Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
164.079.230 wizyt
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7324 tekstów. Zajęłyby one 28895 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Koronawirus z Wuhan to
wiele hałasu o nic
sezonowy problem
lokala epidemia
globalna epidemia
  

Oddano 745 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
John Brockman (red.) - Nowy Renesans

Znajdź książkę..
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Jest broń straszniejsza niż oszczerstwo: to prawda.
« Kultura  
CNN - wielka wygrana wizjonera [2]
Autor tekstu:

Bobbie Battista, w roku 1991 lat 38, dziennikarka CNN prawie od samych jej początków, spełniała wszystkie potrzebne warunki: miała (w przeciwieństwie do szefa!) ukończone studia na Northwestern University — wydział: Produkcja Radiowa, Telewizyjna i Filmowa. Od wczesnej młodości zżyta z telewizyjnymi kamerami, potrafiła zachować spokój w najbardziej chaotycznej sytuacji, no, i prezentowała się odpowiednio. Była tak zwaną „anchorwoman".

„Anchor" znaczy „kotwica", ale tu chodzi bardziej o „przynętę", czyli prezentera, który potrafi swoją osobowością przyciągnąć telewidza, przykuć uwagę. „Anchorjob" to jeden z najlepiej płatnych zajęć w Ameryce. Nie wszyscy, oczywiście, są zaraz gwiazdami. Jeśli jednak jest się Larrym Kingiem, specjalistą od talk-shawów w CNN, zarabia się miliony. Bobbie Battista może aż tyle w 1991 roku nie zarabiała, ale, jak zapewniała, „nie głodowała".

Konkurencja w pracy jako dziennikarz CNN jest mordercza, mimo że może być bardzo ostro, jak podczas tamtej wojny z Irakiem. W głównej siedzibie CNN, w Atlancie, pracowało wtedy, zamiast, jak zwykle, stu pięćdziesięciu dziennikarzy i techników — dokładnie dwa razy tyle. Do tego stu reporterów „w terenie". Nie było w ogóle urlopów.

Bobbie Battista siedziała w swoim biurze już o wpół do szóstej rano (normalnie zaczynało się pracę o ósmej) i spędzała tam niekiedy i po szesnaście godzin w pełnej gotowości. Reszta doby — na spanie. I znowu do studia. „No life left", „żadnego życia poza tym." Ale nawet się nie skarżyła, bo niby kiedy?

Na przygotowanie się do czytania nie było czasu, zresztą — sensu też nie, nowe informacje napływały szybciej. Trzeba było być maksymalnie zmobilizowanym, zdolnym do natychmiastowej improwizacji. Bywało, że czytała informacje na gorąco, wprost z promptera bez uprzedniego zapoznania się z nimi. Dostawała wtedy listy od swoich wielbicieli z całego świata, nawet „z głębi Afryki", jak podkreślała.

Noosfera globalnej wioski

Wojna w Zatoce uświadomiła ludzkości, że oto nadeszły czasy od dawna zapowiadane jako „trzecia rewolucja przemysłowa", albo „przewrót elektroniczny". Ziemia „poszerzyła się" o nową sferę, nazwaną pierwotnie przez filozofa Pierre’a Teilharda de Chardin „noosferą" (z greki: noos — mózg, umysł), sieć telematyczną (telekomunikacja + informatyka) oplątującą całą planetę.

Dzięki falom elektromagnetycznym każdy mieszkaniec Ziemi może niejako b-y-ć w każdej dowolnej chwili w każdym miejscu jednocześnie. „Pociągnie to za sobą nieprzewidywalne wręcz zmiany w rozwoju ludzkiego intelektu i sposobów zachowań. Przyniesie nieprawdopodobne korzyści ale i nieznane niebezpieczeństwa", pisałam w roku 1991.

Na początku lat 60. Herbert Marshall McLuhan, profesor uniwersytetu w Toronto i dyrektor tamtejszego Instytutu Kultury i Techniki, wstrząsnął światem wizją zbliżającej się epoki elektronicznej i jej pozytywnych i negatywnych następstw. Opisując psychiczne i społeczne skutki oddziaływania środków masowego przekazu na kulturę ludzkości (w „Galaktyce Gutenberga"), McLuhan utrzymywał, że właśnie jesteśmy świadkami końca czasów książki jako środka przekazu myśli.

