Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
138.665.761 wizyt
Ponad 1054 autorów napisało dla nas 7230 tekstów. Zajęłyby one 28500 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Rok 2016
rok jak co rok
był dobry dla mnie
był dobry dla kraju
był dobry dla świata
był zły dla mnie
był zły dla kraju
był zły dla świata
  

Oddano 4129 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Wolność nie istnieje na zewnątrz, wolność istnieje tylko wewnątrz człowieka"
 Wprowadzenie » Agnosiewicz

Mój punkt widzenia
Autor tekstu:

Fides magistra studii est,
philosophia magistra prudentis est
[Wiara jest nauczycielką gorliwości,
filozofia jest nauczycielką roztropności]

Areligijność


Fot. Agnieszka Zakrzewicz

Nim uznałem, że jedyną właściwą dla mnie drogą życiową jest sceptycyzm byłem „zatruty Bogiem", brałem trzykrotny udział w mszach świętych, panicznie bałem się, że w przyszłości będę impotentem, gdyż taki był niechybny los każdego młodego onanisty. Tak zapewnił mnie ksiądz, któremu wierzyłem. Wierzyłem i bałem się. Oskarżenie Boga T. Mosera jest zapewne moim psalmem skargi i gniewu wobec Super-Taty mojego dzieciństwa. Dziś, pomimo, że uznaję swoje ograniczone możliwości poznawcze, czuję się zupełnie wyzwolonym z infantylnej idei Królestw Niebiańskich, opatrzności boskiej i tym podobnych bajań. Zdaję sobie sprawę, że mówienie o schyłku religii jest jednak niepoprawnym optymizmem. Potrzeba Boga jest głęboko zaszczepiona w świadomości ludzkiej i nieprędko zostanie wyrugowana. Jeśli już czujesz, że koncepcja Boga jest ci w życiu niezbędna i ułatwi ci życiowe zmagania, dam ci jedną radę: jeśli chcesz zachować swoją wiarę do końca życia — odrzuć wszystkie religie, kulty i dogmaty. Z własnego doświadczenia mogę stwierdzić, że nic tak skutecznie nie niszczy wewnętrznej wiary jak religia. Jeśli Bóg istnieje, biorę go na świadka, że kiedy byłem mały to najbardziej bałem się utraty wiary w starszym wieku. Czyniłem nieskończone śluby i obietnice, że moja wiara będzie twarda jak diament i czysta jak łza. Byłem niemalże pewny swojej niezłomności, ale jak mawiał ksiądz Twardowski: "Nie bądź pewny ..., bo pewność niepewna".

Nieprawdziwa jest jednak opinia o beznadziejności życia ludzi niereligijnych, opinia o tym, że są to ludzie bezrefleksyjni i pozbawieni wyobraźni. Jako jednostka pozbawiona nadziei dalszej zmysłowej kontynuacji bytu po fizycznej śmierci, nauczyłem się doceniać i wyzyskiwać radość egzystencji ziemskiej. Jak mówi Księga Koheleta (3,22): "Zobaczyłem więc, że nie ma nic lepszego nad to, że się człowiek cieszy ze swych dzieł, gdyż taki jego udział. Bo któż mu pozwoli widzieć, co stanie się potem?". Nie żyję nadzieją, że kiedyś będzie lepiej, wiem, że muszę dołożyć wszelkich starań, aby już tutaj było lepiej. No i wreszcie - subiektywny prestiż. Czuję się zaszczycony swą przynależnością do tak elitarnego grona w skali światowej…

Moralność

Pomimo, że nie uznaję żadnych systemów moralnych, nie uważam się za osobę niemoralną. Jednak o to co jest dobre a co złe pytam się rozumu, a nie „autorytetu" lub organizacji. Jak mówił de Montaigne: "Poczucie dobrego i złego zależy w znacznej mierze od naszego o tym mniemania".

Dziecięctwo duchowe

Swoje duchowe dziecięctwo kończysz wtedy, gdy odpowiedzi zastępujesz pytaniami. Tę postawę, którą tutaj postuluję, przeciwnik określił z niesmakiem: „Szukać owszem, ale broń Boże coś znaleźć". I to jest istota najodważniejszej linii światopoglądowej — ciągle pływaj i niech cię nie zwiedzie syreni śpiew jakiejkolwiek przystani. Owszem, wyjdź na brzeg, ale nie na długo. Niechaj pytania zawsze przeważają odpowiedzi. Być może nie znajdziesz Najświętszej Trójcy Słabeuszy — tzw. prawdy, celu i sensu. Masz za to wielkie szanse na coś wspaniałego — satysfakcję. Radość z tego, że z godnością zniosłeś ciężar poznawania. Wspaniałe poczucie wyższości z racji zażywania szczęścia bez potrzeby opierania go na łatwych substytutach prawdy. Czy jest coś piękniejszego nad słowa uznania dla samego siebie u kresu tej wędrówki? — Cholera, warto było... Stanisław Lem, zapytany o Boga Ojca owej Trójcy Słebeuszy — sens, upewnił mnie jedynie, iż nieodzowność posiadania tego filaru duchowego jest domeną ludzi pustych w środku, zagubionych i zdezorientowanych występującym dysonansem między rzeczywistością a założeniami różnorakich systemów filozoficzno-religijnych. A więc czy odnalazł Pan swój sens, Panie Lem? "Znalazłem w tym sensie, że go nie szukałem. Nie biegałem za sensem jak za nietoperzem. Robiłem to, co umiałem i lubiłem. Wstawałem o piątej rano nie dlatego, że mi kazali, tylko dlatego, że lubiłem pisać … Gdzieżbym miał jeszcze siłę uganiać się za sensem!" Twym najpełniejszym zwycięstwem nad tłumem „ubogich duchem" jest zaakceptowanie własnej śmierci. Wszak cóż warte byłoby życie, gdyby nie Ona? Nie znaczy to bynajmniej, że mamy się cieszyć kiedy umrze ktoś nam bliski. O nie! To byłoby zbyt altruistyczne — cieszyć się kiedy odchodzi od nas przyjaciel, któremu tam może być tylko lepiej (gdyż przeniósł się do krainy Wiecznej Szczęśliwości, względnie zasnął snem wiecznym, w którym wszystko mu wisi i powiewa). My jednak w takiej sytuacji egoistycznie zapłaczmy — gdyż oto straciliśmy kogoś wartościowego. Co innego kiedy my mamy odejść — wtedy nie wylewamy łez. "Kiedy przychodzimy na świat płaczemy, inni się cieszą, kiedy odchodzimy — śmiejmy się, niech płaczą inni" (Wolter).

