Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
148.970.860 wizyt
Ponad 1062 autorów napisało dla nas 7287 tekstów. Zajęłyby one 28732 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Co z Brexitem?
będzie drugie referendum
będzie początkiem końca UE
zyska na nim Wielka Brytania
ostatecznie wzmocni UE
dużo hałasu o nic
  

Oddano 345 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Koncepcje religijne podlegają wyłącznie sile inercji własnej tradycji i autorytetowi aktualnych zwierzchników odpowiednich instytucji wyznaniowych, ci zaś nie są bynajmniej zainteresowani w rozszerzaniu sfery wpływów rozumu.
« Felietony i eseje  
Surowość myśli czyli dynamika kontra stagnacja [1]
Autor tekstu:

Niedawno przydarzyła mi się szansa na to, by okazać się bardzo uprzejmym. Gdy po godzinie monotonnej jazdy wśród podchicagowskich pól kukurydzy zjechałem na przydrożną stację, zostałem zaczepiony przez średniego wieku panią o raczej dobrych manierach. Nie była ona w stanie poradzić sobie z zatankowaniem samochodu, mimo iż stacja ta nie różniła się niczym wyjątkowym od innych, a poszczególne kroki procesu wypisane widniały na pompie.

To niewinne zdarzenie wywołało u mnie całkiem mieszane emocje i spostrzeżenia. Może nie jest ze mną jeszcze tak źle, skoro czasami ci, którzy od początku mówią po tutejszemu, miewają trudności w rozszyfrowywaniu codziennych czynności. Czy zdarzyło się tej pani kiedykolwiek argumentować, że imigranci to gamonie i lepiej byłoby gdyby wrócili do domu. Skąd bierze się różnica w tym, iż niektórzy potrafią być autorami pożytecznych tworów sprawnego intelektu, podczas gdy inni mają wręcz trudności by z nich korzystać. I tak dalej w podobnym tonie.

Podobnie mieszanych emocji i spostrzeżeń doświadczyłem, kiedy to w poszukiwaniu wyważonych i trzeźwych opinii o współczesnym świecie, znalazłem portal racjonalista.pl. Najpierw ogarnęło mnie coś na kształt nieokiełznanej ekstazy. O Stanach Zjednoczonych można powiedzieć wszystko, oprócz tego, iż jest to kraj filozofów. Zwolna więc zaczynałem się głowić, czy moja skłonność do umysłowych spekulacji jest symptomem głębiej ukrytej choroby, czy też zwykłego niedoboru witamin. A tu proszę, istnieją tacy, którzy myślą i wcale się tego nie wstydzą. W miarę czytania jednak, moja euforia stopniowo słabła. Zacząłem odnosić wrażenie, że wiele przeczytanych spostrzeżeń - jakkolwiek byłyby one trafne — jest w zasadzie potocznym reakcjonizmem na dziejące się wokół zjawiska. Zamiast jednak uciekać od czegoś, co postrzegłem za wyjątkowo ważne i pożyteczne, postanowiłem wrzucić swoje trzy centy. Oto one.

Wielu pobłogosławionych ciężarem sprawnie funkcjonującego umysłu, jest w stanie dostrzec irracjonalność walczących o dominację Kościołów. Krążą w Internecie megabajty opisów tego, w jaki sposób zinstytucjonalizowane religie, działając zgodnie lub wbrew własnym ideologiom, zagrażają zdrowemu rozwojowi społeczeństw. Cuda podobnego sortu mają miejsce nie tylko w krajach rozwijających się. Od czasu gdy konserwatywna partia objęła władzę w Waszyngtonie, fundamentalizm religijny stał się jawną częścią życia politycznego i społecznego także i w USA. Arogancja szczególnie widoczna jest w obecnej polityce zagranicznej, ustalonej przez neokonserwatystów z centrów ideologicznych, zwanych tu popularnie „think tanks". Czy więc mówimy o obowiązkowej religii dla trzylatków, czy o lekceważeniu międzynarodowych umów, w podtekście odnosimy się do jednego i tego samego problemu. Pikantnymi szczegółami można by sypać z rękawa, a leksykon wpływowych szarlatanów byłby tłustym woluminem. Innymi słowy nie jest dobrze, gdyż idee Oświecenia nawet w świecie zachodnim często pozostają chwytliwymi frazesami, a nie rzeczywistością społeczną. Prawie pewien jestem, iż niejeden wnikliwy obserwator w tym właśnie momencie zagotowuje się wewnątrz siebie, zasiadłszy nad gazetą lub przed telewizorem. I trudno w takim kontekście piętnować go za to, że emocjom pozwoli on czasami zaganiać rozum do kąta.

