Racjonalista - Strona głównaDo treści
Czy wiara nadaje życiu sens?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
26-05-2015 14:18olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Czy wiara nadaje życiu sens?
Ocena 1 na 1
Wszystko co dzieje się w naszym życiu możemy racjonalnie opisać. Stajemy wtedy z boku całej sytuacji i przedstawiamy suche fakty. Np uprawiając seks z kobietą mógłbym sobie pomyśleć, że osobniki homo sapiens o odmiennych płciach kopulują, gdyż jest to naturalny biologiczny mechanizm. Ale ja wierzę, że ona jest seksowna, chociaż zdanie "kobieta X jest seksowna" nie ma sensu. Jem sobie coś dobrego i wierzę, że dobry smak ma wartość. Wierzę, że warto rozwijać się intelektualnie i z tego czerpię też przyjemność.

Mój wniosek jest taki, że gdyby nie wiara życie nie miałoby sensu i dlatego opisanie sensu życia jest niemożliwe.

Ale o jakiej wierze ja piszę? Jest to wiara w siebie, w sens, w to, że będzie dobrze. Jest to wiara w ludzi (ale nie wiara ludziom!). Bez tej wiary byłbym zmuszony do tego żeby postępować tak jak należy, ale wtedy straciłbym możliwość wyboru i przyjemności. Mógłym np przejść na wegetarianizm żeby nie krzywdzić zwierząt, odżywiać się zdrowo żeby dłużej i zdrowiej żyć, stworzyć sobie harmonogram dnia i postępować zgodnie z nim. Stałbym się wtedy robotem, a społeczeństwo postępujące w ten sposób byłoby zbiorem takich robotów, które mają samoświadomość.

Wiara w zewnętrznego Boga i zasady narzucone z góry, inne wymiary i sens narzucony z góry powoduje, że człowiek staje się niewolnikiem, a wiara nie spełnia swojej naturalnej roli. Oczywiście są tacy, którym to pomaga bo czują się niekochani przez rodziców i powielają wzorzec wierząc w demoniczny byt Jahwe. Dzięki słowom Chrystusa mogą czasami czuć się kochani, a to powoduje iluzję szczęścia, które też jest wiarą. Jednak dla większości osób taka wiara jest negatywna.

Jaki jest sens wiary? Wiara komuś w jakieś głupoty jest bezwartościowa. Ale jest jeszcze drugi rodzaj wiary - wiara w kogoś czyli wiara, że ten ktoś jest dobry. Wierzę w swoich bliskich, w dobrych ludzi, ale nie wierzę nikomu.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Mój wniosek jest taki, że gdyby nie wiara życie nie miałoby sensu i dlatego opisanie sensu życia jest niemożliwe.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,545469
Moim zdaniem każda wiara (niezależnie od jej przedmiotu/pomiotu) nas ogranicza intelektualnie, a im jest głębszą, bardziej fundamentalistyczną, to tym bardziej. Oczywiście wiara ma różne poziomy począwszy od wierzących wątpiących po głęboko wierzących swoją wiarą całkowicie zaślepionych. Nie dostrzegam różnicy w zacietrzewieniu w zależności od zespołu mitów, w które się wierzy, a wierzyć można prawie we wszystko. Na przykład w to, iż Boga nie ma, a ja mam zawsze rację.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,619649#w619850
www.racjonalista.pl/forum.php/s,621512#w621583
www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,643658#w644081

Będąc już z samej natury człowiekiem niewierzącym, o sceptycznym nastawieniu do prawd wszelakich, uważam, że wykorzystałem większość możliwości niezależnych ode mnie i przeżyłem swoje życie dosyć sensownie, a więc wiara dla nadania sensu życiu jest co najmniej niekonieczną.

@@@
.
27-05-2015 12:36 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Moim zdaniem każda wiara (niezależnie od jej przedmiotu/pomiotu) nas ogranicza intelektualnie, a im jest głębszą, bardziej fundamentalistyczną, to tym bardziej. Oczywiście wiara ma różne poziomy począwszy od wierzących wątpiących po głęboko wierzących swoją wiarą całkowicie zaślepionych. Nie dostrzegam różnicy w zacietrzewieniu w zależności od zespołu mitów, w które się wierzy, a wierzyć można prawie we wszystko. Na przykład w to, iż Boga nie ma, a ja mam zawsze rację.

Zgadzam się z tym, że wiara ogranicza intelektualnie i tu pojawia się pytanie o to czy faktycznie powinniśmy za wszelką cenę rozwijać głównie intelekt. Psychologia wskazuje na co innego - intelekt jest ważny, ale nie najważniejszy i nie jedyny. Jeśli wszystko będziemy wiedzieć i wszystko zintelektualizujemy, to wtedy będziemy czuć się w tym świecie jak gracz komputerowy, który przeszedł grę i chodzi sobie po planszach, które już zna. To nudne i głupie.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Moim zdaniem każda wiara (niezależnie od jej przedmiotu/pomiotu) nas ogranicza intelektualnie, a im jest głębszą, bardziej fundamentalistyczną, to tym bardziej. Oczywiście wiara ma różne poziomy począwszy od wierzących wątpiących po głęboko wierzących swoją wiarą całkowicie zaślepionych. Nie dostrzegam różnicy w zacietrzewieniu w zależności od zespołu mitów, w które się wierzy, a wierzyć można prawie we wszystko. Na przykład w to, iż Boga nie ma, a ja mam zawsze rację.
>Zgadzam się z tym, że wiara ogranicza intelektualnie i tu pojawia się pytanie o to czy faktycznie powinniśmy za wszelką cenę rozwijać głównie intelekt.
Moim zdaniem nigdy i nic za "wszelką cenę". Na przykład życie ludzkie ma wartość nadrzędna, ale i jego nie należy ratować za wszelką cenę, gdyż godność miewa jeszcze wyższą. Ponadto warto pamiętać, iż wyżej pasa się nie podskoczy. Jeżeli uwarunkowania genetyczne i proces socjalizacji postawił nam ograniczenia, to niewiele możemy jeszcze uczynić. Natomiast warto korzystać z możliwości, gdy się je ma i starać się je rozwijać.

>Psychologia wskazuje na co innego - intelekt jest ważny, ale nie najważniejszy i nie jedyny.
Psychologia jest późną córką filozofii i zdecydowanie lepiej sprawdza się w stawianiu pytań niż udzielaniu odpowiedzi, choć i z pytaniami bywa różnie: www.racjon(*).istnieja.pytania.filozoficzne

>Jeśli wszystko będziemy wiedzieć i wszystko zintelektualizujemy, to wtedy będziemy czuć się w tym świecie jak gracz komputerowy, który przeszedł grę i chodzi sobie po planszach, które już zna.
Kto będzie wiedział wszystko? Moim zdaniem to niemożliwe i tylko czasem psychopaci tak twierdzą. W którym społeczeństwie racjonalizm zwyciężył i nie dominują światopoglądy religijne, o ile nie religii instytucjonalnej to "religii niewidzialnej"?

Ludzi o dużej wiedzy i sprawności intelektualnej potrafiącej tę wiedzę wykorzystać jest w każdym społeczeństwie
(nawet w tych o największych procentach scholaryzacji) zawsze mniejszość. To tylko elita intelektualna.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,635357#w635452

>To nudne i głupie.
Nigdy mnie przyswajanie wiedzy nie nudziło, ale to kwestia wyboru.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,666920#w667013
_____________

Ps. Tak, tylko wiara może nadać niektórym życiom sens.
www.racjon(*).php/s,662307/z,0/d,16#w667077

@@@
.
27-05-2015 14:03 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Mam na myśli coś innego. Kiedy byłem dzieckiem wiele rzeczy wydawało się być innymi niż są naprawdę i na tym polegała ich atrakcyjność. Później był okres kiedy ważna była identyfikacja z klubem sportowym, odpowiednimi wartościami. Z tego się wyrasta więc nadszedł okres identyfikacji z ideami. Był podział na "my" czyli ci dobrzy i "oni" czyli ci źli. To nadawało mojemu życiu jakiś sens, chociaż on był tak naprawdę bez sensu. Sens to iluzja polegająca na wierze, że to co robię ma właśnie sens. Przez długi czas głównym sensem wydawała mi się miłość, kobieta, związek. Zaraz po tym były idee - wolność, jedność, indywidualizm i tolerancja. Zaraz za tym wartości - bycie dobrym, bycie lepszym niż inni, umiejętności i wiedza. Wiara w sens tego wszystkiego powodowała, że chciało mi się żyć.

A teraz wszystko jest mi obojętne. To co miało dla mnie sens teraz już go nie ma bo podchodzę do spraw logicznie i mam większą wiedzę niż dawniej. Miłość i związek już nie ma sensu dzięki spojrzeniu na to od strony ewolucji, biologii, psychologii (pewne mechanizmy są przebadane i to statystyka, a nie filozofia). I wszystko pozostałe to już tylko suchy opis faktów, a nie coś co ma sens, co pociąga za sobą emocje i jest napędem żeby coś robić i do czegoś dążyć.

To tak jak z dzieciakami bawiącymi się w chowanego, które mają z tego frajdę. W dzieciństwie to było bardzo fajne, a dzisiaj to suche stwierdzenie "dzieciaki bawią się w chowanego", ale dla mnie ta czynność jest już tylko tym opisem i nie ma dla mnie sensu. Te dzieci wierzą, że to ma sens i dlatego sprawia im to przyjemność.
29-05-2015 12:28 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Mam na myśli coś innego.
Mogę odnosić się tylko do tego co Pan pisze, a nie tego co Pan ma myśli.

> Kiedy byłem dzieckiem wiele rzeczy wydawało się być innymi niż są naprawdę i na tym polegała ich atrakcyjność.
U mnie było podobnie, a co gorzej nawet teraz (choć już rzadko) też mi się to zdarza.

>Później był okres kiedy ważna była identyfikacja z klubem sportowym, odpowiednimi wartościami.
Nawet jak trenowałem, to z klubem sportowym zbyt się nie identyfikowałem.

>Z tego się wyrasta więc nadszedł okres identyfikacji z ideami.
To mi pozostało do teraz. Uważam się za lewicowego humanistę i racjonalistę światopoglądowego.

>Był podział na "my" czyli ci dobrzy i "oni" czyli ci źli.
Nie mam takiego podziału. Zły lub dobry jest konkretny człowiek, a ludzie są mocno zróżnicowani i poddają się przeróżnym wpływom.

>To nadawało mojemu życiu jakiś sens, chociaż on był tak naprawdę bez sensu.
Starałem się być społecznie użytecznym. Może to nie przynosiło zbyt wielkich osobistych zysków, ale nadawało mojemu życiu sens. Nasze życie, to mniej niż mgnienie oka tylko w zestawieniu z historią ludzkości i rzeczywiście chciwość, sobkostwo oraz życie tylko dla siebie i najbliższych odbiera tej krótkiej chwili cały sens.

> Sens to iluzja polegająca na wierze, że to co robię ma właśnie sens.
A co w takim razie iluzją nie jest? (Lubi Pan używać tego wieloznacznego i niedookreślonego terminu.)
Sens dotyczy tylko ludzkiej (samo)świadomości i do niej tylko jest ograniczonym. Reszta to "prawa przyrody".

>Przez długi czas głównym sensem wydawała mi się miłość, kobieta, związek. Zaraz po tym były idee - wolność, jedność, indywidualizm i tolerancja. Zaraz za tym wartości - bycie dobrym, bycie lepszym niż inni, umiejętności i wiedza. Wiara w sens tego wszystkiego powodowała, że chciało mi się żyć.
Całe życie byłem człowiekiem ideowym, choć starałem się nigdy nie podporządkować żadnej wierze/ideologii. Byłem i jestem indywidualistą. Dla mnie idee - wolności i tolerancji miały duże znaczenie, ale sądzę, że inaczej rozumiemy ich znaczenie. Na przykład wolność, to nie wolność do nieokiełzanej chciwości z jednej strony i do spania pod mostem z drugiej - tylko wolność do samorealizacji każdego według jego talentów.

>A teraz wszystko jest mi obojętne. To co miało dla mnie sens teraz już go nie ma bo podchodzę do spraw logicznie i mam większą wiedzę niż dawniej. Miłość i związek już nie ma sensu dzięki spojrzeniu na to od strony ewolucji, biologii, psychologii (pewne mechanizmy są przebadane i to statystyka, a nie filozofia). I wszystko pozostałe to już tylko suchy opis faktów, a nie coś co ma sens, co pociąga za sobą emocje i jest napędem żeby coś robić i do czegoś dążyć.
Każdy sobie sam wybiera i swojemu życiu nadaje sens. Bezsens jest też wyborem. Jestem humanistą i racjonalistą,
dla którego dorobek nauk przyrodniczych ma ogromne znaczenie i może dlatego nie widzę ani potrzeb, ani możliwości ograniczania znaczenia etyki.

>To tak jak z dzieciakami bawiącymi się w chowanego, które mają z tego frajdę. W dzieciństwie to było bardzo fajne, a dzisiaj to suche stwierdzenie "dzieciaki bawią się w chowanego", ale dla mnie ta czynność jest już tylko tym opisem i nie ma dla mnie sensu. Te dzieci wierzą, że to ma sens i dlatego sprawia im to przyjemność.
Na pewno nie przeżyję już dwudziestolecia, a interesuje mnie co będzie za lat 50, czy nawet 100. Przeczytałem sporo książek, a chciałbym ich przeczytać dużo więcej. Widziałem kawałek świata, ale chciałbym zobaczyć znacznie większy.
Mam sporo przyjaciół. Jestem raczej zdrowym. Życie dla mnie miało i jeszcze ma sens.

@@@
.
01-06-2015 19:34 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Mogę odnosić się tylko do tego co Pan pisze, a nie tego co Pan ma myśli.

Po prostu nie wszystko co piszę jest rozumiane.

>>Później był okres kiedy ważna była identyfikacja z klubem sportowym, odpowiednimi wartościami.
>Nawet jak trenowałem, to z klubem sportowym zbyt się nie identyfikowałem.

Pan nie musiał. Nie wszyscy są tacy sami.

>>Z tego się wyrasta więc nadszedł okres identyfikacji z ideami.
>To mi pozostało do teraz. Uważam się za lewicowego humanistę i racjonalistę światopoglądowego.

Dla tej dyskusji nie ma znaczenia za kogo się Pan uważa.


>> Sens to iluzja polegająca na wierze, że to co robię ma właśnie sens.
>A co w takim razie iluzją nie jest? (Lubi Pan używać tego wieloznacznego i niedookreślonego terminu.)

Różne rzeczy nie są iluzją. To pytanie jest pozbawione sensu Wiele elementów ludzkiego życia to iluzja. Ludzie żyją w matriksie własnych przekonań.

>Sens dotyczy tylko ludzkiej (samo)świadomości i do niej tylko jest ograniczonym. Reszta to "prawa przyrody".

Sens to pojęcie czysto logiczne i wygląda na to, że realny sens nie istnieje, ale ludzie używają takiego terminu.

>Całe życie byłem człowiekiem ideowym, choć starałem się nigdy nie podporządkować żadnej wierze/ideologii. Byłem i jestem indywidualistą. Dla mnie idee - wolności i tolerancji miały duże znaczenie, ale sądzę, że inaczej rozumiemy ich znaczenie. Na przykład wolność, to nie wolność do nieokiełzanej chciwości z jednej strony i do spania pod mostem z drugiej - tylko wolność do samorealizacji każdego według jego talentów.

Nie każdy ma talenty.
01-06-2015 20:20 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>>Mogę odnosić się tylko do tego co Pan pisze, a nie tego co Pan ma myśli.
>Po prostu nie wszystko co piszę jest rozumiane.
Ponieważ używasz słów z liberalnej propagandy zamiast ze słownika PWN
wg Ciebie "kradzież" to podatki, "socjalizm" to ulgi podatkowe, a "uczciwość" to oszukiwanie podatkowego urzędu
01-06-2015 20:48 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Jakiej znowu liberalnej propagandy? Oczywiście, że zabieranie komuś przymusowo pieniędzy to kradzież. Ktoś może sobie to nazywać podatkami jeśli to sprzyja łatwiejszemu oszukiwaniu ofiar. Ktoś kto popiera złodziejstwo dla mnie jest złodziejem, a dla Ciebie socjalistą i dlatego nigdy się nie dogadamy.
01-06-2015 20:53 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>Jakiej znowu liberalnej propagandy? Oczywiście, że zabieranie komuś przymusowo pieniędzy to kradzież. Ktoś może sobie to nazywać podatkami jeśli to sprzyja łatwiejszemu oszukiwaniu ofiar.

Czyli każdy podatek to kradzież? Nawet ten an utrzymanie armii , policji, budowę dróg?

>Ktoś kto popiera złodziejstwo dla mnie jest złodziejem, a dla Ciebie socjalistą i dlatego nigdy się nie dogadamy.

Odpowiedz na moje pytania.
Co w Twoim kraju zbudował liberalizm?
Bo jak dla mnie to jedynie bied-ronki
01-06-2015 21:56 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Hmm czyli można pisać, że kończę dyskusję, ale i tak będziesz trollował. Oczywiście, że nie każdy podatek to kradzież i o tym Ci pisałem. Właśnie widać co wynosisz z dyskusji - tylko swoje przekonanie, że masz rację. Biedronek nie zbudował liberalizm bo kiedy powstawały biedronki liberalizmu nie było. Mówię o zamierzchłych czasach zanim przyszli socjaliści.
02-06-2015 12:32 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Jakiej znowu liberalnej propagandy? Oczywiście, że zabieranie komuś przymusowo pieniędzy to kradzież. Ktoś może sobie to nazywać podatkami jeśli to sprzyja łatwiejszemu oszukiwaniu ofiar.
>Czyli każdy podatek to kradzież? Nawet ten an utrzymanie armii , policji, budowę dróg?
Ktoś kto popiera złodziejstwo dla mnie jest złodziejem, a dla Ciebie socjalistą i dlatego nigdy się nie dogadamy.
____________

>Odpowiedz na moje pytania.
>Kto w Twoim kraju zbudował liberalizm?
Trudne pytanie, gdyż w Polsce, a chyba i nigdzie, liberalizmu nie było. Panuje natomiast w Polsce neoliberalizm połączony
z opresją państwa parawyznaniowego. Krytykuję panujący obecnie ustrój państwa polskiego, a sam uważam się za liberała (socjalliberała), a więc nie mogę krytykować samego siebie, gdyż wtedy po prostu należy zmienić poglądy.
Więc krytykuję tylko neoliberalizm, który z liberalizmem ma tyle samo wspólnego co ma krzesło z krzesłem elektrycznym.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,595666#w596780

Kto w Polsce zbudował ten dziwny ustrój katolicko-neoliberalny? Działacze założonego w 1990 roku Kongresu Liberalno-Demokratycznego - polskiej partia politycznej o charakterze centroprawicowym i liberalnym. Swój program KLD określił jako "pragmatyczny liberalizm". Głosił potrzebę prywatyzacji i rozszerzenia zakresu działania wolnego rynku. Opowiadał się za integracją Polski ze strukturami zachodnimi, ostrożnie przeprowadzaną dekomunizacją oraz za neutralnością światopoglądową państwa.
Czerpiąc wzory z dyktatur w Ameryce Środkowej i Południowej.
www.racjon(*)m.php/s,543847/z,0/d,8#w544426
Ale to były swoiście polskie rozwiązania.
www.racjon(*)m.php/s,652677/z,0/d,3#w653078
www.racjon(*)m.php/s,652677/z,0/d,4#w653103
www.racjon(*)m.php/s,652677/z,0/d,4#w653269

@@@
.
04-06-2015 09:20 
 Ocena 2 na 4
Marcin Trollosiewicz (1120 punktów)
>Ponieważ używasz słów z liberalnej propagandy zamiast ze słownika PWN wg Ciebie "kradzież" to podatki, "socjalizm" to ulgi podatkowe, a "uczciwość" to oszukiwanie podatkowego urzędu.

A właśnie, ciekawy temat. Zdaje się, że to "lewacka propaganda" wprowadza swoją nowomowę, gdzie ewidentną kradzież nazywa się "podatkiem", który nigdy do "społeczeństwa" nie wróci, tylko zasili kabzy rządzących, gdzie murzyna nazywa się "Afroamerykaninem" mimo iż ten nie był nigdy w Ameryce o Afryce nie wspominając, gdzie wykastrowanego faceta nazywa się "kobietą", gdzie przywilej jakim jest parytet nazywa się "równością" itd. To są wymysły "lewicowych humanistów", którzy chcą zaklinać rzeczywistość zmieniając znaczenie słów.

Jaskinia Trolli team
04-06-2015 10:06 
 Ocena 2 na 2
szarley (54913 punktów)
>>Ponieważ używasz słów z liberalnej propagandy zamiast ze słownika PWN wg Ciebie "kradzież" to podatki, "socjalizm" to ulgi podatkowe, a "uczciwość" to oszukiwanie podatkowego urzędu.
>A właśnie, ciekawy temat. Zdaje się, że to "lewacka propaganda" wprowadza swoją nowomowę, gdzie ewidentną kradzież nazywa się "podatkiem",

Jak dla mnie to jest odwrotnie
Ultraliberałowie podatki nazywają "ewidentną kradzieżą" Chcą mieć wykształconych księgowych, ale wara od podatkowego finansowania ekonomicznych szkół!

Wybaczenia proszę, dla mnie Wasz język jest jednak czasem zbyt trudny
04-06-2015 10:13 
 Ocena 3 na 3
Marcin Trollosiewicz (1120 punktów)
>Jak dla mnie to jest odwrotnie

Podaj przykłady jeśli łaska, ja powyżej podałem Ci kilka.

>Ultraliberałowie podatki nazywają "ewidentną kradzieżą" Chcą mieć wykształconych księgowych, ale wara od podatkowego finansowania ekonomicznych szkół!

Bo chcą żeby ludzie kształcili się prywatnie. Wybacz, ale finansowanie edukacji z podatków to wywalanie kasy w błoto, obecna szkoła to parodia.

>Wybaczenia proszę, dla mnie Wasz język jest jednak czasem zbyt trudny

"Nasz" język jest prosty. Słowa mają swe definicje i ich się trzymamy.

Np:

Małżeństwo - związek kobiety i mężczyzny, proste prawda? Lecz "lewicowi humaniści" wymyślili sobie, że zmienią ten termin i małżeństwem będą nazywać związki dwóch mężczyzn.

Itd. Proste.

Jaskinia Trolli team
04-06-2015 10:41 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>>Jak dla mnie to jest odwrotnie
>Podaj przykłady jeśli łaska, ja powyżej podałem Ci kilka.
Skoro różnica polega na nomenklaturze... to jak dyskutować o przykładach?
Dla mnie demokratycznie wybrany suweren nakłada podatki, dla Ciebie to kradzież. Nie ma pola porozumienia bez ujednolicenia słownictwa.

>>Ultraliberałowie podatki nazywają "ewidentną kradzieżą" Chcą mieć wykształconych księgowych, ale wara od podatkowego finansowania ekonomicznych szkół!
>Bo chcą żeby ludzie kształcili się prywatnie.
..a wiedzę ofiarowali im za darmo

>Wybacz, ale finansowanie edukacji z podatków to wywalanie kasy w błoto, obecna szkoła to parodia.
Jaaasne! społeczeństwo powinno się składać w 90% z analfabetów. Analfabetom nie trzeba tyle płacić a jak zobaczą zaćmienie Słońca to padają na twarz i są posłuszni

>>Wybaczenia proszę, dla mnie Wasz język jest jednak czasem zbyt trudny
>"Nasz" język jest prosty. Słowa mają swe definicje i ich się trzymamy.
Obiecuję się w polskim języku podszkolić, może poproszę Cię o pierwszą lekcję i wyjaśnisz mi kiedy się stosuje znaczek " " (w słowie "nasz")
04-06-2015 11:05 
 Ocena 2 na 2
Marcin Trollosiewicz (1120 punktów)
>Skoro różnica polega na nomenklaturze... to jak dyskutować o przykładach?
>Dla mnie demokratycznie wybrany suweren nakłada podatki, dla Ciebie to kradzież. Nie ma pola porozumienia bez ujednolicenia słownictwa.

Kradzież to zabieranie komuś np. kasy bez jego zgody, siłą. A to co serwuje nam "demokratycznie wybrany suweren" to kradzież w białych rękawiczkach, to piramida finansowa, zabierają Ci większość pensji, która ma niby do Ciebie wrócić, a to się nigdy nie stanie. Nie widzisz tego?

>>Bo chcą żeby ludzie kształcili się prywatnie.
>..a wiedzę ofiarowali im za darmo

Dlaczego za darmo? Chcesz powiedzieć, że teraz edukacja jest darmowa?

>Jaaasne! społeczeństwo powinno się składać w 90% z analfabetów. Analfabetom nie trzeba tyle płacić a jak zobaczą zaćmienie Słońca to padają na twarz i są posłuszni

Jeśli dla Ciebie prywatna szkoła = 90% analfabetów, to się nie dogadamy.

Pytanie kogo produkuje obecny system szkolnictwa? Myślisz, że ludzi myślących? Nie, mamy obecnie bezmyślną masę, która konsumuje, ogląda durną TV, jara się aborcją, in-vitro, homo, Madzią z Sosnowca i tańcami z gwiazdami. Ta masa to jest level wyżej w posłuszeństwie o którym piszesz. Najedzone i napite stado obłożone gadżetami, które daje się dymać, ale ma za to pełen brzuch i wygody.

>>>Wybaczenia proszę, dla mnie Wasz język jest jednak czasem zbyt trudny
>>"Nasz" język jest prosty. Słowa mają swe definicje i ich się trzymamy.
>Obiecuję się w polskim języku podszkolić, może poproszę Cię o pierwszą lekcję i wyjaśnisz mi kiedy się stosuje znaczek " " (w słowie "nasz")

Ano, zasugerowałeś mi, że przynależę do jakieś grupy, która stosuje jakiś inny język, więc chciałem podkreślić specyfikę tego wyrażenia.

Jaskinia Trolli team
04-06-2015 11:17 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>Kradzież to zabieranie komuś np. kasy bez jego zgody, siłą. A to co serwuje nam "demokratycznie wybrany suweren" to kradzież w białych rękawiczkach, to piramida finansowa, zabierają Ci większość pensji, która ma niby do Ciebie wrócić, a to się nigdy nie stanie. Nie widzisz tego?

Czyli każdy podatek jest kradzieżą. Nie słyszałem o dobrowolnych podatkach

>>>Bo chcą żeby ludzie kształcili się prywatnie.
>>..a wiedzę ofiarowali im za darmo
>Dlaczego za darmo? Chcesz powiedzieć, że teraz edukacja jest darmowa?
Nie, ale jestem zwolennikiem powszechnie dostępnego (nie mylić z powszechnym) wykształceniem, także dla tych, których na studia dziś nie stać

>>Jaaasne! społeczeństwo powinno się składać w 90% z analfabetów. Analfabetom nie trzeba tyle płacić a jak zobaczą zaćmienie Słońca to padają na twarz i są posłuszni
>Jeśli dla Ciebie prywatna szkoła = 90% analfabetów, to się nie dogadamy.
1 Popatrz na poziom dzisiejszych polskich prywatnych wyższych szkół - żałość
2 Czy prywatna szkoła będzie dostępna dla wszytskich zdolnych młodych ludzi?

>Pytanie kogo produkuje obecny system szkolnictwa? Myślisz, że ludzi myślących? Nie, mamy obecnie bezmyślną masę, która konsumuje, ogląda durną TV, jara się aborcją, in-vitro, homo, Madzią z Sosnowca i tańcami z gwiazdami. Ta masa to jest level wyżej w posłuszeństwie o którym piszesz. Najedzone i napite stado obłożone gadżetami, które daje się dymać, ale ma za to pełen brzuch i wygody.
Masz rację. To jest poważny powód do naprawy szkolnictwa

>Ano, zasugerowałeś mi, że przynależę do jakieś grupy, która stosuje jakiś inny język, więc chciałem podkreślić specyfikę tego wyrażenia.
Iinny ode mnie? tak. Inny jest mój język inny Twój , na nawet polskiej podstwówki nie ukończyłem
04-06-2015 11:43 
 Ocena 2 na 2
Marcin Trollosiewicz (1120 punktów)
>Czyli każdy podatek jest kradzieżą. Nie słyszałem o dobrowolnych podatkach

Nie o to chodzi, państwo bez podatku nie ma racji bytu. Ale podatki by finansować np. PUPy to już kradzież w biały dzień i udawanie, że PUP pomaga bezrobotnym w znalezieniu pracy.

>Nie, ale jestem zwolennikiem powszechnie dostępnego (nie mylić z powszechnym) wykształceniem, także dla tych, których na studia dziś nie stać.

To może na początek zlikwidujmy przymusowość chodzenia do szkoły, co Ty na to?

>1 Popatrz na poziom dzisiejszych polskich prywatnych wyższych szkół - żałość

No żałość, ale z czego to wynika? Ludzie potrzebują papierków, muszą mieć wykształcenie np. mgr by sobie pracować w urzędzie, dlatego masa ludzi robi za kasę studia i dzięki temu utrzymuje się na etacie w budżetówce, oczywiście te studia mają znaczenie tylko dla pracy w budżetówce, prywatny przedsiębiorca ma gdzieś to czy masz magistra z socjologi, jeśli nie umiesz wykonać zadań, których on od Ciebie oczekuje. Jest potrzeba na papierek, to i się tworzą szkoły, które łatwo te papierki sprzedają.

>2 Czy prywatna szkoła będzie dostępna dla wszytskich zdolnych młodych ludzi?

Wiem o co Ci chodzi, o zdolne biedne dzieci, które nie stać na edukacje. Ale zaraz zaraz, przecież jest pełno ludzi dobrej woli, którzy dobrowolnie taką edukację tym dzieciom zapewnią. Coś na zasadzie szkółek piłkarskich, masz klub, który jest prywatnym przedsiębiorstwem, też szkoli sobie przyszłych zawodników, ale za treningi dziecka w akademii trzeba płacić powiedzmy 100 zł na mc, opłacać sprzęt i część kasy za wyjazdy na turnieje. Pytanie czy w takiej formule szanse na sukces mają dzieci bogatych rodziców? Otóż nie, taki klub (szkoła/firma/człowiek dobrej woli) gdy spotyka się z utalentowanym dzieciakiem, sam płaci za jego szkolenie by później mieć z niego korzyść. Obopólną korzyść.

Jaskinia Trolli team
04-06-2015 11:56 
 Ocena 2 na 2
szarley (54913 punktów)
>>Czyli każdy podatek jest kradzieżą. Nie słyszałem o dobrowolnych podatkach
>Nie o to chodzi, państwo bez podatku nie ma racji bytu. Ale podatki by finansować np. PUPy to już kradzież w biały dzień i udawanie, że PUP pomaga bezrobotnym w znalezieniu pracy.
Jest całkiem spora lista pozycji, które z finansowej listy państwa należałoby usunąć. Tylko każdy ma swoją listę. Od tego jest gra interesów zwana polityką

>>Nie, ale jestem zwolennikiem powszechnie dostępnego (nie mylić z powszechnym) wykształceniem, także dla tych, których na studia dziś nie stać.
>To może na początek zlikwidujmy przymusowość chodzenia do szkoły, co Ty na to?
Nie, bo wtedy miałbyś za kilkanaście lat coraz więcej analfabetów, a na tym ucierpią wszyscy. Zgadzam się jednak, że obowiązek szkolny można skrócić. W Norwegii jest do 16 roku życia, zgodzę się też, że nie wszyscy powinni studiować, ale wszyscy powinni mieć otwartą drogę na studia. Bramą powinny być zdolności a nie status finansowy rodziców

>>1 Popatrz na poziom dzisiejszych polskich prywatnych wyższych szkół - żałość
>No żałość, ale z czego to wynika? Ludzie potrzebują papierków, muszą mieć wykształcenie np. mgr by sobie pracować w urzędzie,
Nie zmienia to faktu, że poziom prywatnych wyższych szkół jest niższy niż państwowych

>>2 Czy prywatna szkoła będzie dostępna dla wszytskich zdolnych młodych ludzi?
>Wiem o co Ci chodzi, o zdolne biedne dzieci, które nie stać na edukacje. Ale zaraz zaraz, przecież jest pełno ludzi dobrej woli, którzy dobrowolnie taką edukację tym dzieciom zapewnią.
Nie. Takich ludzi jest stanowczo zbyt mało i zanim ich wychowasz stracisz dwa pokolenia. Poza tym kształcenie zdolnej młodzieży jest w interesie całego społeczeństwa, a składka całego społeczeństwa to właśnie podatki

>Coś na zasadzie szkółek piłkarskich, masz klub, który jest prywatnym przedsiębiorstwem, też szkoli sobie przyszłych zawodników, ale za treningi dziecka w akademii trzeba płacić powiedzmy 100 zł na mc, opłacać sprzęt i część kasy za wyjazdy na turnieje. Pytanie czy w takiej formule szanse na sukces mają dzieci bogatych rodziców? Otóż nie, taki klub (szkoła/firma/człowiek dobrej woli) gdy spotyka się z utalentowanym dzieciakiem, sam płaci za jego szkolenie by później mieć z niego korzyść. Obopólną korzyść.
To jest dobry przykład dla piłkarskiej szkółki ale nie dla medycznych studiów
04-06-2015 12:29 
 Ocena 2 na 2
Marcin Trollosiewicz (1120 punktów)
>Jest całkiem spora lista pozycji, które z finansowej listy państwa należałoby usunąć. Tylko każdy ma swoją listę. Od tego jest gra interesów zwana polityką

Otóż to, dlatego jest źle, dlatego im więcej pozycji finansowanych jest z podatków tym gorzej.

>Nie, bo wtedy miałbyś za kilkanaście lat coraz więcej analfabetów, a na tym ucierpią wszyscy.

Nie, to że uczeń przebywa w szkole nie oznacza, że coś z tego wynosi, wręcz na takim obowiązku cierpią uczniowie którzy chcą się nauczyć czegoś i nauczyciele, którzy nie mogą spokojnie tej wiedzy przekazywać.

Uparłeś się na ten analfabetyzm, ale powiedz mi czy do tego by nauczyć ludzi pisania i czytania oraz liczenia do 10 trzeba od razu poświęcać im czas do 18 roku życia i wydawać na to miliardy? To, że ktoś potrafi przeczytać zdanie, nie oznacza od razu, że wie o co w nim chodzi. A takich ludzi mamy w kraju z pewnością miliony.

>Zgadzam się jednak, że obowiązek szkolny można skrócić. W Norwegii jest do 16 roku życia, zgodzę się też, że nie wszyscy powinni studiować, ale wszyscy powinni mieć otwartą drogę na studia. Bramą powinny być zdolności a nie status finansowy rodziców

Dlaczego powinni? Jeśli ktoś jest zdolny to się przebije.

>Nie zmienia to faktu, że poziom prywatnych wyższych szkół jest niższy niż państwowych

No bo prywatna szkoła chce ZYSKU, to logiczne, ludzie chcą łatwych papierków, bo one im są potrzebne, są gotowi za to płacić po kilka tysi na semestr, więc prywatna szkoła idzie im na rękę i wszyscy są zadowoleni.

>Nie. Takich ludzi jest stanowczo zbyt mało i zanim ich wychowasz stracisz dwa pokolenia.

No jak za mało? Przecież większość ludzi głosuje na partie dla których socjal jest pierwszym punktem w kampaniach. Chcesz powiedzieć, że ci ludzie chcą tylko brać, a nie dawać nic od siebie? To przykry obraz

>Poza tym kształcenie zdolnej młodzieży jest w interesie całego społeczeństwa, a składka całego społeczeństwa to właśnie podatki

No więc kształcimy tą zdolną młodzież i co z tego mamy jako społeczeństwo? Kraj zadłużony po uszy z którego ucieka niemal każdy młody i zdolny.

>To jest dobry przykład dla piłkarskiej szkółki ale nie dla medycznych studiów

A niby czemu nie?

Załóżmy, że nie ma szkół publicznych, ludzie chorują, więc potrzebują lekarzy, więc są skłonni zapłacić komuś za leczenie, ale skąd wziąć lekarzy? Ano wtedy ktoś będzie chciał zarabiać na leczeniu, więc sam założy sobie sieć szkół (coś jak szkółki piłkarskie) i główny uniwersytet (coś jak główny klub) gdzie będą już studiować prawdziwą medycynę, sam utworzy sobie kadrę i ludzie to zweryfikują. Jeśli poziom leczenia byłby taki jak w szpitalach państwowych jakie mamy, za taką cenę jaką mamy, to nikt tam nie pójdzie.

Ale to nie przejdzie, bo tak nie da się zgarniać miliardów z podatnika

Jaskinia Trolli team
04-06-2015 12:41 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>>Jest całkiem spora lista pozycji, które z finansowej listy państwa należałoby usunąć. Tylko każdy ma swoją listę. Od tego jest gra interesów zwana polityką
>Otóż to, dlatego jest źle, dlatego im więcej pozycji finansowanych jest z podatków tym gorzej.
A to już zdanie w tej grze interesów
Nie uważam że długość tej listy ma znaczenie, znaczenie ma raczej wartość poszczególnych pozycji

>>Zgadzam się jednak, że obowiązek szkolny można skrócić. W Norwegii jest do 16 roku życia, zgodzę się też, że nie wszyscy powinni studiować, ale wszyscy powinni mieć otwartą drogę na studia. Bramą powinny być zdolności a nie status finansowy rodziców
>Dlaczego powinni? Jeśli ktoś jest zdolny to się przebije.
Janko Muzykant się nie przebił
Nie każdy zdolny młody człowiek jest od razu "przebojowy"

>>Nie zmienia to faktu, że poziom prywatnych wyższych szkół jest niższy niż państwowych
>No bo prywatna szkoła chce ZYSKU, to logiczne, ludzie chcą łatwych papierków, bo one im są potrzebne, są gotowi za to płacić po kilka tysi na semestr, więc prywatna szkoła idzie im na rękę i wszyscy są zadowoleni.
Potwierdzasz, że prywatne szkoły wyższe są gorsze niż państwowe. W wielu dziedzinach wolny rynek sprawdza się znakomicie, tu jak widać nie.

