Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
175.562.985 wizyt
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7340 tekstów. Zajęłyby one 28964 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Zamierzasz się zaszczepić na SARS-CoV-2?
Tak
Raczej tak
Raczej nie
Nie
Poczekam jeszcze z decyzją
  

Oddano 716 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
John Brockman (red.) - Nowy Renesans

Znajdź książkę..

Złota myśl Racjonalisty:
Cierpienie nie uszlachetnia
Komentarze do strony O szczęściu dążenia

Dodaj swój komentarz…
Andrzej Koraszewski - dziwne dziwy   2 na 2
Zastanawiam się skąd autor wzial tyle pewności siebie. Przez trzydzieści lat spędzonych w tej "zachodniej kulturze" spotykałem setki ludzi zafascynowanych swoją pracą, pasjonatów znajdujących sens życia w badaniach naukowych, czy w zwyczajnym uczeniu dzieci, czy w wykonywaniu jakiegoś pozornie zwyczajnego zawodu. Obcowałem z młodzieżą i nie zauważyłem braku "wartości", przesytu dobrobytem. Jedni umieli korstać z tego dobrobytu lepiej, inni gorzej, jedni przeżywali kryzysy tożsamości, inni nie mieli takich problemów, ale te uogólnienia nic a nic się kupy nie trzymają.

Procent ludzi zaangażowanych w różnego rodzaju działalność społeczną, prace charytatywne, pomoc dla innych krajów, wszystko to jest nieco bardziej ciekawe niż u nas. Kiedy w początkach lat siedemdziesiątych próbowałem namówić moich przyjaciół w Polsce na zainteresowanie się Amnesty International pytali mnie, czy zwariowałem, przecież my mamy swoje problemy i nie będziemy się narażać dla innych.

To patrzenie z wyższością na Zachód z reguły połączone z mizerną znajomością tego, o czym się mówi wydaje mi się dość ryzykowne.
Autor: Andrzej Koraszewski Dodano: 14-12-2005
Reklama
buffpls - A co z innymi ?
A co z ludźmi, którzy nie osiągneli tego całego zachodzniego "dobrobytu", ale i tak posiadąja takie uczucia, mówie to o uczuciach pragnienia śmierci i bezsensu istnienia.
Ten teks dotyczył tylko ludzi, którzy żyja w cywilizacji zachodniej, ale tam też są ludzie którym nie udało sią osiągnąć tego o czym mówi autor tego teksu. Czy nie ma tam biedy i nędzy ?! Bez żartów !
Autor: buffpls Dodano: 14-12-2005
Andrzej Koraszewski - co z innymi?
Właśnie co z innymi? Albo inaczej o co może chodzić z tym szczęściem? Kiedy udaje mi się wyrwać z paszczy lwa, odczuwam niewysłowione szczęście. Człowiek, któremu umiera jedyne dziecko jest często bardziej nieszczęśliwy niż człowiek, któremu umiera jedno z siedmiorga dzieci i nie ma czasu na rozpacz, bo musi walczyć o życie pozostałych. Dobrobyt daje większe poczucie bezpieczeństwa i więcej czasu na rozważanie o swoich nieszczęściach.
Mój bunt dotyczy tu jednak czegoś innego - socjologii, armia głuptasów idzie w świat i zadaje durne pytania w rodzaju: czy jest pan/pan i szczęśliwy/szczęśliwa. Jakie pytanie, taka odpowiedź.
Pieniądze oczywiście szczęścia nie dają - dają szansę samorealizacji z której korzystamy wedle naszych umiejętności. Kiedy w roku 1971 przyjechałem do Szwecji jedną z pierwszych informacji o tym kraju była wiadomość o samobójstwie starej kobiety, która zostawiła list, że wszyscy dookoła mieli już kolorowe telewizory, a ona miała tylko czarno-biały. Oczywiście doprowadziło mnie to natychmiast do zupełnie nieuprawnionych uogólnień.
Literatura piękna znacznie lepiej opisuje świat niż socjologia zaś stwierdzenie, że 'omnis animal post coitum triste' znane jest od dłuższego czasu.
Autor: Andrzej Koraszewski Dodano: 15-12-2005
dajmonion - dla zainteresowanych
Jeśli ktoś chce więcej poczytać na ten temat to odsyłam do książki "O szczęściu" Władysława Tatarkiewicza. Jest napisana dość przystępnie i barwnie.
Autor: dajmonion Dodano: 16-12-2005
Piotr Patucha - Precz z książkami
Cześć Dajmonie,

