Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
136.780.486 wizyt
Ponad 1051 autorów napisało dla nas 7214 tekstów. Zajęłyby one 28420 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Rok 2016
rok jak co rok
był dobry dla mnie
był dobry dla kraju
był dobry dla świata
był zły dla mnie
był zły dla kraju
był zły dla świata
  

Oddano 3490 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"
Anatol France - Bogowie pragną krwi
Anatol France - Kościół a Rzeczpospolita

Złota myśl Racjonalisty:
"Nie dalibyśmy się spalić za swoje poglądy: nie jesteśmy ich tak pewni. Ale być może za to, że mamy prawo posiadać poglądy i zmieniać je."
 Państwo i polityka » Ekonomia, gospodarka, biznes

Czy Platforma Obywatelska chce nas doprowadzić do kryzysu argentyńskiego? [1]
Autor tekstu:

Podstawowe definicje reaganomiki dostosowane do realiów polskich mogłyby brzmieć następująco: stagnacja jest wtedy, kiedy emigruje twój sąsiad, recesja jest wtedy, kiedy emigrujesz ty, natomiast koniec recesji jest wtedy, kiedy emigrują bracia Kaczyńscy. Czy rzeczywistość może być aż tak prosta? Niestety nie.

Wśród polityków rozpowszechniła się moda na straszenie wyborców kryzysem argentyńskim, mającym nastąpić w wyniku rządów ich konkurentów. W takiej sytuacji warto zwrócić uwagę na zaproponowane przez nich samych programy ekonomiczne. Podstawową cechą programu ekonomicznego Prawa i Sprawiedliwości (PiS-u) jest jego brak. Poza obowiązkowymi, ogólnymi formułkami o tym, jak wspaniale i dostatnio będzie się żyło ludziom pod rządami PiS-u, w programie tej partii znajduje się tylko jedna konkretna propozycja — PiS chce obniżenia realnej stopy procentowej w Polsce. Jest to idealny punkt programu ekonomicznego rządu, biorąc pod uwagę, że to Rada Polityki Pieniężnej (RPP), a nie rząd, ustala stopy procentowe w Polsce. Wynikałoby z tego, że PiS chce realizować swój program dopiero po przejęciu kontroli nad RPP, co jest wielce prawdopodobne po niedawnym wyborze nowego prezesa Narodowego Banku Polskiego.

Jedyną propozycją ekonomiczną przedstawioną w exposé premiera Jarosława Kaczyńskiego był postulat wykorzystania nadpłynności systemu bankowego w celu pobudzenia budownictwa mieszkalnego. Niewątpliwie pewnym postępem jest fakt, że politycy polskiej prawicy zrezygnowali z głoszenia teorii „wyschniętej gąbki". Głosiła ona, że gospodarka jest jak wyschnięta gąbka, która, aby poprawnie funkcjonować, potrzebuje pieniędzy tak, jak gąbka wody. Z teorii tej wynikało, że wszelkie problemy gospodarcze są spowodowane przez bank centralny, który nie chce wydrukować odpowiedniej ilości pieniędzy. Zastąpienie tej teorii postulatem pobudzania budownictwa mieszkalnego poprzez wykorzystanie nadpłynności systemu bankowego nie jest jednak dużym postępem. Nadpłynność jest konsekwencją utrzymywania rezerw walutowych państwa na obecnym poziomie. Pieniądz w obiegu wystarcza dla pokrycia mniej więcej połowy rezerw walutowych. W celu utrzymywania pozostałej połowy, NBP musi zadłużać się w polskich bankach emitując bony pieniężne. Właśnie to zadłużenie NBP w polskich bankach jest nazywane nadpłynnością systemu bankowego. Jeżeli władze NBP uznałyby, że rezerwy walutowe Polski mogą być o połowę mniejsze, to nadpłynność mogłaby zniknąć. Jeżeli jednak władze NBP nadal będą utrzymywać rezerwy walutowe na obecnym poziomie, nadpłynność systemu bankowego będzie istniała, niezależnie od działań rządu. Zatem postulat pobudzania budownictwa mieszkalnego poprzez wykorzystanie nadpłynności systemu bankowego jest albo ekonomicznym nonsensem albo zapowiedzią chęci majstrowania przy rezerwach walutowych państwa.

