Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
158.680.985 wizyt
Ponad 1063 autorów napisało dla nas 7305 tekstów. Zajęłyby one 28821 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Czy jesteś zadowolony/a z życia?
Tak
Nie
Nie wiem
  

Oddano 926 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Bóg jest jedynym bytem, który aby rządzić, wcale nie potrzebuje istnieć."
 Społeczeństwo » Antysemityzm

Krwawe majaki kultury [1]
Autor tekstu:

...rzecz, którą nie ja powinnam napisać


Joanna Tokarska-Bakir, Legendy o krwi. Antropologia przesądu, Warszawa 2008

Pod koniec 2008 roku ukazała się ogromna pod każdym względem — i ciężaru gatunkowego, i nakładu pracy, i rozmiaru — książka Joanny Tokarskiej-Bakir Legendy o krwi. Antropologia przesądu. Ukazała się… i choć Autorka nie jest debiutantką i pracami wcześniej publikowanymi zdążyła pozyskać sobie uważnych czytelników, to tym razem zapadła głucha cisza. [ 1 ] Reakcja to specyficzna, przez to choćby, że publikacje bodaj najogólniej zahaczające o tematykę żydowską mają w Polsce swoich czytelników osobliwych, wietrzących w takim zahaczeniu atak frontalny, więc gotowych ruszać ze zbędną odsieczą. Jednak nie dziwię się tej ciszy. Ani temu, że — poza jednym wyjątkiem — zasadniczo nie zmącił jej żaden głos zawodowo urażonych w uczuciach. [ 2 ] Zrozumiała jest ochota obrony tzw. świętych uczuć, z których najważniejsze bodaj to błoga pewność świętego spokoju; tę zaś gwarantuje bezkrytyczna sztampa lub zgoła bezmyślność. Ta ochota jest tym większa, im zadanie zdaje się łatwiejsze: więc jakieś gdzieś ewidentne uchybienie formalne (słynne błędy metodologiczne Grossa), więc ścisła specjalizacja… jakoś tak się zwykle dzieje, że zarzuty wobec historyka koncentrują się na jego pobieżnej znajomości społecznych realiów i nieznajomości metod badawczych, a wobec socjologa — na niezorientowaniu w historii. Tymczasem Legendy o krwi są pracą interdyscyplinarną, badającą i szeroko rozumiane źródła historyczne (dokumenty, artefakty, teksty literackie, piśmiennictwo apologetyczne i agitacyjne) — czyli w terminologii etnologicznej źródła zastane — i tzw. źródła wywołane. A wszystko to jest, nie waham się powiedzieć, z paskudną ścisłością udokumentowane. [ 3 ]

Daję sobie prawo do tego stwierdzenia, ponieważ gruntowną lekturę tej pracy znakomicie spowalniały mi arcyskrupulatne przypisy oraz wyczerpująca bibliografia, odsyłająca do frapujących nieraz pozycji . A czytać przypisy było trzeba bezwarunkowo, jako że wtłoczyła w nie Autorka i wyjątkowej wagi dla zrozumienia tekstu głównego streszczenia źródeł, i wnikliwe komentarze, które całkiem dobrze mogły się znaleźć w tymże tekście głównym. Prawda, że wtedy książka liczyłaby stron bez mała tysiąc… W części II. przy cytowanych materiałach terenowych ciekawość kazała sprawdzać dane rozmówców; co także, przy całej żmudności wędrowania do zamieszczonych na początku metryczek, okazało się zajęciem wielce pouczającym. Właśnie te poniekąd techniczne utrudnienia lektury pozwoliły sobie uświadomić, że tu nie da się uderzyć w ton polemiczny zwykłym w Polsce sposobem. Pozostaje ten sposób wtóry, też dobrze sprawdzony: czego się nie da zagadać, to należy zmilczeć.

