Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
166.383.834 wizyty
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7332 tekstów. Zajęłyby one 28943 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Kiedy będzie dostępna szczepionka na SARS-CoV-2 ?
Za miesiąc
Za pół roku
Za rok
Nie będzie możliwa
  

Oddano 532 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
W czasie dziecięctwa nowej religii ludzie mądrzy i uczeni powszechnie ignorują tę sprawę, uznając ją za zbyt błahą (..) A kiedy później chcą zdemaskować oszustwo, by otumanione masy przejrzały na oczy, jest już zbyt późno, i dokumenty a także świadkowie, którzy pomogliby sprawę wyjaśnić, znikli bezpowrotnie.
« Felietony i eseje  
Surowość myśli czyli dynamika kontra stagnacja [2]
Autor tekstu:

W tym momencie, uważny czytelnik powinien być w stanie rozszyfrować sens pozornie bezsensownego tytułu niniejszego eseju. Jak również i to, że jego celem nie jest krytyka, lecz pokorna próba podkreślenia pewnej generalnej zasady, która istnieje w świecie idei, koncepcji oraz izmów. Zasada ta, choć subtelna, jest kluczową w owym świecie a niezrozumienie jej z reguły prowadzi do katastrofalnych skutków. Mieliśmy już tortury w imię wszechmiłosiernego, kult jednostki w imię równości, obalanie wybranych rządów w imię szerzenia demokracji. Po co nam jeszcze zacietrzewienie w imię racjonalizmu?

Dlaczego więc nie skrytykować hipokryty, który frywolnie miesza postępowy i twórczy światopogląd z zesztywniałym sposobem myślenia? Po pierwsze dlatego, że uznanie kogoś za hipokrytę implikuje założenie, że działa on świadomie i z premedytacją. Byłoby to raczej potępienie, niż konstruktywna korekta. Bardziej inspirujące zazwyczaj jest wykazanie komuś, że przeciera on szlak, prowadzący do chlubnego celu. Czy tam dotrze, to już jego sprawa, gdyż wolnomyślicielstwo to taka niewdzięczna profesja, w której kunszt zależny jest od świadomie kultywowanej elastyczności umysłu a nie od wysługi lat.

Gdy piszę więc o surowości myśli, nie chodzi mi o stan przed ugotowaniem, lecz raczej ten, w którym surowiec występuje w formie naturalnej. Formowana długimi latami ruda, jest silnie zintegrowanym, i na tym etapie raczej bezużytecznym materiałem. Dopiero proces dezintegracji, czyli mielenia i roztapiania, pozwala na ekstrakcję tego, co jest potrzebne i wartościowe. Otrzymany produkt często ponownie formuje się w zwarty materiał, jednakże jest to już pożądana integracja substancji w jej klarownej postaci.

Dokładnie ten sam proces przemiany z integracji pierwotnej, po przez różne poziomy dezintegracji, aż do integracji wtórnej, tyle że w odniesieniu do świadomości, przedstawił prof. Kazimierz Dąbrowski w swojej teorii dezintegracji pozytywnej, dotyczącej rozwoju ponadprzeciętnej osobowości. Jego zdaniem, stereotypowa religijność jest symptomem integracji pierwotnej. A ten właśnie poziom rozwoju jest według Dąbrowskiego stanem chorobliwym (psychopatycznym), gdyż całkowicie zdrowa psychicznie osoba to taka, która świadomie kieruje swoim postępem, tak jak wspomniany heglowski fenomenologik. A tak na marginesie, to nigdy nie byłem w stanie wytłumaczyć sobie dlaczego na KUL-u naucza się o Dąbrowskim, zamiast pomijać go milczeniem. Tym bardziej, że trzonem jego teorii rozwoju jest uwalnianie się spod wpływu zwyczajowo akceptowanych autorytetów. Zawsze uważałem, że wykładający na KUL-u to wyjątkowo bystrzy osobnicy, a rozwiązaniem mojego dylematu jest to, że się mylę — co przecież jest nie do pomyślenia.

Zaraz, zaraz… psychopatycznym… religijność… przecież dziewięćdziesiąt kilka procent… czy ten Dąbrowski… Nie jednemu duchownemu mogłoby zaprzeć dech w piersiach. Czy jednak rzeczywiście termin „stan chorobowy" jest zbyt mocnym stwierdzeniem w sytuacji, w której miłość bliźniego idzie w parze z szykanowaniem go, przebaczenie frywolnie miesza się z potępieniem, a wszechmiłosierny Bóg stwarza wieczne piekło dla tych, którzy pozwolili się wprowadzić w błąd. Gdybym to ja publicznie gorączkował, zainspirowany rokiem osiemdziesiątym czwartym Orwella, że miłość jest nienawiścią, a wojna jest pokojem, to następny esej zmuszony byłbym pisać zagryzając środkami farmakologicznymi z plastikowego kieliszka.