W tak krótki sposób można by opisać cały program ekonomiczny PiS-u. Partii, która dzierży obecnie władzę w Polsce. Program taki pasuje do ugrupowania, które w powszechnym odczuciu na ekonomii się nie zna, a swoją uwagę koncentruje na resortach siłowych. W tej materii przeciwwagą dla PiS-u ma być Platforma Obywatelska (PO), powszechnie kojarzona jako partia ekonomicznej odpowiedzialności, przykładająca dużą wagę do tej dziedziny sprawowania władzy. Jednocześnie jest ona główną siłą opozycyjną i ma stanowić alternatywę dla rządów PiS-u. W przypadku porażki PiS-u w następnych wyborach parlamentarnych, to PO ma przejąć władzę i realizować swój program. W jej przypadku problematyczne było nawet ustalenie, czy ma w ogóle program wyborczy. Posiadał go poseł PO Jan Rokita, który miał zostać premierem RP z ramienia tej partii. Nosił on tytuł Państwo dla obywateli. Plan rządzenia 2005-2009. [ 1 ] Jednak od pewnego czasu program ten znajduje się na oficjalnej witrynie internetowej partii: www.platforma.org z czego wnioskuję, że jest on oficjalnym programem PO. Lektura części drugiej tego opracowania pt. Wzrost gospodarczy i praca dla Polaków w Polsce, poświęconej propozycjom ekonomicznym PO jest wysoce niepokojąca.

Również w programie PO znajdują się obowiązkowe formułki o wspaniałym i dostatnim życiu pod jej rządami. Tym, co pozytywnie odróżnia jej program od programu innych partii, są przygotowane projekty trzech ustaw dotyczących spraw stricte ekonomicznych. PO proponuje nową ustawę o podatku VAT, ustawę ułatwiającą zakładanie i prowadzenie działalności gospodarczej oraz ustawę łączącą trzy dotychczasowe instytucje regulujące rynek w jeden Urząd Antymonopolowy. Fascynujące, jak wielka jest wiara polskich polityków w usprawnienie działania instytucji państwowych, poprzez ich łączenie. Dyskusyjne jest jednak, czy jednym z trzech najpilniejszych problemów ekonomicznych, które trzeba rozwiązać w Polsce, jest brak Urzędu Antymonopolowego.

Podstawowym postulatem PO jest obniżenie i uproszczenie podatków. Według polityków, jak i autorów jej programu ekonomicznego, najważniejszym problemem ekonomicznym w Polsce są za wysokie i zbyt skomplikowane podatki. Odróżnia ich to od większości polskiego społeczeństwa, która za najważniejszy problem ekonomiczny uważa wysokie bezrobocie. Zdaniem PO, obniżenie podatków ma rozwiązać wszelkie problemy, w tym problem bezrobocia. To wiara bliższa magii niż nauce. Obniżenie podatków może, ale nie musi, spowodować wzrost produkcji. Natomiast wzrost produkcji może, ale nie musi, spowodować spadek bezrobocia. W tej koncepcji jest zbyt dużo „może" i „ale", na które program PO niestety nie zwraca uwagi. Biorąc pod uwagę, że PO chce sfinansować obniżkę podatków poprzez obniżenie świadczeń socjalnych, przeświadczenie, że spowoduje to spadek bezrobocia jest nierealne. Obniżenie wydatków państwa może spowodować wzrost produkcji. Przykładowo dzieje się tak, kiedy państwo przestaje dofinansowywać nierentowną dziedzinę produkcji. Zasoby, które wcześniej były wykorzystywane w niedochodowej produkcji, zostają teraz wykorzystane w produkcji dochodowej. Różnica pomiędzy poprzednią stratą, a obecnym zyskiem oznacza wielkość wzrostu produkcji. Wzrost produkcji nie wynika z samego ograniczenia wydatków państwa, ale z nowej, korzystniejszej alokacji zasobów.

