Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
166.240.917 wizyt
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7331 tekstów. Zajęłyby one 28936 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Kiedy będzie dostępna szczepionka na SARS-CoV-2 ?
Za miesiąc
Za pół roku
Za rok
Nie będzie możliwa
  

Oddano 492 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Być ateistą nie jest zresztą łatwo - autentycznym ateistą, a nie ot takim sobie gnuśnym "bezbożnikiem". Być ateistą to wielki wysiłek, zwłaszcza w Polsce, jak zwykł mawiać Kotarbiński."
 Nauka » Nauka i religia

Czy nauka zadała kłam istnieniu Boga? [2]
Autor tekstu:

Tłumaczenie: Monika Kasińska

… jednym z zadań teologa jest właściwa interpretacja tekstów Urzędu Nauczycielskiego i dysponuje on w tym celu regułami hermeneutycznymi. Wśród nich znajduje się zasada, która afirmuje nauki Magisterium (Urzędu Nauczycielskiego), a dzięki wsparciu Boskiemu posiada bezdyskusyjną słuszność, która niekiedy wywodzi się z poszczególnych teologii [str. 34, moje wpisy kursywą].

Termin „magisterium" jest nieodpowiedni w kontekście, gdy chodzi o dokonanie rozróżnienia pomiędzy związkiem, jeśli w ogóle jakikolwiek zachodzi, między nauką i religią. Wiadomo dlaczego religie pochwalają stosowanie takiej terminologii, podczas gdy każdy kto posługuje się zdrowym rozsądkiem, ją odrzuca. Czytałem ostatnio książkę Edwarda Fesera pt. The Last Superstition i pomimo, że jest ona dość dobrze uargumentowana, stanowi bardzo niepokojącą lekturę. Nie chodzi tylko o pewne traumy wielokrotnie i bezpośrednio opisywane przez autora, lecz o autorytarność, arogancję i pogardę dla zwykłych ludzi. W pewnym miejscu (nie pamiętam teraz gdzie dokładnie), Feser lekceważąco wyraża się o liberalnej idei przyznawania „każdej oddychającej istocie" prawa głosu. Według niego głos może mieć papież, kardynałowie i Urząd Nauczycielski, którzy przemawiają z Boskim autorytetem. Nawet jeśli wydaje się, że umysł pozbierał wszystko do kupy — a niewątpliwie tak właśnie wydaje się Feserowi — w dalszym ciągu uzasadnionym jest poszukiwanie lepszego rozwiązania, zwłaszcza gdy, jak sugeruje Feser, argumenty nie wydają się być aż tak dobre. Po przeczytaniu tej książki męczy mnie pytanie, czy to wszystko da się ustalić jedynie za pomocą argumentów (do Fesera wrócę potem).

Ten sam rodzaj intelektualnej arogancji pojawia się również u McGratha. Jest ona szczególnie widoczna w często powtarzanym twierdzeniu, że nie istnieje żaden konflikt pomiędzy nauką a religią i że tocząca się między nimi wojna jest mitem. W tym miejscu McGrath rozpoczyna zabawę w statystyki, starając się zliczyć wszystkich religijnych naukowców, którzy występują przeciwko naukowcom niereligijnym. Tyle tylko, że niczego to nie dowodzi. Podążając tego tokiem rozumowania, ewolucja staje się mitem w przypadku całych Stanów Zjednoczonych, choć w praktyce jest jak najbardziej rzeczywista w przypadku każdego rozwiniętego państwa. Nie, taka metoda zupełnie się nie sprawdza. Podobnie jak na nic zda się liczenie religijnych naukowców, którzy udowadniają, że nie istnieje żaden konflikt pomiędzy nauką a religią. Fakt, że są takie organizacje jak Biologos czy The Templeton Foundation stanowi najlepszy dowód na to, że osoby religijne jednak uważają naukę za problematyczną i muszą poświęcić sporo czasu, energii oraz pieniędzy, by przekonać innych, że dzięki kilku poprawkom tu i tam są w stanie sprawić, by nauka i religia przynajmniej wyglądały na zgodne. Gdyby jednak rzeczywiście tak ze sobą współgrały, to czy mielibyśmy do czynienia z takim zjawiskiem jak zakręcona niczym precel biblijna opowieść o Adamie i Ewie będąca dziełem Denisa Alexandra? A wszystko po to, by w ten sposób historia ta stała się spójna z ewolucyjną teorią Homo sapiens.

W zasadzie McGrath również się z tym zgadza, choć nie zdaje sobie z tego sprawy. Pisze, że:

Sprawa jest prosta: natura jest otwarta na wiele równoprawnych interpretacji. Może być wyjaśniana zgodnie ze światopoglądem ateistycznym, deistycznym, teistycznym i wieloma innymi — jednak tak naprawdę żadnego nie potrzebuje. Można być „prawdziwym" uczonym, nie hołdując żadnemu konkretnemu światopoglądowi duchowemu, religijnemu czy antyreligijnemu [ str. 45-6].

