Racjonalista - Strona głównaDo treści
Opłaty za CO2

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » O wszystkim i o niczym
NapisanoAutorTytuł
02-07-2016 12:32Max Golonko (1811 punktów)Opłaty za CO2
PIS starszy górników UE (grożą nam jakieś straszne opłaty za palnie węglem) a tymczasem ...
Jak to jest z tymi słynnymi opłatami za CO2?
Z pierwszej ręki od fachowca w tym względzie wiem, że Polska ma dobre limity (na bazie 1990 roku) i jeszcze na tym zarabia sprzedając nadwyżki.
Japonia musi już płacić lub odkupywać limity. Instytucja, która zbiera te opłaty daje potem pieniądze różnym krajom na modernizacje proekologiczne lub monitoring środowiska.
Te kraje zwykle wpuszczają te pieniądze w budżet czyli na wszystko, a potem, ze wstydu, około połowy tych środków wykorzystują zgodnie z przeznaczeniem.
PIS jak zwykle straszy i szczuje Polaków na kolejnych wrogów.
A ateiści to sodomici, gwałciciele i agenci Rosji - stąd komisja do sprawy przeciwdziałania ateizacji Polski.


Przypominam, że ateistą (co szkodzi innym) jest Jarek K. bo jest niemożliwe żeby homoseksualista, który miał w szkole teorię ewolucji, wierzył w boga.
Ale to KrK nie przeszkadza.
Ubijają swoje interesy.
Jarek realizuje misję swego życia - zemsta na Wałęsie i jego sojusznikach - za wyrzucenie go z ekipy Wałęsy.
KrK i Rydzyk po prostu biorą kasę, grunty i przywileje jakie Jarek K im daje w zamian za umożliwienie swojej misji.

Jarek nigdy nie zaprzeczył i nie zwalczał przelicznych doniesień w mediach o jego homoseksualizmie (bo musiałaby skłamać).
Ten homoseksualizm (odmienny niż u jego brata - jednojajowego bliźniaka) nie jest dziwnym bo nie u wszystkich mężczyzn orientacja seksualna jest wrodzona.
Może ukształtować się później - pod wpływem pewnych zdarzeń w sferze "social".
Ba, była społeczność, w której czynniki "social" doprowadziły do 20% udziału homoseksualnej orientacji wśród mężczyzn.
Wszystko to wyszło w szerokim badaniu Szwedom w 2007,2008 roku.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 Dalej..
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
Odp: Opłaty za CO2
W odpowiedzi olson
W ogóle cię nie.rozumiem. Twoje poczucie.nieszczęścia razi jak i poczucie wyższości ale nie zamierzasz zmienić świata, w ktorym jesteś nieszczęśliwy.

Przecież ty nie masz nic do stracenia.
Mógłbyś ryzykować w ciemno, bo przecież z satysfakcją Jacka Głodzika masz tyle wspólnego co ja z mercedesami.

#182
13-07-2016 15:17
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Odp: Opłaty za CO2
W odpowiedzi krystkon_1976
Czy jestem nieszczęśliwy? Hmm nie jestem szczęśliwy, ale nie jestem człowiekiem cierpiącym. Cierpią to chorzy na raka. Czy mogę zmieniać świat? Niby tak i mam pewne plany, ale nie zrobię tego pisząc na forum. Tu mogę naprostować jednego czy drugiego i samemu się czegoś dowiedzieć od osób mądrzejszych ode mnie. Zmiany są możliwe tylko gdy ma się kasę i inwestuje się ją w uświadamianie ludzi.

Ja nie cierpię przez innych ludzi i nie mam zamiaru nikogo obwiniać za swoje wady. Gdybym był zajebisty to bym nie cierpiał, a tak nie cierpię jedynie niektórych osób

Jacek Głodzik (35558 punktów)Odp: Opłaty za CO2
W odpowiedzi olson
>> Twierdzę tak na podstawie moich obserwacji efektów owego 'krojenia'.
> A przez jaki pryzmat obserwujesz?

Piszę to oczywiście z własnej perspektywy, dlatego nic a nic nie musisz się przejmować

> Czyli jeśli pogarda jest rezultatem przemyśleń to ołów w akweduktach był abstrakcyjną filozofią? No comments.

Mniej-więcej. Pogarda nigdy nie jest rezultatem przemyśleń, tylko braku zrozumienia, refleksji, innymi słowy ignorancji. To różnica.

> Ja też rozumiem powody takiego stanu rzeczy

Akurat

> ale odgraniczam dwa aspekty, których nie powinno się łączyć.
> Pogarda i emocje to mechanizmy społeczne

Pogarda to żaden mechanizm. To bardziej proste: odruchowa emocja odrzucenia związania z wywyższaniem się.
Też mógłbyś być w innym rozdaniu społecznym mordercą. Powiedzieć ci jak?

> a rozumienie przyczyn i skutków to logika. Nie znam jednak logiki
> która zmuszałaby do rezygnacji z życia w społeczeństwie i swoich
> odczuć do różnych ludzi.

Piszesz do rezygnacji z życia związanej np. z gwałtem czy morderstwem? Przecież to nie jest jednoznaczne.

> Bez pogardy do frajerów nie ma szacunku do wartościowych osób

Bzdura.

> więc nie walczę z tą pogardą

Widać.

> i nie jestem robotem

Nie bardzo rozumiem.

>>> tylko, że w rzeczywistości jedno i drugie jest tym samym
>>Bynajmniej.
>>> - coś powoduje coś = ktoś robi coś.
>>Samo powoduje, ty nie masz na to absolutnie żadnego wpływu. Acha
>"Ty" czyli co?

No ty. You po angielsku

> To jest to samo, tylko z różnych punktów widzenia.
> "Ja" to tylko punkt widzenia, przeramowanie myślenia przyczynowego

Ujmuję to w kategoriach humanistycznych. Cokolwiek, co działa wewnątrz ciebie i jest związane z twoim świadomym "ja".

> Można sobie konwertować myślenie przyczynowe do emocji
> i emocje do myślenia przyczynowego.

Coś jak u kryskona, na którego moją odpowiedź zaprzeczającą dałeś plusa
Próbować konwertować można, ale czysto deterministycznie to bez celu.

>>>oszust jest oprawcą, czyli należy nim gardzić.
>>A kto ci naplótł takich stereotypów?
> Nikt. Gdzie tu stereotypy?

"oszust jest oprawcą, czyli należy nim gardzić". Tu.

> Skoro byłbym ofiarą oszustwa to z dwóch powodów: ktoś jest oszustem (szmatą),

Oszust to człowiek oszukujący. Szmata to pogardliwe określenie tegoż. Jedno z drugim nie jest tożsame.

> a ja byłbym wtedy ofiarą (frajerem)

Ofiara to człowiek, który ucierpiał z powodu oszustwa. Frajer to pogardliwe określenie tegoż. Jedno z drugim nie jest tożsame.

> Nie zachodzi drugi czynnik, ale włącza się obrona słabszych,
> bo ofiara nie jest winna swojej słabości

Czasem jest winna, czasem nie, ale to nie powód, by nazywać ją frajerem, tudzież nią gardzić.

> Potem te ofiary mogą stać się oprawcami.

Dość często tak bywa z powodu filogenetycznej potrzeby wyrównania w nas.

> Nie tak. Albo... tak jak Ty się przyssałeś do Krystkona?

Przyznam, że trochę mi to uwierało i powinienem z nim skończyć częstą rozmowę jakieś 0.5 roku temu. Zrobiłem to 2 m-ce temu.

> Wg mnie nie i rozumiem to, że mu tłumaczysz oczywistości i prostujesz
> jego konfabulacje.

Na darmo. Ale teraz rzadko. Może nie warto go ograniczać sobą? Niech sobie żyje, jak chce.

> Czepianie się słówek w momencie gdy używam zwrotu, którego nie
> interpretuje się dosłownie

I oczywiście używasz danego zwrotu przez przypadek, a on nic o tobie nie mówi, zawsze o innych No comments.

> Wiadomo przecież, że w tedy typu sformułowaniu nie mówi się dosłownie o wszystkich

Mocno polaryzujesz swoje poglądy niekiedy sprowadzając je do czarno-białych barw. Tak przynajmniej widzę z zewnątrz.
Pozdrawiam

Czy ambicja, której pożyteczności nikt na zewnątrz nie uznaje to już kapitał, czy jeszcze nie?

olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Odp: Opłaty za CO2
W odpowiedzi krystkon_1976
>1. Gdybym nie był windykatorem nie znałbym i nie czułbym w tej chwili rzeczywistych motywacji przedsiębiorców. Dzięki temu, że byłem, wiem co tak naprawdę w przedsiębiorcach jest pod skorupą pozorów. Uwierz mi na słowo, że nie jest to szacunek dla drugiego człowieka i troska o jego potrzeby ale podwaliny nazizmu i idea nad i podludzi.

Jest różnie. Jako windykator spotykałeś głównie takich.

>2. Gdybym nie wziął kredytu, nie zadłużył się na całe życie na zakup poletka, na którym spędziłem w sumie 30 minut, gdybym nie stracił ogromnie na nagłej zmianie ceny, nie zablokował możliwości komuś innemu zbudowania tam domu to nie miałbym świadomości jakim chorym absurdem jest współczesny system gospodarczy będący mieszanką kasyna, oszukiwania każdego przez każdego, miliarda socjalistycznych nakazów, zakazów, gróźb i kar oraz wynikającej z tego niewiarygodnej biurokracji i niewiarygodnej liczby biurw.

