Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
150.438.878 wizyt
Ponad 1062 autorów napisało dla nas 7289 tekstów. Zajęłyby one 28737 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Co z Brexitem?
będzie drugie referendum
będzie początkiem końca UE
zyska na nim Wielka Brytania
ostatecznie wzmocni UE
dużo hałasu o nic
  

Oddano 951 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Mój ateizm budzi się z letargu wówczas, gdy prywatna wiara staję się sprawą publiczną; kiedy ktoś próbuje zorganizować życie innym na podstawie własnych psychopatologii.
 Światopogląd » Ateizm i Ateologia

O naukowym ateizmie i teologii wojującej [1]
Autor tekstu:

Streszczenie mojej polemiki i zarzutów z wątku „A propos Kołakowskiego…" na Forum Racjonalisty, wobec Jarosława Dąbroskiego, zwanego też Wujem. Część trzecia cyklu dotyczącego krytyki ateizmu zawartej w wypowiedziach teologii wojującej.  
Cz. 1: „Ja, wierzący ateista" http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,1872  
Cz. 2: „Wiara, realizm i poznanie" http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,2005

I. Moje krótkie podsumowanie tezy, że tzw. naukowy ateizm nie opiera się na wierze, lecz na wiedzy i metodzie naukowej

1. Kolejne źródło pomieszania pojęć dotyczy metafizyki. W wywodach ateizmu naukowego metafizyka występuje w znaczeniu metafizyki teologicznej, gdyż metafizyki jako takiej nigdy naukowy ateizm nie unieważniał (problem metafizyki znikł chyba tylko u neopozytywistów, ale neopozytywista nie powie o sobie, iż jest naukowym ateistą, gdyż dla niego problem taki po prostu przestaje istnieć). Przykładowo marksizm, który najbardziej wiązany jest z pojęciem naukowego ateizmu, przyjmował jednocześnie metafizyczną dialektykę, cały swój pogląd na historię dziejów. A zarazem Marks, Engels, czy Lenin swą filozofię dialektyczną przeciwstawiali filozofii metafizycznej. Dlatego, że pod tym pojęciem rozumieli nie twierdzenia nie-fizyczne, czy też nad-fizyczne, ale poglądy o niezmienności bytu i o bycie absolutnym. Istnieją więc co najmniej trzy rozumienia używane odnośnie terminu metafizyka:
1) ontologiczne, dotyczące poznania istoty rzeczy i rzeczywistości;
2) jako statyczne ujmowanie zjawisk i bytu;
3) mówienie o bycie transcendentnym i absolutnym.

Pojęciem 2. najczęściej posługiwali się zwolennicy naukowego ateizmu; pojęciem 1., będącym rozumieniem sensu largo metafizyki posługiwałeś się ty; ja zaś mówiłem o metafizyce w rozumieniu 3. i jest to rozumienie sensu stricto. Na takim gruncie nie można było dojść do uzgodnienia stanowisk. Przykładowo jeśli ateista-marksista mówić będzie o metafizycznym błędzie, to mieć on będzie na myśli przede wszystkim niezmienność bytu, zaś dla neopozytywisty tzw. błąd metafizyczny polega na tym, że sama metafizyka jest błędem (Wittgenstein mówił: metafizyki nie ma, jest tylko błąd metafizyczny). Stanowisko pierwsze było antymetafizyczne, stanowisko drugie — ametafizyczne. Powiesz może, że odbiegam od tematu, ale ja od samego początku widzę, że spór nasz nie opiera się wcale na kontrowersji filozoficznej materialnej, lecz tylko i wyłącznie na nieporozumieniach i niedomówieniach pojęciowych; jeśli wyjaśnimy dobrze pojęcia — problem zniknie. Skoro więc mówimy o metafizyce sensu largo, to ja odtąd będę dookreślał tę o której dotąd mówiłem jako: metafizyka teologiczna. Jest ona, moim zdaniem, najbardziej poprawna jeśli idzie o spór ateisty z teistą, gdyż jest niejako domyślnym rozumieniem tego pojęcia, a inne należałoby wcześniej doprecyzować.

2. Teza, że tzw. naukowy ateizm nie opiera się na wierze, lecz na wiedzy i metodzie naukowej jest całkowicie poprawna, bez względu na nasze rozumienie metafizyki, a jej podważanie bierze się tylko z mieszania pojęć wiary.

