Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
144.873.469 wizyt
Ponad 1060 autorów napisało dla nas 7269 tekstów. Zajęłyby one 28656 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Korea Północna zaatakuje
w 2018 r.
w ciągu kilku lat
nie zaatakuje
  

Oddano 2468 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Wiedza jest energią naszych czasów, ropą naftową naszego pokolenia.
 Tematy różnorodne » PSR » Publikacje

Groźne anioły czyli perypetie apostaty [1]
Autor tekstu:

Dla coraz większej liczby niewierzących akt apostazji, czyli mówiąc językiem świeckim — wystąpienia z Kościoła do którego zostało się — najczęściej bez własnej woli i wiedzy — przypisanym, jest sprawą honoru, godności, uczciwości wobec siebie i otoczenia czy też protestu. Bardzo różne są motywy i nie jest z pewnością prawdą, że jest to tylko gest radykalnego antyklerykalizmu.

Niels Bohr, laureat Nagrody Nobla, ojciec atomu, ojciec chrzestny mechaniki kwantowej, zawarł 1 sierpnia 1912 r. cywilny związek małżeński. Nieco wcześniej wyklarował swój bezwyznaniowy status, występując 16 kwietnia z Kościoła. W te ślady poszedł jego ukochany brat, Harald Bohr [ 1 ] — najlepszy matematyk wśród piłkarzy i najlepszy piłkarz wśród matematyków. 12 listopada 1919 r. wystąpił z Kościoła, a 17 grudnia tego samego roku zawarł cywilny związek małżeński. Apostazja Bohra nie wynikała z jakiejś jego szczególnej antyreligijności. Jego żona, Margrethe, tak opowiadała o ówczesnym stosunku Nielsa do religii: "Przez jakiś rok… gdy miał 14 lub 15 lat..., traktował religię bardzo poważnie, był nią całkowicie oczarowany. Później, zupełnie nagle, to się całkowicie skończyło. Zupełnie straciło dla niego znaczenie. Poszedł wtedy do ojca… i powiedział mu: 'Nie rozumiem, jak mogłem tak się dać oczarować, to nie ma dla mnie żadnego znaczenia'. Ojciec nic nie odpowiedział, tylko uśmiechnął się do niego. Niels powiedział mi później: 'Ten uśmiech nauczył mnie bardzo wiele, nigdy tego nie zapomniałem'".

Luca Giordano, 1655W Polsce jednak Anno Domini 2008 apostazja wciąż należy do aktów, które nie tylko obudowane są przesadnie restryktywną procedurą, ale i nazbyt często jest przez kler torpedowana. Najpewniej oczywiście czują się księża poza dużymi aglomeracjami. 74 letni Stanisław pisze do nas, że w 2007 r. podjął próbę wystąpienia z Kościoła, pisząc do proboszcza z Szańca, wsi w województwie świętokrzyskim. Ów ksiądz nie zechciał potwierdzić, iż wykreślił zainteresowanego z listy członków Kościoła, tylko ograniczył się do straszenia aniołami. Ponieważ pan Stanisław nie uląkł się aniołów, ksiądz na kolejne pismo już zupełnie nie odpowiedział. Efekt jest taki, że zainteresowany nie wie, czy jego apostazja została w ogóle przyjęta. Takie przypadki, kiedy niewierzący nie mają pewności, czy sprawie nadano w ogóle jakikolwiek bieg, a wobec wrogiej reakcji na takie wnioski, mają słuszne powody w to powątpiewać — jest całkiem sporo.

Jako organizacja, która reprezentuje interesy osób niewierzących w Polsce, Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów 18 lutego b.r. wystąpiło do Kurii Metropolitalnej Warszawskiej z szeregiem pytań związanych z procedurą apostazji. Kuria odpowiedziała — pismem sygnowanym przez kanclerza, prałata Grzegorza Kalwarczyka — 27 marca, potwierdzając restryktywną procedurę apostazji.

Instytucja świadków aktu apostazji może być analogicznie zastąpiona aktem apostazji dokonanym publicznie, np. na jakiejś imprezie otwartej. W grudniu 2007 r. PSR podjęło taką inicjatywę na swoim zjeździe ogólnopolskim. Publicznego aktu apostazji dokonała spora grupa zebranych, każdy miał udokumentowany i opieczętowany dokument potwierdzający, który następnie miał być podstawą tego, aby ksiądz dokonał odpowiedniej adnotacji w księgach parafialnych danej osoby, już bez konieczności ciągnięcia przez tę osobę dwóch świadków do kancelarii parafialnej. Jest to ułatwienie, gdyż nie zmuszamy już, aby każdy zainteresowany wystąpieniem z Kościoła szukał dwóch śmiałków gotowych zmierzyć się z presją lub nieuprzejmością księdza w czasie dokonywania aktu apostazji. Na wioskach poszukiwania kandydatów na świadków apostazji bywają trudne. Kuria odpowiada, że publiczna apostazja się nie liczy. Mamy więc sytuację jawnej obstrukcji. Publiczna apostazja, na podstawie prawa kanonicznego, wystarcza bowiem do tego, aby Kościół wyrzucił daną osobę z grona wiernych, lecz nie liczy się kiedy to sam „wierny" powołuje się na swą publiczną apostazję z żądaniem skreślenia z listy członków Kościoła.

