Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
155.442.958 wizyt
Ponad 1062 autorów napisało dla nas 7301 tekstów. Zajęłyby one 28805 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Czy jesteś zadowolony/a z życia?
Tak
Nie
Nie wiem
  

Oddano 240 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Wolność rodzi naturalnie rozmaitość.
 Światopogląd » Wiedza, poznanie, hermeneutyka

Magia języka [4]
Autor tekstu:

Owo spowodowane przez sieć pojęciową upośrednienie relacji korespondencji pomiędzy nazwami języka i „faktami" świata prowadzi do tym większego „rozejścia się" świata i jego językowego obrazu, odwzorowania. Wynika to z podwójnej nieprzystawalności (a raczej bardzo niedoskonałej przystawalności): sieci pojęciowej do świata zewnętrznego oraz języka do sieci pojęciowej. Wobec tego zaiste zadziwiająca jest dogłębność i powszechność przekonania o istnieniu „ostrych", jasno wyodrębnionych obiektów, procesów i kategorii o obrębie „obiektywnej" rzeczywistości. Oczywiście wynika to ze zdeterminowanego przez ewolucję biologiczną sposobu funkcjonowania naszego mózgu i umysłu. Język stanowi tak efektywne narzędzie w komunikacji międzyludzkiej i operowaniu siecią pojęciową w procesach myślenia, że opłaca się „przymknąć oko" na jego faktotwórcze, czy też wręcz absolutyzujące „efekty uboczne". Pierwotnym celem ewolucji biologicznej ludzkiego mózgu i umysłu nie było bowiem doskonalenie wysublimowanych, abstrakcyjnych („filozoficznych") zdolności poznawczych, lecz czysto instrumentalne usprawnienie funkcjonowanie człowieka w środowisku fizyczno-biologicznym oraz społeczeństwie. Język, będący bardzo sprawnym narzędziem pomocnym w osiągnięciu tego celu, spowodował przy okazji takie uformowanie umysłu, że ma on silną predylekcję do kwantowania ciągłego ze swej natury świata. Dodatkowo, język stawał się tworem coraz to bardziej autonomicznym i zaczynał tworzyć konstrukty (nazwy, przekazy), które miały niewiele, lub zgoła nie miały nic wspólnego z zewnętrzną rzeczywistością. W najprostszych i najbardziej trywialnych przypadkach polegało to na elementarnym krzyżowaniu faktów świata i na tej podstawie tworzeniu faktów nowych; i tak, skrzyżowanie człowieka z ptakiem dawało anioła, a z koniem — centaura. Bardziej wysublimowane operacje tego typu prowadziły na przykład do oderwania sfery umysłowej od sfery cielesnej (materialnej), skutkujące powstaniem „ciał astralnych" lub duszy nieśmiertelnej. A już prym w złożoności owej kombinatoryki elementów językowych, ale i w kompletnym oderwaniu od rzeczywistego świata, wiodą porażające umysły maluczkich swym rozmachem wielkie systemy ontologiczne lub religijne.

Po prostu język, pierwotnie powstały między innymi w celu odwzorowania sieci pojęciowej, a przez to świata zewnętrznego, w czym przydatna była kombinatoryka jego elementów składowych (nazw) oparta na gramatyce, po uzyskaniu pewnej autonomii zaczął eksperymentować z takimi kombinacjami elementów, które nie miały żadnych realnych odpowiedników, jak chociażby wspomniane centaury. Co więcej, potrafił on narzucić owe konstrukty będącej nośnikiem znaczeń sieci pojęciowej, wymuszając na niej niejako wiarę w istnienie „desygnatów" takich kombinacji w świecie zewnętrznym. Nie inaczej powstały wielkie systemy religijne i filozoficzne. Oczywiście upodmiotowiając język dokonuję celowego uproszczenia — w rzeczywistości chodzi o bezosobowe procesy zachodzące w leżących u jego podstawy fragmentach sieci pojęciowej. Pomijam także mechanizmy odpowiedzialne za dobór, selekcję i akceptację oraz kulturowe utrwalenie takich a nie innych kombinacji, nie wspominam o tęsknotach, lękach, potrzebach i po prostu o czystym przypadku. Nie przeczę również, że taka „oszukańcza" (w sensie poznawczym) aktywność może mieć znaczenie przystosowawcze, na przykład pewna mitologia może być użyteczna w integracji społeczeństwa lub wspólnoty plemiennej. Wszystkie te sprawy, niewątpliwie istotne, nie zmieniają jednak roli języka w tworzeniu, poprzez dowolną kombinatorykę elementów, bytów urojonych, o którą mi tutaj głównie chodzi.