>>Nie. Takich ludzi jest stanowczo zbyt mało i zanim ich wychowasz stracisz dwa pokolenia.
>No jak za mało? Przecież większość ludzi głosuje na partie dla których socjal jest pierwszym punktem w kampaniach.
1 Czyżby? Który z ostatnio u Was kandydujących postulował podniesienie podatków dla najbogatszych?
2 Nie ma prostego przełożenia między podatkami a darowiznami. To nie zadziała

>>Poza tym kształcenie zdolnej młodzieży jest w interesie całego społeczeństwa, a składka całego społeczeństwa to właśnie podatki
>No więc kształcimy tą zdolną młodzież i co z tego mamy jako społeczeństwo? Kraj zadłużony po uszy z którego ucieka niemal każdy młody i zdolny.
Czyli coś jest źle. Nie znaczy to jednak że jak ogon brzydki, to koniowi trzeba dupę obciąć

>>To jest dobry przykład dla piłkarskiej szkółki ale nie dla medycznych studiów
>A niby czemu nie?
>Załóżmy, że nie ma szkół publicznych, ludzie chorują, więc potrzebują lekarzy, więc są skłonni zapłacić komuś za leczenie, ale skąd wziąć lekarzy? Ano wtedy ktoś będzie chciał zarabiać na leczeniu, więc sam założy sobie sieć szkół (coś jak szkółki piłkarskie) i główny uniwersytet (coś jak główny klub) gdzie będą już studiować prawdziwą medycynę, sam utworzy sobie kadrę i ludzie to zweryfikują. Jeśli poziom leczenia byłby taki jak w szpitalach państwowych jakie mamy, za taką cenę jaką mamy, to nikt tam nie pójdzie.
Dlaczego nikt tego nie stosuje?
04-06-2015 14:10 
 Ocena 2 na 2
Marcin Trollosiewicz (1120 punktów)
>A to już zdanie w tej grze interesów

Ano zdanie obywatela.

>Nie uważam że długość tej listy ma znaczenie, znaczenie ma raczej wartość poszczególnych pozycji

Im więcej pozycji tym wartość sumy będzie wzrastać

>Janko Muzykant się nie przebił

Bo Janko to fikcyjna postać literacka.

>Nie każdy zdolny młody człowiek jest od razu "przebojowy"

I od tego ma rodziców i dobrych ludzi którzy chcą mu pomóc.

>Potwierdzasz, że prywatne szkoły wyższe są gorsze niż państwowe. W wielu dziedzinach wolny rynek sprawdza się znakomicie, tu jak widać nie.

Jak gorsze? Szkolnictwo prywatne dostosowało się do potrzeb jakie mają ludzie pracujący w budżetówce, więc są lepsze w dawaniu papierków niż państwowe.

Zauważ, że dla pani pracującej w urzędzie nie jest potrzebna jakaś wiedza, ona musi zdobyć kwit by utrzymać się na stanowisku, lub zostać np. kierownikiem. Wtedy z pomocą przychodzi prywatna uczelnia, wszyscy przymykają oko i ona ma kwit, uczelnia kasę, a w urzędzie i tak nikt nie zweryfikuje co ta pani się tam nauczyła. Gdyby nie sztuczne wymuszanie wykształcenia to taka pani by robiła to co do tej pory, a taka uczelnia nie miałaby racji bytu.

>1 Czyżby? Który z ostatnio u Was kandydujących postulował podniesienie podatków dla najbogatszych?

Wiesz, w kampanii zasadniczo się nie mówi, że zabierze się tym a tym, tylko, że da komuś konkretnemu. Ale jak komuś chcesz dać, a rozdajesz z podatku to co zrobisz?

a co do najbogatszych, to dziś rozmawiałem na ten temat ze znajomym:

"nie rozumie kretyn, ze nie ma czegoś takiego jak podatek dla najbogatszych najbogatsi płacą niskie podatki albo wcale zawsze tak było, niezależnie od systemu natomiast skala progresywna nie jest wycelowana w "najbogatszych" tylko w nieco lepiej sytuowanych etatowych wyrobników klasy średniej i jest wprowadzona własnie po to, żeby ci bardziej ambitni wyrobnicy nigdy nie przeskoczyli do kasty najbogatszych, bo odbiera się im możliwość akumulacji kapitału."

>2 Nie ma prostego przełożenia między podatkami a darowiznami. To nie zadziała

No nie ma, bo brać kasę to by każdy jeden chciał.

>Dlaczego nikt tego nie stosuje?

A po co skoro sobie takiego lekarza już wykształconego możesz do np. Anglii kupić z Polski.

Jaskinia Trolli team
04-06-2015 14:31 
 Ocena 2 na 2
szarley (54913 punktów)
>>Nie uważam że długość tej listy ma znaczenie, znaczenie ma raczej wartość poszczególnych pozycji
>Im więcej pozycji tym wartość sumy będzie wzrastać
1 Niekoniecznie
2 Do pewnych pozycji oponentów trzeba przekonać
3 Suma małych rzeczy nie musi być większa od jednej wielkiej

>>Janko Muzykant się nie przebił
>Bo Janko to fikcyjna postać literacka.
Tak, przerysowana, ale ja znam młodych ludzi, dla których droga na studia jest zamknięta z powodu biedy, pochodzenia...

>>Nie każdy zdolny młody człowiek jest od razu "przebojowy"
>I od tego ma rodziców i dobrych ludzi którzy chcą mu pomóc.
I tu się różnimy. Ja uważam, że całe społeczeństwo będzie miało korzyść z jego talentu, więc może go podkarmić.

>>Potwierdzasz, że prywatne szkoły wyższe są gorsze niż państwowe. W wielu dziedzinach wolny rynek sprawdza się znakomicie, tu jak widać nie.
>Jak gorsze? Szkolnictwo prywatne dostosowało się do potrzeb jakie mają ludzie pracujący w budżetówce, więc są lepsze w dawaniu papierków niż państwowe.
Nie jestem pewien czy to szkoły dla budżetówki. Masz jakieś dane o strukturze studentów?

>>1 Czyżby? Który z ostatnio u Was kandydujących postulował podniesienie podatków dla najbogatszych?
>Wiesz, w kampanii zasadniczo się nie mówi, że zabierze się tym a tym, tylko, że da komuś konkretnemu. Ale jak komuś chcesz dać, a rozdajesz z podatku to co zrobisz?

>"nie rozumie kretyn, ze nie ma czegoś takiego jak podatek dla najbogatszych najbogatsi płacą niskie podatki albo wcale zawsze tak było, niezależnie od systemu natomiast skala progresywna nie jest wycelowana w "najbogatszych" tylko w nieco lepiej sytuowanych etatowych wyrobników klasy średniej i jest wprowadzona własnie po to, żeby ci bardziej ambitni wyrobnicy nigdy nie przeskoczyli do kasty najbogatszych, bo odbiera się im możliwość akumulacji kapitału."
Dlatego w większym stopniu jestem zwolennikiem sprawnego poboru podatków niż ich podnoszenia, a ten drugi instrument należy stosować z umiarem bez ideologicznego zacięcia

>>2 Nie ma prostego przełożenia między podatkami a darowiznami. To nie zadziała
>No nie ma, bo brać kasę to by każdy jeden chciał.
C'est la vie. Zamiast tworzyć utopijne idee czy nie lepiej dostosować je realiów?
04-06-2015 15:30 
 Ocena 2 na 2
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
szarley manipulujesz jak mało kto...

>Czyli każdy podatek jest kradzieżą. Nie słyszałem o dobrowolnych podatkach

Kilka razy pisałem (i inni liberałowie tak piszą), że podatki są potrzebne. Ale podatek powinien iść tylko na to co jest potrzebne, dobre i nie da się tego sfinansować w inny sposób. Wtedy wydatki są jasne, podatki niskie i mało kto chce je omijać, nie psują one gospodarki, nie tworzą nierówności. Jeśli mój podatek pójdzie na leczenie chorych ludzi, albo realną pomoc w szukaniu pracy i naukę dla dzieci to ja z chęcią zapłacę taki podatek nawet dobrowolnie gdyby zlikwidowano przymus płacenia. Poza tym trzeba opłacić policję, może drogi żeby nie było sytuacji, że ktoś nie remontuje swojej dziurawej drogi bo się nie opłaca i przez to jest nieprzejezdna. Takie wydatki byłyby jasne, uzasadnione i nie ma mowy o kradzieży.

Państwo robi tak: jest wydatek dla Kowalskiego np na szkołę. Państwo mówi "nie płać na szkołę! Zapłać państwu, a szkołę będziesz miał za darmo!". A więc Kowalski płaci zamiast X płaci X+40% bo część kasy idzie na obsługę podatku, część na inne cele np promocję homoseksualizmu i walkę z marihuaną. Dodatkowo potem płaci jeszcze więcej na dopłacanie do tej "darmowej" nauki. Podobnie jest ze szpitalem. W SOCJALIZMIE PŁACI SIĘ PODWÓJNIE! (to jest np jeden z tych argumentów, które szarley i Pan Bogusławski całkowicie sobie pominęli, a w zamian pisali o jakichś pierdołach, które nie mają żadnego znaczenia i są tylko utopijnym teoretyzowaniem, Jankach Muzykantach, lewicowym humanizmie i liberalnej propagandzie oraz oczywiście o złych pracodawcach, którzy są winni za biedę, koklusz, globalne ocieplenie i kwaśne deszcze). I takie składki idą na większość rzeczy. Najgorszy w tym wszystkim jest chyba system emerytalny. I nie można nie zapłacić, mieć te pieniądze i zapłacić sobie samemu, taniej (bo rynek obniża ceny) i mieć lepsze usługi (bo konkurencja to wymusza). Trzeba oddać przymusowo swoje pieniądze, przepłacać, dostawać produkt, w który samemu by się nie zainwestowało, a potem zapłacić jeszcze raz prywatnie. Ludziom wmawia się, że bez pośredników (państwa) sobie nie poradzą po to żeby tak rozbudowane państwo miało rację bytu i mogło dalej okradać obywateli i mówić im co im wolno, a czego nie. Czas z tym skończyć!

>Nie zmienia to faktu, że poziom prywatnych wyższych szkół jest niższy niż państwowych

Ponieważ państwowe uczelnie są monopolistami. Gdyby wszystkie były prywatne ich poziom by wzrósł. Natomiast społeczeństwo może się składać na edukację dla młodych zdolnych ludzi. Istnieje takie rozwiązanie jakie zaproponowałem wcześniej - dostaje się bony na prywatne szkoły. Podobnie z edukacją. To rozwiązanie przejściowe, póki ludzie są jeszcze an tyle głupi, że mogliby faktycznie nie posłać swoich dzieci do szkół. Różnica byłaby taka, że nie byłoby jednego MEN, które ustala program, a szkoły musiałyby ze sobą konkurować, dzięki czemu poziom byłby wyższy. Są jeszcze prywatne osoby i firmy sponsorujące naukę. Ostatnio miałem przyjemność rozmawiać z nauczycielką ze szkoły dla trudnej młodzieży. Okazuje się, że taka szkoła dostaje pieniądze od sponsorów.

>Zamiast tworzyć utopijne idee czy nie lepiej dostosować je realiów?

NO WŁAŚNIE! Czemu tworzysz utopijne socjalistyczne idee zamiast dostosować je do realiów?
04-06-2015 16:10 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>szarley manipulujesz jak mało kto...
>>Czyli każdy podatek jest kradzieżą. Nie słyszałem o dobrowolnych podatkach
>Kilka razy pisałem (i inni liberałowie tak piszą), że podatki są potrzebne.

To wreszcie raz uczciwie napisz czy pobór podatków jest kradzieżą czy nie, bo jak narazie to się plączesz

Kradzież - przestępczy zabór cudzego mienia
pobór podatków - egzekucja dani określonej przez suwerena
Jeśli danina jest nadmierna, to jest to pobór nadmiernej daniny a nie kradzież.

Dopóki nie ustalisz definicji będziesz tylko wszędy widział manipulację

>Ale podatek powinien iść tylko na to co jest potrzebne, dobre i nie da się tego sfinansować w inny sposób.
Tak! Zgadzam się!

- Na budowę i utrzymanie infrastruktury: drogi lotniska linie kolejowe linie energetycznego przesyłu, internet
- na to aby żaden dziecko nie chodziło głodne, nagie, nieleczone i niemające dostępu do edukacji
- Na to aby nie było bezdomnych

Zgadzam się z Tobą że podatek powinien iść tylko na to co jest potrzebne, dobre i nie da się tego sfinansować w inny sposób!

>Państwo robi tak: jest wydatek dla Kowalskiego np na szkołę. Państwo mówi "nie płać na szkołę! Zapłać państwu, a szkołę będziesz miał za darmo!". A więc Kowalski płaci zamiast X płaci X+40% bo część kasy idzie na obsługę podatku,

Wybacz, jestem matematykiem, po państwowym uniwersytecie
Skąd te 40%
I co proponujesz w zamian?
Bon oświatowy?
Jestem za! Świetny pomysł, a z czego go chcesz sfinansować?

>>Nie zmienia to faktu, że poziom prywatnych wyższych szkół jest niższy niż państwowych
>Ponieważ państwowe uczelnie są monopolistami.

Kolejne słowo którego po prostu nie rozumiesz?
Tu nie Finlandia, to WOLNO CI ZAŁOŻYĆ prywatną szkołę i jest ich już, tyle, że o państwowym monopolu mowy być nie może, a do tego zawsze można studiować za granicą

>Gdyby wszystkie były prywatne ich poziom by wzrósł.
Kolejny liberalny dogmat który mam przyjąć na wiarę?

>Natomiast społeczeństwo może się składać na edukację dla młodych zdolnych ludzi.
I robi to w postaci podatków

>Są jeszcze prywatne osoby i firmy sponsorujące naukę. Ostatnio miałem przyjemność rozmawiać z nauczycielką ze szkoły dla trudnej młodzieży. Okazuje się, że taka szkoła dostaje pieniądze od sponsorów.
Sam skończyłem uniwersytet za pieniądze prywatnej fundacji i czuję się w obowiązku pomagać kolejnym studentom, ale takich ludzi jest taka garstka, że gdyby tylko z tego źródła finansować naukę, uniwersytety będą zamknięte na dwa pokolenia

Znam argumenta liberałów że jak nie będzie wysokich podatków...
Co stało się w Polsce po obniżeniu podatków z 40 do 32 %
Płace nie wzrosły (a przecież podatki hamują wzrost płac)
Może zamożni ludzie ufundowali setkę stypendiów?
Ojjj też nie...

>>Zamiast tworzyć utopijne idee czy nie lepiej dostosować je realiów?
>NO WŁAŚNIE! Czemu tworzysz utopijne socjalistyczne idee zamiast dostosować je do realiów?
Bo działają!
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>To wreszcie raz uczciwie napisz czy pobór podatków jest kradzieżą czy nie, bo jak narazie to się plączesz

No to kilka razy napisałem. Czy Ty nie potrafisz czytać, czy celowo udajesz, że nie rozumiesz bo nie wiesz już co odpisać żeby to miało sens? Napiszę jeszcze raz żeby to do Ciebie w końcu dotarło - podatki są potrzebne, ale nadmierne podatki na niejasne i niechciane wydatki to kradzież.

>Kradzież - przestępczy zabór cudzego mienia

Jeśli podatki, które płacę nie idą na moje potrzeby, a ja potem nie mam na te potrzeby bo musiałem zapłacić podatki to mówimy o kradzieży. Nawet jeśli mam na potrzeby to mówimy o kradzieży, bo w praktyce wygląda to tak, że moje pieniądze idą na cele, na które w życiu bym nie wydał. Wręcz przeciwnie - wydałbym na ich przeciwieństwo! Obywatele sami powinni dysponować swoimi pieniędzmi i decydować na co je wydadzą.

>pobór podatków - egzekucja dani określonej przez suwerena
>Jeśli danina jest nadmierna, to jest to pobór nadmiernej daniny a nie kradzież.

Tak, a jak zakładam sobie knajpę i przychodzi mafia i mówi, że mam im zapłacić za ochronę to też pewnie mówimy o daninie, bo raz, że to ich teren, a dwa to przecież mnie ochraniają! Więc dlaczego mam o to pretencje? Danina ma służyć obywatelowi, który ją płaci i iść na pomoc dla ludzi, którzy sami faktycznie nie są w stanie sobie poradzić (to jest minimum, a już na pewno nie należy dawać im tych pieniędzy do ręki bo je stracą). Jeśli ktoś pobiera nadmierną daninę i wydaje ją wbrew obywatelowi to jest to już kradzież.

>Zgadzam się z Tobą że podatek powinien iść tylko na to co jest potrzebne, dobre i nie da się tego sfinansować w inny sposób!

No to dlaczego próbowałeś mi wmówić, że zawdzięczam coś obecnemu pańswu, które wcale nie kieruje się zasadą, z którą się zgadzasz? Poza tym tu chodzi o pomoc potrzebującym, z którą się zgadzam. W socjalizmie chodzi o regulację rynku, a z tym się zupełnie nie zgadzam. Dawanie pieniędzy nierobom to też nie pomoc, tylko szkoda. Podobnie jak dofinansowywanie niedochodowych gałęzi gospodarki.

Jest pan X i pan Y. Pan X prowadzi dochodową firmę, a pan Y nie. Zabieramy kasę panu X i dajemy ją panu Y. W 99% przypadków po czasie pan X znów ma dochodową firmę, a pan Y znów nic nie ma. Socjalizm polega na zabieraniu panu X i dawaniu panu Y. Popierasz coś takiego?

>Wybacz, jestem matematykiem, po państwowym uniwersytecie
>Skąd te 40%

Te 40% to uogólnienie. Podejrzewam, że w rzeczywistości to dużo więcej, ale celowo podałem mniejsza liczbę żeby nikt się nie czepiał. W socjalizmie de facto płacimy wiele ukrytych i podwójnych podatków. Np zabierają mi podatek dochodowy, każą płacić ZUS, potem z tej okrojonej pensji płacę VAT, przez to jest mniejszy obrót pieniędzy na rynku i większe marnotrawstwo na biurokrację więc rynek działa gorzej, produkty są droższe i koło się zamyka.

Poza tym zarobki, majątek itd to WYCENA. Taką wycenę wystawia rynek. Socjalizm to ingerencja w rynkowe mechanizmy, rynkową wycenę czyli zaprzeczenie idei pieniądza.

>I co proponujesz w zamian?
>Bon oświatowy?
>Jestem za! Świetny pomysł, a z czego go chcesz sfinansować?

Na to akurat można się składać w podatkach, dopóki ludzie nie nauczą się odpowiedzialności. Niektóre rzeczy należy zrobić od razu (zmniejszenie i ujednolicenie podatków, likwidacja płacy minimalnej, wielu niepotrzebnych wydatków), a niektóre rzeczy muszą się zmieniać stopniowo bo lduzie przyzwyczajeni do tego, że państwo robi wszystko za nich nie przestawią się od razu na normalny tryb. Trzeba ich tego nauczyć i potrzebny jest czas. Dlatego bony oświatowe i na służbę zdrowia są dobrym rozwiązaniem przejściowym.

>Kolejne słowo którego po prostu nie rozumiesz?
>Tu nie Finlandia, to WOLNO CI ZAŁOŻYĆ prywatną szkołę i jest ich już, tyle, że o państwowym monopolu mowy być nie może, a do tego zawsze można studiować za granicą

To tylko mydlenie ludziom oczu. Państwowe uczelnie są uprzywilejowane, więc prywatnym przypada taka rola, o której pisał Marcin Trollosiewicz.

>>Gdyby wszystkie były prywatne ich poziom by wzrósł.
>Kolejny liberalny dogmat który mam przyjąć na wiarę?

Wystarczy na logikę. Wtedy dogmat zamienia się w zrozumienie. Jeśli ktoś nie rozumie, że 2+2=4 też może mówić, że to tylko dogmat i że on w to nie wierzy.

>>Natomiast społeczeństwo może się składać na edukację dla młodych zdolnych ludzi.
>I robi to w postaci podatków

No tak, bo pewne podatki są potrzebne. Gdybyś uważnie czytał nie byłoby teraz takiego chaosu w dyskusji.

>Sam skończyłem uniwersytet za pieniądze prywatnej fundacji i czuję się w obowiązku pomagać kolejnym studentom, ale takich ludzi jest taka garstka, że gdyby tylko z tego źródła finansować naukę, uniwersytety będą zamknięte na dwa pokolenia

Mam przyjąć ten dogmat na wiarę? Pokaż jakieś badania mówiące, że takich ludzi jest garstka. Pokaż też badania pokazujące, że pracodawcy są winni złej sytuacji gospodarczej. Czekam z niecierpliwością

>Znam argumenta liberałów że jak nie będzie wysokich podatków...
>Co stało się w Polsce po obniżeniu podatków z 40 do 32 %
>Płace nie wzrosły (a przecież podatki hamują wzrost płac)
>Może zamożni ludzie ufundowali setkę stypendiów?
>Ojjj też nie...

Odpowiadałem już na ten pseudo argument. Może jeszcze raz przeczytaj moje posty. Widocznie ominięte przez Ciebie argumenty nie zapadają Ci w pamięć

>>>Zamiast tworzyć utopijne idee czy nie lepiej dostosować je realiów?
>>NO WŁAŚNIE! Czemu tworzysz utopijne socjalistyczne idee zamiast dostosować je do realiów?
>Bo działają!

Co działa?
04-06-2015 17:26 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>>To wreszcie raz uczciwie napisz czy pobór podatków jest kradzieżą czy nie, bo jak narazie to się plączesz
>No to kilka razy napisałem. Czy Ty nie potrafisz czytać, czy celowo udajesz, że nie rozumiesz bo nie wiesz już co odpisać żeby to miało sens? Napiszę jeszcze raz żeby to do Ciebie w końcu dotarło - podatki są potrzebne, ale nadmierne podatki na niejasne i niechciane wydatki to kradzież.

Tak więc rozmawiamy różnymi językami
(tym bardziej, że nie określając jednoznacznie wysokości podatku do której jest niezbędny a powyżej której jest kradzieżą, pozwalasz każdemu człowiekowi na w pełni uznaniowe decydowanie o tym czy płaci słusznie czy nie słusznie, a co za tym idzie, czy wolno mu kraść bo zagrabione czy nie wolno

W tak relatywistycznym systemie nikt uczciwy nie będzie

>>Kradzież - przestępczy zabór cudzego mienia
>Jeśli podatki, które płacę nie idą na moje potrzeby, a ja potem nie mam na te potrzeby bo musiałem zapłacić podatki to mówimy o kradzieży.

Nie. Wtedy mówimy o nadmiernym opodatkowaniu
>Nawet jeśli mam na potrzeby to mówimy o kradzieży, bo w praktyce wygląda to tak, że moje pieniądze idą na cele, na które w życiu bym nie wydał.
nie. wtedy mówimy o przegranej Twojej opcji w politycznych wyborach

>Wręcz przeciwnie - wydałbym na ich przeciwieństwo! Obywatele sami powinni dysponować swoimi pieniędzmi i decydować na co je wydadzą.
Piękne hasło, ale jeno hasło dopóki nie ubierzesz go w konkret.
Goowno mnie obchodzi czy będzie droga ze Słupska do Gdańska, więc nie godzę się na wydawanie na nią moich pieniędzy. Czy o to chodzi?

>>pobór podatków - egzekucja dani określonej przez suwerena
>>Jeśli danina jest nadmierna, to jest to pobór nadmiernej daniny a nie kradzież.
>Tak, a jak zakładam sobie knajpę i przychodzi mafia i mówi, że mam im zapłacić za ochronę to też pewnie mówimy o daninie, bo raz, że to ich teren, a dwa to przecież mnie ochraniają!

A bez demagogii?

>>Zgadzam się z Tobą że podatek powinien iść tylko na to co jest potrzebne, dobre i nie da się tego sfinansować w inny sposób!
>No to dlaczego próbowałeś mi wmówić, że zawdzięczam coś obecnemu pańswu, które wcale nie kieruje się zasadą, z którą się zgadzasz?
Bo zawdzięczasz wszystko to co wymieniłem

>W socjalizmie chodzi o regulację rynku, a z tym się zupełnie nie zgadzam.
Kolejne słowo którego używasz a nie rozumiesz

>Jest pan X i pan Y. Pan X prowadzi dochodową firmę, a pan Y nie. Zabieramy kasę panu X i dajemy ją panu Y. W 99% przypadków po czasie pan X znów ma dochodową firmę, a pan Y znów nic nie ma. Socjalizm polega na zabieraniu panu X i dawaniu panu Y.
Popierasz coś takiego?
Nie, a gdzie tak jest???

>>Wybacz, jestem matematykiem, po państwowym uniwersytecie
>>Skąd te 40%
>Te 40% to uogólnienie.
Podejrzewam, że w rzeczywistości to dużo więcej, ale celowo podałem mniejsza liczbę
Igrasz z liczbami w rozmowie z matematykiem? ryzykujesz

>W socjalizmie de facto płacimy wiele ukrytych i podwójnych podatków. Np zabierają mi podatek dochodowy, każą płacić ZUS, potem z tej okrojonej pensji płacę VAT, przez to jest mniejszy obrót pieniędzy na rynku i większe marnotrawstwo na biurokrację więc rynek działa gorzej, produkty są droższe i koło się zamyka.
I tu się różnimy zasadniczo. Uważam, że mniejszy obrót pieniędzy na rynku jest skutkiem koncentracji kapitału w liberalnim systemie. Socjalistyczny wzrost płac robotnikom zamiast prezesowi zwiększa ilość pieniędzy na rynku (bez wzrostu ich łącznej ilości)

>Poza tym zarobki, majątek itd to WYCENA. Taką wycenę wystawia rynek.
A to jakaś świętość jak się domyślam.

>Socjalizm to ingerencja w rynkowe mechanizmy, rynkową wycenę czyli zaprzeczenie idei pieniądza.

>>I co proponujesz w zamian?
>>Bon oświatowy?
>>Jestem za! Świetny pomysł, a z czego go chcesz sfinansować?
>Na to akurat można się składać w podatkach, dopóki ludzie nie nauczą się odpowiedzialności. Niektóre rzeczy należy zrobić od razu (zmniejszenie i ujednolicenie podatków,
Jestem za

>likwidacja płacy minimalnej,
Piekarz zarobi zawsze. Sadownicy splajtują

>>Kolejne słowo którego po prostu nie rozumiesz?
>>Tu nie Finlandia, to WOLNO CI ZAŁOŻYĆ prywatną szkołę i jest ich już, tyle, że o państwowym monopolu mowy być nie może, a do tego zawsze można studiować za granicą
>To tylko mydlenie ludziom oczu. Państwowe uczelnie są uprzywilejowane, więc prywatnym przypada taka rola, o której pisał Marcin Trollosiewicz.
Uprzywilejowane??? Nawet jeśli, uprzywilejowanie to nie monopol
Nie mam żadnej pewności czy prywatne uczelnie spełniają rolę określoną przez MT
Wiem, że studiuje na nich mnóstwo młodych ludzi, z bogatych domów, (bo biednych nie stać)którym intelekt nie pozwolił zdać na UJ

>>>Gdyby wszystkie były prywatne ich poziom by wzrósł.
>>Kolejny liberalny dogmat który mam przyjąć na wiarę?
>Wystarczy na logikę. Wtedy dogmat zamienia się w zrozumienie. Jeśli ktoś nie rozumie, że 2+2=4 też może mówić, że to tylko dogmat i że on w to nie wierzy.
A bez demagogii?
Wiesz, ja wolę dowody zamiast haseł: "Wystarczy na logikę."

>>Sam skończyłem uniwersytet za pieniądze prywatnej fundacji i czuję się w obowiązku pomagać kolejnym studentom, ale takich ludzi jest taka garstka, że gdyby tylko z tego źródła finansować naukę, uniwersytety będą zamknięte na dwa pokolenia
>Mam przyjąć ten dogmat na wiarę? Pokaż jakieś badania mówiące, że takich ludzi jest garstka. Pokaż też badania pokazujące, że pracodawcy są winni złej sytuacji gospodarczej. Czekam z niecierpliwością
Popatrz na sprawozdania finansowe (jawne) prywatnych funduszy stypendialnych w Polsce

Ogłoś że szukasz sponsora dla kandydatki na studia. Jeśli ktoś odpowie to... "a ładna jesteś maleńka, a bezpruderyjna?"
04-06-2015 17:27 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
CD
>>Znam argumenta liberałów że jak nie będzie wysokich podatków...
>>Co stało się w Polsce po obniżeniu podatków z 40 do 32 %
>>Płace nie wzrosły (a przecież podatki hamują wzrost płac)
>>Może zamożni ludzie ufundowali setkę stypendiów?
>>Ojjj też nie...
>Odpowiadałem już na ten pseudo argument. Może jeszcze raz przeczytaj moje posty.
Czytałem i nie pisałeś ani o podwyżce płac, ani o masowym fundowaniu stypendiów. Twoja odpowiedź była ucieczką od odpowiedzi

>>>>Zamiast tworzyć utopijne idee czy nie lepiej dostosować je realiów?
>>>NO WŁAŚNIE! Czemu tworzysz utopijne socjalistyczne idee zamiast dostosować je do realiów?
>>Bo działają!
>Co działa?
Socjalizm
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Odpowiadałem już na ten pseudo argument. Może jeszcze raz przeczytaj moje posty.
>Czytałem i nie pisałeś ani o podwyżce płac, ani o masowym fundowaniu stypendiów.

Bo nie o tym pisaliśmy.

>>Co działa?
>Socjalizm

Który?
05-06-2015 06:14 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>>>Odpowiadałem już na ten pseudo argument. Może jeszcze raz przeczytaj moje posty.
>>Czytałem i nie pisałeś ani o podwyżce płac, ani o masowym fundowaniu stypendiów.
>Bo nie o tym pisaliśmy.
>>>Co działa?
>>Socjalizm
>Który?
Skandynawski

Stwierdziłeś kiedyś że socjaliści jedynie wdają to, co kiedyś liberalizm zarobił. Nadal czekam na odpowiedź kiedy w Polsce był liberalizm
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Kraje skandynawskie działają dobrze POMIMO socjalizmu. Poza tym pod wieloma względami mają tam większą wolność niż w Polsce, co pokazuje ten wskaźnik:http://static.wirtualnemedia.pl/media/images/2013/images/iwg2015-6.png

>Stwierdziłeś kiedyś że socjaliści jedynie wdają to, co kiedyś liberalizm zarobił. Nadal czekam na odpowiedź kiedy w Polsce był liberalizm

Już odpowiadałem na to pytanie.
05-06-2015 16:16 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>Kraje skandynawskie działają dobrze POMIMO socjalizmu. Poza tym pod wieloma względami mają tam większą wolność niż w Polsce, co pokazuje ten wskaźnik:http://static.wirtualnemedia.pl/media/images/2013/images/iwg2015-6.png
Ty piszesz o wolności czy o podatkach?

>>Stwierdziłeś kiedyś że socjaliści jedynie wdają to, co kiedyś liberalizm zarobił. Nadal czekam na odpowiedź kiedy w Polsce był liberalizm
>Już odpowiadałem na to pytanie.

Czyżby?
Ja napisałem, że już w 1918 wprowadzono w Polsce 8-godzinny dzień pracy jeszcze przed wojną wprowadzono płacę minimalną zasiłek dla bezrobotnych a państwowe firmy miały się całkiem dobrze. Socjalizmu było przed wojno moc więcej niż dziś

Więc kiedy??
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Ty piszesz o wolności czy o podatkach?

O jednym i drugim.

>>>Stwierdziłeś kiedyś że socjaliści jedynie wdają to, co kiedyś liberalizm zarobił. Nadal czekam na odpowiedź kiedy w Polsce był liberalizm
>>Już odpowiadałem na to pytanie.
>Czyżby?
>Ja napisałem, że już w 1918 wprowadzono w Polsce 8-godzinny dzień pracy jeszcze przed wojną wprowadzono płacę minimalną zasiłek dla bezrobotnych a państwowe firmy miały się całkiem dobrze. Socjalizmu było przed wojno moc więcej niż dziś
>Więc kiedy??

To są mało istotne szczegóły. Pisałem Ci przecież, że chodzi o względny liberalizm, w porównaniu do tego co jest teraz. Zresztą... socjaliści często piszą, że w Polsce nie ma socjalizmu, a przecież jest to wszystko o czym pisałeś. Znów posługujesz się ogólnikami.
05-06-2015 16:45 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>>Ty piszesz o wolności czy o podatkach?
>O jednym i drugim.
Na brak wolności nie narzekam. Jeśli nie wolno mi wjeżdżać na skrzyżowanie na czerwonym, to takie ograniczenia akceptuję

>>Ja napisałem, że już w 1918 wprowadzono w Polsce 8-godzinny dzień pracy jeszcze przed wojną wprowadzono płacę minimalną zasiłek dla bezrobotnych a państwowe firmy miały się całkiem dobrze. Socjalizmu było przed wojno moc więcej niż dziś
>>Więc kiedy??
>To są mało istotne szczegóły. Pisałem Ci przecież, że chodzi o względny liberalizm, w porównaniu do tego co jest teraz.
No to kiedy był ten względny liberalizm, który wytworzył aż tyle dobra, że ani wojna, (może nawet dwie) ani komunizm, ani zły prywatyzacje jeszcze pozostawiły dzisiejszym socjalistom tyle, że mogą do dziś te owoce dzielić?

>Zresztą... socjaliści często piszą, że w Polsce nie ma socjalizmu, a przecież jest to wszystko o czym pisałeś. Znów posługujesz się ogólnikami.
Tak, jest socjalizm jak cholera, Kulczyk płaci mniej podatku w Polsce niż salowa, ale socjalizm!
06-06-2015 19:52 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Tak, jest socjalizm jak cholera, Kulczyk płaci mniej podatku w Polsce niż salowa, ale socjalizm!
Długo może wieść Pan spór z wszystko wiedzącym dyskutantem, który twierdzi "Dyskusje z socjalistami zawsze wyglądają w ten sam sposób. Przedstawia się im argumenty, obala się ich stwierdzenia, a na końcu oni i tak zadadzą pytania, które mają na celu manipulację i są nieadekwatne do tematu, a potem stwierdzą, że rozmówca nie ma argumentów. Podałem kilka argumentów, które w normalnej dyskusji są argumentami kończącymi....".

W "Wyborczej" z 6-7 czerwca jest duży wywiad z prof. Mączyńską, którego przesłaniem jest stwierdzenie: "Wysokie podatki to niska cena za człowieczeństwo", ale co tam baba przy wybitnym ekonomiście Korwinie i jego uczniu Olsonie może wiedzieć. Jakie ktoś mógłby przedstawić tu kontrargumenty, gdy ci którzy się z Panem Olsonem nie zgadzają to tylko głupi socjaliści.

@@@
.
06-06-2015 20:57 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>.
>>Tak, jest socjalizm jak cholera, Kulczyk płaci mniej podatku w Polsce niż salowa, ale socjalizm!
>Długo może wieść Pan spór z wszystko wiedzącym dyskutantem, który twierdzi ...
Długo, ale już mnie znudziło łomotanie łbem o ścianę, choć jeden mam pożytek, że musiałem sięgnąć do literatury i sprawdzić ile wynosił przed wojną zasiłek i ile wynosiła płaca minimalna. Następnym razem sięgnę jednak (jeśli mi się będzie chciało) po oryginał K-Mikkego niż nędzną podróbę, która nawet nie rozumie znaczenia planów zagospodarowania przestrzennego.
Iwan Denisowicz też jest utraliberałem, ale jednak posługuje się argumentoma. Krystkon miał chore, wkurzające koncepcje ale własne. Olson to tylko kalka propagandy zarzucająca innym... uleganie propagandzie

>Jakie ktoś mógłby przedstawić tu kontrargumenty, gdy ci którzy się z Panem Olsonem nie zgadzają to tylko głupi socjaliści.

... i w dodatku nie mają pojęcia o prowadzeniu firmy, bo są tylko socjalistycznymi działaczami zawodowych związków.

Pozdrawiam
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Aha, czyli teraz szarley stosuje racjonalizacje, że jak przegrał dyskusję to z kimś kto... cośtam No, napisz coś jeszcze bo coraz ciekawiej się robi
07-06-2015 10:44 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Racjonalizm działa pomimo tego, że nie każdy myśli racjonalnie w wielu sytuacjach
jmf.wzr.pl/pim/2012_2_2_13.pdf

>Aha, czyli teraz szarley stosuje racjonalizacje, że jak przegrał dyskusję to z kimś kto... cośtam No, napisz coś jeszcze bo coraz ciekawiej się robi
Nie, tylko w końcu zrozumiał - co mu trudno przychodzi ze względu na szacunek dla ludzi niezależnie od ich poglądów,
że z nie każdym warto dyskutować: "Następnym razem sięgnę jednak (jeśli mi się będzie chciało) po oryginał K-Mikkego
niż nędzną podróbę",
że z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda, gdyż wierzącego nikt nie przekona, że białe jest białe,
a czarne jest czarne gdy on wierzy inaczej.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,664981#w665147
www.racjon(*)m.php/s,666989/z,0/d,5#w667894

@@@
.
07-06-2015 12:10 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Oj nie. Znów nie ma Pan argumentów i naiwnie wierzy Pan, że wystarczy napisać komuś, że nie warto z nim dyskutować lub jest głupi, tylko owinąć to w bawełnę. Same chwyty erystyczne w tych Waszysch lewicowych wypowiedziach, a argumentów oczywiście zero.

To co zrobił teraz szarley to zachowanie typowe dla forów w internecie. Niby koniec dyskusji ze mną, ale wspomina o mnie w innym poście i stara się zaatakować ad personam, bo czuje, że wtedy wygra, a teraz ma poczucie, że przegrywa. I tylko o to chodziło w tym poście.
07-06-2015 12:31 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> Oj nie. Znów nie ma Pan argumentów...
www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,666989#w667973

>Same chwyty erystyczne w tych Waszysch lewicowych wypowiedziach, a argumentów oczywiście zero.
Oczywiście zero!

