Racjonalista - Strona głównaDo treści
Argument na stwierdzenie, że nie ma alternatywy

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
18-10-2011 12:02jark44 (619 punktów)Argument na stwierdzenie, że nie ma alternatywy
Ocena 7 na 7
dla moralności i etyki dla postawy wypływającej z wartości chrześcijańskich.

Otwieram ten wątek, bowiem zauważyłem, że w obecnej gorącej dyskusji strona katolicka twierdzi, że nie ma innego spójnego systemu etycznego i wzorca dla postaw moralnych jak tylko ta, która wypływa z nauki i tradycji chrześcijańskiej.

Jak opisać krótko taki system wartości dla współczesnej Polski (świata, Europy), który jasno pokaże, że alternatywa tkwi w historii Europy starożytnej, ludów pogańskich (Germanowie, Słowianie, Celtowie) no i oczywiście tradycji chrześcijańskiej.

Zwrócić należałoby uwagę na to, że chrześcijaństwo nie stworzyło dzisiejszej etyki i moralności. Jest jedynie spadkobiercą tych poprzednich. Obecny zaś system moralny został poza tym ubogacony dorobkiem nowożytnej myśli humanistycznej itd.

Brak jest moim zdaniem wypracowanego "hasła" na odrzucenie innego hasła - "chrześcijańskia tradycja". Bez takiego "oręża" trudno rozmawia się z chrześcijanami, bo wymaga to dłuższego wywodu, a oni mają gotowca. Chrześcijaństwo po raz kolejny zamierza przywłaszczyć sobie cały dorobek kulturowy Europy.

Zapraszam do wyrażenie poglądów.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 Dalej..
#166
24-10-2011 22:59
 Ocena 3 na 3
darkside (7775 punktów)
(zablokowany)
Odp: Argument na stwierdzenie, że nie ma alternatywy
W odpowiedzi Marcuch
Tak sobie na to patrzę i nie widzę punktu zaczepienia do dyskusji, niczym mnie nie zaciekawiłeś, ani nawet zbulwersowałeś. W dwóch miejscach może moglibyśmy pomłócić jeszcze tę "słomę", ale w sumie nie ciekawi już mnie, co masz więcej do powiedzenia. Zwłaszcza, kiedy czytam, co odpisujesz innym. I tak mnie byle jak odpalantujesz, jak to masz w zwyczaju. Szkoda czasu. Myślałem, że masz coś do powiedzenia, ale zdaje się, że to tylko ciuciubabka. Dobranoc.

#167
24-10-2011 23:16
 Ocena 2 na 2
Marcuch (664 punktów)Odp: Argument na stwierdzenie, że nie ma alternatywy
W odpowiedzi jark44
Dyskutujesz językiem nienawiści i za pomocą sloganów, brudzisz forum demagogią. To nieracjonalne, a także złe. "Promowanie zdrowego rozsądku" nie musi łączyć się z pogardą dla innego światopoglądu.

>"Działać po chrześcijańsku", to - unikać trudnych tematów, działać na pokaz bez zwracania uwagi na treść i nierozumniejąc sensu swego działania
Piszemy "nie rozumiejąc".
>G... mnie obchodzi jaka jest etyka, obchodzi mnie jak postępujesz - wtedy "stosujesz" etykę, a nie wtedy gdy o niej mówisz.
Więc załóż wątek na ten temat, "kulturalny", "racjonalny" kolego - i tam zapisuj swoje oberwacje.

>Człowiek jest przewidywalny na tyle na ile wychowa się go tak, aby znał różnorodność świata itd.
Głębokie.

> (...) wy religianci zawsze będziecie się kłócić o pierdoły, a mnie to nie obchodzi.
Oj, zdenerwowałeś się, to się zdarza. Ale na pewno znajdziesz interlokutora na swoim poziomie.

>No macie takie po prostu ptasie móżdżki.
O.

#168
24-10-2011 23:46
 Ocena 7 na 7
Ojciec Ateusz (9201 punktów)Odp: Argument na stwierdzenie, że nie ma alternatywy
W odpowiedzi Marcuch
Może spróbuję na prostym przykładzie.

Różnice w genotypie powodują różnice w funkcjonowaniu gospodarki hormonalnej, te zaś sprawiają, że osobniki będą odmiennie reagować np. w sytuacji konfliktowej.

