Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
142.399.247 wizyt
Ponad 1057 autorów napisało dla nas 7253 tekstów. Zajęłyby one 28610 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Korea Północna zaatakuje
w 2018 r.
w ciągu kilku lat
nie zaatakuje
  

Oddano 1177 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Formalny imperatyw katolickiej doktryny prawa naturalnego jest pustą formułą, z której nic nie wynika.
 Nauka » Biologia » Biologia molekularna

GMO szansa czy zagrożenie? [1]
Autor tekstu:

Chyba po raz pierwszy doszło do publicznej dyskusji przeciwników i zwolenników GMO na tak dużą skalę. 5 marca 2008r. w Sejmie przeciwnicy GMO, czyli Klub Parlamentarny „Prawo i Sprawiedliwość", Unia na Rzecz Narodów, Koalicja „Polska wolna od GMO", Solidarność Rolników Indywidualnych, Stowarzyszenie na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju Polski, Stowarzyszenie " Przyroda Ojczysta" spotkali się i z tak poważnego tematu zrobili debatę polityczną. Po składzie prelegentów i polityków oraz po samym tytule wprowadzenia do tej dyskusji "GMO a zagrożenia dla człowieka" można było się spodziewać, że dyskusja pójdzie w jednym kierunku. Stanowisko końcowe było przygotowane na długo przed tą konferencją. 

Poczułem się bardzo nieswojo, kiedy prof. dr hab. Jan Szyszko, Poseł na Sejm RP, Minister Środowiska w latach 1998-2000, 2005-2007, w swoim wystąpieniu zaatakował prof. Piotra Węgleńskiego, który wykazał niekompetencję i brak wiedzy obecnemu Ministrowi Ochrony Środowiska prof. Maciejowi Nowickiemu. 

Jako rolnik wstydzę się, że mamy takiego ministra, który w artykule „Czy musimy jeść żywność genetycznie modyfikowaną" ("Gazeta Wyborcza" z dn. 22-02-2008 r.) napisał nieprawdę, cytuję: 

"Dla przykładu roślinom, którym wstrzyknięto bakterię Bacillus thuringensis (Bt) produkują toksynę niszczącą wszystkie owady żyjące na tych roślinach. A co z ptakami, które się tymi owadami żywią?"

 Pan minister, a w dodatku profesor, powinien po pierwsze wiedzieć, że nie wszczepia się bakterii, a jedynie gen bakterii, po drugie nieprawdą jest, że giną wszystkie owady żyjące na tych roślinach. Ginie tylko bardzo groźny szkodnik kukurydzy — omacnica prosowianka, która w roku ubiegłym wyrządziła w naszym kraju szkody na kwotę około 400 mln. zł, natomiast pozostałe owady pożyteczne jak biedronki, pajęczaki, a także nie pożyteczne jak np. mszyce pozostają. Jeśli mówimy o genie Bt to dotyczy to tylko jednej rośliny kukurydzy. Po trzecie, nie znam przykładów, aby ptaki żywiły się omacnicą prosowianką, a jeśli nawet by tak było, to białko omacnicy nie jest szkodliwe dla innych organizmów, bo w przeciwnym razie wszystkie organizmy żyjące uległy by zagładzie w tym również człowiek. 

W tym przypadku zachowujemy bioróżnorodność, o którą tak chodzi ekologom, bo jedynie pozbywamy się jednego owada. A trzeba wiedzieć, że w materiale siewnym genetycznie zmodyfikowanym musi się znajdować około 5% nasion niemodyfikowanych po to, aby ten groźny owad mógł się normalnie rozmnażać, a jednocześnie nie nabrać odporności na gen Bt. Obrzeża pól obsiewa się również nasionami nie modyfikowanymi jako strefy bezpieczeństwa zapobiegające przepyleniu. Wielkość tej strefy powinna być określona przepisami prawa mówiącego o koegzystencji. 

Po czwarte trzeba zadać sobie bardzo poważne pytanie — czy chemiczna ochrona plantacji jest bezpieczna? Środki ochrony roślin mają tę wadę, w odróżnieniu od GMO, że zwalczają owady zarówno pożyteczne, jak i niepożyteczne, nie zachowują bioróżnorodności, a dostając się do gleby i wody oddziaływają negatywnie na te środowiska, no i najważniejsze, jeśli szkodzą owadom mogą szkodzić również ludziom. Na kukurydzy uszkodzonej przez szkodniki, rozwijają się grzyby z rodzaju Fusarium, które produkują mikotoksyny, które są truciznami, gdzie w łańcuchu pokarmowym poprzez mleko, jaja, mięso przedostają się do organizmu człowieka wywołując choroby nowotworowe.