Odsyłasz do książki na temat szcześcią, zupełnie tak jakby można było w niej znaleźć receptę "jak być szczęśliwym". Otóz nie można. Nie ma recepty. A nawet gdyby była to wolałbym ją zaleźć samodzielnie w życiu realnym, bo tylko nierozsądna osoba mogłaby pomyśleć, że szczeście można zaleźć czytając Tatarkiewicza, Schopenhauera czy Dostojewskiego. Ani lieteratura piękna, ani filozofia nikogo nie uczyni szczęśliwym człowiekiem. Czytanie moze być rozrywką, odpoczynkiem, nauką formułowania myśli lub sposobem na zdobycie informacji. Tylko, że informacji na temat potencjalnego szczęścia Józefa Kaczmarka, któremu umarła córka chorująca na schizofrenię raczej ksiażki ogólnikowo napisane, czy też książki będące zapisem duchowych przeżyć autora, nie uwzględniają. Bo autorem może być facet, który miał w pośladku odłamek naboju wystrzelonego przez wygłodzonego altyrerzystę i żonę, która szczuła psami hydraulika pracującego na drugiej zmianie w poczekalni dla ludzi z udarem słonecznym.

Mam dość. Forsa szczęścia nie daje, bo szczęście ma przyniesć forsę. Ludziom smaży się pod kopułą dzięki wizjom promowanym przez mądralów, którzy uważają, że szczęscie daje wiedza. Być może komuś dała, ale jeśli dała, to niech napisze: Ten autor sprawił mi przyjemność. W taki a taki sposób. Wtedy staje się jasne, że tej osobie sprawia to radość. Mamy wtedy jasną informację, konkretną, przyjrzystą, która gasi pożary nagłego zachwytu i niewysłowionej radości z powodu jakiegoś zdarzenia. Jeśli takiej informacji nie ma, wtedy ja podtrzymują swoje zdanie, że książki szczęścia nie dają. Są ślepe i głuche jak suche drzewo, jak taśma filmowa wrzucona w kałużę, jak holenderski tytoń nabijany w fajkę i napis nad drzwiami współczesnego wydziału filozofii w mieście głuchoniemych.
Autor: Piotr Patucha Dodano: 17-12-2005
Andrzej S. Przepieździecki - Moje wnioski z tego artykułu
Wniosek pierwszy:Autor nie był na Zachodzie.
Wniosek drugi: Starożytni (zamiast takiego artykułu) mówili: Szczęście to mieć potrzeby i możność ich zaspokojenia
Autor: Andrzej S. Przepieździecki Dodano: 17-12-2005
Piotr Patucha - Prywatna wizja szcześcia
"Daj money,
Panie Boże,
Bo money,
Nam pomoże.

Na oczy,
I na cnoty,
Na pupy,
Bibeloty,

Daj money,
Panie Boże,
Daj fifty,
Ja dołożę."

Wedle strożytnich pieniądz szczęście musiał dawać, bo jest niezbedny w realizacji potrzeb. Oczywiście kto mógłby się obruszyć, że więcej szczęścia przybędzie mu podczas kontemplacji malarstwa Renoira niż posiadania kasy wypełnionej złotymi monetami, ale czyż ten sam człowiek mógłby cieszyć się Renoirem gdyby nie miał monet?
Wątpię czy Stefan pracujący jako monter na utrzymanie żony Moniki, odwiedza Paryż, żeby zachwycać się Monetem. Zamierzam forsować swoją tezę, że Mona Lisa da Vinciego owszem, może dostarczyć szcześcia, ale tylko wtedy jeśli człowiek posiada wystarczającą ilość money.
Autor: Piotr Patucha Dodano: 18-12-2005
Volrath - Szczęście...
Po części muszę przyznać rację autorowi artykułu. Myślę, że jest trochę prawdy w tym, że to, co sprawia szczęście, potrafi się z czasem "znudzić". Przynajmniej w niektórych przypadkach. Nie zgodzę się z tym, że we wszystkich, ale na pewno jest tak, że jeśli zaspokojenia jakichś potrzeb lub celów bardzo brakuje i nagle szansę ich zaspokojenia dostajemy, to jesteśmy o wiele bardziej szczęśliwi niż ktoś, kto ma je zaspokojone na codzień. Np. ja gdybym wygrał 100 tys. na loterii byłbym o wiele bardziej szczęśliwy od kogoś, kto zarabia 100 tys. co miesiąc. Nawet uwzględniając jego satysfakcję z pracy. Podobnie z tym wspominanym przez autora kotletem.
Autor jednak nie zauważa, że są pewne rzeczy, które dają szczęście lub przynajmniej zadowolenie mimo braku stałego wzrostu. Nauka czy praca może nie są tutaj dobrym przykładem, ponieważ satysfakcja z nich wynika z właśnie z ciągłego dążenia do jakiegoś celu, który albo jest daleko albo jest nie do końca okreslony albo się "pozornie oddala" - każdy krok powoduje, że widzimy cel dalej lub co najmniej tak samo daleko, ale to nie zniechęca. W nauce każde odkrycie w pewnym sensie przybliża do celu. Ale w pewnym sensie rodzi także większą ilość pytań. W pracy każdy sukces przybliża do pewnego bliżej nie określonego celu, a jeśli ten jest określony, to możemy stawiać go dalej. Możemy patrzeć dalej, za horyzont i starać się sięgnąć gwiazd.
Jednak szczęśliwym można być także nie z powodu satysfakcji z takiego celu, ale także z codziennego życia, rzeczy drobnych.
Oczywiście człowiek dąży do znalezienia celu, ale to nie znaczy, że nie można żyć i cieszyć się życiem nie mając jasnego i dobrze określonego celu. Chociaż wiele osób takich celów szuka i znajduje (czasem pozytywne czasem nie). Brak opieki rodziców lub dawanie wszystkiego bez żadnych trudności nie jest złe dlatego, że nie przekazuje się celów, ale dlatego, że nie przekazuje się pewnych wzorców - także takich służących rozróżnieniu na to, co może być dobrym celem, a co nie.

