Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
144.790.250 wizyt
Ponad 1060 autorów napisało dla nas 7269 tekstów. Zajęłyby one 28656 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Korea Północna zaatakuje
w 2018 r.
w ciągu kilku lat
nie zaatakuje
  

Oddano 2400 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Bóg jest jedynym bytem, który aby rządzić, wcale nie potrzebuje istnieć."
 Państwo i polityka » Energetyka

Dywersyfikacja czy dywersja?
Autor tekstu:

Gdyby policzyć ostatnie artykuły prasowe, wypowiedzi polityków i programy publicystyczne w których padło słowo „dywersyfikacja" odmieniane na wszelkie możliwe sposoby, to jestem przekonany, że otrzymany wynik mógłby równać się jedynie z tym, jaki osiągnięto kilka lat temu w rezultacie powszechnego nadużywania wyrazu „korupcja". Zarówno w jedynym, jak i w drugim przypadku opisywany problem istniał na długo przed zainicjowaniem akcji informacyjnej, jednoczącej społeczeństwo we wspólnym, intelektualnym wysiłku.

Jeszcze nie tak dawno, bo dwa lata temu, najmodniejszą problematyką podejmowaną przy pisaniu prac dyplomowych była istota, zakres i środki przeciwdziałania korupcji. Pospolite ruszenie wymierzone przeciwko łapówkarstwu poskutkowało jedynie wyższym niż zazwyczaj natężeniem politycznego bełkotu, idiotycznymi pomysłami urzędników i nową kastą magistrów mogących pochwalić się mianem dyplomowanych speców od zjawisk korupcjogennych. Niestety sama korupcja zamiast zanikać, wciąż wzrasta w siłę.

Nie chciałbym być złym prorokiem, ale mam, jak myślę, uzasadnione obawy, że krucjata na rzecz „dywersyfikacji nośników energii" podzieli los swojej korupcyjnej poprzedniczki. W tym przekonaniu utwierdziła mnie szczególnie dzisiejsza (26.I.2006) debata parlamentarna poświęcona w całości tzw. bezpieczeństwu energetycznemu kraju. Pierwszą myślą, jaka nasunęła mi się podczas słuchania wypowiedzi parlamentarzystów, było niepomierne zaskoczenie liczbą wizjonerów i jakością wizji przez nich prezentowanych. Co głowa, to „lepszy" pomysł. Liga Polskich Rodzin, jak to ma w zwyczaju, skupiła się głównie na tradycyjnym pozyskiwaniu krajowych surowców energetycznych w myśl chwytliwej ostatnimi czasy dewizy: „dobre, bo polskie". Wedle postulatów ligowców rząd powinien skupić się na pozyskiwaniu nieprzebranych zasobów węgla brunatnego i gazu ziemnego, których istnienie przez piętnaście długich lat było świadomie i rozmyślnie ignorowane przez kolejne ekipy rządowe.

Okazało się bowiem, iż Polska dosłownie leży na niezmierzonych bogactwach naturalnych, lecz zamiast z nich korzystać, to bezmyślnie ciągnie gaz od „ruskich". Prawie wszystkie ugrupowania były zgodne co do tego, kto ponosi odpowiedzialność za taki stan rzeczy — oczywiście SLD, które cichutkim i przepraszającym głosikiem swojej posłanki, piszczało coś tam o odnawialnych źródłach energii. Dopiero rezolutny Krasoń bąknął rzecz o dziejach jednolitej polityki energetycznej, prowadzonej na przestrzeni 15 lat zarówno przez prawicowe, jak i lewicowe rządy — polityki opartej rzecz jasna na długookresowych porozumieniach z Kremlem.

