Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
164.081.481 wizyt
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7324 tekstów. Zajęłyby one 28895 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Koronawirus z Wuhan to
wiele hałasu o nic
sezonowy problem
lokala epidemia
globalna epidemia
  

Oddano 747 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Nasiona wiedzy mają być siane w samotności, lecz muszą być kultywowane publicznie."
« Społeczeństwo  
Dwa listy do Andrzeja Koraszewskiego [2]
Autor tekstu: Józef Kuśmierek

Kiedy taka grupa się ukonstytuuje, wyda oczywiście oświadczenie, co jest zwykle początkiem lawiny kolejnych „oświadczeń", „stanowisk" i „protestów". Jeszcze jedno spostrzeżenie. W okresie organizacyjnym taka grupa otacza się szczelną tajemnicą. W państwie policyjnym jest to bzdura i historycy powinni wiedzieć, że o organizowaniu takiej grupy najpierw wie policja, a potem dowiaduje się społeczeństwo. Ta konspiracja nie ma na względzie wyłącznie własnego bezpieczeństwa. U kolebki takiej grupy tkwi nieuświadomiony sobie zamysł dobrania sobie wyłącznie odpowiednich ludzi... Jeśli ktoś wciśnie się do takiej grupy w trakcie jej organizacji, ma szansę pozostanie w niej, jeśli nie, to później może pozostać zwolennikiem, jej kibicem, ale dostać się do środka nie może. Nie kierując się uprzedzeniami w wybieraniu pewnych zjawisk jako obiektu obserwacji, z przerażeniem muszę stwierdzić, iż podobnie rodzą się grupy w kręgach władzy, w ścisłych kręgach PZPR. Podobnie jest z kręgami Episkopatu. Betonowanie tych grup, uparte trwanie przy raz sprecyzowanych poglądach jest przerażające. Toczące się wokół życie, fakty i zdarzenia odbijają się o te betony bez szans zmiany poglądów ich kierowniczych grup, czy chociażby ewolucji tych poglądów. Określenie „beton" pasuje nie tylko do scharakteryzowania kręgów władzy. Efektem jest zaskoczenie, wielkie rozczarowanie… i wybuch zazdrości: jak to, my tacy mądrzy, tacy kompetentni i mielibyśmy się mylić.

Bawi mnie zaskoczenie i przerażenie wynikami wyborów. Złudzenia co do tych wyników są miarą ich oderwania od rzeczywistości. Wiadomo było, że takie wybory muszą być plebiscytem, a w tym plebiscycie władza nie miała ani jednego pozytywnego faktu, by go w propagandzie wyborczej sprzedać. Tkwiła w zakłamaniu, tkwiła w niezrozumiałym dla mnie złudzeniu, że te oklaski zbierane przy różnych okazjach są dowodem uznania i poparcia. Socjologia już dawno rozszyfrowała zjawisko oklasków. Klaszczę, bo klaszczą inni, klaszczę ale wiem swoje.

Groźniejsze od zaskoczenia władz jest zaskoczenie opozycji. Opozycja nie spodziewała się takiego sukcesu, a już najgorsze, że nie jest przygotowana do udźwignięcia tego sukcesu. Absolutnie, ale to absolutnie nie przygotowana.

Dobrym pomysłem było powołanie Komitetu Obywatelskiego. Pal diabli technikę doboru ludzi do tego Komitetu. Można było się łudzić, że taki komitet będzie się starał rozszerzyć swoje wpływy, umocnić swoje znaczenie. Tymczasem Komitet zamknął się w sobie, przyjął na siebie ciężar i odpowiedzialność reprezentowania społeczeństwa… i nic nie zrobił, aby je naprawdę reprezentować. Komitet przy Lechu Wałęsie powinien dać sygnał, zachęcić do samoorganizowania się opozycji w coś konkretnego, w coś co by wykraczało poza ramy „precz z komuchem".

