Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
170.596.836 wizyt
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7337 tekstów. Zajęłyby one 28957 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Kiedy będzie dostępna szczepionka na SARS-CoV-2 ?
Za miesiąc
Za pół roku
Za rok
Nie będzie możliwa
  

Oddano 1192 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Na pracowników kształcą nas specjaliści, na ludzi - amatorzy.
 Społeczeństwo » Antysemityzm

Krwawe majaki kultury [2]
Autor tekstu:

Legendy… nie wywołują należytego rezonansu zapewne i z tego powodu, że dla uczonego czytelnika jest to książka metodologicznie konfundująca. Prace interdyscyplinarne mają w polskiej humanistyce tradycję nader wątłą, a jeśli już się pojawiają, to jako dzieła zbiorowe. Kompetencje jednego autora (zwłaszcza gdy zakwestionować ich niepodobna) do poruszania się w problematyce historycznej — nawet w obszarze tak wybiórczo rozpoznanym, jak historia doktryn i idei -w antropologii kultury, socjologii i etnologii, razem ze swobodnym i adekwatnym do eksplorowanej dziedziny posługiwaniem się kilkoma metodami badawczymi, wielu profesjonalnych odbiorców może przytłaczać. Nie jest to żadne usprawiedliwienie; wprost przeciwnie, ta okoliczność wyraźniej niż konkluzje aranżowanych debat nad kondycją nauki itd. daje do (nieoptymistycznego) myślenia. Standard bowiem Legend o krwi nie jest autorską osobliwością JTB, lecz tym, który na wysokich półkach nauk społecznych współcześnie obowiązuje. Jakże jednak brać się do dyskusji choćby i nad tym standardem, skoro nadal przeważa pogląd, że dla filozofii człowieka, hermeneutyki kultury itd. to jest jedynie pożywne, co się w dziełach ściśle specjalistycznych znaleźć może. A przez te ścisłą specjalizację rozumie się możliwie wąskie kompetencje. Ostatnio — to też cząstka obrazu osobliwego — taka nam zresztą moda intelektualna (?!) zapanowała, aby nim się z myślą czyjąś choćby i pospierać, sprawdzić, czy autor jest aby „prawowierny". Stąd i zdarza się, że wszystko, na co zasługuje np. Žižek to etykieta postkomunisty, bo wymienił nazwisko Lenin.

...praca formacyjna

Legendy o krwi - co trzeba koniecznie podkreślić — to nie jest praca o Żydach. Autorka sama słusznie wskazuje, ze jest to książka o pewnych treściach zawartych w polskiej świadomości oraz o źródłach tych treści. Jedno z większych moich zdziwień, związane z recepcją tej pracy, pochodzi spoza niej samej. Wywołał je Paweł Kozacki OP wyznaniem… swojego zadziwienia — że mianowicie nie zdawał sobie sprawy z tego, jaki był udział pewnych doktryn chrześcijańskich w formowaniu się i utrwalaniu złowrogiego fantazmatu. Nie neguję, że i tak być może; ostatecznie gdy śledzi się niejeden współczesny dyskurs katolicki, dość często można by odnieść wrażenie, że postawa rozumiejącej życzliwości wobec społeczności innowierczych także może się legitymować dawnością. Wszelako złudzenie to nie może udzielić się (w Polsce) bodaj nikomu, kto przeżył więcej, niż lat 40. Zwłaszcza gdy wychował się jako katolik, na tyle przynajmniej, by pamiętać liturgię wielkotygodniową. Theodor W. Adorno dramatyzował, jak można pisać wiersze po Oświęcimiu… nie była to najzgrabniej postawiona kwestia, zważywszy, że dotyczyła twórczości Paula Celana. Większą dramaturgię wiążę z pytaniem niewyartykułowanym: jak można było „po Oświęcimiu", po Zagładzie — i również po Vaticanum II — „modlić się za przewrotnych i fałszywych Żydów". To jest właśnie kwestia ciągle niestematyzowana. I nie małostkowe to wypomnienie; bez jasnego tej kwestii wyartykułowania, obawiam się, nie można w pełni zrozumieć milczenia — przezornego, wstydliwego, potępiającego... ale w każdym wariancie jakoś tak zatrważająco oczywistego — wokół Sprawiedliwych i samych Sprawiedliwych. Dotrzeć do głębszych stanów ducha ludzi prawych, latami gruntowanych w poczuciu, że cokolwiek uczynili, uczynili dla „przewrotnych i fałszywych" — a więc przewrotność i fałsz wspomogli i ocalili. To jest materiał na kolejną odsłonę w cyklu obrazów osobliwych. [ 6 ]