Drugi fragment z tego artykułu: "prawdziwe korzyści będą mieć wielkie koncerny światowe oferujące licencjonowane nasiona, które powinny wypierać nasiona naturalne. To nie rolnik, ale dostawca ziarna miałyby w przyszłości dyktować jakość i cenę nowego zasiewu". Pan Minister Ochrony Środowiska, prof. Maciej Nowicki powinien wiedzieć, że swoją wypowiedzią wystąpił przeciwko Polskim Firmom i Instytutom produkującym materiał siewny takim jak Instytut Hodowli i Aklimatyzacji Roślin, Spółce Skarbu Państwa Smolice, Kobierzyce i inne. Co więcej, każdy normalny rolnik wie, że trzeba siać ziarnem kwalifikowanym i to reguluje ustawa z dn. 26 czerwca 2003 r. o ochronie prawnej odmian roślin.

Obecnie prawie wszystkie odmiany roślin rolniczych są chronione wyłącznym prawem. Ochrona wyłącznym prawem przyznana hodowcy oznacza, że wyłącznie hodowca będący właścicielem odmiany lub osoba przez niego upoważniona w drodze umowy licencyjnej, może materiał siewny tej odmiany rozmnażać, przygotowywać do siewu, przechowywać, oferować do sprzedaży i sprzedawać na cele siewne.

Generalną zasadą jest to, że nasiona odmiany chronionej wyłącznym prawem rolnicy mogą siać jedynie w postaci kwalifikowanego (licencjonowanego) materiału siewnego. Przepisy prawa przewidują jednak wyjątek od tej zasady: rolnik może podjąć decyzję o użyciu do siewu materiału z własnego zbioru. Siejąc własne nasiona odmian chronionych bez zgody hodowcy, rolnicy korzystają z dozwolonego prawem przywileju odstępstwa rolnego. Za każdorazowe skorzystanie z tego przywileju rolnik jest zobowiązany uiścić hodowcy (właścicielowi odmiany) opłatę w wysokości obowiązującej dla odmiany w danym roku. Zgodnie z ustawą o ochronie prawnej odmian roślin, opłatę należy wpłacić na rzecz hodowcy w terminie 30 dni od daty siewu. Oczywiście bez wzywania ze strony hodowcy.

Trzeba wiedzieć, że produkcja materiału siewnego wysokiej jakości następuje w drodze krzyżowania; powstają mieszańce F1, które dają swoje zalety i bujność w pierwszym pokoleniu, natomiast wysianie tych nasion w następnych latach powoduje rozczepienie cech i nie dają takiego efektu, o który chodzi rolnikowi. Pan Minister pewnie miał na myśli zachodnie koncerny, ale produkcja materiału siewnego w kraju, jak i zagranicą, przebiega tak samo. To my rolnicy wybieramy, jaki chcemy mieć materiał siewny, a jeśli chodzi o korzyści, to mają je obie strony, a poprzez jakość również i konsument, którego nie wolno nam pomijać.

Jak widać nieznajomość problemów, o których wypowiada się pan Minister, jest bardzo głęboka. Przypomnę, że agenda rządowa Agencja Rynku Rolnego jest zobowiązana do dopłat z budżetu państwa do materiału kwalifikowanego i sadzeniaków, czyżby ekolodzy i Pan Minister nie wiedzieli dlaczego? Zdrowy materiał siewny to zdrowa żywność.

Nowe technologie, a szczególnie postęp w biotechnologii, dają  nam nowe możliwości, a mianowicie, że rośliny modyfikowane mają odporność na choroby, szkodniki, herbicydy. Przeciwnicy GMO podnoszą różne teorie, które nie mają żadnego potwierdzenia w badaniach ani praktyce. Konwencjonalne, tradycyjne uprawy roślinnie zawsze można nazwać bezpiecznymi. Dlatego postępu nie da się zatrzymać.

Uczestnicząc w tej konferencji jako rolnik, słuchając wypowiedzi polityków, doszedłem do wniosku, że wszystko jest podporządkowane potrzebom politycznym. Utrzymuje się niski poziom wiedzy w społeczeństwie, bo niski poziom wiedzy powoduje, że w sondażach opinii publicznej można zyskać punkty. Słuchałem wypowiedzi różnych organizacji, które widziały tu przede wszystkim własny interes, a celowały w tym najbardziej organizacje ekologiczne. 