Z tym kredytem to Twoja wina, ale zgadzam się co do systemu gospodarczego. Winiłbym tu demokrację. Zauważ, że są dziedziny, w których warto wybrać przywódcę. Wyobrażasz sobie demokrację w sporcie? Albo parytety niskich zawodników w koszykówce? Ta cała polityczna poprawność i pseudo-kultura i pseudo-tolerancja niszczą Europę i USA, co nie znaczy, że trzeba wprowadzać jakiś dziwny system. Ja jestem za jak najbardziej wolnym rynkiem jak to możliwe, ale całkowicie wolny rynek jest utopią. Jestem przeciwny socjalowi, ale jakiś minimalny poziom życia powinien być zagwarantowany. Tu jest duże pole do popisu w wymyślaniu i modyfikowaniu systemu, ale głównym problemem jest chciwość ludzi i brak autonegacji.

>3. Gdybym nie zliczył finansowej padaczki nigdy nie poznałbym parszywości stosunków pracowniczych panujących w prostych, powszechnych, podstawowych zawodach a mówię ci kupa gnoju, której na pewno nie da się nazwać kulturą pracy a co najwyżej prymitywną, zwierzęcą hierarchią.

W jaki sposób Twój system by to zmienił?

>4. Gdybym nie poznał sprzeciwu i oporu ludzi na tym forum nie poznałbym zależności pomiędzy prymitywnymi stosunkami pracowniczymi a dominującymi w umysłach ludzi ideami.
>itd.

Krytyka Twojego systemu niekoniecznie musi być obroną obecnego.

>Ty mówisz o błędach a ja o warunkach mojego kształtowania się.
>Ty nazywasz to błędami bo uznajesz mnie za kogoś złego o niskiej wartości
>Ja uznaję się za dobrego i o dużej wartości więc dla mnie to żadne błędy.

Nie do końca. Uważam Cię za osobę niezdolną do przyjmowania krytyki i przyznania się do błędu. Ten wpis też o tym przecież świadczy, ale nie uważam Cię za debila.

>Nie chcę być kimś innym niż jestem, ty być może chciałbyś żebym zmienił się ale ja tego nie chcę.

Zauważyłem. Ja z kolei chcę się zmieniać na lepsze i zupełnie nie jestem przywiązany do moich obecnych cech.

>>A prawda jest taka, że zbliża się świat komputeryzacji i trzeba będzie się przy tym uporać z nowym problemem, czyli bezrobociem jakie będzie z tego wynikało.
>Znalazłem rozwiązanie, zaproponowałem i nie raczyłeś rozważyć.
>Bezrobocie będzie wówczas, kiedy wszystkie komputery będą należały do jednego człowieka. Aby bezrobocia nie było własność musi być nieustannie rozproszona, tzn. kapitał nie może nadmiernie skoncentrować się, choćby urodzili się najzdolniejsi przedsiębiorcy w dziejach ludzkości.

Nie... Po prostu większość zawodów straci prawo bytu niezależnie od tego czyj będzie kapitał. Nie będzie taksówkarzy, bo komputery będą kierowały, nie będzie pracowników na kasie, bo będą same automaty samoobsługowe, nie będzie księgowych, a w pewnym momencie nawet psychologów (bo będzie AI z programem terapeuty), strategów (kompy będą wymyślały lepsze strategie), nie będzie lekarzy, bo kompy będą miały większą wiedzę i precyzyjniejsze umiejętności.

>Naprawdę nie dostrzegasz tego, że kapitał to dominacja woli jednego człowieka na wolą pozostałych? Nie rozumiesz, że nadmiar władzy deprawuje w 100% przypadków?

Zależy jaki kapitał i jak jest wykorzystywany. Skąd pomysł o 100% przypadków i jak definiujesz nadmiar władzy? Tzn konkretnie gdzie jest granica między nadmiarem, a dobrą władzą?

>Tak na zdrowy rozum, wyobraź sobie, że kapitał jest doskonale rozproszony. Widzisz w takiej wizji bezrobocie? I nie mam tu na myśli komunizmu gdzie nie ma własności prywatnej a jedynie nakazy sekretarzy egzekwowane przez pracowników służby bezpieczeństwa lecz mam na myśli rozproszoną własność prywatną i znikome nakazy urzędnicze.

W przyszłości widzę tu bezrobocie ze względu na komputeryzację, a obecnie... zauważ, że idealnie rozproszony kapitał(po równo wszystkim) oznacza, że nikt nie ma niczego, bo pieniądz to tylko umowa, która ma za zadanie odzwierciedlić RÓŻNICE między przydatnością dóbr wytwarzanych przez ludzi.

>>Słyszałem też takie historie, że aż włos się na głowie jeży, ale nie masz wcale sposobów na rozwiązanie tych problemów.
>Naprawdę nie rozumiesz, że nadmierna koncentracja kapitału i gospodarka oparta na korporacjach i koncernach to chore stosunki społeczne, nieszczęśliwi i wściekli ludzie?

Rozumiem, ale masz lepsze rozwiązania? Nie szczęśliwość jest wpisana w żywot. Świat to ogólnie syf.

>Proponuję ci, żebyś przemyślał kwestię pragnienia i poczucia wolności, bo wydaje mi się w kształtowaniu życia ludzi najważniejsza.

Wolność nie istnieje.

>Gospodarka musi być zbudowana wyłącznie z małych i średnich firm bowiem za każdą organizacją przedsiębiorstwa stoją stosunki pracownicze, które są podstawą stosunków społecznych.

Ale z drugiej strony największe firmy to mniejsze ceny i wyższy rozwój technologiczny. Rozumiem co masz tutaj na myśli, bo wielkie firmy to taki socjalizm.

#185
13-07-2016 16:21
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)Odp: Opłaty za CO2
W odpowiedzi olson
> Potrzeba to brak pełni szczęścia, więc trzeba coś zrobić
> żeby je odczuwać.

Co zrobić?

> Nie istnieje brak działania dopóki żyjesz, więc
> musiałbyś podjąć jakieś działanie, nawet gdyby to było siedzenie
> na dupie i użalanie się. Tej możliwości akurat nie zakładałem
> żeby Cię nie obrażać

Oj tam

>>> Albo dążysz do odzyskania tego co miałeś
>> Właśnie niekoniecznie. To idealnie płaski świat, realny jest trochę inny.
> Że się nic nie robi i usprawiedliwia się to tym, że tak wygląda realny świat?

Nie. Można się załamać, przecież o tym wcześniej pisałem. I tak bywa.

>>> co świadczyłoby o tym, że jesteś od tego uzależniony, albo
>>> ustalasz sobie logiczne cele czego naprawę potrzebujesz nie mając nic.
>>Albo poddaję się emocjom, które potem napływają. Bywa różnie.
>Tak mówią żule. Oni poddają się emocjom picia wódki, bo "jest tak źle".

Mój poprzedni prezes też poddawał się emocjom, tylko nimi dodatkowo sterował. To wielki atut we wszelkich negocjacjach: czucie partnera w biznesie, pozycja i emocje.
Ale żul z niego!

>>>Mając inny punkt odniesienia zmieniłoby Ci się pojęcie komfortu
>>Być może na dłużej, być może na chwilę.
> Czyli byś może zadowoliłbyś się życiem o połowę
> mniejszym standardzie niż dziś?

Dlaczego nie? Jeśli nie zahaczałoby to o podstawy egzystencji, to spokojnie. Zamiast bentleyem mógłbym jeździć zwykłym mercedesem (obydwóch nie mam, ale na obecną bryczkę nie narzekam).

> Rozumiem bo mi się zmieniają potrzeby. Im więcej się wie i
> osiąga tym są one większe

Ale nie tylko finansowe, lub związane z finansami. Czasem jedne mogą zastąpić drugie, zamienić się itd.

>Poproszę o uzasadnienie, bo ocierasz się o pustosłowie i wróżenie z fusów.

Pisałem. Logika w temacie miłości i w ogóle uczuć (logika na piedestale) to dopiero racjonalizacja.

> to jest mechanizm zastany a priori.

Logika w temacie miłości? Wolne żarty. Gdzie zastany? Jesteś dzieckiem i kochasz pijącą na umór matkę, jaką jest. Gdzie tu logika?

>>> emocje wygasły i zamiast wypełniać moją świadomość przeniosły się
> sportowcy mają podobnie gdy przełamują bariery. To pozytywna zmiana,
> medytacja działa podobnie

Jakoś przełamywania barier (np związanych z emocjami) w twoim przypadku nie widzę.
Nie przechodzi mi przez gardło tutaj docenianie twoich prób amputacji.

> Dla odmiany psychopata czuje tylko emocje i nie podważa ich tylko
> impulsywnie w nie brnie, co wynika ze słabości jego kory przedczołowej.

Jednakowoż definicja tego nie potwierdza. Akcentuje deficyty i zaburzenia emocji
psychiatri(*)a_osobowosci/71276,psychopatia

>>> Dzięki temu mogę podejmować decyzje wbrew emocjom i widzę
>>> jak ludzie często podejmują decyzje...
>>Pisałem ci już coś o regulacji emocji. Czytałeś?
>To jest odpowiedź?

To jest pytanie.

> Nie wiem skąd pomysł o moim nieoczytaniu

Może stąd, że nie używasz swojej wiedzy, jeśli ją masz (rzadko cytujesz źródła w odpowiedzi AB)

> Tymczasem uciekał od tego jak od ognia i cały czas pisze pustosłowie
> ad personam, co dla mnie jest jasnym dowodem.

