie uciążliwych z pewnych przyczyn kroków typu spowiedzi, kurs przedmałżeński itp. > Niektóre z Twoich pomysłów jak najbardziej na wódkę> zasługują, ale ja w Rosji wódki nie piłem  To może warto spróbować? Zapraszam 
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | szarley (54913 punktów) | > >>Dzwonisz do księdza, a ten przyjeżdża do Ciebie, by Cię wyspowiadać?> >W pełni realne i dość często spotykane> Uf a gdzie to, można wiedzieć?Wzywasz księdza do spowiedzi do domu, jeśli wierny nie może przyjść do kościoła. > >>Dzwonisz do innego - gościu bierze Najświętszy Sakrament i zjawia się u Ciebie?> >jw (zazwyczaj przy tej samej wizycie)> Fajnie.> a) za ile ta wizyta w PLN lub EUR?> b) ilu parafian jednocześnie ma na głowie ksiądz, o którym mówisz?a - nie słyszałem o opłacie, choć zapewne są księża, którzy za pieniądze daliby się obrzezać b - brak danych, sądzę, że problemem jest raczej rozległość parafii niż liczność. > >>Wysyłasz sms'a do biskupa, a ten przyjeżdża i bierzmuje Cię?> >całkowicie niemożliwe, choć znam biskupa, który byłby zdolny do tego.> Prawdziwie powołany biskup. A myślałem, że takich już nie ma  nie wiem, ten którego znam to emeryt (niestety mam podejrzenia, że ostatni w Polsce) > > Chrzcielnica jest zbędna, ale chrzest w domu jak najbardziej> > możliwy, (do chrztu ksiądz nie zawsze jest potrzebny)> Hm, w jakim miejscu takie zwyczaje można spotkać? Nie, nie wątpię, ale jestem ciekaw.Ciekawość to pierwszy stopień do wiedzy  Chrzest jest jedynym sakramentem, którego może w pewnych okolicznościach udzielić każdy chrześcijanin. W dawnych czasach hebamy sporo dzieci chrzciły. > >namaszczenie chorych - zawyczaj w domu się odbywa> Zgadza się. Trudno cieżko chorego i umierającego do kościoła taskać.Oj nie znasz ludzkiej fantazji  > > małżeństwo - czasami, choć w Polsce raczej> > trudne do zrealizownia marzenie niektórych młodych> Też się zgadza. Choć tu akurat pole dogadania się jakieś jest. Może nie w domu, ale zazwyczaj uzgadnia się pomijanie uciążliwych z pewnych przyczyn kroków typu spowiedzi, kurs przedmałżeński itp.Tu akurat najwięcej zależy od ceny. Ślub w kameralnym drewnianym kościółku to bardzo sympatyczna ceremionia, ale wtedy zazwyczaj najwięcej kieszeni się otwiera po jakieś "wolne" datki > > Niektóre z Twoich pomysłów jak najbardziej na wódkę> > zasługują, ale ja w Rosji wódki nie piłem  > To może warto spróbować? Zapraszam  Stanowczo nie. Wolę swojski syberyjski samogon, diabeł wie z czego tam wódkę robią.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > > Prawdziwie powołany biskup. A myślałem, że takich już nie ma  > nie wiem, ten którego znam to emeryt  > (niestety mam podejrzenia, że ostatni w Polsce)Trochę też altruista, jak wyczuwam. > Ciekawość to pierwszy stopień do wiedzy  Nic co ludzkie nie jest mi obce  > Chrzest jest jedynym sakramentem, którego może w pewnych> okolicznościach udzielić każdy chrześcijanin. W dawnych czasach> hebamy sporo dzieci chrzciły.Tak zdaje się też jest przy ryzyku śmierci np. noworodka, lub małego dziecka. > > Zgadza się. Trudno cieżko chorego i umierającego do kościoła taskać.> Oj nie znasz ludzkiej fantazji  Podejrzewam, że nawet z fantazją nie byłoby im łatwo  > Tu akurat najwięcej zależy od ceny.Też słyszałem. Smutne, ale też takie życiowe. > Ślub w kameralnym drewnianym kościółku to bardzo sympatyczna> ceremionia, ale wtedy zazwyczaj najwięcej kieszeni się otwiera po jakieś "wolne" datkiA tak altruistycznie (jak 'Twój' biskup) to nie łaska? > Stanowczo nie. Wolę swojski syberyjski samogon, diabeł wie z czego tam wódkę robią.Na Syberii niestety będziemy budować za 2 lata  pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | szarley (54913 punktów) | > > Chrzest jest jedynym sakramentem, którego może w pewnych> > okolicznościach udzielić każdy chrześcijanin. W dawnych czasach> > hebamy sporo dzieci chrzciły.> Tak zdaje się też jest przy ryzyku śmierci np. noworodka, lub małego dziecka.Tak. Przepraszam, powinienem napisać położne. > > Ślub w kameralnym drewnianym kościółku to bardzo sympatyczna> > ceremionia, ale wtedy zazwyczaj najwięcej kieszeni się otwiera po jakieś "wolne" datki> A tak altruistycznie (jak 'Twój' biskup) to nie łaska?Są i tacy, ale niestety nie wszyscy, rzekłbym nawet że niewielu. Ślub większość księży traktuje jako okazję do największego zarobku. "Jak na suknię dajesz 3000 a na wynajem bryczki 1000.... " > > Stanowczo nie. Wolę swojski syberyjski samogon, diabeł wie z czego tam wódkę robią.> Na Syberii niestety będziemy budować za 2 lata  Ja się powoli już pakuję  Może się spotkamy, to niewielki kraj, w dwa dni obejdziesz * > pozdrawiamWzajemnie * mapę
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Przepraszam, powinienem napisać położne.Nie szkodzi, domysliłem się. > Ślub większość księży traktuje jako okazję do największego zarobku.> "Jak na suknię dajesz 3000 a na wynajem bryczki 1000.... "Ciekawe, co by tacy księża powiedzili na ostatnie wypowiedzi Franciszka ws "ściagania wolnych" datków. Albo ws przykładu z 30letnim papa-mobile Renault. Polscy biskupi się już z resztą na to ostatnie wypowiedzieli  > Może się spotkamy, to niewielki kraj, w dwa dni obejdzieszPonoć dla chcącego nic trudnego  pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | >>Dzwonisz do księdza, a ten przyjeżdża do Ciebie, by Cię wyspowiadać? >W pełni realne i dość często spotykane
- Ojcze, zgrzeszyłem, bo mi się rano wstawać nie chciało. W stosunku do dzieci bywałem nerwowy. Poza tym czasem pokłóciłem się z moją żoną, ale seks mieliśmy dobry. Podwędziłem dwa ołówki z roboty i potem nie oddałem. (cisza) (...cisza...) - Hm.. i co, tyle? - No tyle. - Eee.. to po coś ty mnie tutaj wzywał. Na pewno wymawiałeś Imię swojego Boga nadaremno, miałeś nieprzystojne myśli (diabeł kusi) a nawet może flirtowałeś z koleżanką w pracy. Z tą żoną to na pewno zawsze w środku? Tam? No wiesz.. - Ksiądz to zaraz. Ja wierzę w coś, co nas kocha i zbawi, ale pod warunkiem, że jak będziemy w miarę rozsądni i w miarę porządni. No tacy ludzcy po prostu. Cała reszta tych Waszych dogmatów np. o wierze, że hostia to prawdziwe ciało Chrystusa a nie symbol, albo, że Maryja była dziewicą.. no wie ksiądz. Trochę naciągane. No i że seks tylko w dziurkę. I że nie można zakląć. Albo mieć chwili słabości do cudzej kobiety. No bez przesady! - Ok synu. Masz rację. Dostajesz rozgrzeszenie. - Dziękuję. Proszę księdza? - Tak? - A wie ksiądz, patrzeć na ładną pupę i biust to samo zdrowie. Niech i ksiądz o tym pamięta - Byłbym hipokrytą, gdybym się za to świątobliwie obruszył. Co racja, to racja synu!
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Ty: Cytat:Czy my ludzie dorośli, nie jesteśmy takimi małymi "bogami" dla naszych dzieci, gdy niepozwalamy im na coś, gdy ich karzemy, gdy zmuszamy ich do nauki, treningu, leczenia (wiesz te zastrzyki, gorzkie lekarstwa). Czy te dzieci, nie krzyczą wtedy, nie tupią, nie złoszczą się? Nie cierpią? Dla nas to przykre, ale wiemy (WIEMY), że to tylko chwila, etap, aby potem żyć lepiej, zdrowiej szczęśliwiej. astrotaurus: Cytat:Bełkot mający zamaskować wyrzeczenie się rozumu i samodzielnego myślenia. Porównywanie nieporównywalnego. Normalny rodzic jest w stanie wyjaśnić dziecku każde swoje posunięcie, do zweryfikowania przez dziecko w każdym czasie, a bełkot teodycei jest jałowy już wiele setek lat. Ty: Cytat:Oczywiście, możesz zakrzyknąć: bełkot, bełkot, to niczego nie zmienia. Wyjaśniłem dość logicznie na przykładzie, jak można rozumieć postępowanie boga. Jeśli uważasz, że to co napisałem jest nielogiczne, spróbuj to podważyć. To może ja spróbuję. Napisałeś "rodzic jest w stanie wyjaśnić dziecku pewne rzeczy, ale nie wszystkie i nie w każdym wieku i nigdy nie może być pewien że pociecha zrozumie".Po pierwsze istotnie, my ludzie dorośli jesteśmy takimi małymi "bogami" dla naszych dzieci, gdy nie pozwalamy im na coś albo wręcz przeciwnie - coś nakazujemy. W tą stronę analogia do boga jest jak najbardziej ok. Jednak czy w drugą stronę analogia jest trafiona? Po bliższym i krytycznym przyglądnięciu się widać, że to jest tylko projekcja na boga, ukuliśmy go sobie sami na wzór i podobieństwo swoich rodziców, których widzieliśmy kiedyś oczami dziecka. Ty nie masz nic na poparcie swojego stanowiska oprócz słów, ja mam całkiem spory dorobek psychologii i dyscypliny pt. psychoterapia. Jak dla mnie, nie wyjaśniłeś ani dość logicznie, ani trafnie w swoim przykładzie, jak można rozumieć postępowanie boga zrozumieć. Twoje rozumowanie ma szereg mankamentów, z których podstawowy to fundamentalna różnica w podejściu boga do swoich wiernych i rodzca do dziecka: miłosierny rodzic stara się nie dopuszczać do zła czynionego swoim dzieciom. Bóg dopuszcza. Druga rzecz: troskliwy i mądry rodzic tłumaczy swoje postępowanie dzieciom na miarę ich obecnych możliwości i potrzeb. Dzieci z reguły nie potrzebują bardziej skomplikowanych tłumaczeń, niż są w stanie w danym momencie zasymilować. Nie ma potrzeby gimnastykować się ponad miarę. Bóg natomiast bardzo często nie tłumaczy nic, bywa że pozostawia niedopowiedzenia, a nawet tajemnice bez choćby wskazówki. A często sam wymaga wyjaśnień. Zostawia człowieka samego, np. z problemem swojej choroby. Czy tak robi dobry rodzic? pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
 | 3 na 3 | Barbiel (1106 punktów) | >Biblia i Księga Rodzaju zawierają wiele treści, które można przyjmować wprost lub przenośnie i nie wiemy niestety (zakładając iż są prawdziwe) które są dosłowne, a które nie. Kto nie wie? Czy Kościół Katolicki też nie wie?
I co z tej niewiedzy powinno wdług Ciebie wynikać? Wierzący mogą sobie wybierać dowolnie co jest dosłowne? Czy mają zakładać, że skoro nie wiadomo, to wszystko może być niedosłowne?
|
|
|  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>Biblia i Księga Rodzaju zawierają wiele treści, które można przyjmować wprost lub przenośnie i nie wiemy niestety (zakładając iż są prawdziwe) które są dosłowne, a które nie. >Kto nie wie? >Czy Kościół Katolicki też nie wie? Pewnie, że nie wie, a przynajmniej wielu rzeczy nie wie. >I co z tej niewiedzy powinno wdług Ciebie wynikać? >Wierzący mogą sobie wybierać dowolnie co jest dosłowne? >Czy mają zakładać, że skoro nie wiadomo, to wszystko może być niedosłowne?
Z niewiedzy wynika wg mnie tyle, że nie można za bardzo stawiać stanowczych ocen, zwłaszcza tam gdzie są wątpliwości, czy sprzeczności. I tyle.
Jeśli nie wiadomo, to niestety wiele rzeczy można interpetować dosłownie lub nie. To nie wina wierzących lub niewierzących, tylko stanu wiedzy (niewiedzy). Każdy próbuje po swojemu zrozumieć, nawet wykładnia Kościoła nie jest spójna, więc trochę tak jest, że w pewnych ogólnych ramach każdy wierzący wierzy w swojego boga.
|
|
| |  | 3 na 3 | Barbiel (1106 punktów) | >Pewnie, że nie wie, a przynajmniej wielu rzeczy nie wie. A przyznaje się, że nie wie?
>Z niewiedzy wynika wg mnie tyle, że nie można za bardzo stawiać stanowczych ocen, zwłaszcza tam gdzie są wątpliwości, czy sprzeczności. I tyle. Udzielasz się czasem na forach religijnych?
>Jeśli nie wiadomo, to niestety wiele rzeczy można interpetować dosłownie lub nie. To nie wina wierzących lub niewierzących, tylko stanu wiedzy (niewiedzy). Każdy próbuje po swojemu zrozumieć, nawet wykładnia Kościoła nie jest spójna, więc trochę tak jest, że w pewnych ogólnych ramach każdy wierzący wierzy w swojego boga. Dokładnie tak jest, tylko większość osób o tym nie wie.
|
|
| | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>Pewnie, że nie wie, a przynajmniej wielu rzeczy nie wie. >A przyznaje się, że nie wie? Oczywiście, a czym że jest "Oto wielka tajemnica wiary", czym są dyskusje teologów, często sprzeczne opinie, dialog w kościele, itd... Kościół wiernym stara się prezentować spójne poglądy, stąd może Twoje pytanie. >>Z niewiedzy wynika wg mnie tyle, że nie można za bardzo stawiać stanowczych ocen, zwłaszcza tam gdzie są wątpliwości, czy sprzeczności. I tyle. >Udzielasz się czasem na forach religijnych? Wiem o czym piszesz, emocje nigdy nie są dobrym doradcą. >>Jeśli nie wiadomo, to niestety wiele rzeczy można interpetować dosłownie lub nie. To nie wina wierzących lub niewierzących, tylko stanu wiedzy (niewiedzy). Każdy próbuje po swojemu zrozumieć, nawet wykładnia Kościoła nie jest spójna, więc trochę tak jest, że w pewnych ogólnych ramach każdy wierzący wierzy w swojego boga. >Dokładnie tak jest, tylko większość osób o tym nie wie. Tak, to prawdopodobne, jednak ramy o których pisałem są wystarczające, aby odczuwać wspólnotę, czuć i wierzyć, że to jeden bóg. Myślisz, że gdyby taki "ramowy" - chrześcijański Bóg istniał, miałby coś przeciwko? Przecież wszystkim o niego chodzi, nie wszyscy tylko tak samo Go widzą.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Barbiel (1106 punktów) | >czym że jest "Oto wielka tajemnica wiary" Wiem, że Koścół tak mówi, ale chodziło mi dokładnie o to, czy przyznaje się, że nie wie, które fragmenty Biblii są dosłowne.
>Kościół wiernym stara się prezentować spójne poglądy, No właśnie. Nie sądzisz że to trochę wprowadzanie ludzi w błąd w kontekście tego, o czym piszemy?
>Tak, to prawdopodobne, jednak ramy o których pisałem są wystarczające, aby odczuwać wspólnotę, czuć i wierzyć, że to jeden bóg. Oczywiście, tym bardziej że różnice w postrzeganiu dotyczą wszystkiego, nie tylko Boga.
>Myślisz, że gdyby taki "ramowy" - chrześcijański Bóg istniał, miałby coś przeciwko? Teoretycznie nie powinien czepiać się o to, że ludzie widzą go tak, jak potrafią, ale z nim to nigdy nic nie wiadomo
|
|
| | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>czym że jest "Oto wielka tajemnica wiary" >Wiem, że Koścół tak mówi, ale chodziło mi dokładnie o to, czy przyznaje się, że nie wie, które fragmenty Biblii są dosłowne. >>Kościół wiernym stara się prezentować spójne poglądy, >No właśnie. Nie sądzisz że to trochę wprowadzanie ludzi w błąd w kontekście tego, o czym piszemy? Trochę tak, ale z drugiej jest to jakaś informacja. Dzieci też się uczy na pierwszych lekcjach fizyki, że elektron biega dookoła jądra, po okręgu. I co, rozrywamy szaty? >>Tak, to prawdopodobne, jednak ramy o których pisałem są wystarczające, aby odczuwać wspólnotę, czuć i wierzyć, że to jeden bóg. >Oczywiście, tym bardziej że różnice w postrzeganiu dotyczą wszystkiego, nie tylko Boga. >>Myślisz, że gdyby taki "ramowy" - chrześcijański Bóg istniał, miałby coś przeciwko? >Teoretycznie nie powinien czepiać się o to, że ludzie widzą go tak, jak potrafią, ale z nim to nigdy nic nie wiadomo.
Fakt.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Barbiel (1106 punktów) | >Trochę tak, ale z drugiej jest to jakaś informacja. Dzieci też się uczy na pierwszych lekcjach fizyki, że elektron biega dookoła jądra, po okręgu. I co, rozrywamy szaty? Wiadomo, od czegoś trzeba zacząć. Gorzej, jeśli edukacja na tym się kończy i nikt nawet nie sugeruje uczniom, że to może być nie całkiem tak.
|
|
| | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >Wiadomo, od czegoś trzeba zacząć. Gorzej, jeśli edukacja na tym się kończy i nikt nawet nie sugeruje uczniom, że to może być nie całkiem tak.
Nie do końca, uniwersytety są pełne różnych książek, każdy może sobie poczytać. Owszem, tzw katechizacja kończy się na dość marnym poziomie, ale czy matura to nie jest też dość marny poziom? A studia? Doktorat ...?
Dostęp do wiedzy jest, każdy może sobie czytać i kształcić się do woli, aby tylko czasu i chęci starczyło.
|
|
| | | | | | | |  | 4 na 4 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Dostęp do wiedzy jest, każdy może sobie czytać i kształcić się do woli, aby tylko czasu i chęci starczyło.Jest taki jeden pan. Uczył się bardzo długo, długie lata wnikał w zawiłości teologii. Był rektorem Kolegium Jezuickiego. Napisał mnóstwo religijnych książek. W latach 90tych często pojawiał się w soboty w dwójce (program 2 TV publicznej) gdzie mówił Słowo Na niedzielę. Media go lubiły, do dzisiaj lubią. Ten pan był księdzem, ale chciał sie dalej rozwijać. Naprawdę dużo już wiedział na tematy religijne. Po kilku latach, gdy wyszedł już ze stanu kapłańskiego (pomimo posiadania nadal woli, czasu i chęci) na jednym ze spotkań promocyjnych swojej nowej książki stwierdził z rozbrajającą szczerością, że trzeba ładnych paru lat pauzowania od kieratu bycia księdzem i myślenia jak ksiądz, aby zacząć w końcu myśleć jak normalny człowiek. Ten pan to prof. Stanisław Obirek 
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >Ten pan to prof. Stanisław Obirek
Najlepszy to dowód na to, że każdy może się uczyć, ile chce i czego chce i nikt nikomu niczego nie zabrania.
A że akurat ksiądz/zakonnik porzucił stan duchowy? Cóż, tak bywa. Są przypadki nawróconych ateistów, i co z tego wynika? Że byli głupi i zmądrzeli? Każdy sobie coś tam czyta, przemyśla i podejmuje decyzje, wyciąganie z tego szerszych wniosków jest nieuprawnione.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | >Najlepszy to dowód na to, że każdy może się uczyć, ile > chce i czego chce i nikt nikomu niczego nie zabrania.
Problem w tym, że jemu akurat w 2005r. uczyć się pewnych prawd i zarazem wyrażać je zabraniano. Czuł, że coraz więcej go ogranicza w tym swoim uczeniu się.
Wszystko pozostałe co piszesz - prawda. Jeśli ktoś porzuci ateizm i np. zacznie wierzyć w Boga, automatycznie powstaje pytanie jakiej jakości był ten jego ateizm, gdzie miał fundamenty, na jakich doświadczeniach był oparty. Drugie pytanie: czy to czasem nie było tak, że ten "ktoś" po prostu wierzył, że Boga nie ma.
Każdą jednak konwersję bez wyjątku pochwalę, jeśli człowiek nadaje wokół komunikaty iż jest szczęśliwszy (czuje, że mu lżej itp.), drugich nie krzywdzi i zgadza się to z moim odbiorem neuronami lustrzanymi jego postawy. pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Barbiel (1106 punktów) | >Dostęp do wiedzy jest, każdy może sobie czytać i kształcić się do woli, Osoby świeckie też? Nawet jeśli, to czy ktoś do tego zachęca? Miałem kiedyś koleżankę, bardzo wierząca osobę. Interesowała się religią, dużo rozmawiała z księżmi. Kiedyś zapytałem ją, czy czytała Biblię. Odpowiedziała, że jeden ksiądz powiedział jej, że nie ma potrzeby czytać Biblii, wystarczy do wiary to, co Kościół głosi. Nie polecił jej też lektur religijnych. Więc nie wgłębiała się tylko słuchała, co ksiądz mówi na mszy. Może to był odosobniony przypadek.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | szarley (54913 punktów) | >>Dostęp do wiedzy jest, każdy może sobie czytać i kształcić się do woli, >Osoby świeckie też? >Nawet jeśli, to czy ktoś do tego zachęca? >Miałem kiedyś koleżankę, bardzo wierząca osobę. Interesowała się religią, dużo rozmawiała z księżmi. Kiedyś zapytałem ją, czy czytała Biblię. Odpowiedziała, że jeden ksiądz powiedział jej, że nie ma potrzeby czytać Biblii, wystarczy do wiary to, co Kościół głosi. Nie polecił jej też lektur religijnych. Więc nie wgłębiała się tylko słuchała, co ksiądz mówi na mszy. >Może to był odosobniony przypadek.
Skoro Twoja koleżanka wierzy w boskość księdza... Niestety wielu księży staje na ołtarzu zamiast przed ołtarzem
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Barbiel (1106 punktów) | >Skoro Twoja koleżanka wierzy w boskość księdza... Ty chyba postawiłeś dobrą diagnozę. Faktycznie lubi przebywać w towarzystwie księży, bo to jej daje poczucie kontaktu z jakimś lepszym światem, bardziej uduchowionym.
|
|
| | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>Dostęp do wiedzy jest, każdy może sobie czytać i kształcić się do woli, >Osoby świeckie też? U mnie jest kilka bibliotek miejskich, politechniczna, uniwersytecka... wszędzie dostęp do książek jest ... także dla świeckich... chociaż nigdy o to nie pytałem w bibliotece... ale zawsze mi wypożyczali... mimo że bez koloratki... >Nawet jeśli, to czy ktoś do tego zachęca? A kto ma zachęcać? Nauczyciele jak nie zachęcili w szkole, albo sam się nie zachęca, to trudno aby i ksiądz zachęcił, chociaz u mnie ksiądz zachęca ... nawet pogadanki robi, co tydzień zebranie klubu inteligencji katolickiej... wykłady ... pogadanki ... połajanki... co kto lubi... a i pośpiewać można (na trzeźwo!). >Miałem kiedyś koleżankę, bardzo wierząca osobę. Interesowała się religią, dużo rozmawiała z księżmi. Kiedyś zapytałem ją, czy czytała Biblię. Odpowiedziała, że jeden ksiądz powiedział jej, że nie ma potrzeby czytać Biblii, wystarczy do wiary to, co Kościół głosi. Nie polecił jej też lektur religijnych. Więc nie wgłębiała się tylko słuchała, co ksiądz mówi na mszy. >Może to był odosobniony przypadek. U mnie na dzielni chodzą chłopcy łysi pod blokami, raczej niewierzące to to , bo do kościoła nie chodzi, a książka mogłaby im krzywdę zrobić...
Podsumowując: ludzie różni są ...
|
|
| | | | | | | | | |  | | Barbiel (1106 punktów) | > U mnie jest kilka bibliotek miejskich, politechniczna, uniwersytecka... wszędzie dostęp do książek jest ...> także dla świeckich...To dobrze.  Zastanawia mnie jeszcze, czy nie miałbyś większego wyboru, będąc księdzem. > A kto ma zachęcać?Ksiądz na religii albo mszy?
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | > >U mnie jest kilka bibliotek miejskich, politechniczna, uniwersytecka... wszędzie dostęp do książek jest ...> >także dla świeckich...> To dobrze.  > Zastanawia mnie jeszcze, czy nie miałbyś większego wyboru, będąc księdzem.Może, nie wiem, a oni mają jakiś lepszy dostęp do książek? No, może coś tam w Watykanie jest. > >A kto ma zachęcać?> Ksiądz na religii albo mszy?Może zachęcać, niektórzy to robią, ale gdy się nie sprawuje za dobrze w tej roli, to jest jeszcze matka i ojciec, babcia z dziadkiem, Internet, nauczyciele, itd ...
|
|
 | 22 na 22 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >Biblia i Księga Rodzaju zawierają wiele treści, które można przyjmować wprost lub przenośnie i nie wiemy niestety (zakładając iż są prawdziwe) które są dosłowne, a które nie.
Nieprawda. Doskonale wiemy, jakie wydarzenia w Biblii są historyczne, a jakie nie. Doskonale wiemy, jak je odczytywać, czy też - używając Twoich słów - wiemy, "które są dosłowne, a które nie". Innymi słowy - oprócz opisów wydarzeń historycznych w Biblii znajduje się ogrom informacji zmyślonych przez autorów poszczególnych ksiąg.
Przykładowo w odniesieniu do Starego Testamentu krytyka biblijna ostatnich dwóch wieków skutecznie obaliła historyczność wielu opowieści, z których kilka podam tu chronologicznie: stworzenia świata i potopu, patriarchów (Abraham, Izaak, Jakub, Noe, Lot, ...), wyjścia i podboju Palestyny, Mojżesza, Jozuego oraz epoki sędziów, zatrzymując się dopiero na zjednoczonym królestwie Dawida i Salomona, które uznała za historyczne.
Dwa znacznie różniące się między sobą opisy stworzenia świata to opowieści wymyślone, to ahistoryczne mity spisane niezależnie od siebie przez dwóch autorów pomiędzy X a VI wiekiem p.n.e. (z odstępem czasowym od 250 do 400 lat) i ujęte w jedną całość około V wieku p.n.e. Nie było Adama i Ewy w raju, nie byli oni pierwszymi ludźmi, bo nie było "pierwszych" ludzi. Ludzie nie pojawili się nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, lecz powstali w stopniowym, bardzo wolnym procesie ewolucji. Nie było Abrahama, Izaaka, Jakuba, Józefa i jego braci, a ich imiona to w większości eponimy. Nie było Mojżesza i Aarona, a przebieg exodusu i sposobu przekazania Prawa to opisy powstałe znacznie później, w epoce powygnaniowej, nie wcześniej niż w V w. p.n.e. A przecież mówiąc o starotestamentowym exodusie myślimy o XIII wieku p.n.e.
Analogicznie należy stwierdzić w odniesieniu do Nowego Testamentu. Doskonale wiemy, jakie wydarzenia oraz wypowiedzi Jezusa są historyczne, a jakie są wyłącznie wymysłem autorów ksiąg NT lub późniejszych ich redaktorów. O tych nieautentycznych (niehistorycznych) mówi się, że są dodatkami redakcyjnymi czy też późniejszymi nawarstwieniami. Jezus urodził się w Nazarecie, a nie w Betlejem, bo w czasie, gdy Jezus przyszedł na świat nie było żadnego powszechnego spisu ludności i jego rodzice nie musieli nigdzie wędrować tuż przed planowanym porodem Marii. Ojcem Jezusa był Józef, raczej nikt inny. Tzw. ewangelie dzieciństwa, zawarte w pierwszych rozdziałach ewangelii Mateusza i Łukasza to opowieści w przeważającym zakresie wymyślone, późniejsze nawarstwienia nie mające wiele wspólnego z rzeczywistością. Jezus nie wygłosił Kazania na Górze, bynajmniej nie zamierzał zakładać Kościoła, ani też nie polecił apostołom powszechnej ewangelizacji. Nie zapowiedział apostołom swojej męki i śmierci na krzyżu, a następnie zmartwychwstania trzeciego dnia, gdyż absolutnie nie spodziewał się takiego rozwoju sytuacji. Nie ogłosił się ani mesjaszem, ani tym bardziej synem bożym (przecież to by było bluźnierstwo w jego ustach!). Nie spożył wraz z apostołami ostaniej wieczerzy paschalnej, tzw. sederu, a przez to nie wypowiedział na niej znanych wszystkim słów: "To jest ciało moje... To jest krew moja...". Nie odbył się też jego dwuetapowy proces przed Sanhedrynem (arcykapłanami) i Piłatem o przebiegu opisanym w ewangeliach (cztery ewangelie i cztery różniące się między sobą opisy). Do historycznych zalicza się nie więcej niż 40 do 50 % jego wypowiedzi zawartych u synoptyków, zaś odnośnie czwartej ewangelii można mówić zaledwie o kilku, a co najwyżej kilkunastu procentach. Te pozostałe, nieautentyczne "wypowiedzi" Jezusa zostały wymyślone przez autorów ewangelii lub ich późniejszych kompilatorów i włożone mu w usta.
Oczywiście, istnieją pewne różnice w stanowiskach różnych badaczy, dotyczące niektórych opowieści, ich fragmentów, czy też np. wypowiedzi Jezusa, lecz bynajmniej różnic tych nie należy wyolbrzymiać.
>Jednak, nigdy nie brałem na poważnie tego wyciągania żebra, lepienia z prochu ziemi, itd. ... Dla mnie jest oczywiste, że to przenośnia.
A ja bym tego absolutnie nie nazwał przenośnią. Dla mnie jest oczywiste, że autorzy opowieści z pierwszych trzech rozdziałów Księgi Rodzaju wyobrażali sobie stworzenie świata i pierwszych ludzi przez Boga dokładnie tak, jak napisali,. To żadna przenośnia. To według autorów opis rzeczywistości, opis tego, co według nich wydarzyło się naprawdę. Oni tak to rozumieli, nie potrafili rozumieć inaczej.
>Nie widzę też, żadnego problemu, aby było to jakoś sprzeczne z byciem chrześcijaninem.
No i tu - czyli już od pierwszych zdań Biblii - zaczyna się ekwilibrystyka chrześcijan. Jak pogodzić fakt, że Biblia zawiera w sobie ogrom zmyśleń, bajek i nieprawd, z upartym głoszeniem, że jest ona księgą natchnioną przez Boga, czyli że jest słowem bożym, objawieniem się Boga ludziom. Jakież to słowo boże, jakież objawienie?
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
|  | | Brzostowski (7067 punktów) | >Przykładowo w odniesieniu do Starego Testamentu krytyka biblijna ostatnich dwóch wieków skutecznie obaliła historyczność wielu opowieści, z których kilka podam tu chronologicznie: stworzenia świata i potopu, patriarchów (Abraham, Izaak, Jakub, Noe, Lot, ...), wyjścia i podboju Palestyny, Mojżesza, Jozuego oraz epoki sędziów, zatrzymując się dopiero na zjednoczonym królestwie Dawida i Salomona, które uznała za historyczne. Nie wiem w jaki sposób można obalić zapisy o stworzeniu świata? Tym, że były spisane później? Że były dwa opisy połączone? Jak to dowodzi niehistoryczności tego zdarzenia? Żartujesz sobie? Nie wydaje Ci się, że za historyczne uznaje się to, na co ma się dowody historyczne? A historia przecież toczyła się wcześniej, niezależnie od posiadanych przez nas dzisiaj dowodów. Zatem nie wiadomo jak było. >Dwa znacznie różniące się między sobą opisy stworzenia świata to opowieści wymyślone, to ahistoryczne mity spisane niezależnie od siebie przez dwóch autorów pomiędzy X a VI wiekiem p.n.e. (z odstępem czasowym od 250 do 400 lat) i ujęte w jedną całość około V wieku p.n.e. Nie było Adama i Ewy w raju, nie byli oni pierwszymi ludźmi, bo nie było "pierwszych" ludzi. Ludzie nie pojawili się nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, lecz powstali w stopniowym, bardzo wolnym procesie ewolucji. Być może tak jest, jak piszesz. Jednak dwa spisane stworzenia, to nie dowód na brak stworzenia. >Nie było Abrahama, Izaaka, Jakuba, Józefa i jego braci, a ich imiona to w większości eponimy. I to dowodzi że nie istnieli? >Nie było Mojżesza i Aarona, a przebieg exodusu i sposobu przekazania Prawa to opisy powstałe znacznie później, w epoce powygnaniowej, nie wcześniej niż w V w. p.n.e. A przecież mówiąc o starotestamentowym exodusie myślimy o XIII wieku p.n.e. Jest jeszcze wiele innych niezrozumiałych i sprzecznych z naszą wiedzą zapisów w Biblii, to oczywiste. >Analogicznie należy stwierdzić w odniesieniu do Nowego Testamentu. >Doskonale wiemy, jakie wydarzenia oraz wypowiedzi Jezusa są historyczne, a jakie są wyłącznie wymysłem autorów ksiąg NT lub późniejszych ich redaktorów. O tych nieautentycznych (niehistorycznych) mówi się, że są dodatkami redakcyjnymi czy też późniejszymi nawarstwieniami. ... >Oczywiście, istnieją pewne różnice w stanowiskach różnych badaczy, dotyczące niektórych opowieści, ich fragmentów, czy też np. wypowiedzi Jezusa, lecz bynajmniej różnic tych nie należy wyolbrzymiać.
Niestety nie mam zapewne tak dużej wiedzy jak Ty w tym temacie, ale kilka rzeczy mnie dziwi: - na jakiej podstawie stwierdzasz, że Jezus nie zamierzał zakładać Kościoła, - nie zapowiedział apostołom swojej męki i śmierci, itd ...
na tym, że są niespójności w kilku opisach? Na tym, że tak mówił i są inne pisma na ten temat?
albo to (najlepsze!): - że nie ogłosił się ani mesjaszem, ani tym bardziej synem bożym bo: to by było bluźnierstwo w jego ustach!)
Ja rozumiem, że są oczywiste niejasności w zapisach, sprzeczności w Biblii i samej księgi z aktualna wiedzą historyczną, i że można cześć zapisów konfrontowac z wiedzą historyczną i próbować wyjaśniać, co było faktem, a co nie, ale Twoje niektóre argumenty są "powalające".
>>Jednak, nigdy nie brałem na poważnie tego wyciągania żebra, lepienia z prochu ziemi, itd. ... Dla mnie jest oczywiste, że to przenośnia. >A ja bym tego absolutnie nie nazwał przenośnią. Dla mnie jest oczywiste, że autorzy opowieści z pierwszych trzech rozdziałów Księgi Rodzaju wyobrażali sobie stworzenie świata i pierwszych ludzi przez Boga dokładnie tak, jak napisali,. To żadna przenośnia. To według autorów opis rzeczywistości, opis tego, co według nich wydarzyło się naprawdę. Oni tak to rozumieli, nie potrafili rozumieć inaczej. A to jest wiedza historyczna? Na jakiej podstawie twierdzisz, że to było tylko wyobrażenie o stworzeniu, a nie przenośnia stworzenia? Są jakieś dowody historyczne? >>Nie widzę też, żadnego problemu, aby było to jakoś sprzeczne z byciem chrześcijaninem. >No i tu - czyli już od pierwszych zdań Biblii - zaczyna się ekwilibrystyka chrześcijan. Jak pogodzić fakt, że Biblia zawiera w sobie ogrom zmyśleń, bajek i nieprawd, z upartym głoszeniem, że jest ona księgą natchnioną przez Boga, czyli że jest słowem bożym, objawieniem się Boga ludziom. Dla mnie żaden problem: Biblia może zawierać jednocześnie bajki, nieprawdy oraz może być księgą natchnioną. Tutaj nie ma sprzeczności, chyba, że twierdzi się, że każdy zapis jest prawdziwy, ale tak nikt nie twierdzi. >Jakież to słowo boże, jakież objawienie? A co to przeszkadza?
|
|
| |  | 15 na 15 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>Przykładowo w odniesieniu do Starego Testamentu krytyka biblijna ostatnich dwóch wieków skutecznie obaliła historyczność wielu opowieści, z których kilka podam tu chronologicznie: stworzenia świata i potopu, patriarchów (Abraham, Izaak, Jakub, Noe, Lot, ...), wyjścia i podboju Palestyny, Mojżesza, Jozuego oraz epoki sędziów, zatrzymując się dopiero na zjednoczonym królestwie Dawida i Salomona, które uznała za historyczne. >Nie wiem w jaki sposób można obalić zapisy o stworzeniu świata? Tym, że były spisane później? Że były dwa opisy połączone? Jak to dowodzi niehistoryczności tego zdarzenia? Żartujesz sobie?
Nie żartuję sobie. Tego natomiast, co Ty tu wypisujesz, nie potrafię już nawet określić. Zastanawiasz się nad historycznością starotestamentowych opowieści o stworzeniu świata. To wprost niewiarygodne.
Zastanawiasz się nad tym, w jaki sposób można obalić te biblijne zapisy. A czy zastanawiałeś się nad tym, skąd starożytni izraelscy autorzy biblijnych opowieści o stworzeniu świata, piszący orientacyjnie w pierwszej połowie pierwszego tysiąclecia przed nasza erą, wiedzieli o tym, jak przed miliardami lat powstał obserwowany przez nich świat, tj. Słońce, Ziemia, Księżyc i gwiazdy, a na końcu zwierzęta i "pierwsi" ludzie? Czy zastanawiałeś się nad tym, z jakich źródeł pisanych oni korzystali? A czy zastanawiałeś się, skąd owi skrybowie wiedzieli o tym, że głównym autorem dzieła stworzenia był Bóg-demiurg imieniem Jahwe? Kto im te wiadomości przekazał i skąd ten ktoś to wszystko wiedział? A czy zastanawiałeś się nad tym, że te opowieści nie dość, że są wzajemnie sprzeczne, to jeszcze absolutnie niezgodne nie tylko z wynikami badań współczesnej nauki, ale ze zwykłym zdrowym rozsądkiem?
Czy zadałeś sobie kiedykolwiek te pytania?
>Nie wydaje Ci się, że za historyczne uznaje się to, na co ma się dowody historyczne?
Tu jestem gotów się z Tobą zgodzić. Przedstaw zatem te historyczne dowody dotyczące dzieła stworzenia, Adama, Ewy i ich dzieci, potopu, Noego, patriarchów, Mojżesza i Aarona, plag egipskich oraz wyprowadzenia Izraelitów z Egiptu.
>A historia przecież toczyła się wcześniej, niezależnie od posiadanych przez nas dzisiaj dowodów.
Niewątpliwie się toczyła. Ale to wcale nie znaczy, by bezkrytycznie wierzyć w podania i ludowe legendy tylko dlatego, że zostały opisane w pewnym piśmie zwanym Starym Testamentem.
>Zatem nie wiadomo jak było.
Wiadomo, wiadomo. Dużo wiadomo. Kto chce wiedzieć, ten wie. Ale trzeba czytać, dużo czytać, ale poważne opracowania, a nie jakieś pseudonaukowe dyrdymały.
>>Nie było Adama i Ewy w raju, nie byli oni pierwszymi ludźmi, bo nie było "pierwszych" ludzi. Ludzie nie pojawili się nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, lecz powstali w stopniowym, bardzo wolnym procesie ewolucji. >Być może tak jest, jak piszesz.
Nie być może, ale na pewno.
>>Nie było Abrahama, Izaaka, Jakuba, Józefa i jego braci, a ich imiona to w większości eponimy. >I to dowodzi że nie istnieli?
To akurat nie, ale faktem jest, że jak dotąd nic nie potwierdza historyczności patriarchów.
>>Nie było Mojżesza i Aarona, a przebieg exodusu i sposobu przekazania Prawa to opisy powstałe znacznie później, w epoce powygnaniowej, nie wcześniej niż w V w. p.n.e. A przecież mówiąc o starotestamentowym exodusie myślimy o XIII wieku p.n.e. >Jest jeszcze wiele innych niezrozumiałych i sprzecznych z naszą wiedzą zapisów w Biblii, to oczywiste.
A dlaczego oczywiste? Niemniej domyślasz się zapewne, że nie działa to na korzyść wiarygodności Biblii.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| |  | 17 na 17 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >>Doskonale wiemy, jakie wydarzenia oraz wypowiedzi Jezusa są historyczne, a jakie są wyłącznie wymysłem autorów ksiąg NT lub późniejszych ich redaktorów. (...) Jezus (...) nie zamierzał zakładać Kościoła, ani też nie polecił apostołom powszechnej ewangelizacji. (...) Nie zapowiedział apostołom swojej męki i śmierci na krzyżu, a następnie zmartwychwstania trzeciego dnia, gdyż absolutnie nie spodziewał się takiego rozwoju sytuacji. (...) Nie ogłosił się ani mesjaszem, ani tym bardziej synem bożym >Niestety nie mam zapewne tak dużej wiedzy jak Ty w tym temacie, ale kilka rzeczy mnie dziwi: >- na jakiej podstawie stwierdzasz, że Jezus nie zamierzał zakładać Kościoła,
Bo czytam, dużo czytam. A z tego co na ten temat wyczytałem wypływają następujące wnioski:
(1) Wszyscy badacze są zgodni, że Jezus nigdy nie zamierzał zakładać Kościoła powszechnego, instytucjonalnego.
(2) Obietnica złożona Szymonowi-Piotrowi jest jedynym fragmentem w czterech ewangeliach w którym Jezus mówi o ustanowieniu Kościoła, a Szymona-Piotra mianuje kamieniem węgielnym przyszłej wspólnoty. Oto te słowa: A ja ci powiadam, że ty jesteś Piotr [aram. kefas, gr. petros] i na tej opoce [=skale; aram. kefa, gr. petra] zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą (Mt 16, 18).
(3) Słowa te występują wyłącznie u Mateusza. Brak ich u Marka, tj. w najstarszej ewangelii, pomimo że scena, której fragmentem są owe słowa znajduje się również Marka, a także pomimo tego, że to Mateusz ściągał od Marka, a nie odwrotnie. Brak tych słów u Marka jest tym bardziej znamienny, że - według Kościoła - Marek był towarzyszem Piotra i spisał ewangelie w oparciu o to, co o Jezusie od niego usłyszał. Trudno sobie wyobrazić, by Piotr nie opowiedział Markowi, że Jezus uczyni go przywódcą przyszłego Koscioła.
(4) Jak wynika z punktu (3) słów tych brak również w dwóch pozostałych ewangeliach, tzn. u Łukasza i u Jana, pomimo że Łukasz również przedstawia scenę, do której Mateusz włożył rzekome słowa Jezusa.
(5) Argument przedstawiony w punktach od (2) do (4), tj, fakt, ze mianowanie Piotra na opokę przyszłego Kościoła występuje wyłącznie u Mateusza, a brak jest go u pozostałych synoptyków i u Jana, świadczy dobitnie o tym, że te rzekome słowa Jezusa, tj. Mt 16, 18 a szerzej wersety od 17 do 19 są późniejszym, wtórnym nawarstwieniem, tzn. że są nieautentyczne.
(6) W Ewangelii Mateusza - i znowu tylko w niej - znajduje się jeszcze jeden werset, a mianowicie Mt 18, 17, w którym w usta Jezusa dwukrotnie włożono w usta słowo "Kościół". W tym przypadku chodzi jednak nie o Kościół powszechny, lecz o lokalny "zbór" i to właśnie słowo znajduje się w tym wersecie w wielu polskich tłumaczeniach Ewangelii Mateusza. Oczywiście werset ten również uważany jest przez badaczy za nieautentyczny.
Podam jeszcze kilka bardzo mocnych argumentów na rzecz tezy, że Jezus nie zamierzał zakładać żadnego Kościoła:
(7) Podstawowym przesłaniem nauczania Jezusa było głoszenie królestwa Bożego (niebieskiego), królewskiej władzy (basileia) Boga. Koncepcja ta występuje u synoptyków ponad sto razy, a sam termin "królestwo Boże" - około osiemdziesiąt razy. Jak w związku z tym wytłumaczyć fakt, że słowo "Kościół" - w znaczeniu Kościoła powszechnego - pojawia się wyłącznie u Mateusza i to tylko jeden raz, a ponadto jeszcze dwa razy w znaczeniu lokalnego zboru.
(8) Jezus nigdy nie uzależniał wstępu do królestwa Bożego od przynależności do jakiejś zinstytucjonalizowanej organizacji.
(9) Jezus nie zamierzał tworzyć Kościoła o zasięgu światowym (powszechnym), gdyż swoje przesłanie głosił tylko Żydom (Mt 15, 24), swoim apostołom zabronił działać wśród pogan i Samarytan (Mt 10, 5), tylko Żydom nadał tytuł "synów królestwa" (Mt 8, 12), a także uznawał, że nie-Żydzi są niegodni jego nauczania i określał ich pogardliwie mianem "wieprzów" i "psów" ("szczeniąt") (Mk 7, 27; Mt 6, 6; Mt 15, 26).
Mam nadzieję, że tyle argumentów wystarczy i jeśli nawet nie uznasz od razu, że Jezus naprawdę nie zamierzał stwarzać żadnego Kościoła oraz nie uczynił Piotra jego opoką, to przynajmniej zastanowisz się nad tym, co napisałem.
Nawiasem mówiąc, jaka jest wobec powyższego pozycja papieża jako następcy św. Piotra? A na kopule rzymskiej bazyliki św. Piotra złotymi zgłoskami wypisane są słowa wersetu Mt 16, 18 (cytowanego na początku niniejszej wypowiedzi), pomimo że Jezus słów tych nie wypowiedział. Czy potrafisz się do tego ustosunkować?
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
 | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Nie było ewolucji człowieka, dopóki Adaś z Ewą byli nieśmiertelni > w Raju. Bo niby jak?
Jeśli przyjmie się w rozumowaniu, że to, co podaje tutaj Biblia było faktem historycznym ze wszelkimi raju konsekwencjami które podajesz, to istotnie ewolucji nie mogło w nim być. I to jest właśnie kolejna głupota, która z takich "przyjęć" wynika. Esencja wody z mózgu. Trochę się dziwię, że tego nie dostrzegasz.
> Biblia nic nie mówi o dzieciach w raju. Dopiero jak ich wypieprzono > z raju, wtedy dzieci się rodzą i wtedy masz głód, choroby, śmierć (ewolucja!). > Nie ma zatem żadnej sprzeczności.
I zapewnie uważasz, że to ma jakiś luźny choćby związek z faktami.. Pozwól, ze zadam Ci kilka pytań: a) jak długo trwał raj i kiedy to było? b) czy jak trwał, to tylko ewolucji ludzkiej w nim nie było, czy ewolucji zwierząt też? c) czy można spodziewać się w wykopaliskach tej "rajowej" ewolucyjnej luki? Hm..
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
|  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Pozwól, ze zadam Ci kilka pytań:> a) jak długo trwał raj i kiedy to było?> b) czy jak trwał, to tylko ewolucji ludzkiej w nim nie było, czy ewolucji zwierząt też?> c) czy można spodziewać się w wykopaliskach tej "rajowej" ewolucyjnej luki? Pius XII grubo się pomylił: nigdy nie było "pierwszego człowieka"; populacja ludzi nigdy nie spadła ani do legendarnej pary Adama i Ewy, ani nawet do małej grupy ludzi.www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,563618#w564887Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| |  | 3 na 3 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Dziękuję p. Andrzeju za linkowanie. Szkoda, że nie widziałem w zeszłym roku tamtej rozmowy. Pozwoli Pan, że za pośrednictwem Pana odniosę się tutaj do kilku postulatów i stwierdzeń worka_kosci z tamtej rozmowy z Fizykiem: Czy Pius XII pisał o ciele "pierwszego człowieka" dosłownie, czy metaforycznie? Jeśli dosłownie, to czy wiedział o wschodzie od Edenu? Ma to dalsze swoje konsekwencje: czy ludzie na wschodzie od Edenu mieli swój drugi, konkurencyjny raj, czy nie mieli? Czy ich potomkowie bez udziału krwi Adama i Ewy żyją może nadal wśród nas, czy nie? worek_kosci napisał: Cytat:Fakt, że Biblia opisuje istnienie innych ludzi w czasach "Adama i Ewy", dość jasno ukazuje metaforyczny charakter tej opowieści. Ale napisał również: Cytat: nawet z Biblii nie wynika, że na początku były tylko dwie osoby. To mamy traktować Bibię metaforycznie, czy nawet miejscami dosłownie? worek_kosci: Cytat:mamy tutaj dwa założenia: 1. Ludzie posiadają swojego wspólnego przodka (co obrazowo, metaforycznie, a nie dosłownie, opisuje Biblia). 2. Ludzie są skłonni do zła. Samotny punkt drugi bez przeciwwagi i bez wytłumaczenia skąd to się bierze, to przystanek wpół drogi. Kompulsywne propagowanie go z pominięciem innych odkryć w XXIw. jest o tyle dziwne, że z dużymi sukcesami ten impas przekracza współczesna psychologia. Po poznaniu jej założeń i wyników badań okazuje się, że człowiek nie jest skłonny do zła "z definicji". W pewnych warunkach jest nawet skłonny do dobra, bez skłonności do zła. worek_kosci: Cytat:No i w świetle teorii ewolucji koncepcja monogenizmu, czyli wspólnego przodka (pochodzącego prawdopodobnie z Afryki) jest wciąż żywą hipotezą, a nawet nie trzeba się powoływać na współczesną psychologię, aby stwierdzić, że teza iż człowiek potrafi być zły, jest dość oczywista. Niestety nadal nie rozumiem, co ma wspólnego teza naukowców o grupie pierwszych ludzi w Afryce i lansowany przez religię katolicką powód skłonności człowieka na przestrzeni dziejów do zła. Mam nadzieję, że worek_kosci może to kiedyś wyjaśni. Mój punkt widzenia: Współczesna psychologia nie tyle mówi, że człowiek potrafi być zły (co jest oczywiste) ale tłumaczy dlaczego tak się dzieje, nie korzystając z - jak to kreślił worek - metaforycznego charakteru opowieści o pierwszych (pierwszych?) rodzicach. Ta mityczna opowieść psychologii nie jest do niczego potrzebna, ponieważ - jak się okazało - jest szkodliwa i bez oparcia w rzeczywistości. Co niestety niektórym osobom w niczym nie przeszkadza ją dalej głosić.
