Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
182.531.327 wizyt
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7341 tekstów. Zajęłyby one 28968 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Zamierzasz się zaszczepić na SARS-CoV-2?
Tak
Raczej tak
Raczej nie
Nie
Poczekam jeszcze z decyzją
  

Oddano 3248 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Artur Patek, Jan Rydel, Janusz J. Węc (red.) - Najnowsza Historia Świata tom 4 1995-2007
Ludwik Bazylow - Obalenie caratu

Znajdź książkę..
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Mówi się, że Bóg zła nie stworzył, ale je dopuścił. Więc jeśli dopuścił, to jest za to zło odpowiedzialny. (..) z czystej przyzwoitości, nie można zwalniać Pana Boga z odpowiedzialności za zło.
« Felietony i eseje  
Szczerbiec na gwoździu czyli pierdnięcie kasztanki [2]
Autor tekstu:

Właśnie. Wcześniej po Wersalu było jak należy. Niemcy grzebali sobie w ziemi, smrodzili tymi hutami, nawet coś za to płacili co obrotniejszym mądralom. Każdy miał co chciał. Chciał ktoś przemysłu — proszę bardzo do COPu, Chorzowa, gdzie działał prezydent, ostatecznie do tej, no, do Stalowej Woli chyba. Mógł też do Łodzi, zależnie od zarostu. Chciał ktoś na plażę - plaża także była. Nawet ta marynarka, bardziej obszerna w Gdyni (Gdynię zbudowaliśmy!), trochę ciasna tam dalej, na Prypeci. I mieliśmy nawet transatlantyk.

Rzeczpospolita była nie tylko dwojga narodów, choć oczywiście przede wszystkim. Narodów była u nas niepoliczalna ilość. A grup etnicznych, a wyznań! W samej statystyce można się było pogubić. Ileż zbożnej pracy czekało na powołanych...

I ta przestrzeń, ta przestrzeń! Ileż tam świetnych pułków kawalerii harcowało. Nawet armaty mieli. Kiedy pułki ruszały na wojnę, całe miasteczko płakało, starozakonnych nie wyłączając. Wszyscy kwiaty rzucali. Do głowy im nie przyszło, że je rzucają na grób.

Bo Hitler, niestety, wjechał do nas na czołgach. Skąd wziął tyle czołgów, jeden diabeł go wie. Czołgi i samoloty przesądziły sprawę. Do września to była tylko propaganda, potem niemiecki Gott zrobił z tego prawdziwe dywizje pancerne i dywizjony lotnicze, nie bacząc na wszelkie nauki płynące z naszej Wyższej Szkoły Wojennej. W Wyższej Szkole uczono, że nasi ułani w dwa tygodnie będą na Unter den Linden. Wystarczyło pomierzyć: tyle a tyle kilometrów przez tyle a tyle dziennie. Wychodzi jak ulał.

No, ale stało się tak, jak się stało. Trudno. Niemcy nie tylko nie zaprosili nas do tej swojej Drang nach Osten, choć mieliśmy wprawę w tym większą niż oni, co zresztą się okazało, to jeszcze uznali nas za jakichś gorszych. Za untermenschów. Pomyśleć, taki kulturalny naród nie odróżniał Azjatów od Europejczyków. Z tego się wszystko zaczęło.

A przecież dawaliśmy im to odczuć wyraźnie. Udawali, że nie rozumieją, chociaż hrabia Ronikier świetnie mówił po niemiecku. Kiedy już nie chcieli z nim gadać, trzeba było sięgnąć po bardziej wymowne środki.

Na początku w ogóle było wiele zamieszania. Niejasności. Pamięć o tych batalionach nie była już potrzebna, zastąpiły ją same bataliony, w takiej ilości, jaka nie śniła się Frycowi nawet w najpiękniejszych snach. Wydawało się, że naprawdę podbiją cały świat. Ale to szybko się wyjaśniło.

Więc najpierw, załatwiono wrzesień kilkoma procesami. Tak jakoś wypadało. Procesy nagłośniono, wyroki nie okazały się potrzebne, ale dzięki temu kilku porządnych ludzi mogło wrócić na swoje miejsca. Przy okazji pozbyto się kilku zbędnych, nawet niepotrzebnych. Nad urabianiem Francuzów, następnie Anglików, usilnie pracowano. Hotel Rubens co prawda nie miał takiego wystroju jak Belweder, ale też przedstawiał się nieźle.