Kuria nie zgadza się również na to, aby świadkowie poświadczyli deklarację apostazji pisemnie, tj. aby się podpisali pod aktem spisanym przez apostatę, który następnie osobiście doręcza dokument do parafialnej kancelarii. W dzisiejszych zabieganych czasach często trudno zebrać się w trójkę w godzinach pracy kancelarii parafialnej. Poza tym chodzi też o wspomniane wyżej względy psychologiczne, dla ułatwienia procedury apostazji. Materialnie przecież podpisanie się przez świadków spełnia przez nich wszelkie racjonalne wymogi poświadczenia apostazji. Niestety, Kuria domaga się, żeby świadkowie poszli do kancelarii wraz z apostatą.

Tym bardziej odrzuca Kuria formę wysłania aktu apostazji listem poleconym na adres parafii (zamieszkania lub chrztu). Masz iść do księdza, aby mógł cię straszyć aniołami i siarką! A przecież wizyta pożegnalna w parafii najczęściej nie może być miła dla nikogo. Wielu księży irytuje się na myśl, że ktoś może domagać się wypisania z Kościoła. Kiedyś takiej możliwości nie było. To sam Kościół decydował kogo i na jakich warunkach wyrzuca ze wspólnoty. Przez długi czas jedyną formą wyjścia z Kościoła było wyjście nogami do przodu. Jeszcze w 1668 polski sejm wprowadził karę śmierci za apostazję. Apostazja na żądanie do modernistyczna nowinka „cywilizacji śmierci". Wciąż wielu księży odbiera to jako osobistą zniewagę. Niedawno zwrócił się do nas z prośbą o pomoc chłopak, który zetknął się z agresją księdza przy próbie wyjścia z Kościoła. I to w parafii warszawskiej! Najpierw ksiądz bezprawnie odmówił apostazji, jeśli zainteresowany nie przyprowadzi rodziców oraz chrzestnych, a kiedy ten zakończył rozmowę i powiedział wychodząc „żegnam pana" — ksiądz się poderwał i szarpnął apostatę za ubranie domagając się, by ten mówił mu „per ksiądz". Wzburzony młody człowiek dokończył swą apostazję w Kurii, w Wydziale Spraw Sakramentalnych, która dodatkowo zobowiązała się pouczyć księdza-agresora z wolskiej parafii. Warto o tym pamiętać, że jeśli księża parafialni utrudniają nam w jakikolwiek sposób apostazję nawet w stosunku do tej restryktywnej procedury, której domaga się kuria, to należy iść z tym bezpośrednio do kurii, aby tam dokonać aktu apostazji, składając jednocześnie skargę na danego proboszcza. Tylko znów to jest o wiele trudniejsze dla ludzi spoza miejskich aglomeracji. Bezwzględnie powinna istnieć możliwość apostazji wysłanej listem poleconym na adres parafii zamieszkania, chrztu lub kurii.

Wbrew przypadkom chowania aktów apostazji do szuflady przez niektórych proboszczów, Kuria nie widzi potrzeby potwierdzania zainteresowanym faktu skutecznego dokonania aktu apostazji. Jeśli idziemy do parafii dokonać aktu apostazji możemy wprawdzie wziąć dwa egzemplarze naszego pisma i poprosić księdza, aby przybił pieczęć na naszym egzemplarzu, lecz przecież nie stanowi to żadnej gwarancji tego, że w naszych księgach chrztu zostanie naniesiona odpowiednia adnotacja o apostazji. Nawet nie trzeba koniecznie złej woli księdza. Wystarczy np. że list z parafii zamieszkania nadany do parafii chrztu zagubi się na poczcie, co się naszej poczcie zdarza niejednokrotnie. Elementarne standardy cywilizowanej, niekafkowskiej procedury domagają się potwierdzenia dokonania aktu apostazji, najlepiej listem poleconym wysłanym do zainteresowanego przez parafię chrztu.