Moi rodzice nie nadali mi bezpośrednio celu w życiu - nie tak jak komputerowi daje się program do realizacji. Chcieli bym został lekarzem, co jak widać nie wyszło (jak byłem mały to się tym nawet zaiteresowałem, ale potem mi przeszło gdy zafascynowała mnie fizyka i informatyka). Chcieli mi przekazać cel związany z wiarą, co także nie wyszło.
Obrałem własne cele, ale dostałem od nich - jak chodzi o cele: to, że potrafię odróżnić cele pozytywne od negatywnych oraz to, że nauczyli mnie samodzielnie myśleć oraz zaszczepili upodobanie do książek. A także to, że wspierali mnie w dążeniu do celów, jakie obierałem i obieram oraz krytykowali, gdy uważali te cele za negatywne.

Co do pieniędzy - to same w sobie szczęścia nie dają oraz należą do takich celów, które dają chwilowe szczęście. Czyli takich, których wzrost i to relatywnie duży do stanu posiadania dopiero daje szczęście.
Jednak nie zgodzę się z autorem, że każdy cel, dążenie czy aspekt rzeczywistości daje satysfakcję dzięki prędkości zmian poziomu czegoś tam. Są rzeczy, które dają ciągłą satysfakcję, a nie dają wzrostu jakiejś wartości związanej z osobą (np. stanu posiadania itp.) lub dają wzrost ciągły i liniowy zamiast wymagania ciągłego proporcjonalnego do stanu posiadania (czyli czym więcej masz tym więcej musisz dostać by być szczęśliwym). Np. poznawanie rzeczywistości daje mi satysfakcję mimo wzrostu ewidentnie liniowego. Moja zdolność i prędkość poznawania nowych informacji nie rośnie zbytnio, a są okresy, że maleje. A mimo to daje mi to sporą satysfakcję (co do książek - sporo satysfakcji dało mi ostatnio przeczytanie "Załamania Chaosu"). Podobnie z sukcesami związanymi z uczelnią.
Z rzeczy, które ciągle dają mi satysfakcje i szczęście, choć ich poziom nie wzrasta - to są zwykłe codzienne przyjemności, a także uczucia.
Myślę, że traktowanie wszystkich dążeń, celów i potrzeb oraz ich realizacji w ten sam sposób nie jest uzasadnione. Dlatego z autorem zgadzam się tylko cześciowo - w zakresie potrzeb, które dają satysfakcję tylko przy wzroście poziomu czegoś i to wzroście odpowiednio dużym do stanu posiadania. Tak jest na pewno z jedzeniem, samochodami, kolekcjami znaczków (po części, bo na pewno sam stan posiadania daje pewną satysfakcję kolekcjonerowi - kiedyś kolekcjonowałem karty MtG skąd wział się mój nick [z jednej z kart]), pieniędzmi. Ale tak nie jest na pewno z uczuciami, wiedzą, sukcesami, pracą (jeśli daje satysfakcje, bo praca może wręcz przeciwnie być środkiem do zdobycia pieniędzy, a nie czymś, co szczęście daje), hobby.
Autor: Volrath Dodano: 21-12-2005

Pokazuj komentarze od najnowszego

Aby dodać komentarz, należy się zalogować

  

Zaloguj przez Facebook lub OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Reklama
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365