Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
148.106.738 wizyt
Ponad 1061 autorów napisało dla nas 7284 tekstów. Zajęłyby one 28728 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Korea Północna zaatakuje
w 2018 r.
w ciągu kilku lat
nie zaatakuje
  

Oddano 3793 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Jednym z najbardziej odpychających skutków ubocznych mieszania dobra moralnego z "duchowością" jest fakt, iż umożliwia to ogromnej liczbie ludzi zwykłe wałkonienie się kosztem cudzej ofiarności i pracy, ukrywane pod niewypowiedzialnie świętą (..) maską pobożności i głębi moralnej.
 Nauka » Filozofia i metodologia nauki

Hybryda światów [1]
Autor tekstu:

Kiedy dowiedziałem się, iż mam napisać o naukowo-filozoficznych koneksjach twórczości Stanisława Lema z punktu widzenia przyrodnika, przytłoczył mnie ogrom tych koneksji. Doskonale pamiętam, jak bardzo mój światopogląd ukształtował się na lekturze powieści tego pisarza, i dzisiaj trudno byłoby mi powiedzieć, które z opinii wydających mi się oczywistymi i bardzo moimi w rzeczywistości przyswoiłem sobie, czytając w młodości jego dzieła. Cisnęło mi się tak wiele wątków, że miałem problemy z wyborem — zrazu chciałem napisać o wszystkim. Kiedy w końcu nieco ochłonąłem, musiałem zacząć od znacznie obniżonego pułapu. Dokonując kolejnych selekcji, redukcji i ograniczeń tematów, które zamierzałem poruszyć, oraz przykrawając całość do zamierzonej objętości niniejszego artykułu, zdecydowałem się ostatecznie, jako że sam jestem biologiem, na dwa problemy naukowo-filozoficzne ściśle związane z naukami biologicznymi. Pierwszy z nich to relacja pomiędzy organizmem biologicznym i martwą materią, czyli kwestia rozgraniczenia pomiędzy tym, co żywe, i tym, co nieożywione. Drugi to osławiona opozycja ducha i materii, a zatem szeroko rozumianego świata fizycznego i świata fenomenów psychicznych. Jako punkty odniesienia dla tych problemów wybrałem dwa opowiadania Lema: opowiadanie (w zasadzie minipowieść) Niezwyciężony posłuży mi do dyskusji o istocie życia, natomiast opowiadanie Terminus z cyklu Opowieści o pilocie Pirxie przeanalizuję w świetle rozważań nad naturą umysłu, psychiki i świadomości.

Gwoli dygresji, po początkowych boleściach wybór tych problemów przyszedł nadspodziewanie łatwo. Okazało się bowiem, że ze wszystkich znanych mi filozoficzno-naukowych wątków twórczości Lema te dwa da się najłatwiej streścić i przedstawić w zwięzłej formie w ramach krótkiego artykułu. O innych trudno byłoby powiedzieć własnymi słowami, w miarę krótko i prosto. Istnieje po temu ważna przyczyna. Lem w swojej twórczości zajął „niszę ekologiczną" pomiędzy literaturą a filozofią przyrody, nie jest to zatem ani czysta literatura, ani tym bardziej zwyczajna filozofia przyrody. Gdyby to ostatnie miało miejsce, jego dzieła nie byłyby powieściami, lecz traktatami filozoficznymi. Owa immanentna „nieredukowalność" dzieł pisarza i poruszanych w nich wątków filozoficzno-przyrodniczych do formy traktatu filozoficznego, czy też, tym bardziej, do publikacji naukowej z dziedziny nauk przyrodniczych, stanowi w mojej opinii zarówno o niepowtarzalności, jak i ogromnej sile ekspresji światopoglądu Lema. Lem nie rozwiązuje zresztą problemów, lecz jedynie je formułuje i naświetla, a forma literacka pozwala nadać poruszanym kwestiom niesłychaną głębię, subtelność, a także ogromną sugestywność. Lektura jego powieści to wielka estetyczna i intelektualna przygoda. Aby się jednak w pełni delektować pisarstwem Lema, nie wystarczy spore nawet wyrobienie literackie. Konieczna jest także szeroka znajomość kontekstu nauk ścisłych i przyrodniczych, do którego odnosi się jego twórczość, a także związanej z tym kontekstem filozofii przyrody. Chciałbym, żeby niniejszy artykuł stał się przyczynkiem do przedstawienia takiego kontekstu osobom zajmującym się na co dzień humanistyką. Jak już wspomniałem, postaram się to zrobić na podstawie dwóch w miarę łatwych do zwięzłej prezentacji wątków twórczości Stanisława Lema, a mianowicie problemu granicy pomiędzy żywym i nieożywionym oraz pomiędzy apsychicznym i psychicznym. Oczywiście, ten krótki rys nie może w żadnej mierze pretendować do systematycznego i wyczerpującego omówienia poruszanego tematu. Mam jednak nadzieję, iż pozwoli on czytelnikom choć trochę uszczknąć ze smaczku intelektualnej przygody, jaka może stać się udziałem przyrodnika w trakcie lektury pisarstwa Lema, i tym samym zachęcić do dalszego samodzielnego prześledzenia naukowo-filozoficznych koneksji jego twórczości.

