Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
189.359.219 wizyt
Ponad 1065 autorów napisało dla nas 7364 tekstów. Zajęłyby one 29036 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Wojna na Ukrainie skończy się w 2022?
Raczej tak
Chyba tak
Nie wiem
Chyba nie
Raczej nie
  

Oddano 220 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:

Złota myśl Racjonalisty:
Nauka jest wielką republiką z wieczystem liberum veto, wedle którego głos jednego uczonego, gdy słuszny, zmusza do posłuchu wszystkich, naturalnie nie zaraz, ale ostatecznie zawsze. Więc w imię tych praw owej wielkiej republiki naukowej, stojącej ponad narodami, państwami, autorytetami, trzeba być cierpliwym. To nie oświata, to nauka. To nie popularyzacja lecz badanie. Jeśli ktoś mniema, że nie ma..
Komentarze do strony Fenomen władzy w Rosji

Dodaj swój komentarz…
bezan - Sprostowanie.
Doprawdy, nie chcę być złośliwym, lecz Autorka chyba niezbyt dokładnie zapoznała się z historią wczesnej Rusi. Fakt, było tam naówczas potężne zamieszanie. Gwoli prawdy należy jednak stwierdzić, że pomysł Trzeciego Rzymu należy cofnąć o stulecie niemal, do wieku XV- tego i do Iwana III, nie Wasyla tejże liczby. To Iwan III pojął za żonę krewną ostatniego bizantyjskiego cesarza Konstantyna bodajże XI, Zofię, czyli Zoe. Dwór moskiewski jej to zawdzięcza bizantyjski przepych i ceremoniał, co jednak ważniejsze, wzrost prestiżu międzynarodowego, oraz właśnie dogmat o rzymsko-bizantyjskim spadku. Na koniec zaś - bizantyjskiego dwugłowego orła. Wasyl III był synem Iwana i Zoe, choć nim zasiadł na tronie, musiał odczekać panowanie Dymitra i pobyt w więzieniu wraz z matką.
Można by jeszcze uściślać rzecz o Filoteuszu oraz patriarsze Nikonie, powołując się na Ludwika Bazylowa, ale w kontekście dość szeroko pojętego artykułu Autorki nie ma to wielkiego znaczenia.
Pozwolę sobie jeszcze na ogólną ocenę tego artykułu (nie twierdząc,że mam z pewnością rację). Jest na ogół słuszny, choć okropnie powierzchowny. Starania też jednak się liczą. Pozdrawiam.
Autor: bezan Dodano: 21-01-2007
Reklama
Asmoeth_Beta - W ramach uzupełnienia
Co się tyczy tej tematyki, to ja mogę polecić "Od białego caratu do czerwonego" Jana Kucharzewskiego. Książka została wprawdzie napisana jeszcze w międzywojniu, ale warto przeczytać, bo to fantastyczne studium władzy i jej społecznych uwarunkowań.
Autor: Asmoeth_Beta Dodano: 22-01-2007
Niepokorny - Polemika
Szanowni Państwo, Koledzy