W wyniku oddolnego parcia powołało się kilka takich lokalnych komitetów. Oczywiście uczestnictwo w tych komitetach było wynikiem indywidualnych ambicji, snobizmu, a nie zdolności do konkretnego działania, ale...

Komitet Centralny przy Wałęsie traktował powstawanie tych komitetów podejrzliwie, ba, wrogo. Każdy nowy komitet traktowany był jak konkurencja, jak grupa rozłamowa czy opozycja wobec komitetu Lecha. Życie zmusiło w końcu do „przyjęcia do wiadomości" zaistnienie tych komitetów ale zrobiono wszystko, aby stały się one delegaturą Komitetu Centralnego, która najpierw musiała być lojalna wobec centrum a dopiero potem, ewentualnie, nieśmiało wysuwać swoje „terenowe" propozycje.

Znów dygresja. Podobny błąd popełnił KOR kiedy stał się instytucją polityczną, podobnie działo się z DiP-em Bratkowskiego, co już było niewybaczalne i niezrozumiałe. (...) Na domowy użytek nazywam to „centralizmem psychologicznym". Zachowanie centrali KOR-u było właśnie takie, żeby nikt broń boże nie wyszedł przed orkiestrę.

Panie Andrzeju, nawet tak samodzielna dzielnica jak Pańska Wielkopolska nie wyzbyła się tego narzuconego sobie uzależnienia od centrali. Miałem mieć w 1979 roku prelekcję w Poznaniu. Wystarczyłby jeden adres, abym sam zorganizował to spotkanie, oczywiście przy pomocy poznańskich opozycjonistów. Nic z tych rzeczy. Spotkanie od A do Z organizowała Warszawa i skończyło się na złapaniu mnie na poznańskiej ulicy, wepchnięciu do samochodu i odwiezieniu do domu. I tak miałem szczęście.

Ileż ja czasu straciłem na próżno, by pogodzić „Solidarność" poznańsko-wielkopolską z „Solidarnością" Cegielskiego. Nie udało się tego do końca zrobić ani mnie, ani nikomu. Gdyby w Poznaniu istniała już wcześniej zakorzeniona struktura KOR-u byłaby tą pierwszą strukturą przywódczą wystarczającą na pierwszy ogień. Powracam do tego, bo takie samo zjawisko konkurujących ze sobą „Solidarności" obserwowałem w czasie tych ostatnich 44 dni podróży po Polsce. Zjawisko żałosne samo w sobie, ale groźne w momencie tego zaskakującego (dla kogo?) zwycięstwa „Solidarności" 4 czerwca.

Psioczę na korowców, ale sam przyznaję, że jest to jedyna grupa, która ma się czym pysznić. Ostatecznie to oni byli i pozostaną tymi ojcami-pobudzicielami olbrzymich mas społecznych, które popadały w coraz groźniejsze odrętwienie. Tak, korowcy mają prawo być pyszni, mimo, że ta pycha im szkodzi, ale DiP?

DiP był bardzo potrzebny. Olbrzymia część kadry inżynierskiej a także spore grupy kadry menadżerskiej, opierając się na własnych doświadczeniach, obawiały się przyszłości. Powołanie DiP-u było potrzebą chwili, zamówieniem społecznym. Chwała Bratkowskiemu i kilku osobom z jego otoczenia, że dostrzegli to zamówienie i je zrealizowali. Niestety technika powołania tej tak potrzebnej instytucji była taka sama jak innych powstających wówczas grup. Zebrała się grupa znajomków, wśród nich wielu teatrologów, muzykologów, socjologów i dziennikarzy ze skłonnością do publicystyki i awersją do faktów. Takie DiP-y powinny były powstać we Wrocławiu, Gdańsku, Poznaniu, w każdym województwie i w każdym większym mieście. Tam, tylko tam zdobyć można było to negatywne doświadczenie, tam i tylko tam trzeba było poszukiwać rozwiązań na przyszłość, a nie w kręgach wspaniałych warszawskich pięknoduchów, upojonych jak narkotykiem własnej ważności. Tylko tam, w terenie — jak się pogardliwie Polskę nazywa — można było szukać rozwiązań wolnego obrotu płodami rolnymi, tego węzła gordyjskiego naszej ekonomii. Tam można było znaleźć rozwiązanie na różne typy własności jako podstawy pluralizmu. Sam z doświadczenia wiem jak z takich grup, które zajmują się konkretami, samoczynnie wyłączają demagodzy, nawiedzeni, czy kandydaci na idolów politycznych. W konkretnym działaniu ludzie ci zrzuciliby z siebie balast strachu, ogólnej niemożności, uzyskiwaliby wiarę w siebie. Te grupy w Warszawie to była elita intelektualna narodu. Tak to był kwiat naszej inteligencji, ale był to… tylko bukiet umieszczony w wazonie. Bukiet kwiatów odciętych od korzeni.