„Technika druku wynaleziona przez Gutenberga wyparta zostanie przez wszechobecną elektronikę, wymiana wiedzy będzie się odbywać błyskawicznie w wymiarach globalnych" twierdził. Na tę okoliczność ukuł znany dziś wszystkim termin „global village", „globalna wioska". W 1991 roku, gdy do historii świata doszła pierwsza wojna elektroniczna, w której t-e-l-e-t-e-c-h-n-i-c-z-n-i-e uczestniczyła cała kula ziemska, przypomniano sobie teorię McLuhana.

Ale czy aby na pewno wróciliśmy do formy wioski? Czy McLuhan się nie mylił? Czy doświadczenie audiowizualne jest porównywalne z doświadczeniem bezpośrednim? Czy z-o-b-a-c-z-e-n-i-e na odległość równe jest przeżyciu? Czy nie podchwytuje się tu określenia mylącego? Czy na zjawisko absolutnie nowe nie trzeba wymyślić nowej, trafniejszej nazwy?

Sytuacja, w jakiej się znajdujemy, przypomina może najbardziej dzieło J. Johnsona & S. Johnsona z roku 1985 pt. „One Human Minute" („Jedna minuta ludzkości"). Jest to potężne tomisko (jednak — książka), statystycznie ujmujące wszystko, co dzieje się równocześnie na całym globie ziemskim w ciągu jednej minuty: ilu ludzi właśnie śpi, ilu się kocha, ilu umiera i na co, ilu się rodzi, itd., itp.

Wstępem książkę opatrzył sam Stanisław Lem i problem polega jedynie na tym, że jest to słowo wstępne do n-i-e-i-s-t-n-i-e-j-ą-c-e-j pozycji w literaturze światowej (przez Lema napisana w 1983 roku recenzja fikcyjnej książki pt. „Jedna minuta"). Stanisław Lem wymyślił sobie, że równoczesność można ująć w statystykę.

Prawie nigdy nie myśli się o tym, że na świecie panują jednocześnie wszystkie pory roku, że w jednym czasie odbywają się wszystkie ludzkie czynności. Jakaś fantastyczna maszyna obliczeniowa mogłaby to statystycznie wykazać. Możliwości t-e-l-e-p-o-d-g-l-ą-d-a-n-i-a rozszerzają świadomość ludzką o tego rodzaju wiedzę. Że gdzieś na świecie jest wojna, odbywają się bombardowania, giną ludzie, szerzą się choroby...

Gdyby ktoś chciał się przekonać na własne oczy, może włączyć telewizor. Dowie się, że tylu a tylu ludzi właśnie straciło dach nad głową i nawet zobaczy tych nieszczęsnych bezdomnych, jakieś twarze z ponad sześciu miliardów wszystkich Ziemian. Czy jednak posiądzie umiejętność uczuciowego identyfikowania się z bohaterami tych obrazów? Czy są to mieszkańcy j-e-g-o wioski? Czy więc telewizjokomunikacja to zbliżenie czy całkiem inne odczuwanie?

Jakie, skoro świat jest do ujęcia jedynie statystyką, a ta nic nie mówi, bo jest zbyt monstrualna i zbyt abstrakcyjna? Czy fakt, że każdy mężczyzna zdradza swoją ślubną, powiedzmy 2,67 razy rocznie — jak chce Lem — może wywołać zazdrość jakiejś konkretnej żony? Pojęcie „globalnej wioski" należałoby zastąpić mianem „gigantyczny anonimowy kocioł ludzki", lub czymś w tym rodzaju. I dopiero od tego momentu zastanowić się, jak rozwijać ludzką wyobraźnię, żeby umiała dać sobie radę z przekazami ze wszystkich stron świata.

„Na razie pedagogika mediów jest w powijakach, a ludzie przerażeni są niemożliwością emocjonalnego przyswojenia sobie nadmiaru informacji", podsumowywałam stan wiedzy na rok '91. Film fabularny został zastąpiony w telewizji filmem prawdziwym — the real movie — ale do jakiego stopnia jest on prawdziwy? Ludzie oglądają obrazki, po czym zadają sobie pytanie: czy ta wojna odbywa się naprawdę czy są to tylko „videogames"?