Wielowarstwowa rozprawa JTB prezentuje (i subiektywnie część I, Dawne narracje o krwi, zwłaszcza r. 2 Środek magiczny, a tam rozważania str. 138-209 mam za najbardziej doniosłe) doskonale udokumentowane źródła fantazmatu o „występnych i przewrotnych Żydach", złaknionych krwi. Nie byle jakiej, bo to by czyniło Żydów wariantem fantazmatu wampirycznego; lecz zawsze krwi chrześcijańskiej. Pożądanie jej, generowane zgoła niezbędnością na poziomie fizjologicznym, [ 7 ] jest już pożądaniem substytutywnym. Pierwotne pożądanie kieruje się na krew boską; stąd rdzeniem tego fantazmatu jest przekaz o wykradaniu i „kłuciu" (oraz innych rozlicznych sposobach dręczenia) hostii. JTB, stosując do analizy tych narracji metodę Proppa, pokazuje ich strukturę i wskazuje na jej znaczącą rolę, tj. ujawnienie społecznie istotnych relacji i klasyfikacji. [ 8 ] We właściwym porządku Żyd jest istotą niższą, a zatem zobowiązaną do podległości. Obowiązek zachowania wymaganego dystansu (analogicznego jak w przypadku wszystkich wykluczonych z dobrej tzn. chrześcijańskiej grupy) mają  sami członkowie tej społeczności. Jednak ciężar za dochowanie/niedochowanie tego obowiązku spoczywa właśnie na wykluczonych (tu: Żydach). [ 9 ] Opowieści te mają więc zadanie instruktażowo-prewencyjne; przekaz o niebezpieczeństwie przekraczania zakazu i o drogach narażenia się na takie niebezpieczeństwo ma wzmocnić skuteczność zakazu.

Dla antropologa wiedza o tym, że każda etnia utrzymuje, iż jest grupą prawdziwych ludzi, jest oczywista. Wszelako w tej kwestii zdecydowanie oświecenia wymaga znaczna część humanistów, uformowanych w duchu nowożytnej aksjologii, a więc przyjmujących za pewnik istnienie człowieka jako takiego, razem z uniwersalną naturą ludzką. Można w ramach ćwiczeń intelektualnych te koncepty nadal dyskutować; nie jest jednak dobrze zapominać o głębokim imprincie, sprawiającym, że bezwiednie kategorię człowiek traktujemy symbolicznie. Mniej oględnie mówiąc, imprint ten sprawia, że człowieczeństwo postrzegamy jako pochodną rytuałów; ergo człowiekiem nie jest ten, kto nie uczestniczy w naszych (tj. grupy, z którą się identyfikujemy) rytuałach. I tym mniej jest człowiekiem, im dalej mu do naszych rytuałów. Aż do człowieczeństwa na opak, zgoła do anty-człowieczeństwa… jeśli nasze rytuały ufundowane są na przeciwzałożeniach rytuałów grupy antagonistycznej. Zatem nie może dziwić, że doktryna chrześcijańska, od 1215 r. głosząca nie tylko zbawczą moc krwi boskiej, ale i jej rzeczywistą obecność w eucharystii, a co za tym idzie, zbawczą moc rzeczywistego spożywania krwi (i ciała) boskiego jest radykalnie antytetyczna wobec żydowskiego tabu krwi. I dla tej choćby przyczyny radykalizuje negatywny obraz Żyda: nie jest on już tylko obcym/wrogim; przestaje być człowiekiem.

Jak się zdaje, doktryna ta i dla samych chrześcijan stała się problematyczna. Na całkiem realne — zachowane z tradycji przedchrześcijańskich — praktyki kanibalistyczne [ 10 ] nałożyły się oto wraz tabu kanibalizmu oraz soteriologiczna niezbędność tegoż aktu. [ 11 ] Odwołując się do badań Miri Rubin, JTB pisze: Kanibalizm nigdy nie znika ze społeczności ludzkich (...) jest w nich obecny albo w formie zagrożenia, albo pogłosek i baśni o transgresjach, jakich dopuszczano się w sytuacjach najwyższej potrzeby (...). Rzadko jednak zostaje on wpisany w sam trzon kultury, w jej Sanctissimum. Gdy taki wpis nastąpi, trzeba się liczyć z silnym impulsem projekcyjnym — z ustanowieniem kozłów ofiarnych, na których przeniesie się napięcia tym wpisem spowodowane. [ 12 ] [podkr. RK] Szczególnie cenne są wskazania Autorki, jak przebiegał proces materializacji metafor w wyobraźni ludowej oraz wpływ tego procesu na emocjonalność. Centrum tej kształtującej się pod wpływem wizji np. eucharystii jako zjadania dzieckaemocjonalności stanie się nienawiść do tych, na których zostanie przeniesione autotematyczne odium nieczystości rytualnej teofagii, spotęgowane przez poczucie, że uprawnione uczestnictwo w tym rytuale jest fundamentem prawdziwego człowieczeństwa.