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | |  | 2 na 2 | worek kości (2937 punktów) | >To mamy traktować Bibię metaforycznie, czy nawet miejscami dosłownie?
Każdy może sobie traktować Biblię tak, jak mu się podoba, ale katolicy, aby nazywać siebie katolikami, przyjmują wyjaśnienie Kościoła. Jeśli KK mówi, że ten fragment jest metaforyczny, a tamten dosłowny, to katolik musi się z tym zgodzić.
>złowiek nie jest skłonny do zła "z definicji". W pewnych warunkach jest nawet skłonny do dobra, bez skłonności do zła.
W naturze nie ma zła. Dzieją się różne rzeczy, materia się kotłuje i miesza - i tyle. To człowiek wartościuje. Ludzie uważają, że zabójstwo jest złe, ale można sobie wyobrazić świat, w którym ludzie uważaliby zabójstwo za coś dobrego. Psychologia ewolucyjna może nam wyjaśnić, czemu w danej społeczności jedne zachowania uważane są za złe, a inne za dobre, ale nie powie nam nic na temat tego, czym jest zło lub dobro w ogóle. Psychologia jest więc nauką opisową, a nie normatywną. Może opisać społeczności, które posługują się terminami "zło" i "dobro" w różnych okolicznościach, ale nie powie, czy zachowanie tych społeczeństw jest dobre lub złe w ogóle.
>nie rozumiem, co ma wspólnego teza naukowców o grupie pierwszych ludzi w Afryce i lansowany przez religię katolicką powód skłonności człowieka na przestrzeni dziejów do zła.
Nic. To są dwie oddzielne tezy. 1. Ludzie mają wspólnego przodka (hipoteza wyjścia z Afryki). 2. Ludzie są skłonni do zła.
>Współczesna psychologia nie tyle mówi, że człowiek potrafi być zły (co jest oczywiste) ale tłumaczy dlaczego tak się dzieje
Moim zdaniem, to są dwa poziomy wyjaśniania.
1. Psychologia wyjaśnia bezpośrednie przyczyny zachowania (które w danej kulturze traktuje się jako dobre lub złe), np. ktoś bije dzieci, ponieważ sam był bity i wyrobił mu się taki nawyk. 2. Religia, na swój religijno-mitologiczny sposób wyjaśnia skąd w ludziach zdolność to myślenia w kategoriach dobra i zła.
bembergiem w berg
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > W naturze nie ma zła. Dzieją się różne rzeczy, materia się kotłuje i miesza - i tyle.Tu pełna zgoda. > To człowiek wartościuje. Ludzie uważają, że zabójstwo jest złe, ale można> sobie wyobrazić świat, w którym ludzie uważaliby zabójstwo za coś dobrego.Wyobrazić sobie można. I tylko tyle, bo w rzeczywistości, jaką mamy długo by nie przetrwał. > Psychologia ewolucyjna może nam wyjaśnić, czemu w danej społeczności> jedne zachowania uważane są za złe, a inne za dobre, ale nie powie nam nic> na temat tego, czym jest zło lub dobro w ogóle.Tak, tylko religię na to stać, aby to mówiła. Po co Ci dociekać, czym jest w istocie zło? Nie wystarczy, że wiemy, że działa niekorzystnie na grupy ludzi, prowadzi do rozbicia ich integralności, satysfakcji z przeżywanego czasu, wreszcie sprowadza na członków krzywdę która sprawia, że żyje się znacznie poniżej dostępnego poziomu? Nie wystarczy, że wiemy i unikamy? > Psychologia jest więc nauką opisową, a nie normatywną. Może opisać> społeczności, które posługują się terminami "zło" i "dobro" w różnych> okolicznościach, ale nie powie, czy zachowanie tych społeczeństw jest> dobre lub złe w ogóle.Pytanie komu potrzebny jest taki meta-poziom: zachowanie społeczeństw dobre / złe w ogóle. I czy takie kategoryzowanie samo w sobie nie sprowadza jakiegoś zła? > > nie rozumiem, co ma wspólnego teza naukowców o grupie> > pierwszych ludzi w Afryce i lansowany przez religię katolicką powód> > skłonności człowieka na przestrzeni dziejów do zła.> Nic. To są dwie oddzielne tezy.> 1. Ludzie mają wspólnego przodka (hipoteza wyjścia z Afryki).> 2. Ludzie są skłonni do zła.Po co Religia je złączyła w Księdze Rodzaju? > 1. Psychologia wyjaśnia bezpośrednie przyczyny zachowania> (które w danej kulturze traktuje się jako dobre lub złe), np. ktoś> bije dzieci, ponieważ sam był bity i wyrobił mu się taki nawyk.Religia natomiast podjęła się znalezienia praprzyczyny. Pytanie o skuteczność tego podejścia. Religia ma ponoć człowiekowi służyć.. > 2. Religia, na swój religijno-mitologiczny sposób wyjaśnia skąd w> ludziach zdolność to myślenia w kategoriach dobra i zła.Psychologia również to wyjaśnia, dokładniej pokazuje, co za tym myśleniem stoi. Religia uważa np. za grzech (zło) obcowanie dorosłego z małym dzieckiem (pedofilia). Przygotowała z resztą całe mechanizmy odpuszczania tego typu grzechów, po uprzedniej spowiedzi. Niestety czasem staje przed dziwnymi dla niej zjawiskami: np. w kulturze dzikich plemion kompletnie nie zdarzają się przypadki pedofilii. Nie ma również wielu innych grzechów typu kłamstwo. Złodziejstwo, czy też zabójstwa załatwia się skutecznie wewnątrz danej grupy, co ciekawe - nie krwawo. Jak myślisz, co na ten temat miałaby do powiedzenia psychologia, a co Religia Katolicka? I co z takim dzikim delikwentem po spotkaniu zrobiliby przedstawiciele obydwóch podejść? Gdzieś słyszałem, że że misjonarze wśród dzikich plemion musieli najpierw nauczyć tych ludzi, jak być grzesznym (czuć się grzesznym) na katolicki sposób, zeby później odczwali potrzebę miłośc do Mesjasza (Odkupicielo-Zbawiciela), potrzebę spowiedzi itp. Zazwyczaj łatwo to nie szło, oj nie szło.. Ale w końcu, przy użyciu różnych innych sztuczek się udawało  pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
 | | zaqmko (15 punktów) |
>Jednak, nigdy nie brałem na poważnie tego wyciągania żebra, lepienia z prochu ziemi, itd. ... Dla mnie jest oczywiste, że to przenośnia. Nie widzę też, żadnego problemu, aby było to jakoś sprzeczne z byciem chrześcijaninem. No właśnie jest sprzeczne, bo sam sobie wybierasz co jest przenośnią a co nie. Dla mnie również nie poważnym jak twój przykład z żebrem, ziemią itp. jest narodziny dziecka z dziewicy, chodzenie po wodzie, przemienienie chleba w ciało. Ale podziwiam obiektywność w Twojej wypowiedzi.
|
|
-1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | > Poza tym która z poniższych rzeczy jest najlepszym dowodem na istnienie inteligentnego i kochającego> Stworzyciela?> a) Karaibski zachód słońca,> b) Wrzaski młodej foki, rozrywanej na strzępy przez rekina,> c) Pierwszy raz, gdy twoje idealne, nowo narodzone dziecko uśmiecha się do ciebie,> d) Prędkość z jaką wirus Ebola zmienia organy afrykańskiego dziecka w płyn.> ?> Doskonały świat gdzie 3/4 zajmują tereny nie zdatnej do spożycia wody, pustynie, lodowce, wirusy,> pasożyty i pożeranie żywcem aby przeżyć?> Gdzie tutaj miejsce dla Boga, który ponoć obdarza wolną wolą - a co za tym idzie daje nam szanse> decydowania o swoim losie, kiedy na skutek (najwyraźniej stworzonych przez niego samego chorób)> nasze dzieci nierzadko umierają już w łonach matek, lub tuż po narodzeniu?> Do tablicy wywołuje Panów worka kości, Pawłowskiego, Arminiusa i Moralewicza.  Ta część Twego postu to stare jak świat oskarżenie Boga o zło i cierpienia, to niby dowód na to, że bóg nie istnieje, bo jakby dobry, kochający bóg pozwolił na zło i cierpienia... To jest klasyczny przykład miaszania dwóch porządków: boskiego i ludzkiego. Mogę Ci to bardzo łatwo i w jasny sposób wyjaśnić na przykładzie. To wszystko o czym piszesz: śmierć, głód, brak wody, choroby itd ... to cierpienie, straszne rzeczy, dla Ciebie, dla mnie. Ale czy dla kogoś, kto wie (WIE), że życie na ziemi to tylko etap (krótki), przygotowanie do życia w niebie? Czy my ludzie dorośli, nie jesteśmy takimi małymi "bogami" dla naszych dzieci, gdy niepozwalamy im na coś, gdy ich karzemy, gdy zmuszamy ich do nauki, treningu, leczenia (wiesz te zastrzyki, gorzkie lekarstwa). Czy te dzieci, nie krzyczą wtedy, nie tupią, nie złoszczą się? Nie cierpią? Dla nas to przykre, ale wiemy (WIEMY), że to tylko chwila, etap, aby potem żyć lepiej, zdrowiej szczęśliwiej. Oczywiście można zadać pytanie: dlaczego bóg tak to wymyślił? Dlaczego nie możemy żyć bez chorób, cierpienia? Niestety nie wiem, mogę się tylko domyślać stosując ludzką logikę: - może dlatego, że wkurzony jest za ten grzech pierworodny i teraz musimy jakby zasłużyć na lepsze traktowanie, - może dlatego, że uważa, iż coś dane bez wysiłku nie będzie docenione (jak to Adaś z Ewą niedocenili), - może dlatego, że mamy wolną wolę i uważa, że dobro powiniśmy wykuć sami, - ...
|
|
 | 7 na 7 | nobodylikeyou (972 punktów) | >Ta część Twego postu to stare jak świat oskarżenie Boga o zło i cierpienia, to niby dowód na to, że bóg nie istnieje, bo jakby dobry, kochający bóg pozwolił na zło i cierpienia...
>To jest klasyczny przykład miaszania dwóch porządków: boskiego i ludzkiego.
Założenie: - Bóg istnieje - Bóg jest stwórcą wszystkiego - Bóg kocha człowieka - chce jego dobra - daje mu wolną wolę - Bóg jest Wszechmogący
Sprzeczności: 1. Na stworzonej przez niego planecie istnieją także wirusy i pasożyty - co za tym idzie ich twórcą, bądź współtwórcą jest Bóg. Mógł ich jednak w ogóle nie tworzyć.
2. Ludzkie płody oraz nasze dzieci nierzadko umierają na skutek śmiertelnych chorób i często wciąż nieuleczalnych chorób. Daje to zatem jedynie złudzenie wolnej woli, kiedy losowi ludzie nie mają szansy z niej skorzystać.
3. Niektóre zwierzęta uśmiercają inne w wyjątkowo upiorny sposób jak np. pożeranie żywcem bezbronnych piskląt przez watahy mrówek. Zjadane żywcem ofiary cały czas odczują przy tym rozdzierający ból. Przeczy to miłosierdziu i sprawiedliwości bożej wobec naszych "braci mniejszych"
Ergo: Świat, który powstał i rozwinął się bez judeo-chrześcijańskiego Boga jest o wiele bardziej do usprawiedliwienia, niż fikcyjny i absurdalny tyran, który chce, lecz nie może - co podważa jego Wszechmoc. Lub może, a nie chce, co przeczy jego atrybutom dobroci i sprawiedliwości.
|
|
|  | | Brzostowski (7067 punktów) | Przykro mi, że nie podjął Pan dyskusji z przykładem, który napisałem w poście na który Pan odpowiada. Wymowne jest to, że akurat tej jego częsci Pan nie zacytował.
Z ludzkiego punktu widzenia, to co Pan napisał jest w dużej mierze słuszne. Tyle tylko, że Pan pisze o bogu ... i nakazuje mu Pan, aby był dla Pana zrozumiały, a jesli nie jest to tyran lub go nie ma. Nie wydaje się Panu to nielogiczne lub nawet dziecinne (proszę wrócić do mojego przykładu z dziećmi). Oczywiście, ja nie wiem jak jest, ale mój wywód wydaje się bardziej logiczny niż pański.
|
|
| |  | 14 na 14 | nobodylikeyou (972 punktów) | >Z ludzkiego punktu widzenia, to co Pan napisał jest w dużej mierze słuszne. Tyle tylko, że Pan pisze o bogu ... i nakazuje mu Pan, aby był dla Pana zrozumiały, a jesli nie jest to tyran lub go nie ma. Nie wydaje się Panu to nielogiczne lub nawet dziecinne (proszę wrócić do mojego przykładu z dziećmi). Oczywiście, ja nie wiem jak jest, ale mój wywód wydaje się bardziej logiczny niż pański.
Na potrzeby dyskusji z teistą potrafię spojrzeć na problematykę z perspektywy drugiej osoby, mówiąc o Bogu tak jak gdyby istniał naprawdę, co zawsze, mam nadzieję, zmusi teistę do zweryfikowania poglądu o nim samym na drodze logicznego myślenia;
Skoro jest taki Dobry i Sprawiedliwy, dlaczego przekracza swoje uprawnienia (nie ingerowanie w wolną wolę człowieka), jednocześnie wybiórczo przecinając tą możliwość pewnej części ludzkości, która miała pecha urodzić się ciężko chora, lub umrzeć jeszcze w łonie matki? Odpowiedź- formułka: "niezbadane są wyroki boskie" - zdaje się brzmieć tutaj wyjątkowo niechlujnie. Zaproponowane przez Pana potencjalne odpowiedzi jedynie jeszcze mocniej zaprzeczają jego Dobru: >- może dlatego, że wkurzony jest za ten grzech pierworodny i teraz musimy jakby zasłużyć na lepsze traktowanie, >- może dlatego, że uważa, iż coś dane bez wysiłku nie będzie docenione (jak to Adaś z Ewą niedocenili), >- może dlatego, że mamy wolną wolę i uważa, że dobro powinniśmy wykuć sami,
BO CZYMŻE ZASŁUŻYŁY SOBIE NASZE DZIECI, KTÓRYCH NIE BYŁO JESZCZE W TAMTYM MOMENCIE NA ZIEMI??!
Skoro przy tych wszystkich pozytywnych cechach jest także Wszechmogący i Wszechwiedzący, dlaczego więc z góry akceptuje że wytwory jego działalności przeczą jego atrybutom, vide wspomniane wirusy i pasożyty zabijające już ludzkie płody i niczemu niewinne dzieci, które nie mają przez to nawet cienia szansy na skorzystanie z daru wolnej woli?
NO I TO RZEKOME WKURZENIE U ISTOTY, KTÓRA (jak sama wielokrotnie podkreśla) JEST WSZECHWIEDZĄCA...
Moje "pretensje" w jego kierunku są zatem w istocie pretensjami do bezrefleksyjnego umysłu teisty, który zamiast kierować się logiką modalną broni się emocjami. Częścią abstrakcyjnej myśli, mającą zmusić mojego kontr dyskutanta do zadania sobie pytania kluczowego;
"A co jeśli faktycznie Mój Bóg jest jedynie wytworem fantazji literackiej hebrajskich nomadów, rozwiniętym z czasem przez ich późniejszych potomków; zhellenizowanych Żydów i byłych pogan?"
"Co jeśli zdam sobie z tego sprawę i wszystkie powyższe sprzeczności okażą się logicznie wytłumaczalne, poprzez przerzucenie ich na karb nie do końca trzeźwo logicznej mentalności ówczesnych ludzi?
Niestety jak dotąd taka argumentacja przynosi skutek tylko u tzw. wątpiących. Dla tych przekonanych - takich jak Pan, niemożność spojrzenia na obraz Boga nie-na-klęczkach jest niestety niemożliwa. Powiem nawet więcej, dla takich ludzi wiara w rzeczy absurdalne i wewnętrznie sprzeczne jest nawet powodem do dumy. Sądzą że dzięki temu bardziej podobają się Bogu. Mnie niestety tego typu argumentacja nie przekonuje, tym samym od kiedy zrobiłem sobie takie o to zestawienie:
"Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony." - Jezus Chrystus, Mk 16:15-16
"Kto wierzy w Syna, ma życie wieczne; kto zaś nie wierzy Synowi, nie ujrzy życia, lecz grozi mu gniew Boży". -J.C., J 3:36
"Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli." - J.C., J 20:29
Kontra:
"Śmiało kwestionuj nawet istnienie Boga, albowiem, jeśli jakikolwiek Bóg istnieje, bardziej cenić sobie musi hołd rozumu niż ślepego lęku." - Thomas Jefferson, fragment prywatnej korespondencji do jego bratanka
"Nie umiem wyobrazić sobie Boga nagradzającego i karzącego tych, których stworzył, a którego cele są wzorowane na naszych własnych - krótko mówiąc, Boga, który jest jedynie odbiciem ludzkich słabości." - Albert Einstein
I paradoksalnie zamiast paść na kolana, utwierdziłem się ostatecznie że oto mam do czynienia z genialną machiną ogłupiania i trzymania w ryzach ludzi, przez ludzi, a co za tym idzie wiarą wymyśloną przez człowieka.
Od tego momentu wszystkie nieścisłości pękły niczym bańka mydlana. A świata najwyraźniej nie stworzył żaden byt nadprzyrodzony, który ponadto zostawia nam bestsellery o nim samym.
|
|
| | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Skoro jest taki Dobry i Sprawiedliwy,Polecam tu WitwickiegoCytaty z książki Witwickiego: "Przekonania i uczucia z tej dziedziny lubią półmrok i półświadomość. Do wyjątków, przynajmniej u nas, należą jednostki, które bez obawy i otwarcie wynoszą na światło poważnej wymiany myśli w rozmowach prywatnych, na zebraniach towarzystw lub w czasopismach."
"Podobnie i sama wiara - podstawą jej i fundamentem jest powaga samego Boga, który objawienie daje, a nie może sam się mylić ani kogokolwiek w błąd wprowadzać, na ogół - jeżeli Pan Bóg inaczej nie zrządzi - wiara rodzi u poszczególnych jednostek pewność wyłącznie tylko moralną, a nie pewność konieczną. Pewność, jaka się wiąże z wiarą, jest ze względu na swą zasadę nadnaturalna i przewyższa każdą inną pewność - nawet metafizyczną, ale ze względu na swój przedmiot, to znaczy tajemnice w Bogu ukryte, przedmiotowo może dorównywać tylko pewności moralnej. Wierząc wierzymy ze względu na powagę Boga, od którego objawienie pochodzi, w tajemnice, które stworzony umysł ludzki przewyższają do tego stopnia, że mimo faktu objawienia i przyjęcia wiary one dalej pozostają zakryte i jakby mgłą otoczone".
"Wierzący sami czują, kiedy najlepiej nie myśleć, nie zastanawiać się, nie odpowiadać sobie samemu na pytanie, nie zadawać pytań, nie zestawiać swoich dwóch stanowisk w tej samej sprawie na dwóch polach, kiedy unikać rozmowy na ten temat, a nawiązaną przerwać lub odwrócić ją na temat inny, czego nie czytać i co zapomnieć, o czym nie wiedzieć w danej chwili, choć się to wie w głębi duszy i wtedy, i poza tym momentem"
"To, czego od ludzi oświeconych teologowie wymagają, to wygląda na supozycje. Przekonania oparte na rzeczywistości nieodpartej, obiecują im dopiero w życiu przyszłym. Za życia mają tylko wierzyć - po śmierci zobaczą. Nie mają żadnego obowiązku pozbywać się swoich wiadomości, spostrzeżeń, wniosków, zasady sprzeczności, czyli swoich przekonań - mają tylko to wszystko poddać powadze Kościoła i nie - 'wiedzieć że', nie - 'spostrzegać' ani 'myśleć że', tylko 'uznawać za prawdę', tzn. wierzyć w to, co im Kościół do wierzenia podaje - wbrew temu, co widzą, wiedzą, myślą - drogą naturalną. Psychologicznie jest to możliwe. W supozycjach, w uczuciach, w aktach woli i w zachowaniu się, w działaniu". Myślę, że w zakończeniu trafną będzie poniższa anegdotka:"Pełna wiara to przecież specjalna cnota. Nie ma grzechu w tym, że się w to lub w owo wątpi, że się krytycznie zapatruje na niejedno. Tak mi powiedział jeden bardzo poważny spowiednik. To jest tak jak u mnie, jak u człowieka zakochanego, który wie, że jego ukochana jest idiotką, ale wierzy najgłębiej, że ona jest mądra, bo jest mu z tym dobrze". www.racjon(*).php/z,0/d,14/s,562660#w564464Proszę się także zastanowić nad wypowiedzią Wacka: www.racjon(*)m.php/z,0/d,8/s,492110#w495088Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | |  | 1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >Na potrzeby dyskusji z teistą potrafię... Bardzo dobrze. Tyle tylko, że Pan od razu w założeniu przyjmuje, że bóg istnieje (dobry, sprawiedliwy, itd...) i jest "do ogarnięcia" przez nas. Potem wychodzi Panu, że są sprzeczności, czyli jest jednak nie do ogarnięcia przez nas, a z tego to pewnie że go w ogóle nie ma. Naprawdę nie dostrzega Pan tutaj błędu? Aby pańskie wywody były logicznie spójne trzeba założyć, że Bóg nie jest doskonały (jest ograniczony ludzką logiką) i wtedy próbować go zrozumieć. Wówczas jednak, ten bóg staje się bardziej "ludzki", skoro bowiem nie jest już doskonały (chociaż cholera wie do końca co to znaczy), to może nie być wszech... i tu pojawi się kłopot dla ateisty (broń Boże dla teisty takiego jak ja), bo wypadnie szereg argumentów przeciw jego istnieniu. Mam nadzieję, że rozumie Pan, cały profil takiej dyskusji. Ale spróbujmy...
>Skoro jest taki Dobry i Sprawiedliwy... Poruszamy się w przestrzeni domysłów i możliwych (potencjalnych odpowiedzi), w związku z tym odpowiem Panu dokładnie tak jak ja uważam, nie uwzgledniając żadnych wstępnych założeń ograniczających.
Ktoś ciężko chory, nie ma wolnej woli? Nie sądzę. Proszę sobie przypomniec przypowieść o talentach: bóg będzie sądził wg tego co dał.
Jeśli chodzi o nienarodzone dzieci, to faktycznie problem. Z ludzkego punktu widzenia trudno twierdzić, że mają wolną wolę, chociaż podobnie jest z małymi dziećmi. Nie znam solidnej odpowiedzi na ten problem i pozostaje mi tylko przyjąć, iż nie mogę tego pojąć. Pan uważa, że to niechlujne? Jednym z najczęściej występujacych wniosków w literaturze naukowej, jest wskazanie obszarów wymagających badania. W ten sposób przyznajmemy się do niewiedzy. Zwrot "niezbadane są wyroki boskie" to nic innego jak przynzanie się do własnej niemocy: niewiedzy lub niemożliwości zrozumienia logicznego. Nie uważam, że to niechlujne, uważam że to uczciwe.
>Zaproponowane przez Pana potencjalne odpowiedzi jedynie jeszcze mocniej zaprzeczają jego Dobru: >>- może dlatego, że wkurzony jest za ten grzech pierworodny i teraz musimy jakby zasłużyć na lepsze traktowanie, >>- może dlatego, że uważa, iż coś dane bez wysiłku nie będzie docenione (jak to Adaś z Ewą niedocenili), >>- może dlatego, że mamy wolną wolę i uważa, że dobro powinniśmy wykuć sami,
Proszę Pana, większość rodzicow w Polsce, bywa wkurzonych na dzieci, stosują różne kary, zmuszają je do odrabiania lekcji, czytania, uczą poszanowania do pracy, pieniędzy, pozwalają na podejmowanie decyzji i nabicia sobie guza. Poza tym dbają o nie jak mogą i są gotowi do poświęceń. Nie są dobrymi rodizcami?
>BO CZYMŻE ZASŁUŻYŁY SOBIE NASZE DZIECI, KTÓRYCH NIE BYŁO JESZCZE W TAMTYM MOMENCIE NA ZIEMI??! >Skoro przy tych wszystkich pozytywnych cechach jest także Wszechmogący i Wszechwiedzący, dlaczego więc z góry akceptuje że wytwory jego działalności przeczą jego atrybutom, vide wspomniane wirusy i pasożyty zabijające już ludzkie płody i niczemu niewinne dzieci, które nie mają przez to nawet cienia szansy na skorzystanie z daru wolnej woli?
Jeśli chodzi o niedoskonałość boskich wytworów, to proszę przypomnieć sobie grzech pierworodny. To jest konsekwencja tego czynu. Jeśli chodzi o problem wolnej woli nienarodzonych, to nie wiem. Przy okazji mam nadzieję, że jest Pan przeciwnikiem aborcji.
>NO I TO RZEKOME WKURZENIE U ISTOTY, KTÓRA (jak sama wielokrotnie podkreśla) JEST WSZECHWIEDZĄCA... >Moje "pretensje" w jego kierunku są zatem w istocie pretensjami do bezrefleksyjnego umysłu teisty, który zamiast kierować się logiką modalną broni się emocjami. Częścią abstrakcyjnej myśli, mającą zmusić mojego kontr dyskutanta do zadania sobie pytania kluczowego; Czy Pan dostrzega u mnie obronę emocjami? Staram się być logiczny jak mogę. W sytuacji jednak gdy nie potrafię zrozumieć, to piszę o tym otwarcie i z braku możliwości zrozumienia nie wyciągam wniosków o świecie. >"A co jeśli faktycznie Mój Bóg jest jedynie wytworem fantazji literackiej hebrajskich nomadów, rozwiniętym z czasem przez ich późniejszych potomków; zhellenizowanych Żydów i byłych pogan?" Proszę Pana, moja wiara wynika z obserwacji świata, jest w zasadzie nie wiarą, a wynikiem obserwacji, chociaż nie ukrywam, że to coraz trudniej rozdzielać.
Nie zmienia to jednak istoty pańskiego pytania. Tak, to możliwe że się mylę, że nie ma żadnego boga. >"Co jeśli zdam sobie z tego sprawę i wszystkie powyższe sprzeczności okażą się logicznie wytłumaczalne, poprzez przerzucenie ich na karb nie do końca trzeźwo logicznej mentalności ówczesnych ludzi? Chętnie wyjaśnię sobie wszelkie sprzeczności, logicznie, twardo, naukowo. Jest bardzo prawdopodobne, że żyjący kiedyś ludzie powymyślali część rzeczy, skoro my dzisiaj wymyślamy, to oni też mogli. >Niestety jak dotąd taka argumentacja przynosi skutek tylko u tzw. wątpiących. Dla tych przekonanych - takich jak Pan, niemożność spojrzenia na obraz Boga nie-na-klęczkach jest niestety niemożliwa. Myli się Pan. Przyjmę do wiadomości każdą prawdę o bogu, każdą nielogiczność jego boskości. Większość zarzutów do boga chrześcijańskiego, które Pan tutaj przytoczył, rzucałem mu "prosto w twarz", czasem zasypiając, czasem modląć się w kościele, czasem patrząc na umierających na raka ludzi, czasem na reportaże z Afryki. >Powiem nawet więcej... >I paradoksalnie zamiast paść na kolana, utwierdziłem się ostatecznie że oto mam do czynienia z genialną machiną ogłupiania i trzymania w ryzach ludzi, przez ludzi, a co za tym idzie wiarą wymyśloną przez człowieka. >Od tego momentu wszystkie nieścisłości pękły niczym bańka mydlana. A świata najwyraźniej nie stworzył żaden byt nadprzyrodzony, który ponadto zostawia nam bestsellery o nim samym.
Z moich doświadczeń wynika że większośc dyskusji o bogu sprowadza się właśnie do tego samego problemu o którym Pan napisał na końcu, do pytania: czy istnieje bóg i jaki bóg. Reszta to tylko drugorzędne dyskusje. Po co bowiem zaczynać dyskusje o tym, że grzech pierworodny jest nielogiczny, itd
|
|
| | | |  | 11 na 11 | Frank Holman (5897 punktów) | >Z moich doświadczeń wynika że większośc dyskusji o bogu sprowadza się właśnie do tego samego problemu o którym Pan napisał na końcu, do pytania: czy istnieje bóg i jaki bóg. Reszta to tylko drugorzędne dyskusje.
To bardzo kiepskie doświadczenie; rzekłbym, że wręcz chyba żadne. Dyskusja powinna się zacząć od podstawy: skąd mielibyśmy brać prawdziwą wiedzę na temat boga i jaki będzie tryb falsyfikacji tej prawdziwości. Na chwilę obecną nie ma takiego źródła, ani metod falsyfikacji, co powoduje, iż dyskusja czy istnieje bóg nie tylko nie jest sednem, ale wręcz nie ma kompletnie żadnego sensu, żadnego oparcia. W jej skutek możemy tylko dojść do konstruktu, co na tym forum ostatnio jest dość modne, że nie można wykluczyć istnienia boga, który nie oddziałuje w żaden sposób na rzeczywisty świat (nie odzwierciedla się w rzeczywistym świecie), w wyniku czego jego obecność jest niewykrywalna metodami z tego rzeczywistego świata. To prawda: nie można wykluczyć istnienia takiego boga, ale.... istnienie takiego boga nie ma kompletnie żadnego znaczenia; nie jest warte nawet jednego zdania na forum.
|
|
| | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>Z moich doświadczeń wynika że większośc dyskusji o bogu sprowadza się właśnie do tego samego problemu o którym Pan napisał na końcu, do pytania: czy istnieje bóg i jaki bóg. Reszta to tylko drugorzędne dyskusje. >To bardzo kiepskie doświadczenie; rzekłbym, że wręcz chyba żadne. >Dyskusja powinna się zacząć od podstawy: skąd mielibyśmy brać prawdziwą wiedzę na temat boga i jaki będzie tryb falsyfikacji tej prawdziwości. Pytanie, czy istnieje bóg, zawiera w sobie to o czym Pan pisze. >Na chwilę obecną nie ma takiego źródła, ani metod falsyfikacji...
Pańskie stanowisko jest naukowe, racjonalne. Musi Pan zatem przyjmować tę oczywistość, że nie wiemy gdzie są źródła wiedzy o bogu, nie możemy jego istnienia falsyfikować, nie możemy wykryć jego oddziaływania, a on i tak może być właśnie obok Pana.
Tak jak elektrony były obok Kopernika, gdy ten biedak nie tylko nie wiedział skąd czerpać o nich wiedzę, jak to falsyfikować, nie mógł odkryć ich oddziaływania, ale nawet nie miał pojęcia że istnieją. A one ISTNIAŁY.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Frank Holman (5897 punktów) | >on i tak może być właśnie obok Pana.
Otóż o tym mówię. Może być! I NIC z tego, kompletnie NIC. Na nic nie wpływa, na nic nie oddziałuje. Istnieje w innej rzeczywistości. Czuli w mojej/naszej nie istnieje lub tak jakby nie istniał. Istnieje sobie, gdzieś obok i tyle. Żadna książka, wypowiedź pogląd, treść, idea, słowo kościoła lub sekty, cokolwiek innego, nie ma z nim nic wspólnego. Oddawanie mu czci, robienie czegokolwiek na niego skierowanego, zwłaszcza w oparciu o ww. pseudoinformacje z tego świata nie ma ani sensu, ani wartości, ani nie jest prawdziwe inaczej niż na zasadzie przypadku, ślepego trafu.... Jaki więc jest cel dyskusji o tym, choćby jednym zdaniem na forum? Żaden! Absolutnie żaden. Dyskusja o niczym
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >Otóż o tym mówię. Może być! I NIC z tego, kompletnie NIC. Na nic nie wpływa, na nic nie oddziałuje. Istnieje w innej rzeczywistości. Czuli w mojej/naszej nie istnieje lub tak jakby nie istniał. Zgadza się. >Istnieje sobie, gdzieś obok i tyle. Tak. >Żadna książka, wypowiedź pogląd, treść, idea, słowo kościoła lub sekty, cokolwiek innego, nie ma z nim nic wspólnego. Oddawanie mu czci, robienie czegokolwiek na niego skierowanego, zwłaszcza w oparciu o ww. pseudoinformacje z tego świata nie ma ani sensu, ani wartości, ani nie jest prawdziwe inaczej niż na zasadzie przypadku, ślepego trafu.... Tego już nie wiadomo. Niektórzy twierdzą, że mieli objawienia. Może mają rację, może nie. Zweryfikować tego nie można. >Jaki więc jest cel dyskusji o tym, choćby jednym zdaniem na forum? Żaden! Absolutnie żaden. Dyskusja o niczym.
Dlatego też z racjonalnego punktu widzenia ma Pan zupełną rację.
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | Frank Holman (5897 punktów) | >Tego już nie wiadomo. Niektórzy twierdzą, że mieli objawienia. Może mają rację, może nie. Zweryfikować tego nie można.
Niektórzy, ale akurat nie Ci na których słowa powołują się organizacje religijne w większości przypadków. Nie można też zweryfikować przypadków objawień, ale można przeprowadzić badania naukowe nad samym zjawiskiem objawienia, czy ono istnieje. W efekcie dowiedlibyśmy przy okazji istnienia boga. Jak dotąd były robione różne badania i tego dotyczące, żadne nie potwierdziły istnienia objawień. Jest też mnóstwo dowodów pośrednich. Jednym z takich moim zdaniem istotnych jest np. to, że ani KrK ani żaden inny główny kościół systematycznie nie wybiera na swojego przywódcę osoby, systematycznie kontaktującej się z bogiem za pomocą objawień. Wszystkie religie w zasadzie (oczywiście to słusznie wg mnie) stawiają tzw. objawienia gdzieś z boku. Trudno się też odnieść do tzw. objawień starych ksiąg starożytnych, ale można się odnieść do tzw. objawień najnowszych, dobrze udokumentowanych, a dotyczących założyciela jednej z najprężniejszych obecnie religii, której wyznawca niedawno dopiero co zostałby Prezydentem najważniejszego obecnie państwa na świecie czyli USA, a chodzi o religię mormońską i jej założyciela, który był ewidentnym bezdyskusyjnym oszustem. Na analizie tego przypadki założenia religii i porównania do innych, które wyglądają nadzwyczaj podobnie, można stawiać naukową tezę, że wszystkie religie objawione to (z całym szacunkiem, dla może przy okazji głoszonych słusznych wartości) merytorycznie tożsamy stek bzdur.
|
|
| | | | |  | 5 na 5 | diogenes (42753 punktów) | >dyskusja czy istnieje bóg nie tylko nie jest sednem, ale wręcz nie ma kompletnie żadnego sensu, żadnego oparcia.
Nie sądzę. Bóg jest psychologicznym, społecznym, politycznym, itp. konstruktem. W tym sesnie należy brać jego specyficzne istnienie pod uwagę. Puste (w sensie logicznym) pojecia mają znaczenia w innych obszarach zjawisk.
>jego [boga] obecność jest niewykrywalna metodami z tego rzeczywistego świata.
Logiczny nonsens. Skoro mówimy, że jego obecność jest niewykrywalna metodami z tego świata, to, konsekwentnie, nie powinien istnieć żaden dyskurs na jego temat (tak jak w czasach Arystotelesa nie istniał dyskurs na temat promieniowania Roentgena). A skoro w ogóle o bogu mówimy, mamy podstawy pytać, dlaczego tak się dzieje, dlaczego mówimy. Jedni odwołuja się do objawienia, inni do warunków społecznych, jeszcze inni do logiki, języka, psychologii, psychiatrii czy zwarcia w elektrycznej instalacji mózgu.
>Chrześcijaństwo jest nie do pogodzenia z Ewolucją
Jak to nie? Mózgi wiernych są jak najbardziej z tego świata i jako takie podlegają ewolucji.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | 6 na 6 | Frank Holman (5897 punktów) | >mogę się tylko domyślać stosując ludzką logikę: A ja mogę mu odpowiedzieć... >- może dlatego, że wkurzony jest za ten grzech pierworodny i teraz musimy jakby zasłużyć na lepsze traktowanie, To niech spierd.... łaski bez, jego spory z naszymi przodkami, to nie nasz a jego foch, h.. mu w d..., poradzimy sobie bez niego, zwłaszcza po naszej śmierci, niech się w d... pocałuje i nie wpird... w nieswoje sprawy >- może dlatego, że uważa, iż coś dane bez wysiłku nie będzie docenione (jak to Adaś z Ewą niedocenili), To niech spierd.... łaski bez, za swój własny wysiłek sami wypłacimy sobie nagrodę, poradzimy sobie bez niego, zwłaszcza po naszej śmierci, niech się w d... pocałuje i nie wpird... w nieswoje sprawy >- może dlatego, że mamy wolną wolę i uważa, że dobro powiniśmy wykuć sami, To niech spierd.... mamy własną wolę, poradzimy sobie zawsze jakoś bez niego, zwłaszcza po naszej śmierci, niech się w d... pocałuje i nie wpird... w nieswoje sprawy
|
|
|  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | Po wstąpieniu Jezusa do nieba, już raczej nie można mówić o bogu w ludzkiej skórze, także trudno będzie bogu spełnić Twoje oczekiwania co do różnych autopieszczot cielesnych. Popełniasz logiczny błąd, mówisz o bogu jakby miał części ciała ludzkiego.
|
|
| |  | 2 na 2 | Frank Holman (5897 punktów) | >Po wstąpieniu Jezusa do nieba, już raczej nie można mówić o bogu w ludzkiej skórze, także trudno będzie bogu spełnić Twoje oczekiwania co do różnych autopieszczot cielesnych. Popełniasz logiczny błąd, mówisz o bogu jakby miał części ciała ludzkiego. > Hehehe Dobra riposta.... PS. Używam tzw. idiomów, które nie odnoszą się de facto do części ciała, ale są synonimami stwierdzenia "odczep się".
|
|
| | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | > PS. Używam tzw. idiomów, które nie odnoszą się de facto do części ciała, ale są synonimami stwierdzenia "odczep się".
Genialne! Rozmawiam sobie tutaj z nobodylikeyou, a Ty odpowiadasz zaczepnie na mój post (nie ja na Twój) i piszesz od razu abym to ja się odczepił? To przedziwna logika. A od kogo mam się odczepić? Od Ciebie? Przecież to Ty pierwszy odpowiedziałeś na mój post.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Frank Holman (5897 punktów) | >> PS. Używam tzw. idiomów, które nie odnoszą się de facto do części ciała, ale są synonimami stwierdzenia "odczep się".Genialne! Rozmawiam sobie tutaj z nobodylikeyou, a Ty odpowiadasz zaczepnie na mój post (nie ja na Twój) i piszesz od razu abym to ja się odczepił? To przedziwna logika. A od kogo mam się odczepić? Od Ciebie? Przecież to Ty pierwszy odpowiedziałeś na mój post.
Oj nie zacietrzewiaj się tak, bo zatracasz racjonalne spojrzenie na rzeczywistość. Skomentowałeś moją odezwę do boga, jeśli miałby on używać takich argumentów, jakie zozstały zapodane. Więc odpisałem, że riposta spoko, ale użyte w mojej odpowiedzi sformułowania "pocałować w d...; h... mu w d..." itp. do idiomy "odczep się"
|
|
| | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >Oj nie zacietrzewiaj się tak, bo zatracasz racjonalne spojrzenie na rzeczywistość. >Skomentowałeś moją odezwę do boga, jeśli miałby on używać takich argumentów, jakie zozstały zapodane. Więc odpisałem, że riposta spoko, ale użyte w mojej odpowiedzi sformułowania "pocałować w d...; h... mu w d..." itp. do idiomy "odczep się"
Jestem daleki od zacietrzewiania się, pojmuję Twoje wyjaśnienie, ale idiomy to Ty stosujesz, że "niech to h..."!
|
|
 | 18 na 18 | Chemiczny_Rudolf (703 punktów) | Ok, więc mam dziecko ciekawe świata, któremu nie pozwalam dotykać zapałek. Pewnego dnia wchodzę do kuchni i widzę, że dzieciak ma zapałki w garści, zatem, jako rodzic, który wie (WIE) co dziecku grozi wywlekam go za kudły do lasu daleko od domu, okaleczam jego ciało (przekleństwem śmiertelności i życia w cierpieniu na przykład), po czym zostawiam przydługi list opisujący jak bardzo się zawiodłem jego nieposłuszeństwem. Opisuję w nim w formie nakazów i zakazów każdy aspekt jego życia. Następnie przed drzwiami domu stawiam dwóch przypakowanych ochroniarzy i płonący miecz, by dzieciak, ani żaden z jego potomków nie dostał się do środka. Okazjonalnie mówię do niego coś przez telefon, a jeśli uznam, że nie usłyszał albo źle zrozumiał to jadę przykładnie skopać mu tyłek za karę. Ale przecież wiem (WIEM), że to całe zamieszanie, trwające zaledwie całe jego życie to tylko krótki przystanek na drodze prowadzącej wprost do kuchni. A tam, jak w każdej dobrej kuchni czeka kakałko i ciastko. Bo ja go kocham, tego małego nieposłusznego bachora... jeszcze tylko muszę się dobrze schować, żeby gówniarz po jakimś czasie nawet nie był pewien czy istnieję...
Świetnie się czyta Twe wypowiedzi, gdy zaczynasz mocnym wejściem - stwierdzeniem, że sama dyskusja o bogu jest uznaniem je istnienia, po czym bez większej zadyszki wprowadzasz swoje zasady, mówiące o dualizmie ludzko-boskim wszelkiego porządku, by chwilę później ogłosić fanfarami zwycięstwo... nie żebym się czepiał, ale nie jest to nic nowego dla kogokolwiek, kto miał jakąś styczność z retorycznym vale tudo uprawianym przez teologów.
Co jest wyznacznikiem woli boga: -dosłowne czytanie wzajemnie sobie przeczących pism natchnionych? -podążanie za religią, w której przytrafiło Ci się być wychowanym? -głośne wołanie nazirejczyków, z których każdy ma swoją interpretację? -samodzielna interpretacja, połączona z tworzeniem religii ad hoc?
A może co innego? Bo przecież żaden w miarę ogarnięty teista nie uwierzy w ten stek bzdur spisany na początku jednej z niezliczonych wersji pisma "świętego". Mgliste objawienia i sprzeczne ewangelie owszem, ale nie jakieś tam bliskowschodnie mity...
|
|
|  | | Brzostowski (7067 punktów) | >Ok, więc mam dziecko ciekawe świata, któremu nie pozwalam dotykać zapałek. Pewnego dnia wchodzę do kuchni i widzę, że dzieciak ma zapałki w garści, zatem, jako rodzic, który wie (WIE) co dziecku grozi wywlekam go za kudły do lasu daleko od domu, okaleczam jego ciało (przekleństwem śmiertelności i życia w cierpieniu na przykład), po czym zostawiam przydługi list opisujący jak bardzo się zawiodłem jego nieposłuszeństwem.
Będąc rodzicem we współczesnym świecie, jak długo zamierzasz pilnować dziecka? Do 5 lat, 10, 50? Jak chcesz wychować odpowiedzialnego syna, córkę, jesli właśnie nie w ten sposób, że jako ojciec widzisz zagrożenia, ostrzegasz, ale nie pilnujesz cały czas, jak niemowlaka. W pewnym momencie pozwalasz mu żyć i doświadczać. Jednak gdy ten robi rzeczy wg ciebie złe to karzesz go. Co w tym nielogicznego?
Oczywiście z boskiego punktu widzenia te nasze ludzkie cierpienia nie są tym samym co dla nas, to nam się wydają takie okropne, tak jak dziecku zastrzyk.
>Opisuję w nim w formie nakazów i zakazów każdy aspekt jego życia. Widzisz, a jednak kocha, nawet gdy się zawiódł na dziecku to jeszcze rady mu daje.
>Następnie przed drzwiami domu stawiam dwóch przypakowanych ochroniarzy i płonący miecz, by dzieciak, ani żaden z jego potomków nie dostał się do środka.
Tak, jeśli się gówniarz nie poprawi nie dostanie tego co miał przedtem. Stanowcze, ale wychowawcze. >Okazjonalnie mówię do niego coś przez telefon, a jeśli uznam, że nie usłyszał albo źle zrozumiał to jadę przykładnie skopać mu tyłek za karę.
No tak, bo cały czas zależy ojcu na dzeiciach. Próbuje raz radami, raz kijem dzieci "wyprostować".
>Ale przecież wiem (WIEM), że to całe zamieszanie, trwające zaledwie całe jego życie to tylko krótki przystanek na drodze prowadzącej wprost do kuchni. A tam, jak w każdej dobrej kuchni czeka kakałko i ciastko
Właśnie tak. Jak się nauczy, zdobędzie stosowną wiedzę, mądrość, dostąpi uczty i szczęścia.
>Bo ja go kocham, tego małego nieposłusznego bachora... jeszcze tylko muszę się dobrze schować, żeby gówniarz po jakimś czasie nawet nie był pewien czy istnieję...
"Spłodził" ojciec dziecko, wychowywał w raju, potem wygonił nieposłusznego bachora, dawał rady, od czasu do czasu "dzwoni", obiecuje kuchnię pełną żarcia, a Ty piszesz że się schował? Jak będzie bachor posłuszny wróci do kuchni, gdzie ojciec siedzi i przytuli łobuziaka.
Oczywiście, ojciec srogi jest, ale widocznie lubi posłuszeństwo.
>Świetnie się czyta Twe wypowiedzi, gdy zaczynasz mocnym wejściem - stwierdzeniem, że sama dyskusja o bogu jest uznaniem je istnienia, Nigdy nie napisałem takiej bzdury. Zacytuj mnie, proszę. >po czym bez większej zadyszki wprowadzasz swoje zasady, mówiące o dualizmie ludzko-boskim wszelkiego porządku, by chwilę później ogłosić fanfarami zwycięstwo... Nigdy nie ogłosiłem żadnego zwycięstwa. Zacytuj mnie, proszę. nie żebym się czepiał, ale nie jest to nic nowego dla kogokolwiek, kto miał jakąś styczność z retorycznym vale tudo uprawianym przez teologów. Czekam aż mnie zacytujesz.
>Co jest wyznacznikiem woli boga: >-dosłowne czytanie wzajemnie sobie przeczących pism natchnionych? >-podążanie za religią, w której przytrafiło Ci się być wychowanym? >-głośne wołanie nazirejczyków, z których każdy ma swoją interpretację? >-samodzielna interpretacja, połączona z tworzeniem religii ad hoc? >A może co innego? Dla mnie, mniej więcej to: "Będziesz miłował Pana Boga twego całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego".