Wydaje mi się, że w ten sposób manifestuje iż nie uważa cię jako partnera do merytorycznej dyskusji.

> Zdecydowanie lepiej

Właśnie. Choć złe emocje czasem przeszkadzają i to jest fakt

> Zauważ do czego ja się przysysam - do braku odpowiedzi na moje wpisy

Tak, wiem. Ja też za to od czasu do czasu boksuję Krystiana. A efektów wciąż brak. W końcu trzeba było odpuścić.

> Jak ktoś skomentuje coś z pozycji autorytetu i nie poda
> uzasadnienia, to ma ode mnie kosę w duszę

Uf, już się boję i idę kupić maczetę (potrzebna mi akurat do skoszenia parunastu m2 chwastów).
Pozdrawiam

Czy ambicja, której pożyteczności nikt na zewnątrz nie uznaje to już kapitał, czy jeszcze nie?

olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Odp: Opłaty za CO2
W odpowiedzi Jacek Głodzik
>>> Twierdzę tak na podstawie moich obserwacji efektów owego 'krojenia'.
>> A przez jaki pryzmat obserwujesz?
>Piszę to oczywiście z własnej perspektywy, dlatego nic a nic nie musisz się przejmować

Nie oskarżałem Cię o pisanie z cudzej perspektywy, a poza tym emocjonalnie nie interesuje mnie cudza opinia, a intelektualnie krytyka jest wyzwaniem, więc może wolałbym tu przeczytać konkret, a nie wykręt Pytałem o to przez jaki pryzmat obserwujesz to "krojenie" się na kawałki i obnażanie prawdy. Ja widzę, że masz rozbudowane pojmowanie prawdy i wierzysz tutaj w różne rzeczy, a ja się od Ciebie różnię tym, że dla mnie nie istnieje prawda, tylko opinia*, a ta może być szczera lub nieszczera i emocje są tą nieszczerą, a opinia* jest tą szczerą. Emocje, o których do tej pory mówiłem nazwijmy emocjami pierwotnymi. Po przemyśleniach powstają emocje wtórne. Zauważ, że jedne mogą być z drugimi w konflikcie. Ja uważam, że emocje wtórne powinny dominować nad pierwotnymi i gdyby tak było moglibyśmy mówić o wolnej woli. Wtedy też moglibyśmy uznawać moralność za coś najważniejszego co prowadzi do poczucia sensu i szczęścia gdy jest przestrzegane. Stanowiłoby to wtedy o wartości człowieka, a podział na dobro i zło byłby prosty, dychotomiczny. Niestety wszyscy jesteśmy tylko skutkami różnych przyczyn. Nasze "ja" to tylko mechanizm społeczny, moralność także. Emocje pierwotne mają w nas dużo do powiedzenia, ale im mniej tym lepiej. Emocje wtórne mają za mało do powiedzenia. Skorelowany z tym jest też fakt, że emocje z układu limbicznego mają większy wpływ na nasze zachowanie niż kora przedczołowa, jednak ludzie z powodów kultury porównują się z innymi przez pryzmat wartości z kory przedczołowej. To jest taka pseudo-kultura i podobnie jest z religią, która też jest pseudo, bo zakłada istnienie "ja" i przypisuje mu odpowiedzialność. Również psychologia czyni podobne błędne założenia. Następnie wymyśla się sprostowania do tych błędów, czyli wprowadza się pojęcie samoakceptacji w psychologii i pojęcie boskiej miłości w religii (najlepiej bezwarunkowej). "Bezwarunkowa samoakceptacja" lub "boska miłość" to zaspokajanie potrzeb emocjonalnych, a ja się pytam gdzie jest, k***a, prawda czyli opinia* na ten temat? Bo ćpanie hery też jest zaspokojeniem potrzeb emocjonalnych dla niektórych. A jeśli te potrzeby różnią się u ludzi z powodów genetycznych i innych, to jak można mówić o jakimkolwiek personalizmie? Nie można, a więc trzeba mówić o apersonalizmie, a ten wyklucza element "ja", "odpowiedzialności", "moralności" i pierwotnych emocji. Zostaje tylko element logiki i emocji wtórnych, bo irracjonalne treści odpadają. Pytanie brzmi jak to uczynić żeby z emocji wtórnych wychodził sens. Akceptacja emocji pierwotnych nie wchodzi w grę gdy są one sprzeczne z wtórnymi. Widzisz, nie zawsze jest to możliwe.

>> Czyli jeśli pogarda jest rezultatem przemyśleń to ołów w akweduktach był abstrakcyjną filozofią? No comments.
>Mniej-więcej. Pogarda nigdy nie jest rezultatem przemyśleń, tylko braku zrozumienia, refleksji, innymi słowy ignorancji. To różnica.

Moim zdaniem wypowiedziałeś teraz zdanie, które wynika z braku przemyśleń, zrozumienia, refleksji, innymi słowy ignorancji. Uważam, że pogarda może być rezultatem przemyśleń i nie dostrzegam argumentów przeciwko temu. Jest to mechanizm społeczny, bo zobacz kim się gardzi - złodziejami, kłamcami, bufonami, psychopatami. Często są to emocje pierwotne, które przechodzą przez sito logiki więc się je zostawia.

>> Ja też rozumiem powody takiego stanu rzeczy
>Akurat

No tak, ale bez argumentu chciałeś podważyć, to ja bez potrzeby argumentacji podważam Twoje podważenie

>Pogarda to żaden mechanizm. To bardziej proste: odruchowa emocja odrzucenia związania z wywyższaniem się.

NIEEEE. Przefiltrowałeś to przez personalizm, a tak się nie robi. To jest u niektórych (np u mnie) mechanizm społeczny, altruistyczny, piętnujący zachowania, które moim zdaniem szkodzą ludziom. Jak ktoś się wywyższa to proste, że trzeba go za to piętnować i to nie oznacza tego, że wtedy sam się wywyższam. Wręcz przeciwnie - ja podważam taką dychotomię jaką tu przedstawiłeś.

>Też mógłbyś być w innym rozdaniu społecznym mordercą. Powiedzieć ci jak?

Opowiedz mi co by było gdyby w tyłku rosły grzyby.

>Piszesz do rezygnacji z życia związanej np. z gwałtem czy morderstwem? Przecież to nie jest jednoznaczne.

Piszę o rezygnacji z życia społecznego jako pozbyciu się swoich opinii na temat innych osób i udawania przed nimi, że jest się kulturalnym czyli akceptuje się ich wady, z którymi należy walczyć jak np narcyzm, konfabulacje, zaprzeczanie samemu sobie, manipulacje itd.

>> Bez pogardy do frajerów nie ma szacunku do wartościowych osób
>Bzdura.

Bzdura, że bzdura. W ostateczności pogarda może być całkowitą obojętnością. Szacunek musi być za coś.

>> i nie jestem robotem
>Nie bardzo rozumiem.

Mam swoje zdanie i nie zamierzam się do nikogo dostosowywać na siłę jeśli czyjeś zachowanie mi się nie podoba i mam na to argumenty, których druga osoba nie potrafi odeprzeć. Jeśli do tego chamsko wtedy atakuje i zasłania się pseudo-kulturą to tylko pogarda może wynikać z racjonalnego myślenia.

>>"Ty" czyli co?
>No ty. You po angielsku

Czyli? Struktura lingwistyczna, emocjonalna, świadomość, wyimaginowana persona, proces decyzyjny w moim mózgu, całość człowieka, którym jestem?

>Ujmuję to w kategoriach humanistycznych. Cokolwiek, co działa wewnątrz ciebie i jest związane z twoim świadomym "ja".

"Ja" to kukła, a świadomość oznacza przyczynowość, czyli brak kategorii "ja". Gdy mówię "ja" to wiedz, że mówię o kategorii społecznej, która jest filtrem, przez który postrzegamy się sami i siebie nawzajem. Gdy pobędziesz dłużej sam ze sobą i wyciszysz myśli, to nie ma wtedy żadnego "Ciebie".

olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Odp: Opłaty za CO2
W odpowiedzi Jacek Głodzik
>> Można sobie konwertować myślenie przyczynowe do emocji
>> i emocje do myślenia przyczynowego.
>Coś jak u kryskona, na którego moją odpowiedź zaprzeczającą dałeś plusa
>Próbować konwertować można, ale czysto deterministycznie to bez celu.

Nie kojarzę tej wypowiedzi, ani nie widzę tu podobieństwa do krystkonizmu. I co ma z tym wspólnego determinizm?

>>>>oszust jest oprawcą, czyli należy nim gardzić.
>>>A kto ci naplótł takich stereotypów?
>> Nikt. Gdzie tu stereotypy?
>"oszust jest oprawcą, czyli należy nim gardzić". Tu.

To jest moje zdanie oparte o przemyślenia oraz emocje pierwotne, które przeszły przez sito logiki.

>> Skoro byłbym ofiarą oszustwa to z dwóch powodów: ktoś jest oszustem (szmatą),
>Oszust to człowiek oszukujący. Szmata to pogardliwe określenie tegoż. Jedno z drugim nie jest tożsame.

Z przesadnym permisywizmem mi tu lepiej nie wyjeżdżaj I co, akceptacja dla złodziei i pedofili też jest ok i nie wolno ich brzydko nazywać?

>Ofiara to człowiek, który ucierpiał z powodu oszustwa. Frajer to pogardliwe określenie tegoż. Jedno z drugim nie jest tożsame.