Jeden będzie unikał konfrontacji, drugi będzie straszył, ale wycofa się przed walką, trzeci będzie walczył do pierwszej krwi, czwarty do poważnego zranienia, piąty do śmierci.

Niektóre z tych postaw w oczywisty sposób nie będą sprzyjały sukcesowi reprodukcyjnemu. Krwiożerczy psychopata prawdopodobnie młodo umrze, może nawet zagrozić bezpieczeństwu całego rodu. W puli genetycznej utrwalą się więc te geny, które - poprzez wpływ na funkcjonowanie układu produkującego np. testosteron - sprzyjają mniej agresywnym formom rozwiązywania sporów.

Kiedy gatunek dojrzeje do etapu refleksji etycznej, może niepożądane zachowania potępić explicite ("nie zabijaj ziomali") - ale nie będzie to niczym więcej niż (świadomym) potwierdzeniem normy, która i tak sama (nieświadomie) "wyrzeźbiła się" w puli genów.

Sposób powstania takiej dyrektywy nazywam "naturalnym", w odróżnieniu od - przykładowo - zakazu jedzenia mięsa w piątek, dla którego nie sposób zaproponować analogicznego mechanizmu genezy.

Będę (autentycznie) wdzięczny za wskazanie, w którym konkretnie punkcie odjechałem w stronę paranauki.

#169
25-10-2011 01:06
 Ocena 2 na 2
jark44 (619 punktów)Odp: Argument na stwierdzenie, że nie ma alternatywy
W odpowiedzi Ojciec Ateusz
>Może spróbuję na prostym przykładzie.

Oj, jak ja dziękuję Ojcowi Ateuszowi, że krótko i zwięźle wyłuszczył bałamutne problemy naszego nad-aktywnego i nierozumiejącego podstawowych pojęć kolegi.

Uf. Trzeba by już zamknąć ten wątek, bo weszli do niego ludzie z "upierdliwymi" chwytami.



mów tylko wtedy, gdy mówisz swoimi słowami. Kościół ma fajnych świętych i błogosławionych - albo psychiczne przypadki, albo kryminalne.

#170
25-10-2011 01:52
 Ocena 3 na 3
Marcuch (664 punktów)Odp: Argument na stwierdzenie, że nie ma alternatywy
W odpowiedzi sceptymucha
>Najpewniej jesteś katolikiem, więc mam pytania"
Akurat tylko czuję pewną sympatię do tego ruchu, więc teraz poudaję katola, co rozumie swoje motywacje.
Są to, generalnie, kalki zachowań międzyludzkich.

>1. Dlaczego grzeszysz - powinieneś odpowiedzieć klarownie i jednoznacznie, w końcu napisałeś: "wystarczy siebie samego zapytać dlaczego".

Zakładamy, że grzeszę z premedytacją.
Grzeszę bo aktualnie czuję, że mam interes w danym czynie. Liczę przy tym na przebaczenie, na miłość Boga, na to, że mi się "uda" wobec Niego. On jest pewnie Kimś, kto mnie "kocha", więc wybaczy taki "drobiazg". Analogicznie jak dziecko wobec rodziców: naginam relację emocjonalną z Bogiem w przekonaniu, że nic strasznego nie robię. Jest to rachunek zysków z popełnienia czynu i strat w emocjonalnej więzi z Bogiem, z wliczeniem ryzyka - bo nie potrafię precyzyjnie określić wartości moralnej czynu.
Bardziej świadomy sytuacji być może nawet myślę, że Bóg wybaczy mi moją premedytację, że jej kształt też wypływa ze słabości mojego charakteru, a wszak słabość charakteru to nie grzech. Już na etapie premedytacji czuję niepokój związany z "zaufaniem Boga" do mnie, ale wola dokonania czynu zwycięża z tym niepokojem.
Opis bardziej zewnętrzny: być może nie umiem dokładnie ocenić sytuacji, nie czuję właściwie zagrożenia (rozmiaru konsekwencji, kary), a uleganie pokusie naprędce racjonalizuję w kategoriach osobistego stosunku z Bogiem.

Jest też parę inych opcji: odwracam się kompletnie od Boga, stwierdzam, że jest "niesprawiedliwy", "niepotrzebny", że "zrobię mu na złość" itp. Albo, że "Boga nie ma" i że muszę pokonać jedynie wtłoczony mi "fantom lęku przed zewnętrznym autorytetem".