Gdy język wchodził do pierwotnych ludzkich społeczeństw, razem z nim jako pasażer na gapę zabrały się takie zjawiska, jak system arbitralnych znaczeń kulturowych, mitologia, religia czy właśnie magia. Magia języka zatem stwarza nie tylko dyskretne fakty w ciągłym świecie, wtłacza niedookreślone aspekty rzeczywistości w ścisły gorset nazw językowych — ona powołuje także do istnienia zjawiska, którym kompletnie nic w tej rzeczywistości nie odpowiada - duchy przodków, nadprzyrodzone moce, rozmaite bóstwa, rytuały mające pozyskać ich przychylność (modły, składanie ofiar) itp.. A wszystko to przez pragmatyczną i oportunistyczną ewolucję biologiczną, która ukształtowała nasze mózgi do polowania na mamuty i osiągnięcie społecznego sukcesu (a przez to efektywnego rozprzestrzenienie naszych genów), a nie do wiernego i niczym nieskażonego poznawania świata.

Wedle mojej koncepcji, którą obszernie omawiam w książce „Od neuronu do (samo)świadomości", świadomość w sensie psychicznym i samoświadomość, czyli poczucie własnego „ja" wyłaniają się w wyniku samonakierowania się na siebie ośrodka poznawczego w naszym mózgu. Polegałoby to na tym, że ośrodek ten oprócz odbierania (obrobionych przez ośrodki sensoryczne) sygnałów ze świata zewnętrznego, zaczyna także odbierać sygnały od samego siebie. W ten sposób tworzy on w swoim obrębie model samego siebie, rzutuje w siebie swój własny obraz. Innymi słowy, ma tu miejsce rekurencyjne odwoływanie się do samego siebie. Prawdopodobne wydaje się, że nie jest kwestią przypadku, iż jedyna znana nam istota obdarzona (samo)świadomością — człowiek — posiada wysoko rozwinięty język. Otóż w procesie ewolucji biologicznej (a także w trakcie rozwoju osobniczego) język stanowi dobrego kandydata, jeśli nie aż na źródło (generator) (samo)świadomości, to przynajmniej na „katalizator" jej rozwoju. Język, będący w końcu także elementem sieci pojęciowej, bardzo ułatwia tej sieci odwoływanie się do samej siebie, modelowanie samej siebie, wejście na pewien meta-poziom, orzekanie także o samej sobie (można tu dostrzec analogię ze słynnymi paradoksami logicznymi, w tym z paradoksem kłamcy, antynomią klas Russella i dowodem Gödla). Język jest wszakże swego rodzaju modelem sieci pojęciowej, jego nazwy odpowiadają, jak to omawiałem powyżej, najlepiej wyodrębnionym pojęciom. Bardzo istotną rolę odgrywa sprawność języka w ułatwianiu operowaniem siecią pojęciową, a także formalna struktura języka, która umożliwia odwoływanie się do samego siebie (a więc de facto operowanie samym sobą) oraz ostre wyodrębnianie (poprzez nazwanie) pewnego zbioru fenomenów lub procesów. W ten sposób powstaje jeden z najbardziej złudnych faktów świata (tym razem „wewnętrznego"): nasze absolutne, niepodzielne i niezmienne „ja" stanowiące o naszej tożsamości, czy wręcz istocie [ 5 ]. Stąd niedaleko już oczywiście do duszy nieśmiertelnej, zaświatów, gdzie owa dusza po śmierci zamieszkuje, i podobnych urojeń.