Istotnie można - aczkolwiek prawomocność niektórych interpretacji jest właśnie źródłem konfliktu pomiędzy nauką a religią. Fakt, że istnieją religijni naukowcy, naukowcy ateiści i naukowcy, którzy są obojętni wobec religii, dobitnie pokazuje, że natura rzeczywiście jest otwarta na wiele interpretacji. Jest jednak pewna różnica. Osoby wierzące muszą bowiem zboczyć ze swojej ścieżki, aby pokazać, że ich wiara jest spójna z odkryciami naukowymi, a co więcej, muszą tak czynić bez przerwy. Z kolei ateiści nie muszą niczego mówić, gdyż wielu bogów wielu sprzecznych ze sobą religii nie ma żadnego związku z zadaniem, jakie stawia przed sobą nauka. Jest to oczywiście dla nich bardzo dobre, jak zapewne mogliby sami dodać, nawet pomimo tego, iż według McGratha to na ateistach spoczywa obowiązek udowodnienia nieistnienia boga. Religijni naukowcy są zmuszeni stawić czoła własnej religii, ponieważ ich własne odkrycia stale stanowią dla niej zagrożenie. Jest to nieuniknione. Najpierw powstały religie. Zazwyczaj rodziły się w formie opowiadań, a ludzie, którzy je pisali, nie wiedzieli o świecie tyle, ile wiemy my.

Aczkolwiek nie chodzi tylko o to, że religie powstały wcześniej i że ich widzenie świata jest naiwne i pozbawione wiedzy. Dokument Kongregacji Nauki Wiary, o którym pisałem wcześniej, pokazuje, dlaczego osoby wierzące nieuchronnie będą musiały się zmierzyć z problemem ucieleśnionym w formie nauki. Co jeśli rzymskokatolicki teolog dojdzie do wniosku, że nie zgadza się z wiarą rozumianą w taki sposób, w jaki przedstawia to Urząd Nauczycielski? Jakie będzie miał wtedy możliwości działania? Rozważmy następującą odpowiedź:

Na mocy Boskiego mandatu przyznanemu przez Kościół, Urząd Nauczycielski posiada misję wykładania nauk ewangelicznych, strzeżenia ich integralności i tym samym ochrony Wiary Ludu Bożego. Aby zatem wypełnić swój obowiązek, Urząd musi niekiedy podejmować ważne decyzje, na przykład, odrzucić teologa, który odszedł od doktryny wiary, misji kanonicznej lub mandatu nauczania, jaki mu przyznano, bądź oświadczył, że niektóre z pism nie zgadzają się z tą doktryną. Postępując w ten sposób, Urząd Nauczycielski stara się być wierny swojej misji obrony prawa Ludu Bożego do otrzymywania wiadomości Kościoła w czystej i jednolitej formie, bez jakichkolwiek zakłóceń spowodowanych przez jedną niebezpieczną opinię.

Oto dlaczego nauka i religia są ze sobą sprzeczne, i taki stan rzeczy się nie zmieni: religia już wie, podczas gdy nauka cały czas stara się dowiedzieć. Uta Ranke-Heinemann, pierwsza kobieta teolog w Kościele Katolickim (na uniersytecie w Essen), została zdymisjonowana ze swojego stanowiska, gdyż odważyła się zakwestionować niepokolane poczęcie. Gdy pojawia się konflikt pomiędzy nauką a religią, prawie zawsze zapominamy o tym, że wszystko co robimy i mówimy jest tylko i wyłącznie naszym dziełem — omylnych istot ludzkich. Nazywając to magisterium lub czymkolwiek innym, co rości sobie prawo do bycia Formą Platoniczną, absolutem lub czymś nietykalnym, bynajmniej nie zmieni tego faktu. A gdy autorytet wypowiada się na jakiś temat, to robi to poprzez ludzi, którzy są niedoskonali i mogą popełniać błędy niezależnie od tego, jak dostojne tytuły sobie nadadzą. W dalszym ciągu będą to istoty ludzkie, które tylko pozorują własną nieomylność podczas prezentowania uniwersalnych prawd. Zawsze tak się dzieje, gdy chodzi o religię. Jako że nie istnieje żadna inna droga pozwalająca rozwiązać spór teologiczny, musi być zatem ktoś, kto z autorytetem wygłosi swoje zdanie na dany temat (chciałbym tutaj zaznaczyć, że tak jak zawsze nam mówiono, nikt de facto nie wierzy — czyżby?- w takie rzeczy, jak niepokalane poczęcie — w końcu to tylko mit). Prawdziwym przedmiotem sporu pomiędzy nauką a religią jest to, w jaki sposób rozstrzyga się kwestię przekonań religijnych. Nie ma nic złego w tym, by rozmawiać o wierze, jednak pytaniem pozostaje, co tak naprawdę stanowi jej podstawę? Jak odróżnić prawdę od fałszywości religii, gdy wierzącym przyjdzie stanąć wobec nierozwiązywalnego sporu? Jeśli odpowiedzią na to pytanie jest autorytet Kościoła tak jak został on przedstawiony w Instrukcji, wtedy religia i nauka są nieuchronnie skazane na konflikt. Nie sądzę, by teologia proponowała nam inną odpowiedź.