>2. Dlaczego później żałujesz za (część) grzechów - tu również oczekuje odpowiedzi klarownej, jednoznacznej i niesprzecznej z odpowiedzią pierwszą.

Myślę, że leci to tak:
Bo oto odkrywam, że się byłem pomyliłem. Błąd był ewentualnie większy niż mi się wtedy ewentualnie zdawało (jeśli wcześniej też czułem, że popełniam błąd). Zanadto "nadużyłem zaufania Boga" i chcę Go "przeprosić". Na skutek nieprawidłowej oceny moralnej czynu popsułem nasze "relacje partnerskie". Boję się, że wskutek tego, Jego miłość i zaufanie do mnie jakoś "osłabnie", co już jest niedobre, a dodatkowo - również moje zaufanie doŃ naturalnie osłabnie, więc stracę oparcie. Albo boję się nawet "gniewu" (jeśli żyję taką "gniewną" koncepcją Boga, co poniektórzy katolicy mają).
Generalnie rzecz sprowadza się do odkrycia pomyłki w moralnym bilansie tamtego czynu. Uzyskuję oto dystans poznawczy i czyn nie wydaje się już tak atrakcyjny jak w tamtej chwili, korzyści z niego przeminęły, a jedynym trwałym śladem pozostało nadwerężenie relacji z Bogiem. Stwierdzam, że "nie było warto", że "to było głupie" itp.

>Dlaczego mimo żalu powtarzasz (zdarza Ci się powtarzać) ten sam grzech?

"Mimo żalu" to się zdarza chyba sporadycznie - raczej "mimo przeszłego żalu".
Dlatego, że w jakichś nowych okolicznościach znów inaczej oceniam cały ów czyn i znów stwierdzam, że np. przesadziłem wtedy z tym "kajaniem się", z tym żalem i że to nie jest "aż taki" wielki grzech. Moje osądy moralne stopniowo nagięły się w drugą stronę przez nowe emocje i znów widzę "drobnostkę", psikus niesformego dziecka. Oczywiście jest opór. Opór jest większy, skoro kiedyś oceniłem ten czyn jako "zły". Ale podstawowy mechanizm jest taki, że podważam tamtą ocenę, że wątpię w tamtego-siebie. "To wtedy trochę się pomyliłem". Jeżeli teraz nie wystarczy mi siły woli, aby, ze względu na Boga i wzajemne nasze uczucia, których domniemywam, pokonać tę chęć powtórzenia grzechu, to znów go popełniam.

Więcej: nawet w smutnym przekonaniu, że grzeszę i oddalam się od Boga, mogę popełniać ów "zły czyn". Wzrasta bowiem, przez grzech, moja pogarda do samego siebie. Grzech czyni mnie mniej wartościowym, a więc i mniej zasługującym na tak bliskie stosunki z Bogiem, jak do tej pory. Ta pogarda wygrywa z potrzebą bliskości. Albo: nawet jeśli czuję "w tle", że się staczam - po prostu nie mam siły się zatrzymać.
Do tego dochodzą różne racjonalizacje: np. wątpienie w "grzeszność" tej kategorii czynów, branie pod uwagę "innych grzeszników" i rozmaite argumentacje, które są tylko wyrazem zwyciężającej złej woli. Dlaczego prawdziwy rozsądek nie potrafi ich odciąć? Bo jego użycie jest podorządkowane woli. Bo na powierzchni refleksji walczy sam ze sobą będąc zarówno narzędziem woli "złej" jak i "dobrej". Bo przegrywa z emocjami.

Jeszcze jedna sprawa: dlaczego seryjnie popełniam grzech? Po patrzę na całą serię jak na jeden czyn i traktuję go analogicznie jak wyżej. Sumienie nie odzywa się z dostateczną siłą pomiędzy powtórzeniami.
Tak, wydaje mi się, wytłumaczyłby to katolik, dosyć personalistycznie. Ale Boga też można ująć jako skierowaną "siłę", nurt, a działanie człowieka "zgodne" lub "niezgodne" z jej "wektorem". Mniej psychologizowania.