Bo przecież żaden w miarę ogarnięty teista nie uwierzy w ten stek bzdur spisany na początku jednej z niezliczonych wersji pisma "świętego". Mgliste objawienia i sprzeczne ewangelie owszem, ale nie jakieś tam bliskowschodnie mity... Oczywiście, że wielu teistów, wiele treści Pisma rozumie metaforycznie, co nie znaczy, że nie uważają ich za prawdziwe.
|
|
| |  | 9 na 9 | Chemiczny_Rudolf (703 punktów) | > Będąc rodzicem we współczesnym świecie, jak długo zamierzasz pilnować dziecka? Do 5 lat, 10, 50? Jak chcesz wychować odpowiedzialnego syna, córkę, jesli właśnie nie w ten sposób, że jako ojciec widzisz zagrożenia, ostrzegasz, ale nie pilnujesz cały czas, jak niemowlaka. W pewnym momencie pozwalasz mu żyć i doświadczać. Jednak gdy ten robi rzeczy wg ciebie złe to karzesz go. Co w tym nielogicznego> Oczywiście z boskiego punktu widzenia te nasze ludzkie cierpienia nie są tym samym co dla nas, to nam się wydają takie okropne, tak jak dziecku zastrzyk.W "dzisiejszym świecie" to się raczej przedłuża dzieciństwo aniżeli skraca - taka dygresja. Możliwe, że nie wyraziłem się jasno, bądź nie zaznaczyłem dobitnie przesłania mojej małej analogii. Chodziło mi mianowicie o tak okrutną i bezlitosną karę wymierzoną w kogoś, kogo można porównać z dzieckiem właśnie. I to nie z krnąbrnym i upartym jedenastolatkiem, ale raczej z dwu- trzylatkiem, który nie ma pojęcia o świecie. Takie dzieci się uczy. Jak się poparzy to się dmucha na palec i mówi, że teraz już wie czym to grozi i żeby pod żadnym pozorem nie robiło tego więcej. Z Twej wypowiedzi wynika, że nie widzisz nic złego w fizycznym karaniu dziecka, u którego żadna kara nie przyniesie pożądanego rezultatu, bo ono po prostu nie jest w stanie pojąć samej koncepcji "robienia czegoś złego". Co więcej, z twej wypowiedzi wynika, że wszechobecny bóg, który wymaga całkowitego podporządkowania (a takim jest Jahwe, Elohim, El czy jakakolwiek inna postać stwórcy ze Starego Testamentu) nie pilnuje swego stworzenia cały czas (?). Pytasz ile zamierzam się dzieckiem opiekować, po czym prezentujesz koncept ojca, który "opiekować się" (wątpię czy tak można nazwać jego "czyny") mną będzie do końca wszechświata i pierdylion lat dłużej, ojca nieśmiertelnego, który zawsze, zawsze ZAWSZE jest ze mną, nawet w toalecie, nawet przy kopulacji... Dalej, jak na kogoś, kto wciąż zasłania się nieprzenikalną tarczą "niemożności zrozumienia", "niepoznawalności" i "niekompatybilności" boga z ludzką logiką zdajesz się mieć dość dobre źródło wiedzy o tym czym coś jest dla boga, i często przyrównujesz działanie boga do działania ludzi. > Tak, jeśli się gówniarz nie poprawi nie dostanie tego co miał przedtem. Stanowcze, ale wychowawcze.Szczególnie, że mówimy o jednorazowym przypadku, a nie nawet wybryku czy konsekwentnym łamaniu ustalonych reguł... > No tak, bo cały czas zależy ojcu na dzeiciach. Próbuje raz radami, raz kijem dzieci "wyprostować".Żywię głęboką nadzieję, że nie zamierzasz mieć potomstwa. > Właśnie tak. Jak się nauczy, zdobędzie stosowną wiedzę, mądrość, dostąpi uczty i szczęścia.> "Spłodził" ojciec dziecko, wychowywał w raju, potem wygonił nieposłusznego bachora, dawał rady, od czasu do czasu "dzwoni", obiecuje kuchnię pełną żarcia, a Ty piszesz że się schował? Jak będzie bachor posłuszny wróci do kuchni, gdzie ojciec siedzi i przytuli łobuziaka.> Oczywiście, ojciec srogi jest, ale widocznie lubi posłuszeństwo.Wychował w raju "mojego" pra- x10^23455 -dziadka. Mnie tam nie było, nie pamiętam. Na chwilę obecną widzę tylko tłum ludzi krzyczących, że posiedli wiedzę prawdzie poza zasięgiem nałkowego poznania, jedyny szkopuł w tym, że każdy krzyczy co innego, jednocześnie wymachując palcem w kiedunku sąsiadów i twierdząc, że kłamią, mówi przez nich szatan, czy cokolwiek. Faktycznie muszę trochę potrenować układanie analogii, ale 40 minut po północy to chyba nie za dobra pora na to... Niemniej, gdybym osobiście miał takie przygody z moim ojcem, to po wyjściu z "raju" i wydostaniu się spod "opieki" tatuś nie mógłby ode mnie liczyć nawet na dobre słowo, o szklance wody na starość nie wspominając... > >Świetnie się czyta Twe wypowiedzi, gdy zaczynasz mocnym wejściem - stwierdzeniem, że sama dyskusja o bogu jest uznaniem je istnienia,> Nigdy nie napisałem takiej bzdury. Zacytuj mnie, proszę. Cytat: Jeśli rozpoczynasz dyskusję o bogu, Chrystusie itd... przyjmujesz roboczo że istnieje, musi tak być, przeciwnie cała dyskusja jest bez sensu Faktycznie ominąłem wzrokiem słowo "roboczo". Ot, pomyłka. > >po czym bez większej zadyszki wprowadzasz swoje zasady, mówiące o dualizmie ludzko-boskim wszelkiego porządku, by chwilę później ogłosić fanfarami zwycięstwo...> Nigdy nie ogłosiłem żadnego zwycięstwa. Zacytuj mnie, proszę. Cytat:Oczywiście, ja nie wiem jak jest, ale mój wywód wydaje się bardziej logiczny niż pański. > >Co jest wyznacznikiem woli boga: [...]> Dla mnie, mniej więcej to:> "Będziesz miłował Pana Boga twego [...]. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował bliźniego [...]".> Oczywiście, że wielu teistów, wiele treści Pisma rozumie metaforycznie, co nie znaczy, że nie uważają ich za prawdziwe.Ok, ok, metaforyczne, ale prawdziwe, ok... Czyli poza kochaniem boga, którego nie znam i nie mogę, oraz bliźniego jak siebie samego, co jest niemożliwe, bo nie jestem swoim bliźnim tylko sobą, zostają jeszcze takie metafory jak: -nie pozwolisz żyć czarownicy -nie będziesz nosił ubrań ze zmieszanych tkanin -nie będziesz spożywał wieprza -nie będziesz gotował koźlęcia w mleku matki (?) -nie będziesz sporządzał żadnego obrazi, ni rzeźby jakiejkolwiek istoty czy to żywej czy wymyślonej -ukamienujesz krnąbrne dziecko -będziesz składał ofiary za wszystko co pierworodne, jako okup za pierworodnych zabitych przez anioła śmierci w Egipcie -będziesz paliś truchła dwóch cielców dziennie od czasów Mojżesza aż do końca wszechświata... Rozumiem, że to są metafory, rozumiem, że według Ciebie są prawdziwe, ale zdradź mi proszę metodę ich aplikacji do życia codziennego, ich "prawdziwe" znaczenie i wytłumacz fakt, że cały świat poza Tobą myli się w tej kwestii... [+] A co z: "Kto przychodzi do mnie i nie nienawidzi swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, a także swojego życia, nie może być moim uczniem"? Też metafora?
|
|
| | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | > W "dzisiejszym świecie" to się raczej przedłuża dzieciństwo aniżeli skraca - taka dygresja. Możliwe, że nie wyraziłem się jasno, bądź nie zaznaczyłem dobitnie przesłania mojej małej analogii. Chodziło mi mianowicie o tak okrutną i bezlitosną karę wymierzoną w kogoś...obawiam się, że Ty nie rozumiesz do końca mojej analogii i mieszasz radośnie, jak to mają w zwyczaju ateiści dwie logiki. Nie potrafię tego lepiej już wyjaśnić, ale jeszcze raz spróbuję: Jeśli rozmawiamy o bogu, to musimy założyć, że jest on istotą na tyle inną od nas, że możemy go nie rozumieć (chyba, że masz inne zdanie, chociaż wątpięm bo przecież rozmawiamy o bogu judeochrześcijańskim). Próbujemy jednak (cały czas zakładając roboczo, że istnieje), jakoś wyjaśnić sobie kim jest i jaki jest. Stąd moja analogia do relacji ojciec-dziecko. To jest jednak tylko analogia. A Ty tymczasem porównujesz wprost to karanie dziecka z karą dla człowieka, przyjmując ludzki punkt widzenia, bez próby wyobrażenia sobie boga, dla którego to nie ma żadnego znaczenia. To cierpienie ludzi być może jest dla boga niczym, nie dlatego, że jest nieczuły, tylko dlatego, że to nie ma znaczenia z punktu widzenia celu do jakiego dąży. Własnie dlatego, że mam dzieci rozumiem to bardziej niż kiedyś, gdy ich nie miałem. Dziecko płacze w sklepie bo chce zabawkę i już, płacze naprawdę, cierpi naprawdę, łzy i złość są prawdziwe, dla dziecka nie są błahostką, są realne, dziecko potrafi się wtedy tak zapłakać, że aż potem powietrze łapie przez pół godziny. To REALNE cierpienie. Dla mnie to też cierpienie, ale to błahostka, w porównaniu z celem jaki stawiam sobie jako ojciec: wychować syna na odważnego, inteligentnego, uczciwego itd ... Podobnie bóg może patrzeć na nasze cierpienia. Dla nas są realne, dotkliwe, On to widzi inaczej. Czy zakładając roboczo istnienie boga tak trudno założyć także powyższy pogląd? > Dalej, jak na kogoś, kto wciąż zasłania się nieprzenikalną tarczą "niemożności zrozumienia", "niepoznawalności" i "niekompatybilności" boga z ludzką logiką zdajesz się mieć dość dobre źródło wiedzy o tym czym coś jest dla boga, i często przyrównujesz działanie boga do działania ludzi.To wszystko są jedynie moje domysły, racjonalizuję to czego nie mogę zrozumieć, trzymam się jednak założeń podstawowych w dyskusji: zakładam istnienie boga, którego mogę nie rozumieć. Ty czynisz podobnie, tyle że umyka Ci konsekwencja założenia o niemożliwości zrozumienia boga. Umyka Ci bo prawdopodobnie emocje biorą górę nad rozumem (cierpienia). Co jest zrozumiałe, po ludzku. > >Tak, jeśli się gówniarz nie poprawi nie dostanie tego co miał przedtem. Stanowcze, ale wychowawcze.> Szczególnie, że mówimy o jednorazowym przypadku, a nie nawet wybryku czy konsekwentnym łamaniu ustalonych reguł...Niestety tak jest, wygląda na to, że bóg dość surowy. > Mam głęboką nadzieję, że nie zamierzasz mieć potomstwa.I znowu mieszasz dwie logiki. > Wychował w raju "mojego" pra- x10^23455 -dziadka...Cóż, nie wiem dlaczego bóg tak to urządził, że pokarał wszystkich za "Twojego" dziadka. wydaje się iż on patrzy na nas jako na swoje dzieci, jednocześnie "hurtowo" i "detalicznie". Co do tłumu ludzi, nic nie poradzę, ale to też łatwo wyjaśnić. Może bóg pozwala nam na to, abyśmy sami się zorientowali, co dobre, a co złe? Fakt, kosztowna nauka, dla nas. On jednak może to widzieć zupełmnie inaczej. > >Nigdy nie napisałem takiej bzdury. Zacytuj mnie, proszę.> Cytat: Jeśli rozpoczynasz dyskusję o bogu, Chrystusie itd... przyjmujesz roboczo że istnieje, musi tak być, przeciwnie cała dyskusja jest bez sensu > Faktycznie ominąłem wzrokiem słowo "roboczo". Ot, pomyłka.To pomyłka kluczowa. > >Nigdy nie ogłosiłem żadnego zwycięstwa. Zacytuj mnie, proszę.> Cytat:Oczywiście, ja nie wiem jak jest, ale mój wywód wydaje się bardziej logiczny niż pański. Uważasz, że to było ogłoszenie zwycięstwa? To raczej ocena sposobu argumentacji, w dodatku poprzedzona zwrotem "wydaje się", to raczej zaproszenie (wywołanie) do lepszej dyskusji. > >>Co jest wyznacznikiem woli boga: [...]> >Dla mnie, mniej więcej to:> Ok, ok, metaforyczne, ale prawdziwe, ok...Nie rozumiem Twojej ironii, możesz wyjaśnić dlaczego metafora nie może być prawdziwa? Metafora: "podzieliłem się z wami wiadomością" tłumaczenie: "powiedziałem wam, czego się dowiedziałem". O ile faktycznie powiedziałem komuś o tym, czego się dowiedziałem, obydwie wypowiedzi są prawdziwe, prawda? Możemy to stwierdzić, bo rozumiemy metaforę i możemy sprawdzić czy faktycznie tak było. W przypadku Biblii takiego komfortu nie mamy. > Czyli poza kochaniem boga, którego nie znam i nie mogę, oraz bliźniego jak siebie samego, co jest niemożliwe, bo nie jestem swoim bliźnim tylko sobą,do kochania boga potrzebna jest wiara lub przynajmniej chęć zrozumienia boga co do bliźniego, to przekaz jest chyba dość jasny, oczywiście można czepiać się słówek zostają jeszcze takie metafory jak: ... > Rozumiem, że to są metafory, rozumiem, że według Ciebie są prawdziwe, ale zdradź mi proszę metdę ich aplikacji do życia codziennego, ich "prawdziwe" znaczenie i wytłumacz fakt, że cały świat poza Tobą myli się w tej kwestii...Nie wiem czy są to metafory (większość wygląda raczej na dosłowne zakazy) i nigdy nie pisałem, że każda metafora jest prawdziwa. Nie wiem dlaczego miałbym te zakazy/nakazy aplikować do życia codziennego, chociaż niektóre są dość rozsądne: - nie będziesz spożywał wieprza (wieprzowina jest niezdrowa), - nie będziesz gotował koźlęcia w mleku matki (nie wolno gotować mięsa z mlekiem), nie sądzęm abym się ja mylił lub świat, przypisuejsz mi poglądy, których nie mam.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Barbiel (1106 punktów) | > nigdy nie pisałem, że każda metafora jest prawdziwa.Nie dość, że nie wiadomo, co jest metaforą, a co jest dosłowne, to jeszcze nie każda metafora jest prawdziwa? Oj, coś słabe to źródło. > Nie wiem dlaczego miałbym te zakazy/nakazy aplikować do życia codziennego,Może dlatego? : > wygląda na to, że bóg dość surowy.
|
|
| | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | > >nigdy nie pisałem, że każda metafora jest prawdziwa.> Nie dość, że nie wiadomo, co jest metaforą, a co jest dosłowne, to jeszcze nie każda metafora jest prawdziwa?A Ty uważasz inaczej? > Oj, coś słabe to źródło.Źródło jest jakie jest, cóż możesz poradzić? > >Nie wiem dlaczego miałbym te zakazy/nakazy aplikować do życia codziennego,> Może dlatego? :> >wygląda na to, że bóg dość surowy.>  Zawsze gdy mam problem z dosłownością Biblii, odnoszę się do atrybutów Bgoa i największego przykazania i przychodzi ukojenie...
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | Barbiel (1106 punktów) | >>Nie dość, że nie wiadomo, co jest metaforą, a co jest dosłowne, to jeszcze nie każda metafora jest prawdziwa? >A Ty uważasz inaczej? Dla mnie to nie jest problem. Stawiam się w sytuacji osób, które próbują czerpać z Biblii wiedzę przydatną w życiu. Nie mają łatwo.
>Źródło jest jakie jest, cóż możesz poradzić? Najlepiej nie korzystać, taka moja skromna sugestia.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >>>Nie dość, że nie wiadomo, co jest metaforą, a co jest dosłowne, to jeszcze nie każda metafora jest prawdziwa? >>A Ty uważasz inaczej? >Dla mnie to nie jest problem. Stawiam się w sytuacji osób, które próbują czerpać z Biblii wiedzę przydatną w życiu. Nie mają łatwo. A po co Ci taka zabawa? Empatię ćwiczysz? >>Źródło jest jakie jest, cóż możesz poradzić? >Najlepiej nie korzystać, taka moja skromna sugestia. Eeee tam, Ty sobie empatię ćwiczysz i stany emocjonalne teistów, a mi radzisz abym przestał?
|
|
| | | |  | 20 na 20 | Meretseger (61860 punktów) |
>mieszasz radośnie, jak to mają w zwyczaju ateiści dwie logiki. Pojmuję. Są dwie logiki. Logika i logika chrześcijańska. Coś jak demokracja i demokracja socjalistyczna, krzesło i krzesło elektryczne...
|
|
| | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>mieszasz radośnie, jak to mają w zwyczaju ateiści dwie logiki. >Pojmuję. Są dwie logiki. Logika i logika chrześcijańska. Coś jak demokracja i demokracja socjalistyczna, krzesło i krzesło elektryczne... Ironicznie niezłe, ale ...
Myślę że doskonale rozumiesz o co chodzi, a ironia jest tylko wyrazem bezradności. Niestety, bo chętnie bym poznał jak wyraża się spójność logiczna w zakładaniu, że Bóg istnieje i jednocześnie, jest jakby tylko trochę wszech...
Niestety zabawy wszelkie z wszech... i naj... kończą się absurdami lub bogiem. Na razie innej drogi nie widzę.
|
|
| | | | | |  | 4 na 4 | Barbiel (1106 punktów) | >Ironicznie niezłe, ale ... To inaczej.
>>>mieszasz radośnie, jak to mają w zwyczaju ateiści dwie logiki. Bo ateiści zwykle uważają, że jest jedna logika. Przyzwyczajaj się.
|
|
| | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>Ironicznie niezłe, ale ... >To inaczej. >>>>mieszasz radośnie, jak to mają w zwyczaju ateiści dwie logiki. >Bo ateiści zwykle uważają, że jest jedna logika. Znaczy cud! Z jednej niektórzy potrafią zrobić dwie! >Przyzwyczajaj się. Mnie już trudno zaskoczyć.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Barbiel (1106 punktów) | >Znaczy cud! Z jednej niektórzy potrafią zrobić dwie! Czy mi się zdaje, czy teraz Ty próbujesz chwytać się ironii?
|
|
| | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>Znaczy cud! Z jednej niektórzy potrafią zrobić dwie! >Czy mi się zdaje, czy teraz Ty próbujesz chwytać się ironii? A co tam!
|
|
| | | |  | 13 na 13 | Chemiczny_Rudolf (703 punktów) | Musimy założyć, iż zasadnie mniemając przedstawiamy domysły na temat boga którego nie rozumiemy.
Ja niczego nie pomyliłem, to mój kieszonkowy bełkotometr zabrzęczał. Skoro uważasz, że bóg umyka ludzkiemu poznaniu, i nawet ci, którzy podają się za oświeconych czy też bardziej świadomych niż innym w tej materii mogą się mylić, to dlaczego roboczo nie możesz przyjąć również koncepcji, że bóg Cię nie lubi, za to lubi się znęcać nad dziećmi w Afryce i nad chorymi starcami,względnie nad całą ludzkością? O to mi właśnie chodzi, skoro nie można poznać boga i można się mylić nawet co do jego własnych słów, które mogą być metaforą jak również czystą prawdą, to skąd u Ciebie wzięły się wszystkie te twierdzenia i przypuszczenia? Pozwolę sobie podjąć próbę odpowiedzi na to pytanie - zwyczajnie jak każdy inteligentny człowiek, który widzi rozbieżności i wewnętrzne sprzeczności religii i pism natchnionych a chce zachować wiarę w boga, wziąłeś z nich to co Tobie przypadło do gustu i stworzyłeś własne bóstwo, ulepiłeś własnego bałwana, okraszając go dozą własnej teologii.
Doceniam Twą szczerość w kwestii niepewności, ale zaręczam równocześnie, że nie daję się ponieść emocjom. Założenie o niemożności zrozumienia boga jest elementem Twojej teologii, natomiast wszystko, co dotąd osiągnęła ludzkość, wskazuje na to, iż możemy zrozumieć rzeczy, których dawne cywilizacje nie były świadome, bądź nie rozumiały ich i brały za magię czy boskie moce. Co będzie dalej?
Przyznam, że "mieszanie dwóch logik" również jest Twoją teologią, bo skoro opierasz się na racjonalizowaniu i domysłach to nie powinieneś, nawet roboczo zakładać istnienia "boskiej" logiki. Twój bóg może być nielogiczny, może ociężały na umyśle, może go nie obchodzić istnienie ludzi, może... i tutaj my możemy przypisać dowolny atrybut, dowolny zestaw cech i powziąć dowolne założenie, czy roboczy koncept, ale wszystko to tylko bełkot o czymś, czego istnienia empirycznie nie stwierdzono.
>Metafora: >"podzieliłem się z wami wiadomością" >tłumaczenie: >"powiedziałem wam, czego się dowiedziałem".
Metafora to nazwanie starości jesienią życia, albo trabanta pogromcą szos, natomiast to powyżej to nie jest metafora.
>wydaje się iż on patrzy na nas jako na swoje dzieci, jednocześnie "hurtowo" i "detalicznie".
Znowu bełkot. To wiesz jak bóg patrzy, przypuszczasz, wydaje Ci się, zakładasz czy nie wiesz? Nie traktuj proszę napaści na Twoją osobę, jednakże moim skromnym zdaniem kupy się to nie trzyma. Nie mam nic przeciwko wybieraniu pasujących nam fragmentów z książek, filmów czy czegokolwiek, co przekazuje historie całkowicie zmyślone, ale kiedy przychodzi do boga, czyli wszechmocnej, transcendentnej istoty, która czegoś tam od nas chce w zamian obiecując wieczne życie, to wypadałoby mieć odrobinę więcej aniżeli tylko próżne założenia i przypuszczenia oparte o metafory przez setki lat przekazywane ustnie, a później, już na piśmie, dziesiątki razy przepisywane i tłumaczone na dziesiątki różnych języków, za każdym razem wedle uznania skryby...
Jeśli chodzi o mięsiwo, to wieprz nie był uzasadniony swoją "niezdrowością" ale tym, że jest nieczysty - bo tak. Koźlę w mleku matki było łączone z jakimiś ówczesnymi czarodziejskimi gusłami, a nie z tym, że mięsa się w mleku nie gotuje "bo nie". Tutaj coś kiepsko Ci idzie to racjonalizowanie.I chyba umknęło Ci kamienowanie nieposłusznych dzieci...
Nie przypisuję Ci żadnych poglądów, poza tymi, które w oczywisty sposób wypływają z Twych wypowiedzi, a mianowicie, że masz swojego boga, dorabiasz do niego swoją teologię i wszystkim, którzy rzucają wyzwanie Twoim teologicznym poglądom odpisujesz, że "mieszają logiki", "nie rozumieją" itp. Ciężko "rozumieć" teologię pisaną ad hoc na forum internetowym....
|
|
| | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >Musimy założyć, iż zasadnie mniemając przedstawiamy domysły na temat boga którego nie rozumiemy. A jak Ty myślałeś? Wszystko przecież co o bogach lub Bogu piszemy, to tylko domysły, interpretacje, a czasem zupełne wymysły. Przecież nie ma żadnego racjonalnego dowodu na jego istnienie, więc wszyscy gdybamy. >Ja niczego nie pomyliłem, to mój kieszonkowy bełkotometr zabrzęczał.... Mogę bez problemu przyjąć taką koncepcję. Czy pisałem że nie mogę?
>O to mi właśnie chodzi, skoro nie można poznać boga i można się mylić nawet co do jego własnych słów, które mogą być metaforą jak również czystą prawdą, to skąd u Ciebie wzięły się wszystkie te twierdzenia i przypuszczenia? Pozwolę sobie podjąć próbę odpowiedzi na to pytanie - zwyczajnie jak każdy inteligentny człowiek, który widzi rozbieżności i wewnętrzne sprzeczności religii i pism natchnionych a chce zachować wiarę w boga, wziąłeś z nich to co Tobie przypadło do gustu i stworzyłeś własne bóstwo, ulepiłeś własnego bałwana, okraszając go dozą własnej teologii. Dokładnie tak, jak każdy chrześcijanin, Żyd, muzułmanin. Co w tym dziwnego? Umysł próbuje racjonalizować sprzeczności. Jeśli Bóg istnieje to myślisz, że próbuje się wpasować w aktualną teologię? Ja myślę, że istnieje sobie niezależnie od tego.
To co piszę, to tylko przypuszczenia. Czerpię jednak z judeochrześcijańskiej tradycji. W niej Bóg jest, co do zasady, miły człowiekowi, przyjazny, choć bywa surowy. Przekonuje mnie też postać Jezusa i jego przykazanie miłości.
>Doceniam Twą szczerość w kwestii niepewności, ale zaręczam równocześnie, że nie daję się ponieść emocjom. Założenie o niemożności zrozumienia boga jest elementem Twojej teologii, natomiast wszystko, co dotąd osiągnęła ludzkość, wskazuje na to, iż możemy zrozumieć rzeczy, których dawne cywilizacje nie były świadome, bądź nie rozumiały ich i brały za magię czy boskie moce. Co będzie dalej? Założenie o niemożności zrozumienia boga wynika z rozumienia pojęcia boga. Jesli mówimy o Bogu chrześcijańskim, to On jest wszechwiedzacy, człowiek zatem Go może nigdy nie zrozumieć. Jakaż to moja teologia? >Przyznam, że "mieszanie dwóch logik" również jest Twoją teologią, bo skoro opierasz się na racjonalizowaniu i domysłach to nie powinieneś, nawet roboczo zakładać istnienia "boskiej" logiki. Przedziwne. Chcesz powiedzieć, że wszyscy ateiści, którzy piszą tutaj o bogu (zakładając roboczo jego istnienie) są wyznawcami mojej teologii? Ech... to byłoby COŚ!
Jednak, niestety, to właśnie Ty cały czas mieszasz te logiki, zakładasz coś i za chwilę już piszesz jakbyś tego założenia nie zrobił.
"Jedna logika" występuje wtedy, gdy zakładasz coś i trzymasz się tego założenia prowadząc dyskusję na określony temat. Gdy zmieniasz założenia to już inna dyskusja.
>Twój bóg może być nielogiczny, może ociężały na umyśle, może go nie obchodzić istnienie ludzi, może... i tutaj my możemy przypisać dowolny atrybut, dowolny zestaw cech i powziąć dowolne założenie, czy roboczy koncept, ale wszystko to tylko bełkot o czymś, czego istnienia empirycznie nie stwierdzono.
Owszem, możesz przypisać bogu roboczo dowolny atrybut. W tym wątku tym atrybutem jest ograniczoność ludzką logiką, który to atrybut wielu dyskutantów przypisuje bogu. To taki sam belkot jak i Twój, bo o bogu inaczej (bez dowodów) się nie da, chyba wiemy to obaj doskonale.
>>Metafora: >>"podzieliłem się z wami wiadomością" >>tłumaczenie: >>"powiedziałem wam, czego się dowiedziałem". >Metafora to nazwanie starości jesienią życia, albo trabanta pogromcą szos, natomiast to powyżej to nie jest metafora.
Skoro nie jest to metafora, to spróbuj się dosłownie podzielić wiadomością, nagraj to i wyślij nam wszystkim do obejrzenia. >>wydaje się iż on patrzy na nas jako na swoje dzieci, jednocześnie "hurtowo" i "detalicznie". >Znowu bełkot. To wiesz jak bóg patrzy, przypuszczasz, wydaje Ci się, zakładasz czy nie wiesz? Nie traktuj proszę napaści na Twoją osobę, jednakże moim skromnym zdaniem kupy się to nie trzyma. Nie mam nic przeciwko wybieraniu pasujących nam fragmentów z książek, filmów czy czegokolwiek, co przekazuje historie całkowicie zmyślone, ale kiedy przychodzi do boga, czyli wszechmocnej, transcendentnej istoty, która czegoś tam od nas chce w zamian obiecując wieczne życie, to wypadałoby mieć odrobinę więcej aniżeli tylko próżne założenia i przypuszczenia oparte o metafory przez setki lat przekazywane ustnie, a później, już na piśmie, dziesiątki razy przepisywane i tłumaczone na dziesiątki różnych języków, za każdym razem wedle uznania skryby... Źródło informacji jest jakie jest, co zrobić? Nie urodzę nic lepszego. >Jeśli chodzi o mięsiwo, to wieprz nie był uzasadniony swoją "niezdrowością" ale tym, że jest nieczysty - bo tak. Koźlę w mleku matki było łączone z jakimiś ówczesnymi czarodziejskimi gusłami, a nie z tym, że mięsa się w mleku nie gotuje "bo nie". Tutaj coś kiepsko Ci idzie to racjonalizowanie. Widzisz, kiedyś był nieczysty - bo tak, dziś wiemy, że jest niezdrowy. Koźlę w mleku matki to czytałem, że chodzi o niegotowanie wspólne mleka i mięsa, o gusłach nie słyszałem, ale całkiem możliwe. >I chyba umknęło Ci kamienowanie nieposłusznych dzieci... Pewnie metafora jakaś... albo podejście "hurtowe". >Nie przypisuję Ci żadnych poglądów, poza tymi, które w oczywisty sposób wypływają z Twych wypowiedzi, a mianowicie, że masz swojego boga, dorabiasz do niego swoją teologię i wszystkim, którzy rzucają wyzwanie Twoim teologicznym poglądom odpisujesz, że "mieszają logiki", "nie rozumieją" itp. Ciężko "rozumieć" teologię pisaną ad hoc na forum internetowym.... Mieszasz logiki Ty, wyjaśniłem to już kilka razy. Ja gdy zakładam coś w dyskusji, to się tego trzymam, założenie, to założenie. Ty coś zakładasz a potem radośnie odwołujesz. Tu nie ma problemu z jakąś tam moją teologią tylko z Twoją i części forumowiczów logiką oraz rozumieniem, że się wychodzi poza założone założenia. Tak rozmawiać się nie da.
|
|
| | | | | |  | 4 na 4 | Chemiczny_Rudolf (703 punktów) | >Wszystko przecież co o bogach lub Bogu piszemy, to tylko domysły, interpretacje, a czasem zupełne wymysły. Przecież nie ma żadnego racjonalnego dowodu na jego istnienie, więc wszyscy gdybamy.
>Mogę bez problemu przyjąć taką koncepcję.
>To co piszę, to tylko przypuszczenia. Czerpię jednak z judeochrześcijańskiej tradycji.
Kilka rzeczy: -bóg "judeochrześcijański" (kimkolwiek miałby być) implikuje stwarzanie na "swój obraz i podobieństwo", więc dlaczego ciągle podkreślać niekompatybilność sfer ludzkich z "boskimi". Podobne jest podobne. A bóg judeochrześcijański może i był "miły" dla Hebrajczyków (o ile topienie ich i zamęczanie na pustyni można tak nazwać), ale dla nie-Hebrajczyków nie był: chciał pognębić wrogów, obrócić pogan w perzynę, upokorzyć i zmiażdżyć ich biodra. - po co wierzyć w coś, na co nie ma żadnych dowodów, co pozostaje wyłącznie w sferze przypuszczeń, bo nie domysłów nawet, oparte jest na wątłych interpretacjach, "z założenia" niezrozumiałe i niepojęte, oraz - co najważniejsze - co może okazać się absolutnym przeciwieństwem konstruktu, w który pokładamy wiarę? -trafia do Ciebie postać Jezusa z Nazaretu i podoba Ci się myśl o kochaniu bliźnich, ale zapytuję jakiż to problem by niekoniecznie "kochając" bliźniego, może nawet go nie lubiąc, chcieć dla niego jak najlepiej, a z pewnością nie chcieć by było mu źle? I czy opieranie swojej wiary w osobowego boga na jednym tylko zdaniu jego syna/jego samego jest zasadne?
>"Jedna logika" występuje wtedy, gdy zakładasz coś i trzymasz się tego założenia prowadząc dyskusję na określony temat. Gdy zmieniasz założenia to już inna dyskusja. Ja nie zakładam istnienia boga nawet roboczo. Mogę z Tobą podyskutować o Twoich poglądach na ten temat, ewentualnie wytłuścić to, co moim zdaniem rodzi sprzeczności, ale powstrzymam się od zakładania czegokolwiek dopóki ktoś nie dowiedzie, że zakładanie tego czy owego jest choćby zasadne.
>Źródło informacji jest jakie jest, co zrobić? Znaleźć lepsze zamiast rodzić myślowe poczwarki opierając się na zdegenerowanym źródle.
|
|
| | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >Kilka rzeczy: >-bóg "judeochrześcijański" (kimkolwiek miałby być) implikuje stwarzanie na "swój obraz i podobieństwo", więc dlaczego ciągle podkreślać niekompatybilność sfer ludzkich z "boskimi". Podobne jest podobne. A bóg judeochrześcijański może i był "miły" dla Hebrajczyków (o ile topienie ich i zamęczanie na pustyni można tak nazwać), ale dla nie-Hebrajczyków nie był: chciał pognębić wrogów, obrócić pogan w perzynę, upokorzyć i zmiażdżyć ich biodra. Coś co jest podobne, nie oznacza że jest takie same, to chyba oczywiste.
No był taki surowy..., ale może to przenośnia...
>- po co wierzyć w coś, na co nie ma żadnych dowodów, co pozostaje wyłącznie w sferze przypuszczeń, bo nie domysłów nawet, oparte jest na wątłych interpretacjach, "z założenia" niezrozumiałe i niepojęte, oraz - co najważniejsze - co może okazać się absolutnym przeciwieństwem konstruktu, w który pokładamy wiarę? Po co? Dla spokoju, ukojenia, lepszego samopoczucia, nadziei ... >-trafia do Ciebie postać Jezusa z Nazaretu i podoba Ci się myśl o kochaniu bliźnich, ale zapytuję jakiż to problem by niekoniecznie "kochając" bliźniego, może nawet go nie lubiąc, chcieć dla niego jak najlepiej, a z pewnością nie chcieć by było mu źle? I czy opieranie swojej wiary w osobowego boga na jednym tylko zdaniu jego syna/jego samego jest zasadne? Faktycznie można i nie kochać bliźniego, ale chcieć dla niego jak najlepiej. faktycznie opieranie wiary na jednym zdaniu wydaje się mało zasadne. > Ja nie zakładam istnienia boga nawet roboczo. Mogę z Tobą podyskutować o Twoich poglądach na ten temat, ewentualnie wytłuścić to, co moim zdaniem rodzi sprzeczności, ale powstrzymam się od zakładania czegokolwiek dopóki ktoś nie dowiedzie, że zakładanie tego czy owego jest choćby zasadne. OK, gdyby większość piszących tutaj miała podobne poglądy, to fR byłoby bardziej racjonalne, a tak ględzi się o bogu, którego nie ma. Ciekawe to zjawisko. >>Źródło informacji jest jakie jest, co zrobić? >Znaleźć lepsze zamiast rodzić myślowe poczwarki opierając się na zdegenerowanym źródle. Tę uwagę zgłoś do autora wątku.
|
|
| | | |  | 5 na 5 | panTeista (6808 punktów) | >Jeśli rozmawiamy o bogu, to musimy założyć, że jest on istotą na tyle inną od nas, że możemy go nie rozumieć (chyba, że masz inne zdanie, chociaż wątpięm bo przecież rozmawiamy o bogu judeochrześcijańskim). >Próbujemy jednak (cały czas zakładając roboczo, że istnieje), jakoś wyjaśnić sobie kim jest i jaki jest.
Podobno przedstawił się słowami Biblii, więcej pod postacią Jezusa żył wśród ludzi.
>To cierpienie ludzi być może jest dla boga niczym, nie dlatego, że jest nieczuły, tylko dlatego, że to nie ma znaczenia z punktu widzenia celu do jakiego dąży.
Jako wszechmocny i wszystkowiedzący mógłby swoje cele/plany zrealizować bez ociągania się. Dążenia są ludzkie, Bóg realizować może swoje natychmiast.
>Czy zakładając roboczo istnienie boga tak trudno założyć także powyższy pogląd?
W ten sposób można założyć wszystko co przekazują duszpasterze. Proste kroczenie do zainfekowania mózgu.
>umyka Ci konsekwencja założenia o niemożliwości zrozumienia boga.
To wszystkowiedzący, wszechmocny Bóg nie potrafił zesłać Pisma Świętego bardziej zrozumiałego i jednoznacznego?
>rozumiemy metaforę i możemy sprawdzić czy faktycznie tak było. W przypadku Biblii takiego komfortu nie mamy.
Jak rozumieć metaforę(?) o zmartwychwstaniu Jezusa? Czy absurdalny przekaz o zmartwychwstaniu traktujesz jako fakt? I że Syn i Ojciec to ta sama osoba?
>Nie wiem dlaczego miałbym te zakazy/nakazy aplikować do życia codziennego,
Aby nie zostać ukaranym przez srogiego Boga.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
| | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>Próbujemy jednak (cały czas zakładając roboczo, że istnieje), jakoś wyjaśnić sobie kim jest i jaki jest. >Podobno przedstawił się słowami Biblii, więcej pod postacią Jezusa żył wśród ludzi. To nie ma nic do rzeczy w kwestii jego zrozumienia przez nas. >>To cierpienie ludzi być może jest dla boga niczym, nie dlatego, że jest nieczuły, tylko dlatego, że to nie ma znaczenia z punktu widzenia celu do jakiego dąży. >Jako wszechmocny i wszystkowiedzący mógłby swoje cele/plany zrealizować bez ociągania się. Dążenia są ludzkie, Bóg realizować może swoje natychmiast. Oczywiście przy tych założeniach może, widocznie chce abyśmy sami też coś osiągnęli i nie chce nam dać wszystkiego na tacy. Tak sobie to tłumaczę. >>Czy zakładając roboczo istnienie boga tak trudno założyć także powyższy pogląd? >W ten sposób można założyć wszystko co przekazują duszpasterze. Proste kroczenie do zainfekowania mózgu. Nie bardzo. Założenie o istnieniu boga (jakiegoś boga, Boga) nie determinuje wiary w to co mówią inni, jest jedynie punktem wyjścia do własnych analiz. Ja np nikomu nie wierzę. >>umyka Ci konsekwencja założenia o niemożliwości zrozumienia boga. >To wszystkowiedzący, wszechmocny Bóg nie potrafił zesłać Pisma Świętego bardziej zrozumiałego i jednoznacznego? Na pewno potrafi, ale widocznie nie chce. Ja jako "wszechwiedzący" nie rozwiązuję za dzieciaka zadań z matematyki, niech sam próbuje, niech "cierpi"... >>rozumiemy metaforę i możemy sprawdzić czy faktycznie tak było. W przypadku Biblii takiego komfortu nie mamy. >Jak rozumieć metaforę(?) o zmartwychwstaniu Jezusa? Czy absurdalny przekaz o zmartwychwstaniu traktujesz jako fakt? I że Syn i Ojciec to ta sama osoba? Z racjonalnego punktu widzenia trudno w to wierzyć. Ja, nie wiem na pewno. Jednak ja żyję w przekonaniu że bóg istnieje, zatem wszystko jest możliwe... Jednak nawet z racjonalnego punktu widzenia: skoro każdy elektron może jednocześnie być w każdym miejscu na świecie (kwestia prawdopodobieństwa), nie widzę problemu aby ktoś mógł istnieć w kilku osobach. Jest to bowiem tak samo absurdalne. Podobnie ze zmartwychwstaniem. Analizując historię rozwoju ludzkości, dochodzę do oczywistego wniosku, że to co jest dziś dla nas normalnością, kilka wieków temu byłoby "cudem", niepojętym i wyśmianym przez "mocno stąpających po ziemi". Nie widzę powodu, aby nie zakładać, że za 10 tysięcy lat zmartwychwstania będą codziennością... >>Nie wiem dlaczego miałbym te zakazy/nakazy aplikować do życia codziennego, >Aby nie zostać ukaranym przez srogiego Boga. To jest argument. Jednak do mnie przemawia bardziej największe przykazanie, patrzę też na "problem" boga w kontekście całej biblijnej i pozabiblijnej wiedzy oraz tego, co jest w tej wiedzy pewne lub przynajmniej jest to wysokie prawdopodobieństwo. Uwzględniając zatem chrześcijański profil mojej "wiary" widzę to tak:
1. Bóg dał człowiekowi możliwość istnienia, życia, w tym ja sobie żyję. 2. Dał dekalog, potem największe przykazanie. Zgadzam się z tymi zasadami postępowania, przemawiają do mnie, uważam je za dobre. 3. Mam swój rozum i wolną wolę, oceniam co jest ważne (kluczowe), co bardziej lub mniej pewne. 4. Do szczegółów różnych przywiązują mniejszą wagę, zwłaszcza, że część z nich to pomyłki tłumaczy, umyślne i nieumyslne błędy i przeinaczenia. 5. Jak mam "problem" z bogiem to wracam do punktu 1 i 2, posługując się tym co napisałem w punkcie 3 i jakoś przychodzi ukojenie...
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | Frank Holman (5897 punktów) | >To jest argument. Jednak do mnie przemawia bardziej największe przykazanie, patrzę też na "problem" boga w kontekście całej biblijnej i pozabiblijnej wiedzy oraz tego, co jest w tej wiedzy pewne lub przynajmniej jest to wysokie prawdopodobieństwo. Uwzględniając zatem chrześcijański profil mojej "wiary" widzę to tak: >1. Bóg dał człowiekowi możliwość istnienia, życia, w tym ja sobie żyję. >2. Dał dekalog, potem największe przykazanie. Zgadzam się z tymi zasadami postępowania, przemawiają do mnie, uważam je za dobre. >3. Mam swój rozum i wolną wolę, oceniam co jest ważne (kluczowe), co bardziej lub mniej pewne. >4. Do szczegółów różnych przywiązują mniejszą wagę, zwłaszcza, że część z nich to pomyłki tłumaczy, umyślne i nieumyslne błędy i przeinaczenia. >5. Jak mam "problem" z bogiem to wracam do punktu 1 i 2, posługując się tym co napisałem w punkcie 3 i jakoś przychodzi ukojenie... > No to ciągle chyba nie wyszedłeś poza skromną część prawdy. Cały czas kręcisz się wokół mitologii chrześcijańskiej. O innej można założyć, iż nie wiesz prawie nic, mimo, że dla ogromnej rzeszy ludzi to kwintesencja bożych warunków życia ludzi na ziemi. Oceniłeś coś wedle swej woli i rozsądnie zdecydowałeś uznać to za słuszne. Świetnie. Ale ciągle to tylko niewielki fragmencik bożej woli. Tamte inne słowa co ich nie znasz, przecież też pochodzą od tego samego, bo jedynego istniejącego, boga stwórcy i władcy wszechświata.
|
|
| | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >No to ciągle chyba nie wyszedłeś poza skromną część prawdy. To ważne słowa, rozumiem, że skoro je nam tutaj uroczyście wypisałeś, to teraz będziesz łaskaw uchylić nam pozostałą (większą) część prawdy. Bo skoro zarzucasz mi, że nie wyszedłem poza skromną część prawdy, to znaczy, że Ty znasz te pozostałe jej części.
>Cały czas kręcisz się wokół mitologii chrześcijańskiej. Nie tyle się kręcę, co przyjmuje ją jako pewne kulturowe wypełnienie mojego przypuszczenia/przekonania o istnieniu boga.
>O innej można założyć, iż nie wiesz prawie nic, mimo, że dla ogromnej rzeszy ludzi to kwintesencja bożych warunków życia ludzi na ziemi. A jaka jest inna mitologia, chętnie poznam.
>Oceniłeś coś wedle swej woli i rozsądnie zdecydowałeś uznać to za słuszne. Świetnie. Ale ciągle to tylko niewielki fragmencik bożej woli. Tamte inne słowa co ich nie znasz, przecież też pochodzą od tego samego, bo jedynego istniejącego, boga stwórcy i władcy wszechświata.
A jak mam coś oceniać? Wedle czyjejś woli? Nie uznałem tego za słuszne, tylko za najbardziej wg mojej oceny rozsądne i prawdopodobne, przy wspomnianych założeniach.
W religii, wierze czy też zwykłym życiu są rzeczy najważniejsze, które stanowią pewne ramy, zasady. Jeśli napotykasz coś co z tymi ramami się nie zgadza jakieś sprzeczności, to jedynym rozsądnym podejściem jest ich konfrontacja z tymi zasadami: i albo zmienisz zasady, albo uznasz, że są ważniejsze.
|
|
| | | | | | | |  | 3 na 3 | Frank Holman (5897 punktów) | >A jaka jest inna mitologia, chętnie poznam. Z wielkich, które pozwolą Ci poznać, łącznie ze swoją obecną wiedzą, łącznie większą część prawdy - hinduska i arabska. Poczekam za ok. rok jak już poznasz te mitologie... bardzo ciesząc się, iż chętnie Ci to będzie przychodzić. PS. Nie, nie będę ich wykładać, ani w tym wątku, ani w żadnym innym na forum.
|
|
| | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>A jaka jest inna mitologia, chętnie poznam. >Z wielkich, które pozwolą Ci poznać, łącznie ze swoją obecną wiedzą, łącznie większą część prawdy - hinduska i arabska. Aaaa, to oto Ci chodzi. >Poczekam za ok. rok jak już poznasz te mitologie... bardzo ciesząc się, iż chętnie Ci to będzie przychodzić. Nie musisz tyle czekać. >PS. Nie, nie będę ich wykładać, ani w tym wątku, ani w żadnym innym na forum. Trochę jesteś przemądrzały nie uważasz? Zakładasz z góry, że skoro "kręcę się" wokół chrześcijańskiej mitologii, to na pewno nie znam innych? Otóż informuję Cię, że "kręcę" się wokół niej ponieważ: - zobacz na tytuł wątku, - jest mi najbliższa, bo w niej się wychowałem.
Nie jestem specjalistą co prawda od mitologii hinduskiej czy arabskiej, ale coś tam wiem. Nie znalazłem tam niczego szczególnie sprzecznego na kluczowym dla mnie poziomie, do mitologii chrześcijańskiej.
Nie wiem tylko co dalej z tym robić, i jak Ci odpowiedzieć, bo Twój post jest jakby mało rozwojowy jeśli chodzi o dalszą dyskusję.
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Frank Holman (5897 punktów) | >Nie jestem specjalistą co prawda od mitologii hinduskiej czy arabskiej, ale coś tam wiem. Nie znalazłem tam niczego szczególnie sprzecznego na kluczowym dla mnie poziomie, do mitologii chrześcijańskiej. >Nie wiem tylko co dalej z tym robić, i jak Ci odpowiedzieć, bo Twój post jest jakby mało rozwojowy jeśli chodzi o dalszą dyskusję. > No właśnie oczekiwałem niewiele, tylko abyś rozwinął swoją wypowiedź o wątki jak wybrałeś tę jedną religię spośród pozostałych. A nawet nie oczekiwałem, tylko skomentowałem, iż tak rozwinięta wypowiedź byłaby pełna, gdyż obecna nie jest pełna; ja dostrzegłem w niej takie braki. Bo ja dla naprzykładu całe życie od dzieciństwa chciałem wiedzieć jak działa świat, wiedzieć wszystko w pełni. Potem zrozumiałem, że wszystko nie da się, więc jak najwięcej. Ale prawdy. Jak dorosłem i zobaczyłem na własne oczy, że jest wiele religii równie przekonanych o prawdziwości o tożsamym sposobie powstawania oraz podejścia do prawdy, zrozumiałem, że tam w żadnej z nich żadnej prawdy o świecie nie znajdę. I pominąłem je wszystkie, jako nie prowadzące mnie do stanu, jaki chcę osiągnąć. Teraz na religie wszelkie patrze jak na zjawiska społeczne oparte na mitologii. I tyle. Z ciekawości czytam jak inni dochodzą do innych stanów i mam zachcianki wiedzieć.... jak to działa, że tak robią, czym się kierują, czy zwiększaniem/pełnią wiedzy czy wręcz przeciwnie itd.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >No właśnie oczekiwałem niewiele, tylko abyś rozwinął swoją wypowiedź o wątki jak wybrałeś tę jedną religię spośród pozostałych. To proste: urodziłem się w Polsce, w rodzinie katolickiej, mając kilkanaście lat spostrzegłem, że to co mi opowiadają na religii nie jest spójne, zacząłem coś tam czytać, szperać, przeżyłem szok, potem jednak zacząłem dalej czytać i szperać i doszedłem do wniosku, że jednak bóg istnieje. Tyle że nie jest łatwo w szczegółach o nim mówić. Religię chrześcijańską postrzegam jako pewien profil kulturowy, który mi odpowiada. Jednak to nie jest moja religia, nie wiem nawet czy jakąś mam, jestem po prostu teistą. >A nawet nie oczekiwałem, tylko skomentowałem, iż tak rozwinięta wypowiedź byłaby pełna, gdyż obecna nie jest pełna; ja dostrzegłem w niej takie braki. Taki mądry to ja nie jestem, aby tak sobie radośnie bez braków się obyło. >Bo ja dla naprzykładu całe życie od dzieciństwa chciałem wiedzieć jak działa świat, wiedzieć wszystko w pełni. Potem zrozumiałem, że wszystko nie da się, więc jak najwięcej. Ale prawdy. Zupełnie jak ja. >Jak dorosłem i zobaczyłem na własne oczy, że jest wiele religii równie przekonanych o prawdziwości o tożsamym sposobie powstawania oraz podejścia do prawdy, zrozumiałem, że tam w żadnej z nich żadnej prawdy o świecie nie znajdę. I pominąłem je wszystkie, jako nie prowadzące mnie do stanu, jaki chcę osiągnąć. A ja trochę przeciwnie, właśnie wiedza na temat religii różnych przekonała mnie m.in. do istnienia boga. >Teraz na religie wszelkie patrze jak na zjawiska społeczne oparte na mitologii. I tyle. Bo jest w tym dużo prawdy, są to zjawiska społeczne oparte na mitologii. >Z ciekawości czytam jak inni dochodzą do innych stanów i mam zachcianki wiedzieć.... jak to działa, że tak robią, czym się kierują, czy zwiększaniem/pełnią wiedzy czy wręcz przeciwnie itd. Rozumiem, Twoją ciekawość, sam jestem też ciekawy świata.
|
|
| | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >"Kto przychodzi do mnie i nie nienawidzi swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, a także swojego życia, nie może być moim uczniem"? >Też metafora? Tu bym stawiał na metaforę, z resztą dość dobrze wyjaśnioną, zwłaszcza w kontekście historii Jezusa i jego uczniów.
|
|
| | | |  | 3 na 3 | Frank Holman (5897 punktów) | >>"Kto przychodzi do mnie i nie nienawidzi swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, a także swojego życia, nie może być moim uczniem"? >>Też metafora? >Tu bym stawiał na metaforę, z resztą dość dobrze wyjaśnioną, zwłaszcza w kontekście historii Jezusa i jego uczniów. > No właśnie. A niektórzy z nas np. stawiają na jeden z tysięcy błędów w tłumaczeniu....
|
|
| | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>>"Kto przychodzi do mnie i nie nienawidzi swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, a także swojego życia, nie może być moim uczniem"? >>>Też metafora? >>Tu bym stawiał na metaforę, z resztą dość dobrze wyjaśnioną, zwłaszcza w kontekście historii Jezusa i jego uczniów. >> >No właśnie. A niektórzy z nas np. stawiają na jeden z tysięcy błędów w tłumaczeniu.... Błędy były, jak to przy tłumaczeniu. Na szczescie wszyscy chyba wiedzą o co chodzi w tym zdaniu.
|
|
| |  | 5 na 5 | panTeista (6808 punktów) | >Jak będzie bachor posłuszny wróci do kuchni, gdzie ojciec siedzi i przytuli łobuziaka. >Oczywiście, ojciec srogi jest, ale widocznie lubi posłuszeństwo.
