Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
147.153.050 wizyt
Ponad 1060 autorów napisało dla nas 7282 tekstów. Zajęłyby one 28737 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Korea Północna zaatakuje
w 2018 r.
w ciągu kilku lat
nie zaatakuje
  

Oddano 3397 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
(..) istnienie Boga jest z pewnością problematyczne, i bez błędnego koła nie można dowodzić istnienia Boga na podstawie jego domniemanych objawień, ponieważ wiarygodność twierdzeń o objawieniach wymaga wykazania, że są to rzeczywiście objawienia Boga.
« Felietony i eseje  
Sarmacki Żul [1]
Autor tekstu:

W rozwoju cywilizacyjnym każdego kraju ogromną, jeśli nie decydującą rolę ogrywają elity intelektualne. Kulturotwórcze i opiniotwórcze. Niestety mechanizm generacji elit w Polsce jest od paru wieków zainfekowany śmiertelną chorobą. Ona właśnie doprowadziła do upadku i wyeliminowania z mapy politycznej Europy jednego z największych terytorialnie państw, jakim była pod koniec XVIII wieku Rzeczpospolita, obszarowo niewiele mniejsza niż obecna Unia Europejska.

Warto odnotować, że w tej ostatniej przy najważniejszych głosowaniach obowiązuje prawo weta.

Za tragedię rozbiorów nie wińmy sąsiadów. Kilkunastomilionowy kraj miał operetkową armię liczącą zaledwie 12000 żołnierzy, w której oficerską i generalską rangę mógł sobie kupić każdy obwieś. Pod koniec XVIII wieku, gdy Prusy i Rosja miały pod bronią dokładnie dwadzieścia razy więcej żołnierza (każde z osobna), zaledwie co dziesiąty szlachcic gotów był w obronie ojczyzny wyciągnąć szablę.

Dla wielu historyków nie ulegało i nie ulega wątpliwości, że rozbiory Polski posiadały moc prawną. Podpisywali je przecież wybrani w demokratycznych wyborach reprezentanci narodu. Szlacheckiego oczywiście. Reszta, czyli prawie 90% społeczeństwa wówczas się nie liczyła. Chłopi pańszczyźniani, mieszkańcy nielicznych miast, w których żyłach płynęła głownie cudzoziemska krew, żydzi — stanowili dla Panów Braci mierzwę. Panowie Bracia chcieli mieć innych władców. Chcieli, to i mieli. Na całe 130 lat. Niektórzy na zmianie suwerenów nawet się nieźle obłowili. Dobrowolne rozkawałkowanie wielkiego państwa pomiędzy najbliższych sąsiadów za pełną zgodą i przyzwoleniem jego elit, w dziejach powszechnych nigdy chyba nie miało miejsca. Należy też wziąć pod uwagę, że zaledwie co dziesiąty szlachcic gotów był wyciągnąć szablę w obronie Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. A że szlachta stanowiła około 10% ówczesnego społeczeństwa, wiec wnioski sami wyciągnijmy. Hierarchowie Kościoła poza paru powieszonymi przez zrewoltowany warszawski motłoch szybko też z zaborcami znaleźli płaszczyzny porozumienia. Nie przeszkadzało im, że byli prawosławnymi lub protestantami. Dziwić się tylko należy zmowie pedagogów w II i III Rzeczypospolitej oraz, co jest zaskakujące — również PRL-u, nauczających szkolną dziatwę historii. Dla nich poczet królów Polski kończył się zawsze i nieodwracalnie na nieudolnym kochanku carycy Katarzyny II. O tym, że prawowitymi władcami krainy ze stolicą w Warszawie byli po nim jeszcze Aleksander i Mikołaj, dzieci się nie naucza. Podobnie jak i o tym, że w Petersburgu krzesło tronowe ostatniego polskiego króla przerobiono na… bidet dla carycy Wszechrosji. Carowie byli wybierani przez polskie sejmy na królów zgodnie z obowiązującym prawem. Wybory rosyjskich carów na królów Polski były uznawane przez państwa europejskie, Meksyk, Stany Zjednoczone.

Owiany sławą, utrwalony w artystycznym przekazie czyn zbrojny jest elementem narodowego etosu. Sławieniu konnej szarży w rozległej dolinie hiszpańskiej sierry, garstki szukających guza napoleońskich najemników, powinna towarzyszyć nieco głębsza refleksja. Nie jest ważnym, że parę przedpotopowych dział, przeciwko którym gnali na końskich grzbietach szwoleżerowie, obsługiwały głównie kobiety i podrostki. Szwoleżerowie należeli do formacji elitarnych w armii Napoleona. Służyli w nich synowie elit Rzeczypospolitej.

