Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
147.182.814 wizyt
Ponad 1060 autorów napisało dla nas 7282 tekstów. Zajęłyby one 28737 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Korea Północna zaatakuje
w 2018 r.
w ciągu kilku lat
nie zaatakuje
  

Oddano 3404 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Chrystus wypędził handlarzy ze świątyni. Potem handlarze zmądrzeli: przywdziali szaty kapłańskie.
« Społeczeństwo  
Czym jest wspólnota? [1]
Autor tekstu:

Odnalezienie definicji wspólnoty to zadanie niezwykle trudne. Im bardziej przecież dowolną wspólnotę uporządkujemy, ubierzemy w słowa czy liczby, przedstawimy zgromadzone informacje, tym bardziej niedoskonale opiszemy coś statycznego, raczej organizację, tracąc z oczu zjawisko. Stworzymy wówczas zdjęcie żywego organizmu bez uchwycenia zmian i wzajemnego wpływu poszczególnych jego elementów. Bez uchwycenia pierwiastka czy sił, które wprawiają go w życie. Dla zewnętrznego obserwatora uchwycenie go może być wręcz niemożliwe.

Z drugiej strony może być tak, że wszyscy jesteśmy uczestnikami jakichś wspólnot. W rodzinie — jeśli tę uznamy za wspólnotę — uczucie miłości, szacunku, wychowanie, wspólne podejmowanie wyzwań i każdy inny aspekt życia przypisać skłonni jesteśmy właśnie jej, a nie wspólnocie w ogólności. Jak to oddzielić, jak określić te elementy, które są właściwe wspólnocie jako takiej?

Czy wyłącznie obiektywne czynniki mogą zostać wzięte pod uwagę w sytuacji, kiedy budulcem wspólnoty są pojedynczy ludzie z całym wachlarzem możliwych emocji, postaw, zachowań i uwarunkowań a sama wspólnota ma być odpowiedzią także na ich indywidualne i różne potrzeby? Wydaje się, że do zaistnienia wspólnoty potrzeba czegoś więcej, niż tylko sumy poszczególnych jej elementów. Musi zaistnieć jakaś reakcja między tymi elementami. To właśnie ta tajemnicza reakcja moim zdaniem może być istotą wspólnoty i ją przede wszystkim pragnę uchwycić, o niej pomyśleć i jak tylko będę potrafił — opisać.

Jednym ze sposobów na odkrycie i zbadanie tej reakcji wydaje się przeanalizowanie istniejących obecnie i w przeszłości wspólnot a następnie odszukanie części wspólnej, która mogłaby stanowić opis zachodzącego zjawiska i podstawę do zdefiniowania wspólnoty w ogóle. To byłoby możliwe jedynie wówczas, gdybyśmy przyjęli jakieś kryterium, jakąś definicję wspólnoty, lub mieli te wspólnoty z całą pewnością dane. Bylibyśmy więc i tak skazani na początkowe założenia. Tego rodzaju podejście to w świetle tematu niniejszego artykułu raczej ciąg dalszy — aby badać wspólnoty należy najpierw odpowiedzieć na pytanie czym jest wspólnota, jaka jest jej istota. We wszystkich tego rodzaju badaniach od odpowiedzi na to pytanie przez autora badań będą zależały dalsze ich efekty.

Tymczasem ze wspólnotami, jeśli te wciąż istnieją w formie dostępnej każdemu człowiekowi, mamy szansę zetknąć się na co dzień. Od zawsze ludzie łączyli się w grupy, realizowali wspólne cele, współpracowali. Żyli wspólnie. „Człowiek jest z natury stworzony do życia w państwie" pisał Arystoteles w Polityce, wspominając jednocześnie, że „każde państwo jest pewną wspólnotą". „Anim z drzewa nie wyrósł, anim ze skały wyskoczył, tylko z ludzi" mówił Sokrates za Homerem. Wydawać by się mogło, że powszechne występowanie zjawiska wspólnoty czy choćby popularność samego słowa implikuje istnienie jakiegoś rozumienia czy też przedrozumienia tego pojęcia. Wspólnota jaką mam nadzieję odnaleźć jest (bo być musi) praktyczna. Łatwo jednak można przekonać się, że jest zupełnie inaczej. Zdajemy się wołać o wspólnotę, ale niekoniecznie wiemy o co wołamy.