Długo zastanowiałem się, zanim zdecydowałem się podjąć polemikę z tym artykułem. Zastanawiałem się, czy warto. Od podobnie krzywdzących i tendencyjnych artykułów roi się bowiem w całej obecnej polskiej publicystyce politycznej, i nie jest to bynajmniej zjawisko ostatnich kilku lat, lecz trwa ci najmniej od momentu "odzyskania" przez Polske - jak się to dziś szumnie określa - "niepodległosci" w 1989 czy 1990 roku. Wiedza naszego społeczeństwa o - skądinąd bardzo nam bliskiej - Rosji od już od dobrych kilkunastu lat opiera się na takich właśnie nachalnie moralizatorskich i nasączonych pogardą artykułach. Nie łudzę się zatem, że głos mój będzie miał tutaj jakiekolwiek znaczenie.
Artukuł jest jednak napisany na tyle (pseudo-)poważnie, i - co niebagatelne - umieszczony na portalu internetowym, który szanuję i uważam za bezstronny, że autorka zmusiła mnie niejako do podniesienia rzuconej rękawicy. Zaręczam, że nie wdawał bym się w zbędne dyskusje, gdyby sprawa dotyczyła "Gazety Wyborczej", czy też pism prawicowo-katolickich, jednakże w przypadku "Racjonalisty" sam szacunek dla tego naprawdę niezależnego medium zmusza mnie do odpowiedzi i sprostowania bzdur, ktore przeczytałem.
Istota komentowanego artykułu sprowadza się do tego, że, jakkolwiek by nie było, Rosja była, jest i pozostanie zła. Poniekąd rozumiem, w obecnej rzeczywistości osoba, która odważyła by się wyłamac, raczej nie ukończyła by studiów na politologii. Zanim zacznę obalać mity, którymi raczy nas autorka, pozwole sobie na małą osobistą dygresję. Pochodzę z południa Polski i jako młody człowiek pamiętam lata 80-te, ściślej - chodzi mi o ich drugą połowę Podobnie jak teraz Rosja, wtedy (przynajmniej w naszej części Polski), na fali totalnej krytyki była Czechosłowacja i Czesi. Dlaczego ? Ano dlatego, że nie brali przykładu z Polaków i (póki co), nie chcieli zmieniać sojusznika -pana (wybór w zależności od opcji politycznej). Czechosłowacja w ówczesnym czasie prezentowała się ze wszech miar lepiej od Polski, było to jednak w powszechnej opinii nie do zniesienia. Racjonalna dyskusja nie miała sensu, zawsze należało (obowiązkowo) dojść do konsensusu, że jakaś dziedzina "u nas" jest lepsza niż "u nich". Jeśli pomimo starań, przewaga Polski i polskiego narodu nie mogła się w niczym uwidocznić, zawsze słyszałem porażający mnie argument, że i tak mamy od nich lepszy ... język. W tym momencie mozliwość dalszej dyskusji przestawała istnieć, inaczej oznaczało to zejście do poziomu kretyna, z którym miałem tę przyjemność rozmawiać. Rzecz w tym, że ten kretynizm był wówczas powszechny, bo wykreowany i podgrzany wspólną nienawiścią. Interesujące, żę jak tylko zmieniła się władza w CSRS, zjawisko nagle przestawało istnieć, a ci sami ludzie, którzy poprzednio z nienawiścią i pogardą wyrażali się o Czechach, ni stąd ni zowąd zaczynali głosić do nich sypatię.
Tak działa na ludzi (nawet inteligentnych i wykształconych) propaganda.
To samo zjawisko obserwujemy dzisiaj w stosunku do Rosji. O Rosji nie wypada mówić dobrze, stąd taka popularność takich (pseudo-)naukowych artykułów.
Ponieważ nie chcę zanudzać czytelników długimi komentarzami, do konkretnej polemiki z autorką przechodzę w moim drugim komentarzu, który niebawem przyślę.
Autor: Niepokorny Dodano: 25-01-2007
Niepokorny - Polemika 2 - O prawosławiu
Oto druga część polemiki.
Przechodząc do meritum, muszę stwierdzić, że jako największy błąd szanownej pani Kudły, jawi mi się swoiste przemieszanie faktów z brakiem należytego przygotowania historycznego do pisania o świecie cywilizacji bizantyjskiej. Zatem:

- Po pierwsze - Nieprawdą jest, jakoby Rosja przyjęła formę chrześcijaństwa, która jakoby była izolowanym kultem, specyficznym tylko dla Rosji. To są oczywiste brednie, które nie przystoją osobie, która w przyszłości będzie legitymować się dyplomem studiów humanistycznych.
W czasach, kiedy Ruś przyjmowała chrzest, mniej więcej podobny obszarowo był zasięg oddziaływania kościoła greckiego (z ktorego później wyrosło prawosławie) i łacinskiego (pierwowzoru katolicyzmu). Przy czym ówczesnym centrum cywilizowanej Europy było Bizancjum, nie barbarzyński podówczas Rzym. Przyjęcie zatem chrześcijaństwa w greckim, bizantyjskim obrządku, w żadnym wypadku nie stawiało Rusi w opozycji czy też poza nawiasem Europy, jak nam autorka pragnie zasugerować. Wręcz przeciwnie, umacniało więź z przodującym cywilizacyjnie państwem Europy - bizantyjską Grecją.
Nie przeczę, że w trakcie późniejszych wydarzeń (ofensywy islamu) koścół wschodni stracił bardzo wiele. Nadal jednak prawosławna jest wieksza część tzw. (w sensie goegraficznym) Wschodniej Europy (Grecja, Bułgaria, Rumunia, Serbia, Macedonia, Mołdawia) oraz Gruzja i Armenia (również kraje kultury europejskiej), nie mówiąc już o Ukrainie i Białorrusi (ale to jest część historycznej Rusi). Autorka zdaje się o tym zapominać, przedstawiając swoje wywody odnosnie rzekomej izolacji wyznaniowej Rosji.
Ze swej strony dodam, że kultura prawosławia - jak się wydaje - nie stanowi czynnika osłabiającego wzajemnych więzi w łonie cywilizacji europejskiej. Z moich obserwacji wynika, że np. katoliccy Hiszpanie są mentalnościowo znacznie blizsi prawosławnym Grekom niż - powiedzmy - luterańskim Duńczykom. Łacina nie ma tu nic do rzeczy. Jeśli się mylę, proszę o rzeczowe argumenty.

Drugą sprawa - to przypisywanie prawosławnym rzekomej bierności. Szanowna Pani Kudła, czy była Pani kiedykoliwek na Bałkanach ? Ja byłem, i nie przesadzę, jeśli powiem, że od Greków czy Serbów patriotyzmu (i bezkompromisowości w walce za ojczyznę) mógłby się uczyć niejeden Polak-katolik. Są to etnika pełne honoru i dumy, i, jak uczy historia, nie dają sobie "w kaszę dmuchac". To samo zresztą można powiedzieć o Ormianach czy Osetyjczykach (również prawosławnych). Narody te przez wiele wieków odpierały ofensywę islamu, i nie dały się złamać, co - jak się okaże z dalszego wywodu - nie zawsze można bylo powiedzieć o katolikach.
Otóż gdyby np. ograniczyć nasze obserwacje tylko do Bałkanów, okaże się, że to właśnie katolicy stonowili tu tzw. miekki element, który łatwiej ulegał islamizacji, czyli - spójrzmy prawdzie w oczy- był przez tureckich zaborców łamany. Proszę sprawdzić, ileż to jeszcze katolików zostało pośród Albańczyków (pierwotnie całkowicie katolickiego narodu). Owszem, Albańczycy z początku dzielnie walczyli z wrogiem (Skanderberg), ale nie na długo im starczyło samozaparcia (czyżby księza mieli już dość życia w ciągłej niepewności jutra). Podobnież tzw. muzułmanie bośniacccy rekrutują sie w głównej mierze spośród bogomiłów, katolickiej (łacinskiej) sekty. Taki sam los czekałby niechybnie katolickich Węgrów, gdyby Turcy utrzymali się ich ziemiach jeszcze przez stulecie. W 17 wieku były już znamiona, które o tym świadczyły.
A tymczasem prawosławne narody trwały - pomimo szykan- jak opoka, i trwała również cerkiew, której - ze zdumiewającym ignoranctwem - tak łatwo przypisuje pani bierność i oglupienie. Serbowie i Grecy, a także Ormianie, gruzini i Osetyjczycy, z godnym podziwu uporem przez stulecia niewoli trwali przy wierze swoich przodków. Ona też była główną determinantą oporu, bo proszę pamięteć, że w Imperium Tureckim islamizacja oznaczała zaprzestawanie walki z zaborcą. Jak pani to wytłumaczy?