Jeśli jednak taki stan rzeczy przeciąga się i intelekt bezpiecznie czuje się już tylko w kącie, wtedy myśliciel powinien zbadać swoją wewnętrzną kondycję.

Zdarza się na przykład, że krytyk literacki, analizując z perspektywy czasu całokształt twórczości pisarza, odwołuje się do pojęcia surowości myśli, i z jego pomocą bada wewnętrzny rozwój i dojrzałość artysty.

Surowość myśli nie jest złożonym zjawiskiem. Pewna doza wnikliwości wystarczy, by spenetrować to misterium, którego jaskrawym symptomem jest jednostronność. Oczywiście, tak jak surowość myśli różni się od wtórnego analfabetyzmu, tak samo jednostronność różni się od zacietrzewienia. Będąc więc subtelniejszą w formie, może ona przydarzyć się nawet temu, kto aspiruje do wolnomyślicielstwa. Jej atrakcyjność leży w przeświadczeniu, że zdecydowane hołdowanie przyjętym aksjomatom, jest gwarantem zdrowej i spójnej, czyli zintegrowanej osobowości.

Czy istnieje więc szansa na to, by szanujący się filozoficzny analityk na chłodno rozpatrzył różne aspekty społecznej sytuacji i nadal pozostał sobą? Innymi słowy, czy jest możliwe, by widząc ułomności oskarżonego, nie schylać się do jego poziomu i nie używać jego oręża, które często jest niczym innym jak tylko impulsywną reakcją na realną lub wydumaną opozycję? Lub jeszcze inaczej, czy istnieje szansa na to, by pokrzepić swoje serce, jak i ujść za roztropnego, bez żerowania na ewidentnych błędach adwersarza. Moim skromnym zdaniem taka możliwość istnieje. Wraz z jej zaakceptowaniem kończy się jednostronność, a z nią surowość myśli.

Nietrudno będzie komukolwiek zakwestionować wartość mojego skromnego zdania w tej materii. Muszę więc dodać sobie animuszu, a przede wszystkim w miarę autorytatywnego poparcia. Odwołam się do Hegla i dialektyki, mając nadzieję, że niczego nie spartaczę przeintelektualizowanymi teoriami tudzież ich amatorską interpretacją.

Jednoczesne postrzeganie dwóch odmiennych aspektów danego zjawiska, może wydać się paradoksem. Szczególnie wtedy, gdy aspekty te są sobie przeciwne. Jak jest to możliwe, na przykład, że ta sama działalność jest dobra i zła jednocześnie. Surowość myśli wręcz nieświadomie wyklucza taką ewentualność, zanim da jej szansę na zaistnienie w strumieniu świadomości. To dlatego, umysł w którego nawyku jest operowanie przyjętymi dogmatami (religijnymi, politycznymi, naukowymi, obiegowymi, etc.) pół żartem, pół serio, dialektyką nazywał będzie to, co jest dla niego zbyt skomplikowane. Hegel jednak wychodził z założenia, iż metoda dialektyczna jest sposobem na zrozumienie złożonych realiów. Twierdził on, że istota myśląca posiada pragnienie poznania kompletnej rzeczywistości, jednakże nie jest ona w stanie uwolnić swoich myśli od konkretnych jej aspektów. Innymi słowy, próbuje ona poznać całość, ale nie może powstrzymać się od analizowania szczegółów, dzielenia na elementy, czy też rozmieniania na drobne, jak kto woli. Jeśli jednak osoba jest poważna w swoich wysiłkach poznawczych, to szybko dostrzeże, iż każdy rozważany szczegół, element czy zjawisko, ma przynajmniej dwa aspekty, każdy argument posiada kontrargument, itd. Tak jak w słynnym zagadnieniu: czy szklanka jest do połowy pełna, czy jest do połowy pusta? Dopiero rozważenie i uwzględnienie tych przeciwieństw daje szansę na obiektywne poznanie i zrozumienie problemu. W takim procesie rozumowania mamy więc: tezę (argument), antytezę (kontrargument), oraz syntezę (wypływający wniosek). Użyję prostego przykładu. Teza: jestem młody; antyteza: jestem stary; synteza musi więc połączyć te dwie sprzeczności. Dlaczego musi? Dlatego, że zazwyczaj zdarza się, iż ta sama osoba jest młodzieńcem i jest starcem: oba stwierdzenia są prawdziwe i oba dotyczą tego samego obiektu, tyle tylko, że w różnym czasie. Konkluzją będzie więc stwierdzenie, że jestem istotą przechodzącą pewien biologiczny proces. Dialektyka daje nam szansę na połączenie dwóch pozornie sprzecznych aspektów danego zjawiska. „Pozornie sprzecznych" oznaczać tu będzie sprzecznych w kategoriach czy też w obrębie prostej, formalnej logiki, gdzie "A" jest równe "A" i do widzenia.