Wygląda mi to na przedmiotowe traktowanie dziecka. Ojciec dąży do tego aby jego potomek był tym kim tato chce aby został, oraz aby przejął jego przekonania.
Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Twój Ruch
|
|
| | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>Jak będzie bachor posłuszny wróci do kuchni, gdzie ojciec siedzi i przytuli łobuziaka. >>Oczywiście, ojciec srogi jest, ale widocznie lubi posłuszeństwo. >Wygląda mi to na przedmiotowe traktowanie dziecka. Ojciec dąży do tego aby jego potomek był tym kim tato chce aby został, oraz aby przejął jego przekonania.
To straszne.
|
|
| | |  | 3 na 3 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Ojciec dąży do tego aby jego potomek był tym kim tato chce aby został, oraz aby przejął jego przekonania.
Na szczęście rozsądny dzieciak wcześniej czy później zorientuje się w tym i się zbuntuje, uwalniając się tym samym od nadopiekuńczości i chorych ambicji. Co ciekawe, realizuje przy tym przeznaczenie ojca, nawet niekiedy wbrew jego oficjalnej woli - każdy bowiem rodzic w skrytości ducha czy jawnie liczy, że jego dziecko stanie się kiedyś samodzielnie, szczęśliwe i spełnione. Pragnie, aby chciało podejmować swoje własne niezawisłe decyzje. pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| |  | 3 na 3 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Będąc rodzicem we współczesnym świecie, jak długo zamierzasz pilnować > dziecka? Do 5 lat, 10, 50? Jak chcesz wychować odpowiedzialnego syna, > córkę, jesli właśnie nie w ten sposób, że jako ojciec widzisz zagrożenia, > ostrzegasz, ale nie pilnujesz cały czas, jak niemowlaka. W pewnym > momencie pozwalasz mu żyć i doświadczać. Jednak gdy ten robi > rzeczy wg ciebie złe to karzesz go. Co w tym nielogicznego?
Będac rodzicem we współczesnym świecie, jak długo będziesz swoje dziecko karał za rzeczy wg Ciebie złe? Gdy dziecko będzie miało na karku dajmy na to 50tkę i będzie posiadało już swoje własne dorastające dzieci - też będziesz to robił? pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >Gdy dziecko będzie miało na karku dajmy na to 50tkę i będzie posiadało już swoje własne dorastające dzieci - też będziesz to robił?
Jeśli dziecko osiągnie dorosłość (poziom zbliżony do mojego) to już nie.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Jeśli dziecko osiągnie dorosłość (poziom zbliżony do mojego) to już nie.
A czy Bóg myśli podobnie?
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >> Jeśli dziecko osiągnie dorosłość (poziom zbliżony do mojego) to już nie. >A czy Bóg myśli podobnie? Nie wiem, może tak, może nie.
|
|
| | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Nie wiem, może tak, może nie.Moze nie?  Zaraz zaraz. W katolicyzmie sę pzrecież trzy osoby boskie m.in. Bóg Ojciec. Aktualnie biskupi polscy (Episkopat) wybierają się do Franciszka, jak powiedział kard. Michalik "nie po to aby pogroził im palcem, tylko jak do kochającego ojca" .Franciszek to następca św. Piotra (człowieka, na którym Jezus zbudował swój Kościół) no i rzecz jasna Ojciec Święty. Jezus to Pasterz, który pasie swoje owce - czyli przygotowuje ludzi, naucza, opiekuje się nimi itp. Przecież ta analogia nasuwa się sama.. ja tego nie wymyśliłem.
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | > >Nie wiem, może tak, może nie.> Moze nie? A skąd ja wiem co myśli Bóg? Twój przykład z papieżem dotyczy relacji biskupów z papieżem, a nie człowieka (jednostki) z bogiem, ani człowieka (ludzkości) z bogiem. Ewentualnie biskupa z bogiem (przez papieża). Ale co faktycznie myśli bóg? Czy tak jak ja to wyjaśniłem? Nie wiem. Ale tak można przypuszczać, bo wtedy jest to logiczne.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | Dodajmy do tego osoby (w przeważającym stopniu żarliwi wyznawcy), które twierdzą, że są w życiu prowadzone... no przez kogo innego?  Przypomnijmy, że zastanawiamy się nad tym, czy jeśli dziecko osiągnie dorosłość (poziom zbliżony do Twojego) to czy Bóg może działać podobnie jak ich rodzice, czyli dać im już od siebie odetchnąć. Piszesz "nie wiem, co faktycznie myśli Bóg, nie wiem czy tak jak ja to wyjaśniłem". Zauważ, że ludzie wierzący w klasyczny i tradycyjny sposób w Boga - wiedzą. Oni wiedzą, a nawet być może czują tą opiekę, prowadzenie, miłość Boga-Ojca itp.Moim skromnym zdaniem czuć w taki sposób, pragnąć takiej opieki może tylko osoba, która jeszcze nie osiągnęła w 100% dorosłości. pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | > Dodajmy do tego osoby (w przeważającym stopniu żarliwi wyznawcy), które twierdzą, że są w życiu prowadzone... no przez kogo innego?  > Przypomnijmy, że zastanawiamy się nad tym, czy jeśli dziecko osiągnie dorosłość (poziom zbliżony do Twojego) to czy Bóg może działać podobnie jak ich rodzice, czyli dać im już od siebie odetchnąć.> Piszesz "nie wiem, co faktycznie myśli Bóg, nie wiem czy tak jak ja to wyjaśniłem".> Zauważ, że ludzie wierzący w klasyczny i tradycyjny sposób w Boga - wiedzą. Oni wiedzą, a nawet być może czują tą opiekę, prowadzenie, miłość Boga-Ojca itp.Moim skromnym zdaniem czuć w taki sposób, pragnąć takiej opieki może tylko osoba, która jeszcze nie osiągnęła w 100% dorosłości.No nie wiem. Znam wielu dorosłych ludzi, niewierzących, którzy potrzebują opieki, podobnie wierzących itd... Poza tym wierzącymi i pragnącymi Boga i jego opieki byli i są dorośli ludzie: prezydenci, wodzowie, naukowcy, bokserzy, itd ... którzy świetnie sobie radza w życiu. Przy tym w jakiś sposób odczuwają istnienie boga, modlą się itd... Trudno takich ludzi nie uznać za dorosłych. Do tego dochodzi problem woli: są dorośli ludzie, którzy będa ściśle związani z rodzicami, do końca życia... Analogia o której pisałem dotyczy relacji boga z człowiekiem, która może być podobna do relacji dziecka z rodzicem. Wyjaśniałem tam jednak powód cierpienia/zła i w tym kontekście miałem na myśli relacje dziecko - rodzic. W tym kontekście wiek człowieka nie ma znaczenia.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Analogia o której pisałem dotyczy relacji boga z człowiekiem, która > może być podobna do relacji dziecka z rodzicem. Wyjaśniałem tam > jednak powód cierpienia/zła i w tym kontekście miałem na myśli > relacje dziecko - rodzic. W tym kontekście wiek człowieka nie ma znaczenia.
A mogę cytat? pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
 | 4 na 4 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Ta część Twego postu to stare jak świat oskarżenie Boga o zło i cierpienia, > to niby dowód na to, że bóg nie istnieje, bo jakby dobry, kochający > bóg pozwolił na zło i cierpienia...
To nie oskarżenie. Wydaje mi się, że to wątpliwość Twojego interlokutora na głoszoną wszem i wobec powszechną i oczywistą dobroć Boga, ktróa po bliższym przyglądnięciu się nie jest ani powszechna, ani oczywista.
>To jest klasyczny przykład miaszania dwóch porządków: boskiego i ludzkiego
Chcę tu dopytać i ustalić, o czym mówisz. Porządki ludzkie w tej materii mniej-wiącej znamy. Jaki jest wg Ciebie porządek Boski, skąd w ogóle zakładasz (oprócz osobistego przeświadczenia) że on (ten porządek) w ogóle jest?
> Ale czy dla kogoś, kto wie (WIE), że życie na ziemi to tylko > etap (krótki), przygotowanie do życia w niebie?
Skąd to wie (WIE)?
> Czy my ludzie dorośli, nie jesteśmy takimi małymi "bogami" dla naszych > dzieci, gdy niepozwalamy im na coś, gdy ich karzemy, gdy zmuszamy > ich do nauki, treningu, leczenia (wiesz te zastrzyki, gorzkie lekarstwa). > Czy te dzieci, nie krzyczą wtedy, nie tupią, nie złoszczą się? Nie cierpią?
Zatrzymajmy się chwilę na tej analogii. Zauważasz b. ciekawą i cenną rzecz. Ludzi wierzących, chrześcijan odbieram już od lat, jako ludzi mających problem z dojrzewaniem. Ostatnio np. biskup Michalik pojechał do Watykanu z całym episkopatem do papieża, "jak do ojca".
Z Bogiem w tym kontekście sama nasuwa się pewna analogia. A przecież dziecko kiedyś dojrzewa i uniezależnia się od ojca i matki..
> Dla nas to przykre, ale wiemy (WIEMY), że to tylko chwila, > etap, aby potem żyć lepiej, zdrowiej szczęśliwiej.
Uhm. Jest to typowy efekt wiszącej przed nosem marchewki, aby tu na ziemi żyło się nieco bardziej chorobliwie, ubogo i mniej szczęśliwie wypełniając ograniczenia, zakazy i nakazy wiary (i dając przy tym żyć dysponentom wiary, czyli duchownym).
> Oczywiście można zadać pytanie: dlaczego bóg tak to wymyślił?
Tylko, po co zadawać takie pytanie, skoro wikłamy się w nim w niepotrzebną stratę energii? Nie można by się zająć np. wyprowadzić syna na dwór czy też pojechać w ciekawe miejsce, ucałować żony itp.
>- może dlatego, że wkurzony jest za ten grzech pierworodny > i teraz musimy jakby zasłużyć na lepsze traktowanie,
Zakładając, że w ogóle był grzech pierworodny.
>- może dlatego, że uważa, iż coś dane bez wysiłku > nie będzie docenione (jak to Adaś z Ewą niedocenili)
Racjonalnie trudno przyjąć, że sprowadzony na siebie sztuczny wysiłek coś na daje. Zwykłych wysiłków wychowania dzieci, starania się o lepsze jutro, walki z przeciwnościami losu jest już wystarczająco dużo. Postawa, o jakiej piszesz, czyli szukanie sobie sztucznych problemów i wysiłek ich rozwiązywania to jednocześnie zaniedbywanie istotnych problemów z dnia powszedniego.
>- może dlatego, że mamy wolną wolę i uważa, że dobro powinniśmy wykuć sami,
Do czego jest tu potrzebne jego (Jego) "uważanie"? Krótko: powinniśmy, ale nie dlatego, że ktoś (Ktoś) tak uważa. pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
|  | | Brzostowski (7067 punktów) | >To nie oskarżenie. Wydaje mi się, że to wątpliwość Twojego interlokutora na głoszoną wszem i wobec powszechną i oczywistą dobroć Boga, ktróa po bliższym przyglądnięciu się nie jest ani powszechna, ani oczywista. Niech będzie wątplwiość, nawet się z nią zgadzam po ludzku. >>To jest klasyczny przykład miaszania dwóch porządków: boskiego i ludzkiego >Chcę tu dopytać i ustalić, o czym mówisz. >Porządki ludzkie w tej materii mniej-wiącej znamy. >Jaki jest wg Ciebie porządek Boski, skąd w ogóle zakładasz (oprócz osobistego przeświadczenia) że on (ten porządek) w ogóle jest? Nie zakładam że jest jakiś konkretny, bo nie wiem. Zakładając jednak istnienie boga, dopuszczam, że jego porządek może być inny, taki którego nie rozumiem, w tym taki, który pozwala mu być dobrym mimo tego, że my dostregamy też zło. >> Ale czy dla kogoś, kto wie (WIE), że życie na ziemi to tylko >> etap (krótki), przygotowanie do życia w niebie? >Skąd to wie (WIE)? No, bóg wie. >> Czy my ludzie dorośli, nie jesteśmy takimi małymi "bogami" dla naszych >> dzieci, gdy niepozwalamy im na coś, gdy ich karzemy, gdy zmuszamy >> ich do nauki, treningu, leczenia (wiesz te zastrzyki, gorzkie lekarstwa). >> Czy te dzieci, nie krzyczą wtedy, nie tupią, nie złoszczą się? Nie cierpią? >Zatrzymajmy się chwilę na tej analogii. Zauważasz b. ciekawą i cenną rzecz. >Ludzi wierzących, chrześcijan odbieram już od lat, jako ludzi mających problem z dojrzewaniem. >Ostatnio np. biskup Michalik pojechał do Watykanu z całym episkopatem do papieża, "jak do ojca". >Z Bogiem w tym kontekście sama nasuwa się pewna analogia. >A przecież dziecko kiedyś dojrzewa i uniezależnia się od ojca i matki.. Tak, kiedyś tak. >> Dla nas to przykre, ale wiemy (WIEMY), że to tylko chwila, >> etap, aby potem żyć lepiej, zdrowiej szczęśliwiej. >Uhm. Jest to typowy efekt wiszącej przed nosem marchewki, aby tu na ziemi żyło się nieco bardziej chorobliwie, ubogo i mniej szczęśliwie wypełniając ograniczenia, zakazy i nakazy wiary (i dając przy tym żyć dysponentom wiary, czyli duchownym). Skutki kościelne są tutaj poboczne. >> Oczywiście można zadać pytanie: dlaczego bóg tak to wymyślił? >Tylko, po co zadawać takie pytanie, skoro wikłamy się w nim w niepotrzebną stratę energii? A po co w ogóle dyskutujesz? >Nie można by się zająć np. wyprowadzić syna na dwór czy też pojechać w ciekawe miejsce, ucałować żony itp. Zrób tak. >>- może dlatego, że wkurzony jest za ten grzech pierworodny >> i teraz musimy jakby zasłużyć na lepsze traktowanie, >Zakładając, że w ogóle był grzech pierworodny. takie było założenie wątku... >>- może dlatego, że uważa, iż coś dane bez wysiłku >> nie będzie docenione (jak to Adaś z Ewą niedocenili) >Racjonalnie trudno przyjąć, że sprowadzony na siebie sztuczny wysiłek coś na daje. dziwne, a Kowalczyk? Justyna. >Zwykłych wysiłków wychowania dzieci, starania się o lepsze jutro, walki z przeciwnościami losu jest już wystarczająco dużo. Postawa, o jakiej piszesz, czyli szukanie sobie sztucznych problemów i wysiłek ich rozwiązywania to jednocześnie zaniedbywanie istotnych problemów z dnia powszedniego. Kto ich szuka? >>- może dlatego, że mamy wolną wolę i uważa, że dobro powinniśmy wykuć sami, >Do czego jest tu potrzebne jego (Jego) "uważanie"? Nie musi być potrzebne. >Krótko: powinniśmy, ale nie dlatego, że ktoś (Ktoś) tak uważa. Wytłumacz to ojcu 5-latka który w sklepie robi scenę płaczu bo chce cukierka.
|
|
 | 18 na 18 | Andrzej.51 (15814 punktów) | Odpowiem na kolejną Twoją wypowiedź w tym wątku, pomimo że na poprzednie moje wypowiedzi jeszcze nie zdążyłeś odpowiedzieć. Może tym razem odpiszesz na tę wypowiedź i na te poprzednie. > >Poza tym która z poniższych rzeczy jest najlepszym dowodem na istnienie inteligentnego i kochającego Stworzyciela?> >b) Wrzaski młodej foki, rozrywanej na strzępy przez rekina,> >d) Prędkość z jaką wirus Ebola zmienia organy afrykańskiego dziecka w płyn.> >Doskonały świat gdzie 3/4 zajmują tereny nie zdatnej do spożycia wody, pustynie, lodowce, wirusy, pasożyty i pożeranie żywcem aby przeżyć?> >Gdzie tutaj miejsce dla Boga, który ponoć obdarza wolną wolą - a co za tym idzie daje nam szanse decydowania o swoim losie, kiedy na skutek (najwyraźniej stworzonych przez niego samego chorób) nasze dzieci nierzadko umierają już w łonach matek, lub tuż po narodzeniu?> Ta część Twego postu to stare jak świat oskarżenie Boga o zło i cierpienia, to niby dowód na to, że bóg nie istnieje, bo jakby dobry, kochający bóg pozwolił na zło i cierpienia...Ta część posta nobodylikeyou dowodzi wyłącznie tego, że nie istnieje byt wyróżniający się trzema podstawowymi atrybutami przyjętymi w judeochrześcijańskiej koncepcji Boga. Jeżeli zatem uznamy za boga byt nacechowany takimi atrybutami, jak wszechwiedza, wszechmoc oraz wszechdobroć w stosunku do istot stworzonych przez niego oraz zdolnych do cierpienia, a te właśnie atrybuty cechują Boga judeochrześcijańskiego, to ta część posta dowodzi, że byt taki nie istnieje, a wniosek ten graniczy z absolutną pewnością. Zaprzeczenie tezy o istnieniu tak rozumianego Boga nie pociąga jednak za sobą tezy o nieistnieniu boga-stworzyciela opisanego jakimiś innymi atrybutami. > To jest klasyczny przykład mieszania dwóch porządków: boskiego i ludzkiego.A cóż to jest ten "boski porządek"? O czym piszesz? Określ najpierw swojego Boga, opisz jego atrybuty, udowodnij jego istnienie, a następnie zdefiniuj ów "boski porządek" i uzasadnij to. Wykaż, że "boski porządek" jest odmienny od ludzkiego. Póki co zwrot, którego użyłeś jest niewiele znaczącym zlepkiem dwóch słów. Jest jedną z nieudolnych prób zdejmowania z Boga odpowiedzialności za ogrom nieszczęść dziejących się na Ziemi. Ale te próby - taka jak ta powyżej (sugerująca, że niekoniecznie to, co jest dobre czy też złe dla człowieka musi być tak samo rozumiane prze Boga) czy też przypisywanie człowiekowi wolnej woli rzekomo danej mu przez Boga - nie są wsparte solidnymi argumentami (o dowodach nie ma tu w ogóle mowy), a przez to niewiele znaczą. > Mogę Ci to bardzo łatwo i w jasny sposób wyjaśnić na przykładzie.> To wszystko o czym piszesz: śmierć, głód, brak wody, choroby itd ... to cierpienie, straszne rzeczy, dla Ciebie, dla mnie. Ale czy dla kogoś, kto wie (WIE), że życie na ziemi to tylko etap (krótki), przygotowanie do życia w niebie?I cóż wytłumaczyłeś. Nic! Zadam Ci dwa pytania: (1) Czy jesteś przekonany, że "śmierć, głód, brak wody, choroby itd ... to cierpienie, straszne rzeczy" tu na Ziemi są niezbędne do przyszłego życia w niebie, a jeśli tak, to dlaczego? (2) Skąd wiesz i jak potrafisz udowodnić, że jest właśnie tak, jak napisałeś powyżej. Czyżbyś nie zdawał sobie sprawy z tego, że jest to wyłącznie element Twojej religijnej wiary - i nic więcej. Na jej manifestowanie wybrałeś sobie jednak nieodpowiednie forum. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
|  | | Brzostowski (7067 punktów) | Odpowiem Ci krótko na zasadniczą kwestię, która o ile pamiętam była tutaj już przeze mnie wyjaśniana (niestety ostatnio nie mam czasu, aby zaglądać na forum i się intensywnie udzielać, przepraszam wszystkich za to, ale obiecuję, że gdy czas znajdę na pewno odpiszę na większość postów).
Kwestia wszechmocy, wszechwiedzy, wszechdobroci, itd... jest kłopotliwa dla wszystkich: teistów i ateistów. Dla teistów wiadomo - sprzeczności...
Dla ateistów jednak też. Podstawowa rzecz, elementarna logika: jeśli mówimy o bogu wszechmocnym i wszechwiedzącym, miłosiernym (może być Jahwe) to jest oczywiste, iż taki bóg może być niezrozumiały przez Ciebie i mnie, ponieważ my nie jesteśmy wszechwiedzacy. A zatem jego logika może być zupełnie inna. Czy może istnieć taki bóg? Jasne, że może.
Logicznie nie da się wykluczyć istnienia boga, ponieważ zawsze dojedziesz do TEJ właśnie ściany.
Ja niczego prawdopodbnie nie udowodnię w tej materii, bo przyjmując atrybuty boga (te wszech...) od razu zakłada się że może to być nie do ogarniecia.
Tak samo jak Ty nie udowodnisz, że nie może istnieć bóg który jest jednocześnie wszechwiedzący, wszechmocny i miłosierny tylko dlatego, że Ty lub ja nie możemy tego pojąć.
Jest tutaj taki jeden Pan, który twierdzi, że bóg nie istnieje ponieważ nie ma jego definicji. To podobny absurd.
Natomiast czym innym jest dowód na istnienie boga, dowodów takich nie ma. Nie oznacza to jednak że na podstawie braku rozumienia pojęć lub ich sprzeczności wg naszej percepcji albo braku dobrej definicji można wyciągać wniosek (dowodzić) o nieistnieniu czegoś.
Boga rozumiemy wszyscy mniej więcej jako jakąś świadomość zdolną do wpływania na świat, śwaidomośc posiadającą ogormną wiedzę, siłę, możliwości itd... Każdy może coś od siebie dodać: miłosierdzie, wszechmoc itd ...
Z tego jednak nic nie wynika, ujmiesz jeden atrybut, dwa i co? dodasz dwa i co? Nic. Udowadniasz że tej świadomości nie ma, bo znalazłeś sprzeczności w jakichś definicjach, atrybutach? Wykluczysz miłosierdzie, to Ci wyjdzie, że już taki wszechmocny i wszechwiedzacy moze istnieć? Dorzucisz miłosierdzie, to już nie? Bzdura.
To tak jak z wielkim wybuchem. Mówią że był, wybuchła osobliwość, która była NIESKOŃCZENIE gęsta. Czy wg Twojej logiki i akktualnej nauki może istnieć cos nieskończenie gęstego? Z tego co ja wiem nigdy niczego takiego nikt nie widział/zbadał i jest to sprzeczne z logiką. Czy jest to dowód na to, że BB nie było? Raczej nie, co nie? Masz zatem sytuację, której nie rozumiesz zupełnie, wymyka się logice, a jednak przyjmujemy ze BB miał miejsce.
Bóg też się wymyka logice i to ma być dowód na to że nie istnieje? No nie.
Oczywiście, za BB stoją inne wyniki, modele, ale analogia chyba jest zrozumiała.
pozdrawiam
|
|
| |  | 10 na 10 | Sygnał (4252 punktów) | Ależ problem z jakimkolwiek bogiem jest następujący:
a) jeśli po prostu mówimy o bogu i go nie definiujemy, to nie ma definicji. Jeśli staramy się używać uniwersalnego boga, to także nie ma definicji, bo definicja każdego jest inna.
b) jeśli definiujemy boga i nadajemy mu jakieś cechy (zmieniając go tym samym np. w Boga od chrześcijan), to wnioskujemy o czymś, czego nie jesteśmy w stanie zbadać, albo w ogóle udowodnić.
Tego typu postulaty są zbędne, mają zerową wartość poznawczą i zwyczajnie są niepotrzebnie. Bo każdy szczery intelektualnie człowiek w kwestii istnienia boga jest formalnie agnostykiem. Praktycznie może być teistą bądź ateistą, przy czym do teizmu nie ma żadnych podstaw.
|
|
| | |  | | Rafał Poniecki (7132 punktów) | Rozwijając Twoją wypowiedź: jeśli w jakikolwiek sposób definiujemy jakiegoś boga, to praktycznie zawsze można wykazać wewnętrzne sprzeczności i na tej podstawie go odrzucić, jako coś nieprawdopodobnego, a nawet niemożliwego. Np. wszechwiedzący i wszechmogący. Jeśli natomiast unikamy wszelkiego definiowania, to przyznajemy, że niczego o tym swoim bogu nie wiemy, a więc nie ma o czym mówić. A ci bogowie deistów to po prostu totalnie wykastrowani bogowie religii, w której jakiś filozof wyrastał. Był w stanie odrzucić absurdalne cechy przypisywane temu bogowi, ale nie stać go było na ostateczne zerwanie z wierzeniami i wymyśla coś, do czego niby nie można się przyczepić.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Sygnał (4252 punktów) | >A ci bogowie deistów to po prostu totalnie wykastrowani bogowie religii, w której jakiś filozof wyrastał. Był w stanie odrzucić absurdalne cechy przypisywane temu bogowi, ale nie stać go było na ostateczne zerwanie z wierzeniami i wymyśla coś, do czego niby nie można się przyczepić. >
Tak, ale z deistom da się jeszcze w miarę bezkonfliktowo podyskutować. W gruncie rzeczy, gdy przyjmujemy logikę i racjonalną analizę za metodę poznawczą, to pytanie o to, jak się wszechświat zaczął nie jest specjalnie istotne.
|
|
| | |  | 7 na 7 | MarcinK (9189 punktów) |
>b) jeśli definiujemy boga i nadajemy mu jakieś cechy (zmieniając go tym samym np. w Boga od chrześcijan), to wnioskujemy o czymś, czego nie jesteśmy w stanie zbadać, albo w ogóle udowodnić.
Bez problemu możemy badać. Bóg chrześcijan to nie deistyczny leniwiec ale całkiem zapracowany osobnik. Wiele razy w dziejach wtrącał się w porządek rzeczy, a jak tylko ze swej niematerialności raczył interweniować to już można było naukowo zweryfikować jego poczynania. Dla przykładu tańczące słońce uznane za cud przez kościół w 1930 roku - żadne obserwatorium astronomiczne, których wtedy już całkiem sporo było, cudu owego nie zaobserwowało etc etc etc.
>Bo każdy szczery intelektualnie człowiek w kwestii istnienia boga jest formalnie agnostykiem.
Formalnie dopóki się nie zdefiniuje owego czegoś to nie ma do czego się odnosić. Pojęcie "bóg" wydaje się jedynym w historii ludzkości, które w jakiś mistyczny sposób samo z siebie wytwarza jakieś znaczenie. Tymczasem jedyne co można o nim powiedzieć to niewiadomojakie niewiadomoco.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Sygnał (4252 punktów) |
>Bez problemu możemy badać. Bóg chrześcijan to nie deistyczny leniwiec ale całkiem zapracowany osobnik. Wiele razy w dziejach wtrącał się w porządek rzeczy, a jak tylko ze swej niematerialności raczył interweniować to już można było naukowo zweryfikować jego poczynania. Dla przykładu tańczące słońce uznane za cud przez kościół w 1930 roku - żadne obserwatorium astronomiczne, których wtedy już całkiem sporo było, cudu owego nie zaobserwowało etc etc etc.
Zgoda, tylko fajnie byłoby od razu rozwalić ideę dowolnego boga, a tak to tylko Pan rozwala tego najbardziej powszechnego na tej szerokości geograficznej.
>Formalnie dopóki się nie zdefiniuje owego czegoś to nie ma do czego się odnosić. Pojęcie "bóg" wydaje się jedynym w historii ludzkości, które w jakiś mistyczny sposób samo z siebie wytwarza jakieś znaczenie. Tymczasem jedyne co można o nim powiedzieć to niewiadomojakie niewiadomoco.
Ładne ujęte, choć niemal każda religia JAKOŚ tego swojego boga definiuje. Nie definiuje wystarczająco, ale cośtam o tym mówi.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | MarcinK (9189 punktów) |
> Zgoda, tylko fajnie byłoby od razu rozwalić ideę dowolnego boga,Tego się raczej nigdy nie uda gdyż wierzący mają organiczną niechęć do wskazywania metod falsyfikacji swoich twierdzeń (co poniekąd najzupełniej jest zrozumiałe). Szczęśliwie jednak, choćby nie wiem jak kombinowali, ciężar dowodu zawszeć leży po ich stronie. > a tak to tylko Pan rozwala tego najbardziej powszechnego na tej szerokości geograficznej.Każdego teistycznego ta zasada tyczy. Jego Doskonałość zawszeć musi swe dzieło poprawiać boć inaczej co za pożytek byłby z takiej łajzy leniwej. Po co by wierzący mieliby takowemu cześć oddawać i modły zanosić? Owe zanoszą bo w ich mniemaniu są oczywiście skuteczne, a każdy kapłan, obojętnej prowiniencji, w zakresie swych zawodowych obowiązków ma utwierdzanie, a nawet stymulownie boskiej cudotwórczości. Tu dla przykładu kolejny z panteonu: www.wykop.pl/link/161034/cuda-allaha/> Ładne ujęte, choć niemal każda religia JAKOŚ tego swojego boga definiuje. Nie definiuje wystarczająco, ale cośtam o tym mówi.Tyle, że tu schodzisz już z tego trzyliterowego niewiadomoczego na już konkretnego przedstawiciela tego klubu magików. Weźmy dla przykładu tego najbardziej nam znanego (wg katechizmu): Cytat:Przymioty, czyli doskonałości Boga są następujące: Bóg jest prosty, niezmienny, wieczny, niezmierzony, czyli wszędzie obecny, nieskończony, nieskończenie mądry, wszechmogący, nieskończenie święty, nieskończenie dobry, nieskończenie miłosierny i nieskończenie sprawiedliwy. Te omnipierdoły już bez problemu podlegają falsyfikacji i tego konkretnego można spokojnie odesłać do doliny muminków czy grodu Mirmiła. Prośba na koniec - zostawmy tych Panów.
|
|
| | | | | |  | | niestadny (2492 punktów) |
Wierzący nie musi niczego udowadniać gdyż wiara jest tylko głębokim, graniczącym z pewnością przekonaniem, dotyczącym istnienia bytu o nazwie Bóg, ale nie jest wiedzą. Wierzący nie stawia tezy "Bóg istnieje", wierzący mówi: "Wierzę w Boga Ojca itd..." Zapytany czy Bóg istnieje, powinien zgodnie z prawdą odpowiedzieć, że nie wie.
Z kolei ateizm jest wyłącznie brakiem teizmu/wiary; nie wiedzą o faktach. Ateista mówiący: "Bóg nie istnieje" zwyczajnie się ośmiesza. Pół biedy ateista. Gorzej gdy coś takiego powie osoba twierdząca, że jest racjonalistą. Owa osoba ma prawo uważać się za racjonalistę, gdyż każdy może uważać się za kogo tylko chce - nawet za chińskiego mandaryna. Stety czy nie, ale racjonalnie w żaden sposób nie da się wykluczyć istnienia "stwora" zwanego Bogiem.
stado czyni myślących bezmyślnymi /Zbyszek Bryłowski/
|
|
| | | | | | |  | 4 na 4 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) | > Wierzący nie musi niczego udowadniać gdyż wiara jest tylko głębokim, graniczącym z pewnością przekonaniem, dotyczącym istnienia bytu o nazwie Bóg, ale nie jest wiedzą.> Wierzący nie stawia tezy "Bóg istnieje", wierzący mówi: "Wierzę w Boga Ojca itd..."> Zapytany czy Bóg istnieje, powinien zgodnie z prawdą odpowiedzieć, że nie wie.> Z kolei ateizm jest wyłącznie brakiem teizmu/wiary; nie wiedzą o faktach.> Ateista mówiący: "Bóg nie istnieje" zwyczajnie się ośmiesza. Pół biedy ateista. Gorzej gdy coś takiego powie osoba twierdząca, że jest racjonalistą. Owa osoba ma prawo uważać się za racjonalistę, gdyż każdy może uważać się za kogo tylko chce - nawet za chińskiego mandaryna.> Stety czy nie, ale racjonalnie w żaden sposób nie da się wykluczyć istnienia "stwora" zwanego Bogiem.No coz: mimo, ze mnie wysmiejesz to stwierdze, ze jednorozcow, smokow i krasnoludkow nie ma. Nie gniewaj sie, zd nie podam dowodow nieistnienia  A co do przekonania: szkoda, ze gleboka wiara nie pomaga przy kasie w supersamie: prosze pani, ja gleboko wierze i jestem wrecz przekonany, ze zyplacilem pani za zakupy. Niech pani mi udowodni, ze nie zaplacilem.
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | Sygnał (4252 punktów) | >Wierzący nie musi niczego udowadniać gdyż wiara jest tylko głębokim, graniczącym z pewnością przekonaniem, dotyczącym istnienia bytu o nazwie Bóg, ale nie jest wiedzą.
Jest więc nieuzasadnione intelektualnie, przykro mi.
>Wierzący nie stawia tezy "Bóg istnieje", wierzący mówi: "Wierzę w Boga Ojca itd..."
A racjonalista mówi : "Wierzę, że Bóg Ojciec istnieje, gdyż ...". I tu podaje na to dowody, co mu kompletnie nie wychodzi.
>Zapytany czy Bóg istnieje, powinien zgodnie z prawdą odpowiedzieć, że nie wie.
Bo każdy intelektualnie jest agnostykiem, ale żeby coś postulować, trzeba mieć jakieś ku temu powody.
>Z kolei ateizm jest wyłącznie brakiem teizmu/wiary; nie wiedzą o faktach.
Nie, ateizm to przeświadczenie o nie istnieniu bogów. I tyle. To co opisujesz, to niewiara.
>Ateista mówiący: "Bóg nie istnieje" zwyczajnie się ośmiesza.
Patrz: stwierdzenie o agnostykach.
>Pół biedy ateista. Gorzej gdy coś takiego powie osoba twierdząca, że jest racjonalistą. Owa osoba ma prawo uważać się za racjonalistę, gdyż każdy może uważać się za kogo tylko chce - nawet za chińskiego mandaryna. >Stety czy nie, ale racjonalnie w żaden sposób nie da się wykluczyć istnienia "stwora" zwanego Bogiem.
Nie ma NAJMNIEJSZEGO sensu go postulować, a twierdzenie o jego istnieniu jest intelektualnie nieuzasadnione. Masz rację, że intelektualnie każdy jest agnostykiem, ale praktyczne podejście do sprawy to zazwyczaj teizm lub ateizm. Teizm nie ma kompletnie sensu.
|
|
| | | | | | |  | 7 na 7 | MarcinK (9189 punktów) | >Wierzący nie musi niczego udowadniać
Sobie rzeczywiście. Jednakże jak już chce do czegoś innych przekonać to już jak najbardziej - w końcu on tu tą rzeczywistość dodatkowym bytem ubogaca.
>Wierzący nie stawia tezy "Bóg istnieje", wierzący mówi: "Wierzę w Boga Ojca itd..." >Zapytany czy Bóg istnieje, powinien zgodnie z prawdą odpowiedzieć, że nie wie.
Jak to się choćby ma do:
1. cudów - istnieją takowe czy nie? Bo jeśli istnieją to chyba pewne, że jest. Znasz wierzącego co to cudów nie uznaje?
2. świętych ksiąg - kto je niby napisał/podyktował?
>Ateista mówiący: "Bóg nie istnieje" zwyczajnie się ośmiesza.
Jeśli stworzysz taką definicje, która poda metody swej falsyfikacji to sam zdecyduje.
>Stety czy nie, ale racjonalnie w żaden sposób nie da się wykluczyć istnienia "stwora" zwanego Bogiem.
Stety niestety choćby chrześcijańskiego wykluczyć bajecznie łatwo - raz logicznie, a dwa empirycznie.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >Ależ problem z jakimkolwiek bogiem jest następujący: >a) jeśli po prostu mówimy o bogu i go nie definiujemy, to nie ma definicji. Jeśli staramy się używać uniwersalnego boga, to także nie ma definicji, bo definicja każdego jest inna. >b) jeśli definiujemy boga i nadajemy mu jakieś cechy (zmieniając go tym samym np. w Boga od chrześcijan), to wnioskujemy o czymś, czego nie jesteśmy w stanie zbadać, albo w ogóle udowodnić. >Tego typu postulaty są zbędne, mają zerową wartość poznawczą i zwyczajnie są niepotrzebnie. Bo każdy szczery intelektualnie człowiek w kwestii istnienia boga jest formalnie agnostykiem. Praktycznie może być teistą bądź ateistą, przy czym do teizmu nie ma żadnych podstaw.
Jest to oczywiście mało wartościowe poznawczo i generalnie masz rację, ale niestety wielu o tym bogu gada i pisze w tym bardzo wielu ateistów. Widać ta sprawa wielu dręczy, jakoś dziwnie. Mnie też. Nie widzę zatem powodu abym ja jako teista, nie mógł intelektualnie bawić się z ateistami, w rozmowy o nawet marnie zdefiniowanym bogu, skoro oni sami chcą się w to bawić.
Jeśli zatem drodzy ateiści, uważacie, że rozmowy o bogu są bez sensu (bo jego przecież nie ma), to nie twórzcie wątków o czymś czego nie ma, skoro potem zarzucacie że rozmowy takie są bez sensu generalnie.
Owszem, czym innym są skutki społeczne, ale sam bóg, Adam Ewa, grzech pierworodny... po co o tym pisać? Edukacja? No ok, ale to raczej na jakimś katolickim portalu, tutaj większość jest pewna że to bzdury...
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Sygnał (4252 punktów) | >Jest to oczywiście mało wartościowe poznawczo i generalnie masz rację, ale niestety wielu o tym bogu gada i pisze w tym bardzo wielu ateistów. Widać ta sprawa wielu dręczy, jakoś dziwnie. Mnie też. Nie widzę zatem powodu abym ja jako teista, nie mógł intelektualnie bawić się z ateistami, w rozmowy o nawet marnie zdefiniowanym bogu, skoro oni sami chcą się w to bawić.
Tego typu idee rzeczywiście były wielokrotnie klepane na tym forum, ale pojawiają się znów w kontekście wystąpień jakichś teistów, albo w kontekście czegoś w społeczeństwie związanego z bogami/religią. I dyskusje tego typu poruszane są zazwyczaj, gdy jakiś intelektualnie nieszczery teista kwestię podnosi.
>Owszem, czym innym są skutki społeczne, ale sam bóg, Adam Ewa, grzech pierworodny... po co o tym pisać? Edukacja? No ok, ale to raczej na jakimś katolickim portalu, tutaj większość jest pewna że to bzdury...
Ale kiedy rodzimi ateiści tu nie dyskutują o tym między sobą, raczej z rodzimy teistami. Z resztą, powtarzam się, bo napisałem to powyżej.
|
|
| | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >Ale kiedy rodzimi ateiści tu nie dyskutują o tym między sobą, raczej z rodzimy teistami. Z resztą, powtarzam się, bo napisałem to powyżej.
Jako teista mogę złożyć szczere zapewnienie, że więcej niż raz do roku nie podejmę wątku istnienia boga.
Po co zatem ateisci dyskutują o tym z teistami, skoro sami twierdzą (jak Ty), że to bez sensu? Chyba widzą w tym jakiś sens, może zabawę? Skoro zatem ateista zabawia się w rozmowy o bogu którego nie ma, robi to na portalu racjonalistycznym, to chyba i teiście wolno?
|
|
| | | | | |  | | Sygnał (4252 punktów) |
> Jako teista mogę złożyć szczere zapewnienie, że więcej niż raz do roku nie podejmę wątku istnienia boga.Masz do tego prawo, nikt wszak nie atakuje za podjęcie tematu Ciebie, a jedynie Twoje argumenty. > Po co zatem ateisci dyskutują o tym z teistami, skoro sami twierdzą (jak Ty), że to bez sensu? Chyba widzą w tym jakiś sens, może zabawę? Skoro zatem ateista zabawia się w rozmowy o bogu którego nie ma, robi to na portalu racjonalistycznym, to chyba i teiście wolno?Bo to fajna gimnastyka umysłowa, poza tym trzeba być na bieżąco z argumentami drugiej strony
|
|
| | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | > Bo to fajna gimnastyka umysłowa, poza tym trzeba być na bieżąco z argumentami drugiej strony I dlatego rozmawiamy.
|
|
| | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | > >Bo to fajna gimnastyka umysłowa, poza tym trzeba być na bieżąco z argumentami drugiej strony I dlatego rozmawiamy. Chociaż to określenie "druga strona" z wywalającym się językiem trąci mi jakimś ideologicznym zacięciem. Ale może się mylę...
|
|
| | | | | | | | |  | | Sygnał (4252 punktów) |
> I dlatego rozmawiamy. Chociaż to określenie "druga strona" z wywalającym się językiem trąci mi jakimś ideologicznym zacięciem. Ale może się mylę...  > Wolę określenie "ideowa". Ideologia to bardzo negatywnie nacechowane słowo. Dodatkowo, sam nie wiem, od którego momentu już zaczyna się ideologia.
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > >>>I dlatego rozmawiamy. Chociaż to określenie "druga strona" z wywalającym się językiem trąci mi jakimś ideologicznym zacięciem. Ale może się mylę...  > Wolę określenie "ideowa". Ideologia to bardzo negatywnie nacechowane słowo.Tyle tylko, że jeden termin drugiego nie zastąpi. Nie bójmy się słów, książek, religii/ideologii - bójmy się ludźmi, którzy wywodząc z nich swoją wiarę mogą wiele zła uczynić. > Dodatkowo, sam nie wiem, od którego momentu już zaczyna się ideologia.www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,545583#w545957www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,505109#w505797www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,496609#w496975Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | |  | 3 na 3 | niestadny (2492 punktów) | > Dodatkowo, sam nie wiem, od którego momentu już zaczyna się ideologia.To proste: Od pomysłu do przemysłu. Idee są szczytne, piękne; są marzeniami/pomysłami. Ideologie z kolei są próbą realizacji owych szczytnych idei, często nie bacząc na ofiary ani na zdrowy rozsądek. Szczytne idee doprowadziły do komunizmu. Szczytne idee doprowadziły do najstraszliwszych zbrodni w dziejach ludzkości. > Rzeź ludności Wandei to jedna z czarnych plam na sumieniu Francji. Od czasów Wielkiej Rewolucji historycy mieli dbać by Francuzi nie pamiętali o tej zbrodni.Niektórzy wierzą, że świat bez religii będzie wspaniały a ludzie szczęśliwi. Piękna idea. Polecam ku przestrodze: "My" Eugeniusza Zamiatina oraz "Nowy Wspaniały Świat" Aldousa Huxleya. Podsumowując. Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane.
stado czyni myślących bezmyślnymi /Zbyszek Bryłowski/
|
|
| | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | -jad- (18783 punktów) | >Polecam ku przestrodze: "My" Eugeniusza Zamiatina oraz "Nowy Wspaniały Świat" Aldousa Huxleya.
Jeśli mogę się tu wtrącić, "Nowy Wspaniały Świat" z tych trzech lektur (bo jeszcze "Rok 1984" Orwella) najbardziej, chyba, mnie zafascynowała choć bywała momentami nudna. Urok tkwi w tym, że choć od tej rzeczywistości wieje grozą, to ludzie byli naprawdę szczęśliwi.
|
|
| |  | 4 na 4 | setarkos (10757 punktów) | > Kwestia wszechmocy, wszechwiedzy, wszechdobroci, itd... jest kłopotliwa dla wszystkich: teistów i ateistów. Dla teistów wiadomo - sprzeczności... Można powiedzieć, że dzielnie pokonują przeszkody, które sami stwarzają.
>Dla ateistów jednak też. Podstawowa rzecz, elementarna logika: jeśli mówimy o bogu Nie. Nie mówmy o 'Niewiadomoczym' i kłopot z głowy - po co mieszać logikę do pomysłów alogicznych?
[Zresztą i niektóre "święte księgi" nie zalecają nadużywania boskich imion, a na forum racjonalistów wydaje się to tyleż zbędne, co nadaremne.]
|
|
| | |  | 1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >> Kwestia wszechmocy, wszechwiedzy, wszechdobroci, itd... jest kłopotliwa dla wszystkich: teistów i ateistów. Dla teistów wiadomo - sprzeczności... >Można powiedzieć, że dzielnie pokonują przeszkody, które sami stwarzają. >>Dla ateistów jednak też. Podstawowa rzecz, elementarna logika: jeśli mówimy o bogu >Nie. Nie mówmy o 'Niewiadomoczym' i kłopot z głowy - po co mieszać logikę do pomysłów alogicznych? >[Zresztą i niektóre "święte księgi" nie zalecają nadużywania boskich imion, a na forum racjonalistów wydaje się to tyleż zbędne, co nadaremne.]
To raczej proszę takie uwagi do autora wątku. Skoro ktoś wątek taki rozpoczyna, to chce pogadać, więc ja się do dyskusji dołączam grzecznie. Jesli Ty nie masz ochoty na takową, to po prostu nie dyskutuj.
|
|
| |  | 8 na 8 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Natomiast czym innym jest dowód na istnienie boga, dowodów takich nie ma. Nie oznacza to jednak że na podstawie braku rozumienia pojęć lub ich sprzeczności wg naszej percepcji albo braku dobrej definicji można wyciągać wniosek (dowodzić) o nieistnieniu czegoś.
Nieistnienie jest domniemane, a ciężar dowodu spoczywa na postulującym istnienie. Jeżeli nie zgadzasz się z domniemaniem, argumentujesz za istnieniem - i przesuwasz ciężar dowodu. Jeżeli natomiast adwersarz zbije te argumenty, nadal domniemujemy nieistnienie.
> Boga rozumiemy wszyscy mniej więcej jako jakąś świadomość zdolną do wpływania na świat, śwaidomośc posiadającą ogormną wiedzę, siłę, możliwości itd...
Załóżmy roboczo że taki obiekt istnieje. Czy coś z tego wynika? Wskaż proszę taką sytuację, w której powinienem podjąć decyzję A o ile Bóg nie istnieje, natomiast decyzję B jeżeli istnieje.
Obawiam się, że dla każdego postulowanego Boga, który "karałby" za A i "wynagradzałby" za B, można postulować równie (nie)prawdopodobnego Boga o przeciwnych preferencjach.
Jaki zatem jest praktyczny sens dalszego roztrząsania tego pojęcia...?
|
|
| | |  | 2 na 2 | Brzostowski (7067 punktów) | >Jeżeli nie zgadzasz się z domniemaniem, argumentujesz za istnieniem - i przesuwasz ciężar dowodu. >Jeżeli natomiast adwersarz zbije te argumenty, nadal domniemujemy nieistnienie. To oczywiste. Generalnie wierzący wierzą bez dowodów, coś tam sobie wnioskują, kombinują, ale dowodów (racjonalnych) NIE MA. I to wiedzą i wierzący i niewierzący.
Wierzący, taki jak np ja, nie mam zamiaru udowadniać w sensie dowodu naukowego, komukolwiek, że istnieje bóg. Mam jakieś tam swoje przesłanki, ale generalnie dowodu nie ma, bo wg mnie jesteśmy (my ludzie) za głupi aby taki dowód odkryć. I na tym się kończy moje gneralne stanowisko w sprawie dowodzenia istnienia boga: nie da się tego racjonalnie dzisiaj udowodnić.
I teraz ktoś przychodzi i mówi: boga nie ma bo to czy tamto. To wtedy mówię: to jest nielogiczne, a tamto bez sensu... I co w tym złego? To wtedy dostają łopatą: to ty udowodnij! A ja mówię: nie da się. To wtedy: głupi jesteś! Tak to mniej więcej wygląda.