Intuicyjne rozumienie wspólnoty albo zupełnie nie istnieje, albo sprowadza się do skojarzeń z religią, rodziną, narodem, polityką, czy lakonicznych opisów, nazywania każdego współdziałania wspólnotą. I chociaż dla takich wypowiedzi może istnieć uzasadnienie, które w wielu przypadkach może być wystarczające, dostrzegam tu pewne niebezpieczeństwo. Mamy prawo do własnych, potocznych definicji tym bardziej, że inne, bardziej rozbudowane mogą wydawać się niepotrzebne. Jeśli wspólnota jest zjawiskiem, którego można doświadczać, to ewentualne opisy czy jej definicje — jeśli w ten sposób poszukiwać będziemy wskazówek — znajdą swój wyraz w światopoglądzie, a ten może być nieścisły i wystarczy, że dla danej jednostki będą one miały sens: „nie sposób mówić o światopoglądzie w kategoriach teoretycznych prawdy lub fałszu.". Z tego samego powodu wielu z nas może doświadczać wspólnoty, uczestniczyć w niej jednocześnie nie do końca zdając sobie z tego sprawę, bo to nie od jej pojmowania zależeć może jej istnienie. Sam także tego doświadczyłem. Wielu innych może jej potrzebować, nie będąc świadomym tej potrzeby. Jeśli jednak spróbujemy znaleźć definicję wspólnoty odnosząc się do innego bytu, jeśli zdefiniujemy wspólnotę odnosząc się np. do rodziny, religii, państwa czy czegoś jeszcze innego, to wraz z utratą przez te byty wspólnotowego charakteru — czego ocenić przy takim podejściu nie sposób — posługiwać się będziemy fałszywym pojęciem czy wyobrażeniem. Nie unikniemy pomieszania porządków. I tak właśnie często się dzieje.

Nie doszukiwałbym się szczególnych przyczyn zaniedbania pojęcia i zjawiska wspólnoty. Wydaje mi się że raczej zapomnieliśmy o tym, jak wielkie może ona mieć znaczenie, jest to negatywny i uboczny efekt zorganizowanej działalności człowieka, naszej przedsiębiorczości i dążenia do formalizacji. Wspólnoty przekształciliśmy w organizacje, a te próbujemy wciąż udoskonalać, czasami ponad miarę, tracąc z oczu ich niektóre niezwykle ważne ich funkcje. Wspólnoty wydawały się niepotrzebne, nieprofesjonalne, były krokiem na drodze postępu ale nie celem. Mogły być niezauważane, niedocenione. Ze względu na ich właściwości trudno nimi kierować, trudno wykorzystać prawdziwą wspólnotę w określonym celu innym niż ten, dla którego powstała. Można by rzec, że one nie były i nie są dziełem człowieka. Są zjawiskami, które mogą zaistnieć w odpowiednich warunkach. Ponieważ zjawiska te nie podlegają naszej bezpośredniej kontroli często wybieramy w ich miejsce organizacje. Bez właściwego zdefiniowania wspólnoty, punktu odniesienia, wzorca bardzo łatwo było nam niepostrzeżenie oddalić się od niej, być może po raz pierwszy na taką skalę w całej naszej historii. Odrzucając nieosiągalny (i jak się okazuje niedookreślony) ideał, zastąpiliśmy go osiągalną dla nas organizacją. Twór organizacyjny, możliwy do powołania bezpośrednio przez człowieka spowodował, że porzuciliśmy także konieczność dbania o całość procesu formowania się wspólnoty. Oddaliliśmy się od niej, a kiedy sobie o niej przypominamy staramy się ją zdefiniować na podstawie tych odległych od wspólnoty bytów.

Pojęcie wspólnoty od zawsze było i wciąż jest nadużywane czy też, jeśli przyjąć proponowaną definicję, używane niewłaściwie. Jako wspólnoty określają się twory, które nimi być nie muszą. Rzeczywiste wspólnoty mogły przestać nimi być, często w wyniku naturalnych procesów. Jeśli więc rozpoczniemy poznanie od słowa „wspólnota" i treści, które ze sobą niesie lub niosło, także ryzykujemy. Treści te mogły powstać przecież w oparciu o byt, który wspólnotą nie jest. Jeśli zaryzykujemy takie podejście, możemy zbadać to, co ze wspólnotą nie ma — poza samą nazwą — nic wspólnego.

Definicja wspólnoty

Obserwacje, zarówno domniemanych i rzeczywistych wspólnot, problemów, z którymi się borykają ale także własne doświadczenia i zdobyte informacje doprowadziły mnie do następującej definicji:

Istotą wspólnoty są powstające dzięki wspólnej aktywności trwałe relacje pomiędzy jej równoprawnymi i dobrowolnymi uczestnikami. Poziome relacje stanowią spoiwo wspólnoty i nie mogłyby istnieć, gdyby jej uczestnicy nie przyjęli właściwych w danej wspólnocie postaw korzystnych z punktu widzenia wspólnego dobra i wspólnego celu. Postawy te mogą początkowo zostać przyjęte w wyniku dostosowania się jednostki do określonych, tradycyjnych zasad panujących we wspólnocie, ale wypracowana w efekcie postawa stanowi wartość dla człowieka i przenosi się na inne obszary życia, i to z niej wynika dalsze przestrzeganie zasad i służba na rzecz wspólnoty.