Pomimo że przytoczone przeze mnie przykłady sugerować by mogły - wbrew zdaniu autorki - wyzszość kultury prawosławia nad katolicyzmem pod względem tzw. "niezłomności", to spieszę od razu ze swoim dementi. Wspaniały casus hiszpański w średniowieczu (tzw. rekonkwista), kiedy to zawzięci Hiszpanie (katolicy) przez kilka wiekow toczyli bój ze znacznie silniejszym przeciwnikem, by w koncu zwyciężyć, jest aż nadto wymownym przykładem tego, że katolicyzm wcale pod tym wzgledem nie musi wypadać gorzej (może poza Bałkanami).
W każdym razie twierdzenie o mniejszej "bojowości" narodów wyznajacych prawosławie w porownaniu np. z katolikami, jest - śmiem twierdzić -wyssaną z palca brednią, której rozpowszechnianie wynika albo z ignarancji, bądź też jest świadomym zabiegiem, majacym na celu "podlizanie się" polskiemu katolickiemu ultranacjonalizmowi.

Być może przyczynę owego ignoranctwa stanowi niezrozumienie socjologiczne prawosławia. Pomimo oczywistych podobieństw dogmatycznych, w kulturze prawosławia inaczej rozłożone są akcenty. Koścół stanowi tu jedynie "pociechę duchową", a nie organizatora walki (tak jak w przypadku katolicyzmu). Wśród prawosławnych bohaterów trudno by było znaleźć księzy na barykadach. I słusznie, powie wyznawca prawosławia, duchowni nie od tego są. Walkę -w razie potrzeby- organizują świeccy członkowie cerkwi (rycerze, bojarzy,carowie, królowie, hetmani, przywódcy zbuntowanych chłopów -vide powstania na Rusi). Najczęściej z błogosławieństwem hierarchii kościelnej, jednak nie pod jej przewodnictwem. Czy to dowodzi niższości prawosławia wobec katolicyzmu ?

Dodam, że wyznawcą prawosławia nie jestem, a do samej wiary chrześcijańskiej mam dość obojetny stosunek (w razie pomowień o stronniczość).
Takie są fakty historyczne.
Autor: Niepokorny Dodano: 26-01-2007
Niepokorny - Polemika 3 - O władzy   1 na 1
Przykro by mi było kończyć, nie ustosunkowawszy się do zasadniczego problemu, któremu artykuł jest poświęcony.

No, coż...o każdym prezydencie, każdej prezydenturze, każdym systemie prezydenckim, czy w ogóle systemie organizacji społeczeństwa można pisać dobrze lub źle. Zależnie od osobistych upodobań. O ile można je w każdym przypadku nazwać osobistymi, bowiem namiętne powielanie tych samych osądów, tego samego klimatu wypowiedzi przez niektorych (pseudo-)dziennikarzy sugeruje raczej coś przeciwnego - wtłoczenie w ramy tzw. "poprawności politycznej".
Po co jest "poprawność polityczna" ? Żeby wbic w ciemny umysł przypadkowego czytelnika, co jest dobre, a co złe, podać mu gotowy komentarz na tacy (zawsze w tym samym tonie), a zatem oduczyc go myślenia i samodzielnego wyciągania wniosków z otaczającej rzeczywistości. (Tylko co z tymi, co ciemniakami być nie chcą, czy to do nich trafia ?)
Otóż z punktu widzenia "poprawności politycznej" (prezydent Władimir - to lepiej zawsze pomijać) Putin jest postacią jednoznacznie złą, toteż - jak łatwo zauważyć - również pisać można o nim jedynie źle.
Muszę stwierdzić, że pod tym względem tekst jest bez zarzutu, żeby jednak prowadzić polemikę, muszę wyłamać się z powszechnie obowiązującej normy, i zacząć oceniać - OBIEKTYWNIE!!! Tak się składa, że studia juz, chwała Bogu, skończyłem, w pracy za swoje przekonania szykanowany nie jestem, zatem mogę zdobyc się na coś, na co studentka politologii - niekoniecznie (z całych szacunkiem, Pani Katarzyno, proszę tego nie traktować nazbyt osobiscie. To jest tylko jedna z hipotez, która może, lecz nie musi być prawdziwa).