@@@
.
06-06-2015 12:43 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Kraje skandynawskie działają dobrze POMIMO socjalizmu.
Tak jak nasze forum dobrze działa POMIMO racjonalizmu.

@@@
.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Nie. Racjonalizm działa pomimo tego, że nie każdy myśli racjonalnie w wielu sytuacjach
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Tak więc rozmawiamy różnymi językami
>(tym bardziej, że nie określając jednoznacznie wysokości podatku do której jest niezbędny a powyżej której jest kradzieżą, pozwalasz każdemu człowiekowi na w pełni uznaniowe decydowanie o tym czy płaci słusznie czy nie słusznie, a co za tym idzie, czy wolno mu kraść bo zagrabione czy nie wolno
>W tak relatywistycznym systemie nikt uczciwy nie będzie

Przecież tłumaczyłem, że nie chodzi o samą wysokość podatków, ale PRZEDE WSZYSTKIM o to na co zostaną one przeznaczone i o formę rządzenia. Czy to tak trudno pojąć? Gdyby ktoś zabrał mi cały mój majątek, zainwestował go i oddał mi stukrotność tego majątku to miałbym uznać to za kradzież? A jeśli ktoś kradnie mi 5 zł i kupuje sobie browara i chipsy to zdecydowanie jest to kradzież.

>>Jeśli podatki, które płacę nie idą na moje potrzeby, a ja potem nie mam na te potrzeby bo musiałem zapłacić podatki to mówimy o kradzieży.
>Nie. Wtedy mówimy o nadmiernym opodatkowaniu

Ok, to zabiorę Ci kasę i dam ją żulowi na ulicy bo jest biedny. To kradzież czy nadmierne opodarkowanie? Po co ta nowomowa lewacka mająca usprawiedliwić kradzież?

>>Nawet jeśli mam na potrzeby to mówimy o kradzieży, bo w praktyce wygląda to tak, że moje pieniądze idą na cele, na które w życiu bym nie wydał.
>nie. wtedy mówimy o przegranej Twojej opcji w politycznych wyborach

No i nieźle, że to się wiąże z zabieraniem mi kasy na to czego ja nie wybrałem. Może jeszcze mi powiedz, że to nie jest niewolnictwo to zabiję Cię śmiechem

>>Wręcz przeciwnie - wydałbym na ich przeciwieństwo! Obywatele sami powinni dysponować swoimi pieniędzmi i decydować na co je wydadzą.
>Piękne hasło, ale jeno hasło dopóki nie ubierzesz go w konkret.

To już jest konkret. Nikt nie ma prawa zabierać mi pieniędzy i ich wydawać na swoje cele. Jeśli już by mi je zabrał, ale dobrze zainwestował to mógłbym mu to wybaczyć po fakcie. Tymczasem obecny socjalizm tak nigdzie nie działa.

>Goowno mnie obchodzi czy będzie droga ze Słupska do Gdańska, więc nie godzę się na wydawanie na nią moich pieniędzy. Czy o to chodzi?

Między innymi, ale nie do końca. Drogę z Słupska do Gdańska powinni budować ludzie, którzy mają w tym swój interes. Gdyby ktoś przekonał mnie, że to mój interes to mógłbym się do tego dołożyć. Gdybym miał wolne fundusze, a ktoś przekonałby mnie, że ktoś na tym skorzysta, a bez takich składek nie będzie tego miał i będzie z tego powodu cierpiał to też się dołożę. Jednak jeśli to jest budowa drogi tylko po to żeby ktoś potem mógł zarobić na łapówce, a firma budowlana mogłaby zarobić pieniądze na nikomu niepotrzebnej pracy to jestem przeciwko. Ale to jest mało istotne. Ważniejsze jest to, że pieniądze idą na rzeczy, których nie popieram, albo na takie, które powinny należeć do zakresu odpowiedzialności kogoś innego. Ewentualnie może to być wspólny budżet na budowę dróg i wtedy można powiedzieć, że zapłaciłem za budowę drogi z Katowic do Poznania, z której skorzystam. No bo prawie kazdy korzysta z jakichś dróg.

>A bez demagogii?

Właśnie obaliłem tym przykładem Twoją demagogię...

>Bo zawdzięczasz wszystko to co wymieniłem

Czyli co? Nie ma tam żadnych konkretów, które by mnie przekonały.

>>W socjalizmie chodzi o regulację rynku, a z tym się zupełnie nie zgadzam.
>Kolejne słowo którego używasz a nie rozumiesz

Już naprawdę nie stać Cię było na wymyślenmie jakiegoś argumentu? Nawet głupiego, ale argumentu zamiast erystyki, która w dodatku kiepsko Ci wychodzi?

>Nie, a gdzie tak jest???

W SOCJALIZMIE.

>Igrasz z liczbami w rozmowie z matematykiem? ryzykujesz

Nie igram z liczbami i nie obchodzi mnie kim jesteś, czy też to co o sobie napiszesz. Na samą obsługę podatków idzie sporo pieniędzy i o to chodziło w tym przykładzie. Naprawdę myślisz, że ten sposób retoryki jest przekonujący? Dadzą Ci plusy jedynie socjaliście z przekonania, którzy podzielają Twoją wiarę.

>I tu się różnimy zasadniczo. Uważam, że mniejszy obrót pieniędzy na rynku jest skutkiem koncentracji kapitału w liberalnim systemie. Socjalistyczny wzrost płac robotnikom zamiast prezesowi zwiększa ilość pieniędzy na rynku (bez wzrostu ich łącznej ilości)

A coż to za doktryna? To socjalizm zmniejsza liczbę pieniędzy na rynku, tak jak napisałem. Tzn może zwiększa liczbę banknotów za sprawą wzrostu inflacji Ty sobie rzucasz ogólnik, bez żadnej argumentacji. Kolejny raz.

>>>>Gdyby wszystkie były prywatne ich poziom by wzrósł.
>>>Kolejny liberalny dogmat który mam przyjąć na wiarę?
>>Wystarczy na logikę. Wtedy dogmat zamienia się w zrozumienie. Jeśli ktoś nie rozumie, że 2+2=4 też może mówić, że to tylko dogmat i że on w to nie wierzy.
>A bez demagogii?
>Wiesz, ja wolę dowody zamiast haseł: "Wystarczy na logikę."

Ok, już tłumaczę łopatologicznie. Myślałem, że inteligentna osoba zrozumuie, ale jak widać się pomyliłem, albo przeceniłem Twój intelekt. Konkurencja powoduje wzrost poziomu, ponieważ uczelni opłaca się być lepszą, bo to oznacza większe pieniądze.
05-06-2015 06:21 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>Ewentualnie może to być wspólny budżet na budowę dróg i wtedy można powiedzieć, że zapłaciłem za budowę drogi z Katowic do Poznania, z której skorzystam. No bo prawie kazdy korzysta z jakichś dróg.
Czyli każda droga oprócz tej z mojego domu do powiatu to kradzież, bo JA z innej nie korzystam!
Howghk

>>Nie, a gdzie tak jest???
>W SOCJALIZMIE.

Z Olsona nr 1
Zabieranie właścicielowi jednej i firmy i przekazywanie drugiemu? jest w socjaliźmie
Z Olsona nr 2
W Polsce jest socjalizm

Wybacz, ale doucz się trochę o pomocy publicznej

>>Igrasz z liczbami w rozmowie z matematykiem? ryzykujesz
>Nie igram z liczbami i nie obchodzi mnie kim jesteś, czy też to co o sobie napiszesz. Na samą obsługę podatków idzie sporo pieniędzy i o to chodziło w tym przykładzie.
Ale podatki są konieczne (wg Ciebie) i zawsze te koszta trzeba ponieść

>>>>>Gdyby wszystkie były prywatne ich poziom by wzrósł.
>>>>Kolejny liberalny dogmat który mam przyjąć na wiarę?
>>>Wystarczy na logikę. Wtedy dogmat zamienia się w zrozumienie. Jeśli ktoś nie rozumie, że 2+2=4 też może mówić, że to tylko dogmat i że on w to nie wierzy.
>>A bez demagogii?
>>Wiesz, ja wolę dowody zamiast haseł: "Wystarczy na logikę."
>Ok, już tłumaczę łopatologicznie. Myślałem, że inteligentna osoba zrozumuie, ale jak widać się pomyliłem, albo przeceniłem Twój intelekt. Konkurencja powoduje wzrost poziomu, ponieważ uczelni opłaca się być lepszą, bo to oznacza większe pieniądze.
Najbardziej opłaca się handel dyplomami, To właśnie widzę na prywatnych uczelniach
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Czyli każda droga oprócz tej z mojego domu do powiatu to kradzież, bo JA z innej nie korzystam!
>Howghk

Panie erysto proponuję jeszcze raz przeczytać to co napisałem, a potem się wypowiadać, ok? Bo mam wrażenie, że rozmawiam z kimś upośledzonym umysłowo kto nie potrafi czytać ze zrozumieniem. Każdy powinien dbać o swoje. Mieszkańcy Krakowa powinni składać się na drogi w Krakowie, a mieszkańcy Warszawy powinni składać się na drogi w Warszawie. Oczywiście jeśli jest taka konieczność. Naprawdę próba przeinaczenia tego co piszę jest żałosna.

>Z Olsona nr 1
>Zabieranie właścicielowi jednej i firmy i przekazywanie drugiemu? jest w socjaliźmie
>Z Olsona nr 2
>W Polsce jest socjalizm
>Wybacz, ale doucz się trochę o pomocy publicznej

Znów argumentu brak. Wszystko z czym się nie zgadzasz i na co nie umiesz odpowiedzieć możesz podsumować w ten sposób. Może Ty się doucz. Oczywiście, że w Polsce jest socjalizm i oczywiście, że jedną z cech socjalizmu jest pompowanie pieniędzy w sektory przynoszące straty, bo socjaliści wychodzą z założenia, że trzeba ratować firmę. Stąd państwowe molochy psujące rynek. Poza tym istnieją dofinansowania. Właściciel lepszej firmy, która wygrywa konkurencję jest zmuszony płacić większy podatek (o ile go nie omija) i konkurencja dostaje z tego dofinansowanie.

>Najbardziej opłaca się handel dyplomami, To właśnie widzę na prywatnych uczelniach

Udowodnij.
05-06-2015 16:13 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>>Czyli każda droga oprócz tej z mojego domu do powiatu to kradzież, bo JA z innej nie korzystam!
>>Howghk
>Panie erysto proponuję jeszcze raz przeczytać to co napisałem, a potem się wypowiadać, ok? Bo mam wrażenie, że rozmawiam z kimś upośledzonym umysłowo kto nie potrafi czytać ze zrozumieniem. Każdy powinien dbać o swoje. Mieszkańcy Krakowa powinni składać się na drogi w Krakowie, a mieszkańcy Warszawy powinni składać się na drogi w Warszawie.
Tak, dlatego nie powinienem finansować drogi z Gdańska do Słupska. Czy o to Ci chodzi?

Oczywiście jeśli jest taka konieczność. Naprawdę próba przeinaczenia tego co piszę jest żałosna.
>>Z Olsona nr 1
>>Zabieranie właścicielowi jednej i firmy i przekazywanie drugiemu? jest w socjaliźmie
>>Z Olsona nr 2
>>W Polsce jest socjalizm
>>Wybacz, ale doucz się trochę o pomocy publicznej
>Znów argumentu brak. Wszystko z czym się nie zgadzasz i na co nie umiesz odpowiedzieć możesz podsumować w ten sposób. Może Ty się doucz. Oczywiście, że w Polsce jest socjalizm i oczywiście, że jedną z cech socjalizmu jest pompowanie pieniędzy w sektory przynoszące straty,
Które???? Jakiś przykład?

>>Najbardziej opłaca się handel dyplomami, To właśnie widzę na prywatnych uczelniach
>Udowodnij.
serwisy.ga(*)Y_bhueFMwNnnQfSK1kihoC2hnw_wcB
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Tak, dlatego nie powinienem finansować drogi z Gdańska do Słupska. Czy o to Ci chodzi?

Mi w ogóle nie chodzi o żadną drogę z Gdańska do Słupska i nie ja jestem od tego żeby mówić Ci co powinieneś robić, a czego nie powinieneś. Finansuj sobie co chcesz, ale mnie do tego nie zmuszaj.

>>Znów argumentu brak. Wszystko z czym się nie zgadzasz i na co nie umiesz odpowiedzieć możesz podsumować w ten sposób. Może Ty się doucz. Oczywiście, że w Polsce jest socjalizm i oczywiście, że jedną z cech socjalizmu jest pompowanie pieniędzy w sektory przynoszące straty,
>Które???? Jakiś przykład?

Państwowe firmy, które przynoszą straty, ale politycy decydują się pompować tam pieniądze. Nie wiem jak jest dzisiaj bo od jakiegoś czasu przestałem się tym interesować, ale kiedyś takich przykładów było mnóstwo.

>serwisy.ga(*)Y_bhueFMwNnnQfSK1kihoC2hnw_wcB

No i?

Poza tym to polskie uczelnie, a ja pisałem o sytuacji gdzie wszystkie uczelnie są prywatne. Polska nie spełnia tego warunku więc przykład z góry można odrzucić nawet nie czytając.

Pobieżnie przejrzałem to co wkleiłeś i nie widzę tam dowodu na handel dyplomami. Jeśli masz takie dowody to powinieneś zgłosić przestępstwo. W przeciwnym przypadku sam je popełniasz.
05-06-2015 16:41 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>>Tak, dlatego nie powinienem finansować drogi z Gdańska do Słupska. Czy o to Ci chodzi?
>Mi w ogóle nie chodzi o żadną drogę z Gdańska do Słupska i nie ja jestem od tego żeby mówić Ci co powinieneś robić, a czego nie powinieneś. Finansuj sobie co chcesz, ale mnie do tego nie zmuszaj.
A czy ja Cię zmuszam?? Nie zapłaciłeś ani grosza podatku na drogi w moim kraju

>>>Znów argumentu brak. Wszystko z czym się nie zgadzasz i na co nie umiesz odpowiedzieć możesz podsumować w ten sposób. Może Ty się doucz. Oczywiście, że w Polsce jest socjalizm i oczywiście, że jedną z cech socjalizmu jest pompowanie pieniędzy w sektory przynoszące straty,
>>Które???? Jakiś przykład?
>Państwowe firmy, które przynoszą straty, ale politycy decydują się pompować tam pieniądze. Nie wiem jak jest dzisiaj bo od jakiegoś czasu przestałem się tym interesować, ale kiedyś takich przykładów było mnóstwo.
Podaj choć jeden

>>serwisy.ga(*)Y_bhueFMwNnnQfSK1kihoC2hnw_wcB
>No i?
>Poza tym to polskie uczelnie, a ja pisałem o sytuacji gdzie wszystkie uczelnie są prywatne. Polska nie spełnia tego warunku więc przykład z góry można odrzucić nawet nie czytając.
Wszystko można odrzucić nie czytając.
Niewiedza uspawiedliwia odrzucenie każdej wiedzy

>Pobieżnie przejrzałem to co wkleiłeś i nie widzę tam dowodu na handel dyplomami. Jeśli masz takie dowody to powinieneś zgłosić przestępstwo. W przeciwnym przypadku sam je popełniasz.
Handel dyplomami, czyli przyznawanie tytułu po bardzo obniżonych wymaganiach, bo student płaci
Ty serio nie widzisz tego?
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>A czy ja Cię zmuszam?? Nie zapłaciłeś ani grosza podatku na drogi w moim kraju

Nie chodzi mi o Twój kraj. Nie ma to nic do rzeczy. A czy zmuszasz do płacenia podatków na drogę z Słupska do Gdańska? Nie, bo nie masz takiej mocy sprawczej, ale postulujesz taki przymus. Albo tylko głupio pytasz, bo w zasadzie wprost takiego postulatu się u Ciebie nie doszukałem.

>>Państwowe firmy, które przynoszą straty, ale politycy decydują się pompować tam pieniądze. Nie wiem jak jest dzisiaj bo od jakiegoś czasu przestałem się tym interesować, ale kiedyś takich przykładów było mnóstwo.
>Podaj choć jeden

Stocznie, kopalnie, huty, szpitale LOT: serwisy.ga(*)dzetu_moze_nie_wystarczyc.html
No i oczywiście ZUS.

>Wszystko można odrzucić nie czytając.
>Niewiedza uspawiedliwia odrzucenie każdej wiedzy

Miałeś podać dowody, a ich tam nie ma. W ogóle przykład jest nieadekwatny bo dotyczy Polski, więc z góry wiadomo, że nie jest to tym o co pytałem.

>Handel dyplomami, czyli przyznawanie tytułu po bardzo obniżonych wymaganiach, bo student płaci
>Ty serio nie widzisz tego?
>

Nie. Udowodnij to.
05-06-2015 17:13 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>>>Państwowe firmy, które przynoszą straty, ale politycy decydują się pompować tam pieniądze. Nie wiem jak jest dzisiaj bo od jakiegoś czasu przestałem się tym interesować, ale kiedyś takich przykładów było mnóstwo.
>>Podaj choć jeden
>Stocznie, kopalnie, huty, szpitale LOT:
Czy ich plajta opłacałaby się małym i średnim firmom ktorych bronisz?

>No i oczywiście ZUS.
No, sam twierdzisz, że obecne emerytury należy wypłacac

>>Wszystko można odrzucić nie czytając.
>>Niewiedza uspawiedliwia odrzucenie każdej wiedzy
>Miałeś podać dowody, a ich tam nie ma. W ogóle przykład jest nieadekwatny bo dotyczy Polski, więc z góry wiadomo, że nie jest to tym o co pytałem.

>>Handel dyplomami, czyli przyznawanie tytułu po bardzo obniżonych wymaganiach, bo student płaci
>>Ty serio nie widzisz tego?
>Nie. Udowodnij to.
Błaźnisz się
Pa
05-06-2015 10:13 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)

>Przecież tłumaczyłem, że nie chodzi o samą wysokość podatków, ale PRZEDE WSZYSTKIM o to na co zostaną one przeznaczone i o formę rządzenia. Czy to tak trudno pojąć? Gdyby ktoś zabrał mi cały mój majątek, zainwestował go i oddał mi stukrotność tego majątku to miałbym uznać to za kradzież? A jeśli ktoś kradnie mi 5 zł i kupuje sobie browara i chipsy to zdecydowanie jest to kradzież.

>Ok, to zabiorę Ci kasę i dam ją żulowi na ulicy bo jest biedny. To kradzież czy nadmierne opodarkowanie? Po co ta nowomowa lewacka mająca usprawiedliwić kradzież?

>No i nieźle, że to się wiąże z zabieraniem mi kasy na to czego ja nie wybrałem. Może jeszcze mi powiedz, że to nie jest niewolnictwo to zabiję Cię śmiechem

>To już jest konkret. Nikt nie ma prawa zabierać mi pieniędzy i ich wydawać na swoje cele. Jeśli już by mi je zabrał, ale dobrze zainwestował to mógłbym mu to wybaczyć po fakcie. Tymczasem obecny socjalizm tak nigdzie nie działa.

>Między innymi, ale nie do końca. Drogę z Słupska do Gdańska powinni budować ludzie, którzy mają w tym swój interes. Gdyby ktoś przekonał mnie, że to mój interes to mógłbym się do tego dołożyć.

>Właśnie obaliłem tym przykładem Twoją demagogię...

>Czyli co? Nie ma tam żadnych konkretów, które by mnie przekonały.

>Już naprawdę nie stać Cię było na wymyślenmie jakiegoś argumentu? Nawet głupiego, ale argumentu zamiast erystyki, która w dodatku kiepsko Ci wychodzi?

>W SOCJALIZMIE.

>Nie igram z liczbami i nie obchodzi mnie kim jesteś, czy też to co o sobie napiszesz. Na samą obsługę podatków idzie sporo pieniędzy i o to chodziło w tym przykładzie. Naprawdę myślisz, że ten sposób retoryki jest przekonujący? Dadzą Ci plusy jedynie socjaliście z przekonania, którzy podzielają Twoją wiarę.

>A coż to za doktryna? To socjalizm zmniejsza liczbę pieniędzy na rynku, tak jak napisałem. Tzn może zwiększa liczbę banknotów za sprawą wzrostu inflacji Ty sobie rzucasz ogólnik, bez żadnej argumentacji. Kolejny raz.

>Ok, już tłumaczę łopatologicznie. Myślałem, że inteligentna osoba zrozumuie, ale jak widać się pomyliłem, albo przeceniłem Twój intelekt. Konkurencja powoduje wzrost poziomu, ponieważ uczelni opłaca się być lepszą, bo to oznacza większe pieniądze.
Znów ściana tekstu, idiotyczne wymysły, epitety i zero konkretów.

@@@
.
05-06-2015 14:53 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Znów ściana tekstu, idiotyczne wymysły, epitety i zero konkretów.@@@
>.
>

Naprawdę tylko na tyle Pana stać?
02-06-2015 10:35 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Mogę odnosić się tylko do tego co Pan pisze, a nie tego co Pan ma myśli.
>Po prostu nie wszystko co piszę jest rozumiane.
Zdecydowanie nie wszystko. Najlepiej zrozumiane jest epitetowanie zamiast argumentów tych, z którymi Pan się nie zgadza ideologicznie.

>Pan nie musiał.
Dziękuję za pozwolenie.

>Nie wszyscy są tacy sami.
Zdecydowanie nie wszyscy. Tu nawet można powiedzieć, że wszyscy się różnimy.

>Z tego się wyrasta więc nadszedł okres identyfikacji z ideami.
To mi pozostało do teraz. Uważam się za lewicowego humanistę i racjonalistę światopoglądowego.
>Dla tej dyskusji nie ma znaczenia za kogo się Pan uważa.
Oczywiście dla tej dyskusji ma tylko znacznie Pańskie wyznanie wiary i to za kogo Pan się uważa.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,0/s,666989#w667098
Według mnie dla każdej dyskusji światopoglądowej ma wprost podstawowe znaczenie, kto to pisze i uczciwość intelektualna wymaga takiego samookreślenia. Nawet te same zdania napisane np. przez Korwinistę i socjaldemokratę mają zupełnie inne znaczenie.

> Sens to iluzja polegająca na wierze, że to co robię ma właśnie sens.
A co w takim razie iluzją nie jest? (Lubi Pan używać tego wieloznacznego i niedookreślonego terminu.)
>Różne rzeczy nie są iluzją. To pytanie jest pozbawione sensu Wiele elementów ludzkiego życia to iluzja. Ludzie żyją w matriksie własnych przekonań.
"Różne rzeczy nie są iluzją. Ludzie żyją w matriksie własnych przekonań". Tak, już samo zestawienie tych dwóch zdań pokazuje nam jak głęboki sens mają Pańskie wywody.

Sens dotyczy tylko ludzkiej (samo)świadomości i do niej tylko jest ograniczonym. Reszta to "prawa przyrody".
> Sens to pojęcie czysto logiczne
Tak, a więc jak teraz rozumiem Pańskie pytanie: Jaki jest sens wiary? Wiara komuś w jakieś głupoty jest bezwartościowa. Ale jest jeszcze drugi rodzaj wiary - wiara w kogoś czyli wiara, że ten ktoś jest dobry. Wierzę w swoich bliskich, w dobrych ludzi, ale nie wierzę nikomu, w poście inicjującym wątek było czysto logiczne i ta deklaracja miała głęboki sens dla naszej rozmowy.

> i wygląda na to, że realny sens nie istnieje,
Dla kogo? Dla Pana?
pl.wikipedia.org/wiki/Sens_(filozofia)
pl.wikipedia.org/wiki/Sens_życia

>ale ludzie używają takiego terminu.
Używają go z sensem i sens jego użycia rozumieją.

Całe życie byłem człowiekiem ideowym, choć starałem się nigdy nie podporządkować żadnej wierze/ideologii. Byłem i jestem indywidualistą. Dla mnie idee - wolności i tolerancji miały duże znaczenie, ale sądzę, że inaczej rozumiemy ich znaczenie. Na przykład wolność, to nie wolność do nieokiełzanej chciwości z jednej strony i do spania pod mostem z drugiej - tylko wolność do samorealizacji każdego według jego talentów.
>Nie każdy ma talenty.
Zdecydowanie nie każdy, ale pisać teraz każdy może. Mamy demokrację i internet.
Wiem, iż czytanie książek - szczególnie tych grubych - jest trudne, ale może warto przeczytać choćby własne teksty przed ich upublicznieniem.

@@@
.
04-06-2015 04:05 
 Ocena 2 na 2
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Po prostu nie wszystko co piszę jest rozumiane.
>Zdecydowanie nie wszystko. Najlepiej zrozumiane jest epitetowanie zamiast argumentów tych, z którymi Pan się nie zgadza ideologicznie.

Cieszę się, że przyznaje mi Pan rację, że tylko tyle rozumie Pan z moich postów. To ułatwia sprawę, bo nie trzeba dyskutować o argumentach skoro Pan i tak odbierze je jako atak na swoją pozycję guru na tym forum.

>>Pan nie musiał.
>Dziękuję za pozwolenie.

Jeśli Pan go potrzebował to proszę bardzo

>Oczywiście dla tej dyskusji ma tylko znacznie Pańskie wyznanie wiary i to za kogo Pan się uważa.
>www.racjon(*)m.php/z,0/d,0/s,666989#w667098
>Według mnie dla każdej dyskusji światopoglądowej ma wprost podstawowe znaczenie, kto to pisze i uczciwość intelektualna wymaga takiego samookreślenia. Nawet te same zdania napisane np. przez Korwinistę i socjaldemokratę mają zupełnie inne znaczenie.

Jeśli ktoś lubi szufladkować ludzi to ma to znaczenie. Ja pisałem o tym co uważałem za sensowne, a przestałem wraz z większym zrozumieniem. Logicznie żaden sens nie istnieje. Istnieje dopiero kiedy wierzymy w to, że istnieje i o tym jest ten wątek.

> "Różne rzeczy nie są iluzją. Ludzie żyją w matriksie własnych przekonań". Tak, już samo zestawienie tych dwóch zdań pokazuje nam jak głęboki sens mają Pańskie wywody.

Pyta Pan o to co nie jest iluzją, to tak jakbym zapytał co nie jest telewizorem, albo lampą. Zostaje cała reszta. Dlatego to pytanie jest absurdalne i odpowiedź może brzmieć absurdalnie. Taki był Pana cel?

To, że ludzie żyją w matriksie własnych przekonań jest wiedzą oczywistą dla racjonalistów. Choćby dlatego obala się twierdzenia religijne, oparte właśnie o przekonania. Wiara i przekonanie to nie to samo. Wiara, o której piszę istnieje pomimo przekonania.

>Sens dotyczy tylko ludzkiej (samo)świadomości i do niej tylko jest ograniczonym. Reszta to "prawa przyrody".

Tak samo jak to, że widzi Pan krzesło i nazywa je krzesłem, wyodrębnia jako osobny obiekt, też dotyczy Pańskiej świadomości. Sens to jedno z pojęć, które tworzy logiczny umysł. Człowiek, który czuje się przyjemnie i ma dobre wyobrażenie o przyszłości może to opisać i rozciągnąć na jakiś opisowy cel swojego życia. Ktoś odczuwa przyjemność (nie sens!) i opisuje to, że ta przyjemność jest celem jego życia (teraz mamy sens). A więc sens jest czysto logiczny i zawiera w sobie uczucie szczęścia.

>> i wygląda na to, że realny sens nie istnieje,
>Dla kogo? Dla Pana?
>pl.wikipedia.org/wiki/Sens_(filozofia)
>pl.wikipedia.org/wiki/Sens_życia
>>ale ludzie używają takiego terminu.
>Używają go z sensem i sens jego użycia rozumieją.

Co z tego wynika? Nic. Sensu od tego nie przybędzie.

>>Nie każdy ma talenty.
>Zdecydowanie nie każdy, ale pisać teraz każdy może. Mamy demokrację i internet.
> Wiem, iż czytanie książek - szczególnie tych grubych - jest trudne, ale może warto przeczytać choćby własne teksty przed ich upublicznieniem.
>@@@
>.
>

Dla kogo trudne, dla tego trudne

Rozumiem, że Pan czyta własne teksty przed wysłaniem, a mimo tego nie zawsze są one trafne. Czasem tak i to bardzo, a często po prostu chce Pan wszędzie zaznaczyć swoją obecność, wygłosić zdanie, wkleić kilka linków nie na temat żeby pochwalić się dobrymi wypowiedziami i zareklamować swoją osobę.
04-06-2015 15:42 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Stale stosuje Pan tu swoją metodę:
"Podałem kilka argumentów, które w normalnej dyskusji są argumentami kończącymi, ale one w ogóle nie doczekały się odpowiedzi", w której uznaje Pan atak na osobę i zaepitowanie jej np. "socjalistą" za jakieś tam nieodparte argumenty. Szkoda, iż tak niewiele merytorycznych argumentów ad rem potrafi wyartykułować.

>Po prostu nie wszystko co piszę jest rozumiane.
Zdecydowanie nie wszystko. Najlepiej zrozumiane jest epitetowanie zamiast argumentów tych, z którymi Pan się nie zgadza ideologicznie.
>Cieszę się, że przyznaje mi Pan rację,
Przyznaję Panu rację? A w czym? W tym, iż epitetowanie, które Pan nagminnie tu stosuje jest lepsze od merytorycznych argumentów, których Panu najczęściej brak?

>To ułatwia sprawę, bo nie trzeba dyskutować o argumentach skoro Pan i tak odbierze je jako atak na swoją pozycję guru na tym forum.
Tak, jak już napisałem wielokrotnie napisałem, to niewielkie ma znaczenie czy wzajemnie się rozumiemy, gdyż oddajemy teksty pod publiczną ocenę wszystkich potencjalnych czytelników. Jestem już tu od dawna i ponieważ zdarzyło się, że wielu osobom ewidentnie wykazałem, iż publikują bzdury, to ma Pan wielkie szanse na ogromną ich akceptację i teraz to Panu bliżej tu do guru. Tym bardziej, że nigdy i nigdzie ani "robić za autorytet" nie chciałem, ani nie musiałem.

Z poprzedniego posta:
>Sens to iluzja polegająca na wierze, że to co robię ma właśnie sens.
A co w takim razie iluzją nie jest? (Lubi Pan używać tego wieloznacznego i niedookreślonego terminu.)
>Różne rzeczy nie są iluzją. To pytanie jest pozbawione sensu Wiele elementów ludzkiego życia to iluzja. Ludzie żyją w matriksie własnych przekonań.
"Różne rzeczy nie są iluzją. Ludzie żyją w matriksie własnych przekonań". Tak, już samo zestawienie tych dwóch zdań pokazuje nam jak głęboki sens mają Pańskie wywody.
Sens dotyczy tylko ludzkiej (samo)świadomości i do niej tylko jest ograniczonym. Reszta to "prawa przyrody".

>Sens to pojęcie czysto logiczne
Tak, a więc jak teraz rozumiem Pańskie pytanie: Jaki jest sens wiary? Wiara komuś w jakieś głupoty jest bezwartościowa. Ale jest jeszcze drugi rodzaj wiary - wiara w kogoś czyli wiara, że ten ktoś jest dobry. Wierzę w swoich bliskich, w dobrych ludzi, ale nie wierzę nikomu, w poście inicjującym wątek było czysto logiczne i ta deklaracja miała głęboki sens dla naszej rozmowy.

> i wygląda na to, że realny sens nie istnieje,
Dla kogo? Dla Pana?
pl.wikipedia.org/wiki/Sens_(filozofia)
pl.wikipedia.org/wiki/Sens_życia

>ale ludzie używają takiego terminu.
Używają go z sensem i sens jego użycia rozumieją.

>Sens to pojęcie czysto logiczne. Logicznie żaden sens nie istnieje.
Następny nauczyciel logiki nam się tu objawił.
www.racjon(*).php/s,612740/z,0/d,20#w614787

>Istnieje dopiero kiedy wierzymy w to, że istnieje i o tym jest ten wątek.
Czysty solipsyzm. To "istnienie", to na podobieństwo "świata nadprzyrodzonego", czy też "obiektywnie istniejącej rzeczywistości"?

>Pyta Pan o to co nie jest iluzją, to tak jakbym zapytał co nie jest telewizorem, albo lampą.
Uważa Pan to za uzasadnione zestawienie?

>Cieszę się, że przyznaje mi Pan rację, że tylko tyle rozumie Pan z moich postów. To ułatwia sprawę, bo nie trzeba dyskutować o argumentach skoro Pan i tak odbierze je jako atak na swoją pozycję guru na tym forum.
Tak, nie rozumiem po co plącze się Pan we własnych nogach. Uważa Pan, iż takimi stwierdzeniami to mnie tu skompromituje?
www.racjon(*)m.php/s,665367/z,0/d,7#w666166
www.racjon(*)m.php/s,665367/z,0/d,7#w666172
www.racjon(*).php/s,665367/z,0/d,11#w666750

> Zostaje cała reszta.
Jaka reszta? Reszta poza telewizorem i lampą?

> Dlatego to pytanie jest absurdalne i odpowiedź może brzmieć absurdalnie.
Pytanie o rozumienie słów i pojęć w Pańskim matriksie jest absurdalne?

>To, że ludzie żyją w matriksie własnych przekonań jest wiedzą oczywistą dla racjonalistów.
A Pan zapisał się do Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów i teraz może pisać w ich imieniu? No cóż ja jestem bezpartyjny.

>Nie każdy ma talenty.
Zdecydowanie nie każdy, ale pisać teraz każdy może. Mamy demokrację i internet.
Wiem, iż czytanie książek - szczególnie tych grubych - jest trudne, ale może warto przeczytać choćby własne teksty przed ich upublicznieniem.
>Dla kogo trudne, dla tego trudne
Oczywiście skąd mógłby pomyśleć o Panu? Ale oczytaniem nie trzeba się chwalić ono samo wyłazi i tak samo jak głupotę trudno je ukryć.

>Rozumiem, że Pan czyta własne teksty przed wysłaniem, a mimo tego nie zawsze są one trafne.
Nie, nie zawsze i nawet tego nie zakładam.

>Czasem tak i to bardzo, a często po prostu chce Pan wszędzie zaznaczyć swoją obecność, wygłosić zdanie, wkleić kilka linków nie na temat żeby pochwalić się dobrymi wypowiedziami i zareklamować swoją osobę.
Tak, zdecydowanie ma Pan rację i dlatego powtarzam tu stale, iż nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami. Każdy może sobie sam zestawić posty różnych forumowiczów i dokonać oceny porównawczej. Czy uważa Pan naszych czytelników za tak mało inteligentnych, iż sami nie zauważą, że Bogusławski "chce wszędzie zaznaczyć swoją obecność, wygłosić zdanie, wkleić kilka linków nie na temat żeby pochwalić się dobrymi wypowiedziami i zareklamować swoją osobę"
i musi Pan wszystkim powiedzieć. Ja tam odwrotnie - jestem mocno przekonanym, iż samodzielnie myśląca inteligencja ciągle stanowi tu większość.

@@@
.
04-06-2015 16:50 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
To nie moja wina, że nie potrafi Pan odpowiadać na argumenty i próbuje Pan przedstawić moje wypowiedzi jako epitety żeby nie trzeba było odpowiadać na te niewygodne argumenty. Podobnie jak Pan Szarley, który dostał odpowiedź na pytanie o obniżenie podatków z 40% do 32%, a teraz znowu pyta o to samo. Mam zacytować te argumenty? Ok, za chwilę zbiorę je w jednym poście. Same konkrety w punktach żeby nie dało się ich ominąć i zarzucić manipulacji (w ten sposób sam Pan manipuluje).

>Przyznaję Panu rację? A w czym? W tym, iż epitetowanie, które Pan nagminnie tu stosuje jest lepsze od merytorycznych argumentów, których Panu najczęściej brak?

W tym, że uważa Pan, że epitetowanie jest najlepszym sposobem. Zarzucałem to Panu, a Pan się do tego przyznał Tam przecież nie było mowy o mnie, tylko o Panu

>Tak, jak już napisałem wielokrotnie napisałem, to niewielkie ma znaczenie czy wzajemnie się rozumiemy, gdyż oddajemy teksty pod publiczną ocenę wszystkich potencjalnych czytelników. Jestem już tu od dawna i ponieważ zdarzyło się, że wielu osobom ewidentnie wykazałem, iż publikują bzdury, to ma Pan wielkie szanse na ogromną ich akceptację i teraz to Panu bliżej tu do guru. Tym bardziej, że nigdy i nigdzie ani "robić za autorytet" nie chciałem, ani nie musiałem.

Naprawdę, nie musi się Pan tłumaczyć. Wykazał Pan innym jedynie swoją opinię na temat wpisów innych użytkowników. A czy są to bzdury to z całym szacunkiem, ale to nie należy do Pana oceny. Może Pan najwyżej przedstawić to jako swoje zdanie, a Panu się wydaje, że to obiektywne prawdy, a Pan ma zawsze rację.

>>Sens to pojęcie czysto logiczne. Logicznie żaden sens nie istnieje.
>Następny nauczyciel logiki nam się tu objawił.

A to argument czy epitet?

>>Pyta Pan o to co nie jest iluzją, to tak jakbym zapytał co nie jest telewizorem, albo lampą.
>Uważa Pan to za uzasadnione zestawienie?

Oczywiście, że tak. Ciężko odpowiadać na pytanie czym coś (cokolwiek) nie jest.

>Pytanie o rozumienie słów i pojęć w Pańskim matriksie jest absurdalne?

Absurdalne jest pytanie o to co nie jest iluzją. Podobnie jak pytanie czym nie jest krzesło, albo lampa. Kim nie jest Pan Bogusławski? A może warto postawić inne pytanie - czym coś jest? To by znacznie ułatwiło sprawę.

>Oczywiście skąd mógłby pomyśleć o Panu? Ale oczytaniem nie trzeba się chwalić ono samo wyłazi i tak samo jak głupotę trudno je ukryć.