Skutkiem obniżenia podatków kosztem ograniczenia świadczeń socjalnych będą niższe podatki. Skutek sam w sobie bardzo dobry. Któż z nas nie chciałby płacić niższych podatków? Jednak wmawianie wyborcom, że obniżenie podatków samo z siebie, w magiczny sposób, spowoduje spadek bezrobocia, jest oburzające. Jest w pełni zrozumiałe, że PO — reprezentując interesy lepiej sytuowanych wyborców - postuluje ograniczenie wydatków socjalnych państwa. Dzięki takiemu posunięciu wzrosłyby dochody ludzi już pracujących, kosztem obecnych beneficjentów transferów socjalnych. Jest to zatem w interesie potencjalnych wyborców tej partii. Jednak czym innym jest reprezentowanie interesów swoich wyborców, a czym innym rozbudzanie w ludziach płonnych nadziei. Skutkiem obniżenia podatków przez PO wraz z całą jej propagandą wokół tego wydarzenia, będzie rozbudzenie nadziei na zmniejszenie bezrobocia oraz — co łatwo przewidzieć, opierając się na dotychczasowej wiedzy ekonomicznej — wielki zawód, kiedy to bezrobocie nie spadnie. Spowoduje to wzrost braku zaufania do polityków i ekspertów ekonomicznych oraz odwrócenie się wyborców od polityki w ogóle. Już obecnie cierpimy przecież na brak zainteresowania obywateli sprawami publicznymi.

Obniżenie świadczeń socjalnych mogłoby spowodować spadek bezrobocia i wzrost produkcji, o ile zmusiłoby bezrobotnych do rozpoczęcia pracy. Możliwe, że odebranie świadczeń bezrobotnemu bardziej zmotywuje go do szukania pracy. Sama motywacja nie wystarcza jednak do znalezienia pracy. Nie wystarczy sam chętny do pracy, musi być jeszcze praca, którą mógłby on wykonywać. To, czy znajdzie się taka praca, zależy od innych czynników niż wielkość świadczeń socjalnych. Dość powszechny pogląd, że cały problem bezrobocia ogranicza się do odpowiedniego zmotywowania bezrobotnych, jest zbyt naiwny, aby traktować go poważnie.

W programie PO uzasadnieniem dla obniżenia podatków jest koncepcja „klina podatkowego". To zgrabna figura retoryczna, której brak jednak uzasadnienia teoretycznego. Bezrobocie ma być spowodowane różnicą pomiędzy kosztem zatrudnienia pracownika, a płacą otrzymywaną przez tego pracownika. Różnica ta jest konsekwencją obowiązywania podatków obciążających pracę: podatku dochodowego od osób fizycznych, opłat na Fundusz Ubezpieczeń Społecznych i inne fundusze. Obniżenie tych podatków ma spowodować albo podwyższenie płac pracowników, co zachęci ludzi do podejmowania pracy, albo wzrost zysku pracodawcy z zatrudnionego pracownika, co ma z kolei zachęcić go do zatrudniania większej ilości osób. Błędność tej koncepcji wynika z nieuwzględnienia konsekwencji obniżenia „klina podatkowego". Jeżeli zostanie on obniżony kosztem podwyższenia podatków pośrednich, to ani płace pracowników, ani zyski przedsiębiorcy nie wzrosną, ponieważ spowoduje to wzrost innych kosztów pracodawcy. Nie spowoduje to również zmiany sposobu produkcji na bardziej pracochłonny. Koszt pracy maszyn, ze względu na to, że do ich wytworzenia jest potrzebna praca ludzi, również jest obciążony „podatkami obciążającymi pracę". Zatem obniżenie „klina podatkowego" nie spowoduje zastępowania pracy maszyn pracą ludzi. Natomiast, jeżeli zostanie on obniżony kosztem ograniczenia wydatków państwa, ograniczenie to spowoduje spadek dochodów konsumentów. Wydatki państwa składają się na znaczną część tych dochodów. Jeżeli konsumenci będą mieli mniejsze dochody, pracodawcy nie zatrudnią większej ilości pracowników, ponieważ nie będą mieli komu sprzedać produktów wyprodukowanych przez tych pracowników. Wzrosną dochody ludzi już pracujących, ponieważ ich praca będzie obciążona niższymi podatkami, ale nie spowoduje to zatrudnienia ludzi bezrobotnych, których dochody ze świadczeń społecznych zmaleją. Jest to gra o sumie zerowej. Zysk jednych ludzi okupiony jest stratą innych. Nie spowoduje to żadnego zysku ogólnospołecznego. Eksperci PO popełniają podobny do etatystów błąd. Etatysta zawsze wychwala pozytywne skutki wzrostu wydatków państwa, nie biorąc pod uwagę, że skutki te zostaną zniwelowane przez wzrost podatków lub zadłużenia państwa. Podobnie eksperci PO, nie biorą pod uwagę, że pozytywne skutki obniżenia podatków zostaną zniwelowane przez negatywne skutki ograniczenia wydatków państwa.

