Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
145.549.714 wizyt
Ponad 1060 autorów napisało dla nas 7275 tekstów. Zajęłyby one 28687 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Korea Północna zaatakuje
w 2018 r.
w ciągu kilku lat
nie zaatakuje
  

Oddano 2819 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"
Agnieszka Zakrzewicz - Papież i kobieta
Anatol France - Bogowie pragną krwi

Złota myśl Racjonalisty:
"Naród przykuty do pilota reaguje zmianą kanału na najsłabszą nawet aktywację mózgu."
« Państwo i polityka  
RP w zwierciadle globalnych bredni [1]
Autor tekstu:

Młodemu człowiekowi wpadła w rękę Naturalna historia nonsensu Bergena Evansa, stając się dla niego jedną z kilkudziesięciu ważniejszych książek wpływających na dalsze lektury i światopogląd. Po czterdziestu latach nastąpił rozwój nauki, wzrósł poziom wykształcenia, wschodnia Europa odzyskała wolność i demokrację. Medialni mędrcy przeczą, iż „wszelki rozwój dokonuje się po spirali", a tymczasem dojrzały pan dostaje do przeczytania Francisa Wheena Jak brednie podbiły świat. I cóż ma on dziś sądzić? Że stoimy w miejscu, że zatoczyliśmy koło — czy też, że masy [ 1 ], „nie pamiętając o przeszłości, łykają stary kit w nowym opakowaniu"?

Książka F. Wheena ukazuje nagromadzenie głupoty, która nas otacza, a nawet osacza. Konsekwentnie piętnuje wszelakie odstępstwa od najważniejszej zdobyczy Oświecenia — wiary w rozum. Dla wprowadzenia w stanowisko autora warto zacytować wyimki z artykułu sprzed 80 lat — „Homo Neanderthalensis" H. L. Menckena — przywołane w tekście: "Nietrudno zrozumieć, dlaczego

człowiek z gminu nienawidzi nauki.

Nienawidzi jej, ponieważ jest złożona, ponieważ w sposób niemożliwy do zniesienia obciąża jego ograniczoną zdolność pojmowania. Szuka więc zawsze drogi na skróty. Takimi skrótami są wszelkie przesądy, które mają uprościć, a nawet uczynić oczywistym to, co niezrozumiałe. Podobnie dzieje na pozornie wyższym poziomie. (...) Kosmogonie, jakimi zabawiają się ludzie wykształceni, są niezmiernie złożone. Zrozumienie nawet ich zarysu wymaga ogromnej wiedzy oraz nawyków myślowych. (... ) Kosmogonia zawarta w Księdze Rodzaju jest wszędzie tak prosta, że pojmie ją każdy kmiot. Jest wyłożona w kilku zdaniach. Ignorantowi oferuje nieodpartą sensowność nonsensu. Akceptuje on więc on ją z entuzjazmem, i ma jeszcze jeden powód, by nienawidzić mądrzejszych od siebie".

Wiele osób w naszym kraju drwi z „moherowych beretów", uważając się za coś lepszego. Poprzez: formalne wykształcenie, poziom zamożności czy też odgrodzone miejsce zamieszkania uzasadniają swoje odcięcie się od plebsu. Dziś spokojnie można uważać się za inteligencką elitę, gdy błogo się łyka kit opakowany przez prezesów Dworaka, Waltera, czy Solorza, ale lekceważąc kit Ojca Rydzyka. Gorzej mają się ci, którym do intelektualnej strawy potrzeba czegoś więcej. W ofercie polskiej telewizji podstawą programową są, najczęściej na żenująco niskim poziomie, seriale i programy rozrywkowe, gęsto przetykane ogłupiającą reklamą. Książki w stosunku do naszych płac są przerażająco drogie. Prasa w swej masie kolorowo-ogłupiająca. Parę lat indoktrynacji i już inteligentowi wstyd publicznie czytać „Nie" lub nawet „Dziś", ale nie jest wstydem publiczne czytanie „Faktu" czy „Super Expresu", nawet wówczas, gdy na jednej stronie pomieszane jest softporno z harddewocją.

Nie najlepiej o nas sądził kilka lat temu profesor Stefan Opara: "Żyjemy w kraju, w którym od lat często zdarzają się przypadki, gdy: — ludzie głupi obdarzani są zaszczytami i wysokim stanowiskami; -

czyny głupie są wychwalane i powszechnie aprobowane;

— głupi bohaterowie historyczni i literaccy stawiani są za wzór dla młodzieży". A profesor Bronisław Łagowski widząc aktualne wydarzenia zauważa: „Do nieszczęścia dochodzi, gdy naród zostaje poddany takiemu praniu mózgów, że staje się dziwadłem w Europie. W tym praniu mózgów partia uchodząca za liberalną nie daje się wyprzedzić Radiu Maryja".