Zaintrygowany, bądź co bądź, patriotyczną wydawałoby się postawą posłów z obozu LPR-Samoobrona-PiS postanowiłem osobiście przekonać się co do szczerości ich intencji. I tak, jak można było przypuszczać, w trzyletnim okresie liczonym do czasu głośnej afery Orlenu, kwestia bezpieczeństwa energetycznego Polski nie pojawiła się ani razu na forum publicznym. Politycy wymienionych partii prawie zupełnie ignorowali rzekome zagrożenie, jakie niesie Polsce zbyt jednostronne zaopatrywanie się w środki energetyczne. Pytania zaczęli zadawać dopiero wtedy, gdy można było na nich zbić polityczny kapitał. A przecież roczniki statystyczne, zawierające szczegółową strukturę zaopatrzenia w gaz i ropę naftową, są nie tylko powszechnie dostępne, ale — co najważniejsze — na tyle wiarygodne, że można na ich podstawie dać asumpt do merytorycznej dyskusji.

Pomijając sam fakt politycznego koniunkturalizmu, rzeczą nieodzowną w ocenie koncepcji wyznaczających nowy kształt krajowego systemu energetycznego, jest ich weryfikacja pod kątem przydatności i opłacalności. Zapewne będzie to dla Szanownego Czytelnika zaskoczeniem, ale zarówno hołubiona „dywersyfikacja dostaw", jak i dążność do zakrojonego na szeroką skalę wykorzystywania „własnych bogactw mineralnych" nie spełniają żadnego z w/w kryteriów. Moim zdaniem to właśnie jest powodem dla którego prawicowi politycy przez piętnaście lat milczeli jak zaklęci, choć doskonale zdawali sobie sprawę dzięki komu działają polskie kuchenki gazowe. Ktoś powie: „No dobra, ale przecież sytuacja polityczna ulega w miarę upływu czasu radykalnym przemianom, a to oznacza, że Kreml sprzed piętnastu lat to już nie ten sam Kreml, co dzisiaj". Nie ulega wątpliwości, że neoimperialna polityka Putina niesie pewne obawy co do ciągłości dostaw gazu, które były i mogą być użyte w charakterze narzędzia politycznego nacisku. Aby jednak przekonać się o wątłości tego argumentu, wystarczy cofnąć się w czasie do roku 1989. W tamtym okresie byliśmy uzależnieni od rosyjskich dostaw w jeszcze większym stopniu niż dzisiaj. Mało tego! Staliśmy na czele ruchu społecznego, którego perspektywicznym celem było obalenie Związku Radzieckiego; występowaliśmy jawnie przeciwko radzieckiej omnipotencji, co groziło konfliktem zbrojnym. Zakręcono nam kurek? Nie. Dlaczego? Bo takie posunięcie nie opłacało się wówczas żadnej ze stron.

Czy strach przed odcięciem dopływu gazu do jednego z większych państw Unii Europejskiej, połączonej żywotnymi interesami z Rosją, ma dziś realne podstawy? Nie sądzę. Tym bardziej, że planowany gazociąg bałtycki, biorąc pod uwagę jego przepustowość, będzie jedynie uzupełnieniem dla głównej arterii przesyłowej, przechodzącej przez terytorium Polski. Gdyby Rosjanie chcieli całkowicie pozbawić nas dostaw, musieliby jednocześnie zmniejszyć o 2/3 ilość gazu przesyłanego do pozostałych państw europejskich. Oczywiście powyższa kalkulacja zawiera w sobie sfinalizowaną budową gazociągu bałtyckiego. Jeśliby rosyjskie władze zechciały pozbawić nas gazu już dzisiaj, musiałyby zmniejszyć wielkość przepływu gazu przeznaczonego dla Europy Zachodniej o prawie 90%. Oznaczałoby to ogromne straty finansowe dla Rosji — która w praktyce większość dochodu narodowego opiera na eksporcie surowców energetycznych — ale także trudne do przewidzenia reperkusje polityczne. Nawet cyniczny i butny Putin nie może sobie pozwolić na coś takiego.