>> Boga rozumiemy wszyscy mniej więcej jako jakąś świadomość zdolną do wpływania na świat, śwaidomośc posiadającą ogormną wiedzę, siłę, możliwości itd... >Załóżmy roboczo że taki obiekt istnieje. Czy coś z tego wynika? Wskaż proszę taką sytuację, w której powinienem podjąć decyzję A o ile Bóg nie istnieje, natomiast decyzję B jeżeli istnieje. Skoro roboczo taki byt istnieje, to być może wpływa jakoś na każdego z nas, na mnie inaczej, na Ciebie inaczej. Ja czerpię z tego istnienia (no bo wierzący), swoje decyzje, Ty nie musisz, może nie możesz, itd... może być wiele przyczyn. Ja Ciebie mogę ewentualnie poinformować, że uważam iż taki byt istnieje, i powiedziec Ci co wg niego (a w zasadzie mojej percepcji Jego) jest słuszne, a co nie, jak postępować. >Obawiam się, że dla każdego postulowanego Boga, który "karałby" za A i "wynagradzałby" za B, można postulować równie (nie)prawdopodobnego Boga o przeciwnych preferencjach. Oczywiście, że tak. >Jaki zatem jest praktyczny sens dalszego roztrząsania tego pojęcia...? Jak zauważyłeś, wielu odpowiada na moje posty, jest to zatem pytanie jak rozumiem ogólne, do wszystkich? Z mojego punktu widzenia ma to o tyle praktyczne znaczenie, że jest pewną gimnastyką intelektualną, czasem dowiem się czegoś nowego, inne spojrzenie.
|
|
| | | |  | 5 na 5 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Wierzący, taki jak np ja, nie mam zamiaru udowadniać w sensie dowodu naukowego, komukolwiek, że istnieje bóg. Mam jakieś tam swoje przesłanki, ale generalnie dowodu nie ma, bo wg mnie jesteśmy (my ludzie) za głupi aby taki dowód odkryć.
Nie chodzi o jakiś niezbity dowód formalny, tylko o to czy Twoje przesłanki się bronią i nie da się ich wyjaśnić prościej niż Hipotezą Boga. Precyzując - czy potrafisz wskazać takie zjawisko, którego opis wymaga (w sensie Brzytwy Ockhama) włączenia Boga do modelu świata?
Pytanie osobiste - załóżmy roboczo, że Bóg nie istnieje. Czy chciałbyś mimo to zachować swoją wiarę? Czy w ogóle jest w Tobie taka potrzeba, aby Twoje przekonania korespondowały z rzeczywistością?
> to ty udowodnij! A ja mówię: nie da się. To wtedy: głupi jesteś!
Ujmijmy to więc delikatniej - zbiór Twoich przekonań nie przeszedł dostatecznej weryfikacji, co może skutkować podejmowaniem irracjonalnych decyzji, a w skrajnych przypadkach paraliżem decyzyjnym w wyniku potencjalnych wewnętrzych sprzeczności.
> Ja Ciebie mogę ewentualnie poinformować, że uważam iż taki byt istnieje, i powiedziec Ci co wg niego (a w zasadzie mojej percepcji Jego) jest słuszne, a co nie, jak postępować.
Równie dobrze możesz mnie poinformować wprost co wg Ciebie jest słuszne, a co nie. Bez podpierania się (dyskusyjnym) autorytetem wszechmocnych istot, z którymi rzekomo masz kontakt. Zwłaszcza że - jak przyznajesz - nie potrafisz wykazać, że te wytyczne rzeczywiście pochodzą od Boga.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >Nie chodzi o jakiś niezbity dowód formalny, tylko o to czy Twoje przesłanki się bronią i nie da się ich wyjaśnić prościej niż Hipotezą Boga. Precyzując - czy potrafisz wskazać takie zjawisko, którego opis wymaga (w sensie Brzytwy Ockhama) włączenia Boga do modelu świata? Stara jak świat pierwsza przyczyna. Przyczyna jest przyczyną przyczyny przyczyny ... na końcu bóg, świetnie się nadaje na wyjaśnienie. >Pytanie osobiste - załóżmy roboczo, że Bóg nie istnieje. Czy chciałbyś mimo to zachować swoją wiarę? Oczywiście, że nie, skoro nie istnieje, wiara w kogoś takiego byłaby kompletną bzdurą. >Czy w ogóle jest w Tobie taka potrzeba, aby Twoje przekonania korespondowały z rzeczywistością? Generalnie tak. >> to ty udowodnij! A ja mówię: nie da się. To wtedy: głupi jesteś! >Ujmijmy to więc delikatniej - zbiór Twoich przekonań nie przeszedł dostatecznej weryfikacji, co może skutkować podejmowaniem irracjonalnych decyzji, a w skrajnych przypadkach paraliżem decyzyjnym w wyniku potencjalnych wewnętrzych sprzeczności. Jakoś przez dzieści lat sobie żyję, w boga wierzę i nie zaznałem takich negatywnych skutków z tego powodu, znam też wielu innych którym się też nic złego z tego powodu nie przydarzyło, a cześci to nawet dobre rzeczy w życiu się udały dzięki wierze. A co do weryfikacji, to owszem, w sensie naukowym moje poglądy takiej nie przechodzą. >> Ja Ciebie mogę ewentualnie poinformować, że uważam iż taki byt istnieje, i powiedziec Ci co wg niego (a w zasadzie mojej percepcji Jego) jest słuszne, a co nie, jak postępować. >Równie dobrze możesz mnie poinformować wprost co wg Ciebie jest słuszne, a co nie. Oczywiście, że tak. >Bez podpierania się (dyskusyjnym) autorytetem wszechmocnych istot, z którymi rzekomo masz kontakt. Owszem. >Zwłaszcza że - jak przyznajesz - nie potrafisz wykazać, że te wytyczne rzeczywiście pochodzą od Boga. Nie mogę tego wykazać, udowodnić.
Ale też Tobie nie narzucam swoich poglądów, nie zmuszam Ciebie do określonego zachowania się, słuchania boga.
|
|
| | | | | |  | 5 na 5 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) |
> >Pytanie osobiste - załóżmy roboczo, że Bóg nie istnieje. Czy chciałbyś mimo to zachować swoją wiarę?> Oczywiście, że nie, skoro nie istnieje, wiara w kogoś takiego byłaby kompletną bzdurą.To jest dla mnie mistrzostwo swiata  Czyli tak naprawde Twoja wiara w katolickiego boga jest wiedza (bo jak sam twierdzisz bzdura by bylo wierzyc w kogos o kim sie wie, ze nie istnieje). Czy poza stara ksiazka masz jakis dowod na swoja wiedze czy jak zwykle musi wystarczyc nam slowo honoru prawdomownego teisty?
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | > >>Pytanie osobiste - załóżmy roboczo, że Bóg nie istnieje. Czy chciałbyś mimo to zachować swoją wiarę?> >Oczywiście, że nie, skoro nie istnieje, wiara w kogoś takiego byłaby kompletną bzdurą.> To jest dla mnie mistrzostwo swiata  > Czyli tak naprawde Twoja wiara w katolickiego boga jest wiedza (bo jak sam twierdzisz bzdura by bylo wierzyc w kogos o kim sie wie, ze nie istnieje).Nie kapuję, jak można nie rozumieć tak prostych rzeczy. Skoro zakładamy roboczo, że Bóg nie istnieje, to wiara w niego (tego który roboczo nie istnieje) nie ma żadnego sensu. Jest to spójne z założeniem wyjściowym. Natomiast Ty i część forumowiczów, cały czas zmieniacie założenia w trakcie rozmowy i po prostu nawet tego nie rozumiecie, czego dowodem jest Twój post i kilka plusików. Mieszasz: 1. założenie robocze (na potrzeby dyskusji), o które prosił poprzednik 2. z faktycznym moim stanowiskiem w tej sprawie Skupcie się! O czym rozmawiamy. > Czy poza stara ksiazka masz jakis dowod na swoja wiedze czy jak zwykle musi wystarczyc nam slowo honoru prawdomownego teisty?No i dalej to samo. W tym pytaniu już założenie o nieistnieniu nie obowiązuje? Bo jesli obowiązuje, to boga nie ma, a Biblia jest bzdurą.
|
|
| | | | | |  | 4 na 4 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > > czy potrafisz wskazać takie zjawisko, którego opis wymaga (w sensie Brzytwy Ockhama) włączenia Boga do modelu świata?> Stara jak świat pierwsza przyczyna (...) na końcu bóg, świetnie się nadaje na wyjaśnienie.Jest jednak dużo prostszy model, gdzie na końcu znajduje się próżnia kwantowa. Czy nie powinieneś przypadkiem zaktualizować swoich przekonań? > > Czy w ogóle jest w Tobie taka potrzeba, aby Twoje przekonania korespondowały z rzeczywistością?> Generalnie tak.Zanim zobaczę Twoją odpowiedź na poprzednią kwestię, upewnię się tylko, że obaj mamy świadomość, że to przekonania powinny się dostosować do rzeczywistości, nie odwrotnie... > > zbiór Twoich przekonań nie przeszedł dostatecznej weryfikacji, co może skutkować podejmowaniem irracjonalnych decyzji> Jakoś przez dzieści lat sobie żyję, w boga wierzę i nie zaznałem takich negatywnych skutków z tego powoduTo dlatego że "oswoiliśmy" sobie religię, problem pojawia się u ortodoksów. > Ale też Tobie nie narzucam swoich poglądów, nie zmuszam Ciebie do określonego zachowania się, słuchania boga.Nie siłą i nie wprost, ale jednak jakaś tam mniej lub bardziej zawoalowana sugestia jest - że odrzucając Twój punkt widzenia, działam wbrew woli wszechpotężnego stwórcy świata. Ale może jestem po prostu przewrażliwiony.
|
|
| | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | > >> czy potrafisz wskazać takie zjawisko, którego opis wymaga (w sensie Brzytwy Ockhama) włączenia Boga do modelu świata?> > Stara jak świat pierwsza przyczyna (...) na końcu bóg, świetnie się nadaje na wyjaśnienie.> Jest jednak dużo prostszy model, gdzie na końcu znajduje się próżnia kwantowa.> Czy nie powinieneś przypadkiem zaktualizować swoich przekonań?Chętnie, ale nie widzę w tej koncepcji odpowiedzi o tę pierwszą przyczynę. Jakoś w całym świecie dostępnym naszemu szkiełku i oku każde zdarzenie potrzebuje przyczyny (lub kilku przyczyn). Tak jest w prawie 100% zdarzeń, bo jakieś tam są próby udowadniania, że niby coś się dzieje bez przyczyny. Ale ja raczej jestem skłonny przypisywać to po prostu braku wiedzy, a nie przyjęcie tezy o bezprzycyznowości, skoro wszystko wskazuje, że wszystko ma przyczyny. Próżnia kwantowa, i to wszystko jest tak samo magiczne jak koncepcja boga, nie wiem dlaczego uważasz, że jest to prostsze wyjaśnienie: znikajace i pojawiające się cząstki? Magia! > >> Czy w ogóle jest w Tobie taka potrzeba, aby Twoje przekonania korespondowały z rzeczywistością?> > Generalnie tak.> Zanim zobaczę Twoją odpowiedź na poprzednią kwestię, upewnię się tylko, że obaj mamy świadomość, że to przekonania powinny się dostosować do rzeczywistości, nie odwrotnie...Przekonania o świecie. Chciałbym aby to co wiem o świecie, było faktycznie realne, ale nie dlatego, że sobie to wymyślę i świat mam sie dostosować, tylko przekonania o swiiecie buduję na podstawie jego obserwacji. > >> zbiór Twoich przekonań nie przeszedł dostatecznej weryfikacji, co może skutkować podejmowaniem irracjonalnych decyzji> > Jakoś przez dzieści lat sobie żyję, w boga wierzę i nie zaznałem takich negatywnych skutków z tego powodu> To dlatego że "oswoiliśmy" sobie religię, problem pojawia się u ortodoksów.To całkiem możliwe. > > Ale też Tobie nie narzucam swoich poglądów, nie zmuszam Ciebie do określonego zachowania się, słuchania boga.> Nie siłą i nie wprost, ale jednak jakaś tam mniej lub bardziej zawoalowana sugestia jest - że odrzucając Twój punkt widzenia, działam wbrew woli wszechpotężnego stwórcy świata. Ale może jestem po prostu przewrażliwiony.Bez przesady. To że w czyjejś opinii działasz wbrew woli stwórcy, nie jest narzucaniem poglądów. Owszem, odczucie takie może być np w Polsce, gdzie prawo jest częściowo tak skonstruowane, że promuje wolę stwórcy w niektórych obszarach. Ale inne zapisy prawa promują pewne rzeczy wbrew woli stwórcy, to co wówczas ja mam odczuwać że ktoś mi coś narzuca? No nie. Życie społeczne jest złożone. W Polsce akurat naciski KK są w tzw drażliwych kwestiach (np aborcja) i to rozbudza emocje, ale to tylko jeden z wielu elementów/zapisów prawa.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | Sygnał (4252 punktów) |
>Chętnie, ale nie widzę w tej koncepcji odpowiedzi o tę pierwszą przyczynę. Jakoś w całym świecie dostępnym naszemu szkiełku i oku każde zdarzenie potrzebuje przyczyny (lub kilku przyczyn). Tak jest w prawie 100% zdarzeń, bo jakieś tam są próby udowadniania, że niby coś się dzieje bez przyczyny.
Mechanika kwantowa jest ściśle bezprzyczynowa.
>Ale ja raczej jestem skłonny przypisywać to po prostu braku wiedzy, a nie przyjęcie tezy o bezprzycyznowości, skoro wszystko wskazuje, że wszystko ma przyczyny. >Próżnia kwantowa, i to wszystko jest tak samo magiczne jak koncepcja boga, nie wiem dlaczego uważasz, że jest to prostsze wyjaśnienie: znikajace i pojawiające się cząstki? Magia!
Nie znasz widzę nawet podstaw mechaniki kwantowej.
>Przekonania o świecie. Chciałbym aby to co wiem o świecie, było faktycznie realne, ale nie dlatego, że sobie to wymyślę i świat mam sie dostosować, tylko przekonania o swiiecie buduję na podstawie jego obserwacji.
Tak jak nauka, skąd więc takie zwątpienie dla mechaniki kwantowej?
>Bez przesady. To że w czyjejś opinii działasz wbrew woli stwórcy, nie jest narzucaniem poglądów.
Twierdzenie, że zna się wolę stwórcy jest poronione.
|
|
| | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >Mechanika kwantowa jest ściśle bezprzyczynowa. >Nie znasz widzę nawet podstaw mechaniki kwantowej. Coś tam wiem, ale Ty zapewne wiesz więcej. Powiedz mi zatem skąd wzięły się cząstki? Powstały same, tak? Z niczego? Czy z czegoś? Mam nadzieję, że nie uciekniesz od próby odpowiedzi na to pytanie. >>Przekonania o świecie. Chciałbym aby to co wiem o świecie, było faktycznie realne, ale nie dlatego, że sobie to wymyślę i świat mam sie dostosować, tylko przekonania o swiiecie buduję na podstawie jego obserwacji. >Tak jak nauka, skąd więc takie zwątpienie dla mechaniki kwantowej? Wątpię we wszystko, no wiesz taki racjonalista ze mnie, dziwny. >>Bez przesady. To że w czyjejś opinii działasz wbrew woli stwórcy, nie jest narzucaniem poglądów. >Twierdzenie, że zna się wolę stwórcy jest poronione. Kto twierdzi, że zna tę wolę?
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Sygnał (4252 punktów) | >Coś tam wiem, ale Ty zapewne wiesz więcej. Powiedz mi zatem skąd wzięły się cząstki? Powstały same, tak?
Z racji średniej energii próżni. Stan próżni kwantowej ma to do siebie, że jest próżnią tylko i wyłącznie w sensie statystycznym, pojawiają się co chwila cząstki i antycząstki do nich, są tu zwykłe fluktuacje.
>Wątpię we wszystko, no wiesz taki racjonalista ze mnie, dziwny.
Podejście dobre, ale do wątpienia też by wypadało mieć jakieś podstawy. Uzasadnione jest co najwyżej stanowisko "nie wiem, nie będę się tym zajmował". Podczas gdy Twoje to "nie wiem, ale to nie działa tak jak opisują". Ewentualnie nie znasz opisu.
>Kto twierdzi, że zna tę wolę?
No Ci którzy prawo tą wolą inspirowane tworzą, czyż nie?
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>Coś tam wiem, ale Ty zapewne wiesz więcej. Powiedz mi zatem skąd wzięły się cząstki? Powstały same, tak? >Z racji średniej energii próżni. Stan próżni kwantowej ma to do siebie, że jest próżnią tylko i wyłącznie w sensie statystycznym, pojawiają się co chwila cząstki i antycząstki do nich, są tu zwykłe fluktuacje. Zaraz, zaraz, czyli faktycznie to nie jest próżnia, tak? Tylko statystycznie... Skąd się biorą fluktuacje? Jaka jest ich przyczyna? Kurdę, okazuje się, że w tej próżni dzieją się fajne rzeczy! Dlaczego? Dlaczego co chwilę pojawiają się cząstki i antycząstki? Ot tak, czy jest jakaś przyczyna? A może jej nie znamy? >>Wątpię we wszystko, no wiesz taki racjonalista ze mnie, dziwny. >Podejście dobre, ale do wątpienia też by wypadało mieć jakieś podstawy. Uzasadnione jest co najwyżej stanowisko "nie wiem, nie będę się tym zajmował". Podczas gdy Twoje to "nie wiem, ale to nie działa tak jak opisują". Ewentualnie nie znasz opisu. Otóż to. Dlaczego z próżni wyskakują cząstki? Jest jakaś przyczyna? >>Kto twierdzi, że zna tę wolę? >No Ci którzy prawo tą wolą inspirowane tworzą, czyż nie? A możliwe, widocznie mają jakieś swoje objawienia, czy co tam innego.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Sygnał (4252 punktów) | >Zaraz, zaraz, czyli faktycznie to nie jest próżnia, tak? Tylko statystycznie... >Skąd się biorą fluktuacje? Jaka jest ich przyczyna? >Kurdę, okazuje się, że w tej próżni dzieją się fajne rzeczy! Dlaczego? Dlaczego co chwilę pojawiają się cząstki i antycząstki? Ot tak, czy jest jakaś przyczyna? A może jej nie znamy?
Kreacja cząstek nie jest niczym niezwykłym. Dioda LED emituje (kreuje) foton z racji wzbudzenia elektronu, czyli różnicy energii. Tu się dzieje dokładnie tak samo. A dzieje się tak, gdyż taka jest fizyka, co raczej nie jest zaskakujące.
>Otóż to. Dlaczego z próżni wyskakują cząstki? Jest jakaś przyczyna?
Taka jej zwyczajnie właściwość. Tyle fizykowi wystarczy.
>A możliwe, widocznie mają jakieś swoje objawienia, czy co tam innego.
No mają i wiadomo, że to negatywne. Ale temat to na inną rozmowę.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>Zaraz, zaraz, czyli faktycznie to nie jest próżnia, tak? Tylko statystycznie... >>Skąd się biorą fluktuacje? Jaka jest ich przyczyna? >>Kurdę, okazuje się, że w tej próżni dzieją się fajne rzeczy! Dlaczego? Dlaczego co chwilę pojawiają się cząstki i antycząstki? Ot tak, czy jest jakaś przyczyna? A może jej nie znamy? >Kreacja cząstek nie jest niczym niezwykłym. Dioda LED emituje (kreuje) foton z racji wzbudzenia elektronu, czyli różnicy energii. Tu się dzieje dokładnie tak samo. A dzieje się tak, gdyż taka jest fizyka, co raczej nie jest zaskakujące. Acha! Dzieje się tak, bo taka jest fizyka! Powstał świat z niczego. Jak to możliwe? Bo taka jest fizyka? >>Otóż to. Dlaczego z próżni wyskakują cząstki? Jest jakaś przyczyna? >Taka jej zwyczajnie właściwość. Tyle fizykowi wystarczy. Acha...
Nie wiem może fizykowi wystarczy, znam kilku, im raczej to nie wystarczy. Dziwnie pytają: dlaczego one wyskakują?
Wiadomo, że nie wiemy. Nie jest to nic szczególnego, wielu rzeczy nie wiemy. Nie mów jednak że świat powstał z niczego, bo tego też nie wiemy.
A może świat ma taką właściwość, że powstać musiał? No może. A skąd taka właściwość się pojawiła? No bo skądś powinna?
Ściana! A za ścianą bóg lub modele matematyczne.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Sygnał (4252 punktów) | >Acha! Dzieje się tak, bo taka jest fizyka! Powstał świat z niczego. Jak to możliwe? Bo taka jest fizyka?
No, obiekty fizyczne mają pewne właściwości, czyż nie?
>Acha... >Nie wiem może fizykowi wystarczy, znam kilku, im raczej to nie wystarczy. Dziwnie pytają: dlaczego one wyskakują? >Wiadomo, że nie wiemy. Nie jest to nic szczególnego, wielu rzeczy nie wiemy. Nie mów jednak że świat powstał z niczego, bo tego też nie wiemy.
Tu trzeba zastanowić się, co rozumie się przez wiedzę i co to w nauce jest prawda.
>A może świat ma taką właściwość, że powstać musiał? No może. A skąd taka właściwość się pojawiła? No bo skądś powinna?
Jest taki fajny model z pętlą czasową, więc możliwe także że fakt, że istnieje jest dowodem na to, że istnieć musiał zawsze.
>Ściana! A za ścianą bóg lub modele matematyczne.
Te modele matematyczne to najlepsze co mamy, jeśli o opis rzeczywistości chodzi. A boga uznam za dobrą teorię gdy zobaczę pracę "matematyczna teoria boga".
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >No, obiekty fizyczne mają pewne właściwości, czyż nie? Owszem, ale one z czegoś wynikają, prawda? >>Acha... >>Nie wiem może fizykowi wystarczy, znam kilku, im raczej to nie wystarczy. Dziwnie pytają: dlaczego one wyskakują? >>Wiadomo, że nie wiemy. Nie jest to nic szczególnego, wielu rzeczy nie wiemy. Nie mów jednak że świat powstał z niczego, bo tego też nie wiemy. >Tu trzeba zastanowić się, co rozumie się przez wiedzę i co to w nauce jest prawda. Słusznie. >>A może świat ma taką właściwość, że powstać musiał? No może. A skąd taka właściwość się pojawiła? No bo skądś powinna? >Jest taki fajny model z pętlą czasową, więc możliwe także że fakt, że istnieje jest dowodem na to, że istnieć musiał zawsze. Możliwe, kto wie. >>Ściana! A za ścianą bóg lub modele matematyczne. >Te modele matematyczne to najlepsze co mamy, jeśli o opis rzeczywistości chodzi. A boga uznam za dobrą teorię gdy zobaczę pracę "matematyczna teoria boga".
Owszem, te modele to najlepsze co mamy. Mi osobiście jeszcze odpowiada koncepcja boga, jako wyjaśnienie powstania świata.
Podsumowując: w kontekście stworzenia świata, koncepcja boga czy też wiecznie istniejącej próżni/energii która wzięła się znikąd/istniała od zawsze są tak samo absurdalne.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Sygnał (4252 punktów) | >Owszem, ale one z czegoś wynikają, prawda?
W opisie systemu istnieje coś takiego jak poziom abstrakcji. Im niżej schodzimy tym dochodzimy do bardziej skomplikowanego opisu. Pytanie, czy tych poziomów abstrakcji jest skończona ilość? Czy racjonalne jest zakładanie, że jest ich nieskończenie wiele ?
>Słusznie.
Kontynuując więc: prawda to zgodność z modelem potwierdzonym eksperymentalnie. W przypadku niemożliwości eksperymentalnej weryfikacji modelu a priori wszystkie modele są równoważne. W tym punkcie wybieramy ten najprostszy i dalej uznajemy za prawdę.
>Owszem, te modele to najlepsze co mamy. Mi osobiście jeszcze odpowiada koncepcja boga, jako wyjaśnienie powstania świata.
Nie jest to zdecydowanie najprostszy model.
>Podsumowując: w kontekście stworzenia świata, koncepcja boga czy też wiecznie istniejącej próżni/energii która wzięła się znikąd/istniała od zawsze są tak samo absurdalne. >
Raczysz żartować. Bóg dowolnego kształtu jest nieskończenie bardziej problematyczny. Chyba, że zostawiasz bogu niewiele do roboty i sprowadzasz do tego, co już robi próżnia kwantowa. Po co tedy mieszać pojęcia ?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>Owszem, ale one z czegoś wynikają, prawda? >W opisie systemu istnieje coś takiego jak poziom abstrakcji. Im niżej schodzimy tym dochodzimy do bardziej skomplikowanego opisu. Pytanie, czy tych poziomów abstrakcji jest skończona ilość? Czy racjonalne jest zakładanie, że jest ich nieskończenie wiele ? Skoro bez problemu zakładamy nieskończoną gestość, wieczność istnienia czegoś, to dlaczego akurat tutaj nie? Intuicyjnie wydaje się, że tych "poziomów abstrakcji" powinna być ograniczona ilość, ale odkrycia naukowe temu przeczą - cały czas schodzimy niżej lub wyżej. >>Słusznie. >Kontynuując więc: prawda to zgodność z modelem potwierdzonym eksperymentalnie. Nie bardzo. Prawda to coś co obiektywnie istnieje/funkcjonuje. Aby coś było prawdziwe/było prawdą nie wymaga wg mnie potwierdzenia doświadczalnego, chociaż takowe jest pożądane.
Ale to zależy od teorii prawdy... >W przypadku niemożliwości eksperymentalnej weryfikacji modelu a priori wszystkie modele są równoważne. W tym punkcie wybieramy ten najprostszy i dalej uznajemy za prawdę. Uznawać coś za prawdę tylko dlatego, że jest najprostsze? Dlaczego? >>Owszem, te modele to najlepsze co mamy. Mi osobiście jeszcze odpowiada koncepcja boga, jako wyjaśnienie powstania świata. >Nie jest to zdecydowanie najprostszy model. Cóż z tego? A od kiedy, to co jest najprostsze jest bliższe prawdy? >>Podsumowując: w kontekście stworzenia świata, koncepcja boga czy też wiecznie istniejącej próżni/energii która wzięła się znikąd/istniała od zawsze są tak samo absurdalne.
>Raczysz żartować. Bóg dowolnego kształtu jest nieskończenie bardziej problematyczny. Chyba, że zostawiasz bogu niewiele do roboty i sprowadzasz do tego, co już robi próżnia kwantowa. Po co tedy mieszać pojęcia ? Bez przesady. Koncepcja boga może być prostsza od tych skomplikowanych modeli. Bóg stworzył próżnię kwantową, oddziaływuje na świat w sposób nam nieznany. Koniec.
Proste?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Sygnał (4252 punktów) |
>Skoro bez problemu zakładamy nieskończoną gestość, wieczność istnienia czegoś, to dlaczego akurat tutaj nie? Intuicyjnie wydaje się, że tych "poziomów abstrakcji" powinna być ograniczona ilość, ale odkrycia naukowe temu przeczą - cały czas schodzimy niżej lub wyżej.
Problem jeno taki, że nie nieskończoną gęstość (do Wielkiego Wybuchu pijesz, jak mniemam), tylko odpowiednio dużą. Na tyle dużą, że spokojnie w równaniach opisujących to wszystko można to uznać za nieskończoność. W równaniach, podkreślam, bo nieskończoności w fizyce jeszcze nie zaobserwowano.
>Nie bardzo. Prawda to coś co obiektywnie istnieje/funkcjonuje. Aby coś było prawdziwe/było prawdą nie wymaga wg mnie potwierdzenia doświadczalnego, chociaż takowe jest pożądane. >Ale to zależy od teorii prawdy...
No, mamy więc racjonalność i empirię lub fideizm i ... fideizm. Nie da się bez jakiegoś badania stwierdzić, czy coś istnieje, a nie da się stwierdzić, że coś istnieje bez pomiaru jakiegoś tego czegoś parametru. Istnienie czegoś jest więc nierozłącznie związane z opisem tego czegoś, jeśli mamy bawić się w filozofię nauki.
>Uznawać coś za prawdę tylko dlatego, że jest najprostsze? Dlaczego?
Najprostsze i satysfakcjonujące w swoim opisie, tj. dające się zweryfikować i dające dalszą bazę do przewidywań. Nadbudowywanie modelu ponad to jest nieuzasadnione. Brzytwa Ockhama, mimo, że stara, jest nadal przydatną koncepcją.
>Cóż z tego? A od kiedy, to co jest najprostsze jest bliższe prawdy?
Patrz: punkt wyżej i wypowiedź wyżej.
>Bez przesady. Koncepcja boga może być prostsza od tych skomplikowanych modeli. Bóg stworzył próżnię kwantową, oddziaływuje na świat w sposób nam nieznany. Koniec. >Proste?
No właśnie kompletnie nie, bo nadbudowujesz coś nad zadowalającą poznawczo próżnię. Po kiego grzyba ten Bóg, skoro tylko model zaciemnia, a nie rozjaśnia?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >Problem jeno taki, że nie nieskończoną gęstość (do Wielkiego Wybuchu pijesz, jak mniemam), tylko odpowiednio dużą. Na tyle dużą, że spokojnie w równaniach opisujących to wszystko można to uznać za nieskończoność. W równaniach, podkreślam, bo nieskończoności w fizyce jeszcze nie zaobserwowano.
No to dla mnie nowość, bo myślałem, że przy tym BB chodzi o nieskończoną gęstość. Ale nie jestem fachowiec, niech inni potwierdzą to co piszesz.
Piszesz, że nieskończoności w fizyce nie obserwowano, na jakiej zatem podstawie zakładać nieskończoność istnienia (wieczność) próżni? To ciekawe. >>Nie bardzo. Prawda to coś co obiektywnie istnieje/funkcjonuje. Aby coś było prawdziwe/było prawdą nie wymaga wg mnie potwierdzenia doświadczalnego, chociaż takowe jest pożądane. >>Ale to zależy od teorii prawdy... >No, mamy więc racjonalność i empirię lub fideizm i ... fideizm. Nie da się bez jakiegoś badania stwierdzić, czy coś istnieje, a nie da się stwierdzić, że coś istnieje bez pomiaru jakiegoś tego czegoś parametru. Istnienie czegoś jest więc nierozłącznie związane z opisem tego czegoś, jeśli mamy bawić się w filozofię nauki. No nie wiem. Pytanie do Ciebie:
Czy elektrony istniały 2000 lat temu. Tak, czy nie?
>>Uznawać coś za prawdę tylko dlatego, że jest najprostsze? Dlaczego? >Najprostsze i satysfakcjonujące w swoim opisie, tj. dające się zweryfikować i dające dalszą bazę do przewidywań. Nadbudowywanie modelu ponad to jest nieuzasadnione. Brzytwa Ockhama, mimo, że stara, jest nadal przydatną koncepcją. Przydatna to koncepcja jest, ale niczego nie wnosi w kwestii prawdy. Nie gwarantuje jej. >>Cóż z tego? A od kiedy, to co jest najprostsze jest bliższe prawdy? >Patrz: punkt wyżej i wypowiedź wyżej. Ale prostsze bliższe prawdy nie musi być prawda? Czy musi? >>Bez przesady. Koncepcja boga może być prostsza od tych skomplikowanych modeli. Bóg stworzył próżnię kwantową, oddziaływuje na świat w sposób nam nieznany. Koniec. >>Proste? >No właśnie kompletnie nie, bo nadbudowujesz coś nad zadowalającą poznawczo próżnię. Po kiego grzyba ten Bóg, skoro tylko model zaciemnia, a nie rozjaśnia?
Kwantowa próżnia cię zadowala poznawczo? To raczej nie naukowe podejście. Ja szukam dalej.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Sygnał (4252 punktów) | >Piszesz, że nieskończoności w fizyce nie obserwowano, na jakiej zatem podstawie zakładać nieskończoność istnienia (wieczność) próżni? To ciekawe.
Tu kolejne ciekawostka związana z pomiarem czasu. Z punktu widzenia istnienia wszechświata próżnia musiała istnieć na pewno co najmniej od t=t0, czyli BB.
>No nie wiem. Pytanie do Ciebie: >Czy elektrony istniały 2000 lat temu. Tak, czy nie?
Biorąc pod uwagę, że są elementem atomu wodoru, z dużą dozą pewności powiem, że tak. Spokojnie można by to uznać z naukowego punktu widzenia za prawdę, bo wszystko wskazuje za, a przeciw nic.
>Przydatna to koncepcja jest, ale niczego nie wnosi w kwestii prawdy. Nie gwarantuje jej.
Owszem, ale to świetne kryterium na podstawie którego prawdę od nieprawdy można odfiltrować. Ja tam na przykład bardzo lubię filtry.
>Ale prostsze bliższe prawdy nie musi być prawda? Czy musi?
Zakładasz odgórnie, że istnieje jakaś prawda (żeby nie powiedzieć Prawda) kiedy to nie jest tak do końca. Ja osobiście jestem zwolennikiem koncepcji Hawkinga, że świat sobie jest, a jego poznawalność jest jedynie poprzez nasze jego modele. Mając więc dwa równoznaczne modele (dające dobre przewidywania) wybieramy ten prostszy i basta.
>Kwantowa próżnia cię zadowala poznawczo? To raczej nie naukowe podejście. Ja szukam dalej.
No, póki co to najlepszy model. Teraz przydałaby się weryfikacja, ale już nad tym pracują.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>Piszesz, że nieskończoności w fizyce nie obserwowano, na jakiej zatem podstawie zakładać nieskończoność istnienia (wieczność) próżni? To ciekawe. >Tu kolejne ciekawostka związana z pomiarem czasu. Z punktu widzenia istnienia wszechświata próżnia musiała istnieć na pewno co najmniej od t=t0, czyli BB. OK, ale nie odpowiedziałeś na pytanie dlaczego zakładać istnienie próżni w neiskończoność (wiecznie). Tak jest problem czasu, ale to tylko jak widzisz kolejne problemy. Nie zbliżamy się w cale do odpowiedzi o przyczyny, tylko mnożymy pytania. A pisałeś, że ten model taki prosty jest dosyć. Nie takie to łatwe. >>No nie wiem. Pytanie do Ciebie: >>Czy elektrony istniały 2000 lat temu. Tak, czy nie? >Biorąc pod uwagę, że są elementem atomu wodoru, z dużą dozą pewności powiem, że tak. Spokojnie można by to uznać z naukowego punktu widzenia za prawdę, bo wszystko wskazuje za, a przeciw nic. Otóż to. A przecież nikt 2000 lat temu tego nie sprawdzał doświadczalnie prawda? Nikt nie falsyfikował, itd... A elektrony sobie istniały...
Nie jest zatem wykluczne, że takie rzeczy są możliwe dzisiaj, co więcej jest to nawet wysoce prawdopodobne, że istnieją rzeczy/zjawiska o których pojęcia nie mamy. Nie możemy ich falsyfikować, ani badać, a one mogą istnieć. >>Przydatna to koncepcja jest, ale niczego nie wnosi w kwestii prawdy. Nie gwarantuje jej. >Owszem, ale to świetne kryterium na podstawie którego prawdę od nieprawdy można odfiltrować. Ja tam na przykład bardzo lubię filtry. Jest to świetne kryterium odflitrowania tego, czym warto się zajmować z określoną szansą na sukces, a czym nie. Ale na pewno nie jest to kryterium filtrowania prawdy (patrz przykład z elektronami). >>Ale prostsze bliższe prawdy nie musi być prawda? Czy musi? >Zakładasz odgórnie, że istnieje jakaś prawda (żeby nie powiedzieć Prawda) kiedy to nie jest tak do końca. Ja osobiście jestem zwolennikiem koncepcji Hawkinga, że świat sobie jest, a jego poznawalność jest jedynie poprzez nasze jego modele. Mając więc dwa równoznaczne modele (dające dobre przewidywania) wybieramy ten prostszy i basta. Nie zakładam żadnej prawdy. Wskazuję tylko, że prawda o świecie jest niezależna od naszego postrzegania i naszej wiedzy o nim (przykład z elektronami). Masz prawo być zwolennikiem koncepcji Hawkinga, wtedy Twoje postępowanie jest całkiem zrozumiałe. Ja też, gdy boli mnie ząb idę do dentysty, a nie modlę się. Ale gdy analizuję świat, zjawiska, zadaję sobie pytania o pochodzenie świata, materii i energii, to jedną z koncepcji która całkiem dobrze to wyjasnia jest koncepcja boga. I nie odrzucam jej.
>>Kwantowa próżnia cię zadowala poznawczo? To raczej nie naukowe podejście. Ja szukam dalej. >No, póki co to najlepszy model. Teraz przydałaby się weryfikacja, ale już nad tym pracują.
Bardzo dobrze, niech pracują.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > gdy analizuję świat, zjawiska, zadaję sobie pytania o pochodzenie > świata, materii i energii, to jedną z koncepcji która całkiem dobrze > to wyjasnia jest koncepcja boga. I nie odrzucam jej.
W którym konkretnie miejscu bardzo dobrze to wyjaśnia?
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >W którym konkretnie miejscu bardzo dobrze to wyjaśnia?
W tym o którym cały czas tutaj toczy się dyskusja: skąd wziął się świat (w znaczeniu materia/energia). Wyjaśnia dobrze w tym sensie, że jest spójna, nie rodzi problemów, nie przeczy nauce.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Wyjaśnia dobrze w tym sensie, że jest spójna, nie rodzi problemów, nie przeczy nauce.
Acha. A co było przed Bogiem?
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >> Wyjaśnia dobrze w tym sensie, że jest spójna, nie rodzi problemów, nie przeczy nauce. >Acha. >A co było przed Bogiem? Pytanie bardzo dobre, ale już założenie o istnieniu boga daje odpowiedź, że tylko bóg. Nie było nic innego przed nim. Był sobie i już.
Jest to bardzo słabe wiem.
Ale czy słabsze od tego, że istnieje wiecznie próżnia kwantowa?
A koncepcja Boga jest o tyle prostsza, że nie rodzi pytań i sprzeczności naukowych, właśnie pooprzez to, że stawia ścianę za którą nie zajrzysz, z definicji. Jednocześnie nie wiadomo, gdzie ta ściana jest, także nauka może się rozwijać i nigdy nie stanie w sprzecznosci z koncepcją boga.
Wiem, szału nie ma, ale to jakos do mnie lepiej przemawia niż wieczna próżnia kwantowa, która jest mało prawdopodobna nawet z punktu widzenia nauki, z której się takową (wieczną) postuluje.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Pytanie bardzo dobre, ale już założenie o istnieniu boga daje odpowiedź, że tylko bógNie interesuje mnie dowolność czyichś założeń. > Nie było nic innego przed nim. Był sobie i już.> Jest to bardzo słabe wiem.Istotnie jest. > Ale czy słabsze od tego, że istnieje wiecznie próżnia kwantowa?O tym już rozmawiali z Tobą koledzy. Ja ograniczę się tylko do pewnego aspektu logicznego. Powiedz, z jakiego niby powodu to akurat Bóg miałby istnieć od zawsze, a nie np. wszechświat? Dlatego, że kol. Brzostwoski tak sobie założy, bo akurat to, a nie co inne arbitralnie pasuje mu do układanki? Takie spekulacje zdecydowanie nie są tym, co człowiek pragmatyczny, ceniący dokonania nauki i rozumu robi. > ewentualnie można powiedzieć - nie wiem jak to możliwe, to wie tylko bóg.Po pierwsze skąd wiesz, że Bóg wie i że tylko On wie? Po drugie: nie wydaje mi się, że zwalenie w chwili słabości własnych argumentów problemu na Boga jest lojalne względem Niego, oraz intelektualnie uczciwe względem interlokutora. Zawsze w rozmowach tego typu znajduje się jakiś słaby punkt, gdzie już tylko pozostaje wyciągnąć królika z kapelusza pt. "tu już nie wiem, czuję na logikę że moje rozumowanie nawala, ale Bóg z pewnością potrafi to wytłumaczyuć i wyprowadzić mnie z opersji". Skąd ta pewność, że potrafi? Masz z nim jakiś osobisty kontakt, czy tylko tak uważasz? I takie to "dobre, spójne, nierodzące problemów i nieprzeczące nauce" wyjaśnienia. Absolutnie żadnych problemów  pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | > > Pytanie bardzo dobre, ale już założenie o istnieniu boga daje odpowiedź, że tylko bóg> Nie interesuje mnie dowolność czyichś założeń.Może Cię nie interesować. > > Nie było nic innego przed nim. Był sobie i już.> >Jest to bardzo słabe wiem.> Istotnie jest.> >Ale czy słabsze od tego, że istnieje wiecznie próżnia kwantowa?> O tym już rozmawiali z Tobą koledzy. Ja ograniczę się tylko do pewnego aspektu logicznego.> Powiedz, z jakiego niby powodu to akurat Bóg miałby istnieć od zawsze, a nie np. wszechświat? Dlatego, że kol. Brzostwoski tak sobie założy, bo akurat to, a nie co inne arbitralnie pasuje mu do układanki?Chwila... Wykazałem, że założenie o istnieniu próżni kwantowej od zawsze, jest tak samo słabe jak założenie o istnieniu boga. Nie ma na to żadnych racjonalnych argumentów. I to jest kluczowa konkluzja z dyskusji. O bogu piszę wyłącznie w kategoriach możliwości, piszę, że nie odrzucam takiej koncepcji i przemawia ona do mnie całkiem dobrze. Nie wiem czy istnieje bóg! Nie wiem co wie i czy wie! > Po drugie: nie wydaje mi się, że zwalenie w chwili słabości własnych argumentów problemu na Boga jest lojalne względem Niego, oraz intelektualnie uczciwe względem interlokutora. Zawsze w rozmowach tego typu znajduje się jakiś słaby punkt, gdzie już tylko pozostaje wyciągnąć królika z kapelusza pt. "tu już nie wiem, czuję na logikę że moje rozumowanie nawala, ale Bóg z pewnością potrafi to wytłumaczyuć i wyprowadzić mnie z opersji".Nie wiem czy jest lojalne czy nie wobec boga i nie interesuje mnie to. Uczciwe wobec interlokutora jest o tyle, że przyznaje się do słabości swojego stanowiska. Pokazuje jednak, że równie slabe jest założenie (też arbitralne) o tym, że próżnia istnieje od zawsze. > Skąd ta pewność, że potrafi? Masz z nim jakiś osobisty kontakt, czy tylko tak uważasz?Nie ma żadnej pewności, żadnej, nigdzie nie piszę o pewności. Ptrzeciwnie niż niektórzy tutaj o tym, że próżnia kwantowa istnieje od zawsze. > I takie to "dobre, spójne, nierodzące problemów i nieprzeczące nauce" wyjaśnienia.> Absolutnie żadnych problemów  Oczywiście, że tak. Założenie o istnieniu boga jest tak samo marne jak zasłożenie o tym, że próznia kwantowa (świat) istnieje od zawsze. Zostało to w dyskusji powyżej wykazane bezsprzecznie. Tyle, że założenie o istniejącym od zawsze świecie rodzi kłopoty: regresja, nieskończoność, itd... których nie da się racjonalnie ugryźć, których analiza prowadzi do absurdów. A założenie o bogu, jako przycyznie wszystkiego, pozwala też przyjąć (jako konsekwencja), iż bóg jest niepojęty dla nas (jest to możliwe). Nie ma więc sprzeczności z nauką, bo być nie może, za ścianą nic nie widać i już! Tak jak nic nie widac za ścianą prózni, tak i boga, tylko w tym drugim przypadku nie masz spzreczności i problemów. > pozdrowienia> Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 6 na 6 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Wykazałem, że założenie o istnieniu próżni kwantowej od zawsze,> jest tak samo słabe jak założenie o istnieniu boga.Tyle, że jedno pochodzi z dociekań naukowych, drugie - religijnych, które to dodatkowo kompromitowały się przez wieki i dalej kompromitują (przynajmniej w wydaniu religii zorganizowanych). > Nie ma na to żadnych racjonalnych argumentów.> I to jest kluczowa konkluzja z dyskusji.Wydaje mi się, że nie czujesz ważkości tych argumentów ze strony teorii kosmologicznych. Przy tym Twoje arbitralne założenie Boga w dyskusji zostało dotkliwie skrytykowane, dlatego obydwie koncepcje uważasz teraz za słabe. > O bogu piszę wyłącznie w kategoriach możliwości, piszę, że nie> odrzucam takiej koncepcji i przemawia ona do mnie całkiem dobrze.Jak już Ci powiedziano w innym wątku - przemawia.. bez dowodów. Ale ok. > Oczywiście, że tak. Założenie o istnieniu boga jest tak samo marne> jak zasłożenie o tym, że próznia kwantowa (świat) istnieje od zawsze.> Zostało to w dyskusji powyżej wykazane bezsprzecznie.Przez kogo? Np. przez Ojca Ateusza? Cytat:1. Próżnia istnieje (i poddaje się badaniom). 2. Próżnię można opisać przez kilka prostych praw i parametrów (nie ma np. świadomości ani supermocy). 3. Próżnia może istnieć wiecznie (bez problemów charakterystycznych dla układów złożonych). Model pokazujący jak z próżni może wyłonić się Wszechświat stanowi formalną falsyfikację tezy mówiącej, że jakiś osobowy, inteligentny Bóg jest "bytem koniecznym". Nie jest, bo wystarczy próżnia. > Tyle, że założenie o istniejącym od zawsze świecie rodzi kłopoty:> regresja, nieskończoność, itd... których nie da się racjonalnie> ugryźć, których analiza prowadzi do absurdów.Tak to jest, jeśli domorosły filozof (nie obraź się, i ja nim jestem) zabiera się za fizykę. Miałem na studiach podstawy fizyki kwantowej. Mieliśmy ją z wykładowcą pracującym również dla CERN. W fizyce kwantowej gdzie zakłada się, że cząstka może być równocześnie w paru miejscach wydaje się to paradoksem. Ty naprawdę uważasz, że analiza za pomocą tej teorii prowadzi do absurdów?  > A założenie o bogu, jako przycyznie wszystkiego, pozwala też> przyjąć (jako konsekwencja), iż bóg jest niepojęty dla nas (jest to możliwe).Dużo mniej, nić możliwa jest nieskończoność wszechswiata, oraz jego wieczność. > Nie ma więc sprzeczności z nauką, bo być nie może, za ścianą nic nie widać i już!Uhm. Radzę w takim razie schowaj dobrze swojego Boga, aby przypadkiem nie mógł być dostrzeżony, ani w żaden sposób nie wpływał na nasze życie tu i teraz. Bo jeśli gdzieś się wychyli, to zaraz się zacznie  pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Sygnał (4252 punktów) | >OK, ale nie odpowiedziałeś na pytanie dlaczego zakładać istnienie próżni w neiskończoność (wiecznie). Tak jest problem czasu, ale to tylko jak widzisz kolejne problemy. Nie zbliżamy się w cale do odpowiedzi o przyczyny, tylko mnożymy pytania. A pisałeś, że ten model taki prosty jest dosyć. Nie takie to łatwe.
Ale kiedy ludzkie dociekanie może się cofnąć co najwyżej do t0, przynajmniej tak się aktualnie zakłada. Nie znam spójnego modelu, który by realnie zakładał, żeby dało się dalej cofnąć.
>Otóż to. A przecież nikt 2000 lat temu tego nie sprawdzał doświadczalnie prawda? Nikt nie falsyfikował, itd... A elektrony sobie istniały...
No, istniały sobie elektrony, ale co dalej z tego wynika? Co to ma do prawdy naukowej? Bo jak przyjdzie sensowny opis elektronu jako kanapki z szynką, to uzna się, że wcześniej to jednak istniały kanapki z szynką, a nie elektrony.
>Nie jest zatem wykluczne, że takie rzeczy są możliwe dzisiaj, co więcej jest to nawet wysoce prawdopodobne, że istnieją rzeczy/zjawiska o których pojęcia nie mamy. Nie możemy ich falsyfikować, ani badać, a one mogą istnieć.
Na zasadzie teorii, a więc opisu, dostrzeżenia tych zjawisk zaczynają istnieć z chwilą ich opisania.
>Jest to świetne kryterium odflitrowania tego, czym warto się zajmować z określoną szansą na sukces, a czym nie. Ale na pewno nie jest to kryterium filtrowania prawdy (patrz przykład z elektronami).
Nie bardzo widzę, co w tym punkcie masz na myśli.
>Nie zakładam żadnej prawdy. Wskazuję tylko, że prawda o świecie jest niezależna od naszego postrzegania i naszej wiedzy o nim (przykład z elektronami).
Jak dla mnie to wykazałeś co najwyżej, że sam świat ma w dupie nasze opisy, a nie, że prawda jest jakimś jego parametrem.
>Ja też, gdy boli mnie ząb idę do dentysty, a nie modlę się.
No bez przesady, za ten typ teisty przecież Cię nie uznaje. Inaczej nie podejmowałbym dyskusji.
>Ale gdy analizuję świat, zjawiska, zadaję sobie pytania o pochodzenie świata, materii i energii, to jedną z koncepcji która całkiem dobrze to wyjasnia jest koncepcja boga. I nie odrzucam jej.