Jest i nie jest, znów zależy przez pryzmat jakiej kategorii patrzysz. Myśląc o tym żeby nie być frajerem znajdujesz rozwiązania jak to zrobić. Ten kto tak nie myśli bardzo często zostaje frajerem, czyli mowa o kolejnych emocjach pierwotnych, które przeszły przez sito logiki. Jeśli chodzi o pogardliwy stosunek, to już niekoniecznie musi tak być. Jeśli osoby słabsze się nie wywyższają i nie pozują to czuję chęć żeby im pomóc i pokazać jak się wzmocnić.

>Czasem jest winna, czasem nie, ale to nie powód, by nazywać ją frajerem, tudzież nią gardzić.

Nazywanie frajerem nie jest obraźliwe, tak jak nazywanie kogoś Murzynem, żydem, grubasem, ćpunem itd, o ile jest to zgodne z prawdą. Pogarda jest naturalną emocją pierwotną, która przechodzi we wtórną i żywi się ją do osobników spełniających logiczne kryteria pogardy.

>> Nie tak. Albo... tak jak Ty się przyssałeś do Krystkona?
>Przyznam, że trochę mi to uwierało i powinienem z nim skończyć częstą rozmowę jakieś 0.5 roku temu. Zrobiłem to 2 m-ce temu.

Rzadko się z nim zgadzam, ale kontemplacja jego niektórych pytań prowadzi do ciekawych spostrzeżeń. AB natomiast wypowiada się z pozycji wszechwiedzącego autorytetu, który w dodatku jest nieszczery (pseudo-kultura) i wymaga specjalnego traktowania, krzykliwie koloruje linki. Człowiek tak przekonany o swojej wspaniałości nie ma żadnych refleksji, a całą wiedzę czerpie z książek autorytetów. Zawsze daje mu to przewagę w realu bo większość osób czyta mniej, ale ja jednak bardziej cenię osoby myślące samodzielnie, które są w stanie samodzielnie mówić o swoich przemyśleniach. Ty też widzisz w Krystkonie co chcesz widzieć? Też się do niego przyssałeś?

>> Wg mnie nie i rozumiem to, że mu tłumaczysz oczywistości i prostujesz
>> jego konfabulacje.
>Na darmo. Ale teraz rzadko. Może nie warto go ograniczać sobą? Niech sobie żyje, jak chce.

Nie ograniczałeś go sobą. Najwyżej on mógł się ograniczać Tobą jeśli miał taki pomysł i go nie zanegował, więc przepuścił go jako emocję wtórną.

>> Czepianie się słówek w momencie gdy używam zwrotu, którego nie
>> interpretuje się dosłownie
>I oczywiście używasz danego zwrotu przez przypadek, a on nic o tobie nie mówi, zawsze o innych No comments.

Nie, tylko skoro czepiasz się takiego szczegółu, to bezsens. Wiadomo przecież, że nie mam na myśli dosłownie wszystkich ludzi, tylko zdecydowaną większość, ale jeśli 95% ludzi to debile to mam się z nikim nie zapoznawać i ominąć możliwość poznania kogoś z tych 5%? Nie i dlatego trzeba wchodzić w interakcje, a często nawet trzeba.

>> Wiadomo przecież, że w tego typu sformułowaniu nie mówi się dosłownie o wszystkich
>Mocno polaryzujesz swoje poglądy niekiedy sprowadzając je do czarno-białych barw. Tak przynajmniej widzę z zewnątrz.
>Pozdrawiam

Tak to widzisz, bądź dotyczy to tematów, które akurat są czarno-białe

olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Odp: Opłaty za CO2
W odpowiedzi Jacek Głodzik
>> Potrzeba to brak pełni szczęścia, więc trzeba coś zrobić
>> żeby je odczuwać.
>Co zrobić?

I tu jest pies pogrzebany. Trzeba spełniać zachcianki emocjonalne i części ludzi to wystarczy, część będzie potrzebowała więcej bodźców, część ma złe zachcianki i musi je kontrolować, część nie osiąga możliwości spełniania ich itd. Nie ma tak żebyś nie potrzebował niczego do szczęścia, a gdyby tak było to robienie czegokolwiek nie miałoby sensu.

>> Nie istnieje brak działania dopóki żyjesz, więc
>> musiałbyś podjąć jakieś działanie, nawet gdyby to było siedzenie
>> na dupie i użalanie się. Tej możliwości akurat nie zakładałem
>> żeby Cię nie obrażać
>Oj tam

Ok i tak bym Cię o to nie posądzał. Lepiej?

>>>> Albo dążysz do odzyskania tego co miałeś
>>> Właśnie niekoniecznie. To idealnie płaski świat, realny jest trochę inny.
>> Że się nic nie robi i usprawiedliwia się to tym, że tak wygląda realny świat?
>Nie. Można się załamać, przecież o tym wcześniej pisałem. I tak bywa.

I załamałbyś się?

>>>> co świadczyłoby o tym, że jesteś od tego uzależniony, albo
>>>> ustalasz sobie logiczne cele czego naprawę potrzebujesz nie mając nic.
>>>Albo poddaję się emocjom, które potem napływają. Bywa różnie.
>>Tak mówią żule. Oni poddają się emocjom picia wódki, bo "jest tak źle".
>Mój poprzedni prezes też poddawał się emocjom, tylko nimi dodatkowo sterował. To wielki atut we wszelkich negocjacjach: czucie partnera w biznesie, pozycja i emocje.
>Ale żul z niego!

Czyli nie poddaje się emocjom tylko nimi steruje, czyli nie żul.

>>>>Mając inny punkt odniesienia zmieniłoby Ci się pojęcie komfortu
>>>Być może na dłużej, być może na chwilę.
>> Czyli byś może zadowoliłbyś się życiem o połowę
>> mniejszym standardzie niż dziś?
>Dlaczego nie? Jeśli nie zahaczałoby to o podstawy egzystencji, to spokojnie. Zamiast bentleyem mógłbym jeździć zwykłym mercedesem (obydwóch nie mam, ale na obecną bryczkę nie narzekam).

Więc dlaczego nie zadowoliłeś się tym minimum i postanowiłeś mieć więcej?

>> Rozumiem bo mi się zmieniają potrzeby. Im więcej się wie i
>> osiąga tym są one większe
>Ale nie tylko finansowe, lub związane z finansami. Czasem jedne mogą zastąpić drugie, zamienić się itd.

Tak, mi większość potrzeb zniknęła, bo zweryfikowałem je jako niepotrzebne i taka ocena zgadza się z emocjami wtórnymi.

>>Poproszę o uzasadnienie, bo ocierasz się o pustosłowie i wróżenie z fusów.
>Pisałem. Logika w temacie miłości i w ogóle uczuć (logika na piedestale) to dopiero racjonalizacja.

Logiki nie stawia się na piedestale, ale jest to niezbędne sito, przez które wszystko trzeba przesiać. Twojego argumentu mógłby użyć pedofil, albo morderca, który kocha zabijać

>> to jest mechanizm zastany a priori.
>Logika w temacie miłości? Wolne żarty. Gdzie zastany? Jesteś dzieckiem i kochasz pijącą na umór matkę, jaką jest. Gdzie tu logika?

Jakie kocham pijącą matkę? Nienawidziłbym baby, a potem by mi zobojętniała. Tu logika #olson

>>>> emocje wygasły i zamiast wypełniać moją świadomość przeniosły się
>> sportowcy mają podobnie gdy przełamują bariery. To pozytywna zmiana,
>> medytacja działa podobnie
>Jakoś przełamywania barier (np związanych z emocjami) w twoim przypadku nie widzę.
>Nie przechodzi mi przez gardło tutaj docenianie twoich prób amputacji.

Pisałbyś to samo gdybym chciał Cię zabić i a moje powstrzymanie się od tego nazwałbyś próbą amputacji? Nie wiem też jak chciałbyś widzieć w moim przypadku to przełamywanie barier związane z emocjami.

>> Dla odmiany psychopata czuje tylko emocje i nie podważa ich tylko
>> impulsywnie w nie brnie, co wynika ze słabości jego kory przedczołowej.
>Jednakowoż definicja tego nie potwierdza. Akcentuje deficyty i zaburzenia emocji
>psychiatri(*)a_osobowosci/71276,psychopatia

I już na wstępie zeznanie socjopaty, a nie psychopaty. Ewentualnie to konfabulacja psychopaty, więc nie należy wtedy wierzyć w jej treść. Psychopata wierzy w to co mu przyjdzie do głowy i ulega narcystycznym urojeniom. Chłód psychopaty nie wynika przecież z logicznego myślenia, tylko z wiary.

>>>> Dzięki temu mogę podejmować decyzje wbrew emocjom i widzę
>>>> jak ludzie często podejmują decyzje...
>>>Pisałem ci już coś o regulacji emocji. Czytałeś?
>>To jest odpowiedź?
>To jest pytanie.

Wg mnie to pytanie nie na temat.

>> Nie wiem skąd pomysł o moim nieoczytaniu
>Może stąd, że nie używasz swojej wiedzy, jeśli ją masz (rzadko cytujesz źródła w odpowiedzi AB)

Bo nie mam w zwyczaju odwoływania się do autorytetów i wolę dyskutować o meritum. O źródło jakiegoś stwierdzenia można zapytać gdy coś jest dla kogoś niejasne i wtedy podanie źródła jest uzasadnione. AB podaje jakiś autorytet i ogólnik z jego stwierdzenia, co przedstawia jako prawdę objawioną. I co, mam szukać autorytetu twierdzącego na odwrót i kłócić się o to co kto powiedział? Ja bardziej cenię własne przemyślenia i argumentację.

