Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
149.664.423 wizyty
Ponad 1062 autorów napisało dla nas 7287 tekstów. Zajęłyby one 28732 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Co z Brexitem?
będzie drugie referendum
będzie początkiem końca UE
zyska na nim Wielka Brytania
ostatecznie wzmocni UE
dużo hałasu o nic
  

Oddano 608 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Korporacje religijne przedstawiają swe teksty jako jedyne źródła gwarantowanej prawdy. Dążą do minimalizacji znaczenia intuicji, wróżb, tradycji ustnego przekazu oraz jednostek obdarzonych niezwykłymi właściwościami, bo wszystko to wymyka się spod kontroli.
 Światopogląd » Ateizm i Ateologia » Historia ateizmu

Ateusz na salonach. Zarys problematyki ateizmu we Francji doby Oświecenia [1]
Autor tekstu:

Dlaczego Francuzi słuchają swoich filozofów? Co czyni ów naród tak specyficznym, że pokładał on zaufanie nie tylko w polityków i generałów lecz także, na równi, mędrców? Czyż tradycja filozoficzna krajów bliskich, bo przecież z Francją graniczących czyli Niemiec i Anglii nie jest równa, a być może i większa, niż mądrość umiłowana przez lud znad Sekwany, Rodanu i Garonny? Jak w takim razie wytłumaczyć wrażenie, że historia owych krajów w znacznie mniejszym stopniu wydaje się być określona przez poglądy filozoficzne? Możliwe, że chodzi o sytuację geopolityczną jaka wyznacza umysłowość ludzi mieszkających w tej części Europy. Kto wie czy nie działa tam jakiś nie do końca zidentyfikowany element socjologiczny, podobnie jak miało to miejsce około XVII wieku przed naszą erą na półwyspie Peloponeskim. W tej pracy nie podejmuję się odpowiedzi na te pytania. Chciałbym natomiast skupić się na jednym ze skutków opisanego stanu rzeczy. Chodzi mianowicie o zaistnienie i funkcjonowanie zjawiska ateizmu we Francji wieku XVIII.

Jak próbować rozumieć ateizm?

Problem ateizmu jako takiego pragnę rozważyć w oparciu o książkę napisaną przez rzymsko-katolickiego księdza Jana Sochonia, który z kolei swoje rozmyślania poparł autorytetem Etienne Gilsona, co, jeśli chodzi o funkcję społeczną pierwszego oraz poglądy i narodowość drugiego z nich, powinno ubarwić problem.

Po pierwsze chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że kwestia niewiary jest jedną z tych, której przez wieki ludzkość nie nauczyła się dyskutować. Obawiam się jednocześnie, że przyczyna takiego stanu rzeczy tkwi w stanowisku zwolenników wszelkich religii, którzy stają w obronie swych bóstw. Twierdzenie to brzmi autorytatywnie i co gorsza agresywnie, ale zaznaczam, że jego przedmiotem jest wyłącznie samo stanowisko, łącznie ze swoimi aspektami psychologicznymi, socjologicznymi i historycznymi. Charakter owego stanowiska pozwala zrzucić znaczną część odpowiedzialności personalnej, gdyż nie jest ono do końca dzieckiem wyboru a już zupełnie nie można powiedzieć, że jest ono przez swych współczesnych reprezentantów zrodzonym. Wiara to spadek po przodkach, dziedzictwo i brzemię kultury, nawet gdy uznamy, że u źródeł tkwi objawienie. Jest więc punkt wyjścia do rozważań o sobie samej i o niewierze. Problem pojawia się, gdy zostaje zinterpretowana nie jako początek refleksji, lecz jako jej podstawa. Przytoczę dwa cytaty: „Ateizm nigdy nie występował i nadal nie występuje jako samodzielna postawa egzystencjalna, lecz zawsze uwikłany jest w relację z religią. Twierdzi się wręcz, że pozostaje produktem chrześcijaństwa." [ 1 ] I twierdzenie następne: „Nie da się nigdy usunąć jego [ateizmu- przyp. red.] przyczyn; związane są one bowiem z samą naturą problemu. W samej naturze związków między Bogiem a człowiekiem znajdują się źródła możliwości negacji Boga." [ 2 ] Oto typowe argumenty płynące z powierzchowności. Nie jest to refleksja poszukująca, lecz wyprowadzona z poziomu zajmowanego stanowiska.