Wiele przykładów pokazuje, że samo czytanie książek nie wystarczy. Trzeba jeszcze zrozumieć i zdjąć z oczu klapki, które tworzą iluzję, że jest się wszechwiedzącym i ma się zawsze rację, a kiedy się z kimś nie zgadza to trzeba zrobić idiotę z interlokutora Przeważnie jednak wychodzi na odwrót.
04-06-2015 17:50 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>To nie moja wina,
Oczywiście jaka to może być Pana wina, że Pan sam sobie odpowiada.

>Sens to pojęcie czysto logiczne. Logicznie żaden sens nie istnieje.
Następny nauczyciel logiki nam się tu objawił.
>www.racjon(*).php/s,612740/z,0/d,20#w614787
>A to argument czy epitet?
Przecież to oczywiste - ewidentne wykazanie bzdur, które ktoś wypisuje może być tylko epitetem.

Z poprzedniego posta:
>Nie każdy ma talenty.
Zdecydowanie nie każdy, ale pisać teraz każdy może. Mamy demokrację i internet.
Wiem, iż czytanie książek - szczególnie tych grubych - jest trudne, ale może warto przeczytać choćby własne teksty przed ich upublicznieniem.
>Dla kogo trudne, dla tego trudne
Oczywiście skąd mógłby pomyśleć o Panu? Ale oczytaniem nie trzeba się chwalić ono samo wyłazi i tak samo jak głupotę trudno je ukryć.
>Rozumiem, że Pan czyta własne teksty przed wysłaniem, a mimo tego nie zawsze są one trafne.
Nie, nie zawsze i nawet tego nie zakładam.
>Czasem tak i to bardzo, a często po prostu chce Pan wszędzie zaznaczyć swoją obecność, wygłosić zdanie, wkleić kilka linków nie na temat żeby pochwalić się dobrymi wypowiedziami i zareklamować swoją osobę.
Tak, zdecydowanie ma Pan rację i dlatego powtarzam tu stale, iż nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami. Każdy może sobie sam zestawić posty różnych forumowiczów i dokonać oceny porównawczej. Czy uważa Pan naszych czytelników za tak mało inteligentnych, iż sami nie zauważą, że Bogusławski "chce wszędzie zaznaczyć swoją obecność, wygłosić zdanie, wkleić kilka linków nie na temat żeby pochwalić się dobrymi wypowiedziami i zareklamować swoją osobę"
i musi Pan wszystkim powiedzieć. Ja tam odwrotnie - jestem mocno przekonanym, iż samodzielnie myśląca inteligencja ciągle stanowi tu większość.

A tu Szanownego Pana odniesienie się do tego postu:

>Wiele przykładów pokazuje, że samo czytanie książek nie wystarczy.
Szanowny Panie poziom pyskówek, który Pan tu prowadzi, to jest może i dostateczny w Pańskim prywatnym gimnazjum,
ale trochę za niski jak na poważne forum skierowane do inteligentnych i oczytanych ludzi. Nawet wtedy, gdy jest otwarte i każdy może się swoimi mądrościami tu popisać. Tak, samo oczytanie nie wystarczy, ale to takie minimum aby można było podjąć poważną rozmowę zamiast prowadzenia szczeniackich gierek.

>Trzeba jeszcze zrozumieć i zdjąć z oczu klapki, które tworzą iluzję, że jest się wszechwiedzącym i ma się zawsze rację, a kiedy się z kimś nie zgadza to trzeba zrobić idiotę z interlokutora Przeważnie jednak wychodzi na odwrót.
Jak bardzo bym się nie starał, to idioty z Pana ani z nikogo nie uczynię. Każdy musi zrobić to sam.
A ocenę to warto innym pozostawić. Co wyżej Panu już napisałem.

@@@
.
05-06-2015 03:00 
 Ocena 2 na 2
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Znów ściana tekstu, pełno cytatów, epitety i zero konkretów. Ciekaw jestem gdzie wykazał mi Pan bzdury. Póki co to sam Pan je pisze w odpowiedzi na moje posty. Przecież ten ostatni post to zero konkretów i tylko Pańskie pobożne życzenia, że coś Pan wykazał.
05-06-2015 10:42 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
To otwarte forum i rożnych proroków wchodzi tu wielu.
Obowiązkiem racjonalisty jest na głupotę reagować i ją wykazywać.
Nawet wtedy, gdy do zacietrzewionego proroka nic nie dociera, to przecież inni też nasze wypowiedzi czytają.
_____________

>Czasem tak i to bardzo, a często po prostu chce Pan wszędzie zaznaczyć swoją obecność, wygłosić zdanie, wkleić kilka linków nie na temat żeby pochwalić się dobrymi wypowiedziami i zareklamować swoją osobę.
Tak, zdecydowanie ma Pan rację i dlatego powtarzam tu stale, iż nikt nas nie skompromituje bardziej niż uczynimy to sami. Każdy może sobie sam zestawić posty różnych forumowiczów i dokonać oceny porównawczej. Czy uważa Pan naszych czytelników za tak mało inteligentnych, iż sami nie zauważą, że Bogusławski "chce wszędzie zaznaczyć swoją obecność, wygłosić zdanie, wkleić kilka linków nie na temat żeby pochwalić się dobrymi wypowiedziami i zareklamować swoją osobę",
że musi Pan wszystkim to powiedzieć. Ja tam odwrotnie - jestem mocno przekonanym, iż samodzielnie myśląca inteligencja ciągle stanowi tu większość.
_____________

> Znów ściana tekstu, pełno cytatów, epitety i zero konkretów. Ciekaw jestem gdzie wykazał mi Pan bzdury. Póki co to sam Pan je pisze w odpowiedzi na moje posty. Przecież ten ostatni post to zero konkretów i tylko Pańskie pobożne życzenia, że coś Pan wykazał.
Szanowny Panie poziom pyskówek, który Pan tu prowadzi, to jest może i dostateczny w Pańskim prywatnym gimnazjum,
ale trochę za niski jak na poważne forum skierowane do inteligentnych i oczytanych ludzi. Nawet wtedy, gdy jest otwarte i każdy może się swoimi mądrościami tu popisać. Tak, samo oczytanie nie wystarczy, ale to takie minimum aby można było podjąć poważną rozmowę zamiast prowadzenia szczeniackich gierek.


>Trzeba jeszcze zrozumieć i zdjąć z oczu klapki, które tworzą iluzję, że jest się wszechwiedzącym i ma się zawsze rację, a kiedy się z kimś nie zgadza to trzeba zrobić idiotę z interlokutora Przeważnie jednak wychodzi na odwrót.
Jak bardzo bym się nie starał, to idioty z Pana ani z nikogo nie uczynię. Każdy musi zrobić to sam.
A ocenę to warto innym pozostawić. Co wyżej Panu już napisałem.

Czy tu jeszcze trzeba coś dodawać?

@@@
.
05-06-2015 14:57 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
No tak, a Pan jest najmądrzejszy i ma prawo do oceny kto jest idiotą, kto mówi mądrze, kto jest tym "prorokiem" itd. No po prostu mamy guru na forum Szkoda tylko, że w tej dyskusji nie użył Pan żadnego argumentu poza takimi pyskówkami. Poza tym to już nudne, że cytuje Pan co chwilę te same zdania, które były już przez Pana cytowane chwilę temu. I oczywiście bez linków się nie obejdzie. To metoda mająca na celu rozmycie dyskusji i wybicie dyskutanta z rytmu. Żeby było widać kto ma rację należałoby raczej dyskutować tak żeby odpowiadać punkt po punkcie. Każdy powinien stworzyć swoją hierarchię argumentów (od najważniejszego, do mniej istotnych), oznaczyć to odpowiednim numerem i wtedy można dyskutować merytorycznie. Pan robi wszystko żeby do takiej dyskusji nie dochodziło, bo wtedy przegrywałby Pan wiele konfrontacji i pozycja guru byłaby zagrożona.
06-06-2015 11:03 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
>No tak, a Pan jest najmądrzejszy i ma prawo do oceny kto jest idiotą, kto mówi mądrze, kto jest tym "prorokiem" itd. No po prostu mamy guru na forum Szkoda tylko, że w tej dyskusji nie użył Pan żadnego argumentu poza takimi pyskówkami. Poza tym to już nudne, że cytuje Pan co chwilę te same zdania, które były już przez Pana cytowane chwilę temu. I oczywiście bez linków się nie obejdzie. To metoda mająca na celu rozmycie dyskusji i wybicie dyskutanta z rytmu. Żeby było widać kto ma rację należałoby raczej dyskutować tak żeby odpowiadać punkt po punkcie. Każdy powinien stworzyć swoją hierarchię argumentów (od najważniejszego, do mniej istotnych), oznaczyć to odpowiednim numerem i wtedy można dyskutować merytorycznie. Pan robi wszystko żeby do takiej dyskusji nie dochodziło, bo wtedy przegrywałby Pan wiele konfrontacji i pozycja guru byłaby zagrożona.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,666989#w667811
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> zdanie "kobieta X jest seksowna" nie ma sensu

Nie ma sensu, ponieważ "bycie seksowną" nie jest atrybutem obiektu X, lecz relacją pomiędzy osobami X,Y: "X jest seksowna/y dla Y". Ale to dygresja.

> wiara w siebie, w sens, w to, że będzie dobrze

Jeżeli nie startuję w maratonie to dlatego że brak mi "wiary w siebie", czy dlatego że realnie oceniam swoje możliwości i szanse?

Wszyscy mamy jakieś przekonania, na podstawie których podejmujemy decyzje. Jeżeli te przekonania korespondują z rzeczywistością, są dobrze skalibrowane, wówczas mówimy o wiedzy. Jeżeli odklejają się od rzeczywistości (zarówno in plus jak in minus), mamy do czynienia z wiarą.

Jeżeli statystyka i osobiste doświadczenie mówią mi, że najprawdopodobniej nie mam do czynienia z oszustem, to akt zaufania bliźniemu nie jest aktem wiary, tylko decyzją podjętą na bazie najlepszej wiedzy.

Wszystkie decyzje podejmujemy w warunkach niepewności, ale nie ma sensu mówić, że wszystkie bazują na wierze. Jeżeli dwóch hazardzistów gra o równe stawki i jeden z nich obstawia 6 oczek na (uczciwej) kostce, a drugi obstawia "nie 6", to tylko jeden z nich bazuje na wierze (i jest głupcem). Choć drugi także nie ma pewności wygranej, to jeżeli przypiszemy mu wiarę - jesteśmy o krok od nobilitacji wiary najgorszego sortu, czyli religijnej (odklejonej od faktów i dumnej z tego).

> Bez tej wiary byłbym zmuszony do tego żeby postępować tak jak należy, ale wtedy straciłbym możliwość wyboru i przyjemności.

Nie rozumiem tej implikacji, albo jest to ewidentne non sequitur.
Eliminuję z życia tyle wiary ile się da - co niby tracę i w jaki sposób?

> Wierzę w swoich bliskich, w dobrych ludzi, ale nie wierzę nikomu.

Intuicyjnie czuję chyba co próbujesz powiedzieć, ale niefrasobliwe (nad)użycie brzydkiego słowa na "w" odbiera sens temu zdaniu. Gdybyś to wyraził bez ekwiwokacji, zniknąłby pozorny paradoks.
27-05-2015 13:26 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>> zdanie "kobieta X jest seksowna" nie ma sensu
>Nie ma sensu, ponieważ "bycie seksowną" nie jest atrybutem obiektu X, lecz relacją pomiędzy osobami X,Y: "X jest seksowna/y dla Y". Ale to dygresja.

To miałem na myśli Jeśli dla mnie jest seksowna, a dla innych nie, to muszę sobie wmówić, że to ja mam rację czyli wierzyć w to, że jest seksowna.

>> wiara w siebie, w sens, w to, że będzie dobrze
>Jeżeli nie startuję w maratonie to dlatego że brak mi "wiary w siebie", czy dlatego że realnie oceniam swoje możliwości i szanse?

Nie wiem jak biegasz, natomiast samo przekonanie, że jest się w czymś dobrym powoduje wzrost umiejętności. Przekonanie, że się nie uda powoduje porażkę nawet dla kogoś kto ma duże umiejętności. Właśnie w sporcie widać to bardzo dobrze, ale najlepiej się to sprawdza w relacjach z ludźmi, podrywie, pracy.

>Wszyscy mamy jakieś przekonania, na podstawie których podejmujemy decyzje. Jeżeli te przekonania korespondują z rzeczywistością, są dobrze skalibrowane, wówczas mówimy o wiedzy. Jeżeli odklejają się od rzeczywistości (zarówno in plus jak in minus), mamy do czynienia z wiarą.
>Jeżeli statystyka i osobiste doświadczenie mówią mi, że najprawdopodobniej nie mam do czynienia z oszustem, to akt zaufania bliźniemu nie jest aktem wiary, tylko decyzją podjętą na bazie najlepszej wiedzy.

Mam w rodzinie taką osobę, która myśli, że każdy chce ją oszukać i wszyscy patrzą tylko na swoje zyski (podejście podobne do tego jakie ma Zbigniew Ziobro). Ludziom trzeba zaufać żeby móc się cieszyć ich towarzystwem, a logika przecież wskazuje, że zawsze ktoś może chcieć mnie tylko oszukać.

>> Bez tej wiary byłbym zmuszony do tego żeby postępować tak jak należy, ale wtedy straciłbym możliwość wyboru i przyjemności.
>Nie rozumiem tej implikacji, albo jest to ewidentne non sequitur.
>Eliminuję z życia tyle wiary ile się da - co niby tracę i w jaki sposób?

Umysł działa tak, że nastrój jest zależny od wiary. Robię coś i wierzę, że mi się uda - mam dobry nastrój i przeważnie się udaje (ale potrzebne jest też podejście, że jeśli się nie uda to mówi się trudno i żyje się dalej). Myślę, że mi się nie uda, mam zły nastrój i się zazwyczaj nie udaje. Powierzyłem komuś zadanie i wierzę, że je wykona, więc czuję się dobrze. Jeśli wierzę w to, że ten nieudacznik to zepsuje to niepokoję się i mam gorszy nastrój, a przez to podejmuję gorsze decyzje (dobra decyzja i wartościowe przemyślenia mogą powstać tylko kiedy nie jesteśmy sterowani przez złe emocje). Substancje psychodeliczne mają to do siebie, że to jak na nie zareagujemy zależy od nastawienia. Optymizm to wiara, która jest korzystna i ostatnio coraz bardziej skłaniam się ku myśleniu, że jednak jest korzystniejsza niż realizm, który odbiera przyjemność z życia. Mam zjeść ciastko bo lubię to lepiej jest mi wierzyć, że nic mi się nie stanie niż myśleć o konsekwencjach zdrowotnych. Człowiek jest szczęśliwszy gdy podejmuje ryzyko, a wtedy przecież musi wierzyć, że się to opłaci.

>> Wierzę w swoich bliskich, w dobrych ludzi, ale nie wierzę nikomu.
>Intuicyjnie czuję chyba co próbujesz powiedzieć, ale niefrasobliwe (nad)użycie brzydkiego słowa na "w" odbiera sens temu zdaniu. Gdybyś to wyraził bez ekwiwokacji, zniknąłby pozorny paradoks.

Czemu uważasz to słowo za brzydkie? Bo kojarzy się z wiarą w mitologie i głupoty? Ja bym odróżnił te dwa rodzaje wiary. Jeden rodzaj to głupota, brak logicznej analizy i naiwność, a drugi rodzaj to wiara w to w co opłaca się wierzyć, bo bez tego człowiek jest nieszczęśliwy.
Starog-Chrystus-Howgh (359 punktów)
> Jeżeli dwóch hazardzistów gra o równe stawki i jeden z nich obstawia 6 oczek na (uczciwej) kostce, a drugi obstawia "nie 6", to tylko jeden z nich bazuje na wierze (i jest głupcem).

I pierwszy, i drugi hazardzista bazuje na wierze, bo wiara to subiektywna ocena prawdopodobieństwa.
Ten co obstawił "nie 6" ma oczywiście większe szanse, większe prawdopodobieństwo wygranej i może przez to odczuwać ... głęboką wiarę, że wygra.
Nie będzie jednak WIEDZIAŁ, że wygrał aż do momentu gdy kostka stanie na... "nie 6".

Obstawiający "6 oczek" również bazuje na wierze, bo nie jest wykluczone, że kostka stanie na "6". Jego szanse... prawdopodobieństwo wygranej jest oczywiście mniejsze, niemniej oparte na wierze. A czy jest głupcem? to zależy od przyjętej strategii (gry, hazardu)

>Choć drugi także nie ma pewności wygranej, to jeżeli przypiszemy mu wiarę - jesteśmy o krok od nobilitacji wiary najgorszego sortu, czyli religijnej (odklejonej od faktów i dumnej z tego).
przypiszemy mu wiarę ?

>> Bez tej wiary byłbym zmuszony do tego żeby postępować tak jak należy, ale wtedy straciłbym możliwość wyboru i przyjemności.
>Nie rozumiem tej implikacji, albo jest to ewidentne non sequitur.
>Eliminuję z życia tyle wiary ile się da - co niby tracę i w jaki sposób?
>> Wierzę w swoich bliskich, w dobrych ludzi, ale nie wierzę nikomu.
>Intuicyjnie czuję chyba co próbujesz powiedzieć, ale niefrasobliwe (nad)użycie brzydkiego słowa na "w" odbiera sens temu zdaniu. Gdybyś to wyraził bez ekwiwokacji, zniknąłby pozorny paradoks.

Paradoks nie jest pozorny.
Twierdzenie - "wierzę w [...]" jest bowiem bezpośrednio zależne od twierdzenia - "wierzę, że [...]".
Jeżeli ktoś twierdzi: wierzę w ... moją rodzinę, (lub wierzę w... boga) wystarczy zapytać co ma na myśli. A wtedy rozwinie odpowiedź: wierzę w moją rodzinę (lub boga), dlatego że: (i tu nastąpi jakieś uzasadnienie).

Konkludując, (też znam tajemnicze słowa) podział na wiarę światopoglądową i wiarę religijną jest sztuczny i celowo ukierunkowany na wprowadzanie błędnych przekonań u ludzi, którym nie chce się zrozumieć podstawowych pojęć.
wiara to subiektywna ocena prawdopodobieństwa!
wiara to synonim niewiedzy!

Jeżeli ktoś twierdzi, że wierzy w BOGA ... twierdzi tym samym, że wierzy w to, że BÓG istnieje (jest obecny w teraźniejszości, namacalny itd.).
Przyznaje jednak tym samym, że nie wie ... czy przedmiot jego wiary rzeczywiście istnieje.
Jeżeli ten ktoś do tego twierdzenia "wierzę w BOGA" doda: ale WIEM czego ten BÓG od nas wymaga (jakie prawo ustanowił) ... moim zdaniem to naciągacz-oszust, który na naiwności tych nierozumiejących wyżej wymienionych pojęć buduje własny dobrobyt, pozycje, władzę ... etc.
#
p.s.
w ewentualnym rozwinięciu ... nie dyskutujmy o "pewności bez dowodów."
30-05-2015 02:21 
 Ocena 1 na 1
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> I pierwszy, i drugi hazardzista bazuje na wierze, bo wiara to subiektywna ocena prawdopodobieństwa.

Nie, subiektywna ocena prawdopodobieństwa to bezwzględna konieczność.
Natomiast wiara jest to zła subiektywna ocena prawdopodobieństwa.

> Ten co obstawił "nie 6" ma oczywiście większe szanse, większe prawdopodobieństwo wygranej i może przez to odczuwać ... głęboką wiarę, że wygra.

Tylko według durnej definicji na Wikipedii.
Co miałem na ten temat do powiedzenia, już powiedziałem.
lumbago (2520 punktów)
(zablokowany)
> Wiara komuś w jakieś głupoty jest bezwartościowa. Ale jest jeszcze drugi rodzaj wiary - wiara w kogoś czyli wiara, że ten ktoś jest dobry.

Wiara w to, że ktoś jest "dobry" implikuje "wiarę komuś w jakieś głupoty" na temat absolutnych pojęć dobra i zła, więc ten drugi rodzaj redukuje się do pierwszego.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Wiara w to, że ktoś jest "dobry" implikuje "wiarę komuś w jakieś głupoty" na temat absolutnych pojęć dobra i zła, więc ten drugi rodzaj redukuje się do pierwszego.
>

Nie zgadzam się. Kiedy byłem młodszy wierzyłem w to, że dobry człowiek zawsze jest liberałem i nienawidziłem socjalistów za to, że chcą się wtrącać w życie innych i decydować, planować za nich. Myślałem wtedy, że to najgorsze szuje, ale potem zrozumiałem, że przecież oni też mogą być dobrzy. Dobro zależy od intencji, a nie od skutków działań. Są ludzie, którzy chcą dobrze, ale mają złe sposoby i przez to wychodzi źle, a są także ludzie źli, którzy czynią dobro po to żeby inni widzieli i chwalili taką osobę.
sebg (208 punktów)

>Ale ja wierzę, że ona jest seksowna, chociaż zdanie "kobieta X jest seksowna" nie ma sensu.

Mnie się wydaje, że to zdanie ma sens, dla czego? Ponieważ takie pojecie jak seksowność powstaje w naszym mózgu, to on wartościuje kobietę pod względem jej seksowności i w tym układzie wewnątrz gatunku ludzkiego seksowność kobiety jest jak najbardziej istniejącym atrybutem, choć nadanym przez innego osobnika, zauważmy jednak że omawiamy poczucie sensu przez tego samego osobnika, który nadaje wartość seksowności danej kobiecie, jednym zdaniem nie musisz wierzyć że kobieta jest dla ciebie seksowna, ona po prostu jest dla ciebie seksowna i wiara nie ma tu nic do powiedzenia.

>Jem sobie coś dobrego i wierzę, że dobry smak ma wartość.

I tu znowu taka sama sytuacja, gdzie tu miejsce na wiarę?

>Mój wniosek jest taki, że gdyby nie wiara życie nie miałoby sensu i dlatego opisanie sensu życia jest niemożliwe
Nie wiem czemu do takiego wniosku doszedłeś, żeby opisać sens życia musiałbyś najpierw zdefiniować o co ci chodzi, bo np ja widzę różnie możliwe opisy sensu życia np.

Sens życia jako wynik ewolucji prostych związków chemicznych, w bardziej złożone struktury zdolne do replikacji i tym samym powielania informacji o swojej budowie, tym samym sensem jakiegokolwiek życia jest przekazywanie genów oraz ich rozpowszechnianie.

Lub też sens życia tożsamy z celem życia, zwłaszcza w rozumieniu konkretnego osobnika, zdaje się, iż ludzie mają tendencje do postrzegania swojej konkretnej osoby, tak jakby miało być jej przeznaczone jakieś zadanie, konkretne, indywidualne i wyjątkowe miejsce niczym rola w kosmicznym teatrze. Prawda jest jednak taka, że nie ma ani określonego indywidualnego celu ani miejsca w kosmosie dla człowieka. Wydaję się wiec że poczucie sensu jest tym samym co wrażenie seksowności partnerki czy tego, że danie jest smaczne, życie ma taki sens jaki sami mu go nadamy.

>żeby nie krzywdzić zwierząt, odżywiać się zdrowo żeby dłużej i zdrowiej żyć, stworzyć sobie
>harmonogram dnia i postępować zgodnie z nim. Stałbym się wtedy robotem, a społeczeństwo postępujące
>w ten sposób byłoby zbiorem takich robotów, które mają samoświadomość.

A czymże jesteśmy jak nie biologicznymi robotami posiadającymi samoświadomość? Co widzisz złego w tym aby utworzyć sobie harmonogram dnia? żeby jeść zdrowo tylko dla tego, że będziesz zdrowiej i dłużej żył? Wydaje mi się, że właśnie decyzje, które są podjęte dzięki racjonalnemu przeanalizowaniu sytuacji, są bardziej wartościowe, czynią z nas istoty bardziej oddalone od bezwładnych robotów, raczej kierowanie się emocjami, przeczuciami i wiarą sprawiają że podejmujesz decyzje, które zostały ci podsunięte, zasugerowane przez innych lub przez twoje geny.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Ale ja wierzę, że ona jest seksowna, chociaż zdanie "kobieta X jest seksowna" nie ma sensu.
>Mnie się wydaje, że to zdanie ma sens, dla czego? Ponieważ takie pojecie jak seksowność powstaje w naszym mózgu, to on wartościuje kobietę pod względem jej seksowności i w tym układzie wewnątrz gatunku ludzkiego seksowność kobiety jest jak najbardziej istniejącym atrybutem, choć nadanym przez innego osobnika, zauważmy jednak że omawiamy poczucie sensu przez tego samego osobnika, który nadaje wartość seksowności danej kobiecie, jednym zdaniem nie musisz wierzyć że kobieta jest dla ciebie seksowna, ona po prostu jest dla ciebie seksowna i wiara nie ma tu nic do powiedzenia.

Nie bo jeśli wiem, że dla innych nie jest seksowna to wiem, że coś w moim mózgu działa źle i źle oceniło seksowność tej kobiety.

>>Jem sobie coś dobrego i wierzę, że dobry smak ma wartość.
>I tu znowu taka sama sytuacja, gdzie tu miejsce na wiarę?

Jak wyżej Obiektywnie nie istnieje coś takiego jak dobry smak czy seksowna kobieta. Ale można powiedzieć, że pizza smakuje większości osób więc jedząc pizzę wierzę w to, że jest smaczna. Gdyby wszyscy powiedzieli, że jest niesmaczna, a mi by smakowała to bym w to nie wierzył tylko zastanawiałbym się co jest ze mną nie tak.

>>Mój wniosek jest taki, że gdyby nie wiara życie nie miałoby sensu i dlatego opisanie sensu życia jest niemożliwe
>Nie wiem czemu do takiego wniosku doszedłeś, żeby opisać sens życia musiałbyś najpierw zdefiniować o co ci chodzi, bo np ja widzę różnie możliwe opisy sensu życia np.
>Sens życia jako wynik ewolucji prostych związków chemicznych, w bardziej złożone struktury zdolne do replikacji i tym samym powielania informacji o swojej budowie, tym samym sensem jakiegokolwiek życia jest przekazywanie genów oraz ich rozpowszechnianie.

To nie jest sens.

>Lub też sens życia tożsamy z celem życia, zwłaszcza w rozumieniu konkretnego osobnika, zdaje się, iż ludzie mają tendencje do postrzegania swojej konkretnej osoby, tak jakby miało być jej przeznaczone jakieś zadanie, konkretne, indywidualne i wyjątkowe miejsce niczym rola w kosmicznym teatrze. Prawda jest jednak taka, że nie ma ani określonego indywidualnego celu ani miejsca w kosmosie dla człowieka. Wydaję się wiec że poczucie sensu jest tym samym co wrażenie seksowności partnerki czy tego, że danie jest smaczne, życie ma taki sens jaki sami mu go nadamy.

Czyjś cel życia może mieć sens lub nie. O sensie mówimy wtedy kiedy nie możemy zapytać już "po co?". Idę do sklepu. Po co? Po bułki. Po co mi bułki? Żeby je zjeść. Po co je zjeść? Żeby nie być głodnym. Nie pytamy już po co nie być głodnym, każdy to rozumie. Ale to jest tylko sens pójścia do sklepu. Unikanie cierpienia dla każdego powinno mieć sens, chociaż niestety tak nie jest i są ludzie wierzący, że życie samo w sobie jest sensem. Jeśli życie ma mieć sens to oznacza, że żyjąc będę szczęśliwy, czyli po prostu bilans szczęścia i cierpienia będzie na plus dla szczęścia, a w przeciętnym momencie będę wyluzowany, spokojny. I teraz jest pytanie co zapewni mi ten sens? Nic na to nie odpowiada. Wszystko co mi przyjdzie do głowy ma też swoje złe strony, ale jeśli zrezygnuję z tych przyjemności to też będzie źle, bo będzie trzeba żyć, ale nie będzie się dało czerpać przyjemności. Wychodzi więc na to, że albo trzeba wierzyć w jakiś swój sens, albo lepiej nie żyć, albo... no właśnie, co?

>>żeby nie krzywdzić zwierząt, odżywiać się zdrowo żeby dłużej i zdrowiej żyć, stworzyć sobie
>>harmonogram dnia i postępować zgodnie z nim. Stałbym się wtedy robotem, a społeczeństwo postępujące
>>w ten sposób byłoby zbiorem takich robotów, które mają samoświadomość.
> A czymże jesteśmy jak nie biologicznymi robotami posiadającymi samoświadomość? Co widzisz złego w tym aby utworzyć sobie harmonogram dnia? żeby jeść zdrowo tylko dla tego, że będziesz zdrowiej i dłużej żył? Wydaje mi się, że właśnie decyzje, które są podjęte dzięki racjonalnemu przeanalizowaniu sytuacji, są bardziej wartościowe, czynią z nas istoty bardziej oddalone od bezwładnych robotów, raczej kierowanie się emocjami, przeczuciami i wiarą sprawiają że podejmujesz decyzje, które zostały ci podsunięte, zasugerowane przez innych lub przez twoje geny.

Nic podobnego. Przemyślane decyzje typu "będę się zdrowo odżywiał" pochodzą spoza emocji i są podejmowane przez komputer. To opiera się na założeniu ewolucyjnym - będę dłużej żył, przekażę zdrowsze geny. Tylko co ja z tego będę miał? Bo tego typu decyzje pozbawiają człowieka możliwości wyboru. Zamiast "chcę" pojawia się "powinienem", które jest na pograniczu z "muszę", a wtedy po co żyć skoro tak? To już lepiej nie żyć niż robić to co muszę bo tak jest lepiej, ale mam ignorować swoje potrzeby, pragnienia, emocje.
sebg (208 punktów)

>Nie bo jeśli wiem, że dla innych nie jest seksowna to wiem, że coś w moim mózgu działa źle i źle oceniło seksowność tej kobiety.

To nie zmienia faktu, że wiara nie jest ci potrzebna do tego aby wiedzieć, że ta kobieta jest seksowna, bo to atrybut który TY jej nadajesz, niezależnie od tego co myślą o niej inni. Po drugie do oceny tego, czy "dobrze" oceniłeś kobiecy wdzięk w oparciu o trendy społeczne też wiara ci nie jest do niczego potrzebna, mógłbyś to zweryfikować i wiedzieć czy twoja wybranka wpisuje się w obowiązujące trendy, czy też nie, ale jakie ma znaczenie to czy jest seksowna dla innych??

>>>Jem sobie coś dobrego i wierzę, że dobry smak ma wartość.
>>I tu znowu taka sama sytuacja, gdzie tu miejsce na wiarę?
>Jak wyżej Obiektywnie nie istnieje coś takiego jak dobry smak czy seksowna kobieta. Ale można powiedzieć, że pizza smakuje większości osób więc jedząc pizzę wierzę w to, że jest smaczna. Gdyby wszyscy powiedzieli, że jest niesmaczna, a mi by smakowała to bym w to nie wierzył tylko zastanawiałbym się co jest ze mną nie tak.

Przepraszam, że to powiem ale to stwierdzenie wydaje mi się zwyczajnie głupie, gdyby wszyscy powiedzieli że pizza jest niesmaczna, a tobie by smakowała, to oznaczało by to tylko tyle, że dla ciebie jest smaczna a dla innych nie, a fakt, że ci ona smakuje nie wymaga wiary, gdyż wrażenie dobrego smaku powstało w twoim mózgu i jest dla ciebie jak najbardziej realne.
   Sam sobie niejako przeczysz, piszesz, że obiektywnie coś takiego jak seksowność kobiety czy dobry smak nie istnieje a jednak próbujesz porównać je do jakiegoś obiektywnego, ogólnego wzorca.

>Czyjś cel życia może mieć sens lub nie. O sensie mówimy wtedy kiedy nie możemy zapytać już "po co?". Idę do sklepu. Po co? Po bułki. Po co mi bułki? Żeby je zjeść. Po co je zjeść? Żeby nie być głodnym. Nie pytamy już po co nie być głodnym, każdy to rozumie. Ale to jest tylko sens pójścia do sklepu.

Mógłbyś mi napisać coś więcej o tym jak rozumiesz pojęcie sensu? bo nie jestem pewien, czy dobrze rozumiem twoją definicje a bez tego dyskusja będzie bezcelowa.

>Unikanie cierpienia dla każdego powinno mieć sens, chociaż niestety tak nie jest i są ludzie wierzący, że życie samo w sobie jest sensem. Jeśli życie ma mieć sens to oznacza, że żyjąc będę szczęśliwy.

Skąd takie założenie? skąd założenie, że aby życie miało sens, to musi ono być przepełnione szczęściem? Wydaje mi się, że wyciągnął sobie je Pan, jakby z rękawa.

>czyli po prostu bilans szczęścia i cierpienia będzie na plus dla szczęścia, a w przeciętnym momencie będę wyluzowany, spokojny. I teraz jest pytanie co zapewni mi ten sens? Nic na to nie odpowiada. Wszystko co mi przyjdzie do głowy ma też swoje złe strony, ale jeśli zrezygnuję z tych przyjemności to też będzie źle, bo będzie trzeba żyć, ale nie będzie się dało czerpać przyjemności. Wychodzi więc na to, że albo trzeba wierzyć w jakiś swój sens, albo lepiej nie żyć, albo... no właśnie, co?

A może lepiej założyć, że takie pojęcie jak sens życia nie istnieje? albo istnieje na takiej zasadzie na jakiej istnieje wrażenie seksowności, wydaję mi się, że pojęcie sensu jest po prostu funkcją naszego mózgu i jeśli wszystko działa jak należy, to odczuwasz że twoje życie ma sens, jeśli nie to czujesz jego brak i wtedy masz problem, bo prowadzić to może do depresji czy innych zaburzeń. Może nasze mózgi zostały wyposażone w ten mechanizm po to, aby motywować jednostki do ciągłej walki o przetrwanie i zapewnienie potomstwu dobrych warunków życia, przepraszam ale nie potrafię myśleć o ludzkich cechach w oderwaniu od ewolucji, nie jesteśmy oderwani od biologicznej rzeczywistości, nasze cechy zostały wykute, przez dobór naturalny przez czynniki środowiskowe i wewnątrz społeczne.

>Nic podobnego. Przemyślane decyzje typu "będę się zdrowo odżywiał" pochodzą spoza emocji i są podejmowane przez komputer.

Ok, a te nieprzemyślane podejmowane są przez co ?

>To opiera się na założeniu ewolucyjnym - będę dłużej żył, przekażę zdrowsze geny. Tylko co ja z tego będę miał?

Dłuższe i zdrowsze życie, więcej czasu i energii na to aby poświecić je na przyjemności. chcesz mi powiedzieć, że lepiej jest poddać się chęci zjadania codziennie kubełka tłustych kurczaków i męczenia się przez kilkanaście lat z nadwagą i umierając w wieku powiedzmy 40 lat?

>Bo tego typu decyzje pozbawiają człowieka możliwości wyboru. Zamiast "chcę" pojawia się "powinienem", które jest na pograniczu z "muszę", a wtedy po co żyć skoro tak? To już lepiej nie żyć niż robić to co muszę bo tak jest lepiej, ale mam ignorować swoje potrzeby, pragnienia, emocje.

Właśnie nie, jakiegokolwiek wyboru pozbawiają cię procesy działające w podświadomości a to właśnie stamtąd pochodzą emocje, czy przeczucia, i bardzo łatwo jest nimi manipulować, doskonale wiedzą o tym specjaliści od reklamy. wchodzisz do sklepu i czujesz zapach świeżego pieczywa, produkty na półkach są tak rozmieszczone abyś na wysokości wzroku miał to co sprzedawca chce abyś kupił, produkty dedykowane dzieciom są umieszczone niżej tak aby mogły je łatwo zauważyć, użyte banery, reklamy dobór kolorów czy czcionek w nazwach produktów są tak dobrane aby wydały się nam atrakcyjniejsze, abyś poczuł potrzebę posiadania przedmiotów które nie są dla ciebie potrzebne, innymi słowy większość twoich potrzeb jest kreowana przez inne czynniki zewnętrzne a ty mi mówisz, że dzięki temu twoje życie ma sens? odpowiedz sobie na pytanie dlaczego czujesz daną potrzebę? Ja nie ufam temu co mi podpowiadają potrzeby, a decyzje podejmuję o analizę dostępnych mi informacji. Żeby było jasno nie chcę powiedzieć, że powinniśmy ignorować pragnienia i emocje, ale powinniśmy zastanawiać się skąd się one biorą, a decyzje czy za nimi podążać powinniśmy podejmować w oparciu o naszą wiedzę i o to czy np szansa na to, że przyniosą one nam więcej szkód niż korzyści, jest duża lub mała czy w ogóle możemy ją określić. Poddawanie się każdej emocji i zachciance to czyste wariactwo.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>To nie zmienia faktu, że wiara nie jest ci potrzebna [...] (wyciąłem żeby post się zmieścił)

Spójrz na lingwistykę tego zdania: Kobieta JEST seksowna. Co to oznacza? Ano to, że istnieje taki atrybut jak seksowność. Ta kobieta taka jest, albo nie jest. Więc jeśli mówię, że jest to muszę wierzyć w istnienie takiego atrybutu u niej, o którym wiem, że go nie ma (bo tylko ja poddaję się takiej iluzji). Jeśli społeczeństwo posługuje się takim przymiotnikiem jak "seksowna", to określa tak kobiety o odpowiednich cechach. Z tego wychodzi społeczny obraz seksowności, więc jeśli kobieta do niego pasuje to jest seksowna, a jeśli nie to nie jest. Zdanie pojedynczych członków społeczności nie ma znaczenia - oni mogą oceniać seksowność dobrze lub źle. Ewolucja działa tak, że mniej więcej to samo dla ludzi jest seksowne i to samo im smakuje, chociaż są tu pewne różnice. Jeśli ktoś znacznie od tego odbiega to po prostu ma jakiś problem, nie wiadomo czy do rozwiązania.

>Przepraszam, że to powiem ale to stwierdzenie wydaje mi się zwyczajnie głupie, gdyby wszyscy powiedzieli że pizza jest niesmaczna, a tobie by smakowała, to oznaczało by to tylko tyle, że dla ciebie jest smaczna a dla innych nie, a fakt, że ci ona smakuje nie wymaga wiary, gdyż wrażenie dobrego smaku powstało w twoim mózgu i jest dla ciebie jak najbardziej realne.

