Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
145.571.594 wizyty
Ponad 1060 autorów napisało dla nas 7275 tekstów. Zajęłyby one 28687 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Korea Północna zaatakuje
w 2018 r.
w ciągu kilku lat
nie zaatakuje
  

Oddano 2829 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Słyszę czasami, że Polska ma do zaoferowania Zachodowi jakieś wartości moralne. Osobiście, jako mieszkaniec Zachodu, nie skorzystam. Jako przybysz z owej Polski czuję się trochę zażenowany. Na Zachodzie jest nie tylko więcej żywności i więcej dobrych towarów technicznych, więcej jest również miłości bliźniego."
« Felietony i eseje  
Moralność świata [1]
Autor tekstu:

Propozycja debaty dwumiesięcznika “Res Humana” nad tekstem profesora Jana Szmyda jest dobrą okazją do namysłu nad światem i konkretnymi zachowaniami konkretnych ludzi, w tym swoim własnym. Zmienia się bowiem świat, ludzie pozostają tacy sami. Wniosek z tego prosty, że w zmienionych okolicznościach również określone postępowanie zyskuje inną ocenę. Rozumiem, że Redakcja zwróciła się do mnie licząc na to iż w moich refleksjach uwzględnię moje życiowe doświadczenie, które jako żywo wpisuje się we wspomnianą zmianę okoliczności. Akurat w moim przypadku jest to zmiana dość zasadniczna, przynajmniej dla zewnętrznego obserwatora, bo dla mnie osobiście aż nie tak bardzo. Wpływa ona jednak na moje widzenie moralności.

Proszę się jednak nie obawiać. Oszczędzę Czytelnikom nazbyt nużących szczegółów biograficznych, traktując je jednak jako dogodny punkt wyjścia do oceny zachowań Polaków A.D. 2008. Nie widzę przy tym potrzeby by odnosić się do trafnych uwag Profesora Szmyda. Będę mówić o związkach moralności i religii, a zwłaszcza o relacjach wierzących z niewierzącymi, bo to mnie głównie zajmuje od lat i do dziś stanowią najbardziej fascynujący wymiar mego życia. A więc zastanówmy się czym takie spotkania są.

Jak w każdym spotkaniu międzyludzkim cele mogą być różne. Mogą być świadomie wybrane, mogą być też narzucone zewnętrznymi okolicznościami. W moim przekonaniu przyczyną najważniejszą jest potrzeba poznania i zaciekawienie innością. Człowiek wierzący chce zrozumieć jak można żyć bez odniesień religijnych, które dla niego stanowią podstawowe odniesienie życiowe, a dla człowieka niewierzącego jest to okazja do przyjrzenia się na ile jego wyobrażenia o religii rzeczywiście odpowiadają rzeczywistości. W tym sensie nie można mówić o różnicy w korzyściach. Dla obu stron może to być doświadczenie wzbogacające.

Często spotykam się z pytaniem, czy na te spotkania miał wpływ system polityczny PRL-u. Mogę mówić za sobie. Urodziłem się w 1956 roku w kraju poddanym programowej ateizacji. Jednocześnie byłem dzieckiem katolickiej rodziny. W Polsce to raczej reguła niż wyjątek. Wychowywaliśmy się więc w dość specyficznej atmosferze – oficjalnie religia była uważana za przesąd z którym należy walczyć, a prywatnie ten “przesąd” kształtował życie rodzinne. Miało to daleko idące konsekwencje w pojmowaniu zarówno religii jak i ideologii ateistycznej. Ta pierwsza była postrzegana jako sprawa prywatna a nawet była wstydliwie skrywana, a ta druga była często zwyczajnym koniunkturalizmem. Miało to głębokie i nie zawsze uświadomione konsekwencje. Religia była idealizowana, zaś ideologia ateistyczna demonizowana. Jak łatwo się domyśleć nie służyło to ani religii ani ateizmowi. Dziś, przynajmniej w Polsce, mamy do czynienia z lustrzanym odwróceniem dawnej sytuacji. Bycie ateistą wymaga swoistego heroizmu i łączy się z koniecznością przeciwstawiania się dominującej ideologii politycznej, która z religii uczyniła wygodnego i poręcznego sprzymierzeńca. O ile wiem ta sprawa inaczej wygląda w innych krajach gdzie katolicyzm nie jest wyznaniem dominującym, np. w Czechach i w byłej NRD, gdzie ateizm stał się częścią współczesnego systemu przekonań światopoglądowych. Zapewne jeszcze inaczej wygląda to w krajach,  gdzie istotną rolę odgrywa prawosławie jak w Rosji, na Ukrainie czy Białorusi. Ale o tych krajach za mało wiem, by się na ich temat wypowiadać. Może powiem tylko tyle, że dla mnie osobiście jest niezywykle ważne odniesienie do literatury i filozofii rosyjskiej, myślę głównie o Fiodorze Dostojewskim i Wladimierze Solowiowie, ale nie tylko. Również Michail Bachtin jest dla mnie ważnym punktem odniesienia i Wladimir Propp. Obaj wskazali na niezwykle płodne wymiary humanistyki; jeden wskazując na jej dialogiczny wymiar a drugi na strukturalne podobieństwa w przeżywaniu rzeczywistości ludzkiej na całym świecie.