Jeśli chcemy zająć odpowiednie pozycje do prawdziwej dyskusji to należy wyjść od pierwszego, czystego wyboru, sądu: „tak czy nie?", czy bóg jest czy też żadnego boga nie ma. O ile teza przytoczona jako pierwsza postawiona jest w sposób absolutnie błędny to w twierdzeniu drugim można odnaleźć próbę powrotu do stanu pierwotnego sądu. Po pierwsze jednak, jego wartość zostaje drastycznie obniżona przez użycie wielkiej litery w pisowni słowa bóg, co odnosi do określonego wyznania, którego zwolennikiem jest autorka. Po drugie zaś pojawia się właśnie zabieg ustawienia wiary jako pierwotnego stanu w stosunku do niewiary. I właśnie tutaj pojawia się miejsce na „przepychankę" dla której nie może istnieć rozwiązanie, które uzna wiarę bądź niewiarę za pierwotną. Wyznawca boga powie, że pojęcie istoty najwyższej objawione jest człowiekowi odkąd pojawił się na ziemi. Ateista stwierdzi, że przecież kiedyś bóg dla człowieka nie istniał bo istota ludzka niezdolna była jeszcze do myślenia abstrakcji. Lecz nawet jeżeli niewierzący pójdzie dla celów „roboczych" na ustępstwo i będzie chciał uznać ową nieistność na bazie agnostycyzmu nie zaś negacji, to teista stwierdzi, że jego bóg zaczekał, aż zdolności człowieka się rozwiną i dopiero objawił swoje pojęcie. Gdy ateista dojdzie do wniosku, że to nie zmienia faktu, że brak wiary jest stanem pierwotnym to bogobojny uzna, że o człowieku jako istocie ludzkiej można, w zasadzie, mówić dopiero od momentu owego objawienia a wcześniejsze stworzenia były jedynie małpami.

W czym tkwi problem? W tym co nadbudowało się nad podstawowym zagadnieniem metafizycznym. Właśnie, wspomniane wcześniej, historyczno-kulturowe brzemię wypacza tę kwestię. Należy wrócić do pytań, na które odpowiedzią jest koncepcja boga, bądź nieistnienia boga! Jaka jest pierwsza przyczyna rzeczy? Czy świat jest zdeterminowany, czy też nie? Czy jestem wolny czy też podporządkowany? Itd. Następnie należy zestawić argumenty rozbieżnych stanowisk. Z góry odpowiem na argument teistyczny, że niezależnie od przyjętego stanowiska wszyscy posługują się spójnym i korespondującym z powodzeniem pomiędzy wykluczającymi się postawami, pojęciem boga. Oczywiście, że tak jest, ponieważ jest to pojęcie jakiegoś boga a nie jakiegoś Boga. Pojęcie to jest po prostu „zbiornikiem" na pewne odpowiedzi na pytania podobne przytoczonym powyżej. To nie owo pojęcie daje odpowiedzi na pytania pojawiające się w naszej głowie, lecz pewna grupa możliwych, na dane pytania, odpowiedzi tworzy pojęcie. Istnienie pytań wyklucza możliwość pojawienia się boga jako serii twierdzeń.

Moje rozważania odnośnie ateizmu zawarte w tej pracy inspirowane są treścią książki napisanej z punktu widzenia nie tylko osoby wierzącej lecz, jako kapłana, zobowiązanej do obrony swojej wiary. Z tego powodu mój głos może wydawać się tyradą przeciw teizmowi, pragnę jednak zaznaczyć, iż staram się po prostu, realizować koncepcję równego startu dla sprzecznych stanowisk, toteż posługuję się głównie kontrargumentami.

Wielki Architekt
Wszechświata, BlakeA oto dwa kolejne głosy, które przytacza Jan Sochoń, kolejno Gilsona i M.A. Krąpca: „(...) ateizm nie może pojawić się jako wniosek czy postulat o charakterze metafizycznym, ponieważ nie dotyka samej rzeczywistości, z założenia wykluczając z kręgu zainteresowań problematykę Boga. Ateiści nie znając metafizyki bądź pojmując ją w sposób opatrzny "pozytywistyczny", nie są w stanie prawidłowo reagować na rzeczywistość." [ 3 ] „wszelkie ateizmy, są wynikiem wadliwej konstrukcji pojęć transcendentalnych." [ 4 ] Są to argumenty, według mnie fatalne. Ateizm jako skutek niezrozumienia metafizyki i posługiwanie się błędną ontologią. Prawidłowa (bo w sposób konieczny prowadząca do Boga) metafizyka jest niektórym (nielicznym) ludziom niedostępna bądź została przez nich odrzucona. Taki argument w sposób dalece nierzetelny uniemożliwia jakąkolwiek dyskusję — „Nie możecie z nami polemizować, bo nie jesteście zdolni do myślenia prawidłowymi kategoriami." Wielkim byłoby błędem, gdyby każde ze stronnictw miało zamknąć się w swojej własnej, jedynie słusznej, metafizyce. Używając takiej argumentacji M.A. Krąpiec „wystawia się" na pytanie przeciwnika: „cóż czyni twoje pojęcie bytu prawdziwszym od mojego? Cóż jest w nim takiego, czego nie mogę poddać pod wątpliwość lub z góry odrzucić tak jak ty odrzucasz moje?"