Poudawałem katolika, ale osobiście nie wierzę w ten typ relacji z Bogiem, uważam, że jest o wiele więcej niewiadomych. Niby dlaczego miałby grać ze mną w taką właśnie grę? Dlaczego to miałoby by grzechem, a tamto nie? Znów, jeśli miałbyby zachodzić między Bogiem a człowiekiem jakieś relacje emocjonalne, to racja bytu owych relacji musiałaby być poza-boska, ulokowana w ponad-boskiej przestrzeni, co się kłóci z Jego Absolutem. A więc Bóg nie ma pojmowalnej "psychiki" i trudno powiedzieć jaką etykę głosi.
Natomiast, z drugiej strony, nie zadowala mnie w tej sytuacji intelektualny unik, polegający na zanegowaniu istnienia Boga i próbach redukowania kategorii grzechu, sacrum, czy innych intencjonaliów związanych z Absolutem, do kategorii bio-fiz. Porzuca się pewien porządek wyjaśniający, tak jakby zostawiało się niesympatyczny rozdział algebry "bo tam nic nie ma". A tam coś przecież jest i daje eleganckie wyjaśnienia.

Marcuch (664 punktów)Odp: Argument na stwierdzenie, że nie ma alternatywy
W odpowiedzi Ania...
>>Jeszcze jedno:
>>>I dobrze, bo nie ma czegoś takiego jak dobór grupowy, mam nadzieję, że ironizowałeś.
>> Dobór grupowy
>>pozdrowienia od laika
>Laik nie zauważył, że hipoteza ta została praktycznie odrzucona?
To bez znaczenia w użytym pierwotnie kontekście.

Marcuch (664 punktów)Odp:
W odpowiedzi Uriel_
>>Człowiek nie istnieje.
(...)
>Ty Go nie znasz ?
Właśnie dlatego, że wiem jaki musiałby być, wiem, że nie istnieje. Jako indywiduum nie mógłby być źródłem. Jako zbiorowość jest niepojmowalny, więc jako idea nieokreślony. No i co tam jeszcze pozostało? Jako podstawowa kategoria metafizyczna - nie występuje, zapewne z powodu powyższych komplikacji

#173
25-10-2011 03:35
 Ocena 2 na 2
Marcuch (664 punktów)Odp: Argument na stwierdzenie, że nie ma alternatywy
W odpowiedzi Ojciec Ateusz
>Będę (autentycznie) wdzięczny za wskazanie, w którym konkretnie punkcie odjechałem w stronę paranauki.

Jasne. Największe hopla jest tutaj:
>Kiedy gatunek dojrzeje do etapu refleksji etycznej, może niepożądane zachowania potępić explicite ("nie zabijaj ziomali") - ale nie będzie to niczym więcej niż (świadomym) potwierdzeniem normy, która i tak sama (nieświadomie) "wyrzeźbiła się" w puli genów.

Osobniki mogą najwyżej stwierdzić przez obserwację fakt: "nie zabijamy ziomali". Zakładając, że słowo "ziomal" nie jest terminem wartościującym, tylko obserwacyjnym. Podobnie mogą stwierdzić: "Mamy mało jedzenia".
Między tą obserwacją, a sformułowaniem normy w sensie aksjologicznym: "Nie należy zabijać ziomali." lub też "Miejmy mało jedzenia", nie ma związku logicznego.

(Informuję, że "norma" jako typowe zachowanie to nie "norma" w sensie "zachowanie powszechnie uznane za dobre", co odkryjesz w słowniku. Np. promiskuityzm u homo sapiens. )

Poza tym: "Niepożądane zachowania"
-ze względu na jaki cel, do kata?
-w jakim kontekście, rany boskie?
-w jakiej skali czaso-przestrzennej, niech mnie dunder???
"Wartość" procesu/zdarzenia/przedmiotu z punktu widzenia osobnika może być ze względu na te czynniki kompletnie inna niż z tzw. "punktu widzenia genów". Pomieszanie wynika z tego, że w języku popularnonaukowym, a nawet naukowym używa się słów z etyki albo potocznych ("strategia").

"Jastrząb" w stadzie "gołębi" (mówię o grze ewolucyjnej) działa wbrew temu, co "wyrzeźbiło się w puli genowej". Zwycięża z populacją i nawet nie musi być inteligentny. Więc jakie działanie jest pożądane, gołębie czy jastrzębie? Pomijam już fakt, że ewolucja ustawicznie "rzeźbi" i zmienia kontekst.