Jeśli nie utworzono terenowych Komitetów Obywatelskich w połowie 88 roku, to należało to bezwzględnie zrobić pierwszego dnia obrad przy okrągłym stole. Ostatecznie koalicja rządowa miała swoje oparcie w komitetach, w swoich strukturach i nie raz blokowała obrady okrągłego stołu argumentem, że ich baza takich rozwiązań nie zaakceptuje. A gdzie była baza Lecha Wałęsy?

Odrzucając koncepcję spiskowej teorii dziejów, a więc i odrzucając — nie bez zastrzeżeń — rolę prowokatorów, zakładam, że te powołane ad hoc, na hurra, powołane po 17 kwietnia terenowe komitety obywatelskie, będące jednocześnie sztabami wyborczymi, są autentyczne. Tą autentyczność miała podbudować otwarta ingerencja kleru przy powoływaniu tych komitetów. Ta ingerencja kleru w niektórych lokalnych przypadkach jest dziś — trzy dni po wyborach — ostro krytykowana przez oficjalną „Solidarność". Weźmy chociażby błogosławieństwo prymasa Glempa dla Świtonia na Śląsku i biednego Siły-Nowickiego w Warszawie. Otwarte potępienie przez biskupa radomskiego kandydata z drużyny Wałęsy i agitowanie na rzecz własnego kandydata… też z „Solidarności"...

I jeszcze jedna dygresja z tej podróży zakończonej 3 czerwca. Mamy w każdym mieście, w każdym województwie po kilkanaście „Solidarności" zblokowanych na razie w jeden blok wyborczy, które jednak skoczą sobie do gardła o prawo dzierżenia tego sztandaru. Ideologia w tych podziałach nie odgrywa żadnej roli, musiałbym kolejne strony poświęcić, by streścić Panu te zaobserwowane przeze mnie konflikty wywołane narzuceniem kandydatów z drużyny Wałęsy, bez pozorów konsultacji. To było sponiewieranie lokalnego honoru. Jakże wymowną jest anegdotka: kandydat z drużyny Wałęsy miał spotkanie wśród chłopów, wybitny historyk literatury. Dużo gadał o pluralizmie, podmiotowości itp. W pewnym momencie znudzony chłop przerwał: panie senator, kończ pan, bo gdyby krowa nosiła znaczek „Solidarność" to my będziemy głosowali na krowę".

Ten następny etap, który tak mnie interesował, jest już etapem bieżącym. Będzie to etap wielkiego rozczarowania — przecież ludzie głosowali na nadzieję, a tych nadziei nikt nie jest w stanie spełnić. Co będzie potem? To wielkie strategiczne zwycięstwo, jakim są wybory zostanie roztrwonione w małych taktycznych klęskach."


1 2 

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Dylematy społeczeństwa obywatelskiego
Wartości kultury świeckiej

 Dodaj komentarz do strony..   


« Społeczeństwo   (Publikacja: 05-03-2005 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 3977 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365