Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
148.914.015 wizyt
Ponad 1062 autorów napisało dla nas 7287 tekstów. Zajęłyby one 28732 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Co z Brexitem?
będzie drugie referendum
będzie początkiem końca UE
zyska na nim Wielka Brytania
ostatecznie wzmocni UE
dużo hałasu o nic
  

Oddano 321 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Zarówno historia, jak i codzienne doświadczenie dostarczają przykładów ludzi obdarzonych wielkimi talentami do interesów i działań praktycznych, którzy wszakże całe swoje życie spędzili w niewoli najbardziej grubiańskiego przesądu.
« Tematy różnorodne  
Pogoda a... imperium Czyngis chana i sprawa polska [1]
Autor tekstu:

Starodawne pomniki przedmongolskie (Chentej)Mongolię odwiedzam od lat jedenastu, starając się za każdym razem zobaczyć i poznać coś nowego. W tym roku eksplorowałem Chentej — miejsce, gdzie urodził się Temudżyn i powstało państwo Mongołów. Chciałem — tam na miejscu, znaleźć odpowiedź na pytania:

1. Czym Chentej wyróżniał się spośród innych terenów Azji Centralnej do tego stopnia, że w XIII wieku powstał właśnie tam — a nie gdzieś indziej - organizm państwowy, który zmienił historię świata?

2. Jak to było z tym Temudżynem i „co my do dzisiaj z jego przyczyny mamy"?

W eksploracji i znalezieniu odpowiedzi na pytania pomagali mi mongolscy przyjaciele: geolog Dżigdżidsuren i przyrodnik Mörön, oraz mieszkańcy odwiedzanych jurt.

*

Ajmak Chentejski dzisiaj obejmuje wschodnią część gór Chentej oraz doliny rzek: Kerulen, Onon i Uldz-goł. Jest to głównie lasostep — 1/3 ajmaku pokryta jest lasami, reszta to pastwiska, łąki kośne i ziemie orne. Na 82 tys. km ajmaku mieszka zaledwie koło 50 tys. ludzi. Są to głównie Chałchasi i Buriaci. Hodują oni 1,5 mln szt. koni, bydła i owiec.

Grzbiety górskie ciągną się tam z południowego zachodu (spod Ulaanbaatar) na północny wschód, tworząc wysokie wygięcie stanowiące dział wodny między zlewiskami Oceanu Spokojnego i Morza Arktycznego. Na wschodzie góry obniżając się przechodząc w Równinę Wschodniomongolską i znajduje się tam mongolska „depresja" o wysokości zaledwie około 500 m n.p.m. W górach Chentijn - nuruu rzadko spotyka się głębokie doliny czy pionowe skały. Szczyty sięgają tam co prawda do 1500- 2500 m n.p.m. (Asralt 2799m), ale wystające góry są stosunkowo niskie i do samego szczytu pokryte szatą roślinną. Z gór wypływa wiele rzek, po czym prawie wszystkie łączą się ze sobą tworząc wielką Selengę. Brzegi rzek stanowią ogromne powierzchnie zalewowe, porośnięte topolami, zaroślami wikliny, wiązu, czeremchy, dzikich jabłoni i licznymi krzewami. Najbardziej interesująca nas rzeka Onon ma w granicach Mongolii 300 km i zlewnię o powierzchni 30 tys. km. Rośnie tam modrzew i limba syberyjska. Główny obszar zbioru orzeszków 'cedrowych' (limby) leży właśnie w Chenteju. Niżej lasy przypominają nasze polskie puszcze, pełne grzybów i jagód. Są tam doskonałe tereny łowieckie a bobaki żyjące w Chenteju (tarbagan — najpopularniejsze zwierze łowne w Mongolii) są tam największe i mają wspaniałe, ciemnobrązowe futro. Zwierzęta te mają duże znaczenie — ich mięso jest zjadane, tłuszcz używany w lecznictwie a skóry esportowane. Chentej ma najlepszy — najłagodniejszy klimat w Mongolii i najlepsze pastwiska.