W Polsce jest ponad 11 tysięcy gospodarstw ekologicznych, co stanowi około 0,7% pozostałych gospodarstw, których jest ponad 1,5 mln. Nie spotkałem przypadku, aby rolnicy z tradycyjnych gospodarstw występowali przeciwko gospodarstwom ekologicznym, mimo że gospodarstwa ekologiczne mają dużo, dużo większe dopłaty niż gospodarstwa tradycyjne, 

To rolnicy konwencjonalni mogą czuć zagrożenie dla swoich upraw w sąsiedztwie z ekologicznymi, gdyż choroby i szkodniki mogą przechodzić na uprawy tradycyjne. Dobrze, że ta wąska grupa rolników zajmujących się produkcją ekologiczną znalazła swoją niszę i odbiorców, ale trzeba dodać, że odbiorców o zasobniejszych kieszeniach, a nie biedaków. 

Kiedy przeciwnicy GMO wyrażali różne opinie, niejednokrotnie nie poparte żadnymi faktami, mówiąc o soi modyfikowanej i kukurydzy, miałem wrażenie, że wydaje im się, iż kukurydza będzie się przepylać i krzyżować z innymi gatunkami roślin, takimi jak kapusta, cebula itp. Kukurydza może się przepylić — krzyżować tylko w obrębie tego samego gatunku, ale jak wcześniej wspominałem tego ziarna nie można, używać jako materiału siewnego. Skąd zatem te dziwne lęki?

Jeśli chodzi o soję modyfikowaną to chcę uspokoić ekologów, że polscy rolnicy nie będą uprawiać soi ani zwykłej, ani modyfikowanej ze względu na warunki klimatyczne. Natomiast jest nadal problem, który  trzeba wyjaśnić wszystkim, a przede wszystkim konsumentom. Na świecie produkuje się, około 5 milionów ton soi niemodyfikowanej, co stanowi, 5 — 7 %, całej produkcji. Jest ona droższa o około 30%, co się przekłada na wzrost kosztów produkcji paszy od 8 — 15 %. Polska importuje 1,8 — 2,0 mln t soi rocznie. 

Wycofanie soi modyfikowanej spowoduje kłopoty wytwórców pasz, a w dalszej kolejności producentów drobiu i trzody chlewnej, po części również i bydła. Konsekwencją będą podwyżki artykułów żywnościowych, a portfele polskich konsumentów nie są specjalnie zasobne. Przeciwnicy GMO podnosili opinie, że białko soi modyfikowanej w paszach powinniśmy zastąpić białkiem roślin motylkowych uprawianych w Polsce takich jak łubin, bobik, groch, czy peluszka, ale trzeba wiedzieć, że mercedesa nie da się zastąpić maluchem, chociaż jeden i drugi jest samochodem. 

Po pierwsze rośliny motylkowe uprawiane w Polsce plonują bardzo nisko i zawodnie, zawierają związki antyżywieniowe i ich większy udział w paszach  nie jest wskazany, a wręcz szkodliwy, a poza tym ekonomicznie nie znajdują uzasadnienia; również przyrosty zwierząt są gorsze, wiec dochodzimy do punktu wyjścia, że polscy rolnicy nie są konkurencyjni na otwartym, europejskim rynku bez granic. 

W efekcie za tę decyzję o wycofaniu soi modyfikowanej zapłaci nie polski rząd, ale konsument; ten konsument nie będzie kupował polskich produktów, a będzie sięgał po produkty duńskie, niemieckie, francuskie produkowane na paszach z udziałem soi modyfikowanej, bo przecież nasza granica nie jest zadrutowana. 

W tym miejscu chciałbym zadać następne pytanie: po co ta awantura? Na półkach sklepowych nic się nie zmieni poza cenami. Należy dodać, że takie działania już spowodowały, że UE podała Polskę do Trybunału Sprawiedliwości za niezgodność naszych ustaw z prawami unijnymi o paszach i nasiennictwie. Za to wszystko Polska (czyli jak zwykle polski podatnik) zapłaci karę w wysokości 260 tysięcy euro dziennie i 3,6 mln euro kaucji.


1 2 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Racjonaliści o żywności modyfikowanej genetycznie (GMO)
Czy jeść GMO?

 Zobacz komentarze (3)..   


« Biologia molekularna   (Publikacja: 21-03-2008 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Tadeusz Szymańczak
Rolnik, poseł na Sejm I kadencji, członek Mazowieckiej Izby Rolniczej.
 Strona www autora
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 5793 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365