Tych samych elit, o których pewien pruski generał miał zdanie raczej wyrobione: "Ich nikczemne obyczaje państwowe i niezmierzona lekkomyślność szły ręka w rękę i w ten sposób pędzili w przepaść. Na długo przed podziałem Polski Rosjanie czuli się tam jak u siebie w domu — pojęcie niepodległego, odgraniczonego z zewnątrz państwa już nie istniało i było rzeczą najpewniejszą, że Polska, gdyby nie uległa rozbiorom, stałaby się prowincją rosyjską… Żądać jednak, aby utrzymanie jakiegoś państwa było troską tylko sił zewnętrznych, to doprawdy zbyt wiele" (Carl von Clausewitz, O wojnie, Lublin 1995, s. 449, 450).

W wieku dojrzałym zdecydowana większość uczestników szarży wiernie służyła rosyjskim carom, gospodarząc na rodzinnych włościach. W Powstaniu Listopadowym raczej udziału nie brali. Zdecydowała nie tylko biologia. Dowódcę spod Somosierry pochowano w Małym Belsku pod Grójcem a nie na katordze. Najwyższy czas, aby sine ira et studio uświadomić sobie, że pożal się boże "elity" III RP są w znaczącej części nader kontrowersyjnej proweniencji. Znacząco to rzutuje i długo jeszcze będzie rzutowało na ich jakość.

W którym to z demokratycznych krajów świata zaliczano by do elity władzy osobników będących w niezbyt odległej przeszłości płatnymi agentami tajnych służb utrwalających dominację nad własnym krajem sąsiedniego imperium. Obecny Wielki Brat traktował też nader instrumentalnie lokalnych “wojowników o wolność”. Ich bohaterskie czyny polegające głownie na wypisywaniu sprayami na murach i płotach różnych sloganów miały swoją cenę. Nb. bardzo umiarkowaną. Stosowne wynagrodzenie wypłacano w walucie wymienialnej. 10 USD za „PRECZ Z KOMUNĄ”, a 20 USD za „PZPR PŁATNE PACHOŁKI MOSKWY” plus 100% premia, jeśli napis pojawiłby się na murach K.C. lub w innym miejscu o zwiększonej oglądalności.

Solidarnościowa rewolucja w PRL-u kosztowała amerykańskiego podatnika zaledwie parę dziesiątków milionów dolarów. Miesięczne zyski działających w III RP światowych kontrolowanych przez Amerykanów koncernów są obecnie dużo większe.

SOLIDARNOŚĆ jako ruch rewindykacji praw społecznych i narodowych przeszłaby do historii przez duże H. NSZZ SOLIDARNOŚĆ zaś wcześniej czy później znajdzie się na tam gdzie już się znajduje. Zadecydowała o tym ani nie klasa robotnicza, ani nie chłopi, ani nie lud pracujący miast i wsi. To nie przez elity władzy i opozycji ucztujące w Magdalenkach i nie przy Okrągłym Stole został wyznaczony kierunek przemian Priwislanskogo Kraja mimo, że taka wersja adresowana do miłośników telenoweli o niewolnicy Izaurze nadal obowiązuje. Wszystko też wskazuje na to, że został on wytyczony dużo wcześniej a decydenci nie posługiwali się w czasie negocjacji językiem polskim. W Moskwie i w Waszyngtonie ten język jest prawie nieznany. Nasze pożal się boże “elity” otrzymały tylko zadanie do wykonania. Za godziwym wynagrodzeniem oczywiście. Z zadania się wywiązały. Dlatego są dziś bezkarni członkowie tych "elit" zajmujący czołowe miejsca w rankingach najbogatszych. To nie tylko ex-nomenklatura skutecznie unika płacenia podatków. Ci ludzie też są bohaterami różnego rodzaju afer „przekrętowych”, prania brudnych pieniędzy, handlu bronią, narkotykami. Ich związki z najróżnorodniejszymi mafiami już nikogo nie dziwią.

Posłowie, senatorowie, prokuratorzy, sędziowie, prezesi, generalni dyrektorzy. Biskupi i prałaci. Jednym słowem elity. Ludzie z dyplomami najlepszych nie tylko polskich uczelni. Niektórych tych mniej sprytnych zdołano już osądzić. Bagsików, Grobelnych, Gawroników, Kolasińskich, Baranowskich na Wiejskiej są całe czambuły. Oni to właśnie wprowadzają nas do Europy. Mamy wiele przykładów ludzi, którzy ongiś robili błyskotliwe kariery, jako członkowie partii komunistycznej. Dziś plując za siebie z zamkniętymi oczami pozwalają łaskawie zaliczać się do kręgów opiniotwórczych i elit intelektualnych. Podobne zjawisko dotyczy inteligencji technicznej i ekonomicznej. Nader liczni jej przedstawiciele zasilali przecież szeregi partyjnej nomenklatury, w której zasadniczym gwarantem karier była dbałość o gospodarczo-imperialne interesy Związku Sowieckiego. Moje pokolenie zna pojęcie burżuazji kompradorskiej. Formacji, która w dawnych krajach kolonialnych wiernie służyła interesom kolonizatorów. Obecnie zbliżoną pozycję zajmuje dość niestety liczna grupa polskich naukowców, ekonomistów, techników, polityków wiernie i gorliwie służących interesom obcych organizacji finansowych i koncernów, wśród których Gazprom wcale nie jest największy i najbardziej drapieżny. Ludzie ci w pełni chyba zasługują na miano inteligencji kompradorskiej.