Podróż po Chenteju

zacząłem od okolicy zwanej Cencher Mangał i jeziora Hoh nuur. Tutaj 850 lat temu, u źródeł rzeki Kerulen, na brzegu zwanym Bűrgi obozowała rodzina małego Temudżyna. Dziś tylko stojący w odludnej okolicy samotny pomnik z płaskorzeźbą popiersia chana, świadczy, że właśnie tu urodził się Chan chanów.

Zapisałem w notesie — „(...) mam niesamowitą przyjemność i satysfakcję! Z czego — zapytacie? Z faktu, że tu dotarłem, że siedzę sobie przy ognisku, nad małym jeziorkiem i podziwiam okolice gdzie urodził się i mieszkał jako dziecko niejaki Temudżyn, potem zwany Czyngisem. Że rozmawiam o tamtych czasach z mieszkającymi tutaj jego pra... prawnukami… Może właśnie tu, w tym równym miejscu gdzie rozbiłem swój namiot, właśnie stała jego rodzinna jurta i tu malutki, mongolski chłopiec patrzył na szczyty gór? Potem osierocony i porzucony przez krewniaków, głodny marzył o sile i dostatku. Może to właśnie tu, na tym widocznym nieopodal wzgórzu Temudżyn zabił swego brata Bektera za to, że ten odebrał mu nędzną rybę złapaną na wędkę? Przypominają mi się różne fragmenty z "Tajnej Historii" i wymieniane tam nazwy: rzeka Matka Onon, góra Burkan Kałdun — do której się modlił, Czarny Las...

(...) ruszamy dalej. Po drodze Dżige pokazuje mi „ludzi z kamienia" — przedmongolskie kamienne posągi „rosnące" w szczerym stepie. Wieczorem docieramy do kolejnego historycznego miejsca. To właśnie tutaj wybrano Temudżyna chanem chanów i obrał on imię Czyngis — opowiada mi Mongoł. Wcześniej w krwawej bitwie pobił Dżamugę, a potem Wang-chana władcę Kareitów i jeszcze jesienią 1206 roku Dajan-chana, zostając tym samym jedynym pretendentem do władzy nad całą Mongolią. Dlatego tutaj, nad rzekę Onon zjechali odbyć churał (zjazd plemienny) wodzowie wszystkich plemion, by wybrać Temudżyna wielkim chanem Mongolii, nadając mu także tytuł kaan, przysługujący cesarzowi Chin. I tak to w Chenteju powstało państwo mongolskie...

Na odpowiedniej stronie otwieram książkę -"Tajną Historię Mongołów", mój przewodnik po tamtych czasach. Napisano tam tak: — "...zebrano się w roku tygrysa u źródeł Ononu, zatknięto w ziemie biały buńczuk i tam nadano Czyngisowi tytuł chana. Tamże został Mukalemu nadany tytuł go-onga i wysłano Dżebego na wyprawę wojenną..." I zobaczcie — teraz w tym samym miejscu ja jestem i rozbiłem tu swoją „jurtę".

W ciemnościach słyszę rżenie koni. W świetle ogniska widzę stojące w strzemionach charakterystyczne postacie w chałatach i szpiczastych czapkach. Nie, na szczęście to nie groźni wojownicy chana przyjechali do mnie w odwiedziny a pasterze z pobliskiej jurty. Trzeba nastawić caj i ich ugościć...

(...) powtórnie docieramy do rzeki Onon. Jest tu już wielka jak Wisła pod Wyszogrodem. Poziom wody wysoki, a mętna woda niesie pełno błota. Brzeg to wysoka, nieustająco podmywana skarpa po której (i pod którą) strach chodzić bo grozi zarwaniem. Na przeciwległym brzegu łozy ciągną się kilometrami . Są gęste i zalane wodą. Jakim sposobem Dżige znajduje drogę w tej dżungli i dociera do miejsca przeprawy promowej — nie mam pojęcia?