Problem polegał na tym, że idiota Hitler za nic nie chciał przestać. Nie dość mu było września i tych tańców w wagonie, musiał jeszcze bombardować Londyn, urządzać jakieś Wawry, Kampinosy, Pawiaki, w dodatku się uparł, żeby tę trudną kwestię Żydów załatwić u nas w Polsce. Gdyby jeszcze zwyciężył, byłaby inna sprawa.

Okazało się jednak, że od ruskich kacapów dostał zdrowo po mordzie.

Wtedy kasztanka zaczęła wierzgać i nawet pierdnęła.

Churchill, który nie miał zielonego pojęcia, gdzie jest Pińsk, a gdzie Mińsk, który nie bacząc na nasze dobre rady już wcześniej skumał się z Ruskimi, zaczął teraz nalegać i na nas. Mówiąc ściśle, na nasz suwerenny rząd. Ponieważ to on płacił za hotel, coś z tym należało zrobić. Zrobiono dobrą minę, choć gra była wiadomo jaka.

Na szczęście los nam sprzyjał. Anders był swój człowiek, w dodatku miał do pomocy panie wolontariuszki i sodalicję mariańską. Sam Stalin siwka mu podarował. Potem Churchill trochę się ruszył, we właściwym momencie samolot spadł do morza i chłopcy znaleźli się pod palmami. Od razu cieplej im się zrobiło i corned beefu mogli żreć ile chcąc.

A Katyń w ogóle wszystko wyprostował.

To znaczy, w sumie poplątał. Bo ci nasi alianci nie stanęli za nami, oni mieli jakieś swoje ponure kombinacje. Kiedy poczytać pamiętniki Churchilla, albo coś o Roosevelcie, aż się niedobrze robi. Jakim rozumem to pojąć, że Stalin tak ich urabiał? Że prawie mu z ręki jedli? Niby kłócili się o Polskę, ale Stalin oczywiście postawił na swoim. Przesunął Polskę na zachód tyle, ile chciał. Churchill i Roosevelt to były ostatnie matoły z geografii, nie mogło do nich dotrzeć, że do Paryża od Nysy i Odry, a właściwie od Łaby, to jest mniej niż połowa drogi, którą by mieli bolszewicy od Dniepru.

Tak nas właśnie sprzedali. Można powiedzieć, za darmo. Angole naprawdę za darmo, Wuj Sam jeszcze im, rzec można, dopłacił. A miał bombę atomową. Dzięki tej bombie Japonia skapitulowała, po diabła więc było robić Ruskim takie ustępstwa? Gdyby ta bomba wylądowała w Moskwie, granica byłaby na Dnieprze, nie byłaby potrzebna żadna zimna wojna, nie mówiąc o koreańskiej. Zupełnie inaczej by wtedy wyglądała konferencja pokojowa. Rzecz jasna, gdzie indziej by się też odbywała.

Swoją drogą, jak to jest naprawdę z nami Polakami? Może wygodniej by nam było na tym Madagaskarze? Szkoda, że już zajęty. (cdn)


1 2 

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Drugie i trzecie pierdnięcie Kasztanki
Świadectwo wolnomyśliciela

 Dodaj komentarz do strony..   Zobacz komentarze (60)..   


« Felietony i eseje   (Publikacja: 11-05-2007 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Zbysław Śmigielski
Powieściopisarz, nowelista, aforysta, najrzadziej poeta. Laureat konkursów i nagród literackich. Uznany za marynistę. Był kapitanem jachtowym, instruktorem żeglarstwa, nieco powłóczył się po morzach, co ma wpływ na twórczość. Zajmuje się propagowaniem spraw morza na spotkaniach autorskich, szczególnie z młodzieżą. Interesują go także inne sprawy: historia współczesna, problemy społeczne, konflikty moralne - to, czym żyjemy na codzień. Ostatnia książka: Sarmaty i scyty (2007). Zmarł w 2014.
 Strona www autora
 Numer GG: 3401579

 Liczba tekstów na portalu: 22  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Nostalgia
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 5372 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365