Wnuk Aleksandra Świętochowskiego, profesor jednego z amerykańskich uniwersytetów, przewidując wyniki unijnego referendum w kraju ojców dobitnie stwierdzał, że jego rodacy będą musieli dokonać wyboru pomiędzy dżumą a cholerą. I dokonali. Mając w pamięci grzechot katyńskich kości z stepową dżumą mierzyć się już nie chcieli. Zjednoczona Europa musi się jednak porozumieć z Moskwą, będąc coraz bardziej uzależnioną od importu mediów energetycznych z obszarów dawnego ZSRR.

Nazwa Polanie, zdaniem profesor filologii Anny Parzymies ma… chiński rodowód i oznaczała przy właściwym odczytaniu hieroglificznego znaku Po-Lań koczujących u stóp Ałtaju barbarzyńców, niezajmujących się hodowlą jedwabnika i nielubiących płacić podatków. Zostało to nam chyba do dziś. Zachowało się też przez minione stulecia najbardziej rzekomo polskie z polskich nakryć głowy: rogatywka, ozdoba munduru formacji utrwalonej w narodowym etosie jako ułani. W języku mongolskim to „czerwoni jeźdźcy ” od koloru powiewających na końcach bojowych lanc chorągiewek. W dolinach Himalajów rogatywki noszone były do niedawna wyłącznie przez kobiety. Panowała tam poliandria — wielomęstwo.

W krajach Azji wielu historyków prezentuje zupełnie odmienną wizję dziejów powszechnych niż ta w którą nakazuje się nam wierzyć. Warto, aby powołujący się na grecko-rzymskie fundamenty europejskiej cywilizacji pamiętali, że tak naprawdę jej kolebkami był Kaukaz, Mezopotamia i dolina Nilu. W pierwszym państwie słowiańskim zorganizowanym przez kupca Samona, przy pomocy stepowych zbójów zwanych wówczas awarami, językiem urzędowym był mongolski. Tak przynajmniej twierdził tłumaczący Mickiewicza profesor Rinczen z Ułan-Bator. Od Awarów ma pochodzić nazwa Bawarii. Czcili oni Tengri - Pana Niebios. Na skórzanych napierśnikach nosili jego znak — wizerunek równoramiennego krzyża wpisanego w koło. Obecnie nazywany jest krzyżem celtyckim. Kolebka Celtów była nad Bajkałem. Do dziś jeden ze szczepów tego ludu mieszka niezbyt daleko od Moskwy. Wędrując na zachód utrwalili swój ślad w nazwach rzek: Wisły i Sanu.

W 1241 roku mongolsko-ruskie formacje stosujące najbardziej wyrafinowane na owe czasy wojenne know-how, rakiety i gazy bojowe, rozgromiły polsko-niemieckie hufce. Wykuwane wówczas braterstwo broni z zachodnimi sąsiadami przetrwało przez blisko siedemset lat. Od mieszczan Norymbergii zapożyczyliśmy strój krakowski ten z pawimi piórami przy czapce. Z Magdeburga prawne procedury organizacji miast.


1 2 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Tożsamość narodowa Polaków - krytyczna refleksja
O królu Stanisławie Auguście sine ira et studio

 Zobacz komentarze (9)..   


« Felietony i eseje   (Publikacja: 04-05-2005 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Witold Stanisław Michałowski
Pisarz, podróżnik, niezależny publicysta, inżynier pracujący przez wiele lat w Kanadzie przy budowie rurociągów, b. doradca Sejmowej Komisji Gospodarki, b. Pełnomocnik Ministra Ochrony Środowiska ZNiL ds. Międzynarodowego Rezerwatu Biosfery Karpat Wschodnich; p.o. Prezes Polskiego Stowarzyszenia Budowniczych Rurociągów; członek Polskiego Komitetu FSNT NOT ds.Gospodarki Energetycznej; Redaktor Naczelny Kwartalnika "Rurociągi". Globtrotter wyróżniony (wraz z P. Malczewskim) w "Kolosach 2000" za dotarcie do kraju Urianchajskiego w środkowej Azji i powtórzenie trasy wyprawy Ossendowskiego. Warto też odnotować, że W.S.M. w roku 1959 na Politechnice Warszawskiej założył Koło Stowarzyszenia Ateistów i Wolnomyślicieli.   Więcej informacji o autorze

 Liczba tekstów na portalu: 49  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Kaukaz w płomieniach
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 4118 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365