Więcej: wierutną głupotą byłoby wyrażać w formie normy coś, co i tak zachodzi, np. "Miejmy dwoje oczu!". Po co mówić "Nie zabijajmy ziomali!" skoro i tak nie zabijamy???
Tymczasem, jeśli przyjrzysz się kiedyś poważnym normom moralnym, to zauważysz, że służą one raczej tłumieniu istniejących atawizmów ("Nie cudzołóż.", "Nie kradnij." itd.).

Pewnie zapomniałeś o rozwoju kulturowym i przekazywaniu wiedzy przez pokolenia. Ale to już nie geny.

A poza tym, szanuj słowo "idea". Idei nie ma w realu.

#174
25-10-2011 08:31
 Ocena 12 na 12
Meretseger (61860 punktów)Odp: Argument na stwierdzenie, że nie ma alternatywy
W odpowiedzi Marcuch
Oczywiście, że cytaty wybrałam tendencyjnie To tylko kilka, jest więcej takich kwiatków i u innych pisarzy, zwanych Ojcami Kościoła, Doktorami Kościoła, chrześcijańskimi filozofami, teologami i innymi mędrcami. Nie wnikałam nigdy głębiej w poglądy chrześcijaństwa na wojnę i inne problemy, zajmowałam się tylko kobietami, dziećmi i niewolnikami, stąd wybiórcze potraktowanie tematu. Być może, tak jak piszesz, to tylko wyskoki mizoginicznych dostojników, niemniej nigdy nikt się nie zająknął, by to potępić, wprost przeciwnie - owi dostojnicy wciąż są uważani za niekwestionowane kościelne autorytety, a wszak autorytetów się nie podważa.
>Św.Paweł reguluje obyczaje w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, jakiś dzisiejszy dominikanin ocenia to historyczne działanie jako słuszne, a Ty wyczytujesz z tego współczesną generalną pogardę kościoła do kobiet. To nadinterpretacja.
Sądząc po przepisach dotyczących ubioru podczas audiencji u papieża, Kościół nadal rażą kolorowe stroje i odsłonięte głowy kobiet:
Cytat:
Dress conservatively even if you are one of hundreds. Women wear dark-colored dresses, with unrevealing necklines and long sleeves, and cover their heads. Men wear conservative business suits; in the reserved section some men will wear formal morning dress, and most women will be in black with gloves and mantillas.

www.romanguide.com/vaticancity/papal-audience.html
Ciekawe, co by się stało, gdybym tam poszła w swoim zwykłym uniformie, czyli w dżinsach... Niestety, nie będę miała okazji sprawdzić. Nie wybieram się, nic tam po mnie.
Uczony jezuita Robert Anthony Wild twierdzi, że kobiety noszące minispódniczki pójdą do piekła
No, ale mniejsza o to. Zastanawia mnie Pawłowe "rozdwojenie języka". Raz twierdzi, że wszyscy (mężczyźni i kobiety) są równi wobec Boga, innym razem, że nie, bo najpierw stworzony został mężczyzna, a potem kobieta i dlatego to mężczyzna ma panować, a kobieta słuchać i że to zgodne z Boskim zamysłem. Co on nawypisywał, zrobił z Boga kapryśną primadonnę, co to raz mówi tak, a raz inaczej. Ja bym się wreszcie od jakiegoś oficjalnego przedstawiciela Kościoła chciała dowiedzieć czarno na białym, czy mężczyzna i kobieta są równi, czy nie i czy Ojcowie i Doktorzy Kościoła pisali brednie, od których Kościół XXI wieku się odcina, czy się nie odcina i uznaje za święte słowa.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.

#175
25-10-2011 08:43
 Ocena 9 na 9
Meretseger (61860 punktów)Odp: Argument na stwierdzenie, że nie ma alternatywy
W odpowiedzi Marcuch
>Ciekawe czy w czasach gdy padały, istniała jakakolwiek religia, czy wspólnota ludzka głosząca większe równouprawnienie niż chrześcijanie.
Aha. Istniała. Celtowie.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.

#176
25-10-2011 08:51
 Ocena 8 na 8
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
Odp: Argument na stwierdzenie, że nie ma alternatywy
W odpowiedzi Meretseger
>Być może, tak jak piszesz, to tylko wyskoki mizoginicznych dostojników, niemniej nigdy nikt się nie zająknął, by to potępić, wprost przeciwnie - owi dostojnicy wciąż są uważani za niekwestionowane kościelne autorytety, a wszak autorytetów się nie podważa.