Elementy tej definicji dadzą się odnaleźć w innych próbach charakterystyki wspólnot, które przytoczę we fragmentach. Przyjęcie powyższej optyki otwiera, jak się wydaje, zupełnie nowe możliwości odczytania znanych tekstów:

"Najpierw tedy konieczną jest rzeczą, aby łączyły się ze sobą istoty, które bez siebie istnieć nie mogą, a więc żeńska i męska w celu płodzenia; [...] Z obu tych wspólnot powstaje tedy najpierw dom, czyli rodzina. Słusznie też powiedział w swym poemacie Hezjod: dom przede wszystkim i żonę, i wołu pług ciągnącego, bo u ludzi ubogich wół zastępuje niewolnika. Domem, czyli rodziną jest zatem z natury istniejąca wspólnota, utrzymująca się trwale dla codziennego współżycia; członków jej Charondas zowie „towarzyszami stołu", zaś Epimenides z Krety „towarzyszami ogniska". Pierwsza wspólnota większej ilości rodzin dla zaspokojenia potrzeb wychodzących poza dzień bieżący, stanowi gminę wiejską. [...] Pełna w końcu wspólnota, stworzona z większej ilości gmin wiejskich, która niejako już osiągnęła kres wszechstronnej samowystarczalności, jest państwem; powstaje ono dla umożliwienia życia, a istnieje, aby życie było dobre. Każde państwo powstaje zatem na drodze naturalnego rozwoju, podobnie jak i pierwsze wspólnoty. Jest bowiem celem, do którego one zmierzają, natura zaś jest właśnie osiągnięciem celu. Właściwość bowiem, jaką każdy twór osiąga u kresu procesu swego powstawania, nazywamy jego naturą. [...] Okazuje się z tego, że państwo należy do tworów natury, że człowiek jest z natury stworzony do życia w państwie."

„Do czasu przyjścia wiary byliśmy poddani pod straż Prawa i trzymani w zamknięciu aż do objawienia się wiary. Tym sposobem Prawo stało się dla nas wychowawcą, [który miał prowadzić] ku Chrystusowi, abyśmy z wiary uzyskali usprawiedliwienie. Gdy jednak wiara nadeszła, już nie jesteśmy poddani wychowawcy. Wszyscy bowiem dzięki tej wierze jesteście synami Bożymi — w Chrystusie Jezusie. Bo wy wszyscy, którzy zostaliście ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekliście się w Chrystusa. Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie".

„Clark cytuje definicję Simpsona: "Zasadniczo jest ona (wspólnota) kompleksem uwarunkowanych emocji, które jednostka odczuwa w stosunku do otaczającego świata, kolegów… Podstawowe korzenie wspólnoty tkwią w istotach ludzkich, w ich uczuciach, sentymentach, reakcjach". Barrie Newman z kolei pisze: "Zasadniczo termin wspólnota odnosi się i zawiera wszystkie te postaci związków, które charakteryzują się w wysokim stopniu osobistą intymnością, głębokością, moralnym zobowiązaniem, społeczną zwartością i trwaniem w czasie. Wspólnota opiera się na człowieku jako całości, a nie rozważanym w tej lub innej roli, granej oddzielnie w społecznym porządku"121. Termin wspólnota — podsumowuje B. Newman — opisuje więc powiązania między ludźmi, którzy są związanymi ze sobą jako pełne, społeczne osoby a nie ze względu na specyficzne role, zainteresowania, czy kontakty.


1 2 Dalej..
 Zobacz komentarze (59)..   


« Społeczeństwo   (Publikacja: 25-11-2016 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Piotr Jaskółka
Ur. 1984, mieszka w Rzeszowie. Stara się zrozumieć rzeczywistość ponieważ tylko zrozumienie umożliwia zastąpienie nieracjonalnych działań lub bezradności przez działania racjonalne. Stąd zainteresowanie m. in. filozofią i polską szkołą cybernetyczną. Swoją wiedzę wykorzystuje w działalności zawodowej (reklama, ochrona wizerunku). Współpracuje z serwisem videosejm.pl

 Liczba tekstów na portalu: 13  Pokaż inne teksty autora
 Liczba tłumaczeń: 2  Pokaż tłumaczenia autora
 Najnowszy tekst autora: Dlaczego Polacy nie chodzą na koncerty?
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 10064 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365