I do jakiego stopnia można manipulować faktami, bo, jak dotychczas, panowało przekonanie, że pierwszą ofiarą wojny jest prawda? Jakie fakty pozostały do wiadomości publicznej? Skoro telewizja CNN była pod tak ścisłą kontrolą cenzury amerykańskiej i irackiej? Czy CNN przekazuje informacje, czy sama w sobie j-e-s-t informacją?

Filozof francuski Jean Baudrillard (zmarł 6.3.2007) mówił tu o zjawisku doświadczenia „wirtualnego". Wirtualne cząstki w fizyce — to cząstki elementarne, których istnienie daje się udowodnić jedynie pośrednio, czyli s-ą i „n-i-e s-ą". Baudrillard uważał, że telewizja przekształca rzeczywistość w „świat wirtualny", który wymyka się ludzkim zdolnościom zmysłowego pojmowania. Stąd dezorientacja.

Równocześnie nie jest możliwe uniknięcie mediów. Jest to zjawisko paradoksalne. W końcu nawet wojna staje się w-i-r-t-u-a-l-n-a. „Trzeba się liczyć z ludzką obojętnością. Nagromadzenie elektronicznych przekazów niszczy siłę wyobraźni. Nie można się wczuć, ani interpretować widzianego, bo nie ma na to czasu. W świecie obrazków nie ma kryteriów na rozróżnienie prawdy od fałszu, wszystko jest scenariuszem filmowym, w którym jesteśmy zmuszeni się poruszać", głosił pesymista Baudrillard.

„Należy przypuszczać, że przyszłość wybierze rozwiązanie między katastrofalnymi obawami Baudrillarda a optymizmem szefa CNN, Teda Turnera", pisałam 17 lat temu.

*

I kiedy pisałam pierwotną wersję powyższego tekstu, musiałam się dobrze nabiegać po (zuryskich) bibliotekach, po różnych centrach pasowych, przerzucić góry papieru… w poszukiwaniu materiałów źródłowych. Dziś wystarczy kilka kliknięć myszką bez ruszania się od biurka. Czasy zmieniły się szybciej i radykalniej, niż można to sobie było wyobrazić. Mamy Internet, mamy wszystkowiedzące wyszukiwarki, mamy wirtualne encyklopedie, mamy komórki...

Niestety, wiemy już jak bardzo Ted Turner mylił się co do roku 2000 jako granicy między czasami wojen i czasami pokoju. Za to jego małżeństwo z Jane Fondą skończyło się właśnie wraz z końcem XX wieku, choć tego się pewnie nie spodziewał. Ich światopoglądy okazały się, jak byśmy to dziś określili, niekompatybilne, Ted Turner był i jest ateistą, Jane Fonda zrobiła salto i wybrała wiarę w Boga.

Wygraną okazała się idea telewizji informacyjnej całą dobę na okrągło dookoła globu. Podchwyciła ją niezliczona ilość stacji telewizyjnych w świecie. Polska TVN24 9 sierpnia będzie obchodzić swoje 7 urodziny. CNN, dziecko Teda Turnera, w Dzień Dziecka tego roku skończy lat 28.

Tekst w pierwotnej wersji ukazał się 19 maja 1991 roku w „Przekroju"


1 2 

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Cnoty męskie w ujęciu homeryckim
COŚ we mgle

 Dodaj komentarz do strony..   Zobacz komentarze (4)..   


« Kultura   (Publikacja: 24-05-2008 Ostatnia zmiana: 18-06-2008)

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Elżbieta Binswanger-Stefańska
Dziennikarka i tłumaczka. W Polsce publikowała m.in. w Przekroju, Gazecie Wyborczej, Dzienniku Polskim, National Geographic i Odrze. Przez ok. 30 lat mieszkała w Zurichu, następnie w Sztokholmie, obecnie w Krakowie.

 Liczba tekstów na portalu: 56  Pokaż inne teksty autora
 Liczba tłumaczeń: 5  Pokaż tłumaczenia autora
 Najnowszy tekst autora: Odyseja nadziei i smutku
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 5894 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365