To by oznaczało, że mylę się co do smaku pizzy, mam pomylone, złe smaki. Gdybym lubił jeść kupę, albo błoto to byłbym chory psychicznie, prawda?

>   Sam sobie niejako przeczysz, piszesz, że obiektywnie coś takiego jak seksowność kobiety czy dobry smak nie istnieje a jednak próbujesz porównać je do jakiegoś obiektywnego, ogólnego wzorca.

No bo ogół ludzkości tworzy taki intersubiektywny wzorzec, który obiektywnie nie istniałby bez ludzi.

>Mógłbyś mi napisać coś więcej o tym jak rozumiesz pojęcie sensu? bo nie jestem pewien, czy dobrze rozumiem twoją definicje a bez tego dyskusja będzie bezcelowa.

Sens to coś co wyczerpuje temat. Kiedy robimy coś co da nam korzyść, która przewyższy niekorzyść to znaczy, że ma to sens. Jeśli jest przewaga cierpienia lub 0 to sensu nie ma.

>skąd założenie, że aby życie miało sens, to musi ono być przepełnione szczęściem? Wydaje mi się, że wyciągnął sobie je Pan, jakby z rękawa.

A jak może być inaczej? Dla innych może mieć sens życie cierpiącej osoby jeśli czerpią z tego korzyść, ale niedobrze mi się robi na samą myśl o ludziach, którzy korzystają z czegoś takiego.

>A może lepiej założyć, że takie pojęcie jak sens życia nie istnieje? [...]

Tak, sens jest funkcją mózgu, wynikiem procesów myślowych i emocji. Przy czym nie ma czegoś takiego, że coś działa jak należy, bo nie ma żadnego stanu, który możnaby nazwać prawidłowym lub nieprawidłowym. Jeśli odczuwam, że życie nie ma sensu to mogę mieć zaburzenia, a mogę mieć rację. Negatywne objawy to może być po prostu normalna reakcja na problem nie do przeskoczenia. Definicja zaburzeń jest słaba, bo nie ma stanu prawidłowego, do którego można się odnieść żeby stwierdzić czy coś jest zaburzeniem czy nie. Zależy kto ocenia i wg jakich kryteriów.

>>Nic podobnego. Przemyślane decyzje typu "będę się zdrowo odżywiał" pochodzą spoza emocji i są podejmowane przez komputer.
>Ok, a te nieprzemyślane podejmowane są przez co ?

Przez emocje, przekonania. Jest to tzw myślenie szybkie, które nieraz rodzi genialne przebłyski, a nieraz prowadzi na manowce. Wolne myślenie, które bierze pod uwagę więcej czynników i dłużej świadomie przemyśla sprawę jest bardziej analityczne i może występować przeciwko emocjom i pragnieniom.

>>To opiera się na założeniu ewolucyjnym - będę dłużej żył, przekażę zdrowsze geny. Tylko co ja z tego będę miał?
>Dłuższe i zdrowsze życie, więcej czasu i energii na to aby poświecić je na przyjemności.

Nie będę czerpał wtedy żadnej przyjemności, a nie ma gwarancji, że kiedy będę się zdrowo odżywiał będę żył długo. Wolę pół dnia biegać żeby zjeść to co lubię, niż odmawiać sobie, co powoduje brak przyjemności tu i teraz, która płynie z jedzenia, dodatkową nieprzyjemność spowodowaną świadomością braku jedzenia, które lubię, świadomością, że robię coś bo muszę, tak trzeba, a ja nie mam tu wyboru i woli. A to tylko po to żeby dłużej żyć w ten cierpiętniczy sposób. Okropna wizja.

>chcesz mi powiedzieć, że lepiej jest poddać się chęci zjadania codziennie kubełka tłustych kurczaków i męczenia się przez kilkanaście lat z nadwagą i umierając w wieku powiedzmy 40 lat?

Poleciałeś po skrajności, tak jak ludzie mówiący, że jak piję piwo to za jakiś czas będę alkoholikiem Ale gdybym miał codziennie ochotę na taki kubełek to jadłbym go co drugi dzień i więcej biegał.

>Właśnie nie, jakiegokolwiek wyboru pozbawiają cię procesy działające w podświadomości a to właśnie stamtąd pochodzą emocje, czy przeczucia, i bardzo łatwo jest nimi manipulować, doskonale wiedzą o tym specjaliści od reklamy.

Właśnie nie. Gdyby nie te procesy i pragnienia nie byłoby niczego z czego mógłbym czerpać przyjemność. Nie jest łatwo tym manipulować bo mam bardzo aktywną korę mózgową, która potrafi wyłapywać tego typu manipulacje i przekazuje taką infomację emocjom, które buntują się przeciwko spryciarzom - manipulantom. Tacy sami spryciarze - manipulanci odpowiadają za przesadną prozdrowotność i wmawiają ludziom, że żyjąc tak jak chcą będą nieszczęśliwi i trzeba zmienić tryb życia, bo tak się powinno i takie są trendy.

Dlaczego mam potrzebę jedzenia czegoś smacznego? Bo to sprawia mi przyjemność i to lubię. Dlaczego mam potrzebę seksualną? Bo taka jest natura. Dlaczego mam potrzebę bycia lepszym? Bo taka jest natura. Dlaczego palę blanty? Bo lubię. Gdybym miał zrezygnować, z któregoś z tych elementów to zaczyna się problem bo wszystko inne przestaje sprawiać przyjemność i życie zamienia się w koszmar. Próbowałem rezygnować z każdej z tych rzeczy, ale doszedłem do wniosku, że nie chcę.
diogenes (42753 punktów)
>Wszystko co dzieje się w naszym życiu możemy racjonalnie opisać.

Ile z tego, co dzieje się w naszym życiu jest naprawdę nasze? Jesteśmy uwarunkowani przez fizykę, biologię, społeczeństwo, rodzinę...To podświadome mechanizmy określają większość naszych reakcji, preferencji, nawet myślenie. Daleko jeszcze do tego, aby te mechanizmy uwarunkowań opisać. Nasza biografia jest tylko czubkiem góry lodowej bezosobowych mechanizmów. Mówimy ja, moje, nasze - ale to, co wyrażają zaimki osobowe, to raczej bezosobowe konstrukty. Wszystko, co dzieje się w moim życiu niknie w mroku niedopowiedzeń, niejasności, niewytłumaczalności, a to, co można w nim racjonalnie opisać, jest najmniej moje. Sam podział na racjonalne/irracjonalne wymaga nowego ujęcia: mózg to nie tylko neocortex. Dyskusję rozpoczął Antonio Damasio w Błędzie Kartezjusza.

>Stajemy wtedy z boku całej sytuacji i przedstawiamy suche fakty.

Sytuacja całkowicie urojona. Nie ma żadnego boku, z którego można by kontemplować obiektywność świata i naszej w nim biografii . Jesteśmy zawsze biegunem sytuacji, a język jej opisu wzięty jest z samej sytuacji, a nie z boku. Fakt zawsze umoczony jest w jego konstrukcję, której mechanizmy dyktuje uwaga, pamięć, jakiś interes obserwatora. Fakt pochodzi od łacińskiego facere - czynić, robić; coś z tego zostało w niemieckim Tatsache.

>Np. uprawiając seks z kobietą mógłbym sobie pomyśleć, ...

A nie lepiej zająć się kobietą, niż myśleć w tej sytuacji...? Kobieta (w powyższym kontekście) to nie miejsce do myślenia.

> ...gdyby nie wiara życie nie miałoby sensu...

Sens nie jest życiu do niczego potrzebny. Kiedy życie ma kłopoty (kiedy np. ktoś powoli schodzi), to pierwsze, co robi, to wyłącza świadomość (pochłania dużo energii). To samo robi anestezjolog wprowadzając pacjenta w śpiączkę farmakologiczną, aby przypadkiem nie zaczął dyskusji na temat sensu życia.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Ile z tego, co dzieje się w naszym życiu jest naprawdę nasze? Jesteśmy uwarunkowani przez fizykę, biologię, społeczeństwo, rodzinę...To podświadome mechanizmy określają większość naszych reakcji, preferencji, nawet myślenie.

Dokładnie tak jest i właśnie ta wiedza odbiera mi to co wcześniej było dla mnie sensem życia i dawało radość.

>Daleko jeszcze do tego, aby te mechanizmy uwarunkowań opisać. Nasza biografia jest tylko czubkiem góry lodowej bezosobowych mechanizmów. Mówimy ja, moje, nasze - ale to, co wyrażają zaimki osobowe, to raczej bezosobowe konstrukty. Wszystko, co dzieje się w moim życiu niknie w mroku niedopowiedzeń, niejasności, niewytłumaczalności, a to, co można w nim racjonalnie opisać, jest najmniej moje. Sam podział na racjonalne/irracjonalne wymaga nowego ujęcia: mózg to nie tylko neocortex. Dyskusję rozpoczął Antonio Damasio w Błędzie Kartezjusza.

Możemy opisać to i tak wg tego co wiemy, a wiemy, że to nie wygląda tak jak myśleliśmy zanim to wiedzieliśmy. I ta wiedza odbiera coś bardzo ważnego co jest napędem do życia.

>>Stajemy wtedy z boku całej sytuacji i przedstawiamy suche fakty.
>Sytuacja całkowicie urojona. Nie ma żadnego boku, z którego można by kontemplować obiektywność świata i naszej w nim biografii . Jesteśmy zawsze biegunem sytuacji, a język jej opisu wzięty jest z samej sytuacji, a nie z boku. Fakt zawsze umoczony jest w jego konstrukcję, której mechanizmy dyktuje uwaga, pamięć, jakiś interes obserwatora. Fakt pochodzi od łacińskiego facere - czynić, robić; coś z tego zostało w niemieckim Tatsache.

Z boku czyli nie "ja olson idę do sklepu" tylko "olson idzie do sklepu". W pierwszym przypadku widzę sytuację w pierwszej osobie, a w drugim patrzę z punktu, który jest moim wyobrażeniem obiektywnej sytuacji i widzę siebie w trzeciej osobie.

>>Np. uprawiając seks z kobietą mógłbym sobie pomyśleć, ...
>A nie lepiej zająć się kobietą, niż myśleć w tej sytuacji...? Kobieta (w powyższym kontekście) to nie miejsce do myślenia.

Oczywiście, że trzeba myśleć, bo bez tego to po co zajmować się kobietą?

>> ...gdyby nie wiara życie nie miałoby sensu...
>Sens nie jest życiu do niczego potrzebny. Kiedy życie ma kłopoty (kiedy np. ktoś powoli schodzi), to pierwsze, co robi, to wyłącza świadomość (pochłania dużo energii). To samo robi anestezjolog wprowadzając pacjenta w śpiączkę farmakologiczną, aby przypadkiem nie zaczął dyskusji na temat sensu życia.

ALe przyjmując taki punkt widzenia warto by było dokonać zbiorowej eutanazji na wszystkich ludziach na świecie.
27-05-2015 14:58 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>...wiedza odbiera mi to co wcześniej było dla mnie sensem życia i dawało radość.

Wiedza ma historię, zmienia się. Uzasadnianie sensu życia jakimś jej etapem zawsze będzie rodzić poczucie rozgoryczenia i frustrację. Nie dotyczy to tylko wiedzy. Prawie wszystko staje się jednorazowe: po jednym lub kilku użyciach - złom. Samochód, żona, rola społeczna, drukarka, aparat fotograficzny, praca...Nie dziwię się, że ktoś żyjący w konwencji stabilnych bytów ma kłopoty. Wzorem Heraklita pozostaje czerpać radość z przemijania.

>I ta wiedza odbiera coś bardzo ważnego co jest napędem do życia.

Jak wyżej. Życie napędza samo siebie. To dlatego nasze biologiczne życie (autonomiczny układ nerwowy) nie zależy od świadomości. Wyobraźmy sobie życie, w którym byle niezadowolenie znaczyłoby zatrzymanie akcji serca czy oddychania: trup słałby się gęsto. Człowiek jest za głupi, aby jego życie zależało od jego wyboru. Dlatego życie jest bezosobowe: żyje się.

>Z boku czyli nie "ja olson idę do sklepu" tylko "olson idzie do sklepu". W pierwszym przypadku widzę sytuację w pierwszej osobie, a w drugim patrzę z punktu, który jest moim wyobrażeniem obiektywnej sytuacji i widzę siebie w trzeciej osobie.

To raczej lingwistyczny trick. "widzę siebie w trzeciej osobie" znaczy, że pierwsza osoba widzi siebie w trzeciej, zmienia jedynie optykę, nie mózg, od którego nie sposób abstrahować.

>>Sens nie jest życiu do niczego potrzebny.
>ALe przyjmując taki punkt widzenia warto by było dokonać zbiorowej eutanazji na wszystkich ludziach na świecie.

Logiczne seppuku popełnia ten, kto życie utożsamia z jakimś konwencjonalnie przyjętym sensem.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Wiedza ma historię, zmienia się. Uzasadnianie sensu życia jakimś jej etapem zawsze będzie rodzić poczucie rozgoryczenia i frustrację. Nie dotyczy to tylko wiedzy. Prawie wszystko staje się jednorazowe: po jednym lub kilku użyciach - złom. Samochód, żona, rola społeczna, drukarka, aparat fotograficzny, praca...Nie dziwię się, że ktoś żyjący w konwencji stabilnych bytów ma kłopoty. Wzorem Heraklita pozostaje czerpać radość z przemijania.

To może od razu ciąć sobie żyły i czerpać z tego radość? Przemijanie to smutna konieczność. Inaczej nie może być, ale niestety tak jest. Ale powinniśmy wiedzieć z czego można czerpać realną przyjemność - to byłby sens. Póki co jedynym sensem, który znalazłem jest marihuana. Dzięki temu żyję. Ba, dzięki temu nie jestem nieszczęśliwy, ale do szczęścia i tak daleko. Mogę też zjeść coś dobrego, spotkać się z ludźmi, przeczytać coś mądrego i pomyśleć, ale to są przyjemności na tyle niewielkie, że sensu nie nadają i gdyby ktoś mi powiedział, że może jednym pstryknięciem sprawić, że przestanę żyć, to miałbym problem z podjęciem decyzji czy żyć czy nie. W zasadzie jest mi wszystko jedno, ale są sytuacje, które sobie wyobrażam, są całkiem możliwe i wiem, że wtedy na pewno skorzystałbym z tej opcji i wyłączył swoje życie.

>>I ta wiedza odbiera coś bardzo ważnego co jest napędem do życia.
>Jak wyżej. Życie napędza samo siebie. To dlatego nasze biologiczne życie (autonomiczny układ nerwowy) nie zależy od świadomości. Wyobraźmy sobie życie, w którym byle niezadowolenie znaczyłoby zatrzymanie akcji serca czy oddychania: trup słałby się gęsto. Człowiek jest za głupi, aby jego życie zależało od jego wyboru. Dlatego życie jest bezosobowe: żyje się.

No tak, ale to wynik głupiej ewolucji, która jest procesem samym dla siebie i nie ma żadnego sensu, nie jest żadną spójną ideą, która do czegoś prowadzi. To tylko proces, który trwa chwilę w skali wszechświata (być może na innych planetach też są analogiczne procesy, a może zupełnie inne). Dla mnie jako świadomej jaźni cele ewolucji nie mają żadnego znaczenia i raczej jestem przez to zniewolony, bo mam takie, a nie inne cechy i w prównaniu z innymi jestem jakiś - lepszy lub gorszy. Bez sensu

>>Z boku czyli nie "ja olson idę do sklepu" tylko "olson idzie do sklepu". W pierwszym przypadku widzę sytuację w pierwszej osobie, a w drugim patrzę z punktu, który jest moim wyobrażeniem obiektywnej sytuacji i widzę siebie w trzeciej osobie.
>To raczej lingwistyczny trick. "widzę siebie w trzeciej osobie" znaczy, że pierwsza osoba widzi siebie w trzeciej, zmienia jedynie optykę, nie mózg, od którego nie sposób abstrahować.

No tak, ale świadomość w 1 osobie to także trick. Realnie to tylko jeden z możliwych punktów widzenia. Tylko, że w zależności od przyjętego punktu widzenia zmienia się światopogląd.

>>>Sens nie jest życiu do niczego potrzebny.
>>ALe przyjmując taki punkt widzenia warto by było dokonać zbiorowej eutanazji na wszystkich ludziach na świecie.
>Logiczne seppuku popełnia ten, kto życie utożsamia z jakimś konwencjonalnie przyjętym sensem.

Każda jednostka musi mieć swój indywidualny sens żeby miała po co żyć. Jeśli nie to można po prostu się zabić lub przewegetować życie czekając na jego koniec jeśli nie ma się bólu emocjonalnego.
28-05-2015 20:35 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>Przemijanie to smutna konieczność.

A skąd pomysł czegoś nieprzemijającego, trwałego, wiecznego? Smutkiem raczej napawa rojenie o trwałości bytu, "zaśmiecanie" go nierzeczywistymi pragnieniami trwałości, nieśmiertelności czy raju. Ma to coś ze szprycowania się botoksem.

>Póki co jedynym sensem, który znalazłem jest marihuana.

To przywiązanie do jednego z przemijających stanów świadomości: więc i jego sens jest ulotny. Aby zapewnić mu trwałość - trzeba do niego powracać, robić z marychy rytuał, mszę, coś równie przetrąconego rutyną jak kasowanie biletu w autobusie czy tankowanie. Nie wykluczam eksperymentów (Witkacy), zabawy, ale robić z tego sens, coś, czym nie jest?

>Dzięki temu żyję.

Nonsens. Dzięki temu nadajesz życiu jedną z wielu możliwych form. Aby brać marychę musisz żyć, trawić białko, węglowodany, tłuszcze.

>W zasadzie jest mi wszystko jedno, ale są sytuacje, które sobie wyobrażam, są całkiem możliwe i wiem, że wtedy na pewno skorzystałbym z tej opcji i wyłączył swoje życie.

Powtarzam: procesy życiowe nie zależą od naszej wyobraźni, urojeń, kaprysów. Grzebanie w autonomicznym układzie nerwowym kończy się na ogół żałośnie.

>No tak, ale to wynik głupiej ewolucji,...

Nie wiem, czy głupotą nie są pretensje do świata, do rzeczywistości.

>świadomość w 1 osobie to także trick.

Ale to trick mający swe źródło w historycznym i społecznym kontekście. Potrzeba było trochę czasu, aby człowiek mentalnie oddzielił się od stada, grupy, rodziny, klanu, państwa czy narodu. Dziecko nie od razu ma poczucie własnej odrębności (wbrew dyrdymałom o duszy pojawiającej się wraz z poczęciem).

>>>>Sens nie jest życiu do niczego potrzebny.
>>>ALe przyjmując taki punkt widzenia warto by było dokonać zbiorowej eutanazji na wszystkich ludziach...

Tworząc abstrakcję "całe życie" pytasz o sens tej abstrakcji. Efekt może być tylko abstrakcyjny, czyli - żaden. Życie jest tu i teraz i tylko o sens dany w tej chwili można pytać. Widać to zwłaszcza w sytuacjach ekstremalnych (np. sporty ekstremalne), gdzie sensem życia jest to, co go zachowa tu i teraz, prosty gest, absolutna uwaga: jeden błąd i znikasz ze sceny. To sytuacja, gdzie pole możliwości masz zredukowane do kilku. Można też -wzorem mistrzów zen - życie z chwili na chwilę ująć w ten ekstremalny sposób: wtedy wypranie skarpetek ma taki sam sens jak odlot po marihuanie, dobry film czy to, że ptak narobi ci na głowę. Moment życia jest sensem życia.

>Każda jednostka musi mieć swój indywidualny sens żeby miała po co żyć.

Zgoda. Potrzebny jest jakiś plan, szkic. Momenty jego realizacji to jego ulotne sensy.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>Przemijanie to smutna konieczność.
>A skąd pomysł czegoś nieprzemijającego, trwałego, wiecznego? Smutkiem raczej napawa rojenie o trwałości bytu, "zaśmiecanie" go nierzeczywistymi pragnieniami trwałości, nieśmiertelności czy raju. Ma to coś ze szprycowania się botoksem.

Bo każdy chce utrwalić przyjemność, własność, dobro, czy chociażby normalny stan bez cierpienia. Tak wyobrażamy sobie idealny świat i chcemy z tego ideału przenieść jak najwięcej do świata realnego. Świat rzeczywisty jest nie tylko niedoskonały, ale praktycznie jest przeciwieństwem świata idealnego. Przecież z tego, że żyjemy nie wynika wcale pogląd, że musimy uważać to co jest za dobre, ani żyć tak jak jest najzdrowiej, najprawidłowiej wg zasad, które tu panują.

>>Póki co jedynym sensem, który znalazłem jest marihuana.
>To przywiązanie do jednego z przemijających stanów świadomości: więc i jego sens jest ulotny. Aby zapewnić mu trwałość - trzeba do niego powracać, robić z marychy rytuał, mszę, coś równie przetrąconego rutyną jak kasowanie biletu w autobusie czy tankowanie. Nie wykluczam eksperymentów (Witkacy), zabawy, ale robić z tego sens, coś, czym nie jest?

To nie przywiązanie, tylko coś co wypełnia pustkę. Można być żyjącym robotem, który rezygnuje z przyjemności dla najpraktyczniejszych wartości - zdrowia, utrzymania się przy życiu, ale ja bym tak nie mógł żyć. Lubię przyjemność X, a potem dowiaduję się, że powinienem z niej zrezygnować. Tylko, że przetrwanie nie jest moim celem. Nie jest nawet celem dla mojego organizmu, gdyby popatrzeć na człowieka tylko jak na zwierzę. Przetrwanie i prokreacja jest przy okazji życia. To, że przetrwały akurat te, a nie inne organizmy nie oznacza, że miały taki cel.

>>Dzięki temu żyję.
>Nonsens. Dzięki temu nadajesz życiu jedną z wielu możliwych form. Aby brać marychę musisz żyć, trawić białko, węglowodany, tłuszcze.

Nie o to chodzi. Nie żyję po to żeby żyć. Organizm funkcjonuje na takim patternie, ale świadomość nie. I gdybym doszedł do wniosku, że w życiu nie ma już niczego fajnego, to nie kontynuowałbym życia. Po co? Ja widzę, że większość osób nie potrafi odpowiedzieć na najprostsze pytanie "po co żyjesz?". Ja przynajmniej odpowiem, że po to aby jarać blanty, jeść i pić dobre rzeczy i czytać to co mnie interesuje.

>Nie wiem, czy głupotą nie są pretensje do świata, do rzeczywistości.

A niby czemu miałyby być głupotą?
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

Życie jest bez sensu. Religia nie może życiu tego sensu nadać, ale może nieść pocieszenie i zaspokajać różne ludzkie potrzeby, podobnie jak wszelkie inne formy ludzkiej aktywności, równie nonsensowne jak religia i samo życie.

"Sardoniczne pociski autorów straciły już władzę ranienia czytelnika - mianowicie od czasu, w którym przekonano się, że każdy mający pióro w ręku i dostateczną ilość papieru potrafi nawymyślać publiczności". - Aleksander Niewiarowski
27-05-2015 00:07 
 Ocena 2 na 2
wsx666 (1067 punktów)
>Życie jest bez sensu. Religia nie może życiu tego sensu nadać, ale może nieść pocieszenie i zaspokajać różne ludzkie potrzeby, podobnie jak wszelkie inne formy ludzkiej aktywności, równie nonsensowne jak religia i samo życie.
>
"Sardoniczne pociski autorów straciły już władzę ranienia czytelnika - mianowicie od czasu, w którym przekonano się, że każdy mający pióro w ręku i dostateczną ilość papieru potrafi nawymyślać publiczności". - Aleksander Niewiarowski


Ja osobiście doszedłem, do dalej idącego wniosku, który będę propagował i zamierzam napisać coś więcej w tym temacie. Ja uważam, że nie tylko życie nie ma sensu ale idąc dalej tym tropem, życia nie ma! Tak! Uważam, że życie to tylko inny rodzaj na swój sposób uporządkowanej materii, która porządkuje się na przykład pod wpływem grawitacji i innych oddziaływań fizycznych. To, że interpretujemy naszą egzystencję jako 'życie' to tylko subiektywny efekt uboczny specyficznego ugrupowania materii/energii pod wpływem warunków panujących we wszechświecie zwanych prawami fizyki.
27-05-2015 08:44 
 Ocena 2 na 2
Ojciec Ateusz (9201 punktów)
> życia nie ma

Świat A: nasz świat, cząstki "kleją się" do siebie tworząc skomplikowane formy organizacji
Świat B: cząstki nie tworzą żadnych trwałych struktur

Owszem, oba światy dają się opisać językiem praw fizyki, ale rezygnując z opisów na wyższych poziomach organizacji (język chemii czy biologii) zacierasz istotną informację o różnicy pomiędzy tymi światami. W pierwszym istnieją struktury i procesy, którym słownik biologii nadaje nalepkę "życie", w drugim z nich istotnie "życia nie ma".

Tak, da się wszystko zredukować do fizyki, ale jeżeli miałoby to oznaczać rezygnację z języków wyższych poziomów, to przestaniemy się komunikować.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)

>Ja osobiście doszedłem, do dalej idącego wniosku, który będę propagował i zamierzam napisać coś więcej w tym temacie. Ja uważam, że nie tylko życie nie ma sensu ale idąc dalej tym tropem, życia nie ma! Tak! Uważam, że życie to tylko inny rodzaj na swój sposób uporządkowanej materii,

To życia nie ma czy jest to inny rodzaj na swój sposób uporządkowanej materii? Życie jest, ale powstaje pytanie: czym jest?
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>To życia nie ma czy jest to inny rodzaj na swój sposób uporządkowanej materii? Życie jest, ale powstaje pytanie: czym jest?

Lokalną zmarszczką na fali kosmicznej energii.

"Sardoniczne pociski autorów straciły już władzę ranienia czytelnika - mianowicie od czasu, w którym przekonano się, że każdy mający pióro w ręku i dostateczną ilość papieru potrafi nawymyślać publiczności". - Aleksander Niewiarowski
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Dobrze powiedziane. Ale jednak to życie jest
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>Ja osobiście doszedłem, do dalej idącego wniosku, który będę propagował i zamierzam napisać coś więcej w tym temacie. Ja uważam, że nie tylko życie nie ma sensu ale idąc dalej tym tropem, życia nie ma!

Odwrotnie: życia nie ma, więc - idąc dalej tym tropem - nie ma sensu. To oczywiste.
Zresztą, nawet gdyby życie było, to czymże jest cała biosfera w skali Ziemi? Jest to ledwie zauważalna, cieniutka błonka - delikatna, krucha, lokalna i sezonowa. W skali Układu Słonecznego życie jest już doprawdy niczym, a w skali galaktyki Droga Mleczna jest to zjawisko zupełnie bez znaczenia.

"Sardoniczne pociski autorów straciły już władzę ranienia czytelnika - mianowicie od czasu, w którym przekonano się, że każdy mający pióro w ręku i dostateczną ilość papieru potrafi nawymyślać publiczności". - Aleksander Niewiarowski
27-05-2015 21:59 
 Ocena 1 na 1
wsx666 (1067 punktów)
>>Ja osobiście doszedłem, do dalej idącego wniosku, który będę propagował i zamierzam napisać coś więcej w tym temacie. Ja uważam, że nie tylko życie nie ma sensu ale idąc dalej tym tropem, życia nie ma!
>Odwrotnie: życia nie ma, więc - idąc dalej tym tropem - nie ma sensu. To oczywiste.
>Zresztą, nawet gdyby życie było, to czymże jest cała biosfera w skali Ziemi? Jest to ledwie zauważalna, cieniutka błonka - delikatna, krucha, lokalna i sezonowa. W skali Układu Słonecznego życie jest już doprawdy niczym, a w skali galaktyki Droga Mleczna jest to zjawisko zupełnie bez znaczenia.
>
"Sardoniczne pociski autorów straciły już władzę ranienia czytelnika - mianowicie od czasu, w którym przekonano się, że każdy mający pióro w ręku i dostateczną ilość papieru potrafi nawymyślać publiczności". - Aleksander Niewiarowski


Fajnie, że podobnie jak ja podchodzisz do tego. Uważam, dokładnie tak jak Ty. Twierdzę, że taka forma zorganizowania materii jaka ma miejsce na naszej planecie a którą nazywamy życiem, jest tylko przypadkowym efektem jak ja to nazywam 'zgniłej kulki'. Pod przykrywką atmosfery ta planeta w porównaniu ze sterylnością reszty wszechświata wydaje mi się jedynie zaparowaną spleśniałą pokrytą grzybem, nic nie znaczą kosmiczną bryłą. Zdarzyło mi się kiedyś razem z sąsiadem otworzyć garaż, który był nie otwierany przez około 7-8 lat, a była w nim wilgoć bo przeciekał lekko dach, to co zobaczyłem w środku było niesamowite, garaż porośnięty był niesamowitą pleśnią, i pajęczynami, żałuję, że nie porobiłem zdjęć a le to było jeszcze w czasach kiedy nie było aparatów w telefonach. Garaż obok, który użytkowałem regularnie, który był wietrzony i suchy był właśnie niemal sterylnie czysty. Tak dzieje się z naszą planetą, wilgoć i odpowiednia temperatura doprowadziły do tego, że planeta zakwitła, ale czy życiem? Nie..po prostu nie ożywiona materia miała możliwość, czas i warunki by tak się uformować, przyjąć taką formę. To nie zmienia faktu, że istniejemy i możemy z tego korzystać, co z kolei nie zmienia faktu, że nie odkryto i nie odkryjemy nigdy czegoś takiego jak 'ŻYWA' materia wchodząca w skład organizmów, bo musiały by to być poza znanymi nam 100+ pierwiastkami forma materii doprawdy wyjątkowa.
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

Analogia z garażem bardzo zabawna, w pewnym sensie. W tym sensie mianowicie, że na skutek panującego w okolicy tłoku i natężenia ruchu, ziemski garaż już parę razy został tak porządnie wysprzątany, że o mały włos nie został prawie do cna wysterylizowany. Ale pewnie kryje się za tym jakaś potężna MOC. Na przykład promieniowanie albo grawitacja... Aż zazdroszczę widoku tym, którzy W KOŃCU tego dożyją.

"Sardoniczne pociski autorów straciły już władzę ranienia czytelnika - mianowicie od czasu, w którym przekonano się, że każdy mający pióro w ręku i dostateczną ilość papieru potrafi nawymyślać publiczności". - Aleksander Niewiarowski
wsx666 (1067 punktów)
>Analogia z garażem bardzo zabawna, w pewnym sensie. W tym sensie mianowicie, że na skutek panującego w okolicy tłoku i natężenia ruchu, ziemski garaż już parę razy został tak porządnie wysprzątany, że o mały włos nie został prawie do cna wysterylizowany. Ale pewnie kryje się za tym jakaś potężna MOC. Na przykład promieniowanie albo grawitacja... Aż zazdroszczę widoku tym, którzy W KOŃCU tego dożyją.
>
"Sardoniczne pociski autorów straciły już władzę ranienia czytelnika - mianowicie od czasu, w którym przekonano się, że każdy mający pióro w ręku i dostateczną ilość papieru potrafi nawymyślać publiczności". - Aleksander Niewiarowski


Jeżeli masz na myśli widok ostatecznej sterylizacji planety, to tak, ja też zazdroszczę tym, którym będzie dane to obserwować. Majestatyczność kompletna i ostateczna, pokaz wielkości wszechświata na oczach przerażonej gawiedzi.

Pozdrawiam.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Życie jest bez sensu. Religia nie może życiu tego sensu nadać, ale może nieść pocieszenie i zaspokajać różne ludzkie potrzeby, podobnie jak wszelkie inne formy ludzkiej aktywności, równie nonsensowne jak religia i samo życie.

No tak, ale mi nie chodziło o wiarę religijną, którą uważam za złą. W swój własny sens już trzeba uwierzyć...
27-05-2015 15:36 
 Ocena 1 na 1
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>No tak, ale mi nie chodziło o wiarę religijną, którą uważam za złą. W swój własny sens już trzeba uwierzyć...

O co tam Tobie chodziło, to nie podejrzewam nawet, że sam jesteś to w stanie przeczuć...

"Sardoniczne pociski autorów straciły już władzę ranienia czytelnika - mianowicie od czasu, w którym przekonano się, że każdy mający pióro w ręku i dostateczną ilość papieru potrafi nawymyślać publiczności". - Aleksander Niewiarowski
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Wszystko jest proste.

Jeśli mamy świat przyczyn i skutków, to wychodzi nam z logiki jak powinniśmy postępować żeby jak najkorzystniej żyć. Ale jest to korzyść np w sensie długość życia, zdrowie, pieniądze, zasady moralne - musimy postępować tak, a nie inaczej. Czyli de facto jesteśmy niewolnikami. Jest gra komputerowa i jest jakiś sposób jej przejścia. Można zrobić inaczej, ale to będzie niekorzystne, gorsze.

I chyba tu właśnie jest potrzebne praktyczne zastosowanie wiary. Chcę czegoś i wierzę, że tak mogę pomimo tych wszystkich sztywnych zasad. I teraz do podjętej decyzji mogę dopasować odpowiednie argumenty. Gdybyśmy postępowali tylko racjonalnie i analitycznie to nie zostałoby miejsce na przyjemność, wybór, wolę.
ROBINSON (137 punktów)
>Mój wniosek jest taki, że gdyby nie wiara życie nie miałoby sensu i dlatego opisanie sensu życia
>jest niemożliwe.
Posługujmy się polskim językiem, jego znaczeniem słów. Ze "Słownika języka polskiego" wynika, że pojęcie sensu odnosi się jedynie do celowych działań. Życie? Czyim, celowym, działaniem jest ono? Boga? Dlatego dajmy sobie spokój z takimi rozważaniami.
Wiara, w szerokim rozumieniu jest niezbędna dla człowieka, upraszcza życie. Gdybyśmy wszystko musieli sprawdzać i we wszystkim upewniać, nie tego sobie nie można wyobrazić. Wiara religijna, pomijając już inne aspekty związane z instytucjami wykorzystującymi religie jako ideologie, jest też niezbędna dla życia. Przynajmniej dla większości. Religie wyjaśniają prosto wszystko, nauka nic. Nauka na wszystko ma różne teorie, w niczym nie jest stała i pewna. Dlatego jest odrzucana przez większość ludzi bo nie mogą w oparciu o nią znaleźć sensu swojego działania na tym świecie. Człowiek to "zwierzę kulturowe" a religie to kulturowe byty. Ateizm przy swoim rozumieniu boga, wiary religijnej też jest formą religii. Przyjmuje Darwinizm, który wyjaśnia powstanie gatunku potrafiącego intensywnie rozwijać kulturę ale odrzuca ewolucję świata kultury, która stworzyła bogów, która rozwija się niezależnie od woli ludzi, według obiektywnych praw. Ewolucję świata duchowego (tak można nazwać to co powstało w wyniku zaistnienia świadomości, inteligencji), który jest kolejnym etapem ewolucji wszechświata. To przecież nie człowiek, jako zwierzę, ewoluuje ale coś niematerialnego, jego umysł. Pojedyncza jednostka ginie ale świat duchowy rozwija się dalej.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
A czym jest ten świat duchowy?

Ateizm to odrzucenie wiary i religii. Niektórzy oczywiście wierzą w to, że Boga nie ma. Ich sprawa.
oportunista (1711 punktów)
Doprawdy nie potrafię zorientować się o co w tym wątku chodzi. Już pierwsze zdanie jest dziwne, niby co potrafimy racjonalnie opisać w swym życiu. Spróbuj stanąć z boku siebie i za pomocą znanych ci faktów dokonać zrozumiałej analizy życia. Zacznij od początku, od poczęcia. Spróbuj racjonalnie wyjaśnić dlaczego właśnie to jajeczko zostało zapłodnione tym plemnikiem, dzięki którym jesteś, kim jesteś. Do wyścigu stanęło konkretne jajeczko w konkretnym czasie, ale równie dobrze i czas i jako mogło być całkiem inne, a plemnik zapładniający również byłby zupełnie inne, no i Ciebie by nie było. Byłby ktoś inny, może podobny, a może wcale nie. Zbieg okoliczności, los fatum, palec boży? Gdzie tu racjonalność, jest tylko jedna możliwość, jedna jedyna i stało się. Zasadniczo człowiek nie radzi sobie z losem, słynne pytanie - dlaczego ja. Aby uporządkować nasz świat wymyślamy szablony postępowania, właściwie to nasz mózg je wymyśla, nie jest w stanie ogarnąć informacji go zalewających, szuka skrótów. Nie możemy się zawieszać jak komputery, dlatego skróty dają nam poczucie podejmowania słusznych decyzji. Niestety nie jesteś w stanie wykoncypować jakie cyfry jutro padną w lotto, tak jest z każdą decyzją, warunkiem wygrania jest granie. Tu wielu pomaga religia, to ona tworzy owe skróty i obiecuje wygraną. Daje to nam poczucie słuszności tego co robimy, a to porządkuje wiele naszych spraw.
Nie wiem co masz na myśli pisząc wiara w głupoty jest bez sensu i bez wartości. O tym czy coś ma sens, czy ma wartość decydujemy sami. Wszystko zależy od punktu widzenia, bo niby kto mógłby być obiektywnym autorytetem orzekającym co jest, a co nie jest wartościowe, sensowne, czy zupełnie bez sensu. Takie atrybuty przyznaliśmy Bogom, bo jak na dłoni widzimy, że sami nie jesteśmy w sanie tego dokonać. Ostatnie zdanie dotyczy ludzi, obdarzonych zdolnością refleksji nad samym sobą.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Początku ludzkości nie znamy, natomiast resztę można opisać racjonalnie. Wtedy właśnie traci się poczucie sensu, które opiera się o wiarę. I o to mi chodziło zakładając ten wątek. Kiedyś mogłem myśleć, że miłość i związki damsko męskie mają sens, a teraz widzę to jako suchy opis faktów jak na lekcji biologii i od razu ta sfera traci sens.
Brzostowski (7067 punktów)
Nie ma doskonalej wiary i doskonałego sceptycyzmu. Są tylko stany pomiędzy.
Tam gdzie da się określić prawdopodobieństwo, w miarę duże (ocena subiektywna), tam zblizasz się do postawy rozumianej jako racjonalna, w drugą stronę zmierzasz ku wierze.
Życie składa się z wielu takich sytuacji.