I tu zaczynamy się kręcić w kółku, bo ja swoje, a Ty swoje.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>OK, ale nie odpowiedziałeś na pytanie dlaczego zakładać istnienie próżni w neiskończoność (wiecznie). Tak jest problem czasu, ale to tylko jak widzisz kolejne problemy. Nie zbliżamy się w cale do odpowiedzi o przyczyny, tylko mnożymy pytania. A pisałeś, że ten model taki prosty jest dosyć. Nie takie to łatwe. >Ale kiedy ludzkie dociekanie może się cofnąć co najwyżej do t0, przynajmniej tak się aktualnie zakłada. Nie znam spójnego modelu, który by realnie zakładał, żeby dało się dalej cofnąć. Słusznie. Ale przecież coś tam było przed t0? Czy nic? Raczej tak, prawda? Skoro tak, a my nie możemy dalej dociekać, to nie wiemy co tam się zdarzyło. Może był bąbel jakiejś materii innej i wybuchł sobie, może nieskończone coś, zrobiło nieskończone coś, itd ... W takim razie i boga tam zmieścić można. Czy jego nie można? >>Otóż to. A przecież nikt 2000 lat temu tego nie sprawdzał doświadczalnie prawda? Nikt nie falsyfikował, itd... A elektrony sobie istniały... >No, istniały sobie elektrony, ale co dalej z tego wynika? Co to ma do prawdy naukowej? Bo jak przyjdzie sensowny opis elektronu jako kanapki z szynką, to uzna się, że wcześniej to jednak istniały kanapki z szynką, a nie elektrony. Ma to takie znaczenie, że pokazuje iż prawda o świecie nie zależy od metody naukowej. >>Nie jest zatem wykluczne, że takie rzeczy są możliwe dzisiaj, co więcej jest to nawet wysoce prawdopodobne, że istnieją rzeczy/zjawiska o których pojęcia nie mamy. Nie możemy ich falsyfikować, ani badać, a one mogą istnieć. >Na zasadzie teorii, a więc opisu, dostrzeżenia tych zjawisk zaczynają istnieć z chwilą ich opisania. To jest pytanie, sam wcześniej napisałeś, że elektrony istniały 2000 lat temu. >>Jest to świetne kryterium odflitrowania tego, czym warto się zajmować z określoną szansą na sukces, a czym nie. Ale na pewno nie jest to kryterium filtrowania prawdy (patrz przykład z elektronami). >Nie bardzo widzę, co w tym punkcie masz na myśli. A to, że Brzytwa służy nam do tego, aby odrzucać zbyt szalone, zbyt skomplikowane teorie na rzecz prostszych, które nie muszą być prawdziwe lub bardziej bliskie prawdy, ale na pewno dają nam większą szansę na rozwój takiej teorii. >>Nie zakładam żadnej prawdy. Wskazuję tylko, że prawda o świecie jest niezależna od naszego postrzegania i naszej wiedzy o nim (przykład z elektronami). >Jak dla mnie to wykazałeś co najwyżej, że sam świat ma w dupie nasze opisy, a nie, że prawda jest jakimś jego parametrem. Pierwsze na pewno, drugie to bardziej skomplikowane. >>Ja też, gdy boli mnie ząb idę do dentysty, a nie modlę się. >No bez przesady, za ten typ teisty przecież Cię nie uznaje. Inaczej nie podejmowałbym dyskusji. >>Ale gdy analizuję świat, zjawiska, zadaję sobie pytania o pochodzenie świata, materii i energii, to jedną z koncepcji która całkiem dobrze to wyjasnia jest koncepcja boga. I nie odrzucam jej. >I tu zaczynamy się kręcić w kółku, bo ja swoje, a Ty swoje. Tak faktycznie jest.
Materia nie powstała z niczego, znikąd, ani nie istniała wiecznie (nie ma na to dowodów, a nawet przesłanek). Pozostaje zatem pytanie skąd się wzięła? A no Pan Bucek stworzył. Jest to z racjonanego punktu widzenia zupełnie absurdalne, bo takiego gościa nikt nie widział, poza nielicznymi, którym raczej trudno wierzyć.
Ale i powstanie czegos z niczego, albo że coś tam wieczne jest, też jest tak samo absurdalne, bo nikt jeszcze nie widział, aby coś powstało z niczego, a wieczności to juz w ogóle dotknąć się racjonalnie nie da.
I tyle.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Sygnał (4252 punktów) |
>Słusznie. Ale przecież coś tam było przed t0? Czy nic? Raczej tak, prawda? Skoro tak, a my nie możemy dalej dociekać, to nie wiemy co tam się zdarzyło. Może był bąbel jakiejś materii innej i wybuchł sobie, może nieskończone coś, zrobiło nieskończone coś, itd ... W takim razie i boga tam zmieścić można. Czy jego nie można?
Tu moja racjonalność każe mi powiedzieć stop i nie iść dalej. Zwyczajnie nie wiem i nie planuję tu dociekać, bo nie mam ku temu przesłanek.
>Ma to takie znaczenie, że pokazuje iż prawda o świecie nie zależy od metody naukowej.
A nie aby pokazuje aby jedynie, że istniała rzeczywistość z jakimś jego wycinkiem który aktualnie nazywamy elektronem, a jutro możemy nazwać kanapką z szynką?
>To jest pytanie, sam wcześniej napisałeś, że elektrony istniały 2000 lat temu.
Patrz wyżej.
>A to, że Brzytwa służy nam do tego, aby odrzucać zbyt szalone, zbyt skomplikowane teorie na rzecz prostszych, które nie muszą być prawdziwe lub bardziej bliskie prawdy, ale na pewno dają nam większą szansę na rozwój takiej teorii.
A Ty znowu o jakiejś dziwnej, nienaukowej prawdzie.
>Tak faktycznie jest. >A no Pan Bucek stworzył.
Po śląsku nie jest aby Ponboczek?
>I tyle.
A pętla trwa...
Dochodzę do wniosku, że dalsza dyskusja nie ma sensu, choć miło się dyskutowało. Miłego wieczoru i przyszłych rozważań ogólnoracjonalistycznych życzę.
Pozdrawiam serdecznie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >Tu moja racjonalność każe mi powiedzieć stop i nie iść dalej. Zwyczajnie nie wiem i nie planuję tu dociekać, bo nie mam ku temu przesłanek. Już raczej wcześniej powinniśmy krzyknąć stop, bo skoro tuż po t0 nie działały prawa fizyki... >A pętla trwa... No niestety ...
Nie znajduję argumentów za odrzuceniem koncepcji boga... dlatego jej nie odrzucam.
pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Nie znajduję argumentów za odrzuceniem koncepcji boga... dlatego jej nie odrzucam.
Masz tu zatem metaargument - jeżeli będziesz wpuszczał do głowy wszystkie możliwe śmieci, a dopiero potem sprzątał, to skończysz z masakrycznym burdelem we łbie - bo 1) nie nadążysz sprzątać, a 2) są idee logicznie nieobalalne, których nie usuniesz nigdy.
Jako rozwiązanie proponuję podejście odwrotne: najpierw wywalić wszystko jak leci, a potem stosować selekcję na wejściu - wtedy koncepcji bogów (a także krasnoludków, glusiow, itp.) po prostu nie przyjmiesz. Zysk: oszczędność czasu i przestrzeni w głowie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >> Nie znajduję argumentów za odrzuceniem koncepcji boga... dlatego jej nie odrzucam. >Masz tu zatem metaargument - jeżeli będziesz wpuszczał do głowy wszystkie możliwe śmieci, a dopiero potem sprzątał, to skończysz z masakrycznym burdelem we łbie - bo 1) nie nadążysz sprzątać, a 2) są idee logicznie nieobalalne, których nie usuniesz nigdy. >Jako rozwiązanie proponuję podejście odwrotne: najpierw wywalić wszystko jak leci, a potem stosować selekcję na wejściu - wtedy koncepcji bogów (a także krasnoludków, glusiow, itp.) po prostu nie przyjmiesz. Zysk: oszczędność czasu i przestrzeni w głowie. Słusznie piszesz, ale to nie odnosi się do tych sfer, które dotykają problemów meta, wszech... nieskończoności itd...
Tutaj Twoja rada nie zadziała, bo tam nie ma kryteriów "wpuszczania" absurdów.
Łatwo to wykazać.
Na jakiej podstawie przyjmuje się że prawa fizyki nie działają w osobliwościach? Dlaczego przyjmować, że ta neiszczesna próżnia kwantowa po prostu jest? Bo tak i już? A że nie ma przyczyny? Skoro wszystko takową ma? No dlaczego?
I tutaj dochodzisz do wniosku, że to nie działa tam gdzie dotykamy granic rozumienia.
A skoro tak, skoro wolno ateistom przyjmować istnienie próżni kwantowej wiecznie, to mi wolno dopuszczać boga. I jedno i drugie może być bzdurą. Jeśli ja jestem fideistą dopuszczając istnienie boga, to Wy też przyjmując istnienie odwiecznej próżni.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > A skoro tak, skoro wolno ateistom przyjmować istnienie próżni kwantowej wiecznie, to mi wolno dopuszczać boga.Panu wszystko wolno, gdyż ma Pan na to stosowne papiery, przy których papiery panów Jacholka i Fizyka zupełnie wysiadają. Pan lepiej zna fizykę teoretyczną od Einsteina, Hawkinga Smolina i kilkudziesięciu innych intelektualnych olbrzymów zajmujących się tymi zagadnieniami. Zagadnienia mechaniki kwantowej, to zna Pan na wyrywki. > I jedno i drugie może być bzdurą.Co zauważa nasz geniusz! > Jeśli ja jestem fideistą dopuszczając istnienie boga, to Wy też przyjmując istnienie odwiecznej próżni.Ja mam bardzo skromną wiedzę z zakresu pasjonującej fizyki i świadomość, że wielkie przełomy w fizyce teoretycznej są dziełem wielkich intelektualnie ludzi takich jak Newton, Maxwell, Planck, Einstein czy Dirac, ludzi, którzy siłą swojego geniuszu w oczywisty sposób przerastają przeciętnych wyrobników nauki, a co dopiero nieprofesjonalistów i cóż tym nieprofesjonalistom zostaje? Czytanie poważnych pism i książek propagujących naukę oraz śledzenie aktualnych osiągnięć. Uczyć się, uczyć i jeszcze raz uczyć, gdyż gdy przestaniemy się uczyć, to dla inteligenta życie przestaje mieć sens. Zdeformowanym w procesie socjalizacji umysłom religijne bajdy sprzed wieków wystarczają, ale to racjonalistyczne forum, a racjonaliści gdzie indziej odpowiedzi szukają. Miłego dnia. @@@ . >
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | > .> >A skoro tak, skoro wolno ateistom przyjmować istnienie próżni kwantowej wiecznie, to mi wolno dopuszczać boga.> Panu wszystko wolno, gdyż ma Pan na to stosowne papiery, przy których papiery panów Jacholka i Fizyka zupełnie wysiadają. Pan lepiej zna fizykę teoretyczną od Einsteina, Hawkinga Smolina i kilkudziesięciu innych intelektualnych olbrzymów zajmujących się tymi zagadnieniami. Zagadnienia mechaniki kwantowej, to zna Pan na wyrywki.Argument z autorytetu? U Pana? To chyba porażka. > >I jedno i drugie może być bzdurą.> Co zauważa nasz geniusz!Czasem trudno powiedzieć rzeczy oczywiste, gdy nie zgadzają się nam ze światopoglądem. > >Jeśli ja jestem fideistą dopuszczając istnienie boga, to Wy też przyjmując istnienie odwiecznej próżni.> Ja mam bardzo skromną wiedzę z zakresu pasjonującej fizyki i świadomość, że wielkie przełomy w fizyce teoretycznej są dziełem wielkich intelektualnie ludzi takich jak Newton, Maxwell, Planck, Einstein czy Dirac, ludzi, którzy siłą swojego geniuszu w oczywisty sposób przerastają przeciętnych wyrobników nauki, a co dopiero nieprofesjonalistów i cóż tym nieprofesjonalistom zostaje? Czytanie poważnych pism i książek propagujących naukę oraz śledzenie aktualnych osiągnięć. Uczyć się, uczyć i jeszcze raz uczyć, gdyż gdy przestaniemy się uczyć, to dla inteligenta życie przestaje mieć sens. Zdeformowanym w procesie socjalizacji umysłom religijne bajdy sprzed wieków wystarczają, ale to racjonalistyczne forum, a racjonaliści gdzie indziej odpowiedzi szukają.Dyskutujemy tutaj nie o religii, ale o istnieniu materii i jej przyczynach. Religijne bajdy nie mają z tym nic wspólnego.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) |
> Argument z autorytetu? U Pana? To chyba porażka.Tylko dla mniej inteligentnego czytelnika jest to argumentem z autorytetu. Zaś jest zupełnie naturalne na naszym forum odwołanie się do dorobku nauki, gdyż tylko zadufany głupek może uważać, że we wszystkich dziedzinach wszystkie rozumy pozjadał. Tak, ma Pan tu rację - znakomita większość mojej wiedzy z naukowych publikacji pochodzi. (I w swoich twierdzeniach opieram się właśnie na autorytecie nauki.) Gdyż nie mam też zwyczaju autorytatywnego wypowiadania się w dziedzinach, o których mam tylko zielone pojęcie. > Czasem trudno powiedzieć rzeczy oczywiste, gdy nie zgadzają się nam ze światopoglądem.Dokładnie to samo powtarzam: Z wiarą nie ma dyskusji, a Pan jest doskonałą egzemplifikacją fideistycznego zaślepienia. > Dyskutujemy tutaj nie o religii, ale o istnieniu materii i jej przyczynach.Temat wątku: "Chrześcijaństwo jest nie do pogodzenia z Ewolucją" Pierwsza wypowiedź w tym wątku pana BrzostowskiegoNa temat materii wypowiedziałem się - wraz z linkami - dostatecznie dużo, z czego i tak Pan nic nie zrozumiał. > Religijne bajdy nie mają z tym nic wspólnego.To po co Pan tu cały czas wszystkim je wciska. Przestań Pan tu ewangelizować, to racjonalistyczne forum i żaden fideizm - nawet tak poplątany jak Pański - tu nie przejdzie. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) |
> Nie znajduję argumentów za odrzuceniem koncepcji boga... dlatego jej nie odrzucam.Nie znajduję argumentów za odrzuceniem koncepcji, że część internautów ma różne psychiczne odchyłki, lub wprost jest kaleka intelektualnie....... dlatego jej nie odrzucam. Mamy sporo różnych przesłanek dla takiego stwierdzenia - natomiast Nikt na poważnie w naukach przyrodniczych nie zajmował się "sprawami Boga", ale jednocześnie trzeba stwierdzić, że przy poznawaniu rzeczywistości przez wszystkie nauki przyrodnicze nikt, nigdy i nigdzie nie natrafił na najmniejszy ślad (a nawet tylko na przesłankę dla takiego śladu) oddziaływania jakichkolwiek sił nadnaturalnych na obiektywnie istniejącą rzeczywistość.www.racjon(*)m.php/z,0/d,8/s,484429#w491156www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,493492#w494246www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,474426#w474882Według Witwickiego: "Sądem, przekonaniem, przeświadczeniem, czyli wiarą w znaczeniu świeckim, nazywamy fakt psychiczny uznawania rzeczywistości jakiegoś przedmiotu lub odmawiania mu rzeczywistości. (...) Prawdziwy jest akt sądzenia, czyli sąd, jeżeli istnieje przedmiot, o którego istnieniu jesteśmy przekonani, a sąd jest fałszywy, jeżeli nie istnieje przedmiot, w którego istnienie wierzymy". Wydawać sądy, to znaczy wierzyć lub zaprzeczać istnieniu czegoś. Musimy uważać za prawdziwy ten sąd, który właśnie wydajemy. Sąd fałszywy można tylko wypowiedzieć - bez przekonania. "Ile razy wydajemy jakiś sąd, tym samym bierzemy go za prawdę; ile razy bierzemy jakiś sąd za fałsz, wydawać go nie jesteśmy w stanie, jak długo czuwamy. Spróbuj, a przekonasz się sam. (...) Te zdania, które wyrażają lub mogą wyrażać sądy nazywamy "powiedzeniami". (...) Do pewnych powiedzeń może człowiek zmusić się sam i może zmusić do nich kogoś drugiego. Do szczerych przekonań ani drugiego, ani samego siebie zmusić nie można."
Poddając w tym eksperymencie badaniu psychologiczny mechanizm "godzenia" wiary z rozumem Witwicki wykazuje, w określonym typie wiary, istnienie supozycji, czyli przekonań pozornych, "nieszczerych", występujących zamiast spodziewanego wśród ludzi wykształconych systemu sądów, czyli przekonań właściwych, "szczerych". "Żadna supozycja nie jest przekonaniem, każda jest 'przekonaniem na niby', przekonaniem pozornym, cieniem przekonania, ponieważ brak jej istotnego dla przekonań momentu wiary (w znaczeniu świeckim).www.racjon(*)q,O.Templetona.dla.WitwickiegoMiłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >>Nie znajduję argumentów za odrzuceniem koncepcji boga... dlatego jej nie odrzucam. >Nie znajduję argumentów za odrzuceniem koncepcji, że część internautów ma różne psychiczne odchyłki, lub wprost jest kaleka intelektualnie.......
Jaki ma Pan argument za tym, że świat istnieje od zawsze, skoro doświadczenie wskazuje, że wszystko ma przyczynę/y. A nie odrzuca Pan tej koncepcji prawda? Więcej, Pan zapewne tak twierdzi! Na jakiej podstawie?
Ja wykazuję się o wiele większym sceptycyzmem, bo ja tylko NIE ODRZUCAM koncepcji boga, natomiast duża część ateistów PRZYJMUJE że świat/materai/energia istnieją od zawsze. Kto ti jest fideistą?
Zamiast pisać o kalectwie intelektulanym innych, niech Pan odpowie na w/w problemy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Jaki ma Pan argument za tym, że świat istnieje od zawsze, skoro> doświadczenie wskazuje, że wszystko ma przyczynę/y.Doświadczenie uczy, że wszystko ma przyczynę.. do momentu, gdy możemy to doświadczenie jeszcze przeprowadzić. Bo już np. w fizyce kwantowej to się nie sprawdza. Cząstka jest, za chwilę jej nie ma, to znów pojawia się w innym miejscu "znikąd". Trudno również sprawdzać to, co mówisz w chwili wielkiego wybuchów, albo we wnętrzach zapadniętych gwiazd, gdzie czasoprzestrzeń zakrzywia się do absurdalnych dla nas rozmiarów. > duża część ateistów PRZYJMUJE, że świat/materai/energia istnieją od zawsze. Kto ti jest fideistą?Przyjmować (przypuścić) nie oznacza od razu wyznawać (przyjąć na wiarę). Jest wiele teorii kosmologicznych. Tam jest również pewnego rodzaju konkurencja, ścieranie poglądów, krystalizacja. Teraz pomyśl na spokojnie: sam napisałeś, że doświadczenie uczy, że wszystko ma przyczynę. Ale doświadczenie NIE UCZY, że jest jakaś początkowa praprzyczyna, za którą nie ma juz nic. Dopuszczalne jest więc przypuścić, że łańcuch przyczyn sięga w nieskończoność. A to inspiruje, oj inspiruje  Różnica: Wśród fizyków nie zostaniesz za to ukarany ekskomuniką, czy ekspiacją. Wśród teistów natomiast radzę z takimi przypuszczeniami uważać 
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . Nie znajduję argumentów za odrzuceniem koncepcji boga... dlatego jej nie odrzucam. Nie znajduję argumentów za odrzuceniem koncepcji, że część internautów ma różne psychiczne odchyłki, lub wprost jest kaleka intelektualnie....... dlatego jej nie odrzucam. Mamy sporo różnych przesłanek dla takiego stwierdzenia - natomiast Nikt na poważnie w naukach przyrodniczych nie zajmował się "sprawami Boga", ale jednocześnie trzeba stwierdzić, że przy poznawaniu rzeczywistości przez wszystkie nauki przyrodnicze nikt, nigdy i nigdzie nie natrafił na najmniejszy ślad (a nawet tylko na przesłankę dla takiego śladu) oddziaływania jakichkolwiek sił nadnaturalnych na obiektywnie istniejącą rzeczywistość. >Jaki ma Pan argument za tym, że świat istnieje od zawsze, Podałem go kilkakrotnie - nie przeczytał Pan, czy nie zrozumiał?
>skoro doświadczenie wskazuje, że wszystko ma przyczynę/y. Jakie doświadczenie? Pańskie? Fizyka pokazuje, że jednak nie wszystko. Pisali o tym forumowicze dobrze znający zagadnienia fizyczne.
>A nie odrzuca Pan tej koncepcji prawda? Nie odrzucam, tylko czytam wypowiedzi profesjonalistów, a oni twierdzą, iż nie zawsze.
>Więcej, Pan zapewne tak twierdzi! Na jakiej podstawie? Najpierw prosty dowód, iż tak twierdzę, a później zajmiemy się podstawami.
>Ja wykazuję się o wiele większym sceptycyzmem, Czym Pan się tu wykazuje .....? Tak, to możliwe.
>bo ja tylko NIE ODRZUCAM koncepcji boga, Jakiej koncepcji, Czego koncepcji? Koncepcji "boga"? A co to "bóg" znaczy, jeszcze nigdy i nigdzie nie podał Pan naukowej definicji tego mitycznego stwora. To o czym mamy tu mówić?
>natomiast duża część ateistów PRZYJMUJE że świat/materai/energia istnieją od zawsze. Ateiści to mają przekonanie na różnych podstawach intelektualnych o nieistnieniu jakiejkolwiek nadprzyrodzoności, a nie na temat materai.
> Kto ti jest fideistą? Z wszystkich Pańskich wypowiedzi wynika, że ti.
>Zamiast pisać o kalectwie innych, niech Pan odpowie na w/w problemy. Nie pisałem o żadnym kalectwie intelektulanym, tylko o podstawach do różnych koncepcji, ich prawdopodobieństwie i ewentualnym odrzucaniu. (kalectwo tu było tylko przykładem) Znowu Pan nic Pan nie zrozumiał. Fideizm zaślepia na wszelkie argumenty.
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | maceox (6766 punktów) | >Jaki ma Pan argument za tym, że świat istnieje od zawsze, skoro doświadczenie wskazuje, że wszystko ma przyczynę/y. No ... skoro doświadczenie wykazuje, że wszystko ma przyczynę/y to w takim razie świat rzeczywiście istnieje od zawsze.
Gorzej, że doświadczenie wcale tak nie wykazuje, bo w ogóle tego wykazać nie może (nieokreśloność).
>Ja wykazuję się o wiele większym sceptycyzmem, bo ja tylko NIE ODRZUCAM koncepcji boga, Niezły to sceptycyzm...
>natomiast duża część ateistów PRZYJMUJE że świat/materai/energia istnieją od zawsze. A duża część przyjmuje też, że powstał z niczego. A największa część, z którą sam sympatyzuję, że nie wiadomo z czego.
>Kto ti jest fideistą? Tu Ty
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Ja wykazuję się o wiele większym sceptycyzmem, bo ja tylko NIE> ODRZUCAM koncepcji boga, natomiast duża część ateistów PRZYJMUJE> że świat/materai/energia istnieją od zawsze. Kto ti jest fideistą?Po pierwsze skąd wnosisz, ze duża część ateistów coś takiego przyjmuje? Postawa ateistyczna nie ma nic bezpośrednio do koncepcji kosmologicznych. Ateista może się po prostu obyć w życiu bez rytuałów, bez religii, bez wiary w setki odmian Bogów, które reklamują teiści. Przecież fizyka to dziedzina wiedzy, a religia i sceptycyzm wobec niej to zupełnie inny rodzaj dyskursu. No i pierwsze słyszę, żeby NIE ODRZUCANIE Boga, a odrzucanie osiągnięć, koncepcji i teorii naukowych było hiper-sceptycyzmem. Przywdziewasz tylko szaty cesarza. To nie sceptycyzm, po mojemu to tylko prozaicznie niemądre jest i tyle. Po drugie przyjąć a przypuścić (w dociekaniach) bez 100% pewności, aby ją być może osiągnąć później, lub totalnie zmienić front w przypadku porażk i- to dwie różne rzeczy. Radzę nie mylić ich na przyszłość i nie przykrawać tych rzeczy do własnych ograniczeń, bo szybko się pogubisz w rozumieniu naukowych wizji świata. A wtedy już tylko pozostanie droga do przyjęcia Boga za najlepszą i z niczym niesprzeczną monetę. W wtedy już niestety całkiem "stop" w rozwoju. Albo schizofrenia. pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Coś tam wiem, ale Ty zapewne wiesz więcej. Powiedz mi zatem skąd wzięły się cząstki? Powstały same, tak?> Z niczego? Czy z czegoś? Mam nadzieję, że nie uciekniesz od próby odpowiedzi na to pytanie.www.racjon(*)m.php/s,573743/z,0/d,4#w574698www.racjon(*)m.php/s,573743/z,0/d,4#w574816www.racjon(*)m.php/s,573743/z,0/d,8#w575832www.racjon(*)m.php/s,573743/z,0/d,8#w575884www.racjon(*)m.php/s,573743/z,0/d,9#w575936Pieprzyć głupoty to można nieskończenie: www.racjon(*)m.php/s,573743/z,0/d,9#w576082A nawet twierdzić, iż się ma poważne argumenty, tylko co z tego wynika dla inteligentnego czytelnika? Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | >Mechanika kwantowa jest ściśle bezprzyczynowa. Sorry, ale przysnąłeś sobie na wykładach Fizyka, czy co?
>Nie znasz widzę nawet podstaw mechaniki kwantowej. No właśnie, a po co się koniecznie kopenhaskiej od razu musisz chwytać? A potem jeszcze jako argument w dyskusji o przyczynach ją akurat przedstawiasz?
Jakiś czas temu kolega Niestadny posłużył się fajnym zwrotem "uczciwość intelektualna".
No i czy takie postawienie sprawy jest intelektualnie uczciwe?
|
|
| | | | | | | | | |  | | Sygnał (4252 punktów) |
>No właśnie, a po co się koniecznie kopenhaskiej od razu musisz chwytać? >A potem jeszcze jako argument w dyskusji o przyczynach przedstawiać? >
Wybacz, ale interpretacja z ukrytymi zmiennymi jest słaba, o ile ich nie wykażemy.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | > >No właśnie, a po co się koniecznie kopenhaskiej od razu musisz chwytać?> >A potem jeszcze jako argument w dyskusji o przyczynach przedstawiać?> >> Wybacz, ale interpretacja z ukrytymi zmiennymi jest słaba, o ile ich nie wykażemy.Zobacz tu: www.racjonalista.pl/forum.php/s,605109#w605259 Cytat:David Bohm pokazał jak skonstruować teorię, w której cząstki kwantowe mają dokładnie określone trajektorie (czyli te parametry ukryte), a późniejsze doświadczenia Aspecta nie sfalsyfikowały tej teorii. Pozostaje ona nadal jedną z poprawnych interpretacji mechaniki kwantowej. en.wikipedia.org/wiki/Bohm_interpretation i dalszą rozmowę Fizyka z Jacholkiem. ... oczywiście przyznaję, że ja fizykiem nie jestem. A Ty? Kim jesteś?
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Sygnał (4252 punktów) |
> Zobacz tu:> www.racjonalista.pl/forum.php/s,605109#w605259> Cytat:David Bohm pokazał jak skonstruować teorię, w której cząstki kwantowe mają dokładnie określone trajektorie (czyli te parametry ukryte), a późniejsze doświadczenia Aspecta nie sfalsyfikowały tej teorii. Pozostaje ona nadal jedną z poprawnych interpretacji mechaniki kwantowej. en.wikipedia.org/wiki/Bohm_interpretation > i dalszą rozmowę Fizyka z Jacholkiem.Dziękuję serdecznie za lekturę, zdecydowanie się więc dokształcę. > ... oczywiście przyznaję, że ja fizykiem nie jestem. A Ty? Kim jesteś?W internecie jestem Elvisem, primadonną oraz Stephenem Hawkingiem. To nie ma znaczenia, bo liczy się jedynie to, co tu piszę.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | maceox (6766 punktów) | >Dziękuję serdecznie za lekturę, zdecydowanie się więc dokształcę. Nie ma za co. Jestem tylko wolnym słuchaczem (tu czytelnikiem) postów Fizyka i Jacholka i dzięki nim trochę poszerzyłem swą wiedzę o fizyce.
>>... oczywiście przyznaję, że ja fizykiem nie jestem. A Ty? Kim jesteś? >W internecie jestem Elvisem, primadonną oraz Stephenem Hawkingiem. To nie ma znaczenia, bo liczy się jedynie to, co tu piszę. To bardzo dobrze i podobają mi się Twoje wpisy. Są merytoryczne, na poziomie i czasem nawet z jajem. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | |  | 6 na 6 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Chętnie, ale nie widzę w tej koncepcji odpowiedzi o tę pierwszą przyczynę.
No ale to samo można powiedzieć o koncepcji Boga, dlaczego niby nie miałbym zapytać o jego przyczynę? Skoro dla uniknięcia nieskończonego regresu umawiamy się arbitralnie ustanowić jakiś pierwotny, wieczny byt, to nie możesz teraz podnosić zarzutu, że i on mógłby mieć swoją przyczynę. Zastanawiamy się, jakie są minimalne (w sensie Brzytwy Ockhama) wymagania dla takiego bytu. W szczególności, byt taki musi być (od)wieczny i zdolny do kreacji obserwowalnego Wszechświata.
> Próżnia kwantowa, i to wszystko jest tak samo magiczne jak koncepcja boga, nie wiem dlaczego uważasz, że jest to prostsze wyjaśnienie: znikajace i pojawiające się cząstki? Magia!
Oj, dalece nie "tak samo" magiczne. Więcej - w ogóle niemagiczne.
1. Próżnia istnieje (i poddaje się badaniom). 2. Próżnię mozna opisać przez kilka prostych praw i parametrów (nie ma np. świadomości ani supermocy). 3. Próżnia może istnieć wiecznie (bez problemów charakterystycznych dla układów złożonych).
Model pokazujący jak z próżni może wyłonić się Wszechświat stanowi formalną falsyfikację tezy mówiącej, że jakiś osobowy, inteligentny Bóg jest "bytem koniecznym". Nie jest, bo wystarczy próżnia.
Czy teraz już odrzucisz swoje nieuzasadnione przekonanie o istnieniu osobowych bogów...?
|
|
| | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >No ale to samo można powiedzieć o koncepcji Boga, dlaczego niby nie miałbym zapytać o jego przyczynę? Skoro dla uniknięcia nieskończonego regresu umawiamy się arbitralnie ustanowić jakiś pierwotny, wieczny byt, to nie możesz teraz podnosić zarzutu, że i on mógłby mieć swoją przyczynę. Zastanawiamy się, jakie są minimalne (w sensie Brzytwy Ockhama) wymagania dla takiego bytu. W szczególności, byt taki musi być (od)wieczny i zdolny do kreacji obserwowalnego Wszechświata. Zaraz, zaraz...
Chodzi własnie o to, że koncepcja boga nie potrzebuje przyczyny. Bóg istniał od zawsze i koniec, ewentualnie można powiedzieć - nie wiem jak to możliwe, to wie tylko bóg.
Natomiast każda koncepcja naukowa wymaga wyjaśnienia na gruncie posiadanej wiedzy.
Gdyby przyjąć problem regresu nieskończonego w koncepcji boga, to wówczas będzie on takim samym problemem dla wyjaśnienia naukowego i religijnego. Pod tym względem zatem te dwa sposoby wyjaśnienia powstania świata są tak samo marne. >> Próżnia kwantowa, i to wszystko jest tak samo magiczne jak koncepcja boga, nie wiem dlaczego uważasz, że jest to prostsze wyjaśnienie: znikajace i pojawiające się cząstki? Magia! >Oj, dalece nie "tak samo" magiczne. Więcej - w ogóle niemagiczne. >1. Próżnia istnieje (i poddaje się badaniom). Tutaj zgoda. >2. Próżnię mozna opisać przez kilka prostych praw i parametrów (nie ma np. świadomości ani supermocy). Tutaj zgoda. >3. Próżnia może istnieć wiecznie (bez problemów charakterystycznych dla układów złożonych). Chodzi Ci tutaj o możliwość wiecznego istnienia? Pewnie taka jest, chociaż doświadczenie naukowe prowadzi do wniosku, że nie bardzo coś istnieje wiecznie, a przynajmniej nie w jednej postaci.
Tyle że "magiczna" nie jest próżnia, tylko cud wyskakiwania z "niczego" cząstek. O to pytam. Wyskakują one z niczego? Powstają z niczego? Nie ma tam ani energii, ani materii, ani potencjałów/pola, po prostu z NICZEGO? Bo mi się wydaje że nie z niczego. A jeśli nie z niczego. To skąd się wzięło do coś? >Model pokazujący jak z próżni może wyłonić się Wszechświat stanowi formalną falsyfikację tezy mówiącej, że jakiś osobowy, inteligentny Bóg jest "bytem koniecznym". Nie jest, bo wystarczy próżnia. Wszechświat powstał z niczego? Bo wg mnie powstał z czegoś, czego nie rozumiemy. Skąd to się wzięło? >Czy teraz już odrzucisz swoje nieuzasadnione przekonanie o istnieniu osobowych bogów...? Nie widzę argumentu. To o czym piszesz to tylko próba odsuniecia problemu nieco dalej. Pozostaje nadal problem nieskończonego regresu: skąd wzięła się próżnia? Była sobie po prostu?
|
|
| | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) |
> Nie widzę argumentu.> To o czym piszesz to tylko próba odsuniecia problemu nieco dalej. Pozostaje nadal problem nieskończonego regresu: skąd wzięła się próżnia? Była sobie po prostu?Ej tam, ej tam! Na początku to siedział sobie stary pan z długą brodą i dumał aż cały świat wydumał. To takie proste i jasne: www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,482589#w484398Ale to nie do Pana - Pan ma "pewne doświadczenie życiowe, w biznesie, nauce, edukacji."www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,545469#w545694Ja też nie widzę jakichkolwiek argumentów zdolnych Pana przekonać. Widocznie ma Pan tu patent na rację. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | >Ja też nie widzę jakichkolwiek argumentów zdolnych Pana przekonać. O czym? Że świat powstał z niczego? Albo że istnieje od zawsze? Ma Pan jakieś argumenty? >Widocznie ma Pan tu patent na rację. Chciałbym.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >>>>Ja też nie widzę jakichkolwiek argumentów zdolnych Pana przekonać. >O czym? Że świat powstał z niczego? Albo że istnieje od zawsze? Ma Pan jakieś argumenty? Nic więcej poza ustalenia nauki, (zalinkowałem informacje) i dla mnie są one wystarczające aby odrzucić wszelkie religijne bajdy. Niezależnie od tego jak bardzo byłyby one wyspekulowane.
>>>>Widocznie ma Pan tu patent na rację. >Chciałbym. Przy takich manipulacjach to jeszcze Pan wątpi we własną rację? Przecież ja te dwa zdania napisałem razem: Ja też nie widzę jakichkolwiek argumentów zdolnych Pana przekonać. Widocznie ma Pan tu patent na rację. I wtedy to dokładnie znaczy, że przy całkowitej nieprzemakalności na argumenty innych, to racja jest zawsze przy Panu. Dlatego też z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda. Pan i tak zawsze wie lepiej, a kto uważa inaczej to jest tylko ideologiem i Pańskim wrogiem.
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >. >>>>>Ja też nie widzę jakichkolwiek argumentów zdolnych Pana przekonać. >>O czym? Że świat powstał z niczego? Albo że istnieje od zawsze? Ma Pan jakieś argumenty? >Nic więcej poza ustalenia nauki, (zalinkowałem informacje) i dla mnie są one wystarczające aby odrzucić wszelkie religijne bajdy. Niezależnie od tego jak bardzo byłyby one wyspekulowane. Odrzucić racjonalnie religijne bajdy nie tak trudno, wystarczy przecież brak dowodów i już. To nawet wioskowy głupek stwierdzi, po niespotkaniu Pana Boga w kościele, po setnej wizycie.
Gorzej gdy przychodzi udowodnić, co się samemu twierdzi. Otóż nie widzę dowodu, że świat istnieje od zawsze, ani że powstał z niczego. To taka sama bajda jak te religijne. Ale Pan ją chętniej kupuje.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 4 na 4 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Odrzucić racjonalnie religijne bajdy nie tak trudno, wystarczy > przecież brak dowodów i już. To nawet wioskowy głupek stwierdzi, > po niespotkaniu Pana Boga w kościele, po setnej wizycie.
Ooo.. Bynajmniej w jego przypadku nie jest to takie łatwe, proste i przyjemne. Ów głupek: a) ma mocno wierzącą rodzinę b) z reguły jest na bakier z osiągnięciami nauki np. odkryciami ewolucji; wierzy jeszcze dosłownie w to, co czyta w Biblii i co ksiądz w głupka kościele mówi - wszak to głupek c) głupek jest ufny autorytetom, w które nauczono go wierzyć - innymi słowy wyssał je z mlekiem matki. Np. własnemu proboszczowi. d) jest cholernie nieufny, jeśli chodzi o jakikolwiek wysiłek intelektualny, mogący na manowce go prowadzić e) czuje odruchową niechęć do zapoznania się z myślami mądrych ludzi f) ma awersję do pójścia za swoją wątpliwością, ponieważ lubi pławić się w swojej dogmatycznej pewności odnośnie Boga, pochodzenia świata, pochodzenia moralności, itp.
Jakieś konstruktywne wnioski z braku dowodów może wyciągnąć tylko człowiek myślący rozumnie, ale nie głupek. Sorry, logika zobowiązuje. pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >Sorry, logika zobowiązuje. Słusznie. Tyle tylko, że ja napisałem, iż: "To nawet wioskowy głupek stwierdzi". Nie zdefiniowałem głupka tak jak Ty, nie wiem czy wioskowy głupek ma takie cechy. Znam jednak kilku wioskowych głupkow, którzy w boga nie wierzą dlatego, że go nie spotkali i odrzucili religijne bajdy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Sygnał (4252 punktów) | >Słusznie. >Tyle tylko, że ja napisałem, iż: "To nawet wioskowy głupek stwierdzi". Nie zdefiniowałem głupka tak jak Ty, nie wiem czy wioskowy głupek ma takie cechy. Znam jednak kilku wioskowych głupkow, którzy w boga nie wierzą dlatego, że go nie spotkali i odrzucili religijne bajdy. >
Takie coś nazywa się dowodem anegdotycznym, niebywale skutecznym w piaskownicy, ale już trochę mniej w dyskusji tutaj.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Nie zdefiniowałem głupka tak jak Ty, nie wiem czy> wioskowy głupek ma takie cechy.Wystarczy głupek. Ja z kolei nie definiowałem "wioskowego", ponieważ wiem, że na wsi mieszka dostatecznie dużo ludzi mądrych, żeby tym stereotypem zbytnio nie szafować. > Znam jednak kilku wioskowych głupkowA, to jednak znasz?  To wiesz, czy nie wiesz jakie on ma cechy?  > którzy w boga nie wierzą dlatego, że go nie> spotkali i odrzucili religijne bajdy.Być może po prostu spotkałeś bardzo praktycznych i nieco zagonionych (np. w nałogu) ludzi, a ich argument to pewien eufemizm. Trudno orzec. Zbyt dużo tajemnic, zbyt mało konkretów m.in. z jakiego powodu nazywasz ich głupkami. pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 5 na 5 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Odrzucić racjonalnie religijne bajdy nie tak trudno, wystarczy przecież brak dowodów i już.Trzeba niewiele wiedzieć i być mocno zadufanym w swoje racje aby takie głupoty wypisywać. Wystarczy prześledzić Pańskie wypowiedzi na naszym forum aby być pewnym, że wierzącym ani dowody, ani brak dowodów nie jest do niczego potrzebnym. To już od dziecka jest taki typ, a ten typ już tak ma: www.racjon(*).php/z,0/d,32/s,577720#w585173> To nawet wioskowy głupek stwierdzi, po niespotkaniu Pana Boga w kościele, po setnej wizycie.Szkoda, że Pan chce i potrafi prowadzić rozmowy tylko na poziomie wioskowego głupka. Wiejski proboszcz, który mi ślub dawał. Ksiądz po seminarium, bez magisterki był jednym z bardziej inteligentnych ludzi o ogromnym oczytaniu i wynikającej ze swoich lektur i ciekawości świata wiedzy, których udało mi się w życiu poznać. Znam trochę ludzi wywodzących się ze wsi i po wsiach mieszkających. Nie widzę aby byli bardziej głupi od mieszczuchów. Wszyscy jesteśmy różni niezależnie od miejsca pochodzenia, ale zależnie od genów i procesu socjalizacji. > Gorzej gdy przychodzi udowodnić, co się samemu twierdzi.Nie tylko gorzej. W wielu przypadkach jest to zupełnie niemożliwym i Pan jest właśnie takim przypadkiem. Najwięksi uczeni w swoich specjalnościach (których zresztą Pan nie czyta) nie są w stanie złamać Pańskiej świętej wiary w swoją rację. Tu też mamy trochę profesjonalistów, którzy dla Pana są za głupi nawet w swoich specjalnościach. Pan i tak zawsze wie lepiej. Przebija Pana w tym pan Elasp, a trochę wcześniej np. pan Bielecki. > Otóż nie widzę dowodu, że świat istnieje od zawsze, ani że powstał z niczego.Proboszcz do wiernej: Bóg cały świat widzi. Wierna do proboszcza: A mojej kozy gdzieś tam Bóg nie widzi. www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,605658#w605785Tak, to że Pan nie widzi, to poważny argument. Boję się, że teraz to cała nauka się zawali. > To taka sama bajda jak te religijne.No i co? Szanowny Panie Brzostowski sądzi Pan, że tym swoim twierdzeniem naukę Pan skompromitował? > Ale Pan ją chętniej kupuje.Nie chętniej. Osobiście dla nauki i światopoglądu racjonalistycznego nie dostrzegam żadnej alternatywy, a czytuję przeróżne krytyczne wywijasy kreacjonistycznych uczonych znacznie poważniejszych od Pana Brzostowskiego i Panu Brzostowskiemu też ich polecam. Choć trochę mądrzejszych od tu przedstawianych argumentów u nich Pan znajdzie. www.racjonalista.pl/forum.php/s,605109#w605129Linki już wielokrotnie podawałem. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | Pominę złośliwości, bo nie mam czasu. >Szkoda, że Pan chce i potrafi prowadzić rozmowy tylko na poziomie wioskowego głupka. >Wiejski proboszcz, który mi ślub dawał. Ksiądz po seminarium, bez magisterki był jednym z bardziej inteligentnych ludzi o ogromnym oczytaniu i wynikającej ze swoich lektur i ciekawości świata wiedzy, których udało mi się w życiu poznać. Znam trochę ludzi wywodzących się ze wsi i po wsiach mieszkających. Nie widzę aby byli bardziej głupi od mieszczuchów. Wszyscy jesteśmy różni niezależnie od miejsca pochodzenia, ale zależnie od genów i procesu socjalizacji. A czy ja pisałem źle o ludziach ze wsi? Co Pan za brednie sugeruje? Nie wiem Pan, że tak samo jak może istnieć głupek wioskowy, tak samo i miejski. Akurat napisałem o wioskowym. Nie wynika z tego, że nie szanuję ludzi ze wsi. Panie! Logiki trochę! >>Gorzej gdy przychodzi udowodnić, co się samemu twierdzi. >Nie tylko gorzej. W wielu przypadkach jest to zupełnie niemożliwym i Pan jest właśnie takim przypadkiem. Niech Pan udowodni, albo wykaże, że materia istnieje od zawsze, a nie tutaj znowu personalne ataki przeprowadza. >>Otóż nie widzę dowodu, że świat istnieje od zawsze, ani że powstał z niczego. >Tak, to że Pan nie widzi, to poważny argument. Boję się, że teraz to cała nauka się zawali. >>To taka sama bajda jak te religijne. >No i co? Szanowny Panie Brzostowski sądzi Pan, że tym swoim twierdzeniem naukę Pan skompromitował? Udowodnij, lub wykaż jakoś czlowieku, że materia istnieje od zawsze, albo że przynajmniej jest to wysoce prawdopodobne! Pan zapewne lub duża część tutaj piszących przyjmuje to za pewnik. Pytam się: na jakiej podstawie? Proszę odpowiedzieć!
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) |
> Udowodnij, lub wykaż jakoś czlowieku, że materia istnieje od zawsze, albo że przynajmniej jest to wysoce prawdopodobne! Pan zapewne lub duża część tutaj piszących przyjmuje to za pewnik.A po co mi to czlowieku?Za pewnik? To tylko trochę bardziej prawdopodobny "pewnik" niż Pan przyjmuje istnienie Boga. www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,590101#w592220> Pytam się: na jakiej podstawie? Proszę odpowiedzieć!Chodziliśmy do szkół, gdzie nauczono nas czytać ze zrozumieniem. PS. Już kilkakrotnie przy krytycznej ocenie Pańskich wypowiedzi napisałem dlaczego sądzę - za wybitnymi uczonymi - że materia istnieje od zawsze. Pan nie przeczytał albo nie zrozumiał, co i tak na jedno wychodzi, ale co mnie to obchodzi, to tylko Pańska sprawa. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >>Udowodnij, lub wykaż jakoś czlowieku, że materia istnieje od zawsze, albo że przynajmniej jest to wysoce prawdopodobne! Pan zapewne lub duża część tutaj piszących przyjmuje to za pewnik. >A po co mi to czlowieku? >Za pewnik? >To tylko trochę bardziej prawdopodobny "pewnik" niż Pan przyjmuje istnienie Boga. Otóż to! I mogę się z tym zgodzić. Zgadzam się z Panem! Szok!
>PS. Już kilkakrotnie przy krytycznej ocenie Pańskich wypowiedzi napisałem dlaczego sądzę - za wybitnymi uczonymi - że materia istnieje od zawsze. Pan nie przeczytał albo nie zrozumiał, co i tak na jedno wychodzi, ale co mnie to obchodzi, >to tylko Pańska sprawa.