Lewica intelektualnie skapitulowała i oddała rząd dusz narodowo-katolickiej prawicy, a ona konsekwentnie uważa, że nie wolno masom pozwolić na Sapere aude! — odwagę i umiejętność posługiwania się samodzielnie własnym rozumem. „Każdy kanciarz robiący sztuczki z trzema kartami wie, że powodzenie tricku zależy od tego, czy uda się zmylić całą publiczność. Trzeba natychmiast uciszyć każdego człowieka z tłumu, który wskaże, że operacja jest szwindlem. Jeśli tego nie zrobi, mało kto będzie chciał zaryzykować swoje dziesięć dolarów". Serwilistyczne mass media, wspomagane z ambon, robią to doskonale.

Wheen bezwzględnie wyśmiewa ideologię neoliberalizmu [ 2 ] i hipokryzję etycznych uzasadnień stosowania nawet najbardziej drastycznych metod przy wszczepianiu „jedynie słusznych", angloamerykańskich wzorców. Autor wyposażony w solidną wiedzę i predyspozycje analityczne, opierając się na faktach, przedstawia nam przykłady decyzji politycznych, mechanizmów i teorii gospodarczych, które pomimo tego, że wyrosły na głupocie, zajmują i zajmować będą coraz szerszą przestrzeń. W oparciu o zebrane w książce fakty pokazuje „głębokość" myśli Reagana, Thatcher, Bushów (wraz z dorobkiem wspierających tych polityków instytucji) oraz efekty i jakość wdrożonych już rozwiązań. Pokazuje, jak niepostrzeżenie ich złudzenia i niepotwierdzone empirycznie wymysły, wpisano do liberalnej nauki ekonomicznej, a teraz w ramach praktyki realizowane w wielu państwach pod postacią thatcheryzmu i reaganomiki — gospodarczych plag lat 80 XX wieku. Punkt po punkcie demaskuje aberracje neoliberalnej szkoły ekonomicznej, mającej być przecież dla każdego z zacofanych krajów filarem naprawy ułomnej i nieefektywnej gospodarki.

Zaletą książki jest duże poczucie humoru autora, ale należy przy tym ostrzec, że wyśmiewając innych, czasem sam też próbuje lekko naciągnąć interpretację zdarzeń do zamierzonych tez, a występujące niewielkie braki w uwiarygodnionej informacji o faktach pokrywa publicystyczną swadą. Czyni to rzadko i trzeba uważnej lektury, aby go na tym przyłapać, a relacjonując przypadek intelektualnej prowokacji profesora Alana Sokala [ 3 ], sam ostrzega przed bezkrytycznym przyjmowaniem autorytetów.

Szczęściem dla naszych polityków jest to, że autor niewiele miejsca poświęca krajom środkowoeuropejskim, w tym naszemu zaściankowi. Jeszcze bardziej szczęśliwym dla nich jest to, że niewiele osób w Rzeczypospolitej książkę tę przeczyta, a jeszcze mniej ją zrozumie. Ale, moim zdaniem, właśnie dlatego warta jest lektury, bowiem w lustrze wydarzeń z całego świata doskonale odbija się ideologia przemian ostatniego szesnastolecia.

W czasach, gdy „ogłoszono zgon socjalizmu i keynesizmu, a niepohamowany turbokapitalizm stał się nową ortodoksją", w Polsce ideologiczną władzę przejęli, pozyskani głównie z PZPR,

neoficcy wyznawcy Miltona Friedmana i Friedricha von Hayeka,

którzy pod dyktando Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego wdrażali — ewidentnie szkodliwe dla kraju - koncepcje oparte na dogmatach:

  • o wyższości kapitału finansowego nad kapitałem ludzkim wraz z koniecznością jego pomnażania, nawet kosztem pauperyzacji większości społeczeństwa, na które wzrost poziomu życia ma „skapywać" [ 4 ],
  • o wyższości prywatnego zarządzania przedsiębiorstwami nad wszystkimi innymi formami własności i konieczności błyskawicznej wyprzedaży majątku państwowego (np. poprzez drastyczne obniżanie wartości) — nawet kosztem utraty ekonomicznej suwerenności państwa,
  • o prymacie wzrostu PKB (który, będąc wysoki, rozwiąże kwestię bezrobocia i zlikwiduje nędzę) nad równoważnym rozwojem społecznym wraz z szerokimi możliwościami samorealizacji jednostek (np. wmawianie opinii społecznej przewagi w dynamice rozwoju oraz większej efektywności rozwiązań angloamerykańskich nad skandynawskimi).

W swojej książce Wheen bez litości i taryfy ulgowej krytykuje wiele mitów przedstawianych nam w mediach jako bezalternatywne prawdy.