Jak Fronda donosi uprzejmie, sam Benedykt XVI mówi tak:
To, co poprzednie pokolenia uważały za święte, świętym pozostaje i wielkim także dla nas, przez co nie może być nagle (...) uważane za szkodliwe.

Każdy wie, co być powinno teraz lub dawniej. Trudniej odpowiedzieć na pytanie, co jest i co rzeczywiście było. (Bronisław Łagowski)

#177
25-10-2011 08:57
 Ocena 11 na 11
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
Odp: Argument na stwierdzenie, że nie ma alternatywy
W odpowiedzi Meretseger
>>Ciekawe czy w czasach gdy padały, istniała jakakolwiek religia, czy wspólnota ludzka głosząca większe równouprawnienie niż chrześcijanie.
>Aha. Istniała. Celtowie.

A tam, Celtowie. W zdecydowanej większości ludzkich kultur system społeczny był (z różnych powodów) znacznie bardziej równościowy niż ten, jaki wytworzyło chrześcijaństwo.
Taki:

faraonizm w epoce przemysłowej tylko w jednym miejscu na świecie uświadczyć się dało.


Każdy wie, co być powinno teraz lub dawniej. Trudniej odpowiedzieć na pytanie, co jest i co rzeczywiście było. (Bronisław Łagowski)

#178
25-10-2011 09:12
 Ocena 2 na 2
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)Odp: Argument na stwierdzenie, że nie ma alternatywy
W odpowiedzi Marcuch

> Poudawałem katolika, ale osobiście nie wierzę w ten typ relacji z Bogiem, uważam, że jest o wiele więcej niewiadomych.
Plus. Bardzo fajny tekst.

Wydaje mi się jednak, że udało mi sie z niego wyłuskać to, o co mi chodziło.
Piszesz: "aktualnie czuję, że mam interes w danym czynie". Masz zatem jakąś wewnętrzną skalę wartości, która jest różna od 'moralności nadanej przez boga'. Mi chodzi właśnie o źródła owej wewnętrznej skali - jeść, pić, dbać o miejsce schronienia na czas snu i sam sen. Są to rzeczy czysto biologiczne. Również większość uzależnień ma podstawę biologiczną lub częściowo biologiczną. Pozostaje pociąg seksualny, z którym różnie bywa - ale u podstaw leży biologia. Także instynkt rodzicielski.
Mógłbyś osobiście mnie zaginać, że to dwa systemu 'moralne' - religijny i praktyki społecznej walczą ze sobą, ale spraw, o których pisałem we wcześniejszym akapicie nie sprowadzisz do tej walki.
Możesz jedynie próbować ocenić - w jakiej części działa biologia, w jakiej systemy kulturowe, a w jakiej konsekwencje Twoich własnych poszukiwań etyki w świecie.

>Niby dlaczego miałby grać ze mną w taką właśnie grę? Dlaczego to miałoby by grzechem, a tamto nie? Znów, jeśli miałbyby zachodzić między Bogiem a człowiekiem jakieś relacje emocjonalne, to racja bytu owych relacji musiałaby być poza-boska, ulokowana w ponad-boskiej przestrzeni, co się kłóci z Jego Absolutem. A więc Bóg nie ma pojmowalnej "psychiki" i trudno powiedzieć jaką etykę głosi.
Takie stanowisko wydaje mi się rozsądne. Nawet jeśli miałbym inne.

