Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
162.385.053 wizyty
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7324 tekstów. Zajęłyby one 28895 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Czy jesteś zadowolony/a z życia?
Tak
Nie
Nie wiem
  

Oddano 2537 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Uważam religię za dziecinną zabawkę, i twierdzę, że jedynym grzechem jest ignorancja".
 Filozofia » Teoria poznania

To. Studium przypadku [1]
Autor tekstu:

W niniejszym tekście zamierzam poddać analizie, a także kilku eksperymentom, słówko „to". Cóż mi przeszkadza taki mały element języka, że postanowiłem napisać o nim tekst? Otóż, najkrócej i najogólniej, w pojęciu tym przecina się kilka metafizycznych struktur, które zdeterminowały myślenie człowieka Zachodu, zarówno myślenie nieanalityczne, jak i ściśle analityczne. Mowa tu m.in. o takich konstruktach tradycyjnej metafizyki jak: przedmiot, jedność, niepodzielność, zamkniętość, a także: sens, funkcja, źródło, istota, et cetera. W poniższej krytyce nie zamierzam pominąć zwłaszcza logiki, tak bezkrytycznie wielbionej przez pewną grupę współczesnych myślicieli. Nasze myślenie dobiega kresu, a najlepiej zdają sobie z tego sprawę informatycy teoretyczni, według których maszyny oparte na arche zera i jedynki, nigdy nie osiągną takich możliwości poznawczych jak umysł człowieka.

Skoro nie może się obejść bez paradygmatu (choć, jako wolnomyśliciel wolałbym unikać jakichkolwiek raz na zawsze przyjętych porządków), niech będzie to paradygmat analityczny. "Nazywaj rzeczy po imieniu, a zmienią się w oka mgnieniu", brzmią słowa popularnej piosenki [ 1 ]. Niech więc się dzieje analiza.

To w zdaniu może pełnić funkcję operatora. Odnosi się wtedy do innych rzeczowników lub do deskrypcji, wskazując pośrednio na pewne rzeczywiste przedmioty lub stany rzeczy. Np. "Wyszedłem z domu i zobaczyłem zjawę. Było to wielce traumatyczne przeżycie". Języki naturalne są na tyle plastyczne, że omawiany operator może zostać zamieniony na inny, odpowiednio oczywiście użyty: ono, coś, tamto itp., w zależności od kontekstu. W powyższym zdaniu to odnosi się do pewnego stanu rzeczy, który można by nazwać następująco: to, że zobaczyłem zjawę. Pomińmy tymczasem fakt, że ów stan rzeczy zostaje tutaj utożsamiony z pewnym przeżyciem [ 2 ]. Istotne wydaje się zamknięcie, którego dokonuje nasz operator: skomplikowany proces w umyśle, jaki miał miejsce zaraz po wyjściu z domu, zostaje oto uproszczony i zaklasyfikowany. Podobną funkcję operacyjną pełnią, jak sądzę, takie funktory jak: prze-to, za-tem, po-tem, o-to, w-tem, do-tąd itp., w których wyraźnie uwikłane jest nasze to. Są również przypadki, w których operator to jest ukryty. Np. „Nie mam pojęcia, o czym mówi Mistrz Eckhart".

Przenieśmy się w inny wymiar, jakim jest epistemologia. To pełni funkcję wskazywania. Jest najogólniejszym pojęciem, za pomocą którego możemy nazwać cokolwiek, na co wskazujemy, niezależnie od preferencji ontologicznych: "To jest drzewo", "To jest Archanioł Gabriel", "To jest liczba Pi". Rzecz jasna, nie chodzi tu tylko o to jedno słówko. To jest bratem wszystkich pojęć ogólnych, które od czasów Sokratesa opanowały całą grecko-łacińską logosferę. Wszyscy doskonale wiemy, na czym polega tworzenie pojęć ogólnych. Istotą ich masowej produkcji jest proces abstrakcji. Do mętnej zasady podobieństwa dodajemy postulat o istnieniu cech. Cechy dzielimy na istotne i przygodne. Przykładamy wszystko do tak zwanej empirii. Cechy przygodne odrzucamy. Zbieramy do worka cechy istotne i wołamy: „zając!", jak byśmy rzeczywiście pochwycili zająca. Jeśli ktoś jednak lubi abstrahować (a jestem przekonany, że jest to hobby większości bohaterów książek z zakresu historii filozofii), nie musi kończyć zabawy na tym: wystarczy przecież odjąć jeszcze kilka tak zwanych „cech", aby powstała na przykład nazwa byt albo nazwa przedmiot albo nazwa substancja albo nazwa to.

Język jest w takich wypadkach sprzymierzeńcem. Wystarczy się przyjrzeć strukturze języków naturalnych [ 3 ], aby dostrzec, że mają one charakter atomiczny. Język składa się z atomów. Znak jest kamieniem, zamkniętym, niepodzielnym, dzielnie strzegącym swojej tożsamości. „Nie ma istności bez tożsamości", powiada Quine. Dziwne, że żadne dotychczasowe analizy nie próbowały się skupić na deklocyzacji samego narzędzia. Winą obarczyć należy gramatyki języków europejskich, gramatyki wyrosłe z gramatyk klasycznych.