Obecnie można zauważyć w Polsce pewną prawidłowość. Szacowne kierownictwa partii (poza bogobojnym PiS-em, kochającym wszystkich — co prawda „kochającym inaczej", ale za to równo) patrzą na prawo, a plują na lewo. I tak: PO chętnie podzieliłoby się stołkami z PiS-em. Demokraci.pl chcieliby się związać z PO. SdPl z Demokratami. SLD z SdPl. Większości z nich brak tożsamości w podobnym stopniu, jak wiodącym te partie politykom brak wiedzy, rozumu i ideowości. Napawa smutkiem, że na tym tle socjaldemokratyczni liderzy wypadają niewiele lepiej. Zbyt często zachowują się irracjonalnie, np. szukając na prawicy legitymizacji dla siebie i swoich poczynań. Nikt nas nie uwiarygodni i nikt nas nie potrzebuje uwiarygodniać. To my sami jako „ludzie lewicy" musimy zachowywać się uczciwie i godnie. Nie będziemy mieli własnej tożsamości i nie zdobędziemy społecznego poparcia bez dumy z wartości głoszonych ideałów, zakorzenionych w lewicowych tradycjach. Bez wiary w możliwość realizacji — opartej na intelektualnym dorobku uczonych z nami związanych — własnej socjaldemokratycznej wizji rozwoju kraju. Wizji Polski w Europie, w której ludzie nie są segregowani według zamożności, wyznania, preferencji czy poglądów, a każdy ma możliwość do samorealizacji zgodnie z posiadanymi talentami oraz włożoną pracą. Przecież europejska i polska lewica — pomimo popełnionych w przeszłości błędów — ma ogromny pozytywny dorobek i jest się do czego odwoływać i czym chwalić, tak moralnie, jak i intelektualnie. Trzeba tylko go znać i dzierżyć wysoko na (czerwonych, a nie niebieskich) sztandarach.


1 2 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Roman Giertych - Ogromne Niebezpieczeństwo
Sark. Pożegnanie z feudalizmem

 Zobacz komentarze (8)..   


 Przypisy:
[ 1 ] Określenia „masy" używam tu w aklasowym rozumieniu gassetowskim, w którym wyróżnikiem tej grupy jest niska potencjalność krytycznej refleksji intelektualnej, a nie miejsce i rola w społeczeństwie. Dlatego w jej skład mogą wchodzić menedżerowie, specjaliści i biznesmeni, a nawet technokraci z socjaldemokratycznych partii. Zaś do elity mogą być zaliczani nawet ludzie o niewielkim formalnym wykształceniu i niskiej zamożności, ale posiadający zdolność samodzielnego myślenia i umiejętność krytycznej oceny sytuacji. W języku polskim bliższe temu określeniu będzie słowo „motłoch" niźli np. „lud".
[ 2 ] Określenie „liberalizm", używane już od średniowiecza, do języka polityki zostało wprowadzone przez parlament hiszpański w 1812 roku. Od XIX wieku po dzień dzisiejszy nabrało tyle odmiennych treści, że niektóre z nich są ze sobą wprost rozbieżne. Do tego znakomita większość polskich neoliberałów występujących w mediach nie zna współczesnej myśli liberalnej, a działania polityków związanych nazwą z tą opcją są zaprzeczeniem samego jądra podstawy dla ideologii liberalizmu: szacunku dla jednostki i jej wyborów, postaw tolerancji oraz umiłowania wolności. Natomiast w Polsce współczesny socjalliberalizm i to ze zdecydowanym przechyłem na prawo, jest faktyczną ideologią partii nazywających siebie socjaldemokratycznymi, a więc partiami demokratycznego socjalizmu.
[ 3 ] A. Sokal, J. Bricmont, Modne bzdury, Warszawa 2004. Sokal w książce pisze: „W celu sprawdzenia dominujących standardów intelektualnych zdecydowałem się na wykonanie prostego (choć przyznaję, w niezbyt wysokim stopniu kontrolowanego) doświadczenia: sprawdzenia, czy wiodący amerykański periodyk poświęcony badaniom kulturowym (...) opublikuje tekst pełen nonsensów, jeśli (a) będą dobrze brzmiały i (b) będą zgodne z zapatrywaniami ideologicznymi wydawców? Odpowiedź jest, niestety twierdząca".
[ 4 ] Trickle-down theory — „teoria skapywania". „Jeśli zachęcimy bogatych do maksymalnego bogacenia się i stworzymy im do tego warunki - poprzez niskie podatki wysokie pensje, opcje na zakup akcji i bonusy, dodatkowe świadczenia spłyną w czarodziejski sposób do kieszeni najuboższych". Kolejni premierzy i ministrowie finansów RP zapewniają, że gdy bogaci więcej zarobią, natychmiast zainwestują posiadany kapitał, zwiększając poziom zatrudnienia, albowiem jedyną pewną motywacją dla działań kapitalistów jest zysk — np. uzyskany przez zapełnienie rynków zbytu, na których lukę osiąga się w dwojaki sposób: przez wzrost dochodów najbiedniejszych, choćby poprzez obniżanie im podatków (wydają natychmiast posiadane środki) lub przez polityczno-gospodarcze podporządkowanie innych krajów.

« Państwo i polityka   (Publikacja: 11-05-2006 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Andrzej B. Izdebski
Zastępca redaktora naczelnego Dwumiesięcznika Klubów Dyskusyjnych Lewicy "Forum Klubowe".

 Liczba tekstów na portalu: 18  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Zło wspaniałe – kobieta
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 4765 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365