Od zarania refleksji filozoficznej i naukowej człowiek stawiał świat ożywiony w jaskrawej opozycji do świata nieożywionego, a może nawet jeszcze wyraziściej — wewnętrzny świat psychiczny wobec zewnętrznego świata apsychicznego. Kiedy okrzepła filozofia i pierwociny nauk przyrodniczych, wynaleziono nawet dwa rodzaje całkowicie autonomicznych bytów, które miały być odpowiedzialne za odrębność fenomenów żywych oraz sfery mentalnej. I tak siła życiowa, vis vitalis, uznawana była za element, którego obecność pozwalała tchnąć życie w kupkę martwych atomów, czyniąc zeń organizm biologiczny. Natomiast, jak mniemano, duch, który (nie wiedzieć czemu) upodobał sobie ludzki mózg, notabene niczym jakościowym nie różniący się od mózgu zwierząt, nadawał zawartości naszej czaszki rangę siedliska psyche. Jednakże takie podejście to już odległa przeszłość. Nauki przyrodnicze dawno wypędziły biesa vis vitalis z biologii i są na najlepszej drodze do ostatecznego wyplenienia pojęcia ducha z nauki o psychice i świadomości. Okazało się bowiem, że, tak ponoć nieredukowalne, immanentne cechy życia wyłaniają się z odpowiedniego współdziałania grup molekuł chemicznych, dużą zaś część procesów mentalnych jesteśmy już w stanie (lub też potrafimy w najbliższej przyszłości) wytłumaczyć, opierając się na aktywności fizjologicznej sieci komórek nerwowych w ludzkim mózgu. Nie zmienia to jednak w niczym faktu, że ostre rozgraniczenie na żywe i nieożywione oraz na psychiczne i apsychiczne nadal pozostało aktualne zarówno w obrębie nauk przyrodniczych, jak i w sferze potocznej. Jeśli bowiem weźmiemy dowolny obiekt lub zjawisko na kuli ziemskiej, to bez wahania będziemy w stanie orzec, czy jest on ożywiony i czy posiada psychikę. Martwy jest kamień lub komputer, oba też pozbawione są świadomości, robaczek świętojański jest bez wątpienia żywy, acz jednocześnie apsychiczny, podczas gdy fenomeny mentalne są domeną jedynie człowieka (ludzkiego mózgu). Wobec, do dzisiaj istniejących, ostrych rozgraniczeń: martwe-żywe i psychiczne-apsychiczne, ciągle konkuruje ze sobą wiele koncepcji próbujących odpowiedzieć na pytanie, co w takim razie stanowi o tak drastycznej odrębności powyższych fenomenów w każdej z par. Twórcy tych koncepcji wciąż mają nadzieję na znalezienie ostrych i uniwersalnych kryteriów, innymi słowy: współczesnych, zgodnych z redukcjonistyczną nauką odpowiedników vis vitalis i ducha, które byłyby zdolne „od siekiery" oddzielić od siebie martwe, żywe i (samo)świadome.

A może powyższy problem został źle postawiony? Być może wrażenie istnienia ostrej linii demarkacyjnej pomiędzy światem nieożywionym a ożywionym oraz pomiędzy sferą psychiczną a materialną jest złudne i wynika z faktu, że znamy obecnie na kuli ziemskiej jedynie niewielki podzbiór ogromnego spektrum możliwych zjawisk i że akurat te znane nam zjawiska da się łatwo podciągnąć pod jedną z kategorii opatrzonych nazwami językowymi: „nieożywione", „żywe", „psychiczne"? Istnieje bowiem możliwość, że powyższe, tak pozornie ostre i dobrze wyodrębnione kategorie, łączy w istocie cały szereg stanów przejściowych i co za tym idzie, nie są one odgraniczone od siebie w sposób absolutny. Kategorie te leżałyby więc bardziej po stronie naszego umysłu niż po stronie realnego świata, który nasz umysł stara się, w przybliżony zresztą jedynie i niedoskonały sposób, odwzorować. A zatem, być może, życie stopniowo wyłania się z materii nieożywionej, a sfera psychiczna — z procesów apsychicznych, i to zarówno diachronicznie, w czasie ewolucji biologicznej (oraz rozwoju osobniczego), jak i synchronicznie, w możliwym do pomyślenia zbiorze fenomenów.

Otóż we wspomnianych dwóch (a także wielu innych) utworach Stanisław Lem opowiada się zdecydowanie za tą ostatnią tezą. Dodatkowo, co jest chyba jego największą zasługą, wynajduje doskonałe przykłady zjawisk, które łatają dziurę, wypełniają przepaść ziejącą jakoby pomiędzy żywym i martwym, świadomym i nieświadomym, stanowią ogniwa pośrednie w ciągłym łańcuchu fenomenów łączącym te pozornie przeciwstawne kategorie. Ponieważ fenomeny takie nie są nam znane na Ziemi, pretekstem do ich przywołania staje się kanon science fiction.