Drugą sprawą jest postulowane przez prawicę zintensyfikowanie prac wydobywczych, budowa magazynów na gaz oraz uruchomienie procesu tzw. gazyfikacji węgla, czyli przerabiania węgla brunatnego na gaz. Perspektywa uniezależnienia od dostaw zewnętrznych jest — przyznaję — dość kusząca, tak się jednak składa, że zupełnie nierealna z co najmniej trzech powodów:

a) Polskie złoża gazu są co prawda bogate i przy dotychczasowym zużyciu wystarczyłoby ich na ok. 100 lat, ale, o czym nie mówi się prawie wcale, złoża są bardzo rozproszone, umiejscowione na ogromnych głębokościach i składają się z gazu pierwotnie niezdatnego do użytku przemysłowego. Sam proces oczyszczania gazu kosztowałby niewyobrażalne kwoty, nie mówiąc już o postawieniu rozproszonej infrastruktury wydobywczej i pozyskaniu technologii umożliwiającej czerpanie gazu z pokładów znajdujących się na ekstremalnych głębokościach. Nie muszę chyba napomykać, że na dzień dzisiejszy Polska taką technologią nie dysponuje, a jej zakup przekraczałby możliwości płatnicze przyszłorocznego budżetu.

b) Gazyfikacja węgla brunatnego również jest procesem szalenie kosztownym, a na domiar złego skutkuje niemożliwą do wyeliminowania emisją substancji trujących. Jej powszechne zastosowanie na skalę przemysłową jest zabronione na mocy prawa unijnego.

c) Budowa dużych magazynów w których by przechowywano zbyt wielkie rezerwy strategiczne gazu, byłaby pogwałceniem umów rosyjsko-polskich na dostawę gazu i jednocześnie upoważnieniem dla strony rosyjskiej do natychmiastowej podwyżki cen gazu o 200%.

Zarówno każdy z osobna, jak i wszystkie trzy punkty razem, stanowią o nieopłacalności gorączkowych projektów zmierzających do uniezależnienia się od zagranicznych dostaw. Pod znakiem zapytania stoi również wieloletni projekt zakładający powstanie nitki gazociągowej „Polska-Norwegia". Jest to spowodowane ogłoszoną w 2001 roku strategią energetyczną Norwegii, która przewiduje gradualne zmniejszanie inwestycji lokowanych w przemysł wydobywczy na rzecz rozwoju nowych technologii. Na dodatek kraj ten upatruje szansę na zrównoważenie bilansu energetycznego w „podpięciu się" pod gazociąg bałtycki, więc tak czy owak uzależnienie od stosunkowo niedrogich i pewnych źródeł rosyjskich nas nie ominie. Jedynym sensownym pomysłem na przyszłość zdaje się być ten wysunięty przez SLD odnośnie systematycznej rozbudowy centrów energii odnawialnej (elektrownie wodne, słoneczne, wietrzne), która jako tania i ekologiczna jest w zasięgu naszych możliwości.

W świetle powyższych rozważań nasuwa się pytanie, czy nowopowstałe „siły patriotyczno-narodowe" dążą do dywersyfikacji, czy w rzeczywistości do dywersji energetycznej kraju. Jeśli uda im się wprowadzić swoje chybione pomysły w życie, może być tak, że...

...gdyby policzyć ostatnie artykuły prasowe, wypowiedzi polityków i programy publicystyczne w których padło słowo „dywersja"...


 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Importujmy!
Emocjonalna ręka rynku

 Dodaj komentarz do strony..   Zobacz komentarze (10)..   


« Energetyka   (Publikacja: 30-01-2006 Ostatnia zmiana: 02-06-2013)

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Szymon Inkowski
Studiuje prawo i psychologię, pracuje w jednej z większych firm ubezpieczeniowych. Jego zainteresowania ogniskują się głównie wokół historii XX wieku (zwłaszcza tematyka faszyzmu niemieckiego), filozofii i alternatywnych ruchów humanistycznych. Ma poglądy ultraliberalne, jeśli chodzi o gospodarkę, a w kwestiach obyczajowych - lewicowe. Zajmuje się także popularyzowaniem w Polsce ideologii transhumanizmu.

 Liczba tekstów na portalu: 3  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Reprywatyzacja majątków żydowskich
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 4581 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365