Przejdźmy jednak do konkretów, nie chcę zanudzać:
- Po pierwsze - kwestia rzekomego nadmiaru władzy prezydenta w Rosji.
Przyzna mi Pani chyba rację, że nadmiar czy niedobór władzy to kwestia względna. Zależy z jakiej Pani na to strony patrzy. Pani by chetnie odjęła tej władzy (zwłaszcza obecnemu) prezydentowi Rosji, a zapewne dodała by jej Pani jeszcze jego odpowiednikowi z USA. Ja z kolei, zrobilbym dokładnie na odwrót. Świadczy to tylko o tym, że pani sympatie-antypatie rozkłają się dokładnie przeciwnie do moich. I tylko o tym.
Muszę przyznać, że w jednej kwestii zrobila Pani na mnie wrażenie. Otóż przyznała Pani to, co dla każdego myślącego, interesującego sie tym problemem człowieka zawsze było oczywistościa (ale o czym media nie wspominają), porównując rosyjski system prezydencki z amerykańskim (czyli - waszym zdaniem - z wzorem demokracji), i dochodząc do wniosku, że systemy te w istocie niewiele się różnią (i to niekoniecznie na niekorzyść systemu rosyjskiego). Oczywiście, przyznawszy to, skupiła się Pani na różnicach, bagatelizując sprawę, jeśli w jakiejś kwestii model rosyjski daje mniejsze uprawnienia prezydentowi, niż amerykański. I na odwrót, grzmiąc, jeżeli w iinnej (chocby całkowicie marginalnej kwestii), to rosyjski prezydent ma nieco większe kompetencje. Tę zagrywkę uważam za "normalną" z punktu widzenia "pp" (poprawność polityczna). Czytającym ten komentarz winien wszak jestem wyjasnienie, iż bardzo rzadko się zdarza, by system polityczny w jakimś państwie był dokładną kalką rozwiązań z innego. Wynika to z zasady suwerennści każdego organizmu państwowego. Toteż i rosyjska konstutucja nie ma wcale obowiązku kopiowania swego amerykańskiego odpowiednika. Idąc dalej, fakt nieprzekopiowania w całości rozwiązań amerykanskich nie świadczy wcale o "braku" czy tez "niedostatku demokracji" w Rosji.
Czasami jest pani wręcz niekonsekwentna, np. omawiając problem instytucji premiera (ktora zawsze osłabia każdy system prezydencki), nieistniejącej w USA, za to w Rosji - jak najbardziej. Przyznaje to pani (choc bez komentarza), a następnie rozpoczyna się biadolenie nad kompetencjami premiera, rzeczywiście skromniejszymi niz w większości krajów UE. Ale - pytam, a ze mną inni ludzie myślący - co z tego, skoro w Ameryce nie ma premiera wcale ? Wszak właśnie Amerykę stawia pani za wzór.
A może lepiej by było postawić za wzór Polskę, gdzie prezydent i premier zawsze mowią jednym głosem, bo są jednojajowi. W tej sytuacji jednak pan prezydent Putin musiał by się sklonować, aby sprostać normom tak "dojrzałej demokracji", jaką jest nasza ojczyzna.