Wszelako i zmilczanie tej pracy jest jej swoistym ciągiem dalszym… rzecz bowiem poświęcona jest analizie tego, jakie to śrubki tkwią w polskich głowach. Analizie gruntownej, czyli starającej się dojść i pochodzenia owych śrubek, i częstotliwości ich występowania, wreszcie — historycznym i współczesnym sposobom ich działania. Praca należy przy tym do nieczęstej w (naszych) naukach społecznych klasy, gdzie za punkt wyjścia obiera się to, co tak oczywiste, że trzeba specyficznej wrażliwości — niewyłącznie intelektualnej — aby tę oczywistość zakwestionować. W sensie, nazwijmy to, lévinasowskim: czyli bez zwykłych sztuczek zaklinających rzeczywistość (tym gorzej dla faktów) uznać jej faktyczną doniosłość i zapytać o legitymizację i tego faktu, i jego doniosłości. Taką właśnie postawę wobec faktu oczywistego — że w katedrze sandomierskiej znajduje się obraz Karola de Prêvot przedstawiający mord rytualny — przyjął swego czasu Stanisław Musiał SJ. Pokazało się, jakie niebezpieczeństwo niesie pytanie o oczywistości — to o. Musiał miał być tym, kto rozsiewa treści antysemickie. (JTB, 395). I niech się tłumaczy, że nie jest wielbłądem… Ten obraz jest ze wszech miar osobliwy: nie słychać nic o tym, aby do tłumaczenia się była wzywana któraś z tych postaci, tak powszechnie znanych, jak i treści, które systematycznie rozpowszechniają. Owszem, ponieważ nieodmiennie lubim sielanki, te fakty powszechnie znane — zamiast zgodnie ze swoją prawną naturą być z urzędu brane pod uwagę — są bagatelizowane jako znikomo szkodliwe społecznie. Logika w tej osobliwości jest taka, że dopiero wyraźne wskazanie całego splotu powszechnie znanych faktów i okoliczności (licznych, notorycznych, a więc znikomo szkodliwych) czyni ze wskazującego siewcę zarazy.

Głównym materiałem badanym (rzec by należało: dowodowym) nie jest to, co przefiltruje się przez cenzurę, nieraz wielowarstwową, dokumentów i narzędzi badawczych, ale to, co in crudo jest w zasięgu percepcji każdego, kto nie jest głuchy ani pozbawiony zdolności rozumienia tego, co słyszy. Decyzja strategiczna, dotycząca wyboru techniki wywoływania źródeł, a stawiająca na słuchanie, co ludzie po barach gadają, pozwoliła na zebranie wypowiedzi, których nie ujawniłaby żadna ankieta. Wspomniana cenzura uruchamia się pomiędzy innymi wtedy, gdy respondenci nie dość, że stykają się z obcymi sobie narzędziami (np. kwestionariusz), to jeszcze otrzymują zadanie już wstępnie stematyzowane. A ponieważ rzecz dzieje się na głębokiej prowincji, trzeba jeszcze uwzględnić zasób doświadczeń respondentów: coś, co jest kwestionariuszem, to jest jakiś papier urzędowy, a jak coś jest urzędowe, to trzeba zachować czujność, żeby urzędowym się nie narazić. Najlepiej więc nic nie wiedzieć lub szybko zgadnąć, co też w tym urzędzie chcieliby usłyszeć, żeby było dobrze. Mieszkańcy prowincji, zwłaszcza w tzw. Polsce B, niezależnie od wykształcenia żyją w głębokim poczuciu poddania silnej cenzurze, tym silniejszej, im mniej zinstytucjonalizowanej. Na marginesie — to jeden z ważniejszych powodów, dla których otrzymujemy nader fantazyjne dane z większości badań stematyzowanych. Wittgenstein, w tej sprawie przywoływany przez JTB, miał rację, że reguły o tyle działają, o ile nie zostają wyrażone wprost. O tyle też się ujawniają — zatem wprost zapytania czy u was był antysemityzm, czy jesteście antysemitami skłonią tylko do energicznego przeczenia. [ 4 ] Ale zapytania pozornie bezkierunkowe jak się tu z Żydami żyło? A jacy ci Żydzi byli? przyniesie więcej niż odpowiedzi ściśle na postawione pytania. Tego więcej dostarczy i sama treść wypowiedzi, i jej forma.

Tu, po lekturze wybranych materiałów badanych, nasuwa się dygresja. Wielkie otóż wzburzenie wywołuje każdorazowe napomknienie nawet w trybie hipotetycznym — że jest możliwe rozległe występowanie antysemityzmu. Wzburzenie takie ujawnia zazwyczaj pomieszanie naiwności, hipokryzji i cynizmu: że antysemityzm to zjawisko, które koniecznie musi objawiać się fizyczną przemocą, a co najmniej występować pod absolutnie jednoznacznym transparentem; że skoro przecież nikt nie paraduje w t-shircie z napisem jestem antysemitą, to nie ma problemu; że nawet jak kto hajluje, to też nie ma problemu, bo tylko piwo zamawia… Tym, co narzuca się nawet przy wstępnym czytaniu tych materiałów, to formy. Powszechnie padają określenia Żydki, Żydówy, Żydzięta, mośki, icki. Arozmówcami zespołu badawczego nie byli wyłącznie ludzie prości… zresztą, czy i ludzie prości przyjmowaliby ze spokojem określenia równoległe: Polaczki, Poleczka, staśki, maryny itp. jako zwyczajowe, więc (w domniemaniu) już neutralne? Zdaje się jednak, że nawyku używania określeń lekceważących czy obelżywych sama dawność nie uczyni neutralnym (JTB, Funkcja przezwisk, cz. 4, Przepracowywanie).