Sens życia musisz znaleźć sam. Wiara w boga na pewno pomaga. Mamy jednak wolę, wiele decyzji podejmujemy samodzielnie, my decydujemy.

>Wiara w zewnętrznego Boga i zasady narzucone z góry, inne wymiary i sens narzucony z góry powoduje,że człowiek staje się niewolnikiem...

To nieprawda, zalezy to od człowieka, a wolność jest względna, zależy kto ocenia. Wiele spraw jest dla ateisty niepojęte. Dla teistow dość proste.


Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
04-06-2015 23:20 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
>>Wiara w zewnętrznego Boga i zasady narzucone z góry, inne wymiary i sens narzucony z góry powoduje,że człowiek staje się niewolnikiem...
>To nieprawda, zalezy to od człowieka, a wolność jest względna, zależy kto ocenia. Wiele spraw jest dla ateisty niepojęte. Dla teistow dość proste.
Mógłbyś przybliżyć tę prostotę, której ateiści jakoby nie pojmują (to dopiero prostaki!)?
Jak zasady narzucone z zewnątrz (pozaludzkie) miałyby wspomagać naszą wolność lub choć jej nie ograniczać?
05-06-2015 19:58 
 Ocena 1 na 3
Brzostowski (7067 punktów)
>>>Wiara w zewnętrznego Boga i zasady narzucone z góry, inne wymiary i sens narzucony z góry powoduje,że człowiek staje się niewolnikiem...
>>To nieprawda, zalezy to od człowieka, a wolność jest względna, zależy kto ocenia. Wiele spraw jest dla ateisty niepojęte. Dla teistow dość proste.
>Mógłbyś przybliżyć tę prostotę, której ateiści jakoby nie pojmują (to dopiero prostaki!)?
Niepojmowanie czegoś nie oznacza, że jest się prostakiem.
Ateista nigdy nie zrozumie teisty. To tak jak mężczyzna nie wie czym jest miesiączka. Nie wynika to z braku umiejętności intelektualnych, tylko z konstrukcji psychicznej, pewnych cech, których ateista nie ma.
>Jak zasady narzucone z zewnątrz (pozaludzkie) miałyby wspomagać naszą wolność lub choć jej nie ograniczać?

Np tak samo jak zasady ludzkie.

Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
06-06-2015 16:39 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Wiele spraw jest dla ateisty niepojęte. Dla teistow dość proste.
Gdyż nie teizm ateizm jest tu najważniejszą alternatywą tylko fideizm i afideizm. Czyli albo zawieszenie się na autorytetach
i wtedy pojęte są nawet religijne dogmaty lub racjonalny sceptycyzm poznawczy, gdzie przyjmuje się twierdzenia
z większą lub mniejszą dozą prawdopodobieństwa. Wiara nauce jest zbędna. W nauce są tyko mniej lub bardziej ugruntowane teorie. W odróżnieniu od teologii, w nauce nie ma takiego stwierdzenia, któremu nie mogłyby zaprzeczyć
fakty empiryczne.


>Niepojmowanie czegoś nie oznacza, że jest się prostakiem.
sjp.pl/prostak synonim.net/synonim/prostak
Nie można bardzo wiele pojmować i prostakiem pozostawać, natomiast pojmowanie lub nie świadczy o sprawności intelektualnej i przygotowaniu umysłu.

>Ateista nigdy nie zrozumie teisty.
(Biedne te teisty!) Na jakiej podstawie Pan tak uważa, gdy znakomita większość ateistów wywodzi się z teistów, także wśród filozofów i religioznawców. Sadzę, że zrozumienie wiary przez niewierzących jest bardzo trudne, ale na podstawie dotychczas poznanej literatury przedmiotu uważam, że zrozumienie przez wierzących ateistów, "dla których jakakolwiek wiara nie jest do niczego potrzebna" - jest niemożliwe.

> To tak jak mężczyzna nie wie czym jest miesiączka.
Jakoś prostackim wydaje mi się to porównanie, ale może rzeczywiście teistycznych subtelności nie łapię.

>Nie wynika to z braku umiejętności intelektualnych, tylko z konstrukcji psychicznej, pewnych cech, których ateista nie ma.
Chyba ma Pan rację, gdyż jak napisałem, a wynika to i socjologicznych badań i z deklaracji uczonych większość ateistów była teistami, ale inteligencja i heretyckość natury nie pozwoliła im w tym samym miejscu pozostawać i zaczęli samodzielnie szukać odpowiedzi, a takich cech fideiści już z natury nie mają.

Jak zasady narzucone z zewnątrz (pozaludzkie) miałyby wspomagać naszą wolność lub choć jej nie ograniczać?
>Np tak samo jak zasady ludzkie.
Pan w swoich zacietrzewieniach schodzi na pozycje heretyckie i przeczy sam sobie. Oczywiście, że cała moralność i wszelakie zbiory praw są tylko ludzkim tworem, ale te podpierające się boskim autorytetem domagają się absolutnego i bezwzględnego uznania przez wszystkich.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,457816
Wystarczyło posłuchać ostatnie bożecielne biskupów kazania. Zero wiedzy w problematyce, w której się wypowiadają i boski autorytet, do którego się odwołują. Tak, tu bez mocnej bezrefleksyjnej wiary trudno pojąć, tak biskupów, jak i wierzących.
www.krytyk(*)/Dziwiszpodsad/menuid-197.html
tekstykano(*)al-biskupa-dziwisza-w-skandalu
Pan uważa, że na przykład biskup Dziwisz ma pełne prawo do pouczania nas co jest moralne, a co nie jest i w tym tkwi cała tajemnica wiary, zupełnie niepojęta dla racjonalistów.

@@@
.
06-06-2015 19:31 
 Ocena 1 na 3
Brzostowski (7067 punktów)
>Gdyż nie teizm ateizm jest tu najważniejszą alternatywą tylko fideizm i afideizm.
Jest Pan tutaj w błędzie. Teizm jest na tyle specyficzny, że wierzacymi są znakomici naukowcy, którzy metodologię naukową opanowali i przetestowali w praktyce, wykazując się inteligencją, sceptycyzmem i tym wszystkim co i każdy racjonalista kocha.

>>Niepojmowanie czegoś nie oznacza, że jest się prostakiem.
>sjp.pl/prostak synonim.net/synonim/prostak
>Nie można bardzo wiele pojmować i prostakiem pozostawać, natomiast pojmowanie lub nie świadczy o sprawności intelektualnej i przygotowaniu umysłu.
Tak, i moje, i pańskie zdanie jest prawdziwe.
>>Ateista nigdy nie zrozumie teisty.
> (Biedne te teisty!) Na jakiej podstawie Pan tak uważa, gdy znakomita większość ateistów wywodzi się z teistów...
I cóż z tego? Ten kto był teistą, a już nie jest, nie rozumie. Pozostaje kwestia czy ludzie tacy byli faktycznie teistami lub czy są dziś ateistami. Z prawdziwego teizmu nie da się "wyleczyć", wiara w boga to nie gusła, nawet nie religia, nie tradycja. Wiara w boga to przekroczenie pewnej granicy, z której umysł już nie wraca.

>> To tak jak mężczyzna nie wie czym jest miesiączka.
>Jakoś prostackim wydaje mi się to porównanie, ale może rzeczywiście teistycznych subtelności nie łapię.
To pańska ocena. Czasem trzeba po prostu "walnąć" porównaniem aby każdy zrozumiał, także ateista.
>>Nie wynika to z braku umiejętności intelektualnych, tylko z konstrukcji psychicznej, pewnych cech, których ateista nie ma.
>Chyba ma Pan rację, gdyż jak napisałem, a wynika to i socjologicznych badań i z deklaracji uczonych większość ateistów była teistami, ale inteligencja i heretyckość natury nie pozwoliła im w tym samym miejscu pozostawać i zaczęli samodzielnie szukać odpowiedzi, a takich cech fideiści już z natury nie mają.
Mam w tym względzie zupełnie odmienne zdanie. Jak Pan doskonale wie, rodzimy się ateistami, potem niektórzy mądrzeją i stają się teistami faktycznie, a niektórzy pozornie. I to z tych drugich potem wywodzą się w większości ateiści.
> Jak zasady narzucone z zewnątrz (pozaludzkie) miałyby wspomagać naszą wolność lub choć jej nie ograniczać?
>>Np tak samo jak zasady ludzkie.
>Pan w swoich zacietrzewieniach schodzi na pozycje heretyckie i przeczy sam sobie. Oczywiście, że cała moralność i wszelakie zbiory praw są tylko ludzkim tworem, ale te podpierające się boskim autorytetem domagają się absolutnego i bezwzględnego uznania przez wszystkich.
Ja nie jestem zacietrzewiony, nie mam powodu. A i pozycja heretycka nie jest mi obca. Zbiory praw (np taki dekalog i inne) podpierają się boskim autorytetem, i co oczywiste domagają się szerokiego uznania przez wszystkich dlatego, że sa to dla części ludzi prawa ważne. Zupełnie podobnie rzecz się ma jeśli chodzi o inne wartości - Pan też ma jakieś, są dla Pana ważne i też chciałby Pan, aby inni je uznawali. Czyż nie? To normalne u człowieka.
>www.racjonalista.pl/forum.php/s,457816
>Wystarczyło posłuchać ostatnie bożecielne biskupów kazania. Zero wiedzy w problematyce, w której się wypowiadają i boski autorytet, do którego się odwołują. Tak, tu bez mocnej bezrefleksyjnej wiary trudno pojąć, tak biskupów, jak i wierzących.
>www.krytyk(*)/Dziwiszpodsad/menuid-197.html
>tekstykano(*)al-biskupa-dziwisza-w-skandalu
>Pan uważa, że na przykład biskup Dziwisz ma pełne prawo do pouczania nas co jest moralne, a co nie jest i w tym tkwi cała tajemnica wiary, zupełnie niepojęta dla racjonalistów.
Proszę Pana, biskup Dziwisz to prawo do pouczania uzyskał dzięki członkom KK, którzy uznają określone zasady i umożliwili pośrednio biskupowi zostać biskupem. Stąd też dziwię się, iż Pan jako ateista odnosi do siebie to co mówi Dziwisz, jest to zupełnie niepojęte dla teisty.

A jeśli Dziwisz poprzez jakieś swoje działania czy zaniechania stracił takie prawo, to pozwoli Pan, że ocenią to członkowie KK, do których kieruje On swoje pouczania?


Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
07-06-2015 14:52 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Wiele spraw jest dla ateisty niepojęte.
Gdyż nie teizm ateizm jest tu najważniejszą alternatywą tylko fideizm i afideizm. Czyli albo zawieszenie się na autorytetach
i wtedy pojęte są nawet
religijne dogmaty lub racjonalny sceptycyzm poznawczy, gdzie przyjmuje się twierdzenia
z większą lub mniejszą dozą prawdopodobieństwa.
Wiara nauce jest zbędna. W nauce są tyko mniej lub bardziej ugruntowane teorie. W odróżnieniu od teologii, w nauce nie ma takiego stwierdzenia, któremu nie mogłyby zaprzeczyć
fakty empiryczne.

>Jest Pan tutaj w błędzie.
Że w Pańskich ocenach to norma. Natomiast ja uważam, że wierzyć można we wszystkie bzdury jakie tylko zdołamy wymyślić. Także w to, że Bóg jest i w to, że Boga nie ma,

>Teizm jest na tyle specyficzny,
Żadnej specyfiki teizmu nie dostrzegam. Jest to po prostu wiara, iż Bóg/bogowie istnieją.

>wierzacymi są znakomici naukowcy, którzy metodologię naukową opanowali i przetestowali w praktyce, wykazując się inteligencją, sceptycyzmem i tym wszystkim co i każdy racjonalista kocha.
Po pierwsze nie są, a bywają i tam gdzie to ma znaczenie stanowią mniejszość, a nawet zdecydowaną mniejszość.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,621512#w621575
www.racjon(*)m.php/z,0/d,7/s,643658#w644081

>Ateista nigdy nie zrozumie teisty.
(Biedne te teisty!) Na jakiej podstawie Pan tak uważa, gdy znakomita większość ateistów wywodzi się z teistów, także wśród filozofów i religioznawców. Sadzę, że zrozumienie wiary przez niewierzących jest bardzo trudne, ale na podstawie dotychczas poznanej literatury przedmiotu uważam, że zrozumienie przez wierzących ateistów, "dla których jakakolwiek wiara nie jest do niczego potrzebna" - jest niemożliwe.
>I cóż z tego? Ten kto był teistą, a już nie jest, nie rozumie.
Czy ten poziom rozumienia wymaga jeszcze komentarza. Mam dziwne (choć może nieuprawnione) wrażenie, iż moja religijna wiedza dotycząca katolicyzmu jest znacznie wyższa od Pańskiej. Coś tam musiałem też wiedzieć, gdy będąc ateistą zdawałem u księży profesorów egzaminy z zakresu teologii, a miałem taki epizod w życiu.

>Pozostaje kwestia czy ludzie tacy byli faktycznie teistami lub czy są dziś ateistami.
Nie musieli zaraz stawać się ateistami - wystarczy, iż stawali się religioznawcami i zaczynali pisać o religii i wierze:
www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,332808#w333111
www.racjon(*).php/z,0/d,20/s,511985#w515491
Czy to co piszą o wierze, religii oraz Bogu teologowie, filozofowie i religioznawcy chrześcijańscy, według Pana to bezsensowny bełkot, którego racjonalista zrozumieć nie może?

>Z prawdziwego teizmu nie da się "wyleczyć", wiara w boga to nie gusła, nawet nie religia, nie tradycja.
Z prawdziwej głupoty także nie da się wyleczyć i jaki to ma być argument za wiarą w bogów? A czymże według Szanownego Pana miałaby być wiara w boga, czego nie potrafili opisać nawet najwybitniejsi teologowie, filozofowie, czy religioznawcy. Tajemnicą, którą tylko Pan Brzostowski potrafi zrozumieć?

>Wiara w boga to przekroczenie pewnej granicy, z której umysł już nie wraca.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,663746#w664446
Konieczna jest wówczas wielka odwaga i zaufanie. Upaść na kolana przed Bogiem jako Ojcem w chwilach nasilających się pokus, pośród ciemności wiary - taki czyn wymaga od człowieka wielkiej determinacji duchowej. Doświadczenie czystej wiary każe nam rzucić się w przepaść, mając wewnętrzne przekonanie, iż Bóg nas pochwyci i ocali.
Tak, powrót stamtąd jest tak trudny, iż prawie niemożliwym.

> To tak jak mężczyzna nie wie czym jest miesiączka.
Jakoś prostackim wydaje mi się to porównanie, ale może rzeczywiście teistycznych subtelności nie łapię.
>To pańska ocena. Czasem trzeba po prostu "walnąć" porównaniem aby każdy zrozumiał, także ateista.
>Nie wynika to z braku umiejętności intelektualnych, tylko z konstrukcji psychicznej, pewnych cech, których ateista nie ma.
Tak, jak widać z Pańskiej wypowiedzi nasze ateistyczne braki wprost "rzucają się na oczy".

Chyba ma Pan rację, gdyż jak napisałem, a wynika to i socjologicznych badań i z deklaracji uczonych większość ateistów była teistami, ale inteligencja i heretyckość natury nie pozwoliła im w tym samym miejscu pozostawać i zaczęli samodzielnie szukać odpowiedzi, a takich cech fideiści już z natury nie mają.
>Mam w tym względzie zupełnie odmienne zdanie.
Myślę, iż o tym to już wie zdecydowana większość forumowiczów, ale na racjonalistycznym forum, to jeszcze wypada mieć merytoryczne, racjonalne i przekonywujące argumenty. Sama wiara, choćby i najgłębsza, to o wiele za mało.

> Jak Pan doskonale wie, rodzimy się ateistami,
Nie, nie wiem. Raczej, na podstawie literatury przedmiotu, uważam że jesteśmy z natury religijnymi (takie mamy uwarunkowania genetyczne). Natury sceptyczne i otwarte na świat są wyjątkiem, a nie regułą.

> potem niektórzy mądrzeją i stają się teistami faktycznie, a niektórzy pozornie.
Fideiści to do siebie mają, że tekstów sprzecznych z ich wiarą albo nie czytają, albo czynią to wybiórczo: www.racjon(*).php/z,0/d,28/s,511985#w517041

CDN
.
10-06-2015 18:43 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>>Jest Pan tutaj w błędzie.
>Że w Pańskich ocenach to norma. Natomiast ja uważam, że wierzyć można we wszystkie bzdury jakie tylko zdołamy wymyślić. Także w to, że Bóg jest i w to, że Boga nie ma,
>>Teizm jest na tyle specyficzny,
>Żadnej specyfiki teizmu nie dostrzegam. Jest to po prostu wiara, iż Bóg/bogowie istnieją.
No właśnie, i tyle. Wiara w boga, stwórcę, absolut, nie stoi w sprzeczności z nauką. Z samej wiary w boga nie wynikają żadne sprzeczne nauce poglądy, poza tym jedynym aspektem, że ani nauka ani teiści nie są w stanie udowodnić istnienia boga. Ale jest to poziom nieosiągalny dziś nauce (ludzkiej), nawet gdyby ów bóg istniał faktycznie.

>>wierzacymi są znakomici naukowcy, którzy metodologię naukową opanowali i przetestowali w praktyce, wykazując się inteligencją, sceptycyzmem i tym wszystkim co i każdy racjonalista kocha.
>Po pierwsze nie są, a bywają i tam gdzie to ma znaczenie stanowią mniejszość, a nawet zdecydowaną mniejszość.
Proszę nie czepiać się słówek: zdanie "wierzacymi są znakomici naukowcy" nie oznacza, że wszyscy.
>>I cóż z tego? Ten kto był teistą, a już nie jest, nie rozumie.
>Czy ten poziom rozumienia wymaga jeszcze komentarza. Mam dziwne (choć może nieuprawnione) wrażenie, iż moja religijna wiedza dotycząca katolicyzmu jest znacznie wyższa od Pańskiej...
>>Pozostaje kwestia czy ludzie tacy byli faktycznie teistami lub czy są dziś ateistami.
>Nie musieli zaraz stawać się ateistami - wystarczy, iż stawali się religioznawcami i zaczynali pisać o religii i wierze:
>Czy to co piszą o wierze, religii oraz Bogu teologowie, filozofowie i religioznawcy chrześcijańscy, według Pana to bezsensowny bełkot, którego racjonalista zrozumieć nie może?
Szanowny Panie, właśnie Pan zademonstrował, że trudno o zrozumienie. Nie chodzi o wiedzę formalną, ani zdolności intelektualne rozumiane tradycyjnie. Wiary w Boga nie da się nauczyć na studiach, dlatego tak trudno się porozumieć. Wiara w boga przypomina trochę stan narkotyczny, to stan umysłu, to przekonanie że istnieje świadomy stwórca. Tego na żadnym uniwersytecie nie nauczą, można do tego jedynie dojść samodzielnie.
>>Z prawdziwego teizmu nie da się "wyleczyć", wiara w boga to nie gusła, nawet nie religia, nie tradycja.
>Z prawdziwej głupoty także nie da się wyleczyć i jaki to ma być argument za wiarą w bogów? A czymże według Szanownego Pana miałaby być wiara w boga, czego nie potrafili opisać nawet najwybitniejsi teologowie, filozofowie, czy religioznawcy. Tajemnicą, którą tylko Pan Brzostowski potrafi zrozumieć?
Pan nadal nie rozumie. Opisać mogli i robili to, tylko że zrozumieć i doświadczyć tego może tylko wierzący. To tak jak można pisać wiele o smaku czekolady, ale zrozumieć czym on jest, można tylko wtedy gdy się zeżre kawałek.
>>Wiara w boga to przekroczenie pewnej granicy, z której umysł już nie wraca.
>www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,663746#w664446
> Konieczna jest wówczas wielka odwaga i zaufanie. Upaść na kolana przed Bogiem jako Ojcem w chwilach nasilających się pokus, pośród ciemności wiary - taki czyn wymaga od człowieka wielkiej determinacji duchowej. Doświadczenie czystej wiary każe nam rzucić się w przepaść, mając wewnętrzne przekonanie, iż Bóg nas pochwyci i ocali.
>Tak, powrót stamtąd jest tak trudny, iż prawie niemożliwym.
Gusła.
>Tak, jak widać z Pańskiej wypowiedzi nasze ateistyczne braki wprost "rzucają się na oczy".
Pan kpi, to i ja kpię.
>Chyba ma Pan rację, gdyż jak napisałem, a wynika to i socjologicznych badań i z deklaracji uczonych większość ateistów była teistami, ale inteligencja i heretyckość natury nie pozwoliła im w tym samym miejscu pozostawać i zaczęli samodzielnie szukać odpowiedzi, a takich cech fideiści już z natury nie mają.
>>Mam w tym względzie zupełnie odmienne zdanie.
>Myślę, iż o tym to już wie zdecydowana większość forumowiczów...
Z tego co ja wiem, jednak rodzimy się jako ludzie ateistami. Potem zadajemy pytania o ten świat i stajemy się wierzącymi lub nie. Większość jednak tak.


Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
07-06-2015 14:52 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Ciąg dalszy:

Jak zasady narzucone z zewnątrz (pozaludzkie) miałyby wspomagać naszą wolność lub choć jej nie ograniczać?
>Np tak samo jak zasady ludzkie.
Pan w swoich zacietrzewieniach schodzi na pozycje heretyckie i przeczy sam sobie. Oczywiście, że cała moralność i wszelakie zbiory praw są tylko ludzkim tworem, ale te podpierające się boskim autorytetem domagają się absolutnego i bezwzględnego uznania przez wszystkich.
>Ja nie jestem zacietrzewiony, nie mam powodu.
Oczywiście zacietrzewionym jestem ja. Wchodzę na fideistyczne fora i staram się biednych teistów ateizować.

>A i pozycja heretycka nie jest mi obca.
Zdecydowanie nie! Już takie brednie jakie Pan tu z punktu widzenia Magisterium predestynują Pana nie tylko jako heretyka, ale wprost jako kandydata przed Inkwizycję i na stos. W obronie swoich fideistycznych argumentów już dawno się Pan tak poplątał, iż niewiele osób - może poza Panem samym - wie o co Panu chodzi i czego Pan tu broni.

> Zbiory praw (np taki dekalog i inne) podpierają się boskim autorytetem, i co oczywiste domagają się szerokiego uznania przez wszystkich dlatego, że sa to dla części ludzi prawa ważne.
Tak, religijne zbiory praw - po wstawieniu nic nie znaczącej protezy zwanej Bogiem - dla jakiejś tam części ludzi ważne, domagają się szerokiego uznania przez wszystkich.
Ot logika katolika.

> Zupełnie podobnie rzecz się ma jeśli chodzi o inne wartości - Pan też ma jakieś, są dla Pana ważne i też chciałby Pan, aby inni je uznawali.
Tyle, że ja pomiędzy chciałbym a przymuszałbym (nawet i zbrodniczo) widzę ogromną różnicę. Nie, w imię wolności i godności przynależnej każdemu człowiekowi nie wolno nikogo przymuszać do uznawania jakiegokolwiek systemu wartości. Kodeksy prawne powinny tylko regulować tak międzyludzkie stosunki aby jedni nie krzywdzili - w jakikolwiek sposób - innych.

> Czyż nie? To normalne u człowieka.
Nie wiem, co u człowieka jest normą. Różne kultury różne normy mają, a tylko niektóre oparte na wierze swoje normy innym narzucają.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,457816

Wystarczyło posłuchać ostatnie bożecielne biskupów kazania. Zero wiedzy w problematyce, w której się wypowiadają i boski autorytet, do którego się odwołują. Tak, tu bez mocnej bezrefleksyjnej wiary trudno pojąć, tak biskupów, jak i wierzących.

Pan uważa, że na przykład biskup Dziwisz ma pełne prawo do pouczania nas co jest moralne, a co nie jest i w tym tkwi cała tajemnica wiary, zupełnie niepojęta dla racjonalistów.

>Proszę Pana, biskup Dziwisz to prawo do pouczania uzyskał dzięki członkom KK, którzy uznają określone zasady i umożliwili pośrednio biskupowi zostać biskupem.
Jeżeli coś "uzyskał dzięki członkom KK", to niech się do swoich członków ogranicza. Ja mam względny szacunek dla poczynań pana Dziwisza, ale za członka u mnie on nie robi.

> Stąd też dziwię się, iż Pan jako ateista odnosi do siebie to co mówi Dziwisz, jest to zupełnie niepojęte dla teisty.
Jako katolicki obłudnik nie zauważa Pan tego, iż pan Dziwisz swoje mądrości publicznie klepie i jest wielokrotnie cytowany w mediach głównego nurtu. Gdy ktoś wypowiada się publicznie i stara się wpływać na społeczną rzeczywistość, to tym samym upoważnia wszystkich do krytyki prezentowanych przez siebie bzdur. Pomimo tego, że "jest to zupełnie niepojęte dla teisty". Na podstawie swoich lektur i wielotnich przemyśleń doszedłem do wniosku, że Kościół Katolicki /instytucja i kler/ jest najbardziej obłudną i zachłanną na dobra doczesne instytucją świata. Zdolną do najbardziej niemoralnych czynów dla zaspokojenia swych żądz.

Kościół Katolicki jest dla mnie najlepszym dowodem na nieistnienia Boga. Dobry Bóg nigdy nie zgodziłby się na tyle wszelakiego zła z najniższych pobudek czynionych w jego imieniu.

Zapyta Pan czy jego funkcjonariusze nie uczynili niczego dobrego? Uczynili! To dziwne, ale nawet w najpotworniejszych instytucjach zdarzają się wyjątki. W Kościele też! Ale co trochę przyzwoitszy to zaraz ucieka! Ostatnio: Węcławski, Bereś, Obirek.


>A jeśli Dziwisz poprzez jakieś swoje działania czy zaniechania stracił takie prawo, to pozwoli Pan, że ocenią to członkowie KK, do których kieruje On swoje pouczania?
Wielce Szanowny Panie, ja nie tylko to co klepie pan Dziwisz, ale także Szanowny Pan będę miał w wielkim poważaniu,
gdy swoje mądrości ograniczycie tylko do swojego środowiska.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,616397#w616429
Napisać taki wywód może tylko człowiek mocno ograniczony intelektualnie przez wiarę. Katolicki wierny całkowicie zaślepiony kościelnym propagandowym kitem. Wciskanie w Polsce wiary przekracza granice przyzwoitości. Jesteśmy praktycznie państwem wyznaniowym. Strach już lodówkę otworzyć aby nie wlała się nam religijna propaganda.. Mnie nic do Waszych poglądów dopóki nie łamiecie prawa, ale delikatnie proszę odwalcie się od moich poglądów i nie narzucajcie całemu społeczeństwu Waszych, wynikających tylko z religijnej doktryny, głupot. Ludzi i ich wybory należy szanować - nawet wtedy, gdy się nimi nie zgadzamy, czego żaden fideista ograniczony wiarą pojąć nie może.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,614473#w615390

@@@
.
07-06-2015 16:56 
 Ocena 2 na 2
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Mnie nic do Waszych poglądów dopóki nie łamiecie prawa, ale delikatnie proszę odwalcie się od moich poglądów i nie narzucajcie całemu społeczeństwu Waszych, wynikających tylko z religijnej doktryny, głupot. Ludzi i ich wybory należy szanować - nawet wtedy, gdy się nimi nie zgadzamy, czego żaden fideista ograniczony wiarą pojąć nie może.

Nawiązując do tego, wspomnę o piątkowej dyskusji pomiędzy księdzem Sową a Sławomirem Sierakowskim przy asyście redaktora Morozowskiego w programie "Tak jest". Otóż na postulat Sierakowskiego, żeby kościół dał spokój ludziom do niego nienależącym, umiarkowany (jak raczył wspomnieć red. Morozowski) ks.Sowa z widoczną pogardą, pobłażliwością i wyższością (charakterystyczne dla tej rasy) odmówił, gdyż niesienie Dobrej Nowiny wymusza na tych dziwnych ludziach określone działania wobec wszystkich. Tak sobie od tego momentu myślę, że wybór Dudy na prezydenta spowodował, że w tym środowisku popłynęli (delikatnie to ujmując) nawet ci "umiarkowani" (w które to umiarkowanie ja najczęściej nie wierzę, bo zbyt wiele wyczuwam z oczu, twarzy i gestów). Z tych znanych, po jasnej stronie, został już chyba tylko Wiśniewski. Reszta jest już chyba w pełni po brunatnej.

Co do Brzostowskiego, to już chyba Pan zapomniał, że on ma szósty zmysł, a Pan, jako niereligijny kaleka, jest tego cuda pozbawiony.
07-06-2015 19:05 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Przecież to oczywiste, że pan Brzostowski jest mistrzem w opowiadaniu bajd dla łatwowiernych .
> na postulat Sierakowskiego, żeby kościół dał spokój ludziom do niego nienależącym, umiarkowany (jak raczył wspomnieć red. Morozowski) ks. Sowa z widoczną pogardą, pobłażliwością i wyższością (charakterystyczne dla tej rasy) odmówił, gdyż niesienie Dobrej Nowiny wymusza na tych dziwnych ludziach określone działania wobec wszystkich.
Dobrą Nowiną, to może to być tylko dla ludzi nieznających historii i dokumentów Kościoła Katolickiego, dla innych to nic nowego. Ćwiczone to jest już prawie dwa tysiące lat. Choćby już tu ciekawe nawiązania do starej dobrej tradycji:
www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,537149#w537203
www.racjon(*)m.php/z,0/d,3/s,537149#w537260

>Co do Brzostowskiego, to już chyba Pan zapomniał, że on ma szósty zmysł, a Pan, jako niereligijny kaleka, jest tego cuda pozbawiony.
Pamiętam bardzo dobrze.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,6/s,647715#w648991
www.racjon(*)m.php/z,0/d,1/s,519169#w519594
Jestem wrogiem wszelkich głęboko wierzących doktrynerów, niezależnie od przedmiotu/podmiotu ich wiary. Pan Brzostowski tak mnie już znienawidził, że odwołanie do mnie w każdym poście zamieszcza. Dając mi zupełnie
bezpłatnie reklamę.

Tak, ten szósty zmysł u wszystkich wierzących występuje, choć zdecydowanie nie u wszystkich osiąga ten sam poziom nasilenia. Wśród wierzących można też spotkać racjonalnych ludzi przynajmniej starających się myśleć samodzielnie.

@@@
.
Brzostowski (7067 punktów)
>Co do Brzostowskiego, to już chyba Pan zapomniał, że on ma szósty zmysł, a Pan, jako niereligijny kaleka, jest tego cuda pozbawiony.

Próba ośmieszenia przez fałszywą interpretację czyjejś wypowiedzi? Nieładnie.

Być teistą, to znaczy mieć pewne cechy, można je nazwać zmysłami, które pozwalają wierzyć w Boga. Ateiści są ich pozbawieni, to oczywiste, gdyby je mieli byliby wierzący. Wbrew temu co piszesz, nie jest to kalectwo, to po prostu brak pewnych cech. Gdyby babcia miała wąsy, to by dziadkiem była... Chociaż teraz taki świat, że cholera wie...

Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
10-06-2015 20:06 
 Ocena 1 na 1
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
>Być teistą, to znaczy mieć pewne cechy, można je nazwać zmysłami, które pozwalają wierzyć w Boga. Ateiści są ich pozbawieni, to oczywiste, gdyby je mieli byliby wierzący.

A może to nie jest zmysł, tylko upośledzenie? Jak u schizofrenika, bo on wprawdzie ma cechy - można je nazwać zmysłami - które pozwalają mu widzieć więcej, niż pozbawieni ich aschizofrenicy. No ale to chyba ci "a" są po jasnej stronie rzeczywistości. Rożnica pomiędzy np. schizofrenikiem a wierzącym jest tylko taka, że ten drugi nie jest jeszcze zdiagnozowany. Możesz się teraz obrazić.

>Wbrew temu co piszesz, nie jest to kalectwo, to po prostu brak pewnych cech.

Jeżeli to jest jakiś brak, to tylko taki, jak brak dodatkowego chromosomu 21.
11-06-2015 07:40 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>>Być teistą, to znaczy mieć pewne cechy, można je nazwać zmysłami, które pozwalają wierzyć w Boga. Ateiści są ich pozbawieni, to oczywiste, gdyby je mieli byliby wierzący.
>A może to nie jest zmysł, tylko upośledzenie?...
To kwestia słów i oceny. A Twoja ocena wartościująca jest oceną wynikającą ze śwaitopoglądu, czyli jest "G" warta. Już moja ocena, iż to tylko pewna cecha jest bliższa podejściu racjonalnemu niż Twoja.
>Jak u schizofrenika, bo on wprawdzie ma cechy - można je nazwać zmysłami - które pozwalają mu widzieć więcej, niż pozbawieni ich aschizofrenicy. No ale to chyba ci "a" są po jasnej stronie rzeczywistości. Rożnica pomiędzy np. schizofrenikiem a wierzącym jest tylko taka, że ten drugi nie jest jeszcze zdiagnozowany.
Przykład schizofrenika może Ci poprawić samopoczucie, ale o niczym nie śwaidczy. Znów bowiem ocena ta jest światopoglądowa, nie racjonalna.
>Możesz się teraz obrazić.
Żartujesz, po co.
>>Wbrew temu co piszesz, nie jest to kalectwo, to po prostu brak pewnych cech.
>Jeżeli to jest jakiś brak, to tylko taki, jak brak dodatkowego chromosomu 21.
Piszesz jakbyś to wiedział, tymczasem nie wiesz, znowu ocena na bazie światopoglądu. A może to brak 2 choromosomów? A może jednak zmysłu? Ja nie wiem, bo racjonalnie można tylko mówić o cechach bez wartościowania.

Strasznie jacyś Wy ateiści wrażliwi na to, że może czegoś Wam brakuje. Aż strach o tym pisać

Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
niestadny (2492 punktów)

>A może to nie jest zmysł, tylko upośledzenie?
Ateistów?


stado czyni myślących bezmyślnymi
/Zbyszek Bryłowski/
10-06-2015 19:30 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>>Ja nie jestem zacietrzewiony, nie mam powodu.
>Oczywiście zacietrzewionym jestem ja. Wchodzę na fideistyczne fora i staram się biednych teistów ateizować.
Proszę Pana, to że podejmuję wątki teistyczne na racjonalnym forum, nie oznacza zaceitrzewienia. Przjmjując tę logikę większość tutaj piszacych, włącznie z Panem należałoby tak nazwać.
>>A i pozycja heretycka nie jest mi obca.
>Zdecydowanie nie! Już takie brednie jakie Pan tu z punktu widzenia Magisterium predestynują Pana nie tylko jako heretyka...
Proszę Pana, ja tutaj prezentuję własne stanowisko, jest ono dość złożone, niedające się zaszufladkować tak jak by Pan lub część użytkowników tego forum chciała lub je widzi. Przez tę pańską ochotę do patrzenia na teistów przez własne filtry, tak się Panu wydaje, że każdy musi siedzieć w jakiejś szufladzie, którą Pan zna. Tymczasem ja mam własną szufladę i siedzę w niej sam!
>Tak, religijne zbiory praw - po wstawieniu nic nie znaczącej protezy zwanej Bogiem - dla jakiejś tam części ludzi ważne, domagają się szerokiego uznania przez wszystkich.
>Ot logika katolika.
Logika jest taka, że każdy człowiek ma jakieś wartości, jak jest wielu ludzi o podobnych wartościach i uwazają je za ważne, to chcieliby aby kraj w którym żyją finkcjonował zgodnie z nimi. To oczywistość. Tak ma każdy normalny człowiek.
>Tyle, że ja pomiędzy chciałbym a przymuszałbym (nawet i zbrodniczo) widzę ogromną różnicę. Nie, w imię wolności i godności przynależnej każdemu człowiekowi nie wolno nikogo przymuszać do uznawania jakiegokolwiek systemu wartości. Kodeksy prawne powinny tylko regulować tak międzyludzkie stosunki aby jedni nie krzywdzili - w jakikolwiek sposób - innych.
Ach! Czyli czegoś nie wolno! A kodeksy coś powinny! Przecież o tym właśnie pisałem. Każdy ma poglądy i chce aby częśc z nich była regułą w społeczeństwie, przecież sam Pan wie, że tak. Kwestią jest jakie, prawda? I oto właśnie chodzi.
>Nie wiem, co u człowieka jest normą. Różne kultury różne normy mają, a tylko niektóre oparte na wierze swoje normy innym narzucają.
Narzucanie norm jest stare jak świat, jest związane z tradycją i cechami człowieks, a nie z religią. Religia bywa elementem tradycji, ale nei jest wiodąca.
>>Proszę Pana, biskup Dziwisz to prawo do pouczania uzyskał dzięki członkom KK, którzy uznają określone zasady i umożliwili pośrednio biskupowi zostać biskupem.
>Jeżeli coś "uzyskał dzięki członkom KK", to niech się do swoich członków ogranicza. Ja mam względny szacunek dla poczynań pana Dziwisza, ale za członka u mnie on nie robi.
>> Stąd też dziwię się, iż Pan jako ateista odnosi do siebie to co mówi Dziwisz, jest to zupełnie niepojęte dla teisty.
>Jako katolicki obłudnik nie zauważa Pan tego, iż pan Dziwisz swoje mądrości publicznie klepie i jest wielokrotnie cytowany w mediach głównego nurtu...
Myślałem że już opanował Pan ten chamowaty styl, ale widzę, że ciągnie wilka do lasu... Staram się ignorować panskie docinki, ale nie będę tego robił zbyt długo.