W Niezwyciężonym załoga statku o takiej właśnie nazwie zostaje zaatakowana przez dziwną chmurę. Składa się ona z metalicznych „owadów", które łącząc się w rozmaity sposób, powodują, iż owa chmura jest w stanie przybierać różne kształty i podejmować bardzo szerokie spektrum celowych działań. Nie steruje nią żadne inteligentne centrum — zachowania chmury stanowią pochodną współdziałania jej elementów — owadów i zapisanego w ich „programie" zespołu instynktów. Co więcej, składające się na chmurę owady pochodzą od zupełnie do nich niepodobnych „przodków" — urządzeń zbudowanych przez dawno wymarłą cywilizację — z których powstały one na drodze „martwej ewolucji". Urządzenia te bowiem miały zdolność do budowania podobnego do siebie „potomstwa", musiały także rywalizować o dostępne na planecie zasoby (budulec i energię) z innymi urządzeniami (to ich szczątki odnajdują uczeni), a to już, jak wie każdy biolog, prowadzi prostą drogą do opisanego przez Darwina procesu doboru naturalnego. Także cały repertuar strategii działania chmury owadów w odpowiedzi na pojawienie się „wroga" nie został zaprojektowany przez żadnego inteligentnego stwórcę, lecz zaprogramowany przez tę samą bezrozumną i ślepą siłę, która doprowadziła do samoistnego powstania na Ziemi wszystkich organizmów żywych wraz z człowiekiem — ewolucję. Zachodzi teraz podstawowe pytanie, jaki status należy przypisać odkrytym przez wyprawę „muszkom": martwych urządzeń czy żywych organizmów?

Pozwolę sobie krótko przedstawić niektóre z cech odróżniających organizmy żywe od martwych urządzeń konstruowanych przez człowieka — z zastrzeżeniem jednak, iż chodzi tu o organizmy i urządzenia znane nam na Ziemi. I tak ustroje żywe zbudowane są ze związków organicznych (zwłaszcza białek); jedyną racją ich istnienia jest pęd do przedłużenia i powielenia własnej tożsamości (przetrwania i reprodukcji); posiadają one genetycznie zapisany plan swojej budowy oraz funkcji i przekazują ten plan potomstwu; same powstają w wyniku rozmnażania osobników rodzicielskich (pierwsze praorganizmy powstały spontanicznie w wyniku samoorganizacji materii nieożywionej); tożsamości poszczególnych osobników żywych różnią się pomiędzy sobą na skutek mutacji w zapisie genetycznym i wobec tego zachodzi pomiędzy nimi konkurencja o dostępne zasoby środowiska; wreszcie — ich struktura i funkcja same się „zaplanowały" w procesie ewolucji biologicznej, stanowiącej immanentną cechę organizmów biologicznych. Z drugiej strony, budulec martwych urządzeń, takich jak robot lub komputer, stanowią metal, krzem, plastik, szkło i podobne substancje; jedynym celem takich urządzeń jest wykonywanie zadań narzuconych im przez człowieka; każdorazowo są one (bezpośrednio lub pośrednio) przez niego wykonywane w procesie technologicznym; nie posiadają planu swojej budowy i funkcji i same nie mogą ich przekazywać urządzeniom potomnym; wszystkie urządzenia danego rodzaju, jako zaplanowane z góry, są (pomijając błędy w procesie technologicznym) identyczne, mają jednakową tożsamość i wobec tego nie konkurują pomiędzy sobą (trudno jest konkurować z samym sobą lub, co jest równoważne, z kimś całkowicie z sobą identycznym); w konsekwencji wszystkich powyższych cech — nie są one zdolne do samoistnej ewolucji, a więc do samodoskonalenia i przystosowywania do aktualnych warunków środowiska.


1 2 3 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
O poczwórnej niemożliwości demona drugiego rodzaju
Podglądanie umysłu i co z tego wynika

 Zobacz komentarze (8)..   


« Filozofia i metodologia nauki   (Publikacja: 11-08-2006 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Bernard Korzeniewski
Biolog - biofizyk, profesor, pracownik naukowy Uniwersytetu Jagielońskiego (Wydział Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii). Zajmuje się biologią teoretyczną - m.in. komputerowym modelowaniem oddychania w mitochondriach. Twórca cybernetycznej definicji życia, łączącej paradygmaty biologii, cybernetyki i teorii informacji. Interesuje się także genezą i istotą świadomości oraz samoświadomości. Jest laureatem Nagrody Prezesa Rady Ministrów za habilitację oraz stypendystą Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej. Jako "visiting professor" gościł na uniwersytetach w Cambridge, Bordeaux, Kyoto, Halle. Autor książek: "Absolut - odniesienie urojone" (Kraków 1994); "Metabolizm" (Rzeszów 195); "Powstanie i ewolucja życia" (Rzeszów 1996); "Trzy ewolucje: Wszechświata, życia, świadomości" (Kraków 1998); "Od neuronu do (samo)świadomości" (Warszawa 2005), From neurons to self-consciousness: How the brain generates the mind (Prometheus Books, New York, 2011).
 Strona www autora

 Liczba tekstów na portalu: 41  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Istota życia i (samo)świadomości – rysy wspólne
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 4993 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365