Otóż coś takiego jak jedno absolutne, niepodzielne i niezmienne ego będące kwintesencją identyczności naszego jestestwa po prostu nie istnieje. Ponieważ stoi to w sprzeczności z naszym codziennym subiektywnym odczuciem i obiegowymi poglądami, poświęcę temu problemowi kilka słów. Zacząć trzeba od tego, że „ja" rozumiane jako (samo)świadomość nie dzieli od „nie-ja" żadna absolutna granica — wyłoniło się ono w trakcie ewolucji biologicznej człowieka i każdorazowo wyłania się z psychicznego niebytu w trakcie rozwoju od zapłodnionej komórki jajowej do dorosłego osobnika. Notabene, są powody by sądzić, że w obu przypadkach rozwój ego przebiega równolegle z rozwojem języka, a oba te procesy wzajemnie się napędzają (stymulują), zgodnie z koncepcją przedstawioną powyżej. Znane jest na przykład zjawisko tzw. amnezji wczesnodziecięcej, polegające na tym, że dziecko nie pamięta żadnych (świadomych) wspomnień z okresu przed opanowaniem języka. Po drugie, „zawartość" "ja", a więc zarówno chwilowa treść, jak i ogólne właściwości psychiki zmienia się w czasie życia człowieka. Człowiek uczy się, nabiera doświadczeń, jego poglądy ewoluują, nabywa nowych śladów pamięciowych, podczas, gdy wiele starych ulega zatarciu. Nawet jeśli abstrahujemy od okresu dziecięcego, to starzec z pewnością nie jest „tym samym człowiekiem", co młodzieniec, z którego się rozwinął. Jedyne, co ich łączy to pewna ciągłość (mniejsza lub większa) ewolucji cech psychiki (oczywiście istotną rolę odgrywają tutaj ślady pamięciowe). Możliwe są jednak bardziej drastyczne zmiany. W krótkim okresie upojenie alkoholowe lub odurzenie narkotykami znacznie zmienia osobowość. Zresztą wystarczy uświadomić sobie znacznie bardziej „codzinne" przeskakiwanie światła uwagi z jednej rzeczy na drugą lub też wyłączenie samoświadomości podczas snu. Długofalowe i nieodwracalne zmiany (i najczęściej upośledzenie oraz zubożenie) psychiki powodują choroby w rodzaju demencji, Alzheimera, Parkinsona lub syfilisu, a także rozległe uszkodzenia mózgu spowodowane wypadkiem lub wylewem. Często przywoływanym przykładem jest kallotomia (przecięcie spoidła wielkiego łączącego obie półkule mózgu), w wyniku czego powstają dwie prawie całkowicie niezależne jaźnie (każda z nich posiada na przykład swoją „wolną wolę"), które częściowo dziedziczą pewne aspekty psychiki jaźni wyjściowej, chociaż niewątpliwie są wobec niej zubożone. Psychika, wbrew pozorom, nie jest także niepodzielna - posiada wiele „części" i aspektów, które mogą być także wybiórczo uszkodzone w wyniku urazów mózgu. A zatem także tutaj język funduje nam pozornie absolutny fakt świata — nasze własne niezmienne i niepodzielne „ja", które w istocie jest ewoluującym zespołem procesów będących podstawą (zawartości) naszej (samo)świadomości, dającym się określić i wyodrębnić jedynie w sposób przybliżony i rozmyty.