Konstrukcję promu stanowią dwie wielkie łodzie pospawane ze stalowej blachy. U góry są one połączone pomostem ze zmurszałych desek, na który wjeżdża samochód. Po stalowej linie łączącej oba brzegi rzeki ślizga się bloczek zaczepiony do słupa na środku promu. Chytra konstrukcja powoduje, że gdy ustawimy oba kadłuby promu pod niewielkim kątem do nurtu rzeki, to parcie wody na nie powoduje samoczynne przesuwanie się promu ku drugiemu brzegowi. Nic nie musimy robić. Ot coś z latawca. Proste i skuteczne.

Mamy szczęście bo prom stoi po naszej stronie. Nie ma tu żadnej obsługi. Musimy samodzielnie przeprawić się na drugi brzeg. Najpierw zbieramy w okolicy wszystkie drągi by po nich wjechać samochodem na platformę tego promu-tratwy. Potem odczepiamy i uruchamiamy katamaran, który sam płynie pod przeciwległy brzeg. Jeszcze trzeba zrobić zjazd z promu na brzeg i jedziemy dalej.

Wieczorem docieramy do rzeki Bałż. Przepiękne miejsce na biwak, tylko te komary...Ratuje mnie dym z ogniska i szczelny namiot, bo wszystkie polskie repelenty nie działają...

(...) znad Ononu wracamy nad rzekę Kerulen. Po drodze gubimy drogę w wielkiej, śródgórskiej kotlinie i jeszcze na dodatek zagrzebujemy się w bagnie. Pół dnia zaszło nam na uwolnieniu samochodu z pułapki. Drugie pół na przedarciu się przez góry do...

"Dzikie Pola"

Chentej ukazał się dla mnie światem jak z Sienkiewicza. Swobodnie mógłbym przepisać początek „Ogniem i mieczem", a konkretnie opis Dzikich Pól, Dniepru i Dniestru i byłby to niezły opis tej mongolskiej krainy. Zresztą sami porównajcie.

Z notatnika:

"[...] w Mongolii miniony rok był tragicznym dla bydła. Suchy, bezdeszczowy i tym samym ubogi w trawę — jedyną tam paszę latem i zimą. Rzeki toczyły resztki wody. Jeziora powysychały albo zamieniły się w wielkie, białe plamy soli. Przy każdym powiewie wiatru step kurzył się i w niczym nie przypominał pastwiska, raczej pustynię. Kozy jakoś sobie radziły, bo to wiadomo — zjedzą byle witkę czy liście, owce poszły wyżej w góry, gdzie było trochę paszy, ale krowy wyglądały jak szkielety. Ryczały z głodu, a często i pragnienia, bo nieliczne studnie powysychały. Jesiennych sianokosów praktycznie nie było, bo nie było co kosić...

Tak nastała tragiczna dla bydła — bo bez zapasu paszy — zima. Przyszła wcześnie i była długa. Pojawił się 'biały pomór' — wygłodniałe, wycieńczone szkielety bydlęce masowo padały bezskutecznie szukając pożywienia i wody. Wilki i lisy miały jedzenia w bród, ale ludzie przeżywali tragedię, patrząc bezsilnie jak ich stada dziesiątkuje głód, chłód i pragnienie.

Tak działo się na stepach całej Mongolii, ale nie w Chenteju. Tu był to kolejny rok urodzaju. Deszcze jak zaczęły padać wiosną, to regularnie zraszały stepy aż do jesieni. Step rozmókł i zamienił się w grząską kałużę.. W górach doliny zamieniły się w stawy lub bagna poprzecinane głębokimi parowami strumieni (- na wiecznej zmarzłoci woda nie wsiąka). Wyginęły tak zawsze popularne i wszędobylskie susełki, bo w swoich norkach zostały potopione wodą deszczową. Za to masowo rozpleniły się żmije i pijawki. Pojawiła się straszna plaga komarów.