Jednym z elementów procedury apostazji jest rozmowa duszpasterska w której ksiądz upewnia się co do tego, czy decyzja o apostazji podejmowana jest ze świadomością konsekwencji i czy jest przemyślana. Oczywiście nie byłoby w tym problemów, gdyby była to li tylko sucha informacja o kanonicznych konsekwencjach aktu apostazji, niestety jednak bywa, że księża w czasie spotkania w kancelarii próbują straszyć lub wywierać presję. Jeśli ktoś występuje, bo zamierza zmienić wiarę to nie ma problemów. Informuje on, że zamierza po prostu zmienić Kościół i apostazja w większości jest bezproblemowa. Kiedy ktoś jednak chce po prostu wystąpić z Kościoła, księża częściej czują pokusę misyjną — walkę o „niezagospodarowaną duszę". Uważamy, że analogicznie do zmiany Kościoła powinna być traktowana przynależność do organizacji zrzeszającej niewierzących — Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów. Przynależność do takiej organizacji jest dostateczną wskazówką, że akt apostazji jest w pełni świadomy i przemyślany, że jest on czymś oczywistym i powinien być wręcz dokonywany automatycznie po zapisaniu się do organizacji, której cele są całkowicie sprzeczne z założeniami Kościoła. Osoba, która legitymuje się przynależnością do organizacji niewierzących nie powinna być agitowana i zmuszana do uczestniczenia w owych „rozmowach duszpasterskich". No ale niestety, nawet liczba „martwych dusz" podbija Kościołowi statystyki, więc z oporami się te „martwe dusze" wykreśla z rejestrów. Kuria odrzuca sugestię respektowania przy procedurze apostazji faktu przynależności do organizacji laickich lub ateistycznych. I znów mamy sytuację kafkowską: Na podstawie kan. 1374 Kodeksu Prawa Kanonicznego zapisanie się do PSR jest „przestępstwem przeciwko władzy kościelnej", zagrożonym nawet sankcją ekskomuniki; kierowanie zaś tą „organizacją przestępczą" skutkuje co najmniej interdyktem. No ale to tylko pogróżki, aby się nie zapisywać, bo jak już się zapiszesz i powołujesz się na to członkostwo, to Kościół już nie chce tego zauważać...

Jedyna zadowalająca odpowiedź Kurii dotyczy statystyki. Pojawiały się bowiem pogłoski, że apostazja nic nie daje, bo osoba taka nadal wliczana jest do kościelnych statystyk przez sam fakt chrztu. Apostazja nie przekreśla chrztu, bo nie jest czynnością odczarowującą. Niemniej osobom niewierzącym jest obojętne, czy Kościół dostrzega nad nim działanie magii niebios. Istotne jest formalne wykreślenie z listy członków Kościoła. Kanclerz informuje, że po apostazji faktycznie osoba nie jest już wliczana do grona wiernych.

Najbardziej kontrowersyjny fragment odpowiedzi dotyczy naszego pytania o procedurę apostazji osób niepełnoletnich. Zwróciła się do nas niedawno osoba, która wraz z mężem utraciła wiarę. Wcześniej ochrzciła dzieci. Teraz chcą wystąpić z Kościoła wraz z dziećmi. I tutaj Kościół mówi „nie!". Wy możecie sobie iść, dzieci są „nasze" do momentu osiągnięcia pełnoletności. Za skandal uważam, że Kościół nie zgadza się na apostazję osób niepełnoletnich, nawet za życzeniem własnym popartym przez rodziców. Według kanclerza Kurii osoba taka ma obowiązek pozostawania członkiem Kościoła do osiągnięcia pełnoletności!


1 2 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Biskupi osaczają apostatów
Racjonalista występuje z kościoła

 Zobacz komentarze (31)..   


 Przypisy:
[ 1 ] Jak pisał w swych wspomnieniach Richard Courant: „Harald był… powszechnie podziwiany przez matematyków i fizyków [w Getyndze]. W odpowiedzi na wszystkie znaki podziwu gwałtownie protestował i twierdził, że jest najzwyklejszym człowiekiem, natomiast jego nieco starszy brat, wówczas jeszcze zupełnie nieznany, jest zrobiony z czystego złota i z całą pewnością zostanie wkrótce uznany za jednego z największych uczonych naszych czasów". Dziś Harald jest bardziej znany jako piłkarz.

« Publikacje   (Publikacja: 26-04-2008 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Mariusz Agnosiewicz
Redaktor naczelny Racjonalisty, założyciel PSR, prezes Fundacji Wolnej Myśli. Autor książek Kościół a faszyzm (2009), Heretyckie dziedzictwo Europy (2011), trylogii Kryminalne dzieje papiestwa: Tom I (2011), Tom II (2012), Zapomniane dzieje Polski (2014).
 Strona www autora

 Liczba tekstów na portalu: 913  Pokaż inne teksty autora
 Liczba tłumaczeń: 3  Pokaż tłumaczenia autora
 Najnowszy tekst autora: Kopiec Kraka i Wandy – słowiańskie, nie celtyckie
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 5849 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365