Myśliciel uzbrojony w narzędzie jakim jest dialektyka, będzie w stanie dopuścić ewentualność tego, iż zjawiska społeczne, nawet te powszechnie oceniane jako szkodliwe mogą mieć pozytywny aspekt. Równie dobrze może on kwestionować te, które uchodzą za piękne i prawdziwe. W ten sposób — jak twierdził Erich Fromm — rodzi się charakter zdolny do samodzielnego pokierowania swoim życiem. Być może za długo grzązłem w lekturach książek pisanych przez krytyków społecznych, ale osobiście uważam, że w świecie w którym wszystko płynie, tylko ten, kto płynie pod prąd, ma szansę na to, by nie runąć wraz z wodospadem. Inną alternatywą jest ugrzęźnięcie na powitalnej stronie portalu odwójki, gdzie można poczytać o „furze Dody", „stringach Gabrielskiej", „poniżeniu Britney", oraz o wielu innych wydarzeniach ze świata kultury. Tę ewentualność zostawimy na razie w spokoju.

Jakim więc to cudem metoda dialektyczna może pomóc nam w pokochaniu nieprzejednanych rycerzy niepokalanej? Do tego zmierzamy, najpierw jednak muszę przywołać kolejną, bardzo ważną filozoficzną koncepcję. Odwołam się znowu do Hegla, a nawet i do Marksa. Obaj jegomoście, biegli w arkanach dialektyki, naciskali raczej zdecydowanie na proces zmiany. Ów proces zmiany podkreślał też w tamtych czasach inny, szacowny myśliciel: Karol Darwin. Jemu na razie jednak podziękujemy, ponieważ w tym momencie ważniejsza dla tej dyskusji jest ewolucja tego, co dzieje się w świadomości społecznej, o czym lubił pisać Marks, oraz ewolucja tego, co odbywa się w indywidualnej świadomości, o czym lubił pisać Hegel. Fenomenologik, na przykład, to według Hegla człowiek, który kieruje swoją świadomością tak, by wyszła ona z platońskiej jaskini na światło dzienne. Obecnie nazywa się to samorozwojem.

Innym przykładem na to, że proces zmiany jest ważnym zagadnieniem w poglądach Hegla jest jego dialektyka egzystencji, gdzie tezą jest bycie (byt), antytezą niebycie (niebyt), a syntezą co? Stawanie się. Gatunki, społeczeństwa czy indywidualna świadomość — naturalną zasadą jest tu proces ciągłego rozwoju, podczas gdy stagnacja wydaje się być wybrykiem. Dlaczego zmiana jest tak istotnym elementem dialektyki? Dlatego, że wbrew założeniom arystotelesowskiej logiki formalnej, "A" rzadko kiedy — o ile kiedykolwiek - jest równe "A", a już na pewno nie w świecie, w którym nie da się dwa razy wejść do tej samej rzeki, ponieważ wszystko płynie. Jeśli ktoś chciałby zaprezentować mi choćby jedną rzecz, która się nie zmienia, to czekam (ręce skrzyżowane na piersi i tupiąca stopa).

Oczywiście zwolennicy dogmatów nie lubią ani Marksa, ani Hegla, a może nawet i Heraklita, o Darwinie nie wspomnę. Szczególnie nie podoba im się sposób myślenia tych mędrców. A to z tej prostej przyczyny, że dogmaty potrzebują stałości, w nie mniejszym stopniu niż ryba wody. Nic dziwnego w tym, że i Marks nie cenił drobnomieszczańskiej mentalności, skorelowanej z porównaną do opium religią. Ta wzajemna animozja jest wszechobecna. Wyraźna jest na łamach tego portalu. A przede wszystkim widać ją w polityce, gdzie zasadniczy spór, czyli konflikt lewicy z prawicą, jest niczym innym jak tylko ścieraniem się progresywnych, postulujących zmiany idei, z konserwatywnymi, czyli tymi, które opowiadają się za utrzymywaniem istniejącego stanu rzeczy.


1 2 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Myśl wolna i powolna a prawdy perswazyjne
Syndrom Frankensteina

 Zobacz komentarze (4)..   


« Felietony i eseje   (Publikacja: 15-06-2007 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Wieslaw Faliszewski
Ur. 1971. Mieszka w Rockford w stanie Illinois, gdzie prowadzi małą firmę transportową oraz handluje nieruchomościami. W ramach hobby studiuje na kierunku liberal arts w Excelsior College, Albany, New York.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 5422 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365