>> Tymczasem uciekał od tego jak od ognia i cały czas pisze pustosłowie
>> ad personam, co dla mnie jest jasnym dowodem.
>Wydaje mi się, że w ten sposób manifestuje iż nie uważa cię jako partnera do merytorycznej dyskusji.

Tak, widzę ten narcyzm i arbitralność.

>> Jak ktoś skomentuje coś z pozycji autorytetu i nie poda
>> uzasadnienia, to ma ode mnie kosę w duszę
>Uf, już się boję i idę kupić maczetę (potrzebna mi akurat do skoszenia parunastu m2 chwastów).
>Pozdrawiam

Tylko uważaj żeby nie odrosły z dwoma głowami Moja duchowa kosa tak działa. Co prawda te odrastające głowy są jeszcze głupsze, ale głośniej krzyczą - tak właśnie działają emocje niektórych narcyzów gdy próbuje się im przeciwstawić logikę

Pozdrawiam.

krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
Odp: Opłaty za CO2
W odpowiedzi olson
>Zmiany są możliwe tylko gdy ma się kasę i inwestuje się ją w uświadamianie ludzi.

Nic z tego nie kumasz. Kasa to tylko nadrukowana makulatura, zapiski, błyskotki, kupa żelastwa. Tobie wydaje się, że za kasę kupisz cudze przekonania.

Dobra zmiana to stworzenie zgody tam, gdzie zgodna wydaje się niemożliwa.
Dobra zmiana to twoje porozumienie z Bogusławskim, które zaowocuje waszym współdziałaniem.
Dobry świat to taki, który wszyscy akceptują oraz mogą i chcą się w nim rozwijać.

#190
14-07-2016 01:22
 Ocena-1 na 1
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
Odp: Opłaty za CO2
W odpowiedzi olson
>Z tym kredytem to Twoja wina, ale zgadzam się co do systemu gospodarczego. Winiłbym tu demokrację. Zauważ, że są dziedziny, w których warto wybrać przywódcę. Wyobrażasz sobie demokrację w sporcie? Albo parytety niskich zawodników w koszykówce? Ta cała polityczna poprawność i pseudo-kultura i pseudo-tolerancja niszczą Europę i USA, co nie znaczy, że trzeba wprowadzać jakiś dziwny system. Ja jestem za jak najbardziej wolnym rynkiem jak to możliwe, ale całkowicie wolny rynek jest utopią. Jestem przeciwny socjalowi, ale jakiś minimalny poziom życia powinien być zagwarantowany. Tu jest duże pole do popisu w wymyślaniu i modyfikowaniu systemu, ale głównym problemem jest chciwość ludzi i brak autonegacji.

Mój model istotnie osłabia demokrację bowiem jeśli nie całość to znacząca część podatku od własności powinna trafić bezpośrednio do portfeli innych ludzi. Wydają sami jak chcą i żaden urzędnik nie mówi im jak żyć. Niski budżet to znikoma moc sprawcza demokracji.
W moich postulatach mowa i o tym, że państwo o ile ma posiadać jakiekolwiek mienie inne niż pieniądze z podatków to tylko do sprzedaży i bez możliwości czerpania z niego pożytku. Nie wyobrażam sobie nawet pół państwowej firmy czy jakiejkolwiek innej organizacji gospodarczej, nie wyobrażam sobie dzierżawienia majątku państwowego. W moim modelu zresztą państwo nie ma możliwości wejści w posiadanie mienia prywatnego.

>>3. Gdybym nie zliczył finansowej padaczki nigdy nie poznałbym parszywości stosunków pracowniczych panujących w prostych, powszechnych, podstawowych zawodach a mówię ci kupa gnoju, której na pewno nie da się nazwać kulturą pracy a co najwyżej prymitywną, zwierzęcą hierarchią.
>W jaki sposób Twój system by to zmienił?

W wątku o broni racjonalistka pisze, że pistolet w dłoni każdego to zrównanie różnic fizycznych. Ja twierdzę, że trwałe rozproszony kapitał to zrównanie różnic gospodarczych.

Przecież to oczywiste, że kiedy biedak bez niczego, którego właśnie z rodziną wyrzucają z wynajętego mieszkania przyjdzie po pracę do barona, który w okół pałacu ma pięć fabryk to stworzą stosunek pracowniczy PAN - pies. Nie da się zbudować zdrowego stosunku pracowniczego w takich warunkach a stosunki pracownicze są podstawą stosunków społecznych. Nie może być takich różnic w posiadaniu, bo to zrodzi chory stosunek pracowniczy a zaraz za nim uleczającego to urzędnika nakazującego, zakazującego, grożącego, karzącego.

Spróbuj przyjąć do wiadomości, że owoce pracy ludzi tak czy siak muszą trafić głównie do nich, żeby system trybił. Kierownik może i może zjeść 5-10 razy więcej od robotnika ale na pewno nie 1.000.000x. Podatek od własności + zniesienie osobowości prawnej + całkowita elastyczność rynku pracy, bez norm + socjal zawierający się w bezpośrednich wpływach z podatków + jawna księga kapitału + zniesienie kar za zdradę tajemnic to działający kapitalizm ze znikomą demokracją i bardzo słabym urzędnikiem. Czyż nie tego właśnie chciałbyś?

Piszesz, że korporacja, w znaczeniu koncentracja kapitału to rozwój. To jest bzdura nie rozwój. Korporacja to skostnienie, to schematyczność, to zamknięcie na jakiekolwiek zmiany. Rozwój to ewolucja,to poszukiwania,to rozmaitość, to nieustające zmiany. Małe i średnie firmy to rozwój. Korporacje to mrowisko i nieunikniony socjalizm.
Wyobraź sobie, że robisz na magazynie przeładunkowym w Biedronce i zapierniczasz tam z paletami przez 8 urzędowo a w rzeczywistości 10h dziennie codziennie. Czy jesteś wolnym człowiekiem?

Ja wiem z całą pewnością, że ani dla siebie ani dla swoich dzieci ani dla innych świata korporacji nie chcę. Nie chcę skoncentrowane kapitału.
Chcę żyć w świecie, w którym jeśli pojadę do jakiegoś miasteczka to w tym miasteczku spotkam właścicieli wszystkiego co tam jest i nie dowiem się na miejscu, że właściciel jest w Warszawie, Berlinie, Londynie czy Nowym Jorku. Tego właśnie chcę.

Jacek Głodzik (35558 punktów)Odp: Opłaty za CO2
W odpowiedzi olson
> intelektualnie krytyka jest wyzwaniem, więc może wolałbym tu przeczytać
> konkret, a nie wykręt

Właściwie intelekt jest tu efektem działania. Tzn. stosowanie logiki i rozbieranie rzeczy na czynniki pierwsze, do których z natury rzeczy należy przykładać inną miarę.
Nie napiszę tu konkretu, bo cię prozaicznie nie znam. To jest moje odczucie w obcowaniu z tobą od paru tygodni. Konkrety zawsze wychodzą z rozmowy o konkretach, ty pisząc o krojeniu innych (ja zaraz o apelu odnośnie siebie) też nie pisałeś o konkretach.

> Pytałem o to przez jaki pryzmat obserwujesz to "krojenie" się na kawałki i obnażanie prawdy

Ty o tym pisałeś, że lubisz tak robić. Odnoszę odczucie, że nie stosujesz tej zasady do siebie, a jeśli nawet czasem stosujesz - nie przynosi ona pożytku.

> Ja widzę, że masz rozbudowane pojmowanie prawdy i wierzysz tutaj
> w różne rzeczy, a ja się od Ciebie różnię tym, że dla mnie nie istnieje prawda,
> tylko opinia*

Ja prawdę rozumiem zamiennie z czymś, co działa w zamierzonym kierunku. Wówczas dana interpretacja mechanizmu jest prawdziwa lub fałszywa (jeśli nie działa).
I ty wykazujesz tu wiarę np. w krojenie nikt nie jest od niej wolny. Pytanie tylko, czy wierzymy jej ślepo, brniemy czy wykazujemy sceptycyzm.

> a ta może być szczera lub nieszczera i emocje są tą nieszczerą,
> a opinia* jest tą szczerą

Zgadza się, mogą. No i?

> Emocje, o których do tej pory mówiłem nazwijmy emocjami
> pierwotnymi. Po przemyśleniach powstają emocje wtórne. Zauważ,
> że jedne mogą być z drugimi w konflikcie

Chyba wiem o, czym konkretnie tu myślisz. Ok, czytam dalej.

> Ja uważam, że emocje wtórne powinny dominować nad pierwotnymi
> i gdyby tak było moglibyśmy mówić o wolnej woli. Wtedy
> też moglibyśmy uznawać moralność za coś najważniejszego co prowadzi
> do poczucia sensu i szczęścia gdy jest przestrzegane

A z jakiego powodu tak uważasz? Ja tak nie uważam, ale interesuje mnie to. Swoją drogą uznawanie takiej czy innej moralność za coś najważniejszego, co w zamyśle ma prowadzić do poczucia sensu i szczęścia gdy jest przestrzegane już ma miejsce właściwie w każdej religii, również w tej którą znamy bliżej czyli katolickiej. Rozumiem jednak, że proponujesz tutaj pewną zmianę tzn. głębsze zastanawianie się, trawienie pierwotnych emocji, przeżywanie wtórnych i to niby miałby dać komuś sens.
Ale jakim cudem? Masz jakieś podstawy poza swoim przemyśleniami i intuicjami? Udowodnij.