Proszę zrozumieć, że tutaj nie chodzi o krytykę - krytykuj Pan sobie kogo chcesz. KK ma prawo wyrażać opinie na określone tematy, a Pan ma prawo je krytykować. KK jak każda inna organizacja ma prawo lobbować na rzecz rozwiązań które uważa za słuszne, jak kazda inna oragnizacja lub grupa ludzi. Każdy, w tym Pan, KK i ja mamy prawo wyrażać pogląd w tym pouczać kogo chcemy i oceniać czyjeś postępowanie. Na tym polega tolerancja. Tyle tylko, że Pan chciałby KK pozbawić tych praw, ze względu na poglądy, które są sprzeczne z pańskimi.

>Kościół Katolicki jest dla mnie najlepszym dowodem na nieistnienia Boga. Dobry Bóg nigdy nie zgodziłby się na tyle wszelakiego zła z najniższych pobudek czynionych w jego imieniu.
Tyle Pan przeczytał książek, tak Pan podkreśla swoją wiedzę, a takie głupoty Pan pisze. KK dowodem na nieistnienie Boga? To racjonalne?
>Zapyta Pan czy jego funkcjonariusze nie uczynili niczego dobrego? ...
KK to raczej rozpatrujemy razem, a nie pojedynczo funkcjonariuszy, bo wtedy to żadne obiektywne oceny nie są.

>>A jeśli Dziwisz poprzez jakieś swoje działania czy zaniechania stracił takie prawo, to pozwoli Pan, że ocenią to członkowie KK, do których kieruje On swoje pouczania?
>Wielce Szanowny Panie, ja nie tylko to co klepie pan Dziwisz, ale także Szanowny Pan będę miał w wielkim poważaniu, gdy swoje mądrości ograniczycie tylko do swojego środowiska.
A dlaczego? Pan swoje mądrości wypisuje do wszystkich, a inni nie mogą?

>Mnie nic do Waszych poglądów dopóki nie łamiecie prawa, ale delikatnie proszę odwalcie się od moich poglądów i nie narzucajcie całemu społeczeństwu Waszych, wynikających tylko z religijnej doktryny, głupot. Ludzi i ich wybory należy szanować - nawet wtedy, gdy się nimi nie zgadzamy, czego żaden fideista ograniczony wiarą pojąć nie może.

No i mów do chłopa, a chłop jak żopa...

Panie, ja mam prawo pisać i mówić o swoich poglądach, tak jak i Pan. Mam prawo kształtować w demokratycznym kraju, w demokratyczny i zgodny z prawem sposób, zasady życia społecznego, takie które uważam za właściwe i Pan tez ma takie prawo. Ludzi i ich wybory należy szanować - owszem, ale wtedy gdy są zgodne ze wspólnie ustalonymi zasadami i prawem.

Pan ma pretensje do świata, że żyje w kraju, w którym większość to teiści, katolicy, i ze ta większość kształtuje świat wg własnych zasad? Ja rozumiem pańską złość, bo Pan ma inne poglądu niż ta większość i chciałby innego kraju, ale takie zasady jaki naród. Pan by chciał, aby zasady były inne niż oczekuje większośc? To już było... nie tak dawno...


Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
13-06-2015 15:55 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
> Proszę Pana, ja tutaj prezentuję własne stanowisko, jest ono dość złożone, niedające się zaszufladkować tak jak by Pan lub część użytkowników tego forum chciała lub je widzi.
Nie jest ono ani tak złożone, ani tak trudne do zaszufladkowania, jak Szanowny Pan to sobie wyobraża. Tak sporo jest w nim Pańskich swoistości (głównie mentalnych, np. zarzucanie chamstwa i klikanie minusów przeczącym Pańskiej wierze), choć i zbudowanych na podstawie własnych intelektualnych możliwości rozumienia świata, ale niech Pan mi uwierzy,
że 99% z tego co Pan tu wypisuje przeczytałem już wcześniej u innych ludzi. *
Pan może się w tych poglądach nie rozpoznawać lub tylko udawać, iż są oryginalne, ale dla mnie ten związek jest wprost oczywistym. Tego sporu pomiędzy sobą nie rozstrzygniemy i ocenę należy tu pozostawić inteligentnym czytelnikom.

Bardzo cenię sobie swoje własne przemyślenia i uważam się za oryginała, ale też mam pełną świadomość tego, że 99% moich przemyśleń oparłem na przeczytanych i przemyślnych krytycznie książkach opisujących dorobek intelektualny innych ludzi. Dosyć często tu określam swoje poglądy i zbudowany na nich światopogląd. Jest to racjonalizm światopoglądowy, naturalizm ontologiczny oraz dorobek współczesnej nauki (głównie nauk przyrodniczych). Jestem socjalliberałem dla którego wolności obywatelskie oraz demokracja stoją bardzo wysoko w hierarchii wartości. Prawie niczego z tego sam nie wymyśliłem i jest to głównie dorobek mądrych ludzi, których to co napisali ze zrozumieniem przeczytałem, przemyślałem i zaakceptowałem. Wsparłem się tu "na barkach gigantów".
______________________

* Porównaj:
Program PiS-u: www.google(*)&bvm=bv.95515949,d.bGg&cad=rja

Krzysztof Varga. "Poezja biskupia, czyli Episkopat walczy o Polskę"
(...) po dzieło składające się z homilii 16 polskich biskupów pod budującym tytułem "Polsko, uwierz w swoją wielkość", tak też uczyniłem w momencie, gdy Polska w istocie w swoją wielkość uwierzyła, dając temu dowód w ostatnich wyborach.

Dzieło jest masywne, podobnie jak omawiane już tu "Wymazywanie Polski", wydawnictwo Biały Kruk wydaje wyłącznie masywne, by nie rzec monstrualne książki, to nie jest oficyna, która by rzucała na rynek masowe edycje w miękkiej oprawie i kusiła nabywców przystępną ceną. Z Bożą pomocą jednak przebrnąłem przez tę świątobliwą kobyłę i zapoznałem się wnikliwie z poglądami biskupów, z którymi zgadza się nowy prezydent. Znajdujemy tu tak kluczowych biskupów jak Ignacy Dec, Wacław Depo, Antoni Dydycz, Stanisław Dziwisz, Stanisław Gądecki, Sławoj Leszek Głódź, Henryk Hoser czy Józef Michalik, co daje nam mocną jak nasza reprezentacja siatkarska ekipę, i to wraz z rezerwowymi.

Przyznaję jednak, że wyłącznie zwycięstwo Dudy przeważyło, iż rzuciłem się na Deca, Depo i Dydycza, a rzucić się było warto, choć było to rzucenie się na wodę nie tylko głęboką, ale też gęstą i mętną, rzekłbym nawet błotnistą.

Po mozolnej lekturze owych homilii dochodzę do klarownego wniosku, że najszerzej panoszącą się filozofią jest antypolskość, najmocniejszym kierunkiem intelektualnym antykatolicyzm, najagresywniejszą ideologią walka z Kościołem. Wniosek z lektury taki oto płynie: nawet za komuny polskość i katolicyzm tak bardzo nie były gnębione jak obecnie.

Z tekstów owych wyłania się obraz przerażający, obraz Kościoła, który jest w Polsce prześladowany, Krzyż nieustannie jest bezczeszczony, chrześcijanie poddawani są takim represjom, jakich by chyba nawet Neron nie wymyślił (prześladowcom ze swojej strony polecam wykorzystanie Stadionu Narodowego jako areny na miarę Koloseum), trwa "pełzająca sekularyzacja" (abp Depo), a "chrześcijanie tracą swoje prawa pod pozorem równe go traktowania" (abp Jędraszewski).

W punktach podaje nam to abp Głódź: "Oskarża się Kościół - jak w apogeum czasów stalinowskich - że jest poza narodem, że jest ekspozyturą obcego państwa - Watykanu". Sławoj Leszek Głódź w ogóle wyrasta na gwiazdę tego albumu, w homilii "Atakuje nas neopogaństwo" z gracją grani: "Nie wolno nam milczeć, godzić się, dawać przyzwolenia na zalew brudnych fal antywartości, bezbożnictwa, laicyzmu, sekularyzmu, moralnego nihilizmu".

Proszę zwrócić uwagę na poetyckość frazy "brudne fale antywartość", nie bez przyczyny daję ten cytat, albowiem cała ta księga nosi silne piętno poetyckie. Lecz kto naprawdę za tym stoi, bracia i siostry moi, jakie ciemne siły? Głódź odpowiada: "Ten nurt negacji, ten nurt przyzwolenia na moralny nihilizm znajduje akceptację w najwyższych instytucjach życia narodu: w parlamencie, rządzie, pośród tych, którzy zdobyli mandat zaufania publicznego, stanęli za sterem nawy państwowej". Da Bóg jednak, że rząd się po jesiennych wyborach zmieni i Polskę na powrót nam schrystianizuje, i to tak nam schrystianizuje, że się zupełnie nie pozbieramy.
/Duży Format nr 23 11-06-2015/

Tomasz Terlikowski w "Gazecie Polskiej Codziennie" (za Polityką) "Gdybym miał coś życzyć prezydentowi elektowi, to nie ukrywam, że życzyłbym mu, żeby budował w Polsce >>nowe średniowiecze<<. " A moim marzeniem jest, by dziś ono w Polsce się zaczęło".

Już tu wcześniej napisałem: Tak, za Kościołem stoją w Polsce milionowe kadry i ogromne środki materialne, a jeszcze chciałby wymusić "ateizm koncesjonowany" - "Ostatecznie wolno ci w ten twój ateizm wierzyć, ale pod warunkiem, że zachowasz go dla siebie" Inaczej jesteś zwyczajnym chamem, który nie potrafi żadnej świętości uszanować.

@@@
.
Brzostowski (7067 punktów)
>> Proszę Pana, ja tutaj prezentuję własne stanowisko, jest ono dość złożone, niedające się zaszufladkować tak jak by Pan lub część użytkowników tego forum chciała lub je widzi.Nie jest ono ani tak złożone, ani tak trudne do zaszufladkowania, jak Szanowny Pan to sobie wyobraża. Tak sporo jest w nim Pańskich swoistości (głównie mentalnych, np. zarzucanie chamstwa i klikanie minusów przeczącym Pańskiej wierze), choć i zbudowanych na podstawie własnych intelektualnych możliwości rozumienia świata, ale niech Pan mi uwierzy,
Myślę, że z powodu antyklerykalizmu nie jest Pan już w stanie nieszufladkować ludzi o innych poglądach.
>że 99% z tego co Pan tu wypisuje przeczytałem już wcześniej u innych ludzi. *Pan może się w tych poglądach nie rozpoznawać lub tylko udawać, iż są oryginalne, ale dla mnie ten związek jest wprost oczywistym. Tego sporu pomiędzy sobą nie rozstrzygniemy i ocenę należy tu pozostawić inteligentnym czytelnikom.
To, że moje poglądy są dość oryginalne wiem na podstawie dyskusji z ludźmi. Pan poprzez szufladkowanie ludzi nie jest w stanie tego dostrzec, a to świadczy bezspornie o możliwościach intelektualnych.
>Bardzo cenię sobie swoje własne przemyślenia i uważam się za oryginała, ale też mam pełną świadomość tego, że 99% moich przemyśleń oparłem na przeczytanych i przemyślnych krytycznie książkach opisujących dorobek intelektualny innych ludzi. Dosyć często tu określam swoje poglądy i zbudowany na nich światopogląd. Jest to racjonalizm światopoglądowy, naturalizm ontologiczny oraz dorobek współczesnej nauki (głównie nauk przyrodniczych). Jestem socjalliberałem dla którego wolności obywatelskie oraz demokracja stoją bardzo wysoko w hierarchii wartości. Prawie niczego z tego sam nie wymyśliłem i jest to głównie dorobek mądrych ludzi, których to co napisali ze zrozumieniem przeczytałem, przemyślałem i zaakceptowałem. Wsparłem się tu "na barkach gigantów".
Proszę Pana, wbrew temu co Pan może myśleć, mój światopogląd jest racjonalny, ale nie jestem naturalistą ontologicznym. A Pan z pewnością nie jest racjonalistą. Pańskie liczne na tym forum wypowiedzi, zwłaszcza, gdy zostanie Pan przyciśnięty do muru konkretnymi pytaniami, wskazują, iż pański światopogląd zbudowany jest w oparciu o ideologiczny antyklerykalizm, którego dogmatami są:

1. Boga na pewno nie ma.
2. Religie to samo zło.
3. Teiści są ograniczeni intelektualnie.

I z tego wywodzi Pan pozostasłe swoje poglądy. Co więcej z łatwością można Panu wykazać, że ów antyklerykzlim stoi w sprzeczności z wolnościami obywatelskimi oraz demokracją. Dał Pan temu niejednokrotnie wyraz w rozmowach.

Tyle się Pan w życiu naczytał, taki mądry, a pod koniec został wyznawcą religii - antyklerykalizmu.

Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
14-06-2015 13:07 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Myślę, że z powodu antyklerykalizmu nie jest Pan już w stanie nieszufladkować ludzi o innych poglądach.
To dobrze, iż Pan myśli, ale ja swoje wypowiedzi kieruję tylko do tych, którzy potrafią mnie zrozumieć i im pozostawiam ocenę moich argumentów.

>Proszę Pana, wbrew temu co Pan może myśleć, mój światopogląd jest racjonalny,
Wiara jest niedyskutowana. Spokojnie może Pan i w to wierzyć.

>A Pan z pewnością nie jest racjonalistą.
Wiara jest niedyskutowana.

Z innego posta: "Ja z Panem rozmawiałem kilkukrotnie na ważne sprawy (kwestię istnienia lub nie boga, kwestię powstania materii/energii, kwestię odpowiedzialności KK za przeróżne zbrodnie, i inne) i Pan przyciśnięty do muru zawsze uciekał w kpinę albo "w linki", potem agresja i po dyskusji.

Wskazuje to na słabość pańskich poglądów."


>Pańskie liczne na tym forum wypowiedzi, zwłaszcza, gdy zostanie Pan przyciśnięty do muru konkretnymi pytaniami, wskazują, iż pański światopogląd zbudowany jest w oparciu o ideologiczny antyklerykalizm, którego dogmatami są:
>1. Boga na pewno nie ma.
>2. Religie to samo zło.
>3. Teiści są ograniczeni intelektualnie.
Za każdym razem Pan albo wykazał się pełną niemożliwością zrozumienia tego co piszę, albo - co bardziej prawdopodobne - ordynarnie Pan skłamał aby po zmanipulowaniu czyiś wypowiedzi wykazać swoje pseudoracje. Nigdy i nigdzie powyższych zdań nie wypowiedziałem i nie wypowiedziałbym, gdyż nie zgadzam się z ich treścią. Spokojnie może Pan, wraz ze swoimi ideowymi przyjaciółmi wierzyć, iż kiedykolwiek i w czymkolwiek przyparł mnie Pan do muru. Z wiarą nie ma dyskusji.

>I z tego wywodzi Pan pozostasłe swoje poglądy.
Jeżeli ktoś posługuje się albo całkowitym nie zrozumieniem, albo prymitywnymi manipulacjami może sobie wyciągać dowolne wnioski, zgodne z jego wiarą.

>Co więcej z łatwością można Panu wykazać, że ów antyklerykzlim stoi w sprzeczności z wolnościami obywatelskimi oraz demokracją.
Żeby tylko Bogusławskiemu - Pan już tu profesjonalistom o sporym dorobku intelektualnym wykazywał, iż nie mają pojęcia
o czym tu piszą.

>Dał Pan temu niejednokrotnie wyraz w rozmowach.
Rożnym rzeczom już tu dawałem wyraz i nie moja to wina, iż Pan prawie nic z tego nie zrozumiał.

>Tyle się Pan w życiu naczytał, taki mądry, a pod koniec został wyznawcą religii - antyklerykalizmu.
No i ciesz się człowieku żeś mi przywalił. Kolesie nawet Panu parę plusów, a mnie minusów walną. Dostanie Pan nawet wsparcie od człowieka, który się nawrócił i dawnego chamstwa wobec Pańskich przyjaciół teraz już żałuje. Przykro mi, ale Pańskie wywody, według Szanownego Pana nie do odrzucenia, to dla mnie tylko bełkot świadczący o zupełnym braku możliwości zrozumienia tego o czym tu pisałem i piszę.

Tak, teraz czuje się Pan tu wzmocniony, gdyż według Pana pojawia się tutaj coraz więcej ludzi wierzących, w tym wielu inteligentnych, mają coraz lepsze argumenty, wykształcenie, są silniejsi merytorycznie. Pan na to odpowiada głównie agresją i chamstwem, nie dając sobie często rady merytorycznie, ucieka Pan w kpinę. Po prostu w kółku wzajemnej adoracji, gdzie przymykano oko na niedostatki argumentacji, albo ich nie zauważano, bo chodziło o dokopanie KK, było łatwiej. Teraz gdy równowaga sił się przesunęła, Pan zamiast argumentować, walczyć merytorycznie, woli kpić i obrażać innych.
Nauczył się Pan (może i ode mnie) słowa merytorycznie i Pan go używa, ale aby zrozumieć merytoryczność wypowiedzi innych trzeba samemu reprezentować dostateczny do tego zrozumienia poziom i tu sama wiara, iż się go posiada jest dalece niewystarczająca. Tak, rzeczywiście pojawiła się tu nowa siła intelektualna ludzi uprzednio zbanowanych - moim zdaniem - za upierdliwą głupotę zawartą w ich wypowiedziach, która swój poziom intelektualny wykazywała w Jaskini Trolli, a teraz pałając zemstą kompromituje się tu dalej. Oczywiście jest to potwierdzeniem, ale tylko słuszności poczynań moderacji z czasów pań Liliac i Meretseger. Mądrzy ludzie to zauważają, a po głupcach zacietrzewionych wiarą we własną rację, to spływa jak woda po kaczce. Oni nawet nie czują jak się kompromitują.

@@@
.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
>Ja nie jestem zacietrzewiony, nie mam powodu.
Oczywiście zacietrzewionym jestem ja. Wchodzę na fideistyczne fora i staram się biednych teistów ateizować.
>Proszę Pana, to że podejmuję wątki teistyczne na racjonalnym forum, nie oznacza zaceitrzewienia.
Nie i nigdy żaden temat nie oznacza zacietrzewienia, a dopiero sposób jego przedstawienia oraz obrony.

>Przjmjując tę logikę większość tutaj piszacych, włącznie z Panem należałoby tak nazwać.
Ależ to przecież Pan permanentnie tu czyni. Ja tylko liczę, że samodzielnie myślący czytelnik sam sobie racje wybiera.

>Proszę Pana, ja tutaj prezentuję własne stanowisko, jest ono dość złożone, niedające się zaszufladkować tak jak by Pan lub część użytkowników tego forum chciała lub je widzi.
Nie jest ono ani tak złożone, ani tak trudne do zaszufladkowania jak Pan sobie to wyobraża. www.racjon(*)m.php/z,0/d,8/s,666989#w668417

> Przez tę pańską ochotę do patrzenia na teistów przez własne filtry, tak się Panu wydaje, że każdy musi siedzieć w jakiejś szufladzie, którą Pan zna.
Odmiennie od Pana nie przeczę oczywistościom, a więc i własnym filtrom, ale tak jak wyżej już napisałem ocenę, kto ma większe klapki na oczach pozostawiam naszym czytelnikom, w moim odbiorze poprzez swoją wiarę jest Pan prawie całkowicie zaślepionym.

>Tymczasem ja mam własną szufladę i siedzę w niej sam!
Tu raczej bym przyznał, iż Pan ma własne poczucie humoru. Choć podziela Pan je z różnymi fideistami np z Jaskini Trolli się wywodzącymi.

Ot logika katolika.
>Logika jest taka, że każdy człowiek ma jakieś wartości,
Tak.

>jak jest wielu ludzi o podobnych wartościach i uwazają je za ważne, to chcieliby aby kraj w którym żyją finkcjonował zgodnie z nimi.
To nie jest wynikiem wartości tylko fideistycznego zaślepienia we własną rację i prawo do narzucania własnych poglądów innym. Są to tradycje Inkwizycji, Gestapo, NKWD, UB itd. itp.. Właśnie w imię takich przekonań teraz mordowani są chrześcijanie przez fanatycznych muzułmanów. Całe życie walczyłem z głupotą i przeróżnymi totalitaryzmami, jestem socjalliberałem, a wiec wolności obywatelskie i demokracja są dla mnie bardzo wysoko w hierarchii wartości.

>To oczywistość. Tak ma każdy normalny człowiek.
Nie ani to oczywistość, ani taka postawa nie jest społecznie wartościowa. To jest np. klerykalny totalitaryzm, choć mogą być i inne totalitaryzmy, ale zawsze w imię jedynie słusznej wiary.

>Ach! Czyli czegoś nie wolno!
Przecież żyjemy w społeczeństwach i muszą być w nich określone zasady współżycia.

>A kodeksy coś powinny!
Kodeksy nic ani nie powinny, ani nic nie mogą. Kodeksy to tylko spisane przez ludzi zasady postępowania i to my nie chcąc narażać się na sankcję powinniśmy według kodeksów postępować.

> Przecież o tym właśnie pisałem.
Tylko Panu się wydawało. Proszę albo samemu trochę na temat prawa poczytać, ale zapytać jakiś prawników. Może pan Maciej (maceox) coś Panu wytłumaczy. Np.różnice pomiędzy prawem naturalnym a stanowionym. Pan znowu nie ma pojęcia o temacie, w którym się wypowiada. (Natomiast uważa Pan to, iż Panu to ewidentnie wykazuję za chamstwo).

> Każdy ma poglądy i chce aby częśc z nich była regułą w społeczeństwie, przecież sam Pan wie, że tak. Kwestią jest jakie, prawda? I oto właśnie chodzi.
Nie wiem, co u człowieka jest normą, chyba brak normy. Różne kultury różne normy mają, a tylko niektóre oparte na wierze swoje normy innym narzucają.

>Narzucanie norm jest stare jak świat, jest związane z tradycją i cechami człowieks, a nie z religią. Religia bywa elementem tradycji, ale nei jest wiodąca.
Narzucanie innych swoich poglądów jest rzeczywiście stare jak świat i zawsze było związane z wiarą, prawie zawsze religijną, choć w XX wieku znaczenia zaczęły nabierać religie polityczne. Narzucanie innym swoich (choćby i najszlachetniejszych) norm zawsze łączyło się z największymi łajdactwami wobec innych ludzi.

>Proszę Pana, biskup Dziwisz to prawo do pouczania uzyskał dzięki członkom KK, którzy uznają określone zasady i umożliwili pośrednio biskupowi zostać biskupem.
Jeżeli coś "uzyskał dzięki członkom KK", to niech się do swoich członków ogranicza. Ja mam względny szacunek dla poczynań pana Dziwisza, ale za członka u mnie on nie robi.

> Stąd też dziwię się, iż Pan jako ateista odnosi do siebie to co mówi Dziwisz, jest to zupełnie niepojęte dla teisty.
Jako katolicki obłudnik nie zauważa Pan tego, iż pan Dziwisz swoje mądrości publicznie klepie i jest wielokrotnie cytowany w mediach głównego nurtu. Gdy ktoś wypowiada się publicznie i stara się wpływać na społeczną rzeczywistość, to tym samym upoważnia wszystkich do krytyki prezentowanych przez siebie bzdur. Pomimo tego, że "jest to zupełnie niepojęte dla teisty". Na podstawie swoich lektur i wielotnich przemyśleń doszedłem do wniosku, że Kościół Katolicki /instytucja i kler/ jest najbardziej obłudną i zachłanną na dobra doczesne instytucją świata. Zdolną do najbardziej niemoralnych czynów dla zaspokojenia swych żądz.

>Myślałem że już opanował Pan ten chamowaty styl, ale widzę, że ciągnie wilka do lasu...
Chamskich wypowiedzi jest na naszym forum sporo, ale i tu jest jakaś hierarchia i Pan w niej kardynałem, a ja zaledwie wikarym, choć obrzucanie gównem swoich ideowych przeciwnikiem jest zgodne z kształtowaniem w hipokryzji katolickich kapłanów - to kompromitująca żenada, gdyż ktoś kto permanentnie chamstwem się posługuje zarzuca go innym. www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,667761#w668410

CDN

@@@
.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Ciąg dalszy I:

>Staram się ignorować panskie docinki, ale nie będę tego robił zbyt długo.
(Na moim podwórku mawiano: Nie strasz, nie strasz, bo się z....)
No właśnie, kto nie klęka przed Pańskimi bałwanami, jest nieokrzesanym chamem. Jak w ogóle ktokolwiek może wątpić w to, że klerykalni religianci mają zawsze rację, gdy oni we własną rację święcie wierzą. Znowu grzecznie Panu odpowiem, może Wielce Szanowny Pan mnie w wybrane przez siebie miejsce pocałować. To ciągle jeszcze racjonalistyczne forum (choć może już niedługo, sądząc po desancie trolli z jaskini) i tu trzeba przedstawiać racjonalne argumenty.

Ani nie chce, ani też nie muszę z Panem dyskutować, to Pan głupotę najpierw w swoje posty o ignorowaniu mnie wpisuje, a następnie zajadle prowokuje abym zechciał się do jakiś tam Pańskich bzdur się odnieść. Przez grzeczność dla naszych czytelników to czynię.

>Proszę zrozumieć, że tutaj nie chodzi o krytykę - krytykuj Pan sobie kogo chcesz. KK ma prawo wyrażać opinie na określone tematy, a Pan ma prawo je krytykować. KK jak każda inna organizacja ma prawo lobbować na rzecz rozwiązań które uważa za słuszne, jak kazda inna oragnizacja lub grupa ludzi. Każdy, w tym Pan, KK i ja mamy prawo wyrażać pogląd w tym pouczać kogo chcemy i oceniać czyjeś postępowanie. Na tym polega tolerancja. Tyle tylko, że Pan chciałby KK pozbawić tych praw, ze względu na poglądy, które są sprzeczne z pańskimi.
Ot logika katolika. Bawełnę owinę wełną i okręcę jedwabiem. Czy Pan znowu wierzy, iż tylko na naszym forum już sami irracjonaliści zostali? To co klechy wyczyniają w moim kraju, to wprost woła o pomstę do nieba.
Przecież wyraźnie napisałem: Narzucanie innych swoich poglądów jest rzeczywiście stare jak świat i zawsze było związane z wiarą, prawie zawsze religijną, choć w XX wieku znaczenia zaczęły nabierać religie polityczne.

Jeżeli coś pan Dziwisz "uzyskał dzięki członkom KK", to niech się do swoich członków ogranicza. Ja mam względny szacunek dla poczynań pana Dziwisza, ale za członka u mnie on nie robi.

Jako katolicki obłudnik nie zauważa Pan tego, iż pan Dziwisz swoje mądrości publicznie klepie i jest wielokrotnie cytowany w mediach głównego nurtu. Gdy ktoś wypowiada się publicznie i stara się wpływać na społeczną rzeczywistość, to tym samym upoważnia wszystkich do krytyki prezentowanych przez siebie bzdur.
Co ja bym chciał, a nie mogę, to już tylko moja sprawa. Natomiast wyraźnie dla inteligentnego człowieka napisałem, że Kościół i jego funkcjonariusze włączając się w moje sprawy upoważniają mnie do obrony przed tą ingerencją. Przynajmniej na tym samym poziomie.

Napisał Pan wyżej:
>Narzucanie norm jest stare jak świat, jest związane z tradycją i cechami człowieks, a nie z religią. Religia bywa elementem tradycji, ale nei jest wiodąca.
>Proszę Pana, biskup Dziwisz to prawo do pouczania uzyskał dzięki członkom KK, którzy uznają określone zasady i umożliwili pośrednio biskupowi zostać biskupem.
> Stąd też dziwię się, iż Pan jako ateista odnosi do siebie to co mówi Dziwisz, jest to zupełnie niepojęte dla teisty.
>Myślałem że już opanował Pan ten chamowaty styl, ale widzę, że ciągnie wilka do lasu... Staram się ignorować panskie docinki, ale nie będę tego robił zbyt długo.
Nie dość, iż stara się Pan zamknąć mi usta i moje prawo do krytyki instytucji mieszającej się do moich zupełnie osobistych spraw, to jeszcze Pan mi grozi: >ale nie będę tego robił zbyt długo. Moim zdaniem nawet krótko Pan tego robić nie musi. Dopóki będę miał możliwości będę z zaangażowaniem zwalczał mieszanie się Kościoła do spraw ludzi niewierzących oraz klerykalizm panujący w Polsce.

Kościół Katolicki jest dla mnie najlepszym dowodem na nieistnienia Boga. Dobry Bóg nigdy nie zgodziłby się na tyle wszelakiego zła z najniższych pobudek czynionych w jego imieniu.
>Tyle Pan przeczytał książek, tak Pan podkreśla swoją wiedzę, a takie głupoty Pan pisze. KK dowodem na nieistnienie Boga?
Na podstawie swoich lektur i wieloletnich przemyśleń doszedłem do wniosku, że Kościół Katolicki /instytucja i kler/ jest najbardziej obłudną i zachłanną na dobra doczesne instytucją świata. Zdolną do najbardziej niemoralnych czynów dla zaspokojenia swych żądz.

>To racjonalne?
Gdyby miał Pan pojęcie o teologii, to wiedziałby Pan, iż jest to bardzo racjonalne. Dobry wszechmocny Bóg na takie łajdactwa i tyle zła uczynionego w jego imieniu po prostu nie pozwolił.

Zapyta Pan czy jego funkcjonariusze nie uczynili niczego dobrego? Uczynili! To dziwne, ale nawet w najpotworniejszych instytucjach zdarzają się wyjątki. W Kościele też! Ale co trochę przyzwoitszy to zaraz ucieka! Ostatnio: Węcławski, Bereś, Obirek.
>KK to raczej rozpatrujemy razem, a nie pojedynczo funkcjonariuszy, bo wtedy to żadne obiektywne oceny nie są.
Nie, proszę Wielce Szanownego Pana, jeszcze jest trochę wolności w naszym kraju i ja będę rozpatrywał jak mi się podoba, a podoba mi się trzymać jak najbliżej naukowej metodologii badania zjawisk. Tak przyrodniczych, jak i społecznych. Pan już wielokrotnie tu napisał, że jestem nieobiektywnym chamem i spokojnie w oczach zacietrzewionego klerykała mogę już takim pozostać na wieki.

>A jeśli Dziwisz poprzez jakieś swoje działania czy zaniechania stracił takie prawo, to pozwoli Pan, że ocenią to członkowie KK, do których kieruje On swoje pouczania?
Wielce Szanowny Panie, ja nie tylko to co klepie pan Dziwisz, ale także Szanowny Pan będę miał w wielkim poważaniu, gdy swoje mądrości ograniczycie tylko do swojego środowiska.

CDN

@@@
.
14-06-2015 15:09 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
.
Ciąg dalszy II:

>A jeśli Dziwisz poprzez jakieś swoje działania czy zaniechania stracił takie prawo, to pozwoli Pan, że ocenią to członkowie KK, do których kieruje On swoje pouczania?
Wielce Szanowny Panie, ja nie tylko to co klepie pan Dziwisz, ale także Szanowny Pan będę miał w wielkim poważaniu, gdy swoje mądrości ograniczycie tylko do swojego środowiska.
www.racjonalista.pl/forum.php/s,616397#w616429
Napisać taki wywód może tylko człowiek mocno ograniczony intelektualnie przez wiarę. Katolicki wierny całkowicie zaślepiony kościelnym propagandowym kitem. Wciskanie w Polsce wiary przekracza granice przyzwoitości. Jesteśmy praktycznie państwem wyznaniowym. Strach już lodówkę otworzyć aby nie wlała się nam religijna propaganda.. Mnie nic do Waszych poglądów dopóki nie łamiecie prawa, ale delikatnie proszę odwalcie się od moich poglądów i nie narzucajcie całemu społeczeństwu Waszych, wynikających tylko z religijnej doktryny, głupot. Ludzi i ich wybory należy szanować - nawet wtedy, gdy się nimi nie zgadzamy, czego żaden fideista ograniczony wiarą pojąć nie może.
www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,614473#w615390

>A dlaczego? Pan swoje mądrości wypisuje do wszystkich, a inni nie mogą?
Znowu maleńkie manipulo, wielkiego intelektualisty Brzostowskiego. Gdzież komuś tego broniłem, to przecież Pan (wraz z desantem z Jaskini) chce mi zamknąć usta i odebrać prawo do publicznego krytykowania Pańskich bałwanów, a nie ja Panu i Pańskim bałwanom.

Może pan Dziwisz, może Pan Brzostowski, to Bogusławski też może, to Pan przecież tu napisał, że wypowiedzi i działania kleru są poza krytyką niewierzących. Tylko wyznawcy mają prawo do oceny.
Przestań Pan już tak kręcić, gdyż to czysta żenada.

Mnie nic do Waszych poglądów dopóki nie łamiecie prawa, ale delikatnie proszę odwalcie się od moich poglądów i nie narzucajcie całemu społeczeństwu Waszych, wynikających tylko z religijnej doktryny, głupot. Ludzi i ich wybory należy szanować - nawet wtedy, gdy się nimi nie zgadzamy, czego żaden fideista ograniczony wiarą pojąć nie może.

> No i mów do chłopa, a chłop jak żopa...
No właśnie. To katolicki poziom dyskusji z niewierzącym chamami. Panie, ja jeszcze mam prawo pisać i mówić o swoich poglądach, tak jak i Pan. Mam prawo kształtować w demokratycznym kraju w demokratyczny i zgodny z prawem sposób zasady życia społecznego, takie które uważam za właściwe i Pan tez ma takie prawo. Ludzi i ich wybory należy szanować - owszem, ale wtedy, gdy są zgodne ze wspólnie ustalonymi zasadami i prawem lub w przyjęty w demokratycznych państwach prawa zmieniać. Ale czy jest sens mówienie do jołopa, który w swojej subtelnej kulturze innych z dupami zrównuje.

>Pan ma pretensje do świata, że żyje w kraju, w którym większość to teiści, katolicy, i ze ta większość kształtuje świat wg własnych zasad?
Tak, mam wielkie pretensje do wszystkich światów przeszłych, obecnych i przyszłych, w których narzuca się jedną jedynie słuszną ideologię. Takie "światy" doprowadziły do największych zbrodni i krzywd na potworną skalę.

>Ja rozumiem pańską złość,
Gówno Pan rozumie, ja nie mam żadnej złości. Stary już jestem i mnie już niczego złego nie uczynicie. Ja mam po prostu sporą wiedzę historyczną i wiem ile złego podobne poglądy i organizacja życia według tych poglądów przyniosła i staram się to tylko tym, którzy potrafią to zrozumieć uświadomić.

> bo Pan ma inne poglądu niż ta większość i chciałby innego kraju, ale takie zasady jaki naród.
Tak, rozumiem, znam takie hasełka: "Opieramy się na woli milionów. Przekuwamy ją w program realizowany wysiłkiem klasy robotniczej, chłopów i inteligentów polskich".

To są totalitarne i antydemokratyczne poglądy, a ja nie wypowiadam się w imię całego narodu, gdyż w przeciwieństwie do Pana naród mnie do tego nie upoważnił. Ja tylko wypowiadam się we własnym imieniu oraz tych, którzy by chcieli aby żadna ideologia nie wtrącała się do ich prywatnych spraw aby pozwolono im żyć według własnych zasad. Tylko tyle ile sobie życzy Kościół Katolicki od władz państwowych, w krajach w których chrześcijanie (katolicy) stanowią mniejszość.

>Pan by chciał, aby zasady były inne niż oczekuje większośc? To już było... nie tak dawno...
Pan myśli o PRL-u? Przecież wtedy też była "moralno-polityczna jedności narodu" i KC PZPR z Episkopatem dogadywała się tak "dogadują się jak Polak z Polakiem", a jeśli gdzieś występowały różnice, to "różniliśmy się pięknie". Szanowny Panie ja za stary już jestem na kit wszelaki. Im większa różnorodność poglądów w kraju i ich przedstawiciele walczą o uznanie, tym obywatelom żyje się lepiej.

@@@
.
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Ten kto był teistą, a już nie jest, nie rozumie. Pozostaje kwestia czy ludzie tacy byli faktycznie teistami lub czy są dziś ateistami
Ogólnie nie wiadomo czy ludzie są takiego światopoglądu, jaki deklarują, bo niby skąd miałoby się to wiedzieć?

>rodzimy się ateistami
To fakt, i dlatego deklarowanie ateizmu ma najwyższą wiarygodność.

> Z prawdziwego teizmu nie da się "wyleczyć",
Ogniem i mieczem skutecznie "leczono" zarówno teizm jak i ateizm.


Tropię przejawy irracjonalizmu u tutejszych racjonalistów.
Brzostowski (7067 punktów)
>>Ten kto był teistą, a już nie jest, nie rozumie. Pozostaje kwestia czy ludzie tacy byli faktycznie teistami lub czy są dziś ateistami
>Ogólnie nie wiadomo czy ludzie są takiego światopoglądu, jaki deklarują, bo niby skąd miałoby się to wiedzieć?
No, zwłaszcza, że nawet nie wiadomo co to jest ten światopogląd.
>>rodzimy się ateistami
>To fakt, i dlatego deklarowanie ateizmu ma najwyższą wiarygodność.
Można do tego podejść tak, że skoro urodziliśmy się ateistami, zakwestionowaliśmy ten pogląd i sceptycznie podchodząc do świata doszliśmy do teizmu, to teizm jestem bardziej wiarygodny.
>> Z prawdziwego teizmu nie da się "wyleczyć",
>Ogniem i mieczem skutecznie "leczono" zarówno teizm jak i ateizm.
Wiesz, że nie oto chodzi. Ja uważam, że ludzie, którzy byli głęboko i świadomie wierzący, nigdy nie będą ateistami. To tak jak z fizyką kwantową: poznasz o co chodzi, nawet mniej więcej, już inaczej patrzysz na świat.

Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
11-06-2015 08:28 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

> nawet nie wiadomo co to jest ten światopogląd.
Przyjmij, że światopogląd jest tym, co Twojemu twierdzeniu iż Andrzej Bogusławski "nie potrafi dyskutować z przeciwnikami światopoglądowymi" nadaje sens.