Ze względu na brak doskonałej przystawalności zarówno języka do sieci pojęciowej, jak i tejże do świata, język jest w stanie opisywać świat rzeczywisty jedynie w sposób przybliżony. Dodatkowo, ze względu na brak odpowiedniej metodologii, przystawalność języka do świata jest znacznie gorsza w filozofii niż, na przykład, w nauce (takie dziedziny jak np. religia stanowią czystą, praktycznie nieskażoną w swej postaci magię). Już w samej nauce, a w szczególności przy próbach unifikacji całej fizyki, nasz aparat pojęciowy oraz język (szczególnie matematyczny) zdaje się napotykać ogromne przeszkody w odwzorowywaniu rzeczywistości. Filozofia wyczerpała swój potencjał w opisie rzeczywistego świata setki, jeśli nie tysiące lat temu. W istocie, w przeciągu kilku ostatnich wieków, jedyny znaczniejszy postęp dokonywał się w obrębie sceptycznej filozofii analitycznej (np. Hume, Kant), kładącej nacisk na nasze ograniczenia w poznaniu świata. Także współczesny ogromny rozwój neurofizjologii jednoznacznie wskazuje, że nie jesteśmy uniwersalnymi maszynami poznawczymi. Co więcej, człowiek ma nieodłączną inklinację do tworzenia na swój własny użytek pojęć odnoszących się do bytów urojonych. Pojęcia takie ulegają niebywałemu wzmocnieniu poprzez przyporządkowanie im odpowiednich nazw językowych. Miało to miejsce w różnego rodzaju mitologiach, religiach, astrologii, alchemii, masonerii, a generalnie, wedle prezentowanego tu ujęcia, w szeroko pojętej magii. We wszystkich tych zjawiskach społecznych ważną rolę odgrywały „właściwe" nazwy, inkantacje, zaklęcia, obrządki czy ceremoniały. Wszystkie one dawały poczucie wtajemniczenia, wiedzy ezoterycznej, przynależności do wybranej i elitarnej grupy. Wszystkie mamiły dostępem do Najgłębszej i Ostatecznej Tajemnicy. To samo dotyczy w dużej mierze również filozofii. Ona także operuje nazwami i pojęciami urojonymi, którym nic (lub prawie nic) realnego nie odpowiada, w przeważającej większości po prostu bezsensownymi, a w najlepszym razie bardzo słabo zdefiniowanymi. Należą do nich duch, materia, monady, predykat, fakt świata i wiele wiele innych. Filozofia także rości sobie pretensje do prawdy absolutnej. Im wyższego poziomu abstrakcji sięga refleksja filozoficzna, tym mniej wspólnego ma ona ze światem rzeczywistym, tym bardziej jest pozbawiona sensownej treści, tym trafniej można ją określić jako żonglerkę nic nie znaczącymi nazwami.


1 2 3 4 5 6 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Po co powstała (samo)świadomość?
O podważaniu ratio czyli Rozum w kulturze


 Przypisy:
[ 5 ] Dla jasności dodam, że nie neguję wyodrębnienia się (epi)fenomenu (samo)świadomości w wyniku pewnej formy funkcjonowania mózgu, tak jak nie zaprzeczam faktowi wyłaniania się (epi)fenomenu życia w wyniku pewnego sposobu (funkcjonalnej) organizacji materii. Poddaję jedynie w wątpliwość istnienie absolutnego, niezmiennego i niepodzielnego „ja" (lub „duszy"), w analogii do negacji istnienia absolutnego faktu świata w postaci pana XY.

« Wiedza, poznanie, hermeneutyka   (Publikacja: 21-10-2007 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Bernard Korzeniewski
Biolog - biofizyk, profesor, pracownik naukowy Uniwersytetu Jagielońskiego (Wydział Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii). Zajmuje się biologią teoretyczną - m.in. komputerowym modelowaniem oddychania w mitochondriach. Twórca cybernetycznej definicji życia, łączącej paradygmaty biologii, cybernetyki i teorii informacji. Interesuje się także genezą i istotą świadomości oraz samoświadomości. Jest laureatem Nagrody Prezesa Rady Ministrów za habilitację oraz stypendystą Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej. Jako "visiting professor" gościł na uniwersytetach w Cambridge, Bordeaux, Kyoto, Halle. Autor książek: "Absolut - odniesienie urojone" (Kraków 1994); "Metabolizm" (Rzeszów 195); "Powstanie i ewolucja życia" (Rzeszów 1996); "Trzy ewolucje: Wszechświata, życia, świadomości" (Kraków 1998); "Od neuronu do (samo)świadomości" (Warszawa 2005), From neurons to self-consciousness: How the brain generates the mind (Prometheus Books, New York, 2011).
 Strona www autora

 Liczba tekstów na portalu: 41  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Istota życia i (samo)świadomości – rysy wspólne
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 5591 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365