Ja to czytałem i zrozumiałem i jestem bardziej sceptyczny niż Pan, ponieważ ja uważam, że
istnienie materii od zawsze jest bardziej prawdopodobne niż istnienie boga, a Pan uważa że tylko TROCHĘ bardziej prawdopodobne.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > >>>To tylko trochę bardziej prawdopodobny "pewnik" niż Pan przyjmuje istnienie Boga.> Otóż to! I mogę się z tym zgodzić. Zgadzam się z Panem! Szok!> Ja to czytałem i zrozumiałemGucio, jak zawsze Szanowny Pan zrozumiał? > i jestem bardziej sceptyczny niż Pan, ponieważ ja uważam, że istnienie materii od zawsze jest bardziej prawdopodobne niż istnienie boga, a Pan uważa że tylko TROCHĘ bardziej prawdopodobne.Moje "trochę" jest trochę większe niż Pańskie "bardziej". Tym bardziej, że Pan tylko rzucił jakimś tajemniczym dla nauki określeniem nie definiując go. www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,602634#w603181 www.racjonalista.pl/forum.php/s,199437#w199448Kiedyś coś tam Pan pisał, że bóg to jakaś tam nierozpoznana forma materii, a więc jedna forma materii jest starsza od innej formy materii? Chyba tak jest w istocie, tylko o jakie formy materii Panu w końcu chodzi? www.racjonalista.pl/forum.php/s,464332/z,0www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,470429#w470626www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,385960#w389543www.racjonalista.pl/forum.php/s,526327/z,0Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Udowodnij, lub wykaż jakoś czlowieku, że materia istnieje od> zawsze, albo że przynajmniej jest to wysoce prawdopodobne! (..)> na jakiej podstawie? Proszę odpowiedzieć!Na razie to pionierskie badania i teorie. Naiwnością będzie sądzić, że dostaniesz tu proste, krótkie i w 100% dowiedzione uzasadnienie, ot chociażby miary zasad dynamiki Newtona. Nie oczekuj tego. Ale pewne racjonalne podstawy przypuszczeń, o których zapewne nie wiesz - są. Np. Michio Kaku jest profesorem fizyki teoretycznej na City University w Nowym Jorku. Jest współtwórcą teorii strun i autorem bestsellera "Hiperprzestrzeń". Jak sam twierdzi, często spotyka się z pytaniem: Co wydarzyło się przed Wielkim Wybuchem? Cytat: "Prawie zawsze ktoś z publiczności zadawał mi następne niewinnie brzmiące pytanie: Ale co się wydarzyło przed Wielkim Wybuchem, panie profesorze? W tym momencie zauważałem zwykle nieznaczny uśmieszek satysfakcji pojawiający się na twarzach niektórych osób na sali, przekonanych, że zapędzili wykładowcę w kozi róg. Wiedziałem, że oczekiwali, iż rozłożę ręce i ze wzrokiem utkwionym w sufit westchnę filozoficznie: My, naukowcy, po prostu nie wiemy. Nie mamy o tym pojęcia. Jest to jedna z wielkich nie wyjaśnionych tajemnic natury. Możliwe, że nigdy się nie dowiemy. Zobaczyłem wiele zaskoczonych twarzy, gdy odpowiedziałem: Cieszę się, że pan o to zapytał, ponieważ jest to temat dzisiejszego wykładu. Zajmiemy się dzisiaj właśnie tym, co prawdopodobnie wydarzyło się przed narodzinami Wszechświata. Analizowaniem tego problemu zarabiam na życie. Moich słuchaczy zbija z tropu stwierdzenie, że fizyka Wszechświata przed Wielkim Wybuchem stała się jedną z najmodniejszych dziedzin badań w przodujących laboratoriach na całym świecie. Narodzinom nowej nauki, zwanej kosmologią kwantową, których świadkami właśnie jesteśmy, towarzyszy wyczuwalna atmosfera podniecenia. Chociaż nie ma jeszcze doświadczalnych dowodów przemawiających za poprawnością kosmologii kwantowej, teoria ta ma tak nieodparty urok, że znalazła się w centrum intensywnych badań naukowych. Już teraz zmusiła nas, niemal wbrew naszej woli, abyśmy stawili czoło niezwykłym możliwościom istnienia wszechświatów równoległych, tuneli czasoprzestrzennych i dziesiątego wymiaru. Tematyka ta pociąga wielu fizyków, idących w ślad za takimi pionierami, jak Stephen Hawking czy laureat Nagrody Nobla Murray Gell-Mann. [...] Na podstawie ksiażki "Wszechświaty równoległe" tegoż autora. pozdrawiam
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | | | | | | | | |  | 9 na 9 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Chodzi własnie o to, że koncepcja boga nie potrzebuje przyczyny. Bóg istniał od zawsze i koniec> Natomiast każda koncepcja naukowa wymaga wyjaśnienia na gruncie posiadanej wiedzy.Nie możesz sobie arbitralnie stwierdzić "moja koncepcja jest nienaukowa" i uodpornić ją w ten sposób na krytykę. Jeżeli jest nienaukowa, to znaczy że włączając ją do zbioru swoich przekonań nie postępujesz racjonalnie. > Tyle że "magiczna" nie jest próżnia, tylko cud wyskakiwania z "niczego" cząstek. O to pytam. Wyskakują one z niczego? Powstają z niczego? Nie ma tam ani energii, ani materii, ani potencjałów/pola, po prostu z NICZEGO? Bo mi się wydaje że nie z niczego. A jeśli nie z niczego. To skąd się wzięło do coś?No niezupełnie z niczego, bo jest tam energia - energia próżni. Która wzięła się znikąd, albowiem jest bytem wiecznym, i to - żeby było zabawniej - jest zgodne ze stanem naukowej wiedzy. Prawo zachowania energii - nie można jej stworzyć ani zniszczyć. Byt wieczny - i "konieczny". > Pozostaje nadal problem nieskończonego regresu: skąd wzięła się próżnia? Była sobie po prostu?Dokładnie tak, była sobie zawsze. Co jakiś czas kreuje sobie pary cząstka-antycząstka, które w bardzo szczególnych okolicznościach mogą "wypączkować" Wszechświat. Masz z tym większy problem niż z wiecznym inteligentnym wszechmocnym Bogiem? Serio?
|
|
| | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Brzostowski (7067 punktów) | > Nie możesz sobie arbitralnie stwierdzić "moja koncepcja jest nienaukowa" i uodpornić ją w ten sposób na krytykę. Jeżeli jest nienaukowa, to znaczy że włączając ją do zbioru swoich przekonań nie postępujesz racjonalnie.Masz rację. Ale przecież wiadomo, że określone rzeczy mogą istnieć, mimo, że nikt ich naukowo nie testuje. Ale gdyby nawet koncepcji boga przyjrzeć się naukowo, to w kontekscie nieskoczonego regresu nie jest gorsza od nazwijmy to: "typowo naukowych". > > Tyle że "magiczna" nie jest próżnia, tylko cud wyskakiwania z "niczego" cząstek. O to pytam. Wyskakują one z niczego? Powstają z niczego? Nie ma tam ani energii, ani materii, ani potencjałów/pola, po prostu z NICZEGO? Bo mi się wydaje że nie z niczego. A jeśli nie z niczego. To skąd się wzięło do coś?> No niezupełnie z niczego, bo jest tam energia - energia próżni. Która wzięła się znikąd, albowiem jest bytem wiecznym, i to - żeby było zabawniej - jest zgodne ze stanem naukowej wiedzy. Prawo zachowania energii - nie można jej stworzyć ani zniszczyć. Byt wieczny - i "konieczny".Słusznie piszesz. A zatem wyskakują nie z niczego, a z energii. Znowu jedynie odsuwasz problem. Ta zasada, o ile jest prawdziwa dotyczy tylko układów izolowanych. Oznacza to, że energia w takim układzie jest stała, nie mówi nic o tym skąd się wzięła. Ty możesz powiedzieć - jest wieczna (lub wzięła się znikąd), ja - Pan Bucek ziewnął. Która koncepcja jest bardziej racjonalna? Twoja, czy moja? > > Pozostaje nadal problem nieskończonego regresu: skąd wzięła się próżnia? Była sobie po prostu?> Dokładnie tak, była sobie zawsze. Co jakiś czas kreuje sobie pary cząstka-antycząstka, które w bardzo szczególnych okolicznościach mogą "wypączkować" Wszechświat. Masz z tym większy problem niż z wiecznym inteligentnym wszechmocnym Bogiem? Serio?Nie. Tyle tylko, że wiem, iż używanie "racjonalnie" takich pojęć jak wszech... wieczność, nieskończoność... itd prowadzi do niejednoznaczności i sprzeczności. W tym np takich o niedziałaniu praw fizyki w "osobliwościach". Wiem też, że w znanym mi świecie, wszystko ma przyczynę, założenie, że próżnia (lub cokolwiek innego) istniała sobie od zawsze jest tylko założeniem, przyjętym z bezradności ludzi. Bo zapewne, tak jak tysiące innych zjawisk dookoła nas i ta próżnia skądś się wzięła. Nie jest racjonalne zakładanie, że akurat próżnia kwantowa była od zawsze, skoro wiemy o tym, że miliony zjawisk lub stanów mają swoje przyczyny. To nie naukowe, zwłaszcza, że założenie wynika z bezradności, z niemocy sięgnięcia głębiej.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 14 na 14 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | >> Prawo zachowania energii - nie można jej stworzyć ani zniszczyć. > Ta zasada, o ile jest prawdziwa dotyczy tylko układów izolowanych.
"Wszystko co istnieje" jest (z definicji) układem izolowanym. Nic tam nie dopływa ani nie odpływa, bo i nie ma skąd i dokąd. Jeżeli energia jest teraz, to znaczy że była i będzie zawsze (teraz i zawsze i na wieki wieków).
> Pan Bucek ziewnął. Która koncepcja jest bardziej racjonalna? Twoja, czy moja?
Moja opiera się na tym co obserwowalne, Twoja - właściwie nie wiadomo na czym. Sam oceń.
> Nie jest racjonalne zakładanie, że akurat próżnia kwantowa była od zawsze, skoro wiemy o tym, że miliony zjawisk lub stanów mają swoje przyczyny. To nie naukowe, zwłaszcza, że założenie wynika z bezradności, z niemocy sięgnięcia głębiej.
Ponownie, zasada zachowania energii i niemożność jej stworzenia/zniszczenia. Nie rozumiem w jakim sensie używasz tu słów "nieracjonalne" i "nienaukowe".
Poza tym - o ile dobrze rozumiem argument z "Pierwszej Przyczyny", to wynika z niego tyle, że istnieje jakiś "byt konieczny". Utożsamianie tego bytu z "bogiem mojej ulubionej religii" idzie już za daleko. Nauka pokazuje, że takim "bytem koniecznym" może być próżnia kwantowa - nie ma zatem powodu, aby wierzyć w jakieś dodatkowe atrybuty tego bytu.
Widzę dla Ciebie dwa wyjścia - padniesz na kolana przed próżnią kwantową, albo odetniesz Brzytwą wszelkie bezpodstawne przekonania o naturze "Pierwszej Przyczyny".
Gdybyś nadal się opierał, pytanie dodatkowe - naszkicuj proszę ogólnikowo, co (hipotetycznie) mogłoby Cię przekonać do odrzucenia koncepcji "Boga". Co takiego musiałaby odkryć nauka, żebyś uznał to za przekonujące?
Uwaga: Skojarzenia z pytaniem "co przekonałoby Macierewicza, że to był wypadek" nie są przypadkowe!
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | Problem polega na tym, że tam gdzie posługujemy się pojęciami nieskończoności, tam też pojawiają się rzeczy/stany, które wymykają się zmysłom i tam też chętnie akceptujemy absurdy, które wynikają z założeń, ale też obserwacji świata.
I tak np akceptujemy to, że w osobliwościach nie działają znane nam prawa fizyki, a gęstość moze być nieskończona. Czy to jest racjonalne? Pytanie na które nikt nie chce odpowiedzieć.
Dochodzimy do granic poznania (aktualnie wg mnie), dochodzimy do próżni kwantowej i chętnie akceptujemy to, że po prostu istniała od zawsze i już. Co jest z racjonalnego punktu widzenia nie do zaakceptowania, ponieważ to co obserwujemy zawsze ma swoje przyczyny. Musiałby być to jedyny taki przypadek.
Wniosek jest taki, że w przypadku posługiwania się pojeciem nieskończoności, wychodząc od racjonalnych założeń, wyników badań swiata, dochodzimy do neiracjonalnych konkluzji (brak znanych nam praw fizyki, nieskonczona gęstość, próżnia która istnieć musi mimo, że wszystko dookoła ma przyczyny).
Skoro zatem akceptujemy taki sposób rozumowania: od racjonalizmu do irracjonalizmu i jeszcze nazywamy to metodą naukową, to dlaczego hipoteza o koncepcji boga miałaby być gorsza?
A ona wszystko ułatwia i wyjaśnia, i w kontekscie tego co napisałem powyżej nie jest sprzeczna z nauką, bo nauka sama dochodzi do irracjonalnych wniosków.
A zatem jednym z rozsądnych wyjaśnień jest kreator (spoza układu izolowanego, zupełnie z nadrzeczywistosci, której zupełnie nie rozumiemy), nie jest to gorsze wyjaśnienie niż te z irracjonanymi wnioskami naukowymi.
Zasada zachowania energii też nie musi być spełniona, są z tym problemy właśnie w osobliwościach i tam gdzie posługuejmy się pojęciami nieskończoności czegośtam. Co z zasadą zachowania energii gdy nie ma pojecia czasu? Nie ma też pewności, że zasada ta działa w sytuacji posługiwania się pojęciami neiskończoności, zwłascza że czasem przyjmujemy ją jako aksjomat dopasowując teorie do tej zasady, a nie wnioskując z obserwacji.
Jest to właśnie problem tej cholernej nieskończoności.
>Widzę dla Ciebie dwa wyjścia - padniesz na kolana przed próżnią kwantową, albo odetniesz Brzytwą wszelkie bezpodstawne przekonania o naturze "Pierwszej Przyczyny". A Ty odcinasz Brzytwą przekonanie o tym, że próżnia istniała od zawsze? Oczekujesze ode mnie zachowań racjonalnych, ale sam tego nie robisz. Dlatego, że w dyskusjach o nieskoczoności to trudne, zderzamy się z barierą niewiedzy i pozostaje nam już tylko jedno źródło czerpania wiedzy - światopogląd. >Gdybyś nadal się opierał, pytanie dodatkowe - naszkicuj proszę ogólnikowo, co (hipotetycznie) mogłoby Cię przekonać do odrzucenia koncepcji "Boga". Co takiego musiałaby odkryć nauka, żebyś uznał to za przekonujące? Nie mam pojęcia, koncepcja boga wg mnie jest wynikiem obserwacji świata i wnioskowania, jest jedną z koncepcji w wyjaśnieneiu problemu pochodzenia świata/materii/energii. Ze względu na to, że na dzisiejszy stan wiedzy jest irracjonalna, nie da się podać kryteriów falsyfikacji.
Istniejąca od zawsze próżnia też nie jest lepszą koncepcją, wszak niektórzy mówią tutaj, że istnieje i już! Jak zatem sprawdzić (hipotetycznie) czy ma jakieś przyczyny? Co nauka musiałaby odkryć aby odrzucić tę tezę? No zapewne jakąś przyczynę... potem kolejną, itd... i znowu dojdziesz do tego samego pytania. A w tym czasie koncepcja boga dalej wszystko wyjasnia.
>Uwaga: >Skojarzenia z pytaniem "co przekonałoby Macierewicza, że to był wypadek" nie są przypadkowe! To było niepotrzebne. Rozmawiasz niby spokojnie, ale uważasz, że i tak jestem wariatem. Ja w tej dyskusji wykazałem nieracjonalne wnioski i nielogiczności i wiele problemów, które nie pozwalają na przyjęcie radośnie tezy o wiecznej próżni, nieskończonej gestości i irracjonanych wnioskach płynących z racjonanych założeń i obserwacji. Nie uważam, aby to było głupie, raczej daje do myślenia. Chyba że zderzamy się z fideistą, wtedy jest kłopot.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . >Rozmawiasz niby spokojnie, ale uważasz, że i tak jestem wariatem. Wariat, to człowiek cierpiący na dużą niezależność intelektualną. W dzisiejszej Polsce norma to tacy jak Pan, a o racjonalne myślenie muszą się dobijać wariaci! Dla mnie zdecydowanie nie jest Pan "wariatem". Dlaczego miałbym obrażać tylu wspaniałych ludzi.
>Ja w tej dyskusji wykazałem nieracjonalne wnioski i nielogiczności Jedyne co Pan na naszym forum wykazał (oczywiście aby nie było ad personam, to tylko w tekstach, w rzeczywistości jest Pan bardzo mądrym człowiekiem mającym spore osobiste osiągnięcia), to własną tępotę, połączoną z ogromnymi brakami w podstawowej wiedzy w prawie wszystkich tematach na które się Pan tu wypowiadał.
Wykazał Pan tu całkowitą nieprzemakalność na nawet najbardziej komunikatywnie wyłożone argumenty wysokiej klasy profesjonalistów w swoich dziedzinach. Wykazał Pan ogromne zadufanie, że jest Pan co najmniej im równie mądry, a nawet mądrzejszy od nich, gdyż pozwalał sobie Pan na pouczanie.
Panie Brzostowski wraz z wszystkimi ograniczonymi fideizmem przyjaciółmi. Całkowicie intelektualnie żeście się tu skompromitowali i korzyść z Was tu tylko taka, że stanowicie inspirację do wypowiedzi forumowiczy na bardzo wysokim poziomie intelektualnym. Znającym się doskonale na przedmiocie zagadnień w zakresie, których się wypowiadają.
> wnioskach płynących z racjonanych założeń i obserwacji. Tak, dla inteligentnych ludzi czytających rozmowy z Wami płynie tylko jeden racjonalny wniosek. Argumenty wszelkich fideistów są całkowicie puste i w żaden racjonalny sposób w zderzeniu z nauką się nie bronią. Żaden z Pańskich argumentów się tu nie ostał i każdy został w pył rozbity. Trzeba mieć umysł ogromnie ograniczony wiarą we własną rację aby tego nie dostrzegać.
>Chyba że zderzamy się z fideistą, wtedy jest kłopot. Żaden kłopot! Z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda - co udowodnił Pan tu całkowicie bezwzględnie. Fideisty nikt nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, gdy on wierzy inaczej. Wszystkie argumenty fizyków, chemików, filozofów, czy religioznawców wysokiej klasy spłynęły po Panu jak woda po kaczce. Pański umysł nadal jest tak samo czyściusieńki jak był w momencie przystąpienia do rozmów na naszym forum.
Miłego dnia.
@@@ .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 9 na 9 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > I tak np akceptujemy to, że w osobliwościach nie działają znane nam prawa fizyki, a gęstość moze być nieskończona. Czy to jest racjonalne?
Model powstania Wszechświata z fluktuacji kwantowej nie wymaga osobliwości postulowanej przez model Wielkiego Wybuchu.
> dochodzimy do próżni kwantowej i chętnie akceptujemy to, że po prostu istniała od zawsze i już
Chętnie akceptujemy, bo wynika logicznie z tego, co potwierdziliśmy empirycznie.
1. Energii nie można wytworzyć. 2. Jeżeli energia istnieje w chwili t, to istniała również w t-1. 3. Energia istnieje teraz, a zatem - na mocy indukcji - istniała zawsze.
> to co obserwujemy zawsze ma swoje przyczyny
Piszesz tu o bytach które - w przeciwieństwie do energii - nie są niezniszczalne i niestwarzalne.
> Musiałby być to jedyny taki przypadek
No i jest. Przykro mi, że to się kłóci z Twoimi intuicjami, ale wyrobiłeś je sobie obserwując byty inne niż energia.
Dalszą część Twojego wywodu w większości pominę, bo opiera się na (obalonych powyżej) błędnych przesłankach. Odniosę się tylko do fundamentalnych błędów, które popełniasz.
> pozostaje nam już tylko jedno źródło czerpania wiedzy - światopogląd
Chryste, nie. Jedynym źródłem czerpania wiedzy jest doświadczenie.
>> Co takiego musiałaby odkryć nauka, żebyś uznał to za przekonujące? > Nie mam pojęcia (...) nie da się podać kryteriów falsyfikacji
Czerwone pulsujące światło i wyjący sygnał alarmowy: "Brak prawa wstępu do zbioru przekonań!"
> koncepcja boga dalej wszystko wyjasnia
Koncepcja, która wyjaśnia wszystko, zezwala na wszystko - ma zatem zerową moc predykcyjną, czyli jest niefalsyfikowalna. Brak prawa wstępu do zbioru przekonań!
>> "co przekonałoby Macierewicza, że to był wypadek" > Rozmawiasz niby spokojnie, ale uważasz, że i tak jestem wariatem
Pokazuję Ci błędy w myśleniu, które popełniasz. Zwracam uwagę, że Macierewicz popełnia dokładnie takie same. Jeżeli jego uważasz za wariata, to powinieneś także rozumieć, dlaczego sam też możesz być tak odbierany, upierając się przy swojej niefalsyfikowalnej idee fixe.
Swoją prywatną ocenę Twojej postawy (jeżeli Cię ona obchodzi) tymczasowo wstrzymuję i uzależniam od tego czy jesteś w stanie unieść krytykę, czy też może zatkasz uszy śpiewając "la la la, mnie to nie dotyczy". Pozdrawiam z nadzieją.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Meretseger (61860 punktów) | >Ty możesz powiedzieć - jest wieczna (lub wzięła się znikąd), ja - Pan Bucek ziewnął. Która koncepcja jest bardziej racjonalna? Twoja, czy moja? Jego, niestety. A dlatego, że zadziałała podstawowa zasada, brzmiąca entia non sunt multiplicanda praeter necessitatem, zwana zasadą ekonomii myślenia lub, mniej poprawnie, "brzytwą Ockhama". Ziewanie Pana Bucka jest tu zaiste bytem namnożonym grubo ponad potrzebę. >założenie, że próżnia (lub cokolwiek innego) istniała sobie od zawsze jest tylko założeniem >Nie jest racjonalne zakładanie, że akurat próżnia kwantowa była od zawsze (...) To nie naukowe, zwłaszcza, że założenie wynika z bezradności, z niemocy sięgnięcia głębiej. Bardziej racjonalne i naukowe jest zakładanie istnienie Pana Bucka, bo wynika z "radności" i mocy?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 7 na 7 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Jego, niestety.
Ależ dlaczego "niestety"...
> Ziewanie Pana Bucka jest tu zaiste bytem namnożonym grubo ponad potrzebę.
W kwestii formalnej - necessitas to bardziej "konieczność". Potrzeby, jak widać, są niespożyte.
>> To nie naukowe, zwłaszcza, że założenie wynika z bezradności, z niemocy sięgnięcia głębiej. > Bardziej racjonalne i naukowe jest zakładanie istnienie Pana Bucka, bo wynika z "radności" i mocy?
Brzostowski: Panie Boże, a skąd się Pan wziął? Bóg: A znikąd, byłem zawsze. Brzostowski: Nie przekonuje mnie to założenie, Panie Boże. To tylko bezradność i niemoc sięgnięcia głębiej. Przyznaj że doszedłeś Pan do ściany - a za nią już tylko Pan Nadbóg.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | maceox (6766 punktów) | Zauważam, że powstaje w tym wątku taki elementarz dla nowoprzybyłych po rewolucji. I dlatego od razu pozwolę sobie zgłębić temat:
>W kwestii formalnej - necessitas to bardziej "konieczność". Potrzeby, jak widać, są niespożyte. A czy moglibyśmy porozmawiać o tych potrzebach? Skąd bierze się idea sacrum, skoro z naukowego punktu widzenia nie ma takiej konieczności?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Ojciec Ateusz (9201 punktów) | > Zauważam, że powstaje w tym wątku taki elementarz dla nowoprzybyłych po rewolucji.
Wątpię, żeby ktoś z nich tu zajrzał, a i takich ambicji (w tym miejscu przynajmniej) nie mam. Ja tu tylko pogłębiam sobie doświadczenie w zakresie mechanizmów aktualizacji przekonań...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Barbiel (1106 punktów) | >A czy moglibyśmy porozmawiać o tych potrzebach? Skąd bierze się idea sacrum, skoro z naukowego punktu widzenia nie ma takiej konieczności? Chyba trzeba nowy wątek.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Meretseger (61860 punktów) |
> Ależ dlaczego "niestety"...Niestety dla Brzostowskiego  > W kwestii formalnej - necessitas to bardziej "konieczność".Tak, oczywiście, takie jest dokładne znaczenie tego słowa. > Przyznaj że doszedłeś Pan do ściany - a za nią już tylko Pan Nadbóg.Ciekawa jestem, czy Pan Brzostowski by uwierzył, gdyby mu drugi Pan B. powiedział, że nie ma żadnego Nadboga, tylko próżnia kwantowa...
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Brzostowski (7067 punktów) | >Brzostowski: Panie Boże, a skąd się Pan wziął? >Bóg: A znikąd, byłem zawsze. >Brzostowski: Nie przekonuje mnie to założenie, Panie Boże. To tylko bezradność i niemoc sięgnięcia głębiej. Przyznaj że doszedłeś Pan do ściany - a za nią już tylko Pan Nadbóg.
No i założmy, że OK, ja jestem uczciwie w stanie przyznac się do bezradności. Czym różni się zatem moja bezradność od Twojej w aspekcie wiecznej próżni?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 3 na 3 | Sygnał (4252 punktów) |
>No i założmy, że OK, ja jestem uczciwie w stanie przyznac się do bezradności. Czym różni się zatem moja bezradność od Twojej w aspekcie wiecznej próżni?
Chociażby, że bóg, nadbóg, czy bóg alef zero jest jedynie hipotezą bez pokrycia, a na próżnie mamy pomiary.
|
|
| |  | 13 na 13 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >Kwestia wszechmocy, wszechwiedzy, wszechdobroci, itd... jest kłopotliwa dla wszystkich: teistów i ateistów. Dla teistów wiadomo - sprzeczności... Dla ateistów jednak też.
Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że kwestia trzech podstawowych atrybutów przypisywanych Bogu - stwórcy i nadzorcy świata - tj. wszechmocy, wszechwiedzy i wszechdobroci (miłości, miłosierdzia, łaskawości, dobroci) jest wysoce kłopotliwa dla teistów. Kwestia ta jest jednak w zasadzie obojętna dla mnie. Jeśli o tym tu piszę - nie z własnej zresztą inicjatywy - to wyłącznie dlatego, by uzmysłowić wierzącym w boga, a chrześcijanom w szczególności, że niemal na pewno nie istnieje bóg nacechowany tymi właśnie atrybutami.
To nie ja, lecz wy, chrześcijanie, wierzący w nieskończenie dobrego i kochającego Boga, zderzacie się z problemem zła, którego nie powinno w ogóle być, lub powinno być zdecydowanie mniej, jeśliby wasz Bóg był jednocześnie i wszechmocny i wszechdobry, a na dodatek jeszcze wszechwiedzący. To wy, nie ja, przeżywacie wstrząs po przeczytaniu Biblii i uświadomieniu sobie prawdziwego oblicza waszego Boga.
To sprzeczność dla osób wierzących, to oni muszą się z nią zmierzyć, ja nie. Problemem osób wierzących - a nie niewierzących - jest uświadomienie sobie, że wobec ogromu zła dziejącego się na tym świecie ich Bóg nie jest albo wszechmocny, albo wszechdobry. Wszelkie zaś próby "usprawiedliwiania" pozbawiają boga bądź to części wszechmocy, bądź też części wszechdobroci, przez co ustawiają go w szeregu podrzędnych mitycznych bóstw czy też półbogów.
>Podstawowa rzecz, elementarna logika: jeśli mówimy o bogu wszechmocnym i wszechwiedzącym, miłosiernym (może być Jahwe) to jest oczywiste, iż taki bóg może być niezrozumiały przez Ciebie i mnie, ponieważ my nie jesteśmy wszechwiedzacy.
Nie rozumiem dlaczego domniemany Bóg, wyróżniający się równocześnie wspomnianymi wyżej trzema atrybutami, mógłby być dla mnie niezrozumiały. Doskonale potrafię sobie wyobrazić jakiś ponad-doskonały byt wyróżniający się tymi właśnie atrybutami i obficie z nich korzystający. Jeśli zaś Ty wyobrazić sobie tego nie potrafisz, a postulowany byt absolutnie doskonały, o którym piszemy, jest dla Ciebie niezrozumiały, gdyż według Ciebie wymyka się z logiki lub jest ponad nią, to świadomie pozbawiasz się obywatelstwa w świecie rozumu. Ja tego obywatelstwa siebie nie pozbawiam.
Nie widzę również powodu, byś wmawiał wszystkim dookoła, nie wyłączając użytkowników tego forum, że człowiek nie potrafi Boga zrozumieć, więc głowy tym zawracać sobie na próżno nie musi, pozostaje mu przeto wyłącznie ślepa i bezmyślna wiara.
>A zatem jego logika może być zupełnie inna. Czy może istnieć taki bóg? Jasne, że może.
A po cóż się nad tym zastanawiać? Załóżmy, że taki Bóg mógłby istnieć. Ale wtedy najprawdopodobniej stworzyłby nieco inny świat. Dlaczego miałby stwarzać świat funkcjonujący na innych zasadach niż te, które on sam uznaje?
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| | |  | 3 na 3 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) |
> Nie widzę również powodu, byś wmawiał wszystkim dookoła, nie wyłączając użytkowników tego forum, że człowiek nie potrafi Boga zrozumieć, więc głowy tym zawracać sobie na próżno nie musi, pozostaje mu przeto wyłącznie ślepa i bezmyślna wiara.To jest argument babci twardo broniony przez pana Elaspa i jego klikę. Pozdrawiam. @@@ .
|
|
| |  | 13 na 13 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > Logicznie nie da się wykluczyć istnienia boga, ponieważ zawsze dojedziesz do TEJ właśnie ściany.Logicznie da się nie tyle wykluczyć, co mocno podważyć tezę o istnieniu Boga niezależnie od tego, jaką logiką się on kieruje i czy jest ona zgodna z naszą, czy też nie. Aby jednak móc ten wątek rozwinąć, musimy najpierw uzgodnić, co rozumiemy pod pojęciem Boga. Otóż istnieją tu znaczne rozbieżności w poglądach filozofów na naturę boga, a sięgają one czasów starożytnych na setki lat przed naszą erą. (1) Jednym z założeń jest przyjęcie, że Bóg jest bytem wszechdobrym, tj. obdarzającym stworzone przez siebie istoty nieskończoną miłością, a do tego jeszcze cechującym się wszechmocą i wszechwiedzą. Łatwo jednak wykazać, że taki Bóg nie istnieje, o czym wspomniałem w dwóch poprzednich wypowiedziach, a stwierdzenie takie jest według mnie wiarygodne do stopnia praktycznej pewności. Zaprzeczenie tezy o istnieniu tak pojmowanego Boga nie pociąga jednak za sobą tezy o nieistnieniu Boga opisanego jakimiś innymi atrybutami. Jak w ogóle można przypisywać Bogu wszechdobroć i nieskończoną do nas miłość (a usta katolickich kapłanów są pełne tego typu frazesów) i jednocześnie mieć świadomość, ze ów Bóg nie reaguje, gdy zwyrodniały pedofil gwałci a następnie zabija kilkuletnie dziecko, że nie reaguje, gdy tysiące dzieci umiera każdego dnia z głodu, czy też nie reagował wówczas, gdy płonęły piece krematoryjne. Albo ten Bóg nie jest w stosunku do nas nieskończenie dobry, albo też nie jest wszechmocny, a do jego wszechwiedzy również można mieć w tych przypadkach uzasadnione wątpliwości. Innymi słowy: si deus est, unde malum, panie Brzostowski? Unde malum?. Słusznie skwitował to zagadnienie teodycei prof. Tadeusz Kotarbiński. Mając na względzie zło, którego doświadczają ludzie od innych ludzi bądź też na skutek przeróżnych katastrof przyrodniczych, stwierdził on, że "bluźnierstwem jest pomawiać Boga o istnienie". (2) Innym założeniem jest uznanie Boga za stwórcę świata. Znane są pewne argumenty na rzecz istnienia Boga-stwórcy. Jednym z nich jest słynny argument kosmologiczny zwany również argumentem z przyczyny sprawczej, autorstwa m.in. Tomasza z Akwinu. Przypomnę krótko, że punktem wyjścia dla tego argumentu jest uznanie, iż każde wydarzenie, aby mogło zaistnieć, musi posiadać przyczynę, to jest wydarzenie poprzedzające będące powodem jego zaistnienia. Tę ostateczną, pierwszą przyczynę, która nie wymaga już wcześniejszej przyczyny sprawczej, uznaje się w tym rozumowaniu za Boga-stwórcę. W kilku wypowiedziach w innym wątku opisałem podstawowe tezy miażdżących krytyk, jakim niezależnie od siebie poddali ten argument dwaj wielcy filozofowie: Dawid Hume i Immanuel Kant. Podstawowa wada argumentu kosmologicznego polega na tym, że istnienie Boga nie jest w nim dowodzone, lecz jedynie postulowane, przy czym nie widać szczególnych racji na rzecz formułowania konkretnych postulatów. Nie posiadając zatem żadnej mocy dowodowej argument ten niczego nie wyjaśnia, a na dodatek postulowany w nim Bóg sam domaga się wyjaśnienia. Pytania się mnożą: (1) Co jest przyczyną istnienia Boga? Czyżby Bóg sam był swoją przyczyną? (2) Skąd się wziął taki stan rzeczy, że jedne byty potrzebują przyczyny, a inne (Bóg) żadnej przyczyny nie potrzebują? Czyżby znowu sprawił to Bóg? (3) A skąd się wziął taki stan rzeczy, w którym z jednej strony jest Bóg, który stworzył sam siebie, a z drugiej świat, który ten Bóg stworzył z niczego? Czy znowu sprawił to ten sam Bóg? Te pytania można mnożyć w nieskończoność. A przecież jedną z głównych cech argumentu kosmologicznego jest uciekanie od terminu nieskończoności. Podobny los, jaki spotkał argument kosmologiczny, stał się również udziałem argumentu ontologicznego autorstwa św. Anzelma, a krytyce poddali go m.in. mnich Gaunilon (współczesny Anzelmowi), również Kant, a na dodatek Akwinata. Wniosek końcowy jest następujący (podaję swoimi słowami za prof. Janem Hartmanem): Znane nam argumenty na rzecz istnienia Boga są całkowicie nielogiczne i pozbawione siły dowodowej. Brak zatem jakichkolwiek przesłanek na to, by istniał Bóg stworzyciel. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
| |  | 12 na 12 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >Ja niczego prawdopodobnie nie udowodnię w tej materii, (...)
Słusznie prawisz. Raczej nic nie udowodnisz w tej materii. I to nie jest z mojej strony żadna złośliwość.
>(...) bo przyjmując atrybuty boga (te wszech...) od razu zakłada się że może to być nie do ogarniecia.
A ja przyjmując atrybuty Boga (te wszech...) zakładam, że jest to do ogarnięcia. Jak już wspomniałem w jednej z poprzednich wypowiedzi, Ty w ten sposób sam pozbawiasz się obywatelstwa w świecie rozumu. Ja nie.
>Tak samo jak Ty nie udowodnisz, że nie może istnieć bóg który jest jednocześnie wszechwiedzący, wszechmocny i miłosierny tylko dlatego, że Ty lub ja nie możemy tego pojąć.
Po pierwsze: Wiem o tym, że nie można udowodnić tzw. negatywnych twierdzeń egzystencjalnych (dowodzi się wyłącznie twierdzeń pozytywnych). Nie potrafię zatem udowodnić, że z absolutną pewnością nie istnieje Bóg nacechowany wspomnianymi tu trzema argumentami. Wydaje mi się jednak, że podałem (nie ja pierwszy zresztą) bardzo silny argument na rzecz tezy o nieistnieniu takiego Boga.
I po drugie: Po raz kolejny powtarzam, że potrafię sobie doskonale wyobrazić Boga nacechowanego takimi argumentami, jak wszechmoc, wszechwiedza oraz nieograniczona miłość i miłosierdzie w stosunku do stworzonych przez siebie istot rozumnych. Jeśli zaś Ty nie potrafisz tego zrozumieć, a wyobraźnia Cię opuściła, a na dodatek masz niczym nieodpartą ochotę ogłaszać to wszem i wobec, to możesz to robić. Mnie to nie przeszkadza. Ale w moim imieniu się nie wypowiadaj.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
| |  | 16 na 16 | Andrzej.51 (15814 punktów) | > Jest tutaj taki jeden Pan, który twierdzi, że bóg nie istnieje ponieważ nie ma jego definicji. To podobny absurd.To niech ten Pan uzasadni to, co napisał, a nie ja za niego. > Natomiast czym innym jest dowód na istnienie boga, dowodów takich nie ma.Pisałem o tym w poprzedniej wypowiedzi. To mocny argument na rzecz tezy o nieistnieniu Boga. > Nie oznacza to jednak że na podstawie braku rozumienia pojęć lub ich sprzeczności wg naszej percepcji albo braku dobrej definicji można wyciągać wniosek (dowodzić) o nieistnieniu czegoś.Tak. I ja tego nie robię. Uparte podkreślanie przez Ciebie braku zrozumienia pewnych pojęć dotyczących Boga jest już męczące. Odnośnie zaś wspomnianej przez Ciebie (nie po raz pierwszy) sprzeczności tych pojęć "według naszej percepcji", napiszę tak: Domniemany fakt, że Twój Bóg uznaje inny system wartości niż istoty przez niego stworzone, a konkretnie wyznaje inne zasady etyki, nie zwalnia go od takiego działania, które będzie kierowane na rzecz dobra w stosunku do ludzi (przy założeniu jego niczym nie ograniczonej miłości i dobroci w stosunku do ludzi). > Boga rozumiemy wszyscy mniej więcej jako jakąś świadomość zdolną do wpływania na świat, świadomość posiadającą ogromną wiedzę, siłę, możliwości itd... Każdy może coś od siebie dodać: miłosierdzie, wszechmoc itd ...I znowu bezradna próba usprawiedliwiania Boga. Czy Ty jesteś jego adwokatem? Czy Bóg prosił Cię, byś go ciągle usprawiedliwiał? A może on tego sobie nie życzy? A może pewne jego działania, lub zaniechanie działań, to zamierzenia celowe, wykonywane przez niego świadomie? > Z tego jednak nic nie wynika, ujmiesz jeden atrybut, dwa i co? dodasz dwa i co? Nic. Udowadniasz że tej świadomości nie ma, bo znalazłeś sprzeczności w jakichś definicjach, atrybutach? Wykluczysz miłosierdzie, to Ci wyjdzie, że już taki wszechmocny i wszechwiedzacy moze istnieć? Dorzucisz miłosierdzie, to już nie? Bzdura.Bzdurą jest to, co Ty tu wypisujesz. Przeczytaj dokładnie to, co ja piszę, przemyśl i przeanalizuj to sobie i nie wmawiaj mi tego, czego tu jeszcze nie napisałem. > To tak jak z wielkim wybuchem. Mówią że był, wybuchła osobliwość, która była NIESKOŃCZENIE gęsta. Czy wg Twojej logiki i akktualnej nauki może istnieć cos nieskończenie gęstego? Z tego co ja wiem nigdy niczego takiego nikt nie widział/zbadał i jest to sprzeczne z logiką. Czy jest to dowód na to, że BB nie było? Raczej nie, co nie? Masz zatem sytuację, której nie rozumiesz zupełnie, wymyka się logice, a jednak przyjmujemy ze BB miał miejsce.Na ten temat przeprowadź dyskusję z Fizykiem. To on się na tym zna, nie ja. > Bóg też się wymyka logice i to ma być dowód na to że nie istnieje? No nie.Powtarzam po raz kolejny. Jak tak nie uważam i tak nie piszę. > Oczywiście, za BB stoją inne wyniki, modele, ale analogia chyba jest zrozumiała.Ta analogia nie jest zrozumiała. Więcej nawet - jest niewłaściwa. Za wielkim wybuchem rzeczywiście stoją - jak piszesz - "inne wyniki, modele". A co stoi za "hipotezą" Boga? Nic, absolutnie nic. " Sire, ta hipoteza nie jest mi potrzebna" - tak ponoć słynny Laplace odpowiedział Napoleonowi I, gdy ten zapytał go, dlaczego w jednej ze swych rozpraw naukowych nie odwołał się do pojęcia Boga. Miało to miejsce orientacyjnie na przełomie XVIII i XIX wieku. Minęło 200 lat, mamy już wiek XXI, a Tobie nadal ta hipoteza jest do czegoś potrzebna. > pozdrawiamJa również pozdrawiam. Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.H. Conzelmann, teolog
|
|
 | 22 na 22 | Andrzej.51 (15814 punktów) | >Czy my ludzie dorośli, nie jesteśmy takimi małymi "bogami" dla naszych dzieci, gdy niepozwalamy im na coś, gdy ich karzemy, gdy zmuszamy ich do nauki, treningu, leczenia (wiesz te zastrzyki, gorzkie lekarstwa). Czy te dzieci, nie krzyczą wtedy, nie tupią, nie złoszczą się? Nie cierpią? Dla nas to przykre, ale wiemy (WIEMY), że to tylko chwila, etap, aby potem żyć lepiej, zdrowiej szczęśliwiej.
Jeśli my, rodzice, zmuszamy nasze dzieci do nauki, treningu czy też leczenia bolesnymi zastrzykami, to rzeczywiście robimy to dla ich dobra. Zmuszając dziecko do nauki jesteśmy bowiem głęboko przekonani, że lepsze wykształcenie zapewni mu szeroko rozumianą lepszą przyszłość. Zmuszając dziecko do leczenia bolesnymi zastrzykami ufamy, że wyłącznie one przywrócą mu zdrowie. Te nasze przekonania nie są jednak przejawem jakiejś niczym nieuzasadnionej wiary, lecz wynikają z naszych doświadczeń i obserwacji.
Czemu natomiast mają służyć wszelkie tragedie i nieszczęścia, z którymi musimy się mierzyć za życia. Dlaczego Twój dobry Bóg nas nimi doświadcza, dlaczego nie potrafi ich z nas zdjąć, do czego jest mu to potrzebne?
>Oczywiście można zadać pytanie: dlaczego bóg tak to wymyślił? Dlaczego nie możemy żyć bez chorób, cierpienia? Niestety nie wiem, mogę się tylko domyślać stosując ludzką logikę:
Jeśli nie wiesz, to się nie domyślaj i nie pisz bzdur takich, jak te poniżej.
>- może dlatego, że wkurzony jest za ten grzech pierworodny i teraz musimy jakby zasłużyć na lepsze traktowanie,
Nie było Adama i nie było Ewy, bo nie było "pierwszych" ludzi, a starotestamentowe opowieści o stworzeniu świata są wyłącznie bajkami, wymysłami wynikającymi z niewiedzy. Jeśli nie było Adama i Ewy, to nie było również Kaina i Abla - ich dzieci. A skoro tak, to nie było grzechu pierworodnego opisanego w pierwszych rozdziałach Księgi Rodzaju, niezależnie od tego, czy za grzech pierworodny uznamy konsumpcję przez Adama i Ewę owocu z drzewa poznania dobra i zła, czy też zabójstwo Abla przez rozgniewanego i zazdrosnego Kaina.
Jeśli jednak uparcie wierzysz w jakiś grzech pierworodny naszych prarodziców, to szczerze się dziwię, że przypisujesz swojemu Bogu niepohamowaną żądzę karania tysięcy kolejnych pokoleń za ów bliżej nieokreślony występek sprzed tysięcy lat. Zwróć uwagę, że w ten sposób odbierasz swojemu Bogu jeden z jego podstawowych atrybutów - wszechdobroć.
Nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego kochający nas Bóg warunkuje nasze przyszłe szczęcie po śmierci od naszych cierpień za życia? Czyżby nie potrafił zagwarantować nam jakiejś lepszej formy istnienia po zakończeniu naszego doczesnego życia bez tych cierpień? Czyżby nie był również wszechmocny? Do czego te nasze nieszczęścia są mu potrzebne, w jaki sposób mogą mu pomóc przy realizacji jego planu? (Tym planem jest oczywiście domniemane przez chrześcijan przyszłe życie po śmierci.)
>- może dlatego, że uważa, iż coś dane bez wysiłku nie będzie docenione (jak to Adaś z Ewą niedocenili),
I znowu Adam i Ewa, których nie było. Jakie jeszcze bzdurne "może" wymyślisz?
>- może dlatego, że mamy wolną wolę i uważa, że dobro powiniśmy wykuć sami,
Następne "może", którym tym razem jest wolna wola. Kolejna - jak już wspomniałem - nieudolna próba zdejmowania z Boga odpowiedzialności za to, co dzieje się na Ziemi. Jeśli piszesz o wolnej woli, którą rzekomo zostaliśmy przez Boga obdarowani - a robisz to już nie pierwszy i nie drugi raz - to wskaż wreszcie w Biblii miejsce, w którym jest mowa o tym, że Bóg obdarował nas wolną wolą. Chodzi mi oczywiście o jednoznaczne stwierdzenie, a nie o jakieś słowa, z których można się co najwyżej czegoś domyślać.
Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane. H. Conzelmann, teolog
|
|
|  | | Brzostowski (7067 punktów) | >Czemu natomiast mają służyć wszelkie tragedie i nieszczęścia, z którymi musimy się mierzyć za życia. Dlaczego Twój dobry Bóg nas nimi doświadcza, dlaczego nie potrafi ich z nas zdjąć, do czego jest mu to potrzebne? Nie wiem, sam się nad tym zastanawiam. Mogę jednak przyjąć, że nie rozumiem boga, a mimo to on pozostaje dobry. Mogę tylko gdybać, że być może nasze cierpienia są przygotowaniem do innego życia, lepszego, w którym te nasze doświadczenia będą potrzebne. >>Oczywiście można zadać pytanie: dlaczego bóg tak to wymyślił? Dlaczego nie możemy żyć bez chorób, cierpienia? Niestety nie wiem, mogę się tylko domyślać stosując ludzką logikę: >Jeśli nie wiesz, to się nie domyślaj i nie pisz bzdur takich, jak te poniżej. Nie można się domyślać? A to pech... człowiek chce znaleźć racjonalne wyjaśnienie, a tu się okazuje, że nie można! >>- może dlatego, że wkurzony jest za ten grzech pierworodny i teraz musimy jakby zasłużyć na lepsze traktowanie, >Nie było Adama i nie było Ewy... >Jeśli jednak uparcie wierzysz w jakiś grzech pierworodny naszych prarodziców, to szczerze się dziwię, że przypisujesz swojemu Bogu niepohamowaną żądzę karania tysięcy kolejnych pokoleń za ów bliżej nieokreślony występek sprzed tysięcy lat. Grzech taki jest możliwy, załóżmy że wierzę. Faktycznie, niepojęte jest to, że bóg karze za to tysiące ludzi tysiące lat później. Ale jakoś nie widzę tego. Rodzą się dzieci, jedne się chrzci, drugie nie, i co? Nic! Nie widzę aby te chrzczone były lepsze, mądrzejsze, zdrowsze? Nie widzę tej kary! Dlatego też raczej tłumaczę to jako pewną przenośnię lub upadek człowieka w sensie cywilizacyjnym, a nie dosłownie. >Zwróć uwagę, że w ten sposób odbierasz swojemu Bogu jeden z jego podstawowych atrybutów - wszechdobroć. Chciałbyś, ale nie! Przyjmując istnienie boga, przyjmuje pokornie, że mogę go nie rozumieć, zatem On moze być wszechdobry, ale ja nie dostrzegam tego w taki sposób, jak On. >Nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego kochający nas Bóg warunkuje nasze przyszłe szczęcie po śmierci od naszych cierpień za życia? Czyżby nie potrafił zagwarantować nam jakiejś lepszej formy istnienia po zakończeniu naszego doczesnego życia bez tych cierpień? Czyżby nie był również wszechmocny? Mógłby tak zrobić, gdyby chciał, ale nie chce. Widocznie chce abyśmy się przygotowali na to drugie życie, abyśmy byli lepsi, do tego są cierpienia. Czemu akurat tak to wymyślił? Nie wiem, ale mogę się domyślać, że może stosować tutaj zupełnie ludzką logikę: jak coś dostaniesz za nic, nie szanujesz tego, jak się napracujesz, nacierpisz - szanujesz! >Do czego te nasze nieszczęścia są mu potrzebne, w jaki sposób mogą mu pomóc przy realizacji jego planu? (Tym planem jest oczywiście domniemane przez chrześcijan przyszłe życie po śmierci.) jw >>- może dlatego, że uważa, iż coś dane bez wysiłku nie będzie docenione (jak to Adaś z Ewą niedocenili), >I znowu Adam i Ewa, których nie było. Jakie jeszcze bzdurne "może" wymyślisz? I znowu mieszanie założeń. Piszesz tutaj o bogu, no to i Adam i Ewa mogą być! Zdecyduj się, czy rozmawiasz o bogu i on roboczo istnieje wraz z konsekwencjami, czy tez rozmawiasz o bogu, którego nie ma nawet roboczo. W tym drugim przypadku zupełnie Ciebie nie rozumiem. >>- może dlatego, że mamy wolną wolę i uważa, że dobro powiniśmy wykuć sami, >Następne "może", którym tym razem jest wolna wola. Kolejna - jak już wspomniałem - nieudolna próba zdejmowania z Boga odpowiedzialności za to, co dzieje się na Ziemi. Nie sądzę. Skoro bóg nas stworzył i dał tę wolną wolę, to znaczy że my też w pewnej części odpowiadamy za ten świat. Oczywiście, że kolejne "może", a jak Ty byś chciał? Jak możesz coś o bogu powiedzieć na pewno to chętnie się dowiem. >Jeśli piszesz o wolnej woli, którą rzekomo zostaliśmy przez Boga obdarowani - a robisz to już nie pierwszy i nie drugi raz - to wskaż wreszcie w Biblii miejsce, w którym jest mowa o tym, że Bóg obdarował nas wolną wolą. Chodzi mi oczywiście o jednoznaczne stwierdzenie, a nie o jakieś słowa, z których można się co najwyżej czegoś domyślać. A domyślanie się jest jakimś grzechem? Nie można?
W Biblii jest wiele przykładów z których bez problemu można wywnioskować o tym, że wolną wolę posiadamy, zadajac pytanie w ten sposób, domyślam się, że znasz te tresci.
Nie widzę nic zlego w domyślaniu się lub logicznym wnioskowaniu, zwłaszcza gdy wynik tegoż zgadza się z rzeczywistosćią. Jeśli jesteś innego zdania, chętnie je poznam.
|
|
| Heremis (587 punktów) | Można być chrześcijaninem, chrześcijanin to ten, który "idzie za Chrystusem", już w starożytności nie odczytywano początków Ks. Rodzaju dosłownie, najlepszy przykład to szkoła aleksandryjska. Ewolucje uznawał choćby Pierre Teilhard de Chardin, a spośród współczesnych mamy Willigisa Jagera, który nawet twierdzi, że ewolucja jest Bogiem, a śmierć Jezusa nie miała wartości odkupieńczej. Dla mnie jego podejście jest bardzo interesujące jak na benedyktyna: zenforest.wordpress.com/tag/jager/
|
|
 | 13 na 13 | astrotaurus (12445 punktów) | >Można być chrześcijaninem, chrześcijanin to ten, który "idzie za Chrystusem", Jasne! Heremis locuta, causa finita. Wszyscy inni swoją definicję chrześcijanina mogą już sobie w buty włożyć.
>już w starożytności nie odczytywano początków Ks. Rodzaju dosłownie, najlepszy przykład to szkoła aleksandryjska. A w dzisiejszej dobie lokalnie odczytuje się Księgę Rodzaju dosłownie. Ot, deewolucja.
>mamy Willigisa Jagera, który nawet twierdzi, że ewolucja jest Bogiem, Taaaa, a inni twierdzą, że Bóg jest Miłością... czy religijny bełkot zna jakieś ograniczenia?
>śmierć Jezusa nie miała wartości odkupieńczej. To po ki chwost za nim chodzić?