Jednak w wielu prowadzonych badaniach terenowych (np. A. Cała, H. Węgrzynek) ukryte jest takie właśnie założenie — że jeśli za jakąś postacią napiętnowania i dyskryminacji odkryje się dawność, to tym samym znajduje się godziwe kryterium neutralizacji, pozwalające (być może z ulgą dla badawczego sumienia) rzecz ponownie osadzić w sielance i uniknąć wdawania się w tematyzację treści tudzież form psujących mityczny (i zmistyfikowany) obraz własnej przestrzeni kulturowej. W tej przestrzeni jednak realne było nie tylko potoczne operowanie epitetami znamionującymi utarte (rytualne?) lekceważenie i pogardę. Ten sam modus dopuszcza (domaga się?) zrównywanie śmierci Żyda i śmierci zwierzęcia — ks. Żuchowski pisze, że Żyd (...) zdechł (podczas tortur w sprawie sandomierskiej); tenże ton odnajduje się w „ludowych przyśpiewkach" z lat 40. XX w. (oj dydy, oj dydy, oj wyzdychały Żydy). [ 5 ] Nieco złagodzony (odwalił kitę, kojfnął) powraca w wypowiedziach badanych; razem z relacjami z tej odmiany „sąsiedzkiego dokuczania" (w standardowej poetyce naszej etnologii), jaką było zakłócanie żydowskich pochówków.

Mimo gustu do sielanek i mocnej autoafirmacji idealnego konterfektu społecznego pora zdać sobie sprawę, że w tej przestrzeni kulturowej powaga śmierci, jeśli była to śmierć wykluczonego, zamieniała się w prześladowcze igrzyska, swoistą pornografię okrucieństwa. Inscenizowano je niewyłącznie samorzutnie; odbywały się one — praktycznie aż do XIX w. — w majestacie prawa. I nawet doczekały się filozoficznej apologii swojego celebransa… Czy jeszcze komuś przystoi wyrzekać, że to liberalizm spycha Europę ku „cywilizacji śmierci"?


1 2 3 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Cynizm katolicyzmu rzymskiego i nieludzkość religii
Hindusi nie gęsi…?

 Zobacz komentarze (61)..   


 Przypisy:
[ 1 ] W każdym razie do końca marca 2009 r.
[ 2 ] M. Bilewicz, Polska po Goldhagenowsku… Wokół „Legend o krwi", Res Publica.… Tekst to specyficzny: autor niezbyt orientuje się, co to takiego esencjalizm. Nie baczy też, że nawet przy podawanej przez siebie definicji akurat tezy Tokarskiej-Bakir zupełnie do niej nie przystają. Nad tym, że wielkomiejski punkt widzenia nijak do społecznej rzeczywistości w Polsce nie pasuje, rozwodzić się w tym miejscu nie warto.
[ 3 ] Skrupulatność badawcza kazała Autorce zamieścić Apendyks, (s. 647-714), obejmujący przekłady reprezentatywnych dla wywodu źródeł. W tym (s. 694-714) dokumentację sprawy Żydów sandomierskich, zainspirowanej i animowanej przez ks. S. Żuchowskiego. Jego oskarżenie stało się treścią obrazu K. Prêvota, który był materialnym punktem wyjścia do tej pracy. Każdy może przeczytać; zwłaszcza gdy (np.) chciałby protestować, że JTB przesadza.
[ 4 ] Por. uwagi końcowe, z przywołaniem wypowiedzi N. Postmana i kontrapunktującego ja spostrzeżenia M. Kundery. Legendy o krwi... s. 643.
[ 5 ] Znane mi z lat 80., popularne na dość znacznym obszarze, bo słyszane w nowosądeckim, w okolicach Słomnik i Miechowa (płn. Małopolska) oraz w Baranowie Sandomierskim.

« Antysemityzm   (Publikacja: 22-06-2011 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Romana Kolarzowa
Profesor Uniwersytetu Rzeszowskiego (zakład aksjologii wydziału filozoficznego). Wcześniej pracowała na Uniwersytecie Jagiellońskim, w Akademii Muzycznej w Poznaniu oraz na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Była redaktorką wydawnictwa Rebis. Była związana z organizacjami: Ruch Obrony Praw Kobiet, NEUTRUM, Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami. Autorka książek: "Postmodernizm w muzyce" (Warszawa 1993), "Przekroczyć estetykę" (Kraków 2001), "Wprowadzenie do tradycji i myśli żydowskiej" (Rzeszów 2006), "Kilka ćwiczeń z myślenia praktycznego" (w przygotowaniu).

 Liczba tekstów na portalu: 4  Pokaż inne teksty autora
 Poprzedni tekst autora: Trzeba zrobić nową przeszłość
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 1934 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365