> Niestety wszyscy jesteśmy tylko skutkami różnych przyczyn. Nasze
> "ja" to tylko mechanizm społeczny, moralność także

Znałem człowieka który zwykł był mawiać, że życie to tylko taka forma trwania białka. Nie zgadza się z tym.

> Emocje pierwotne mają w nas dużo do powiedzenia, ale im mniej tym lepiej

A to znów skąd wywodzisz? Czy to raczej nie rodzaj wiary i to przykrojony do twojej indywidualnej historii? Spróbuj uogólnić.

> Emocje wtórne mają za mało do powiedzenia

Mają mało, gdyż są znacznie słabsze, poza tym nie każdy trawi intelektualnie to, co aktualnie przeżywa od świata, ma na to czas, zdolności etc.

> ja się pytam gdzie jest, k***a, prawda czyli opinia* na ten temat?
> Bo ćpanie hery też jest zaspokojeniem potrzeb emocjonalnych dla niektórych

Nie sądzę. Raczej ucieczki od złych, lub po prostu od nudy (czyli braku silniejszych emocji).

> A jeśli te potrzeby różnią się u ludzi z powodów genetycznych i
> innych, to jak można mówić o jakimkolwiek personalizmie? Nie można,
> a więc trzeba mówić o apersonalizmie, a ten wyklucza element "ja",
> "odpowiedzialności", "moralności" i pierwotnych emocji

Bardzo to mętne.

> Zostaje tylko element logiki i emocji wtórnych

U ciebie tak. Ale chyba nie znam podobnej osoby.
Rozczaruję cię, swoim przykładem raczej nie uogólnisz.

> jak to uczynić żeby z emocji wtórnych wychodził sens

Nie jesteś Bogiem, nie zrobisz tego.
Wydaje mi się to próżnym staraniem, podobnym nieco do starań pokoleń średniowiecznych alchemików.
Zauważ przy okazji, co napisałeś wcześniej: "uważam, że emocje wtórne powinny dominować nad pierwotnymi(..) Wtedy też moglibyśmy uznawać moralność za coś najważniejszego co prowadzi do poczucia sensu i szczęścia gdy jest przestrzegane".

Zwróć uwagę na twoje słówko "prowadzi". W jednym momencie wierzysz i to bez podstaw, w drugim wątpisz pytając "jak?".

> Akceptacja emocji pierwotnych nie wchodzi w grę gdy są one
> sprzeczne z wtórnymi

Znów próbujesz przykrawać mnogość rzeczywistości świata do swojego własnego dylematu.
Nie kontynuuję wątku.

> Widzisz, nie zawsze jest to możliwe.

Zapewniam cię, że twoim przypadku też nie jest niemożliwe.

> Uważam, że pogarda może być rezultatem przemyśleń i nie dostrzegam
> argumentów przeciwko temu

Wg moich doświadczeń wynika raczej z przemyśliwania tych spraw w samotności i zbaczania w ślepe zaułki. Oczywiście myśl jak chcesz, każdy ma do tego prawo.

> Jest to mechanizm społeczny, bo zobacz kim się gardzi - złodziejami,
> kłamcami, bufonami, psychopatami

Że jest mechanizmem społecznym - tego nie kwestionuję. Pokazałem ci jedynie, jak można wyjść z tego błędnego koła przy odrobinie wysiłku. Jeśli nie zauważyłeś klucza (ma to być jedynie taka zachęta, a nie wykład) do wiedz, że w innym rozdaniu wcale nie byłbyś od nich lepszy, poza tym to nie oni pociągali za wszystkie te sznurki, które dla nich ułożyły się z powodu losu niekorzystnie, a dla ciebie korzystnie. Gdy to rozumiemy, widzimy bezsens pogardy, a czasem nam nawet b. nam wstyd.

>>> Ja też rozumiem powody takiego stanu rzeczy
>>Akurat
>No tak, ale bez argumentu chciałeś podważyć

Bynajmniej . Dałem tylko znać, że nie wierzę w twoje zapewnienie tutaj.

C.D.N.

Czy ambicja, której pożyteczności nikt na zewnątrz nie uznaje to już kapitał, czy jeszcze nie?

#192
14-07-2016 11:30
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)Odp: Opłaty za CO2
W odpowiedzi olson
Ciąg dalszy:

> to ja bez potrzeby argumentacji podważam Twoje podważenie

Aleś mi ćwieka zabił!! Normalnie pocisk w majtki

>>Pogarda to żaden mechanizm. To bardziej proste: odruchowa emocja odrzucenia związania z wywyższaniem się.
>NIEEEE. Przefiltrowałeś to przez personalizm, a tak się nie robi

Dlatego, że?

> To jest u niektórych (np u mnie) mechanizm społeczny

Właśnie to jest racjonalizacją. Międlisz te rzeczy rozumowo, poddajesz obróbce logiki i zatracasz prawdziwy sens.

> altruistyczny, piętnujący zachowania, które moim zdaniem szkodzą ludziom

Bez słowa 'mechanizm' pogarda nie byłaby pogardą?
Piętnuje się zachowania, które piętnujących zdaniem są karygodne i niekoniecznie szkodzą ludziom, choć jeśli tak jest - gardzi się intensywniej, bo odczuwa się do tego moralne, nieomal boskie prawo. A wszystko wynika z poczucia wyższości o fałszywych podstawach.

> Jak ktoś się wywyższa to proste, że trzeba go za to piętnować

Bo jeszcze może nas swoim wywyższaniem przerosnąć? Zagrozić? Oj Olson, zastanów się chwilę zamiast pisać traktat filozoficzny

> i to nie oznacza tego, że wtedy sam się wywyższam. Wręcz przeciwnie
> - ja podważam taką dychotomię jaką tu przedstawiłeś.

A w którym miejscu i co podważasz?
Tu już wcześniej stoisz wyżej. Jesteś wywyższony i nikt nie ma prawa cię przeskoczyć, tak ja to rozumiem.

>>Też mógłbyś być w innym rozdaniu społecznym mordercą. Powiedzieć ci jak?
>Opowiedz mi co by było gdyby w tyłku rosły grzyby

A po co, skoro nie chcesz słuchać? Przecież ty wiesz wszystko najlepiej

> Piszę o rezygnacji z życia społecznego jako pozbyciu się swoich
> opinii na temat innych osób

Rezygnacja z życia społecznego jako pozbycie się swoich opinii na temat innych osób - brzmi tyleż tajemniczo, co zagmatwanie, a nawet metafizycznie.
Spróbuj może znaleźć jakąś pustelnię, najlepiej bez wifi i fR

> i udawania przed nimi, że jest się kulturalnym czyli akceptuje
> się ich wady, z którymi należy walczyć jak np narcyzm, konfabulacje,
> zaprzeczanie samemu sobie, manipulacje itd.

Udawanie nigdy nie jest dobre, a tolerancja postaw typu 'akceptacja wad' nie są dla wszystkich, zwłaszcza na tych, na których wady bliźnich działają jak płachta na byka i nie potrafią wtedy powstrzymać świerzbiącej ręki, przez co tracą swoją wolność.

> W ostateczności pogarda może być całkowitą obojętnością

Ważne, co czujesz w środku do danej osoby. Faktycznie możesz niczego nie wypowiadać, tylko czuć pogardę.

> Szacunek musi być za coś

Zgadzam się. Czasem jednak się tego 'czegoś' nie dostrzega.

> Mam swoje zdanie i nie zamierzam się do nikogo dostosowywać
> na siłę jeśli czyjeś zachowanie mi się nie podoba

W porządku. Wszystko ok, dopóki nie zmierzasz tego zdania wciskać komuś na siłę.

> i mam na to argumenty, których druga osoba nie potrafi odeprzeć

W takich wypadkach nie musi się szukać argumentów, zasłaniać nimi, ani ich podawać.
Masz swoje zdanie i tyle, to bezdyskusyjnie. Jeśli ktoś jest ciekaw uzasadnienia, wówczas możesz je podasz, może nie. O czym tu więcej gadać?

> Jeśli do tego chamsko wtedy atakuje i zasłania się pseudo-kulturą
> to tylko pogarda może wynikać z racjonalnego myślenia.

To dla mnie bzdura (wiem wiesz, "bzdura, że bzdura" )

>>>"Ty" czyli co?
>>No ty. You po angielsku
>Czyli? Struktura lingwistyczna, emocjonalna, świadomość, wyimaginowana persona, proces decyzyjny w moim mózgu, całość człowieka, którym jestem?

Niestety nie dam się tu wciągnąć w metodyczne rozkładanie na czynniki pierwsze. To twoja domena. Ty jesteś odpowiedzialny, rozkładanie co konkretnie w "ty" jest odpowiedzialne nie zmienia tego faktu.

>"Ja" to kukła, a świadomość oznacza przyczynowość, czyli
> brak kategorii "ja".

Znów pseudo-filozoficzne rozważania. Tylko rozmydlasz, nic nie wyjaśniasz a mnożysz pytania.

> Gdy mówię "ja" to wiedz, że mówię o kategorii społecznej

W porządku, ale przecież nie ty to w owym wątku rozpocząłeś, tylko ja.
To co rozumiesz pod pojęciem 'ja' to wiesz dobrze, chyba ze chcesz tu zrobić przed sobą jakieś przedstawienie, teatrzyk to ok. Tylko radzę zapewnij sobie wcześniej co najmniej jednego widza, inaczej nudno

> Gdy pobędziesz dłużej sam ze sobą i wyciszysz myśli, to nie
> ma wtedy żadnego "Ciebie".