>Dla mnie jego podejście jest bardzo interesujące jak na benedyktyna: Hmmm... ja mam nadzieję, że kiedyś wszystkich wierzących będzie się po prostu leczyć. Oczywiście najpierw po prostu uczyć, a leczyć dopiero jak mimo przekazywania od dziecka rzetelnej wiedzy o świecie człowiek zapadnie na wiarę w bezrozumne bzdety.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
|  | 1 na 1 | Heremis (587 punktów) | >>Można być chrześcijaninem, chrześcijanin to ten, który "idzie za Chrystusem", >Jasne! Heremis locuta, causa finita. Wszyscy inni swoją definicję chrześcijanina mogą już sobie w buty włożyć. Definicja powstała w ciągu wieków >>już w starożytności nie odczytywano początków Ks. Rodzaju dosłownie, najlepszy przykład to szkoła aleksandryjska. >A w dzisiejszej dobie lokalnie odczytuje się Księgę Rodzaju dosłownie. Ot, deewolucja. Istotnie >>mamy Willigisa Jagera, który nawet twierdzi, że ewolucja jest Bogiem, >Taaaa, a inni twierdzą, że Bóg jest Miłością... czy religijny bełkot zna jakieś ograniczenia? Dlaczego zaraz bełkot? To co dla Ciebie bełkotem nie musi być tym dla mnie. >>śmierć Jezusa nie miała wartości odkupieńczej. >To po ki chwost za nim chodzić? Wielki duchowy nauczyciel który inspiruje do przemiany życia. >>Dla mnie jego podejście jest bardzo interesujące jak na benedyktyna: >Hmmm... ja mam nadzieję, że kiedyś wszystkich wierzących będzie się po prostu leczyć. Oczywiście najpierw po prostu uczyć, a leczyć dopiero jak mimo przekazywania od dziecka rzetelnej wiedzy o świecie człowiek zapadnie na wiarę w bezrozumne bzdety. A ja mam nadzieję, że przyjdzie czas, kiedy wierzący i ateiści przestaną sobie nawzajem dogryzać i uszanują swoje odmienne postawy.
|
|
| |  | 8 na 8 | astrotaurus (12445 punktów) |
>Definicja powstała w ciągu wieków Powstawała nie powstała. I powstaje dalej. Nie potrafisz wykazać, że Twoja jest lepsza, bardziej uzasadniona od innych.
>Dlaczego zaraz bełkot? To co dla Ciebie bełkotem nie musi być tym dla mnie. No to wyjaśnij w ludzkim języku co to znaczy, że "ewolucja jest Bogiem"
>Wielki duchowy nauczyciel który inspiruje do przemiany życia. Hmmmm.... Biblia jako bajka z morałem jest jednak dość głupawa. Dziwaczne poczynania głównego bohatera NT i ogrom jego beznadziejnych przypowiastek... nie sądzę by można było się nauczyć z tego więcej niż od średnio rozgarniętego gimnazjalisty.
>A ja mam nadzieję, że przyjdzie czas, kiedy wierzący i ateiści przestaną sobie nawzajem dogryzać i uszanują swoje odmienne postawy. Większość moich znajomych, rodziny, przyjaciół to ludzie wierzący i jakoś dajemy radę. Pamiętaj jednakże, że to wierzący są agresorami, ateiści dopiero (przynajmniej w Polsce) zaczynaj się przed tą agresją bronić.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | |  | | Heremis (587 punktów) |
> Powstawała nie powstała. I powstaje dalej. Nie potrafisz wykazać, że Twoja jest lepsza, bardziej uzasadniona od innych.Nie muszę niczego wykazywać, mi dobrze z moją wersją  Po co narzucać swoją innym. > No to wyjaśnij w ludzkim języku co to znaczy, że "ewolucja jest Bogiem"Bóg to Kreacja we wszystkich blaskach i mrokach. > Hmmmm.... Biblia jako bajka z morałem jest jednak dość głupawa. Dziwaczne poczynania głównego bohatera NT i ogrom jego beznadziejnych przypowiastek... nie sądzę by można było się nauczyć z tego więcej niż od średnio rozgarniętego gimnazjalisty.Z punktu widzenia mistycyzmu mówi całkiem sensownie, nie ograniczam się do NT, ten akurat jest w dużej części zniekształcony, interesują mnie też tzw ewangelie gnostyckie np Ewangelia Tomasza, Filipa lub Marii Magdaleny. > Większość moich znajomych, rodziny, przyjaciół to ludzie wierzący i jakoś dajemy radę.> Pamiętaj jednakże, że to wierzący są agresorami, ateiści dopiero (przynajmniej w Polsce) zaczynaj się przed tą agresją bronić.Czyli jak widzisz można. Istotnie raczej wierzący, ale nie wszyscy, w każdej grupie znajdą się gorliwcy, u ateistów rzadziej, ale są tacy co chcieli mnie dość nachalnie "nawracać" na ateizm, jakby zapominali, że to moja wiara jest prywatną sprawą (nikomu swojej wersji nie narzucam). Uważam, że ateiści i w ogóle ludzie rożnych światopoglądów powinni mieć prawo zabierać głos i bronić swoich przekonań, w pełni zgadzam się na pluralizm światopoglądowy. Moja wiara ze strony Kościoła spotkałaby się pewnie z krytyką a może nawet ekskomuniką.
|
|
| | | |  | 11 na 11 | astrotaurus (12445 punktów) |
> Nie muszę niczego wykazywać, mi dobrze z moją wersją Po co narzucać swoją innym.Podstawą wszelkiej komunikacji jest uzgodnienie pojęć, a nie mówienie do siebie w sobie tylko zrozumiałym języku. > Bóg to Kreacja we wszystkich blaskach i mrokach.Prosiłem o wyjaśnienie sformułowania "ewolucja jest Bogiem" w ludzkim języku i dostaję następną porcję pseudointelektualnego, pseudopoetyckiego bełkotu. > Z punktu widzenia mistycyzmu mówi całkiem sensownie,O, z takiego "punktu widzenia" najdziksze brednie prezentowane są jako sensowne, tyle że ...hmmm... dorobek intelektualny mistycyzmu przez dzieje jest zerowy, całkowicie jałowy poznawczo. > Czyli jak widzisz można.Luuuzik, widzę to już kilka dziesiątków lat. I widzę, że musiałem być asertywny do bólu, bo bez mojej stanowczej postawy wierzący w moim otoczeniu nigdy sami z siebie nie poczuliby respektu dla moich praw ludzkich i obywatelskich, wywyższając swoje brednie wedle prania mózgu jakie przechodzą pod ambonami. > są tacy co chcieli mnie dość nachalnie "nawracać" na ateizm, jakby zapominali, że to moja wiara jest prywatną sprawąMoże miałeś pecha trafiając na gromady nachalnych ateizatorów, ja ze swojego doświadczenia powiem Ci, że wielokroć widziałem wielkie zdziwienie wierzących: rzuca taki w towarzystwie jakieś banialuki ze swojej "prywatnej sprawy" i następnie jest oburzony, że ktoś mu to w zdecydowanej formie wytyka. Świat jest bogaty, mam nadzieję, że opisujemy nie ten sam rodzaj wydarzeń. > nikomu swojej wersji nie narzucamJasne, nienarzucanie to normalna cecha religii, które nie dominują. Kiedy poczują siłę cecha ta zanika. Wiara upośledza nie tylko zdolności poznawcze, ale także zdolności społeczne opanowanych przez siebie umysłów. Nie bierz tego do siebie (jeśli do Ciebie nie pasuje), opisuję ogólny mechanizm.
Każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie do własnych faktów.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Heremis (587 punktów) | > >Nie muszę niczego wykazywać, mi dobrze z moją wersją Po co narzucać swoją innym.> Podstawą wszelkiej komunikacji jest uzgodnienie pojęć, a nie mówienie do siebie w sobie tylko zrozumiałym języku.Ale tu nie jest mowa o pojęciach, tylko o prostej sprawie, nie muszę nikomu udowadniać, że moja droga jest właściwa. > Prosiłem o wyjaśnienie sformułowania "ewolucja jest Bogiem" w ludzkim języku i dostaję następną porcję pseudointelektualnego, pseudopoetyckiego bełkotu.Dla mnie Bóg to wszystko co nas otacza oraz to co wykracza poza ten świat. > Luuuzik, widzę to już kilka dziesiątków lat. I widzę, że musiałem być asertywny do bólu, bo bez mojej stanowczej postawy wierzący w moim otoczeniu nigdy sami z siebie nie poczuliby respektu dla moich praw ludzkich i obywatelskich, wywyższając swoje brednie wedle prania mózgu jakie przechodzą pod ambonami.Nic na to nie poradzę, mnie niektórzy wierzący chcą nawracać na swoje religie. > Jasne, nienarzucanie to normalna cecha religii, które nie dominują. Kiedy poczują siłę cecha ta zanika. Wiara upośledza nie tylko zdolności poznawcze, ale także zdolności społeczne opanowanych przez siebie umysłów. Nie bierz tego do siebie (jeśli do Ciebie nie pasuje), opisuję ogólny mechanizm.Dla mnie wiara sięga tam, gdzie intelekt zawodzi, jednak uważam, że to początek drogi, dalej powinno nastąpić doświadczenie i tu zwracam się w stronę mistycyzmu. Religia która pragnie dominować traci swoją istotę i wikła się we władzę tego świata.
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | setarkos (10757 punktów) | > Dla mnie Bóg to wszystko co nas otacza oraz to co wykracza poza ten świat. Jeśli wolno dopytać.. Czy "Bóg" obejmuje także to, co wewnątrz nas (w tym myśli ateistów)?
|
|
| | | | | | |  | | Heremis (587 punktów) | >> Dla mnie Bóg to wszystko co nas otacza oraz to co wykracza poza ten świat. >Jeśli wolno dopytać.. Czy "Bóg" obejmuje także to, co wewnątrz nas (w tym myśli ateistów)? > Sądzę, że tak - wszyscy jesteśmy częścią Bóstwa, Bóstwo nie wymaga wiary w nie. Dla mnie wszystkie religie, rytuały są dla ludzi, Bóstwo ich w istocie nie potrzebuje.
|
|
| | | | | | | |  | | setarkos (10757 punktów) | >>>Czy "Bóg" obejmuje także to, co wewnątrz nas (w tym myśli ateistów)? >Sądzę, że tak - wszyscy jesteśmy częścią Bóstwa, Jak takie wyobrażenie (że "Bóstwo" zawiera wszystko) pogodzić z matematycznym twierdzeniem, że nie istnieje "zbiór wszystkich zbiorów"?
|
|
| | | | | | | | |  | | Heremis (587 punktów) | >Jak takie wyobrażenie (że "Bóstwo" zawiera wszystko) pogodzić z matematycznym twierdzeniem, że nie istnieje "zbiór wszystkich zbiorów"? Nie wiem, nie interesują mnie matematyczne twierdzenia, z całym szacunkiem, to nie moja działka, dlatego wstrzymam się od jakiejkolwiek odpowiedzi.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > najdziksze brednie prezentowane są jako sensowne, tyle że> ...hmmm... dorobek intelektualny mistycyzmu przez dzieje jest zerowy,> całkowicie jałowy poznawczo.Oj nie nie, pompa religijnych intuicji oraz wehikuł kontemplacji - jakby powiedział worek - to jeszcze nie jałowe zero  pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| | |  | 6 na 6 | Frank Holman (5897 punktów) | >Hmmmm.... Biblia jako bajka z morałem jest jednak dość głupawa. Dziwaczne poczynania głównego bohatera NT i ogrom jego beznadziejnych przypowiastek... nie sądzę by można było się nauczyć z tego więcej niż od średnio rozgarniętego gimnazjalisty.
Ja nie sądzę, aby od bohatera tego mitu można było się nauczyć cokolwiek co ma sens i wartość życiową. Skoro ten bohater mityczny ma zdolności do ożywania po 3 dniach po śmierci, w efekcie jego sposób życia i jego skutki są dla niego bez wartości, bo zawsze może se umrzeć i narodzić ponownie, to jaki to może być przykład i morał dla tzw. normalnego człowieka, który takich mitycznych zdolności nie ma....
|
|
 | 7 na 7 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Można być chrześcijaninem, chrześcijanin to ten, który "idzie za Chrystusem",Tak, ma Pan rację. Znakomita większość światopoglądów to taka: Spójna niespójność Zespół ogólnych przekonań dotyczących natury świata wraz z wynikającymi z nich ideałami - to, w wielkim skrócie, nasz światopogląd. Dochodzimy do niego przez całe życie i dopóki żyjemy nie można uznać go zamkniętym. Choć każdy z nich, jest swoistym i niepowtarzalnym, to ludzie, żyjący w tym samym czasie, podobnych warunkach i poddani podobnym procesom socjalizacji, mają zbliżone poglądy na świat. Czy według jakiś kryteriów można je pogrupować? W dyskusjach mówi się o światopoglądach: naukowym, religijnym, materialistycznym, idealistycznym, pragmatycznym, sceptycznym, teistycznym, deistycznym i kilkudziesięciu innych.
Weźmy pod uwagę dwa pierwsze. Czy są one antagonistyczne? Czy nie mogą być połączone w jednej psychice? Zdecydowanie mogą, skoro wielu uczonych było ludźmi głęboko religijnymi i wcale im to nie przeszkadzało wypracowaniu ogromnego naukowego dorobku.
Akt wiary nie wymaga uzasadnień naukowych, a człowiek, który podczas przeżycia mistycznego spotkał Boga, wierzy weń bezkrytycznie i żadne naukowe uzasadnienia nie są mu potrzebne. Twierdzenia naukowe wymagają uzasadnień empirycznych wraz z koniecznością przeprowadzenia żmudnej i trudnej procedury falsyfikacji z późniejszym dokładnym opisem całego procesu, w celu jego zweryfikowania.
Toteż nasz światopogląd (zmieniający i rozwijający się w czasie) jest najczęściej mieszaniną socjalizacji i doświadczeń osobistych ze zdobytą wiedzą. W świadomości człowieka następuje swoiste, dla danej jednostki, połączenie tych różnorodnych źródeł, doprowadzając, niezwykle rzadko, do ich całkowitej spójności. Wydaje się, że właśnie niespójność trzeba uznać za normalne zjawisko i że zasadnicza różnica występuje dopiero przy próbie dychotomicznego podziału na: występujący - nader rzadko w czystej postaci - światopogląd krytyczny, domagający się "dowodów na wszystko" i fideistyczny - opierający porządek świata na wierze.
Przy światopoglądzie krytycznym - sama empiria nie wystarcza i do akceptacji jakiegoś poglądu, warunkiem koniecznym, jest jeszcze jego racjonalna zgodność. Przy światopoglądzie fideistycznym - można wierzyć, że Bóg istnieje, a można wierzyć, iż go nie ma. Jego istotą jest wiara i irracjonalne odczucie, które wcale nie muszą być religijnymi. Trzeba pamiętać, że oprócz religii istniały i istnieją parareligie. Kult bogów żywych bywał nie mniejszy od kultu bogów transcendentnych. W ich imieniu dokonywano zarówno wielkich czynów jak i pospolitych i ludobójczych zbrodni.Dlatego warto postarać się o maksymalną spójność światopoglądową, a to już udaje się tylko nielicznym. > już w starożytności nie odczytywano początków Ks. Rodzaju dosłownie, najlepszy przykład to szkoła aleksandryjska.Zawsze najbardziej ceniłem sobie heretyków, zaś najmniej osobowości autorytarne - podporządkowujące się autorytetom. Tylko o czym chce Pan mówić o różnych przypadkach walki ideologicznej wewnątrz chrześcijaństwa, czy o obowiązującym "Breviarium Fidei"? > Ewolucje uznawał choćby Pierre Teilhard de Chardin,www.racjonalista.pl/forum.php/s,384663#w384724www.racjon(*).php/z,0/d,10/s,592872#w593751> a spośród współczesnych mamy Willigisa Jagera, który nawet twierdzi, że ewolucja jest Bogiem, a śmierć Jezusa nie miała wartości odkupieńczej.Takich "myślicieli" jak Willigis Jager i jemu podobnych jest na tzw. "pęczki" tylko co z tego wynika, iż każdy z nich baje jak mu się zdaje. Problemem jest pytanie co wspólnego ma ewolucjonizm chrześcijański (a szczególnie katolicki) z teorią ewolucji Darwina? Moim zdaniem prawie nic, gdyż są ze ze sobą alternatywne. Albo jedno, albo drugie. Miłego dnia. @@@ .
|
|
|  | 1 na 1 | Heremis (587 punktów) |
> Dlatego warto postarać się o maksymalną spójność światopoglądową, a to już udaje się tylko nielicznym.Dziękuję za wyczerpujący wykład, istotnie w moim światopoglądzie są niespójności, ale mam dość bałaganiarską naturę i nie przepadam za systematyzowaniem wszystkiego, po prostu nie moja "bajka" ( z całym szacunkiem) > Zawsze najbardziej ceniłem sobie heretyków, zaś najmniej osobowości autorytarne - podporządkowujące się autorytetom. Tylko o czym chce Pan mówić o różnych przypadkach walki ideologicznej wewnątrz chrześcijaństwa, czy o obowiązującym "Breviarium Fidei"Dla mnie herezje są inspiracją już starożytni mieli sporo do powiedzenia w temacie mistycyzmu, oczywiście dla Pana nie ma to żadnej wartości i rozumiem takie podejście choć nie podzielam go. > Takich "myślicieli" jak Willigis Jager i jemu podobnych jest na tzw. "pęczki" tylko co z tego wynika, iż każdy z nich baje jak mu się zdaje. Problemem jest pytanie co wspólnego ma ewolucjonizm chrześcijański (a szczególnie katolicki) z teorią ewolucji Darwina? Moim zdaniem prawie nic, gdyż są ze ze sobą alternatywne. Albo jedno, albo drugie.Jeśli tak to opowiadam się za ewolucjonizmem w wydaniu Chardina. Kościół takich myślicieli krytykuje, jednak Kościół nie jest dla mnie autorytetem. Osobiście uważam, że warto "bajać się się zdaje", to szukanie własnej drogi, każdy z nas jest inny i dobrze, aby czuł się w tym spełniony o ile nie szkodzi innym.
|
|
| |  | 4 na 4 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > >>>Dlatego warto postarać się o maksymalną spójność światopoglądową, a to już udaje się tylko nielicznym.> Dziękuję za wyczerpujący wykład, istotnie w moim światopoglądzie są niespójności, ale mam dość bałaganiarską naturę i nie przepadam za systematyzowaniem wszystkiego, po prostu nie moja "bajka" ( z całym szacunkiem)Publikując tu wypowiedź poddaje ją Pan pod krytyczny osąd czytelników. Może Pan mieć i przeróżne natury i przeróżne poglądy - tu natomiast tu przedstawił Pan konkretny kawałek, (swojej bajki) do którego się odniosłem. > >>>Zawsze najbardziej ceniłem sobie heretyków, zaś najmniej osobowości autorytarne - podporządkowujące się autorytetom. Tylko o czym chce Pan mówić o różnych przypadkach walki ideologicznej wewnątrz chrześcijaństwa, czy o obowiązującym "Breviarium Fidei"> Dla mnie herezje są inspiracjąNo to się w tym kawałku zgadzamy. > już starożytni mieli sporo do powiedzenia w temacie mistycyzmu,A mógłbym poznać jakieś źródła, w których starożytni mieli sporo do powiedzenia w temacie mistycyzmu? www.racjonalista.pl/forum.php/s,518799> oczywiście dla Pana nie ma to żadnej wartościTo poważne forum i tu wypada jakoś swoje twierdzenia uargumentować. Skąd Pan to wnosi? > i rozumiem takie podejście choć nie podzielam go.Jak można jakieś poglądy podzielać lub im przeczyć bez ich poznania? > >>>Takich "myślicieli" jak Willigis Jager i jemu podobnych jest na tzw. "pęczki" tylko co z tego wynika, iż każdy z nich baje jak mu się zdaje. Problemem jest pytanie co wspólnego ma ewolucjonizm chrześcijański (a szczególnie katolicki) z teorią ewolucji Darwina? Moim zdaniem prawie nic, gdyż są ze ze sobą alternatywne. Albo jedno, albo drugie.> Jeśli tak to opowiadam się za ewolucjonizmem w wydaniu Chardina.Żyjemy w wolnym kraju i wolno się Panu opowiadać za wszystkim, ale może chciałby Pan jego poglądów tu bronić? > Kościół takich myślicieli krytykuje, jednak Kościół nie jest dla mnie autorytetem.Dla mnie też nie, ale jego stanowisko jest dla mnie ważniejszym od stanowiska "jakiegoś Wacka". Nie dlatego aby Wacek był głupszy, tylko za Kościołem stoi większa siła. > Osobiście uważam, że warto "bajać się się zdaje", to szukanie własnej drogi, każdy z nas jest inny i dobrze, aby czuł się w tym spełniony o ile nie szkodzi innym.Znowu się z Panem zgadzam, ale czego innego wymagamy od bajek, czego innego od powieści, a czego innego od literatury naukowej. Uczeni przez wieki wypracowali stale doskonalące się metody eliminacji wiadomości fałszywych i teorii fantastycznych. Nauka dociera do prawdy obiektywnej. Już z założenia dokonuje się przez kompetentne gremia zespołowej kontroli nie tylko eksperymentów, lecz także poprawności metodologicznej i prawdopodobieństwa wyników wszelkich badań empirycznych, a w naukach abstrakcyjnych - akceptowalności systemów dedukcyjnych. W nauce krytyka wpisana jest już w sam proces rodzenia się wiedzy i nie istnieje żadna krytyka naukowa dokonywana poza nauką. Bardzo utrudnione są dzisiaj oszustwa naukowe, praca naukowa bez odpowiednich kwalifikacji, plagiaty, ale z drugiej strony następuje wzrost ilościowy i wpływy na opinię publiczną różnych paranauk i pseudonauk, czy - występujących pod trudną do zrozumienia maską - nauk alternatywnych. Dla mnie alternatywą dla nauki jest tylko nieuctwo, ale zapewne się mylę. Jesteśmy trochę poważniejszym forum wymiany myśli pomiędzy inteligencją na pewnym poziomie intelektualnym i tu sprzedawanie nieuargumentowanych racjonalnie "bajd" budzi zażenowanie. Ogromnie cenię sobie poszukiwanie własnej drogi, ale nawet w fantazjach trzymającej się jednak weryfikowalnej rzeczywistości. Miłego dnia. @@@ .
|
|
| | |  | 1 na 1 | Heremis (587 punktów) |
> Publikując tu wypowiedź poddaje ją Pan pod krytyczny osąd czytelników. Może Pan mieć i przeróżne natury i przeróżne poglądy - tu natomiast tu przedstawił Pan konkretny kawałek, (swojej bajki) do którego się odniosłem.W pełni to rozumiem, jak Pan zauważył rozmawiamy ze sobą spokojnie i myślę całkiem kulturalnie, niestety ja nadaję na falach nie przystających do ogólnych założeń tego portalu. > A mógłbym poznać jakieś źródła, w których starożytni mieli sporo do powiedzenia w temacie mistycyzmu?W duchu mistycyzmu pisał choćby Plotyn, mistykami byli chrześcijańscy gnostycy, jest tego dość sporo. Według mnie mistykiem był także Jezus, jego przesłanie można odczytywać w duchu mistycyzmu, wielu mistyków XX wieku odwoływało się to słów Jezusa. > To poważne forum i tu wypada jakoś swoje twierdzenia uargumentować. Skąd Pan to wnosi?Odpowiedziałem Panu na pytania, jednak odpowiedź nie zadowoliła, nic na nie poradzę. > Jak można jakieś poglądy podzielać lub im przeczyć bez ich poznania?Dobrze wiem jakie poglądy ogólnie prezentuje ten portal, są w dużej mierze ateistyczne. Sam sporo tu czytałem i mogę powiedzieć, że poznałem tutejszy punkt widzenia, widzę go też na tym forum. > Żyjemy w wolnym kraju i wolno się Panu opowiadać za wszystkim, ale może chciałby Pan jego poglądów tu bronić?Nie widzę potrzeby bronienia jego poglądów, nie mam na tym portalu misji nawracania kogokolwiek, przywołałem Jagera, ponieważ pasował do tematu wątku w moim przekonaniu. > Znowu się z Panem zgadzam, ale czego innego wymagamy od bajek, czego innego od powieści, a czego innego od literatury naukowej.> Uczeni przez wieki wypracowali stale doskonalące się metody eliminacji wiadomości fałszywych i teorii fantastycznych. Nauka dociera do prawdy obiektywnej. Już z założenia dokonuje się przez kompetentne gremia zespołowej kontroli nie tylko eksperymentów, lecz także poprawności metodologicznej i prawdopodobieństwa wyników wszelkich badań empirycznych, a w naukach abstrakcyjnych - akceptowalności systemów dedukcyjnych. W nauce krytyka wpisana jest już w sam proces rodzenia się wiedzy i nie istnieje żadna krytyka naukowa dokonywana poza nauką. Bardzo utrudnione są dzisiaj oszustwa naukowe, praca naukowa bez odpowiednich kwalifikacji, plagiaty, ale z drugiej strony następuje wzrost ilościowy i wpływy na opinię publiczną różnych paranauk i pseudonauk, czy - występujących pod trudną do zrozumienia maską - nauk alternatywnych. Dla mnie alternatywą dla nauki jest tylko nieuctwo, ale zapewne się mylę. Dla mnie alternatywą w dziedzinie duchowości jest mistycyzm, praktyka medytacji, kontemplacja natury. Nie odrzucam nauki, ale uważam, że dobrze sprawdza się w dziedzinie nauk ścisłych, przyrodniczych. Uważam, że nauka nie jest w stanie wyjaśnić wszystkiego, wątpię czy możliwa jest obiektywność, możemy sobie mówić, że do niej dążymy, ale moim zdaniem nie ma czegoś takiego. Ważne aby doświadczać swojego życia i poznawać siebie, jedni znajdują radość w nauce, inni w sztuce, religiach. Jeśli ci wszyscy ludzie żyli tak jak chcą i dali żyć innym wszystko byłoby lepsze. > Jesteśmy trochę poważniejszym forum wymiany myśli pomiędzy inteligencją na pewnym poziomie intelektualnym i tu sprzedawanie nieuargumentowanych racjonalnie "bajd" budzi zażenowanie. Ogromnie cenię sobie poszukiwanie własnej drogi, ale nawet w fantazjach trzymającej się jednak weryfikowalnej rzeczywistości.Istotnie uświadomił mi to Pan, dlatego daruję sobie moje dalsze nieracjonalne wywody na tym forum. > Miłego dnia.> @@@Pozdrawiam
|
|
| | | |  | 6 na 6 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > W pełni to rozumiem, jak Pan zauważył rozmawiamy ze sobą spokojnie i myślę całkiem kulturalnie, niestety ja nadaję na falach nie przystających do ogólnych założeń tego portalu.Pańskie "fale" są Pańską sprawą i nic mi do tego dopóki nie podda je Pan pod publiczny osąd. Wszedł Pan na nasze forum i tu upublicznia swoje poglądy, upoważniając tym samym forumowiczy do ich krytycznego osądu. > już starożytni mieli sporo do powiedzenia w temacie mistycyzmu, > >>>A mógłbym poznać jakieś źródła, w których starożytni mieli sporo do powiedzenia w temacie mistycyzmu?> W duchu mistycyzmu pisał choćby Plotyn, mistykami byli chrześcijańscy gnostycy, jest tego dość sporo.Przepraszam, ale nie napisał Pan, iż starożytni byli mistykami lub, że pisali w duchu mistycyzmu, tylko, że starożytni mieli sporo do powiedzenia w temacie mistycyzmu, a teraz mówi o czymś innym. Chciałbym poznać co starożytni mieli do powiedzenia na temat mistycyzmu - o czym Pan poprzednio napisał? Napisał Pan: Dla mnie herezje są inspiracją już starożytni mieli sporo do powiedzenia w temacie mistycyzmu, oczywiście dla Pana nie ma to żadnej wartościNa co odpowiedziałem: To poważne forum i tu wypada jakoś swoje twierdzenia uargumentować. Skąd Pan to wnosi? Pytając o ostatni człon tego zdania. Co wynika całkowicie z kontekstu, gdyż do poprzedzających fragmentów odniosłem się wcześniej. > Odpowiedziałem Panu na pytania, jednak odpowiedź nie zadowoliła, nic na nie poradzę.Nie zadowoliła, gdyż żadnej odpowiedzi Pan nie udzielił, ale wcale Pan nie musi, a ja nie oczekuję. > >>>Jak można jakieś poglądy podzielać lub im przeczyć bez ich poznania?> Dobrze wiem jakie poglądy ogólnie prezentuje ten portal, są w dużej mierze ateistyczne.Cieszę się z Pańskiego rozpoznania, ale rozmawia Pan ze mną (i też Pan nie musi), a nie z portalem. > Jeśli tak to opowiadam się za ewolucjonizmem w wydaniu Chardina.> >>>Żyjemy w wolnym kraju i wolno się Panu opowiadać za wszystkim, ale może chciałby Pan jego poglądów tu bronić?> Nie widzę potrzeby bronienia jego poglądów, nie mam na tym portalu misji nawracania kogokolwiek,Obrona czyichś poglądów wcale nie musi - choć może - być nawracaniem. Tylko co wynika z Pańskiego zdania, że Pan za kimś się opowiada, gdy nie może bronić jego poglądów? Moim zdaniem, to tylko taka "mowa trawa". > przywołałem Jagera, ponieważ pasował do tematu wątku w moim przekonaniu.> >>>Znowu się z Panem zgadzam, ale czego innego wymagamy od bajek, czego innego od powieści, a czego innego od literatury naukowej.> >Uczeni przez wieki wypracowali stale doskonalące się metody eliminacji wiadomości fałszywych i teorii fantastycznych. (...) Dla mnie alternatywą dla nauki jest tylko nieuctwo, ale zapewne się mylę. > Dla mnie alternatywą w dziedzinie duchowości jest mistycyzm, praktyka medytacji, kontemplacja natury.Pisze Pan tu o duchowości, czy o nauce? Zdanie jest zupełnie niejasne? > Nie odrzucam nauki,A po co? Fideizm to pogląd filozoficzny i teologiczny głoszący prymat wiary nad poznaniem rozumowym i teoriami naukowymi. > ale uważam, że dobrze sprawdza się w dziedzinie nauk ścisłych, przyrodniczych. Uważam, że nauka nie jest w stanie wyjaśnić wszystkiego,Nie wiem, co to miałoby tak w ogóle znaczyć "wszystkiego". Jak na razie od trzystu lat nauka się cholernie dobrze sprawdza: Prawie sto lat temu H. L. Mencken w artykule "Homo Neanderthalensis" napisał: "Nietrudno zrozumieć, dlaczego człowiek z gminu nienawidzi nauki. Nienawidzi jej, ponieważ jest złożona, ponieważ w sposób niemożliwy do zniesienia obciąża jego ograniczoną zdolność pojmowania. Szuka więc zawsze drogi na skróty. Takimi skrótami są wszelkie przesądy, które mają uprościć, a nawet uczynić oczywistym to, co niezrozumiałe. Podobnie dzieje na pozornie wyższym poziomie. (...) Kosmogonie, jakimi zabawiają się ludzie wykształceni, są niezmiernie złożone. Zrozumienie nawet ich zarysu wymaga ogromnej wiedzy oraz nawyków myślowych. (... ) Kosmogonia zawarta w Księdze Rodzaju jest wszędzie tak prosta, że pojmie ją każdy kmiot. Jest wyłożona w kilku zdaniach. Ignorantowi oferuje nieodpartą sensowność nonsensu. Akceptuje on więc on ją z entuzjazmem, i ma jeszcze jeden powód, by nienawidzić mądrzejszych od siebie".Fideiści nie szukają zrozumienia istniejącej obiektywnie rzeczywistości w nauce - im w zupełności wystarcza autorytet religii/ideologii, w którą wierzą. > wątpię czy możliwa jest obiektywność, możemy sobie mówić, że do niej dążymy, ale moim zdaniem nie ma czegoś takiego.Zgadzam się z Panem, gdy mówi Pan o ludziach, ale nie zgadzam się, gdyby mówił Pan tak o nauce. > Ważne aby doświadczać swojego życia i poznawać siebie, jedni znajdują radość w nauce, inni w sztuce, religiach. Jeśli ci wszyscy ludzie żyli tak jak chcą i dali żyć innym wszystko byłoby lepsze.Już w szkole podstawowej usłyszałem: "Jeden lubi ogórki, a drugi ogrodnika córki". I to jest fajne, tylko nie rozumiem co Pan na naszym forum robi. W większości nie podzielamy ani Pańskich poglądów, ani upodobań. Chyba, że chce Pan poddać je pod dyskusję i tak większość forumowiczów Pańskie posty odebrała. > >>>Jesteśmy trochę poważniejszym forum wymiany myśli pomiędzy inteligencją na pewnym poziomie intelektualnym i tu sprzedawanie nieuargumentowanych racjonalnie "bajd" budzi zażenowanie. Ogromnie cenię sobie poszukiwanie własnej drogi, ale nawet w fantazjach trzymającej się jednak weryfikowalnej rzeczywistości.> Istotnie uświadomił mi to Pan, dlatego daruję sobie moje dalsze nieracjonalne wywody na tym forum.Osobiście uważam, że Pan traci, ale gdy Pana to nie interesuje, to rzeczywiście szkoda czasu. Miłego dnia. @@@ .
|
|
10 na 10 | maciejo (3492 punktów) | Oczywiście, że chrześcijaństwa nie da się pogodzić z ewolucją. W ogóle jakiejkolwiek religii nie da się pogodzić z nauką. Niesamowita ekwilibrystyka umysłowa bądź ignorancja pozwala części populacji osiągnąć pozory kompromisu ale to tylko powierzchowność. Z zasady światopogląd naukowy wyklucza dogmatyzm, odrzuca autorytety. Religia to stek bzdur wyssanych z palca, spisanych 2000 lat temu. Nie ma w tym nic co zasługuje na szacunek. Jest to twór interesujący na płaszczyźnie literackiej, historycznej, kulturowej czy psychologicznej ale na pewno nie jako źródło prawdy o świecie.
Zgadzam się z tezą autora wątku, który twierdzi, że gdy chrześcijanin przyjmuje ewolucjonizm zatraca sens wiary. Chciałbym kiedyś porozmawiać na ten temat z jakimś biskupem czy innym sekciarskim guru. W końcu jeśli uznać, że księga rodzaju jest jedynie metaforą, to grzech pierworodny też nią jest, a tym samym Chrystus oddał życie za literacką fikcje - wobec tego jedynie na nagrodę Darwina zasługuje. Ciekawe jakie są zasady przyznawania tejże, może trzeba go zgłosić jako największego frajera w historii ludzkości;]
|
|
 | |
 | 1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | . > Oczywiście, że chrześcijaństwa nie da się pogodzić z ewolucją. (...) Chciałbym kiedyś porozmawiać na ten temat z jakimś biskupem czy innym sekciarskim guru.Tu, w kolejnych likach znajdzie Pan sporo odpowiedzi: www.racjon(*).php/z,0/d,31/s,562660#w567377Pozdrawiam @@@ .
|
|
|  | 6 na 6 | Frank Holman (5897 punktów) | > .> >Oczywiście, że chrześcijaństwa nie da się pogodzić z ewolucją. (...) Chciałbym kiedyś porozmawiać na ten temat z jakimś biskupem czy innym sekciarskim guru.> Tu, w kolejnych likach znajdzie Pan sporo odpowiedzi: www.racjon(*).php/z,0/d,31/s,562660#w567377> Pozdrawiam> @@@> .> Gdy człowiek poczyna wyjaśniać świat, hipoteza boga nie jest do niczego kompletnie potrzebna, na koniec może pozostać co najwyżej trochę pytań, chwilowo bez odpowiedzi. Problem z bogiem, mają tylko te "zepsute" osoby, którym od dzieciństwa wtłaczano do główek kretynizmy z dawno nieaktualnych "świętych książek" plemion żyjących przed nastaniem cywilizacji rozumu. Te osoby, gdy uzyskują prawdziwą wiedzę o świecie, nie mają wyjścia i muszą zadać pytanie, a jak to się ma do "świętości" jakie mi dotąd opowiadano. I wówczas takie osoby dokonują mniej lub bardziej wolnego wyboru. Albo nadal poddają się władzy hierarchii religijnej nad sobą (bo taka jest wyłącza idea działalności tych indoktrynatorów mitologii starożytnych pasterzy kóz, bandytów i pedofili, względnie jakiejkolwiek ówczesnej grupy zawodowej) albo się wyzwalają i zostają ludźmi wolnymi (ateistami). Oczywiście człowiek wolny musi też podjąć decyzję w realnej rzeczywistości, gdzie ateiści będą poniżani (bo w społeczeństwie niewolników obrzydzanie wolności i dyskredytowanie ludzi wolnych to norma), podobnie jak w filmie Matrix: czy chcę być wolny i jeść gluty, czy jako niewolnik jeść stek.
|
|
| wsx666 (1067 punktów) | Czasami zastanawiam się po co w ogóle dyskutować o biblii, przecież to książka napisana przez jakichś ****** o ******. Gdybym dzisiaj takie bzdury napisał i wydał to by mnie pewnie w psychiatryku od razu zamknęli.
|
|
7 na 7 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | >Doskonały świat gdzie 3/4 zajmują tereny nie zdatnej do spożycia wody
Raczej doskonała Ziemia. Patrząc na świat lub wszechświat - ilość stworzonej materii bez celu wporst powala. Tryliony gwiazd w setkach tysięcy supergromad i gromad galatktyk, a w nich miliarydy słońc z planetami czy bez, a żadnych inteligentnych fal radiowych, nie mówiąc o warunkach do życia jakie znamy. A między nimi PUSTKA przerywana od czasu do czasu lecącą tysiące km/h kometą lub skupiskiem gazów, wysycona promieniowaniem szybko radzącym sobie z ziemskimi formami życia. pozdrowienia
Kiedy każdy pomysł zaczyna ci się wydawać genialny - dopij wódkę i idź spać
|
|
| SzanownyPan27 (226 punktów) | Kocham autora tego tekstu.Tym bardziej, że rozumuje w sposób podobny do mojego posługując się nawet podobnymi wyrażeniami zawartymi w pierwszych trzydziestu stronach mojej książki.Gratuluję i pozdrawiam.
|
|
 | 3 na 3 | pawel_wr (4297 punktów) | >[...] wyrażeniami zawartymi w pierwszych trzydziestu stronach mojej książki.Gratuluję >i pozdrawiam.
Gratuluję,pozdrawiam i proszę pochwalić się swoją książką ( tytuł,rok wydania,wydawnictwo).
Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
|
|
4 na 4 | maceox (6766 punktów) | >Nie można być chrześcijaninem bez dosłownego odczytywania pierwszych stron Ks. Rodzaju. [...] >Odczytywanie Ks. Rodzaju inaczej jak dosłownie burzy zatem sens ofiary chrystusowej gdyż: [...] >LOGIKA MODALNA: [...] Sądzę, że tak ogólnie, to wykształceni chrześcijanie odróżniają jednak mity od przyrody i jej praw.
Należy tu jednak uwzględnić możliwości i ograniczenia ludzkiego umysłu. Ludzie mają umiejętność odczuwania tajemniczości związanej np. z - filizoficznie tu ujętym - pytaniem "dlaczego jest raczej coś, niż nic"?
Osobista religijność zdaje się być prawie powszechną ludzką cechą. A mity w oprawie rytuałów pobudzają wyobraźnię i wzmagają doświadczenia religijne...
Jednocześnie człowiek jest przyzwyczajony do myślenia w kategorii przyczyn i skutków i bardzo trudno jest mu sobie poradzić z nieksończonym regresem (cofaniem się w przeszłość w przyczynach zdarzeń) - tu Bóg przychodzi z pomocą. Dostępna wiedza z fizyki, która relatywizuje czas i obala absolutyzm przyczynowości nie wiele tu pomaga, gdyż ostatecznie wzmacnia tajemniczość w umysłach, które są na to podatne.
Nauka oczywiście obala tezę o obiektywnej prawdziwości mitów jednocześnie nie ujmując człowiekowi zdolności do zadziwienia światem, w którym się znalazł, i który nie jest w pełni wyjaśniony.
Osoby religijne przeżywają sobie tę tajemniczość - najczęściej w obrębie swych mitologicznych tradycji.
Uważam, że wiekszość wykształconych ludzi religijnych potrafi odróżnić mity od nauki. Traktują mity i rytuały jako środek do wprowadzenie się w stan religijnego przeżycia nawiązującego do odczuwanej tajemniczości.
Natomiast kreacjonizm rozumiany jako wiara w dosłowność nauk religijnych dotyczących powstania świata i człowieka uważam za zjawisko w Europie jednak marginalne.
Oczywiście kościół kręci jak tylko potrafi, gdyż jakoś tam musi bronić swych prawd ponad samą tylko metaforę, albowiem w przeciwnym razie posypałby się jego autorytet - a wiernych owieczek mu nie brakuje.
Prawdopodobnie zachodzi tu taka zależność, że im bardziej wykształcona osoba, tym mniej dosłownie traktuje mitologie, ale nie przesądza to jeszcze o czerpaniu inspiracji do przeżywania doświadczeń religijnych nawet u bardzo wykształconych.
|
|
| nobodylikeyou (972 punktów) | P. Brzostowski; jeśli Pan nie zauważył, odpowiedziałem na pana post na stronie nr 10 dnia 01-02-2014 o godz. 02:15. Czy go Pan nie zauważył, czy zwyczajnie zrezygnował z dalszej dyskusji?
|
|
| Uriel_ (360 punktów) | >Nie można być chrześcijaninem bez dosłownego odczytywania pierwszych stron Ks. Rodzaju. Inaczej ofiara Chrystusa staje się ofiarą... za fikcję literacką. Ja nie wiem czy jestem chrześcijaninem ponieważ Jezus ofiarował się dla mnie. Pomijając to czy rzeczywiście ktoś taki istniał fizycznie to dziś jest on postacią literacką co bez problemu stwierdzamy. Postać ta jest powołana do pełnienia określonych funkcji również w dniu dzisiejszym dlatego nie używam w stosunku do niej określenia "fikcyjna". Jezus to realny nauczyciel, który naucza, można by rzec działa i zbawia za pośrednictwem Pisma.
>Katolicyzm w oparciu o Biblię poucza nas iż grzech pierworodny to efekt buntu jaki nastąpił u początków zarania rodzaju ludzkiego. A tymczasem grzech pierworodny jest to stan ducha w nowo narodzonym człowieku.
>I tu zachodzi oczywista sprzeczność; >Otóż wg katolicyzmu choroby, głód, ból oraz przede wszystkim Śmierć mają swoje uzasadnienie jako konsekwencja grzechu pierworodnego pierwszych ludzi. Pozostawienie takiego człowieka bez opieki to jego szybka śmierć. Gdyby nie był tym czym jest mógłby żyć. W szerszym ujęciu gdybyśmy nie odbiegali od tego czym możemy być w świetle praw rządzących znaną nam po części rzeczywistością nie możemy wykluczyć, że bylibyśmy znacznie bliżej nieśmiertelności niż obecnie nie wspominając o chorobach, głodzie czy bólu, z którymi tak czy siak coraz lepiej sobie radzimy.
>Tutaj nie ma prawa zgody, no chyba że gatunek homo sapiens który istnieje jakieś 150-200 tys. lat, zanim popełnił grzech pierworodny, nie cierpiał wcześniej z powodu głodu, chorób oraz śmierci. Musiałby zatem być wcześniej... Nieśmiertelnym.
Zrozum, że podmiot pozaziemski ocenia Cię z szerszej perspektywy. Wyewoluowałeś, rozwijasz się wchodząc powoli w epokę kreacjonizmu i masz dopuszczalne ściśle określone cele, które możesz osiągać w przyszłości poprzez umysłowo projektowany samorozwój. Problem w tym, że ten proces już nie musi zachodzić bez udziału Twojej (człowieka) woli jak ewolucja i wiedząc o tym On może "pchnąć" Cię w tym kierunku jeśli uzna to za stosowne czy konieczne a być może równolegle sam do tego dojdziesz drogą analizy otaczającej Cię rzeczywistości. Efekt będzie ten sam dlatego też:
>Część (...) Uważają że Bóg interweniował i nadzorował jej proces aby osiągnąć zamierzony cel.
Ten chrześcijański interweniuje w osobie Jezusa na "drzewo poznania dobrego i złego" obecne w istocie ludzkiej by w niej rozkwitło i pokonało grzech pierworodny (zbawienie) aby ta zdolna była do wyciągnięcia ręki ku swemu "drzewu żywota" aby podporządkować je swojej woli istnienia co jest kluczem do nieśmiertelności, kluczem specyficznym bo takim, po który sami musimy sięgnąć, ponieważ nasz los jest tylko w naszych rękach. Nie ma taryfy ulgowej i albo jesteśmy zdolni przyjąć ten rodzaj pomocy i wykorzystać dla siebie albo skazujemy się automatycznie na karę odrzucając go, ignorując go. Rzeczywistości nie oszukasz, nie da się a udawanie, że nie jest się jej częścią i wiara w urojenia będą źródłem cierpienia nas wszystkich dokąd sami tego stanowczo nie potępimy. Człowiek nie może wierzyć w byle co i o ile jemu samemu trudno to zaakceptować o tyle zewnętrzny byt, mający o nim większą wiedzę niż on sam ma o sobie, dobrze wie co jest dla człowieka dobre a co złe. Wyłożenie tego wprost (apokalipsa) oznacza wstrząs, którego dziś jeszcze nie jesteśmy zdolni ustać o własnych siłach bez nieprzewidywalnego w skutkach globalnego mordobicia.
>śmierć byłaby czymś naturalnym (selekcja, dobór naturalny), a nie karą za grzech pierwszych ludzi To, że za np. tysiąc lat rozwoju cywilizacyjnego w określonych, wybranych warunkach możliwe jest pokonanie śmierci o ile my dziś wejdziemy na tą drogę nie oznacza, że dane nam będzie zakosztować czegokolwiek z tamtego stołu. Czy to Cię zniechęca, zasmuca, czy tym, którzy mają nadejść daleko po nas, już dziś skłonny jesteś zawistnie zabrać taką możliwość? Przecież nie będziesz miał z tego realnie żadnej korzyści?
>zbawienie przez Chrystusa straciłoby sens, byłoby bowiem odkupieniem od czegoś co naturalne Wszystkie procesy, które zachodzą są naturalne nawet te zależne od naszej woli i samoświadomości. Problem z Prawem Naturalnym polega na tym, że dotyczy ono również nas samych, a nawet przede wszystkim nas samych rozpatrując sensowność naszych zainteresowań. Skoro jesteśmy niewiadomą ( x ) nie rozumiemy Prawa Naturalnego, któremu mimowolnie podlegamy, a które może rozumieć podmiot spoza naszej cywilizacji znający parametry istot, którymi zdolni jesteśmy się stać [teoretycznie, nie uwzględniając czynnika woli czy szans w świetle cech rodzajowych] i nasze wzajemne rozbieżności analizując naszą obecną sytuację.
Czy możliwe jest ich przełamanie? Spójrzmy co odpowiesz a niejako określisz nasze szanse: >wg boskiego przekazu pierwotny człowiek był doskonały i nieśmiertelny jak Bóg Istota będąca szczytem Twoich możliwości [Q] istniała zanim na Ziemi pojawiło się życie, czy akceptujesz taką możliwość? >grzech pierworodny spowodował jego upadek ("zapłatą za grzech jest śmierć" - jak pouczają nas ewangelie) W wyniku ewolucji życia wyłoniła się na Ziemi istota zdolna dążyć do [Q] i osiągnąć z nią pełnię jedności. Ten fakt sprowadził na Ziemię "zło, grzech" czyli stan braku [Q] w przedstawicielach rodzaju zwanego ludzkim.
>śmierć Chrystusa go z niego wyzwoliła. Kogo? Gdzie? Na czym/kim opieram swoje wypowiedzi?
>LOGIKA zastosuj, proszę.
|
|
 | | pawel_wr (4297 punktów) |
>A tymczasem grzech pierworodny jest to stan ducha w nowo narodzonym człowieku.
Rzadko można wyczytać na tym portalu aż takie androny. Grzech pierworodny jest wymysłem teologii chrześcijańskiej, aby ogłupiać i podporządkować sobie owieczki.
Pogrążony w wierze odrzuca rozum.
|
|
1 na 1 | Irracja (4721 punktów) | ... gwoli ciekawości. Dlaczego tytuł brzmi - "Chrześcijaństwo jest nie do pogodzenia z Ewolucją". Przecież, dokładnie na tych samych wersetach Biblii (Ks. Rodzaju), opiera się również Judaizm i Islam. Inne religie również zawierają podobne wątki...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
RobsonWajher (-4 punktów) (zablokowany) | Witam  Jestem bardzo ciekaw opinii czytelników forum o pewnym blogu, który udało mi się odkryć w sieci(link do niego q.gs/5lyj4 ). Pozdrawiam Robert Wajher
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|