Spotykam się też z pytaniem czy dialog z niewierzacymi wywarł jakiś na mój światopogląd, a zwłaszcza konkretni ateiści. Odpowiadam, że jak każde spotkanie z drugim człowiekiem mnie zmienia i uświadamia mi błędność bądź uproszenie mego widzenia, podobnie było z dialogiem z niewierzącymi. Bardzo ważne były i są dla mnie spotkania z przedstawicielami innych religii. Żydzi uświadomili mi jak dalece chrześcijaństwo jest zakorzenione w judaizmie i jak bardzo krzywdzące było spojrzenie na tę religię w historii, muzułmanie nauczyli mnie szacunku dla ich dorobku kulturowego i religijnego. Dzięki religiom Dalekiego Wschodu zdałem sobie sprawę z historycznej przypadkowości religii monoteistycznych, które zdominowały kulturę europejską. To właśnie dialog między religiami pozwala zachować właściwe proporcje i pokorę wobec własnego dziedzictwa religijnego. Podobnie w dialogu z ludźmi niewierzącymi uświadomilem sobie jak bardzo problematyczną jest sama religia. To właśnie spotkanie konkretnych ludzi, dla których religia nie ma żadnego znaczenia sprowokowało głęboki namysł nad podstawami mojej wiary. Ludzi wyznających światopogląd ateistyczny, których podziwiam, jest bardzo dużo. Zacznę od mojej żony, której ateizm jest tak naturalny jak moja religijność. Fakt, że się spotkaliśmy i zdecydowaliśmy się na wspólne życie jest dla mnie potwierdzeniem komplementarności obu tych światopoglądów. A z myślicieli wymieniłbym na pierwszym miejscu Stanisława Lema, którego miałem szczęście poznać i z którym wymieniłem interesującą korespondencję właśnie na temat wiary i niewiary. Poza tym spojrzenie na rzeczywistośc religijną Leszka Kołakowskiego jest mi bliskie. Cenię Zygmunta Baumana za jego przenikliwe analizy współczesności. Szczególne miejsce przyznałbym jednak Janowi Woleńskiemu z którym od lat się przyjaźnię i z którym najwięcej na ten temat rozmawiam. Będąc filozofem rozwijającym tradycje szkoły lwowsko-warszawskiej pokazał granice logiczne myślenia religijnego, przy czym w ogóle nie przeszkadza mu mój religijny światopogląd. Wydaje mi się, że jest wręcz przeciwnie, jest nim żywo zaintrygowany.

Nade wszystko trzeba powiedzieć, że zarówno wiara jak i niewiara każdego człowieka to rzecz indywidualna. I to jest prawda, decyzja światopoglądowa, a do takiej zaliczam również decyzję religijną, jest sprawą głęboko osobistą i cieszę się, że dożyłem czasów, iż można to nie tylko deklarować, ale i praktykować. Wierzący i niewierzący mogą się od siebie wiele uczyć, na przykład dla mnie tacy ateiści jak Zygmunt Bauman czy Stanisław Lem byli niezwykle ważni, Bauman jest zresztą nadal. Obaj, jak już wspomniałem, stanowili i stanowią ważny punkt odniesienia w moim sposobie postrzegania rzeczywistości. Zygmunt Bauman uświadomił mi, że wrażliwość społeczna nie musi się łączyć ze światopoglądem religijnym, a Stanisław Lem, zarówno swoimi książkami jak i postawą życiową pokazał, że uczciwość i spójność własnej drogi życiowej nie jest zależna od zewnętrznych uwarunkowan. Bauman jest jednym z najbarziej przenikliwych komentatorów współczesności a każda kolejna jego książka to ważny punkt odniesienia w debacie publicznej na temat kondycji ludzkości w okresie ponowoczesnym. Natomiast dzieło Stanisława Lema jest niezwykle fascynującym zapisem możliwości poznawczych ludzkiej myśli. Obaj zaś stanowią olbrzmie wyzwanie dla wierzących, również dla mnie osobiście.

Aga LuczakowskaJest rzeczą ciekawą, że takie debaty nie interesują instytucji. Wcześniej nie interesowały partii komunistycznej, dzisiaj Kościoła katolickiego. Powiedziałbym że jest to problem każdej religii instytucjonalnej, zwłaszcza religii, która w danej społeczności odgrywa ważną funkcję społeczną. Każdy niewierzący stanowi rodzaj wyzwania, a nawet jest swego rodzaju przykładem zakwestionowania racji jej istnienia. A tego nikt nie lubi. Podobnie państwa, które uczyniły z ateizmu oficjalną ideologię zwalczały wszelkie przejewy religijności jako wrogie państwu. Nie chcę sprowadzać religii instutucjonalnej do ideologii państwowej, chciałbym tylko zwrócić uwagę na podobny mechanizm. Podobne zachowania obserwujemy przecież w krajach gdzie dominuje islam. W Rosji prawosławie stało się religią oficjalną i politycy chętnie manifestują swoje przywiązanie do prawosławia. Podobnie jest zresztą w Stanach Zjednoczonych, gdzie prezydenci chętnie mówią o swojej religii, a nawet powołują się na specjalny mandat od Pana Boga, jak to miało miejsce w przypadku prezydenta Busha. Tak więc nie jest to specyfika Kościoła katolickiego, on raczej potwierdza regułę. Dialog z niewierzącymi był, jest i zapewne pozostanie sferą działań pojedynczych osób, którym nie wystarczają oficjalne trajektorie. Ja do tej właśnie grupy osób należę.