Wilgotna, zielona ruń pokryła doliny i dorodna trawa porosła do niespotykanej wysokości [ 1 ]. Wspaniała pasza, poprzetykana wonnymi ziołami, sama pchała się bydłu do pyska. Nadmiar trawy i dostatek wody spowodował, że tłuste krowy ledwo łaziły z rozdętymi brzuchami. Byki wzięły się ochoczo za swoje obowiązki i krowy cieliły się masowo. Przewidywano, że w Chenteju ilość bydła w przeciągu roku podwoi się. Stada zwierząt hodowlanych obżerały się tą wspaniałością codziennie, przez cały rok, a paszy nie ubywało. Jesienią w Chenteju kosiarze ochoczo stawiali stogi z sianem w ilościach wystarczających na całą zimę.

W jurtach był dostatek mleka i mięsa. Sytość i zadowolenie gościły pod wojłokowymi dachami pasterskich domów."

Poznałem zupełnie inną, nową dla mnie Mongolię. Zobaczyłem Chentej — krainę bogatą w paszę dla bydła i żyzne ziemie. Stada wielkich, dorodnych, łaciatych krów. Więcej drewnianych chatek, mniej jurt. Przez te rzeki z łozami, lasy sosnowe i brzozowe zagajniki pełne grzybów i jagód powiedziałbym nawet, że ojczyste strony Temudżyna przypominały mi „polską" okolicę. Nawet niespotykana inwazja pijawek, które w deszczową noc oblazły mój namiot, czy masowa tu obecność żmij, też wydawały mi się takie swojskie. Nie mówiąc o komarach...

Czemu tu… czemu właśnie wtedy...?

Najprościej byłoby powiedzieć, że azjatyckie narody zmieniały swój tryb życia w wyniku przypadku lub ogólnego rozwoju. Albo że stymulacją była gospodarka i udoskonalenia techniczne. Ale czegoś takiego nie możemy doszukać się w tej stałej, stabilnej i „od zawsze" optymalnie zewoluowanej stepowej gospodarce pasterskiej. A jednak, w interesujących nas czasach zmiany zaszły właśnie na tym kawałku pasterskiego Wielkiego Stepu.


1 2 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Czyngis-chan powrócił...
Proces Kapitana Klossa i Szarika. Farsa w jednym akcie

 Zobacz komentarze (3)..   


 Przypisy:
[ 1 ] Lecąc samolotem do Mongolii podziwiałem z wysokości niespotykany — intensywnie zielony kolor ziemi.

« Tematy różnorodne   (Publikacja: 22-07-2005 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Bolesław A. Uryn
Doktor nauk przyrodniczych, jest pisarzem, niezależnym reporterem i fotografikiem. Propagator survivalu „z ludzką twarzą”, współpracuje z niemiecką JEROME Survival Akadamie. Z zamiłowania podróżnik i wędkarz, publikuje swoje teksty i zdjęcia w miesięcznikach geograficznych, turystycznych, wędkarskich, przyrodniczych, survivalowych i wojskowych. Autor licznych prac z zakresu rybactwa. Już od 10 lat jeździ do Mongolii i – w świecie jurt – jest nazywany „Boleebaatar”. Wydał książki: „Z wędką na aligatora” i „Survival z ludzką twarzą – Wyprawy do Mongolii północnej”. Prezentował w kraju i za granicą wystawy fotograficzne, pt. „Czerwone serce Australii”, „Czyngis-chan A.D.‘98”, „Shangri-La - Mongolia sercem malowana” i „Otwarcie”. Jego cykle ilustrowanych artykułów Wyprawy... i Survival... publikowane na łamach prasy, od lat cieszą się dużym zainteresowaniem czytelników. Mieszka w Olsztynie.
 Strona www autora

 Liczba tekstów na portalu: 5  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Czyngis-chan powrócił...
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 4266 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365