Całkiem oczywiste jest więc, że Rosnąca nienawiść do Żydów stanie się stopniowo częścią chrześcijańskiej formacji. [ 13 ] To konstatacja fundamentalna. Wpisuje się ona w rozległy dyskurs ekumeniczny, z którego najlepiej znanymi mi wątkami jest część debat ze spotkań grupy Erannos oraz dialog francuskich intelektualistów, reprezentujących środowiska chrześcijańskie i żydowskie. Wszelako zbliżone niepokoje intelektualne (i moralne) polska wieś spokojna spokojnie przez półwiecze przesypiała. Gdy zaś ten sen ktoś — nader zresztą oględnie [ 14 ] — zakłócić się starał, natychmiast był przymierzany do roli kozła ofiarnego. Tymczasem nauczanie nienawiści jest faktem, którego nie może — to mój sąd subiektywny — rozmyć nawet, a tym mniej unieważnić spieranie się o to, czy to, co u podstaw tego nauczania stało zwać należy antyjudaizmem czy też antysemityzmem. Istotą nie było nazwanie lecz nienawiść, co raz nakierowywana na eksterminację żydowskiej plagi/zarazy. Jasne więc wyartykułowanie jej ciągłej, wielowiekowej obecności fundamentalnie podważa rzetelność wszystkich zaklęć i zapewnień, że doprawdy, pojąć niepodobna, jak w Europie mogła pojawić się myśl tak zbrodnicza, jak Endlösung. To jednak różnica niebłaha: niepodobna pojąć czy niepodobna chcieć pojąć.

...głów umeblowanie

Ta konstatacja wyznacza też horyzont dyskursu o zarazie nienawiści. Tak, antysemityzm jest w Polsce. I nie może być inaczej: skoro był częścią formacji chrześcijańskiej, odnajdzie się wszędzie tam, gdzie ta formacja dominowała. A tym więcej go będzie tam, gdzie formacja dominująca nie potrudziła się dość, aby swoje własne imprinty przepracować. Toteż II cz., Współczesne narracje o krwi, przynosi plon obfity. Jakkolwiek wcześniej to Stanisław Musiał „był winien", że mieszkańcy Sandomierza i okolic mieli się dowiedzieć, co przedstawia jeden z obrazów w miejscowej katedrze, na miejscu okazało się, że nie tylko wiele osób tę wiedzę posiada, ale że nader często nie jest to wiedza „chłodna", referencyjna (w tym wypadku wzorowana na wiedzy historyka sztuki), a malowidło Prêvota nie jest jej źródłem, lecz swoistą legitymizacją. Wiedza albowiem mieszkańców jest źródłowa: słyszeli od bliskich i ludzi godnych zaufania (fabulat) bądź (memorat) wiedzą z doświadczenia, gdyż o mało co, a im by się zdarzyło… Obraz zaś, skoro jest w katedrze, utwierdza przeświadczenie, ze ta ich wiedza jest właściwa.


1 2 3 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Cynizm katolicyzmu rzymskiego i nieludzkość religii
Hindusi nie gęsi…?

 Zobacz komentarze (61)..   


 Przypisy:
[ 6 ] Dopełnienie cząstki tego obrazu znaleźć można np. w książce G. Kołacza czasami trudno się bronić. Uwarunkowania postaw Żydów podczas okupacji hitlerowskiej w Polsce, Warszawa 2008, s. 90-93. Zob. też całość cytowanej H. Zawadzkiej Ucieczki z getta, Warszawa 2001.
[ 7 ] Legendy..., s. 368 — 391. Na uwagę zasługują zwłaszcza źródła zastane, cytowane na str. 372-376 oraz komentujące je przypisy.
[ 8 ] Tamże, s. 125-137.
[ 9 ] W mniejszym nasileniu — przez ograniczenie historyczne — pokrewne narracje wiązała się z trędowatymi: to oni byli winni łamania zakazu kontaktu; oni również tworzyli antyspołeczności (królestwo trędowatych), spiskujące dla zniszczenia/zawładnięcia światem zdrowych.
[ 10 ] Legendy..., s. 170, także przyp. 133.
[ 11 ] Tamże, s. 174 — 180.
[ 12 ] J.w., s. 176; v. także przyp.154, 155.
[ 13 ] Tamże, s. 147.
[ 14 ] Jak to uczynił J. Błoński — bo głośny tekst Biedni Polacy patrzą na getto, nie umniejszając jego znaczenia, jest nader delikatnym zwróceniem uwagi na niestosowność wygodnego niepamiętania.

« Antysemityzm   (Publikacja: 22-06-2011 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Romana Kolarzowa
Profesor Uniwersytetu Rzeszowskiego (zakład aksjologii wydziału filozoficznego). Wcześniej pracowała na Uniwersytecie Jagiellońskim, w Akademii Muzycznej w Poznaniu oraz na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Była redaktorką wydawnictwa Rebis. Była związana z organizacjami: Ruch Obrony Praw Kobiet, NEUTRUM, Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami. Autorka książek: "Postmodernizm w muzyce" (Warszawa 1993), "Przekroczyć estetykę" (Kraków 2001), "Wprowadzenie do tradycji i myśli żydowskiej" (Rzeszów 2006), "Kilka ćwiczeń z myślenia praktycznego" (w przygotowaniu).

 Liczba tekstów na portalu: 4  Pokaż inne teksty autora
 Poprzedni tekst autora: Trzeba zrobić nową przeszłość
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 1934 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365