Zadaję sobie często pytanie na temat związków religii i moralności, powiem nawet, że z tym pytaniem jestem często konfrontowany. Zwykle odpowiadam krótko – nie! Wiara nie jest fundamentem moralności a odpowiedź znajduję w życiu. Spotkałem wielu uczciwych ateistów, których heroiczne życie podziwiam i równie wielu ludzi wierzących, których postępowanie mnie głęboko zawstydza. Jest też odwrotnie. Inaczej mówiąc odpowiedź na tak postawione pytanie nie może być natury teoretycznej jedynie praktycznej. Jest to zresztą odpowiedź bardzo ewangeliczna. To Jezus mówił: nie ten kto mówi Panie, Panie jest moim uczniem, ale ten kto czyni wolę mego Ojca niebieskiego, albo inaczej; poznacie ich po owocach. Jest też rzeczą znamienną, iż przedstawiając scenę sądu ostatecznego zapisaną w ewangelii Mateusza w rozdziale 25 mówi Jezus głównie o tym, co zrobiliśmy, a nie o tym, co deklarowaliśmy. Więc może i etykieta „wierzący niewierzący” nie jest aż tak ważna dla moralności tylko konkretne czyny każdego człowieka?

I może jeszcze słowo o wolności, które dla mnie jest synonimem moralności. Próbując zgłębić, a przynajmniej zbliżyć się do tajemnicy wolności człowieka wierzącego, a za takiego się uważam, nie mogę nie myśleć o sposobach przeżywania tej samej tajemnicy przez człowieka niewierzącego. Oczywiście nie mam dostępu do świadomości drugiego człowieka, mogę jedynie przeczuwać, iż sposoby przeżywania wolności przez kogoś, kto nie został obdarzony łaską wiary, są radykalnie odmienne. Wszak nie jestem skazany na całkowitą niewiedzę. Mam niejaki przystęp do wolności drugiego (zarówno wierzącego jak i niewierzącego) obserwując i doświadczając skutków jego wolności, czyli konkretnych zachowań i konkretnych decyzji.

Własną wolność wywodzę z wiary w Boga osobowego, a zwłaszcza Jego szczególne objawienie w Jezusie Chrystusie, którego obecności doświadczam w moim życiu w różnych formach i przejawach, które nazywam natchnieniami Ducha Świętego. Jest dla mnie rzeczą istotną doświadczanie tej obecności jako wyzwalającej, a nie ograniczającej. Przywołam tutaj łacińskie adagium przypisywane (niesłusznie zresztą) św. Ignacemu Loyoli, założycielowi zakonu, którego duchowość w znacznym stopniu określa moje przeżywanie wolności.


1 2 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Wybuch duplikacji DNA u przodka ludzi, szympansów i goryli
Śmierć i logika

 Zobacz komentarze (61)..   


« Felietony i eseje   (Publikacja: 06-03-2009 Ostatnia zmiana: 08-03-2009)

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Stanisław Obirek
Ur. 1956 r. Jeden z najbardziej znanych jezuitów polskich, znany m.in. ze swego zaangażowania w dialog międzyreligijny i z niewierzącymi. Studiował filologię polską, filozofię i teologię na uczelniach Krakowa, Neapolu i Rzymu. W 1997 roku habilitował się na Wydziale Historycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. W 1976 roku wstąpił do zakonu jezuitów; w 1983 roku otrzymał święcenia kapłańskie. Był profesorem w Wyższej Szkole Filozoficzno-Pedagogicznej Ignatianum w Krakowie. Pełnił tam także funkcje kierownika Katedry Historii i Filozofii Kultury oraz prorektora. Przez cztery lata był rektorem Kolegium Jezuitów w Krakowie. Był także wieloletnim redaktorem naczelnym "Życia Duchowego" oraz twórcą oraz dyrektorem Centrum Kultury i Dialogu. Jest autorem książki "Co nas łączy? Dialog z niewierzącymi" (2002). Interesuje się miejscem religii we współczesnej kulturze, dialogiem międzyreligijnym i możliwościami przezwyciężenia konfliktów cywilizacyjnych i kulturowych. We wrześniu 2005 roku opuścił zakon jezuitów. Obecnie jest wykładowcą Uniwersytetu Łódzkiego.   Więcej informacji o autorze

 Liczba tekstów na portalu: 14  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Karol Wojtyła – Jan Paweł II
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 6392 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365