>>>rodzimy się ateistami
>>To fakt, i dlatego deklarowanie ateizmu ma najwyższą wiarygodność.
>skoro [...] doszliśmy do teizmu, to teizm jestem bardziej wiarygodny.
Tutaj dopiero ustalamy czy można twierdzić, że niektórzy - bo przecież nie wszyscy - do teizmu doszli, bo przecież wiarygodność występowania teizmu właśnie podważyłam. A przecież hipoteza nie może być bardziej wiarygodna niż fakt.

>Ja uważam, że ludzie, którzy byli głęboko i świadomie wierzący...
Twoje przystąpienie do ustalania ze mną czy głęboko wierzący ludzie w ogóle istnieją także dla Ciebie stawia ich istnienie po stronie niepotwierdzonych hipotez; dopiero się naradzamy czy Kartagina ma być zburzona, Katonie.

Tropię przejawy irracjonalizmu u tutejszych racjonalistów.
Brzostowski (7067 punktów)
>> nawet nie wiadomo co to jest ten światopogląd.
>Przyjmij, że światopogląd jest tym, co Twojemu twierdzeniu iż Andrzej Bogusławski "nie potrafi dyskutować z przeciwnikami światopoglądowymi" nadaje sens.
Wiem, wiem używamy tego pojęcia, ale czy faktycznie wiemy co to znaczy? Wiemy jaki jest nasz swiatopogląd? A kto to ocenia? Da się to zrobić samemu? w tym sensie pisałem o problemach z rozumieniem pojęcia
>>>>rodzimy się ateistami
>>>To fakt, i dlatego deklarowanie ateizmu ma najwyższą wiarygodność.
>>skoro [...] doszliśmy do teizmu, to teizm jestem bardziej wiarygodny.
>Tutaj dopiero ustalamy czy można twierdzić, że niektórzy - bo przecież nie wszyscy - do teizmu doszli, bo przecież wiarygodność występowania teizmu właśnie podważyłam. A przecież hipoteza nie może być bardziej wiarygodna niż fakt.
Owszem, ale fakty tego typu są pozbawione rozumowania, są suche i puste. To tak jak by powiedzieć: istniejemy - fakt, i co z tego wynika? Dopiero postawiona hipoteza wskazuje, że myślimy, nawet jesli błędnie to lepiej myśleć. Lepiej być człwiekiem niż drzewem. W tym sensie teizm świadomy ma przewagę nad naturalnym ateizmem. No, podobnie jest ze świadomym ateizmem, po wyjsciu z tzw teizmu.
>Ja uważam, że ludzie, którzy byli głęboko i świadomie wierzący...
>Twoje przystąpienie do ustalania ze mną czy głęboko wierzący ludzie w ogóle istnieją także dla Ciebie stawia ich istnienie po stronie niepotwierdzonych hipotez; dopiero się naradzamy czy Kartagina ma być zburzona, Katonie.
Ja takich znam, nie muszę tego ustalać.

Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
13-06-2015 08:07 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Wiem, wiem używamy tego pojęcia [światopogląd], ale czy faktycznie wiemy co to znaczy? Wiemy jaki jest nasz swiatopogląd? A kto to ocenia?
No przecież Ty oceniasz. Czynisz to np. pisząc "rodzimy się ateistami" albo "istniejąludzie głęboko wierzący".

Jeżeli używasz terminu "światopogląd", a wkrótce negujesz, byś wiedział co ów termin znaczy, oraz wskazujesz kto wg Ciebie jest ateistą a dwa posty dalej zaprzeczasz, by ktokolwiek takich ocen dokonywał, to tylko jesteś żywym potwierdzeniem mojej teorii, że światopoglądowe deklaracje tzw. wierzących nie są wiarygodne.

> hipoteza nie może być bardziej wiarygodna niż fakt.
>Owszem, ale...
"Owszem" wystarczy.

Czyli jest faktem, że rodzimy się ateistami, a ponieważ fakty są bardziej wiarygodne niż deklaracje, bardziej wiarygodny niż deklarowana wiara jest ateizm. Co twierdziłam na początku.


Tropię przejawy irracjonalizmu u tutejszych racjonalistów.
13-06-2015 14:15 
 Ocena 1 na 1
Brzostowski (7067 punktów)
>>Wiem, wiem używamy tego pojęcia [światopogląd], ale czy faktycznie wiemy co to znaczy? Wiemy jaki jest nasz swiatopogląd? A kto to ocenia?
>No przecież Ty oceniasz. Czynisz to np. pisząc "rodzimy się ateistami" albo "istniejąludzie głęboko wierzący".
>Jeżeli używasz terminu "światopogląd", a wkrótce negujesz, byś wiedział co ów termin znaczy, oraz wskazujesz kto wg Ciebie jest ateistą a dwa posty dalej zaprzeczasz, by ktokolwiek takich ocen dokonywał, to tylko jesteś żywym potwierdzeniem mojej teorii, że światopoglądowe deklaracje tzw. wierzących nie są wiarygodne.
Czepiasz się. Chodzi przecież oto, że obiektywnie pojęcie światopogląd rozumiemy "mniej więcej". Każdy ma jakieś na ten temat zdanie i w tym sensie nie wiemy czym faktycznie ów śwaitopogląd jest. To trochę tak jak z pojęciem boga. Natomiast definicje pojęć znam. Możesz mi wierzyć.
>> hipoteza nie może być bardziej wiarygodna niż fakt.>Owszem, ale...
>"Owszem" wystarczy.
>Czyli jest faktem, że rodzimy się ateistami, a ponieważ fakty są bardziej wiarygodne niż deklaracje, bardziej wiarygodny niż deklarowana wiara jest ateizm. Co twierdziłam na początku.

Uciekasz trochę...

Twoja logika prowadzi do absurdu:

Faktem jest, że rodzimy się bez znajomości tabliczki mnożenia. Potem jednak dzięki nauce, poznawaniu świata, uczymy się jej. Twoja deklarajca że umiesz tabliczkę mnożenia jest jednak mniej wiarygodna od faktów?


Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
13-06-2015 22:39 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Czepiasz się.
Wykręcasz się.

>pojęcie światopogląd rozumiemy "mniej więcej" [...] Natomiast definicje pojęć znam.
Wynika z tego, że znasz definicję światopoglądu, ale jej nie rozumiesz. No ale to przecież nie znaczy, że "nie wiadomo co to jest światopogląd".

>Możesz mi wierzyć.
Dziękuję, nie skorzystam.

>Faktem jest, że rodzimy się bez znajomości tabliczki mnożenia. Potem jednak dzięki nauce, poznawaniu świata, uczymy się jej. Twoja deklarajca że umiesz tabliczkę mnożenia jest jednak mniej wiarygodna od faktów?
Oczywiście. Wszyscy tabliczki mnożenia nie znali, i to jest fakt, ale nie wszyscy deklarujący, że ją znają mówią prawdę.

Tropię przejawy irracjonalizmu u tutejszych racjonalistów.
Brzostowski (7067 punktów)
>>pojęcie światopogląd rozumiemy "mniej więcej" [...] Natomiast definicje pojęć znam.
>Wynika z tego, że znasz definicję światopoglądu, ale jej nie rozumiesz. No ale to przecież nie znaczy, że "nie wiadomo co to jest światopogląd".
Zostaniemy tutaj przy swoich zdaniach, jak sądzę. Światopogląd jest wg mnie pojęciem tak złożonym, że nie istnieje tutaj zgodność, czym jest, tak jak w pojęciu boga.
>>Faktem jest, że rodzimy się bez znajomości tabliczki mnożenia. Potem jednak dzięki nauce, poznawaniu świata, uczymy się jej. Twoja deklarajca że umiesz tabliczkę mnożenia jest jednak mniej wiarygodna od faktów?
>Oczywiście. Wszyscy tabliczki mnożenia nie znali, i to jest fakt, ale nie wszyscy deklarujący, że ją znają mówią prawdę.
Jeśli rozpatrywać "statystycznie" to masz rację. Tyle tylko, wracając do istoty naszej dyskusji, że rozpatrując wiarygodność ateizmu lub teizmu odnosimy do konkretnej osoby. Pojęcia te są pozbawione sensu bez istoty ludzkiej, a człowieka tworzy głównie jego umysł, który kształtowany jest w trakcie życia, a nie w momencie urodzin. Zatem ateizm człowieka, który się rodzi, jest niczym, w porównaniu z teizmem (lub ateizmem) dorosłego. Ateizm noworodka nie może być bardziej wiarygodny niż teizm, ponieważ teizm zawsze dotyczy człowieka już z pewnym doświadczeniem życiowym. Ateizm noworodka to jak ateizm krowy, niczym się zasadniczo nie różnią.

Teizm jest zawsze wynikiem myślenia o rzeczywistości, a ateizm noworodka - nie. Teizm jest zatem bardziej wynikiem racjonalnego myślenia niż ateizm noworodka.

Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
15-06-2015 10:06 
 Ocena 2 na 2
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Zostaniemy tutaj przy swoich zdaniach, jak sądzę.
Nie proponuję tu własnego zdania, lecz piszę jak jest.

>>Wszyscy tabliczki mnożenia nie znali, i to jest fakt, ale nie wszyscy deklarujący, że ją znają mówią prawdę.
>Jeśli rozpatrywać "statystycznie" to masz rację.
Czyli mam rację, bo badanie na ile zjawiska dotyczą wszystkich to właśnie statystyka.

>rozpatrując wiarygodność ateizmu lub teizmu odnosimy do konkretnej osoby
Nie inaczej jest pod tym względem z tabliczką mnożenia: aby się dowiedzieć jak część deklarujących naprawdę ją zna, weryfikuje się poszczególne osoby. Ale światopoglądu osoby nie da się zweryfikować, każdy może kłamać, zatem tutaj między wiedzą a światopoglądem analogia nie zachodzi.

>Ateizm noworodka to jak ateizm krowy
Podobnie jest z np. widzeniem: i krowa i noworodek doświadczają widoku światła.

>Teizm jest zawsze wynikiem myślenia o rzeczywistości
Zaś ateizm funkcjonuje zarówno jako postawa świadoma, jak i jako owo niezależne od świadomości "widzenie światła". Czyli nie dosyć, że nasze zmysły robią z nas ateistów od samego początku (gdyż to zmysłami nie doświadczamy, by bóg istniał) to jeszcze jako świadome istoty mamy szansę owo doświadczenie zweryfikować.

Tropię przejawy irracjonalizmu u tutejszych racjonalistów.
07-06-2015 23:46 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
>>>Jak zasady narzucone z zewnątrz (pozaludzkie) miałyby wspomagać naszą wolność lub choć jej nie ograniczać?
>Np tak samo jak zasady ludzkie.
Jeśli tak samo, to zgoda.
Co prawda dziwne, że niektórzy do ludzkich zasad i ludzkich wartości dorabiają przebranie słowne, mieniąc je boskimi - ale niech tam - o ile to z ich strony nie jest uzurpacja i w zasadzie chodzi o to samo, to nie ma o co kruszyć kopii.
Brzostowski (7067 punktów)
>>>>Jak zasady narzucone z zewnątrz (pozaludzkie) miałyby wspomagać naszą wolność lub choć jej nie ograniczać?
>>Np tak samo jak zasady ludzkie.
>Jeśli tak samo, to zgoda.
>Co prawda dziwne, że niektórzy do ludzkich zasad i ludzkich wartości dorabiają przebranie słowne, mieniąc je boskimi - ale niech tam - o ile to z ich strony nie jest uzurpacja i w zasadzie chodzi o to samo, to nie ma o co kruszyć kopii.

Tak samo nie oznacza, że twierdzę iż zasady nie pochodzą od boga.


Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
13-06-2015 08:42 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
>>>Np tak samo jak zasady ludzkie.
>>Jeśli tak samo, to (..) nie ma o co kruszyć kopii.
>Tak samo nie oznacza, że twierdzę iż zasady nie pochodzą od boga.

Ale nie twierdzisz chyba, że zasady scricte ludzkie, tworzone bez upatrywania ich boskiej proweniencji, są mniej ważne, pomimo że zbieżne z religijnymi?

[Nie przestaje mnie dziwić słabość wierzących do pozaludzkich, narzuconych z zewnątrz zasad i praw. Dlaczego nie-nasze zasady mają być cenniejsze? Czy to nie rodzaj zdrady człowieka na rzecz boga/bogów?]
Spring (1174 punktów)
>Ale nie twierdzisz chyba, że zasady scricte ludzkie, tworzone bez upatrywania ich boskiej proweniencji, są mniej ważne, pomimo że zbieżne z religijnymi?
Jeżeli jest to ta sama zasada, to jaki sens mówienia o wyższości tego samego nad tym samym?

>[Nie przestaje mnie dziwić słabość wierzących do pozaludzkich, narzuconych z zewnątrz zasad i praw. [...]]

Tak samo nie mogę się nadziwić wierze w to, że chaos sam się porządkuje bez udziału inteligencji.

>[[...] Dlaczego nie-nasze zasady mają być cenniejsze? Czy to nie rodzaj zdrady człowieka na rzecz boga/bogów?]

Dla kogoś, kto nie wierzy w istnienie boga ustalającego zasady, zasady wierzących są ich własnymi inwencjami, ludzkimi. Jeżeli istnieje jednak sposób kategoryzacji zasad, to kto go ustalił?
setarkos (10757 punktów)
> nie mogę się nadziwić wierze w to, że chaos sam się porządkuje bez udziału inteligencji.
Do tego nie trzeba wiary - wystarczy wątpliwość co do pierwszeństwa inteligencji przed chaosem.
> Jeżeli istnieje jednak sposób kategoryzacji zasad, to kto go ustalił?
Na czym by miała polegać kategoryzacja (usztywnienie?) zasad? Nie da się ustalić czegoś, czego się wcześniej nie rozpozna. Zatem sposób kategoryzacji musi być wtórny - czyż nie?
Spring (1174 punktów)
>> nie mogę się nadziwić wierze w to, że chaos sam się porządkuje bez udziału inteligencji.
>Do tego nie trzeba wiary - wystarczy wątpliwość co do pierwszeństwa inteligencji przed chaosem.

Jeżeli masz na myśli pierwszeństwo w sensie przewagi, to istnienie człowieka odrzuca taką wątpliwość. Pierwszeństwo rozumiane jako "bycie przed" niespecjalnie ma sens w tym wypadku.

>> Jeżeli istnieje jednak sposób kategoryzacji zasad, to kto go ustalił?
>Na czym by miała polegać kategoryzacja (usztywnienie?) zasad?
Kategoryzacja rozumiana jako ocenianie, uszeregowanie.

> Nie da się ustalić czegoś, czego się wcześniej nie rozpozna. Zatem sposób kategoryzacji musi być wtórny - czyż nie?

I właśnie o to chodzi. Zasady ustalone przez człowieka mają tylko tyle sensu, na ile sprawdzają się w rzeczywistości. Innymi słowy wypływają z otaczającej człowieka rzeczywistości.
setarkos (10757 punktów)
> nie mogę się nadziwić wierze w to, że chaos sam się porządkuje bez udziału inteligencji.
Sugerujesz, jakoby dla zaistnienia porządku konieczny był udział inteligencji. Częściowo się z tym zgadzam o ile mowa o porządkach ludzkich. Wierzę (nie bójmy się tego słowa)), że człowiek ma potencjał intelektualny dla sensownego poukładania swoich społeczności - chociaż, sądząc po tym ile potrafi narobić bałaganu, jest to wiara 'na wyrost'.

Nie twierdzę jednak, że inteligencja jest konieczna do (mniej lub bardziej chaotycznego) funkcjonowania przyrody w ogóle. Nie wierzę w jej (inteligencji) niezbędność. Dlatego piszę, że
>>> Do tego nie trzeba wiary

>>> wątpliwość co do pierwszeństwa inteligencji przed chaosem.
> Jeżeli masz na myśli..
Wpierw nie wiem co Ty masz na myśli, sugerując wiarę (moim zdaniem zbędną) w spontaniczność porządków wśród chaosu.

>.. pierwszeństwo w sensie przewagi, to istnienie człowieka odrzuca taką wątpliwość.
Istnienie drożdży też świadczy o przewadze inteligencji?
> Pierwszeństwo rozumiane jako "bycie przed" niespecjalnie ma sens w tym wypadku.
Racja - gdyby inteligencja była źródłem a chaos jej produktem, to niezbyt dobrze by o niej świadczyło.

[Zdaje się, że w odpowiednio chaotycznym chaosie muszą się trafić lokalne porządki - bez tego byłby to kiepski chaos. Przypomina się tu wiersz o liczbie pi, w której zapisie dziesiętnym można znaleźć każdy skończony ciąg cyfr - jak pisze poetka: ".. mój numer telefonu twój numer koszuli.. ".]

> I właśnie o to chodzi. Zasady ustalone przez człowieka mają tylko tyle sensu, na ile sprawdzają się w rzeczywistości.
Mnie też się tak wydaje. Dlatego wtrącanie do nich boskości uznaję za pomijalny szczegół.
15-06-2015 19:01 
 0 na 2
Spring (1174 punktów)
> Nie twierdzę jednak, że inteligencja jest konieczna do (mniej lub bardziej chaotycznego) funkcjonowania przyrody w ogóle. Nie wierzę w jej (inteligencji) niezbędność. Dlatego piszę, że "Do tego nie trzeba wiary"

Rozumiem, więc, że zamiast na wierze opierasz się na faktologicznej wiedzy na temat tego, że przyroda może spokojnie funkcjonować jako złożony i niesterowany system chaotyczny, którego jednym z efektów jest m.in. inteligentny człowiek.

>Wpierw nie wiem co Ty masz na myśli, sugerując wiarę (moim zdaniem zbędną) w spontaniczność porządków wśród chaosu.
Nawet jeżeli nie wiedziałeś, co mam na myśli, sam odpowiedziałeś, mając na myśli coś konkretnego.
Ja z kolei użyłem w tamtej wypowiedzi określenia "porządkuję się", co sugeruje dynamizm i coraz bardziej złożoną strukturę.

>Istnienie drożdży też świadczy o przewadze inteligencji?
Gdy z emfazą na istnienie, to tak. Natura niby o nijakiej inteligencji w porównaniu do człowieka, a drożdże udały się jej wyśmienicie. Człowiek tak na razie nie potrafi.

> gdyby inteligencja była źródłem a chaos jej produktem, to niezbyt dobrze by o niej świadczyło.
Różnie z tym bywa, chaos lokalny jest twórczo użyteczny.

>[Zdaje się, że w odpowiednio chaotycznym chaosie muszą się trafić lokalne porządki - bez tego byłby to kiepski chaos. Przypomina się tu wiersz o liczbie pi, w której zapisie dziesiętnym można znaleźć każdy skończony ciąg cyfr - jak pisze poetka: ".. mój numer telefonu twój numer koszuli.. ".]
Porządki więc czy iluzje porządków?

>> Zasady ustalone przez człowieka mają tylko tyle sensu, na ile sprawdzają się w rzeczywistości.
>Mnie też się tak wydaje. Dlatego wtrącanie do nich boskości uznaję za pomijalny szczegół.

I pomyśleć tylko, że źródłem zasad jest chaos...
setarkos (10757 punktów)
>.. przyroda może spokojnie funkcjonować jako złożony i niesterowany system chaotyczny,
Tak.
>.. którego jednym z efektów jest m.in. inteligentny człowiek.
Nie bezpośrednio. Wpierw w systemie pojawiają się lokalne uporządkowania, które 'stwarzają' (mimochodem) warunki do życia. Życie, działając lokalnie przeciw entropii, ewoluuje do form o rozwiniętej komunikacji. Dzięki opanowaniu języka (zwłaszcza abstrakcyjnego) niektóre małpy stają się inteligentne.

> drożdże udały się jej wyśmienicie.
Pomimo bezmóżdża.

> chaos lokalny jest twórczo użyteczny.
Może w twórczości artystycznej lub do łowienia ryb w mętnej wodzie. W poważniejszych sprawach, moim zdaniem (a traktuję je jako główne przykazanie), nie należy przysparzać bałaganu.

>Porządki więc czy iluzje porządków?
Porządki lokalne (są twórczo użyteczne)).

>I pomyśleć tylko, że źródłem zasad jest chaos...
Widocznie ten potwór do wszystkiego zdolny.
Spring (1174 punktów)
> Wpierw w systemie pojawiają się lokalne uporządkowania, które 'stwarzają' (mimochodem) warunki do życia. Życie, działając lokalnie przeciw entropii, ewoluuje do form o rozwiniętej komunikacji. Dzięki opanowaniu języka (zwłaszcza abstrakcyjnego) niektóre małpy stają się inteligentne.
Sorry, nie wierzę (i najbardziej w to ostanie stwierdzenie)

>> drożdże udały się jej wyśmienicie.
>Pomimo bezmóżdża.
No nie wszystko należy antropomorfizować.

>Może w twórczości artystycznej lub do łowienia ryb w mętnej wodzie. W poważniejszych sprawach, moim zdaniem (a traktuję je jako główne przykazanie), nie należy przysparzać bałaganu.
Człowiek który nie docenia artyzmu stworzenia, nie stworzy niczego nawet w przybliżeniu podobnego, co potrafi Natura.

>>I pomyśleć tylko, że źródłem zasad jest chaos...
>Widocznie ten potwór do wszystkiego zdolny.
Oby pewnego dnia nie zdecydował zniszczyć wszystkiego, co stworzył.
Brzostowski (7067 punktów)
>>>>Np tak samo jak zasady ludzkie.
>>>Jeśli tak samo, to (..) nie ma o co kruszyć kopii.
>>Tak samo nie oznacza, że twierdzę iż zasady nie pochodzą od boga.
>Ale nie twierdzisz chyba, że zasady scricte ludzkie, tworzone bez upatrywania ich boskiej proweniencji, są mniej ważne, pomimo że zbieżne z religijnymi?
Stricte ludzkie zasady, jak piszesz, nie muszą być mniej ważne od tych o boskiej proweniencji.
>[Nie przestaje mnie dziwić słabość wierzących do pozaludzkich, narzuconych z zewnątrz zasad i praw. Dlaczego nie-nasze zasady mają być cenniejsze? Czy to nie rodzaj zdrady człowieka na rzecz boga/bogów?]

Człowiek pochodzi od boga i ma wolną wolę, człowiek jest zdolny do dobra na wysokim poziomie, jest też zatem zdolny do tworzenia zasad tak "dobrych" jak i boskie. Zasady te mogą pochodzić wprost lub pośrednio od boga, mogą być też wynikiem samej myśli ludzkiej.

Co do zdrady człowieka na rzecz boga - to sformułowanie dla teisty jest pozbawione sensu. Nie ma też zasad narzuconych z zewnątrz (przez boga), to jest tylko propozycja.

Ignoruję Bogusławskiego i rafała73
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Ateista nigdy nie zrozumie teisty. To tak jak mężczyzna nie wie czym jest miesiączka. Nie wynika to z braku umiejętności intelektualnych, tylko z konstrukcji psychicznej, pewnych cech, których ateista nie ma.

Ja doskonale rozumiem teistów. Mógłbym nawet napisać co nieco o psychologii teizmu...

Kilka faktów: mózg łączy różne teorie, elementy otoczenia w spójną całość czyli światopogląd. Wielu rzeczy nie wiemy, więc mózg wypełnia luki w wiedzy za pomocą wiary. Ateista, a może raczej afideista czyli racjonalista posługujący się głównie logiką gromadzi w głowie te informacje i tworzy sobie wersje robocze świata. Ja mam kilka takich wersji i czasem wymyślam nowe. Kiedy rozmawiam z kimś na tematy duchowe, dotyczące początku świata itd zaczynam zdanie od "a może jest np tak, że..." i takich hipotez mogę przedstawić pełno. Piękne jest to, że wtedy czuję taki ogrom wszechświata, ekscytujące uczucie, które mówi, że nic nie wiadomo. Emocje i myśli pojawiają się jak fale na morzu i odchodzą, a ja jestem świadomością, która to obserwuje i doświadcza bardzo małego skrawka tego wszechświata. Problem pojawia się kiedy człowiek próbuje zatrzymać te myśli i tworzy z nich system wierzeń. Ludzie boją się zmiany, boją się upływu tego co jest teraz. Mózg tworzy mechanizmy obronne... Takie mechanizmy wywołują problemy psychiczne, które mogą mieć łagodne postacie jak np nerwice, ale mogą też być dużo poważniejsze i wtedy obejmują cały światopogląd. Wtedy mamy religię. Już wymieniam jakie są skutki wiary:
- przekonanie ego, że wie wszystko najlepiej, a inni się mylą
- przynależność do grupy o podobnych poglądach i niechęć, nietolerancja dla reszty
- szukanie analogii do swoich wymyślonych tez oraz tworzenie historyjek (przypowieści) z morałem
- tworzenie sztywnych przykazań, potrzeba ukarania tych, którzy ich nie przestrzegają, przykazania mają utworzyć idealną utopię, a winą za zło jest to, że inni się temu nie podporządkowują
- przywiązanie do konkretnego modelu (który u ateisty jest jednym z wielu branych pod uwagę i zazwyczaj jest jednym z bardziej absurdalnych, które racjonalny umysł odrzuca) i obrona tego modelu wszelkimi chwytami erystycznymi
- relatywizacja i podważanie faktów, racjonalizacja swojej wiary i czynienie z niej cnoty

I wiele, wiele innych mechanizmów, które tworzą religijny egotyczny umysł, który ma za zadanie przykryć egoizm, strach przed zmianą i niewiedzą, usprawiedliwić zło świata projektując je na innych. Chory często nie widzi, że to z nim jest coś nie tak - projektuje swoje żale na otoczenie, a swoją wiarę uważa za cnotę i najwyższe dobro - taka wiara zastępuje wierzącemu realne życie, którego takie osoby panicznie się boją.

Dziwię się, że oficjalna psychologia nie kwalifikuje wiary religijnej jako zaburzenie psychiczne lub nawet chorobę.
dzentelmen (2000 punktów)
>Wszystko co dzieje się w naszym życiu możemy racjonalnie opisać. Stajemy wtedy z boku całej
>sytuacji i przedstawiamy suche fakty. Np uprawiając seks z kobietą mógłbym sobie pomyśleć, że
>osobniki homo sapiens o odmiennych płciach kopulują, gdyż jest to naturalny biologiczny mechanizm.
>Ale ja wierzę, że ona jest seksowna, chociaż zdanie "kobieta X jest seksowna" nie ma sensu. Jem
>sobie coś dobrego i wierzę, że dobry smak ma wartość. Wierzę, że warto rozwijać się intelektualnie i
>z tego czerpię też przyjemność.
>Mój wniosek jest taki, że gdyby nie wiara życie nie miałoby sensu i dlatego opisanie sensu życia
>jest niemożliwe.
>Ale o jakiej wierze ja piszę? Jest to wiara w siebie, w sens, w to, że będzie dobrze. Jest to wiara
>w ludzi (ale nie wiara ludziom!). Bez tej wiary byłbym zmuszony do tego żeby postępować tak jak
>należy, ale wtedy straciłbym możliwość wyboru i przyjemności. Mógłym np przejść na wegetarianizm
>żeby nie krzywdzić zwierząt, odżywiać się zdrowo żeby dłużej i zdrowiej żyć, stworzyć sobie
>harmonogram dnia i postępować zgodnie z nim. Stałbym się wtedy robotem, a społeczeństwo postępujące
>w ten sposób byłoby zbiorem takich robotów, które mają samoświadomość.
>Wiara w zewnętrznego Boga i zasady narzucone z góry, inne wymiary i sens narzucony z góry powoduje,
>że człowiek staje się niewolnikiem, a wiara nie spełnia swojej naturalnej roli. Oczywiście są tacy,
>którym to pomaga bo czują się niekochani przez rodziców i powielają wzorzec wierząc w demoniczny byt
>Jahwe. Dzięki słowom Chrystusa mogą czasami czuć się kochani, a to powoduje iluzję szczęścia, które
>też jest wiarą. Jednak dla większości osób taka wiara jest negatywna.
>Jaki jest sens wiary? Wiara komuś w jakieś głupoty jest bezwartościowa. Ale jest jeszcze drugi
>rodzaj wiary - wiara w kogoś czyli wiara, że ten ktoś jest dobry. Wierzę w swoich bliskich, w
>dobrych ludzi, ale ni
Sens musisz odnalezc sam,to nie podarek rozdawany na drodze zycia,tym co wierza czy tym niewierzacym.Jesli chodzi o slowa to sensem zycia jest Poznanie.Chodzi tu o poznanie na poziomie materialnym jak i duchowym w ogole mozna stwierdzic ze zycie to poznanie.Natomiast kwestia wiary to uwazam sprawa jest osobista
Spring (1174 punktów)

>Jesli chodzi o slowa to sensem zycia jest Poznanie.Chodzi tu o poznanie na poziomie materialnym jak i duchowym w ogole mozna stwierdzic ze zycie to poznanie.Natomiast kwestia wiary to uwazam sprawa jest osobista

Kwestia wiary jest sprawą osobistą. Jednak przy założeniu że poznanie jest sensem życia, wiara wydaje się być protezą życia.
dzentelmen (2000 punktów)

>Kwestia wiary jest sprawą osobistą. Jednak przy założeniu że poznanie jest sensem życia, wiara wydaje się być protezą życia.
Wiedziałem że wpadnę w tą dyskusję więcej niż raz młody czlowieku
Pojęcia takie jak wiara,sens,umysł,duch,materia itd.to pojęcia Ideowe.Znaczy to że za każdym tym słowem będącym pojęciem stoi IDEA.Idea którą należy pojmować jako syntezę zgodności tego co się doświadcza.Po doswiadczeniu następuje opis bądź proba opisu tego czego doświadczyliśmy,bądź doświadczamy - Opis tego doświadczenia nie zależnie od środka wyrazu można nazwać Pojęciem.Natomiast jeśli obaj doświadczamy jednakowoż cokolwiek i uda nam się o tym siebie poinformować i dojdziemy do wniosku że doświadczyliśmy tego samego można uznać że nasze pojęcia to Idea.To taki skrót w tłumaczeniu zrozumienia tego czym jest Idea w świetle pojęć.W ujęciu filozofi np. Hegla,czy Kanta,i proszę o wyrozumiałość bo ci to trochę prostackim językiem wyłożyłem,przepraszam.Natomiast zrobiłem to by móc ci napisać że,przy wyjściu z założenia iż sensem życia jest poznanie,błędem jest jednocześnie zakładać z góry że Wiara go nie nadaje.Zarówno wiara,jak i rozum który gromadzi wiedzę,można potraktować jako czynniki służące do poznania.Więc można również stwierdzić że zarówno drogą słuszną która prowadzi do "poznania":-D -nomen omen- jest tak samo Wiara jak i Rozum,a sens o który pytasz,można by opisać jako bliższe tobie zrozumienie,jednym łatwiej przez Wiarę innym łatwiej przez Rozum.Więc odpowiadając wprost to ty decydujesz co nadaje sens,może to być wiara,rozum bądź jedno i drugie,tak samo życie,i to co jest jego sensem,i to czy ono samo w sobie ma sens zależy od indywidualnego ukształtowania się nas samych na każdym poziomie i na wszystkich możliwych płaszczyznach.... Temat jest nie zwykle obszerny,bo o samych pojęciach można godzinami,ale myślę że choć trochę zrozumiałeś z potoku moich prostych wyjaśnień.
dzentelmen (2000 punktów)
>>Kwestia wiary jest sprawą osobistą. Jednak przy założeniu że poznanie jest sensem życia, wiara wydaje się być protezą życia.
>Wiedziałem że wpadnę w tą dyskusję więcej niż raz młody czlowieku
>Pojęcia takie jak wiara,sens,umysł,duch,materia itd.to pojęcia Ideowe.Znaczy to że za każdym tym słowem będącym pojęciem stoi IDEA.Idea którą należy pojmować jako syntezę zgodności tego co się doświadcza.Po doswiadczeniu następuje opis bądź proba opisu tego czego doświadczyliśmy,bądź doświadczamy - Opis tego doświadczenia nie zależnie od środka wyrazu można nazwać Pojęciem.Natomiast jeśli obaj doświadczamy jednakowoż cokolwiek i uda nam się o tym siebie poinformować i dojdziemy do wniosku że doświadczyliśmy tego samego można uznać że nasze pojęcia to Idea.To taki skrót w tłumaczeniu zrozumienia tego czym jest Idea w świetle pojęć.W ujęciu filozofi np. Hegla,czy Kanta,i proszę o wyrozumiałość bo ci to trochę prostackim językiem wyłożyłem,przepraszam.Natomiast zrobiłem to by móc ci napisać że,przy wyjściu z założenia iż sensem życia jest poznanie,błędem jest jednocześnie zakładać z góry że Wiara go nie nadaje.Zarówno wiara,jak i rozum który gromadzi wiedzę,można potraktować jako czynniki służące do poznania.Więc można również stwierdzić że zarówno drogą słuszną która prowadzi do "poznania":-D -nomen omen- jest tak samo Wiara jak i Rozum,a sens o który pytasz,można by opisać jako bliższe tobie zrozumienie,jednym łatwiej przez Wiarę innym łatwiej przez Rozum.Więc odpowiadając wprost to ty decydujesz co nadaje sens,może to być wiara,rozum bądź jedno i drugie,tak samo życie,i to co jest jego sensem,i to czy ono samo w sobie ma sens zależy od indywidualnego ukształtowania się nas samych na każdym poziomie i na wszystkich możliwych płaszczyznach.... Temat jest nie zwykle obszerny,bo o samych pojęciach można godzinami,ale myślę że choć trochę zrozumiałeś z potoku moich prostych wyjaśnień.
>
Dodam może dla sprostowania że właściwszym pojęciem będzie to : Że celem życia jest poznanie,a sens nadajesz mu ty,pomaga w tym zarówno Wiara jak i Rozum....
Spring (1174 punktów)
>Wiedziałem że wpadnę w tą dyskusję więcej niż raz młody czlowieku
A tam, jesteśmy na forum dyskusyjnym, można sobie pozwolić wpadać częściej.

> przy wyjściu z założenia iż sensem życia jest poznanie,błędem jest jednocześnie zakładać z góry że Wiara go nie nadaje. Zarówno wiara,jak i rozum który gromadzi wiedzę,można potraktować jako czynniki służące do poznania.Więc można również stwierdzić że zarówno drogą słuszną która prowadzi do "poznania":-D -nomen omen- jest tak samo Wiara jak i Rozum

Ależ nawet mi przez myśl nie przeszło, by wiarę pozbawić mocy poznawczej. Wiara daje poznanie natychmiastowe, a jak piszesz, rozum gromadzi wiedzę, co wymaga zachodu.

> sens o który pytasz,można by opisać jako bliższe tobie zrozumienie,jednym łatwiej przez Wiarę innym łatwiej przez Rozum.

To prawda, przy czym przez wiarę dla pokaźnej większości jest łatwiej.

>Więc odpowiadając wprost to ty decydujesz co nadaje sens,może to być wiara,rozum bądź jedno i drugie,tak samo życie,i to co jest jego sensem,i to czy ono samo w sobie ma sens zależy od indywidualnego ukształtowania się nas samych na każdym poziomie i na wszystkich możliwych płaszczyznach....

Oby tylko indywidualny sens nadany miał sens ogólny.

> Temat jest nie zwykle obszerny,bo o samych pojęciach można godzinami,ale myślę że choć trochę zrozumiałeś z potoku moich prostych wyjaśnień.

Wierzę, że zrozumiałem.
Godzinami można, ale zwięzłość ponoć jest cnotą.
dzentelmen (2000 punktów)
>Wszystko co dzieje się w naszym życiu możemy racjonalnie opisać. Stajemy wtedy z boku całej
>sytuacji i przedstawiamy suche fakty. Np uprawiając seks z kobietą mógłbym sobie pomyśleć, że
>osobniki homo sapiens o odmiennych płciach kopulują, gdyż jest to naturalny biologiczny mechanizm.
>Ale ja wierzę, że ona jest seksowna, chociaż zdanie "kobieta X jest seksowna" nie ma sensu. Jem
>sobie coś dobrego i wierzę, że dobry smak ma wartość. Wierzę, że warto rozwijać się intelektualnie i
>z tego czerpię też przyjemność.
>Mój wniosek jest taki, że gdyby nie wiara życie nie miałoby sensu i dlatego opisanie sensu życia
>jest niemożliwe.
>Ale o jakiej wierze ja piszę? Jest to wiara w siebie, w sens, w to, że będzie dobrze. Jest to wiara
>w ludzi (ale nie wiara ludziom!). Bez tej wiary byłbym zmuszony do tego żeby postępować tak jak
>należy, ale wtedy straciłbym możliwość wyboru i przyjemności. Mógłym np przejść na wegetarianizm
>żeby nie krzywdzić zwierząt, odżywiać się zdrowo żeby dłużej i zdrowiej żyć, stworzyć sobie
>harmonogram dnia i postępować zgodnie z nim. Stałbym się wtedy robotem, a społeczeństwo postępujące
>w ten sposób byłoby zbiorem takich robotów, które mają samoświadomość.
>Wiara w zewnętrznego Boga i zasady narzucone z góry, inne wymiary i sens narzucony z góry powoduje,
>że człowiek staje się niewolnikiem, a wiara nie spełnia swojej naturalnej roli. Oczywiście są tacy,
>którym to pomaga bo czują się niekochani przez rodziców i powielają wzorzec wierząc w demoniczny byt
>Jahwe. Dzięki słowom Chrystusa mogą czasami czuć się kochani, a to powoduje iluzję szczęścia, które
>też jest wiarą. Jednak dla większości osób taka wiara jest negatywna.
>Jaki jest sens wiary? Wiara komuś w jakieś głupoty jest bezwartościowa. Ale jest jeszcze drugi
>rodzaj wiary - wiara w kogoś czyli wiara, że ten ktoś jest dobry. Wierzę w swoich bliskich, w
>dobrych ludzi, ale nie wierzę nikomu.
Więc kończąc,odpowiadam na twoje zasadnicze pytanie : Tak Wiara nadaje życiu sens

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365