Jan Sochoń pisząc o dowodach na istnienie boga stwierdza, iż możliwe są one jedynie w oparciu o metafizyczną analizę pojęcia bytu. Jak można jednak mówić na podstawie takiej analizy o Bogu, gdy kwestią dyskusyjną pozostaje, czy pojęcia określają w jakikolwiek sposób rzeczywistość? Jak w końcu wytłumaczyć boga, który w jednych zaszczepia możliwość wiary w siebie zaś innych owej możliwości pozbawia i udostępnia poczucie niewiary równie silne jak żarliwość jego wyznawców. Powiedzieć można, w końcu, że niewiara nie jest równorzędna z wiarą, gdyż odcięta jest od religii czy też kultu. Ateizm nie jest refleksją religijną, lecz filozoficzną, logiczno-metafizyczną, zaś niezbędnymi elementami wiary są tradycja i miłosierdzie boga. Również w takim przypadku następuje przesunięcie wagi z pytań pierwotnych na wtórne. Jeżeli zaś bóg jest rozumiany jako Bóg czyli wiara w niego tożsama jest z religią, to ateizm tym bardziej jest postawą religijną, tak samo jak w przypadku pytań podstawowych religia jest postawą filozoficzną (o ile oczywiście dopuszcza jakieś rozważania a nie jest tylko wyznaniem wiary). Charakterystycznym jest, że ostatnie przytoczone przeze mnie argumenty teistyczne nie mają na celu przekonania do stanowiska lecz uzasadnienie niemożliwości jakiegokolwiek dyskutowania z nim. To postawa zawsze godna potępienia, która jednocześnie trafnie określa kłopoty jakim musieli stawić czoła myśliciele francuscy za rządów Ludwika XV.

Nowożytne źródła

"Wątpliwości w kwestii
religii nie są czymś
bezbożnym"
Diderot

Wbrew intencjom ich autora, przyczynkiem dla nowożytnego wątpienia w istnienie Boga stają się poglądy Kartezjusza. To on ukazuje, że w istotę najwyższą można i należy wręcz zwątpić i odnieść się do jej problemu rozumowo. Rene Descartes tworzy boga filozofów, racjonalną podstawę wyjaśniania świata.

Za Kartezjuszem podąża myśl Bernarda de Fontenelle, który przyjąwszy fizykę i metodę kartezjańską pozwolił sobie jednak na odrzucenie metafizyki ojca filozofii nowożytnej.

Bezpośrednim poprzednikiem oświeceniowej refleksji w temacie wiary był Pierre Bayle, „erudyta i sceptyk, umysł zainteresowany bardziej teoriami niż rzeczami, bardziej poglądami na prawdę niż prawdą" [ 5 ], pisze o nim Tatarkiewicz. Bayle zapoczątkował dyskusję nad wiarą na dwóch kluczowych poziomach dowodzenia: metafizyczno-epistemologicznym i etycznym. „Bayle nie powiedział, że tezy o istnieniu Boga czy o nieśmiertelności duszy są fałszywe, natomiast umieszcza wiarę poza sferą rozumu. Trzeba zauważyć, że Bayle rozdzielał nie tylko religię i rozum, ale także religię i moralność. Mówiąc inaczej, podkreślał, iż wielkim błędem jest sądzić, że do prowadzenia moralnego trybu życia konieczne są religijne przekonania i pobudki. (...). I jest to zupełnie możliwe, by moralne było społeczeństwo złożone z ludzi, którzy nie wierzyliby w nieśmiertelność, czy nawet w Boga." [ 6 ] Tak rodziła się wątpliwość w umysłach filozofów, jednak jak zaznaczyłem we wstępie, specyfika owej wątpliwości tkwi w sposobie w jaki oddziałała na społeczeństwo. Tym samym muszą istnieć jakieś wyjątkowe uwarunkowania wewnątrz samej ludności oświeconej Francji.


1 2 3 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Główne myśli i postacie francuskiego materializmu oświeceniowego
O siedemnastowiecznej krytyce religii


 Przypisy:
[ 1 ] J. Sochoń, Ateizm, Warszawa 2003, s. 228.
[ 2 ] Za J. Sochoniem Z.J. Zdybicka „Problem tak zwanej śmierci boga", s.146 , Ateizm, wyd. cyt. , s. 266.
[ 3 ] J. Sochoń, Ateizm, wyd. cyt. , s. 107.
[ 4 ] Tamże, s. 110.
[ 5 ] W. Tatarkiewicz, Historia filozofii t. 2, Warszawa 2001, s. 127.
[ 6 ] F. Copleston, Historia filozofii t. 5, Warszawa 1997, s. 13.

« Historia ateizmu   (Publikacja: 27-04-2006 Ostatnia zmiana: 30-09-2006)

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Jakub Szafrański
Student filozofii UMCS w Lublinie

 Liczba tekstów na portalu: 3  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Apokalipsa według Jeana Baudrillarda
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 4731 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365