Robi się południe, a ja jeszcze nic dzisiaj nie jadłem, wypadałoby więc pomału skłaniać się do konkretnych wniosków. Konkluzja w sumie narzuca się sama: racjonalny wolnomyśliciel ma do wyboru dwie ścieżki. Jedną jest trzymanie się swojego dotychczasowego poziomu. Drugą jest wznoszenie się ponad uwarunkowania swoje oraz te objawiane przez oponenta. Pierwsza, ta łatwiejsza, jest reakcjonizmem, i ostatecznie owocuje niczym innym jak tylko — i to powinno być zaskoczeniem — potępianiem grzechów, oraz chęcią ukrzyżowania mąciciela. Druga, ta wymagająca wysiłku, jest bardziej twórcza. Zgodnie z nią, tezą będzie stwierdzenie, że zorganizowane religie są zbędne i szkodliwe, lecz antytezą będzie to, że są potrzebne i korzystne. Syntezą czyli połączeniem pozornie wykluczających się argumentów, może być wniosek, że religie, które mamy, są odzwierciedleniem poziomu naszego kolektywnego rozwoju i być może dlatego są naszym społeczeństwom na tym etapie potrzebne. Być może na przykład, nie dojrzeliśmy jeszcze jako gatunek, by wdrażać wysokie zasady etyczne bez inspiracji strachem? Być może nasza nauka nie jest jeszcze w stanie definitywnie odpowiedzieć na ważne pytania, i póki co mity są potrzebne. Jak uczy historia, zawsze znajdą się chętni do tego, by czerpać zyski z kontrolowania zdezorientowanej gawiedzi. Może więc za stan polskiej demokracji odpowiedzialny jest nie tyle ksiądz-krwiopijca, co zakompleksiony nauczyciel, który nie jest w stanie w nikim pobudzić cech niezbędnych do właściwego funkcjonowania w demokracji, czyli wiary we własną wartość i odwagi, by tę wiarę praktykować w codziennym życiu. Ponadto, nie ma się co czarować, w naszej cywilizacji filozofowie nigdy nie stanowili większości. Może więc na obecnym etapie ewolucji religia, jakakolwiek by ona nie była, jest jedynym sposobem na to, by obywatele przestali na moment pasjonować się faktami z życia słynnych aktorek, wierząc, że dręczenie się problemami egzystencjalnymi jest patologią. Co więcej? Myślę, że posądzanie Kościoła o hipokryzję, tak jak i potępianie fanatycznego wolnomyśliciela, nie do końca jest uzasadnione. W obu przypadkach mamy piękną ideę, która za sprawą czyjejś niedojrzałości powędrowała w niewłaściwym kierunku. W obu przypadkach problemem nie jest źle ukierunkowana wiara, lecz raczej brak pełnego przekonania do czegokolwiek.

Czy ta dialektyczna ścieżka oznacza zaakceptowanie istniejących faktów i siedzenie z założonymi rękoma? Niekoniecznie. Hegel zauważył, iż dialektyka może być bardzo twórczym narzędziem. Kiedy po tezie i antytezie otrzymamy syntezę, nic nie stoi na przeszkodzie, by stała się ona tezą do kolejnego wywodu, i tak dalej, i tak dalej. Jeśli tezą jest, że stan naszych religii pokazuje, iż jesteśmy na niskim poziomie rozwoju, a antytezą, że jest całkiem dobrze, to syntezą może być konkluzja, że nie ma się na co oglądać i — z religią lub bez — próbować wyjść z jaskini na światło dzienne.

Istota i piękno dialektyki, to nie tylko zdolność swobodnego żonglowania skomplikowanymi pojęciami. Oprócz sprawnego intelektu, przynosi ona również inny prezent, wartościowy szczególnie dla tych, którzy cenią sobie humanistyczne wartości. Jest nim zdolność głębszej przemiany wewnętrznej. Myśliciel, który zrzekł się jednostronności na rzecz metody dialektycznej, otworzył sobie drogę do wewnętrznej sprawiedliwości, czyli uczciwości przed sobą samym. Dlatego jest on w stanie dostrzec, iż jednostronność, będąca subtelniejszą formą nietolerancji, jest skutecznym sposobem na ograniczanie samego siebie. Nie chcąc powstrzymywać swojego rozwoju, bardzo rzetelnie będzie tropił on wszelkie objawy ciemnoty manifestujące się w jego myślach oraz działaniu. Ta uczciwa samoocena nie pozwoli mu na stagnację — bliską przyjaciółkę dogmatycznego myślenia. Krótko mówiąc, dialektyka to nie tylko rodzaj bardziej zaawansowanej logiki, to także cecha rozwiniętego charakteru.

W dywagowaniu na temat tego, która ścieżka jest bardziej racjonalna, przydatnym może być też zdroworozsądkowe założenie, że człowiek odpowiedzialny jest za to, co dzieje się w jego umyśle. Natomiast na większość procesów odbywających się poza nim, często nie ma on znaczącego wpływu. W takim świetle, wynikający z jednostronności reakcjonizm, jest raczej absurdalną propozycją, zmuszającą do pokładania wysiłków tam, gdzie są one najmniej skuteczne. Ktoś mógłby wyjść tutaj z antytezą, że wewnętrzny rozwój jest cichy i dlatego nieistotny wobec potężnych procesów społecznych, podczas gdy potrzebne jest coś, co działa, czyli głośne gardłowanie. Syntezą za to, może być wniosek, że znaczące i korzystne zmiany społeczne zazwyczaj inspirowane były przez rozwinięte, wybitne indywidualności a nie rozsierdzonych pieniaczy.

Gdyby okazało się, że jednak spartaczyłem te swoje proste wywody, to wtedy morał nie wyłoni się sam spomiędzy wierszy. Pomimo nawet tego, że zawarłem go w każdym akapicie. Na wszelki więc wypadek śpieszę nadmienić, że jest nim mniej lub bardziej nieudolna próba przypomnienia motta Oświecenia, które Emanuel Kant umieścił w pierwszym paragrafie swojego eseju z 30 września 1784 roku: „Sapere aude! — miej odwagę by myśleć samemu."


1 2 

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Myśl wolna i powolna a prawdy perswazyjne
Syndrom Frankensteina

 Dodaj komentarz do strony..   Zobacz komentarze (4)..   


« Felietony i eseje   (Publikacja: 15-06-2007 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Wieslaw Faliszewski
Ur. 1971. Mieszka w Rockford w stanie Illinois, gdzie prowadzi małą firmę transportową oraz handluje nieruchomościami. W ramach hobby studiuje na kierunku liberal arts w Excelsior College, Albany, New York.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 5422 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365