Drugim ważnym filarem programu ekonomicznego PO jest deregulacja gospodarki. Nie potrafię wymyślić żadnego argumentu przeciw samej idei deregulacji. Zastanawiający jest tylko brak konkretów w programie PO. Eksperci PO zapowiadają przegląd i zweryfikowanie wszystkich rodzajów regulacji. Po odbyciu tych szczegółowo opisanych procedur mają zostać podjęte decyzje, które regulacje są niepotrzebne i należy je znieść, a które należy zmienić. Moje wątpliwości budzi to, że eksperci ci nie chcą podać nawet kilku regulacji lub reglamentacji, które są ewidentnie szkodliwe, i które w przypadku wygranej PO w wyborach, na pewno zostaną zniesione. Wytłumaczeniem dla tej niechęci może być lęk przed zrażeniem wobec siebie wyborców przed wyborami. Z każdej regulacji lub reglamentacji korzysta jakaś grupa interesu. Każda z nich ma pewną ilość głosów w wyborach. Może być zatem zrozumiałe, że przed wyborami, kiedy każdy głos może się liczyć, politycy PO nie chcą ujawniać konkretnych propozycji, które mogą zrazić niektórych wyborców. Przy takim rozumowaniu można założyć, że po wygranych wyborach, zdobywszy już władzę, politycy odważą się przeprowadzić zmiany, które mogą ich narazić na niechęć określonych grup interesu. Dopiero wtedy ujawnią konkretne propozycje, które mają stać się urzeczywistnieniem hasła wyborczego „deregulacja gospodarki". Przy takim założeniu należy zastanowić się nad wiarygodnością polityków głoszących to hasło. Pomocne może się okazać zwrócenie uwagi na podstawy ideologiczne samej PO.


1 2 3 4 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Jesteśmy tak durni jak to tylko możliwe
Duński model państwa dobrobytu

 Zobacz komentarze (23)..   


 Przypisy:
[ 1 ] Program opublikowany w grudniu 2005r. nosi nazwiska dwóch głównych autorów: Jana Rokity i Stefana Kawalca, a opracował go zespół składający się z 32 autorów

« Ekonomia, gospodarka, biznes   (Publikacja: 15-03-2007 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Adam Mill
Ekonomista, metodolog nauk społecznych, bada możliwość wykorzystania teorii wartości międzynarodowych John'a Stuart'a Mill'a we współczesnej ekonomii
 Strona www autora

 Liczba tekstów na portalu: 5  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Bujający w obłokach - analiza programu ekonomicznego Lewicy i Demokratów
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 5304 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2017 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365