Nie koniec na strukturze. Istnienie znaku w języku jest, jak sądzę, odzwierciedleniem przed-(lub po-)językowego przekonania, że znakowi odpowiada jakiś rzeczywisty obiekt (niezależnie od statusu ontycznego tego obiektu i niezależnie od tego, co mamy na myśli mówiąc, że czemuś on odpowiada). Istnienie rzeczownika jest związane z niejawnym założeniem, że istnieją rzeczy [ 4 ]. Sytuacji nie zmienia, w moim przekonaniu, proponowane przez Quine’a przekształcenie wyrażenia rzeczownikowego w predykat (np. zamiast mówić „królik" mówilibyśmy „coś, co królikuje"). Przekształcenie takie nie zmienia zasadniczo struktury ontologicznej przedmiotu, o którym mowa. Predykaty można orzekać tylko o pewnych indywiduach. Poza tym sam predykat ma strukturę zamkniętą.

Istnienie zdania, a więc uporządkowanego według pewnej reguły gramatycznej ciągu znaków zakończonego kropką, jest z kolei związane z założeniem, że istnieje jakaś sytuacja, jakiś fakt, czy jakieś zdarzenie, które przebiega w czasie [ 5 ]. Czyż nie z takiego założenia wychodzi zarówno Arystoteles jak i wczesny Wittgenstein? Bezkrytycznie ufamy przecinkom i wykrzyknikom. Jakaś rzecz, jakaś sytuacja, jakiś fakt, jakieś zdarzenie są na gruncie naszej kultury pewnymi zaklętymi całościami. Osobowość sokratyczna, a jestem przekonany, że w każdym Europejczyku jest coś z Sokratesa, ma skłonność do czynienia takich abstrakcji i do takiego porządkowania. Do tej postawy zmusza zarówno język jak i cała kultura, w którą jesteśmy wrzuceni.

Jedną z głównych myśli późnego Wittgensteina można sprowadzić do tezy, że metafizyka jest cieniem gramatyki [ 6 ]. Peter Hacker [ 7 ] zauważa na przykład, że „(...) szeroko rozprzestrzenionym źródłem zamętu jest nasza skłonność do poszukiwania podmiotów ontologicznych. Pojęcie wyrażenia rzeczownikowego, którym się posługujemy, jest skonstruowane według wzorca nazwy podmiotu ontologicznego. Stąd poszukiwanie podmiotu dla każdego rzeczownika staje się naturalną skłonnością, która wzmaga się, gdy ubieramy nasze filozoficzne, pojęciowe pytania w formę pytań o byty, na przykład: czym jest długość? co to jest znaczenie? co to jest liczba? Zamiast: co jest wyjaśnieniem znaczenia?, jak mierzy się długość? jak używa się wyrażeń liczbowych?". Trop Hackera jest dobry, choć można by postawić kropkę nad „i", czego nie uczynił omawiany autor, i wyeliminować z pytań słowo "co?", które zawsze w jakiś sposób wyznacza ontologię odpowiedzi.

Wydaje mi się, że nie ponosimy jednak winy za skłonność, która niepokoi cytowanego autora. Język nie jest nam dany po to, aby nas mamić i sprowadzać na metafizyczne manowce [ 8 ]. Według językoznawców kognitywnych, takie wyrażenia jak metafory stanowią istotny, jeżeli nie podstawowy element języka. Co więcej, posługiwanie się językiem metaforycznym jest konieczne zawsze tam, gdzie nie mówimy o stanach rzeczy, których doświadczamy bezpośrednio. George Lakoff i Mark Johnson [ 9 ] wyodrębniają tzw. metafory ontologiczne. Są to te wyrażenia, które czynią przedmiot z czegoś, co faktycznie przedmiotem nie jest, np. lęk, nadzieja, inflacja, liczba, zamęt, rzeka, proces, początek, zmysł, itd. Z innych pobudek i zapewne ze względu na inne cele, wypowiadał się na temat rzeczowników Tadeusz Kotarbiński [ 10 ]. Według niego możemy, oczywiście, używać słów takich jak „naród" czy „społeczeństwo", wolno nam to jednak robić, o ile nie sądzimy, że istnieje jakiś byt metafizyczny będący desygnatem słowa „naród" czy „społeczeństwo".