3. Status naukowości światopoglądu nie bierze się z likwidacji metafizyki sensu largo w nim (gdyż wówczas naukowym światopoglądem mogliby się szczycić — nie wnikajmy w to, czy byłoby to uzasadnione czy nie — tylko członkowie tzw. Koła Wiedeńskiego i ich sympatycy), lecz z wyzbycia się fideizmu (nie mówiąc już o mistycyzmie), na rzecz racjonalizmu (nie mylić z racjonalnością). Tak jak paradygmatem poznania jest poznanie naukowe, tak paradygmatem naukowego myślenia jest racjonalizm.

4. W każdy sposób myślenia mogę wpisać coś co można nazwać wiarą, jeśli pojmować ją będziemy jako przyjmowanie czegoś bez dowodu. Nie dość, że konieczne są aksjomaty (które wszak dowodu nie posiadają), to w wielu innych twierdzeniach pojawią się uzasadnienia, które rodzić będą problem „cofania się w nieskończoność" z dowodem. Tak pojmowana wiara będzie zarówno u najczarniejszego irracjonalisty, u racjonalisty, jak i nawet w samej metodzie naukowej — nikt mi nie udowodni z całą pewnością, że filmy Matrix czy 13. Piętro oparte są na fikcyjnym scenariuszu. Nie zgadzam się, aby tak mieszać pojęcie wiary, gdyż osiąga to 3 tylko cele: 1) daje bezsensowny argument teistom; 2) prowadzi do absurdu; 3) praktycznie unicestwia pojęcie wiedza. O samej materialnej różnicy tych dwóch rodzajów 'wiar' mówiliśmy już bardzo dużo i jest to chyba poza sporem, że nie są one tożsame, lecz różnią się w sposób istotny. Chyba wystarczający na to dowód podałem w sposób uporządkowany w swym tekście „Wiara, realizm i poznanie" (ten z Kołakowskim) w blokach I, 1.-4.

5. Istota różnicy tych dwóch wiar nie jest tylko materialna (o tym pisałem w powyższym tekście), ale i formalna.

Po pierwsze, wiara fideisty „do kwadratu": mogę sobie pozwolić na więcej — na chwilowe i czysto teoretyczne przyjęcie, że każdy światopogląd potrzebuje wiary. A to za sprawą trudności w jakie wikłają nas wydumane przez filozoficznych mocarzy teorie poznania. Czyli, że aby poznanie było w ogóle możliwe potrzebna jest wiara. I cóż nam to daje? Ano to, że jest to przypadłość każdego śmiertelnika, bez względu czy jest on ateistą czy chrześcijaninem. Każdy u początków poznania ma wpisany jeden akt wiary (to oczywiście chwilowe uproszczenie, przyjęcie wujowej frazeologii). Ale racjonalista na tym poprzestaje i mówi: ok, skoro muszę to niech będzie ta jedna wiara, ale na tym dość, zawsze to większe prawdopodobieństwo, że uniknę fałszywych rojeń. Zaś fideista mówi: Skoro był jeden akt wiary, to czemu by i kolejnego miało nie być? I sobie modyfikuje tę pierwszą (wydumaną) konieczność wiary, w wiarę o charakterze metafizyczno-teologicznym. Jeśli więc ktoś z wujem by się zgodził na potraktowanie niedowodliwej oczywistości o charakterze aksjomatu, jako 'wiary' i przyznałby, że ateista jeśli nie z chęci, to z konieczności musi jednak być człowiekiem wierzącym, ja dodam: wprawdzie mieszacie pojęcia, ale nawet na ich gruncie widać, że w sytuacji takiej fideista jest człowiekiem wiary „do kwadratu".