Nie. Wtedy nie ma gadania ani myślenia o "mnie". Po prostu jestem skoncentrowany i myślę o rzeczach zewnętrznych, czasem obserwuję poruszenia i wspomnienia z wewnątrz.

Czy ambicja, której pożyteczności nikt na zewnątrz nie uznaje to już kapitał, czy jeszcze nie?

olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Odp: Opłaty za CO2
W odpowiedzi Jacek Głodzik
Skup się. Sprawa jest banalna. Jeżeli mówimy o personalizmie to automatycznie wynika z tego odpowiedzialność za dokonywane wybory i czerpanie przyjemności z rezygnacji z przyjemności, która szkodzi. To jest jednak błędny model, choć tak zakorzeniony kulturowo, że ciężko tłumaczyć to ludziom, którzy schizofrenicznie wierzą w istnienie "ja". Jednak apersonalizm to kompletny nihilizm i:

>Jeśli nie zauważyłeś klucza (ma to być jedynie taka zachęta, a nie wykład) do wiedz, że w innym rozdaniu wcale nie byłbyś od nich lepszy, poza tym to nie oni pociągali za wszystkie te sznurki, które dla nich ułożyły się z powodu losu niekorzystnie, a dla ciebie korzystnie.

Czyli brak wartości i w zasadzie wszystko jedno co zrobimy, bo to nie my pociągamy za sznurki. Jest tylko los i działanie genów, memów. Tylko, że skoro tak to najlepiej albo się zabić, albo siedzieć pod drzewem i medytować żeby pozbyć się emocji i pragnień, które nie są niczym wartościowym tylko zbędnym gównem zalegającym w umyśle z winy ewolucji i losu.

Podejście prawicowe

Każdy człowiek to jednostka będąca częścią większego systemu, więc musi on przestrzegać pewnych reguł moralnych i na tej podstawie jest określana jego wartość. Mowa tu jednak o mechanizmie kontroli - owieczki są prowadzone przez pasterza i muszą robić to co on każe. Z drugiej strony człowiek odpowiedzialny za swoje czyny uczestniczy w wolnym rynku i konkuruje z innymi. To podejście narzuca dużą pracę nad sobą i dostosowanie się do bezdusznej rzeczywistości.

Podejście lewicowe

Podejście prawicowe jest bezduszne i bezsensowne. Człowiek rozwijający się duchowo (introspekcja, przemyślenia nad moralnością, sensem i personalizmem) zauważa, że ten system jest nastawiony na wyzysk człowieka i wyścig szczurów, a prawacy tworzą sztuczne relacje oparte o dostosowanie się do narzuconych "prawidłowych" społecznych masek. Życie to ciąg bezdusznych przyczyn i skutków, losowe rozdania, które narzucają nam kim jesteśmy, zbiór sztywnych nakazów i zakazów. Podejście lewicowe proponuje tutaj akceptację siebie i tolerancję innych, co powoduje brak pracy nad sobą i permisywizm, odejście od wartości i bałagan. Tutaj też jest pewna forma personalizmu, ale chyba jeszcze gorsza od podejścia prawicowego, bo lewacka persona ma być tolerowana, ma a priori być szanowana i wszystko jej się należy na starcie.

Oba podejścia spuszczam do kibla, ale chciałbym zostawić z obydwu to co wydaje się dobre i wartościowe, tylko że tego nie da rady pogodzić. W rzeczywistości nie istnieje przecież żadna persona, a "ja" to tylko tryb w umyśle, który jest iluzją. Emocjom jednak towarzyszy "ja", a przemyśleniom niekoniecznie. Wartościowe przemyślenia są bezosobowe i operują na mechanizmach, także tych, które składają się na osobę.

>Ja prawdę rozumiem zamiennie z czymś, co działa w zamierzonym kierunku. Wówczas dana interpretacja mechanizmu jest prawdziwa lub fałszywa (jeśli nie działa).

Zdecydowanie nie zgadzam się z Twoją koncepcją prawdy. Prezentujesz tu myślenie życzeniowe, co samo w sobie jest błędem poznawczym. Weźmy pod lupę przykład psychoanalizy. Komuś przyśnił się sen, w którym zjadał gąbkę od tablicy. Psychoanalityk stwierdził "być może to symbol, że chłoniesz wszystko jak gąbka i zjadasz brudy, które inni piszą na tablicy" - kompletny absurd. Ale klient wziął to do siebie, zadziałało to na jego pamięć emocjonalną i zaczął lepiej filtrować informacje - zadziałało, ale nie dlatego, że było prawdą, tylko dlatego, że zadziałało. Albo inny przykład - obstawianie meczów. To, że siadło mi 10 meczów na kuponie to nie dlatego, że znałem prawdę, tylko dlatego, że mój algorytm obstawiania dość przypadkowo zadziałał. Albo kiedyś w liceum zapaliłem z kumplem bata na klatce i kiedy wyszliśmy niebo było pięknie kolorowe. Wniosek oczywisty - niebo zmieniło się bo zapaliliśmy Właśnie takiej "prawdzie" się sprzeciwiam i z takim pojmowaniem świata walczę jeśli ktoś twierdzi tak na serio, bo oczywiście w żartach tworzenie alternatywnych wersji jest fajną zabawą

olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Odp: Opłaty za CO2
W odpowiedzi olson
>Nie napiszę tu konkretu, bo cię prozaicznie nie znam. To jest moje odczucie w obcowaniu z tobą od paru tygodni. Konkrety zawsze wychodzą z rozmowy o konkretach, ty pisząc o krojeniu innych (ja zaraz o apelu odnośnie siebie) też nie pisałeś o konkretach.

Czyli to tylko Twoje irracjonalne przeczucie. Krojenie na kawałki polega na tym, że nie mam przed samym sobą tajemnic i nie ucieka mi żadna myśl. Mechanizm jest taki: byłem szczęśliwy bez powodu, gdy pojawiały się negatywne myśli, celowo je omijałem, a dzięki temu wzrastało moje poczucie wartości i nie miałem rozterek. Tak działa myślenie w okresie dojrzewania. Później schemat był inny - myślenie logiczne często wbrew przyjemności i sobie, bo priorytetem stała się prawda. Niektóre pojedyncze rzeczy były jednak ukryte w tym mechanizmie. Potem nadeszło przebudzenie, czyli moment, w którym myślałem, że umrę. Zaczęły do mnie spływać myśli ukryte wcześniej przez wspomniany mechanizm, pojawiła się depresja nie do zniesienia i gdy jednak okazało się, że mnie wyleczyli, myślałem z niedowierzaniem, że to niemożliwe, że jednak żyję. Chciałem się zabić, ale nie potrafiłem podjąć ostatecznej decyzji, tak jakbym liczył na jakiś cud. Próbowałem terapii, ale terapeuci udowodnili tylko, że są zazwyczaj durniami, a ich metody to dziadostwo. Wcześniej interesowałem się psychologią, ale mój przypadek sprawił, że zrozumiałem jak ta "nauka" jest denna i dogmatyczna, a także oderwana od rzeczywistości. Dawniej odrzucane przeze mnie informacje (np filozofia Nietzschego) zaczęły docierać do świadomości z poczuciem zrozumienia, układając się w spójną całość.

Patrząc na swoje ego, emocje, pragnienia nie mam tego poczucia, że muszę doprowadzić myśl do pozytywnego zakończenia. Ważniejsza od pozytywu jest prawda, a następnie powinienem dopasować siebie do tej prawdy. Emocje pierwotne - zastane a priori, nie mam na nie wpływu, nie ponoszę za nie odpowiedzialności (podlegają podejściu lewicowemu) powinny przechodzić w emocje wtórne czyli przefiltrowane przez rozum i wartości (podlegają podejściu prawicowemu). Niestety wiele syfu pierwotnego zostaje, co jest uzasadnione tym, że kora przedczołowa ma mniejszy wpływ na działania i emocje niż prymitywny układ limbiczny.

Gdy ludzie oszukują siebie lub kogoś widzę to teraz jak na dłoni i obserwuję także jak inni to łykają. Dostrzegam miałkość debat między ludźmi - debil z jednej strony barykady rozmawia z debilem z drugiej strony i dzielą się sztucznie jak PiS i PO, które są prawie tym samym. Dzielą się tak bo w coś wierzą. Staram się demaskować wiarę, bo uważam ją za największe zło na świecie. Tylko znajomość prawdy może pozwolić na znalezienie prawdziwego rozwiązania. Każda wiara pozwoli jedynie znaleźć nic nie warte placebo.

Moje cięcie się na kawałeczki to po prostu obserwacja siebie, która teraz w zasadzie non stop mi towarzyszy i gdy coś czuję to z automatu powstają w głowie pytania o zasadność odczuwanej emocji i myśli. Daje to potężnego kopa do rozwoju, zwiększa ambicję, nie pozwala na czucie się lepszym od innych z wyimaginowanych powodów. Jednocześnie wszyscy ludzie, którzy postępują jak prymitywy mają ze mną na pieńku, choć wiem, że moje wytykanie im błędów poznawczych musi boleć.

>Zapewniam cię, że twoim przypadku też nie jest niemożliwe.

To nie kłam, bo póki co jesteś jedyną taką osobą. Ja uważam, że skoro nie istnieje metoda naukowa na taką zmianę, to tego raczej nie zmienię. Mówi się trudno, bo moje życie i tak nie jest więcej warte od życia mrówki. A może jest mniej warte, bo jako ludzie jesteśmy szkodnikami dla tej planety?

>Ale jakim cudem? Masz jakieś podstawy poza swoim przemyśleniami i intuicjami? Udowodnij.