Na koniec, jeszcze jedna kwestia. McGrath uznał, że Dawkins jest „fundamentalistą ateistycznym". Przejdę więc do środka historii, jako że nie chcę omawiać wszystkiego, co napisał McGrath (cierpliwość szybko się wyczerpuje podczas lektury McGratha). Zacznijmy zatem od oświadczenia papieża Jana Pawła II, w którym „poparł [on] ogólne pojęcie ewolucji biologicznej, krytykując zarazem pewne materialistyczne jej interpretacje" [str. 50]. McGrath czyni w nawiasie uwagę, że Kościół katolicki nigdy nie miał najmniejszych trudności z zagadnieniem ewolucji, więc jest zaskoczony tak samo jak Michael Ruse, że Dawkins zrobił wyjątek i nie przyjął życzliwie papieskiego oświadczenia, które — jak pisze — przyjęło wielu uczonych. Następnie, McGrath cytuje komentarz Ruse’a na temat reakcji Dawkinsa:

Kiedy Jan Paweł II oficjalnie udzielił poparcia darwinizmowi, Richard Dawkins zdobył się jedynie na to, by oświadczyć, że papież jest hipokrytą, że nie może on być szczery, jeśli chodzi o naukę, a wreszcie, że on, to jest Dawkins, wolałby mieć już do czynienia z uczciwym fundamentalistą [str. 50].

McGrath stwierdza dalej, że „gdyby plan Dawkinsa zakładał zachęcenie chrześcijan do uznania ewolucji biologicznej, z radością przyjąłby on oświadczenie papieża" [str. 50]. Jednak dlaczego mielibyśmy tak sądzić, zwłaszcza że McGrath nie wyjaśnił, co dokładnie zawierało owo oświadczenie? Nie napisał też, co stwierdził Dawkins, ani nie przedstawił żadnego kontekstu dla jego słów. I dlaczego mielibyśmy wierzyć jedynie słowom Ruse’a? McGrath musi się bardziej postarać, nawet jeśli jego książka jest kierowana do masowego odbiorcy.

Fakty są takie, że zarówno Michael Ruse jak i Richard Dawkins poczynili kilka komentarzy odnośnie oświadczenia papieża (i opublikowali je w The Quarterly Review of Biology, w grudniowym numerze z 1997 r. (Vol. 72, No. 4): str. 391-395 (Ruse) i str. 397-399 (Dawkins)). Jest to cenna informacja. W swoim komentarzu, Michael Ruse porusza dość szerokie i niezbyt adekwatne spektrum historyczne dotyczące związku pomiędzy nauką a religią, i czyni to w taki sposób, że na koniec nie wiadomo, jaki jest jego stosunek do oświadczenia papieża, poza faktem, że stanowi ono część skomplikowanej relacji pomiędzy nauką a religią. Relacja ta jest na tyle trudna, że nie da się jej zwięźle omówić, choć Ruse i tak podejmuje ten wysiłek. W efekcie mamy do czynienia z czymś, co można zakwalifikować jako irracjonalne wstrzymywanie się od głosu. Papież powiedział, że istnieje ontologiczny brak ciągłości pomiędzy naszymi dalekimi przodkami a nami, więc w pewnym momencie tego procesu, Bóg po prostu musiał wprowadzić coś, co nie podlegało ewolucji (według Biblii, Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo). Jak twierdzi papież, istnieje „w człowieku, … ontologiczna różnica, ontologiczny uskok jak niektórzy to zwą" (na 398 stronie cytowany przez Dawkinsa komentarz). A oto, co pisze Ruse na temat stanowiska papieża:


1 2 3 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Co dalej?
Bóg urojony – wrażenia z lektury

 Zobacz komentarze (20)..   


« Nauka i religia   (Publikacja: 07-09-2011 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Eric S. MacDonald
Były pastor anglikański. Jego żona po długiej chorobie, w 2007 roku zdecydowała się na eutanazję, w czym Eric McDonald ją popierał i jej pomagał. Po jej śmierci porzucił kapłaństwo i porzucił religię. Mieszka w Kanadzie. Od grudnia 2010 roku prowadzi niesłychanie ciekawy blog, Choice in Dying, poświęcony głównie eutanazji.
 Strona www autora

 Liczba tekstów na portalu: 71  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora:  Spojrzenie na Mahometa w konkretnym kontekście
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 2201 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365