Po drugie: wiara w światopoglądzie fideisty wyniesiona jest ponad rozum, na co mógłbym podać setki przykładów, ale dla katolika najbardziej obowiązujące jest stanowisko z ostatniej encykliki dotyczącej tej kwestii, tj. Fides et ratio Jana Pawła II. Już sama kolejność tytułu — wiara i rozum — czyni zbędne dalsze wyjaśnienia, ale proszę, oto kilka cytatów dowodzących, że u teisty katolickiego wiara idzie przed rozumem, a nadto, że rozum ma wobec niej funkcję służebną: "rozum, skupiony jednostronnie na poszukiwaniu wiedzy o człowieku jako podmiocie, wydaje się zapominać, iż powołaniem człowieka jest dążenie do prawdy" (w domyśle: prawda zaś spoczywa w Objawieniu); "Bez odniesienia do niej każdy zdany jest na samowolę ludzkiego osądu, a jego istnienie jako osoby oceniane jest wyłącznie według kryteriów pragmatycznych, opartych zasadniczo na wiedzy doświadczalnej, pod wpływem błędnego przeświadczenia…"; "Rezultat jest taki, że — zamiast wyrażać jak najlepiej dążenie do prawdy — rozum chyli się ku samemu sobie pod brzemieniem tak rozległej wiedzy, przez co z dnia na dzień staje się coraz bardziej niezdolny do skierowania uwagi ku wyższej rzeczywistości i nie śmie sięgnąć po prawdę bytu." — wszędzie tam gdzie znajduje się słowo 'prawda', bez większego błędu wstawić można słowo 'Objawienie'; krytyka niezależnego od religii rozwoju wiedzy: "Przesadny racjonalizm niektórych myślicieli doprowadził do radykalizacji stanowisk i do powstania filozofii praktycznie oderwanej i całkowicie autonomicznej w stosunku do treści wiary."; rozum bez wsparcia Objawienia jest bezradny: "Rozum, pozbawiony wsparcia ze strony Objawienia, podążał bocznymi drogami, na których istniało ryzyko zagubienia jego ostatecznego celu.", i t.d.

Od strony formalnej jest to wiara fideistyczna. Fideista może myśleć w sposób racjonalny, ale nie racjonalistyczny (papież nie zaprzecza rozumowi, ale mówiąc o wierze gani wielokrotnie racjonalizm). Wszelki zaś aspekt tego co nazwać możemy 'wiarą' u ateisty racjonalistycznego, wynika tylko z konieczności naturalnych, których żaden człowiek przełamać nie może. Nadto te wybory postępowania i sposobu myślenia nie wynikają z dowolności (jak określił to Wuj: wierzę w „teorię odbicia" bo tak mi pasuje), lecz asekurują się tzw. zdrowym rozsądkiem i tzw. oczywistością (w rozumieniu Brentano). Robią więc wszystko aby zminimalizować tę ułomność i aby nie popaść w fideizm.

6. Dlatego sugerowałem, że należy wyraźnie odróżnić te pojęcia wiar, aby nie było podobnych nadużyć i błędów. Chyba najsłuszniej jest pozostać przy określeniu 'wiara' dla fideizmu, zaś dla racjonalizmu — 'wiedza naturalna, ułomna', 'aksjomaty poznania' (pierwsze chyba lepsze, gdyż aksjomaty poznania są niekontrowersyjne tylko dla racjonalistów). Jeśli będziesz to nazywać mimo wszystko 'wiarą', ja o wierze teistów mówić będę 'rojenia'.

7. Na koniec pora naświetlić co znaczy światopogląd naukowy, bo tego też kompletnie nie rozumiesz. Otóż światopogląd naukowy to taki, który opiera się na „filozofii naukowej", czyli takiej, która wzoruje się na nauce. Filozofia taka opiera się na oczywistych prawdach i precyzyjnej dedukcji lub na niewątpliwych faktach i precyzyjnej indukcji (niektórzy pozostawiają tylko pierwszy człon, np. Popper odrzucał metodę indukcyjną). Sądzę, że można to określić mianem scjentyzmu, ale raczej po odpowiedniej jego modyfikacji (odrzucam scjentyzm w XIX-wiecznym rozumieniu). Ateista może bądź to przyjmować powyższy pogląd i będzie wówczas jego światopogląd naukowy sensu largo; bądź też odnosić do pewnych aspektów swego światopoglądu (w tym do idei Boga), a inne zagospodarowując np. poprzez intuicjonizm czy coś innego. Postawa druga jest spotykana, ale jest niekonsekwentna i ja jej nie podzielam. Jestem scjentystą w wersji 'soft'. Tak też na ogół rozumie się pojęcie naukowy światopogląd, ale nie jest to światopogląd wydumanego monizmu metody naukowej przenikającej każdą wypowiedź światopoglądową! Takiego rozumienia naukowości światopoglądu nigdy nie miałem na myśli (chyba może jako monizm materialistyczny). Tzw. ateista naukowy powie o sobie na ogół (choć niekoniecznie), że jest scjentystą, ale nie powie czegoś takiego jak ty sugerujesz: soloscjentyzm światopoglądowy