> Natomiast, z drugiej strony, nie zadowala mnie w tej sytuacji intelektualny unik, polegający na zanegowaniu istnienia Boga i próbach redukowania kategorii grzechu, sacrum, czy innych intencjonaliów związanych z Absolutem, do kategorii bio-fiz. Porzuca się pewien porządek wyjaśniający, tak jakby zostawiało się niesympatyczny rozdział algebry "bo tam nic nie ma". A tam coś przecież jest i daje eleganckie wyjaśnienia.
Nie chodzi o wyjaśnienia - raczej o religię. Jak się zgodzisz, że pochodzą od konkretnego boga z religii, to jego "pośrednicy" sprzedają Ci całą religię z "dobrocią jej inwentarza" - czyli nieodmiennie interesami grup kleru, a też przebrzmiałymi i szkodliwymi tradycjami.
Możesz oczywiście zaprzeczyć, że w Twoim przypadku tak nie jest, ale na poziomie masy, społeczeństwa, jest dokładnie tak, jak piszę. Być może byłoby inaczej, gdyby na czele kleru stali światli ludzie, ale trudno mi w tym momencie takich ludzi dostrzec. Ci, o których słyszałem/podejrzewałem, że są światli, w końcu pouciekali z tej instytucji lub zostali wypchnięci, ewentualnie umarli.
W dzisiejszym kk źródłem żywych idei religijnomoralnych dla naszych czasów są Rydzyk, Natanek i ci, co wymyślili zakaz mszy nad skremowanymi prochami. Twórcy ruchów młodzieży - pewnej odnowy w kk - nie żyją, a same ruchy dogorywywają.
Wspomną o nierozliczonych pedofilach i ich pomagierach na zachodzie (nie słyszałem, żeby wielu biskupów wylądowało w więzieniu za tuszowanie skandali), co powinno wskazać dalczego nie widzę zbyt wiele dobra w kk. A o polskich wynaturzeniach można pisać tomy dłuższe niż dziesiątki tysięcy stron akt w Komisji Majątkowej.

Przepraszam za lekki offtopic.

Pozdrawiam

Gdyby ludzie rozmawiali tylko o tym, co rozumieją... nad światem zapadłaby wielka cisza. A.Einstein

#179
25-10-2011 10:15
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)Odp: Argument na stwierdzenie, że nie ma alternatywy
W odpowiedzi big_zyd
A to różnie bywało. Zdawałoby się, że rolnicze ludy powinny być bardziej "równościowe", a pasterskie, zwłaszcza koczownicze i wojownicze - mniej, a tu nie ma reguły. Chrześcijaństwo czerpie z kultury żydowskiej, greckiej i rzymskiej, w nich akurat kobiety miały mniej praw.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.

#180
25-10-2011 11:20
 Ocena 6 na 6
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
Odp: Argument na stwierdzenie, że nie ma alternatywy
W odpowiedzi Meretseger
>A to różnie bywało.

Pewnie, że różnie. W praktyce zależało to - i zależy - od paru, powiązanych zresztą, czynników:
- opłacalności utrzymywania nierówności
- fizycznej zdolności utrzymywania nierówności przez system
- ideologii systemu wreszcie.

>Zdawałoby się, że rolnicze ludy powinny być bardziej "równościowe", a pasterskie, zwłaszcza koczownicze i wojownicze - mniej

Odwrotnie.
Koczowanie nie sprzyja akumulacji kapitału (materialnego, społecznego, symbolicznego), nie sprzyja więc tym samym utrwalaniu się różnic (nierówności) społecznych.
Poza tym osiadłego jest znacznie łatwiej upilnować niż koczownika.

>a tu nie ma reguły.

Pewne statystyczne reguły daje się odnaleźć - jak wspomniałem wyżej, u koczowników nierówności kumulują się raczej słabo, bo po prostu nie mają jak się kumulować. Hierarchie i despotyzmy koczownik może sobie uprawiać na skalę swojej kilkudziesięcioosobowej patriarchalnej grupy ale to wszystko. Chyba, że koczownicy jakichś osiadłych podbiją - wtedy hulaj dusza po zęby jak najbardziej .

>Chrześcijaństwo czerpie z kultury żydowskiej, greckiej i rzymskiej, w nich akurat kobiety miały mniej praw.

Wyżej pisałem o nierównościach w ogólnym sensie, nierówności ze względu na płeć to bardzo szczególny i złożony przypadek. W konkretnym przypadku chrześcijaństwa i jego inspiracji - złożony po gordyjsku wręcz. U Żydów kobiety praw miały niewiele, u Greków trochę więcej, jeszcze więcej w Rzymie. Ale dla chrześcijańskiej praktyki społecznej, takiej, jaką empirycznie znamy, może największe znaczenie miały pewne, obdarzone naprawdę długim trwaniem, przyzwyczajenia europejskiego ludowego pogaństwa, które kobiety jakoś-tam jednak względnie doceniało.


Każdy wie, co być powinno teraz lub dawniej. Trudniej odpowiedzieć na pytanie, co jest i co rzeczywiście było. (Bronisław Łagowski)

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 Dalej..

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365