Ego

Nie zasługuje na potępienie postawa zracjonalizowanego egocentryzmu. Pogardy natomiast jest godny hipertroficzny egoizm — kosmoegotyzm. Jest to przypisywanie nadmiernego znaczenia dla wszechświata (Boga) wiecznemu istnieniu naszej osoby. Wiąże się z tym koncepcja życia zagrobowego. Dogmat spetryfikował tę myśl godną jaskiniowca, która winna być dawno odrzucona jako szkodliwa i absolutnie niegodna dwunożnej istoty myślącej. Każdy kto gloryfikuje publicznie wymyślony byt pośmiertny, winien być uznanym za wichrzyciela i rewolucjonistę. W imię tej prymitywnej nadziei ludzie nie tylko przestają cenić własne życie (na ziemi), lecz nadto mordują innych ludzi.

Duchowy hedonizm

Wieczne szczęście jest równie absurdalne jak wieczne męki. Idea nieskończonego cierpienia jakiejkolwiek istoty ludzkiej zdyskredytowała Jezusa jako postać niegodną szacunku. Jego częste odgrażanie przeciwnikom (kto nie jest ze mną, jest przeciwko mnie) nie może być zagłuszone przez frazesy o miłości bliźniego (były to w istocie idee zaczerpnięte z ówczesnych szkół rabinicznych, które „wzbogacono" kuriozum o kochaniu wrogów). Wieczne szczęście z kolei jest niemożliwe, ze swej istoty — nie istnieje szczęście, jeśli nie ma nieszczęścia. Jedynym ratunkiem dla spójności tej idei mógłby być obraz raju w którym szczęśliwcy mają możność wiecznego upajania się widokiem mąk piekielnych (co też w istocie było ogłoszone np. przez świętego Augustyna).

Największy zarzut wobec chrześcijaństwa

To bez wątpienia proklamowanie głupoty i mierności, które w połączeniu z właściwą pobożnością są jedynymi wymaganiami chrześcijańskiego Boga. Pobożne głuptactwo z racji swojej mierności nie jest w stanie zdobyć się na myśl, która choć wzniosła może prowadzić na manowce „grzechu" i z tej racji przekreśla jej wartość Bóg chrześcijan. Jezus zwracał się do niego słowami: "Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom" (Mk 11, 25) Chrześcijańska religia nie polega na propagowaniu cnotliwego życia, lecz na kajaniu się przed Bogiem, dostrzegł to już Celsus w II w.: "Bóg wspomaga złych, którzy biadają, a odrzuca sprawiedliwych, którzy tego nie czynią; to jest szczyt niesprawiedliwości"

Równość

Kolejną marą jest często idea równości. Pomimo, że głosi ją wiele religii, równość jest teorią niekonfesyjną, której podlegają wielcy skądinąd myśliciele. Mówi się więc, że każdy człowiek rodzi się równy jako niezapisana karta, którą społeczność poprzez wychowanie zapełnia odpowiednimi treściami. Idzie za tym wniosek, że każdy swoją kartę może zapisać dowolnymi treściami. Ideologia zawładnęła nauką. Genezę tego należy upatrywać w starożytnych patologicznych nierównościach, które zrodziły na przestrzeni wieków wielkie pragnienie równości.

...


 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Mój romans z Kościołem
Invocatio Dei

 Dodaj komentarz do strony..   Zobacz komentarze (7)..   


« Agnosiewicz   (Publikacja: 16-05-2002 Ostatnia zmiana: 21-01-2008)

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Mariusz Agnosiewicz
Redaktor naczelny Racjonalisty, założyciel PSR, prezes Fundacji Wolnej Myśli. Autor książek Kościół a faszyzm (2009), Heretyckie dziedzictwo Europy (2011), trylogii Kryminalne dzieje papiestwa: Tom I (2011), Tom II (2012), Zapomniane dzieje Polski (2014).
 Strona www autora

 Liczba tekstów na portalu: 891  Pokaż inne teksty autora
 Liczba tłumaczeń: 3  Pokaż tłumaczenia autora
 Najnowszy tekst autora: Czy oryginalny marksizm da się obronić?
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 54 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2017 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365