Zresztą to właśnie solidarnościowa, "prozachodnia" opcja polityczna przez całe lata 90-te bez zastrzeżeń popierała silny model prezydentury w Rosji. Pani może tego nie pamiętać, ale ja tak. Gdyby teraz Duma zaczęła ograniczać kompetencje prezydentowi Putinowi, byłaby Pani w siódmym niebie.
A wtedy ? Prosze poczytać komentarze choćby "GW" sprzed lat, kiedy to próba odwołania Jelcyna ze stanowiska przez parlament (zresztą całkowicie zgodna z Konstytucją) zakonczyła się uzyciem Specnazu i wyrokami więzienia dla parlamentarzystów. Wtedy jakoś wszystko było w porządku, nasza propaganda deklarawała pełne poparcie dla prezydenta Rosji, ktory "bronił demokracji" (autentyczny komentarz) w walce z "puczem parlamentu".
Jak to było mozliwe ? Ano takto, Jelcyn był przecież gwarantem rozpadu i destabilizacji w Rosji. Zaciskałem wtedy zęby z poczucia bezsilnosci, mając jednak tę satysfakcje, że Jelcyn nie będzie wieczny. Byłem pewny, że kiedyś to "demokratyczne" dzieło obróci się przeciwko wrogom Rosji. I doczekałem się sprawiedliwości. Teraz ja mam mściwą satysfakcję. Rosja idzie do przodu, wy się miotacie w bezsilnej wściekłości, a się z was śmieje.
Co tu zresztą dużo gadać. Nie lubi pani Putina, bo ciągnie swój kraj do przodu. Jestem święcie przekonany, że gdyby Rosjanie jeszcze raz zgłupieli i ponownie (po casusie Jelcyna) wybrali na prezydenta jakiegoś oszusta i zdrajcę, który by dawał gwarancję upadku, rozkradania i rozpadu swej ojczyzny np. jakiegoś Chodorkowskiego, to tacy jak pani bronili by jego kompetencji jak przysłowiowej "świętej dziewicy". Przecież juz raz to przerabialiśmy.

A co do szacunku (a być może i uwielbienia) narodu rosyjsiego dla swego prezydenta, to - przyznam się szanownej pani - że bardzo się z tego cieszę. Bo ten człowiek ze wszech miar na szacunek (a moze i uwielbienie) zasłużył. I to bez wzgledu na to, czy się to pani podoba, czy nie.
Gdyby ponownie zastosować pani kryteria, i - przez analogie - porównać popularność prezydetów Rosji i Ameryki w swoim kraju, to faktycznie Busz nie wypada najlepiej. Ale też, mimo że rządzi silniejszym krajem i wiecej może, ten krwawy awanturnik nie ma ani klasy prezydenta Putina, ani jego osiągnięć. Jak sobie poscielesz, tak się wyspisz - jak mawia przyslowie.
Bardzo niewygodny dla siebie problem popularności Władimira Putina tłumaczy pani, lżąc i wyrażając się z pogardą o narodzie rosyjskim. Zbierze pani poklask wśród najbardziej kołtunskiej części Polaków. Uważam jednak, że w swoim amoku nienawiści, powinna pani wykazać się konsekwencją.
Co pani zatem sądzi o uwielbieniu narodu - tym razem polskiego -dla "Naczelnika na kasztance"? Czy pan Piłsudski, pomimo krwawego zamachu stanu, Berezy Kartuskiej i strzelania do strajkujacych po kilka razy w tygodniu (tysiące ofiar) bardziej na nie zasłużył niz pan Władimir Putin ? I jak nazwać naród, który takie ubóstwienie praktykuje ? Czy może użyć podobnie pejoratywnej terminologii, jaką "dowala" Pani Rosjanom?
Jak określić powszechny kult Jana Pawła II w tym kraju (nawet za zycia) ?Czy jest to może "mentalność niewolników" i czy wynika z katolickiego "kultu poddaństwa wobec władzy" ?
Bo ja myślę, że tak. Jest różnica terminologiczna - tam władca jest "carem", tu - "papieżem". Co jest lepsze ?
Z dwojga złego wybrałbym cara. Jest przynajmniej swój. Papież - niekoniecznie.
Autor: Niepokorny Dodano: 26-01-2007
Kuri22
Niezle napisane jestem studentem politologii i interesuje się Rosją i tym co tam się dzieje naprawde wartościowe
Autor: Kuri22  Dodano: 09-12-2008
miriam
Brawo Panie " niepokorny",podpisuję się pod pańskimi komentarzami obiema rękoma;podobnie,jak autorka artykułu jestem studentką politologii,mam jednak szczęście być magistrantką profesora,który na problematykę rosyjską potrafi spojrzeć bardziej obiektywnie.
Autor: miriam  Dodano: 17-07-2009

Pokazuj komentarze od najnowszego

Aby dodać komentarz, należy się zalogować

  

Zaloguj przez Facebook lub OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Reklama
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365