Historia filozofii obfituje w „totność". Być może jedność jest podstawowym doświadczeniem filozoficznym, jak chce tego Etienne Gilson [ 11 ]. A może chodzi o pewien nałóg, o ślepą miłość, która nie jest już umiłowaniem mądrości, ale umiłowaniem a-to-mu. Jeżeli ta miłość jest ślepa, to towarzyszyła nam już od starożytności, od Sokratesa pojęć ogólnych, przez platońskie idee, arystotelesowskie formy, chrześcijańskiego Boga i chrześcijańską duszę, kartezjańskie cogito, humowskie impresje i idee, kantowskie kategorie, fregeowskie funkcje i zbiory, aż po wittgensteinowskie fakty. To jest prawdą, a tamto jest fałszem. To jest czerwone, a tamto jest przyczyną owamtego. Podejrzewam, że nie tylko tradycyjna metafizyka jest „teatrem pudełkowym" [ 12 ]. „Rzeczopochodność słów" [ 13 ] można odnaleźć w większości współczesnych dyskursów, także w filozofii analitycznej, a przynajmniej tych jej dziedzinach, które opierają się na atomizmie logicznym Russella czy Wittgensteina.

Z jednej strony istnieje ciągłe zagrożenie od strony słówka to, które może być synonimem na przykład dla nazwy x, z drugiej — mimetyczny schemat, zafundowany jeszcze przez Sokratesa, Platona i Arystotelesa [ 14 ]. Formułę "istnieje takie x, że (x jest P i x jest Q)" można bowiem interpretować następująco: "istnieje taki przedmiot, który jest nosicielem cech P i Q" (perspektywa ontologiczna) albo "istnieje rzecz sama w sobie, nieuchwytne Iks, które jawi się w postaci fenomenów P i Q" (perspektywa epistemologiczna).


1 2 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Źle sformułowane pytanie
Wittgenstein: Dwie filozofie języka


 Przypisy:
[ 1 ] Raz Dwa Trzy, „Nazywaj rzeczy po imieniu", w: (lub też na:) Trudno nie wierzyć w nic, Polskie Radio, 2003.
[ 2 ] To, że pewne elementy języka naturalnego narzucają nam solipsyzm, jest tematem na zupełnie odrębną pracę. Warto tylko zaznaczyć, że pewne rozstrzygnięcia epistemologiczne są możliwe na gruncie samego języka, anglojęzyczne thing (rzecz) i think (myśleć) mają prawdopodobnie ten sam źródłosłów (analogicznie niemieckie Ding i denken). W języku polskim, jak się zdaje, analogicznie można mówić o tym, że istnieją o-rzecz-enia.
[ 3 ] Mowa o językach naturalnych europejskiego kręgu kulturowego.
[ 4 ] A może jest odwrotnie?
[ 5 ] Patrz: poprzedni przypis.
[ 6 ] "Metafizyka jako cień gramatyki", red. A. Chmielewski i A. Orzechowski, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocła 1996.
[ 7 ] Ibidem, „Ludwiga Wittgensteina późna koncepcja filozofii", str. 36.
[ 8 ] Choć Piotr Damiani, średniowieczny myśliciel, upierał się, że gramatyka jest dziełem szatana.
[ 9 ] George Lakoff, Mark Johnson, „Metafory w naszym życiu", PIW, 1988.
[ 10 ] Tadeusz Kotarbiński, „Humanistyka bez hipostaz", w: „Myśl filozoficzna", nr 3, 1952.
[ 11 ] Etienne Gilson, „Jedność doświadczenia filozoficznego", Intytut Wydawniczy PAX, 1968, str. 214 i nast.
[ 12 ] Theodor W. Adorno, „Dialektyka negatywna, pojęcie i kategorie", w: „Dialektyka negatywna", PWN, Warszawa, 1986.
[ 13 ] Ibidem.
[ 14 ] Nie wolno jednak zapominać, że filozofia grecka potrafi się bronić sama. Zwłaszcza jeżeli nie czyta się jej poprzez gramatyki połacińskie i kategorie scholastyczne. W ciekawy sposób, choć nie zniewalający, zajął się tym zagadnieniem np. Martin Heidegger (M. Heidegger, „Czas światoobrazu", w: „Budować, mieszkać, myśleć", Czytelnik, Warszawa, 1977).

« Teoria poznania   (Publikacja: 04-04-2004 Ostatnia zmiana: 11-03-2011)

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Marcin Orliński
Ur. 1980. Poeta, krytyk literacki. Doktorant w Instytucie Badań Literackich PAN. Absolwent filozofii na Uniwersytecie Warszawskim. Laureat wielu ogólnopolskich nagród literackich. Stypendysta Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w dziedzinie literatury. Wydał tomy wierszy Mumu humu (Kraków 2006), Parada drezyn (Łódź 2010) oraz Drzazgi i śmiech (Poznań 2010). Publikował m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Tygodniku Powszechnym”, „Przekroju”, „Twórczości”, „Odrze”, „Akcencie”, „Kresach”, „Toposie” czy „Bez dogmatu”, a także w kilku wydawnictwach zwartych. Mieszka i pracuje w Warszawie.
 Strona www autora

 Liczba tekstów na portalu: 6  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Świętuję, ale bez Boga
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 3355 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365