Po drodze zrodziła się nam kwestia instrumentalizmu odnośnie nauki, ale to temat na całkiem osobny i długi wątek i chyba sobie go w tym miejscu darujemy. Tylko mała uwaga o prawdzie. W odpowiedzi na tezę Poppera: "Twierdzimy też — i to jest sprawa o wielkiej doniosłości — że nauka zmierza do prawdy lub stara się do niej zbliżać, niezależnie od tego jak trudne może być dochodzenie do prawdy", twierdzisz, że jest to tautologia w stylu: nauka zmierza do prawdy, prawdą jest to do czego zmierza nauka. Otóż źle zrozumiałeś tę wypowiedź. Stale stoisz na gruncie tzw. prawd ostatecznych i absolutnych. Nie chcę się wgłębiać w koncepcje prawdy (subiektywne: ewidencyjna, koherencyjna — dot. spójności systemu zdań, pragmatyczna — użyteczność; obiektywna, czyli klasyczna), lecz chcę tylko zauważyć, że Popper miał co innego na myśli, gdyż chodziło mu o prawdę zdefiniowaną przez matematyka i logika Alfreda Tarskiego (tzw. semantyczna teoria prawdy Tarskiego). Nie pisał wcale, że nauka odkrywa prawdę, lecz że do niej dąży i zbliża się. Popper twierdził, że nasza wiedza jest skończona, a niewiedza — nieskończona. Zdobycie całej prawdy o świecie jest poza naszymi możliwościami, ale dążenie do niej — nie. To pojęcie zbliżania się teorii naukowych do prawdy, a Tarski zaproponował dobre rozwiązanie dla języków teorii formalnych. W ujęciu Poppera (w grubym zarysie): prawdziwość teorii nie zależy do siły i stopnia przekonania co do jej wartości poznawczej; nigdy nie możemy być niepodważalnie pewni, czy dana teoria jest prawdziwa; prawda jest jak szczyt spowity w mgle; celem nauki jest tylko przybliżanie się do prawdy; interesuje nas nie prawda abstrakcyjna, ale taka którą mówi nam najwięcej o świecie; kryterium wybrania tej a nie innej hipotezy są przesłanki racjonalne, jak „potencjalna postępowość" teorii: teoria jest lepsza, gdy mówi nam więcej, czyli gdy zawiera w sobie więcej informacji empirycznych, jest bogatsza w treść; teoria taka musi mieć: 1) większą moc przewidywania (predyktywną), 2) wyjaśniającą (eksplanacyjną) oraz musi być 3) silniejsza logicznie (spójna); w tym świetle mówimy, że model Kopernika był bliższy prawdzie niż Ptolemeusza, a Keplera bliższy niż Kopernika, że teoria Newtona jest jeszcze bliżej prawdy, a teoria Einsteina — bliżej niż Newtona, itd. Sam Einstein właśnie tak mówił: moja teoria nie jest prawdziwa, lecz po prostu bliższa prawdzie niż Newtona; teoria spełniająca warunki powyższe jest najpewniej bardziej prawdziwa bo jest bardziej podatna na sprawdzanie (teoria tym lepsza im więcej potencjalnych falsyfikatorów zawiera; łatwo jest znaleźć potwierdzenie teorii ubogiej w treść, a stopień jej potwierdzenia może być wysoki — to nie przesądza o prawdziwości teorii; teoria bogata w treść (informacje empiryczne), która ma dużo potencjalnych falsyfikatorów, lecz patrząc od strony logicznej — jest mniej prawdopodobna, bo łatwiej wykazać jej fałszywość, budzić powinna mimo wszystko większe zainteresowanie (przynajmniej przez pryzmat prawdy), gdyż jeśli jej obalenie nie nastąpiło (nad czym stale trzeba myśleć), to przybliżyła nas ona do prawdy i ma w tej sytuacji większy stopień koroboracji (potwierdzenia); mając mniejszy stopień logicznego prawdopodobieństwa, ma zarazem większy stopień prawdoupodobnienia


1 2 3 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Ja, wierzący ateista...
Wyginanie druta


« Ateizm i Ateologia   (Publikacja: 19-11-2002 Ostatnia zmiana: 26-08-2004)

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Mariusz Agnosiewicz
Redaktor naczelny Racjonalisty, założyciel PSR, prezes Fundacji Wolnej Myśli. Autor książek Kościół a faszyzm (2009), Heretyckie dziedzictwo Europy (2011), trylogii Kryminalne dzieje papiestwa: Tom I (2011), Tom II (2012), Zapomniane dzieje Polski (2014).
 Strona www autora

 Liczba tekstów na portalu: 921  Pokaż inne teksty autora
 Liczba tłumaczeń: 3  Pokaż tłumaczenia autora
 Najnowszy tekst autora: 45 postulatów Żółtych Kamizelek
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 2046 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365