Bycie dobrym jest podstawowym pragnieniem większości ludzi, którzy nie są psychopatami. W to pragnienie uderzają płytkie, krótkie przyjemności. Jednak życie dla samego bycia dobrym wymaga pozbycia się złych pragnień, czyli emocji pierwotnych, które wywołują wyrzuty sumienia gdy się ich słucha. Musiałbym gardzić sobą i pozbyć się wartości gdybym chciał iść za emocjami pierwotnymi.

>> ja się pytam gdzie jest, k***a, prawda czyli opinia* na ten temat?
>> Bo ćpanie hery też jest zaspokojeniem potrzeb emocjonalnych dla niektórych

>Nie sądzę. Raczej ucieczki od złych, lub po prostu od nudy (czyli braku silniejszych emocji).

Na jedno wychodzi, mowa o potrzebach emocjonalnych. Jeden ćpa herę, inny jest gruby, inny nałogowo kłamie, inny nie je mięsa i myśli że jest dzięki temu lepszy itd.

>Że jest mechanizmem społecznym - tego nie kwestionuję. Pokazałem ci jedynie, jak można wyjść z tego błędnego koła przy odrobinie wysiłku. Jeśli nie zauważyłeś klucza >(ma to być jedynie taka zachęta, a nie wykład) do wiedz, że w innym rozdaniu wcale nie byłbyś od nich lepszy, poza tym to nie oni pociągali za wszystkie te sznurki, >które dla nich ułożyły się z powodu losu niekorzystnie, a dla ciebie korzystnie. Gdy to rozumiemy, widzimy bezsens pogardy, a czasem nam nawet b. nam wstyd.

Nie widzimy bezsensu pogardy, tylko bezsens obwiniania KOGOŚ za to, że się nim gardzi. Jeśli ktoś ukradnie Ci samochód to naprawdę nie będziesz nim gardził, bo w innym rozdaniu sam mógłbyś być złodziejem? Ja bym sobą samym gardził będąc złodziejem.

olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Odp: Opłaty za CO2
W odpowiedzi Jacek Głodzik
>Ciąg dalszy:
>> to ja bez potrzeby argumentacji podważam Twoje podważenie
>Aleś mi ćwieka zabił!! Normalnie pocisk w majtki

Ty mi też. Co ja teraz z tym pocznę?

>>>Pogarda to żaden mechanizm. To bardziej proste: odruchowa emocja odrzucenia związania z wywyższaniem się.
>>NIEEEE. Przefiltrowałeś to przez personalizm, a tak się nie robi
>Dlatego, że?

Dlatego, że to iluzja i założenie, które musiałbyś uzasadnić, ale tego nie zrobisz, bo się nie da. No ale dam Ci szansę i spróbuj uzasadnić ten personalizm.

>> To jest u niektórych (np u mnie) mechanizm społeczny
>Właśnie to jest racjonalizacją. Międlisz te rzeczy rozumowo, poddajesz obróbce logiki i zatracasz prawdziwy sens.

Jaki znowu prawdziwy sens? Właśnie rozumem szukam tego sensu, bo w prymitywnych emocjach pierwotnych tego nie znajdę, a chodzi o wyprodukowanie pozytywnych emocji wtórnych, a gdy się nie da to spokój emocjonalny, luz, chłód.

>> altruistyczny, piętnujący zachowania, które moim zdaniem szkodzą ludziom
>Bez słowa 'mechanizm' pogarda nie byłaby pogardą?
>Piętnuje się zachowania, które piętnujących zdaniem są karygodne i niekoniecznie szkodzą ludziom, choć jeśli tak jest - gardzi się intensywniej, bo odczuwa się do tego moralne, nieomal boskie prawo. A wszystko wynika z poczucia wyższości o fałszywych podstawach.

Nie wynika, tylko taka jest Twoja racjonalizacja żeby nie gardzić, a a priori uznałeś sobie pogardę za coś złego (albo gdzieś tak przeczytałeś) Moja pogarda nie ma nic wspólnego ze mną, bo nie ma mnie. Jest ego, ale ono też podlega pogardzie i dzięki temu można się rozwijać. Zero tolerancji dla bylejakości panującej na świecie.

>> Jak ktoś się wywyższa to proste, że trzeba go za to piętnować
>Bo jeszcze może nas swoim wywyższaniem przerosnąć? Zagrozić? Oj Olson, zastanów się chwilę zamiast pisać traktat filozoficzny

Znów filtrujesz przez pryzmat ego i projektujesz na mnie swoje emocje pierwotne Zastanów się chwilę...

Wywyższanie się należy tępić bo to oznacza, że ktoś a priori stawia mnie poniżej i stosuje tu szereg racjonalizacji i generalnie takie osoby są zagrożeniem, jeśli nie fizycznym to mogą prać mózgi innym ludziom.

>> i to nie oznacza tego, że wtedy sam się wywyższam. Wręcz przeciwnie
>> - ja podważam taką dychotomię jaką tu przedstawiłeś.
>A w którym miejscu i co podważasz?

Taką, że jak kogoś krytykuję to się wywyższam. To jest prymitywna dychotomia.

>Tu już wcześniej stoisz wyżej. Jesteś wywyższony i nikt nie ma prawa cię przeskoczyć, tak ja to rozumiem.

Czyli nie rozumiesz

>>>Też mógłbyś być w innym rozdaniu społecznym mordercą. Powiedzieć ci jak?
>>Opowiedz mi co by było gdyby w tyłku rosły grzyby
>A po co, skoro nie chcesz słuchać? Przecież ty wiesz wszystko najlepiej

Ech, z Tobą to czasem jak z babą

>> Piszę o rezygnacji z życia społecznego jako pozbyciu się swoich
>> opinii na temat innych osób
>Rezygnacja z życia społecznego jako pozbycie się swoich opinii na temat innych osób - brzmi tyleż tajemniczo, co zagmatwanie, a nawet metafizycznie.
>Spróbuj może znaleźć jakąś pustelnię, najlepiej bez wifi i fR

Czemu zagmatwanie? Normalnie. W życiu społecznym uczestniczy ego i emocje na temat innych. Społecznie żyjemy ze sobą właśnie przez pryzmat iluzji "ja". Warto zadbać o to żeby zastępować iluzje emocji pierwotnych na logiczne emocje wtórne.

>> Szacunek musi być za coś
>Zgadzam się. Czasem jednak się tego 'czegoś' nie dostrzega.

A zazwyczaj jednak szuka się racjonalizacji żeby móc kogoś szanować, tylko ktoś nie kierujący się wartościami ma gorzej, bo nie wie czego się chwycić. Do tego prowadzi permisywizm.

>> Mam swoje zdanie i nie zamierzam się do nikogo dostosowywać
>> na siłę jeśli czyjeś zachowanie mi się nie podoba
>W porządku. Wszystko ok, dopóki nie zmierzasz tego zdania wciskać komuś na siłę.

Nie wciskam nikomu na siłę, za to robię na odwrót - gdy ktoś wciska swoje jest przeze mnie strofowany.

>> i mam na to argumenty, których druga osoba nie potrafi odeprzeć
>W takich wypadkach nie musi się szukać argumentów, zasłaniać nimi, ani ich podawać.
>Masz swoje zdanie i tyle, to bezdyskusyjnie. Jeśli ktoś jest ciekaw uzasadnienia, wówczas możesz je podasz, może nie. O czym tu więcej gadać?

Irytuje mnie zakłamanie. Czasem widzę, że ktoś nie umie odeprzeć moich argumentów i podświadomie się z nimi zgadza, ale wypiera to i oficjalnie się nie zgadza i nie ma już na to argumentów. Wtedy pojawia się pogarda do takiego bydlaka, bo tym samym odbiera on sobie status człowieka.

>>>>"Ty" czyli co?
>>>No ty. You po angielsku
>>Czyli? Struktura lingwistyczna, emocjonalna, świadomość, wyimaginowana persona, proces decyzyjny w moim mózgu, całość człowieka, którym jestem?
>Niestety nie dam się tu wciągnąć w metodyczne rozkładanie na czynniki pierwsze. To twoja domena. Ty jesteś odpowiedzialny, rozkładanie co konkretnie w "ty" jest odpowiedzialne nie zmienia tego faktu.

Czyli bez argumentu próbujesz wprowadzić tu dogmat, w który wierzysz, ale którego nie potrafisz wyjaśnić. Ech

>>"Ja" to kukła, a świadomość oznacza przyczynowość, czyli
>> brak kategorii "ja".
>Znów pseudo-filozoficzne rozważania. Tylko rozmydlasz, nic nie wyjaśniasz a mnożysz pytania.

Spróbuj to zrozumieć zamiast nazywać pseudo-filozofią, bo nie rozumiesz.

>> Gdy mówię "ja" to wiedz, że mówię o kategorii społecznej
>W porządku, ale przecież nie ty to w owym wątku rozpocząłeś, tylko ja.
>To co rozumiesz pod pojęciem 'ja' to wiesz dobrze, chyba ze chcesz tu zrobić przed sobą jakieś przedstawienie, teatrzyk to ok. Tylko radzę zapewnij sobie wcześniej co najmniej jednego widza, inaczej nudno
>> Gdy pobędziesz dłużej sam ze sobą i wyciszysz myśli, to nie
>> ma wtedy żadnego "Ciebie".
>Nie. Wtedy nie ma gadania ani myślenia o "mnie". Po prostu jestem skoncentr

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 Dalej..

Wróć do listy wątków działu O wszystkim i o niczym
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365