Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
159.337.679 wizyt
Ponad 1063 autorów napisało dla nas 7306 tekstów. Zajęłyby one 28828 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Czy jesteś zadowolony/a z życia?
Tak
Nie
Nie wiem
  

Oddano 1192 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Nie było wielkiego geniuszu bez przymieszki szaleństwa.
 Światopogląd » Światopogląd naukowy

Zasada nihilotropiczna
Autor tekstu:

Małe dzieci – o których mówi się także „urodzeni teiści” – myślą w sposób teleologiczny (bynajmniej nie daleki od teologicznego!). Wszystko co widzą musi mieć dla nich cel – najczęściej związany z nimi samymi. Jest to myślenie, które najprawdopodobniej ma wiele wspólnego z powstaniem religii. Odmówienie zjawiskom przyrodniczym ich naturalności i niezależności od obserwatora prowadzi bowiem w prostej linii do pytania o inteligencję ukrytą za rzekomym planem. W pułapkę tę wpadł najwybitniejszy teolog chrześcijański Tomasz z Akwinu, tworząc „dowody istnienia Boga ” w całości oparte na myśleniu teleologicznym. Zostały one odrzucone przez Kanta w Krytyce czystego rozumu a dzisiaj uznaje się je za w najlepszym wypadku nieudaną próbę dowiedzenia własnej wiary (co rzecz jasna nie przeszkadza z pełną rewerencją uczyć ich w seminariach).

Wydawało się, że nienaukowe myślenie teleologiczne zostało zdyskredytowane i trafiło do muzeum myśli ludzkiej. Stało się jednak inaczej. W latach 80. XX wieku mistykom i teologom rzucono dwa koła ratunkowe. Pierwszym była hipoteza Gai w największym skrócie odwracająca przyczynę i skutek w ewolucji. Według niej życie na Ziemi istnieje ponieważ zapewnia to życie na Ziemi . Nawet wieloletnie próby nadania tej hipotezie szat naukowości nie przyniosły rezultatów. Jest to hipoteza niefalsyfikowalna a jej metafizyczna otoczka przyciąga jak magnes różnej maści „holistów” i radykalnych ekologów (choć niekoniecznie chrześcijan). Jawnie quasi-religijny wymiar „silnej” hipotezy Gai („Ziemia jest żywa” – cokolwiek to znaczy) doprowadził do powstania jej „słabej” wersji. Ta homeopatyczna dawka hipotezy Gai miała być bardziej strawna do debaty naukowej. Nie zmienia to jednak w niczym jej charakteru i sprzeczności z ewolucjonizmem.

W 1986 roku Barrow i Tipler rzucili drugie koło ratunkowe. Wydali książkę „Antropiczna zasada kosmologiczna ”. Zasada antropiczna zakłada z kolei, że Wszechświat został tak skonstruowany, aby umożliwić pojawienie się w nim człowieka. Autorzy do uzasadnienia tego twierdzenia wskazują, że Homo sapiens by nie powstał gdyby tylko nieco inne wartości miało dwadzieścia podstawowych stałych fizycznych. Stąd wyciągają wniosek, że stałe te zostały celowo dobrane. A skoro tak to jak z pudełka wyskakuje Jahwe, przepraszam – Adonai i mówi: „Uwaga, jestem! Mówiłem, że wrócę!”. Specjaliści od „godzenia” nauki i religii mogą zacierać ręce. Pod koniec XX wieku zasada antropiczna była dla teologii równie wielkim prezentem jak odkrycie Ameryki (jak wiadomo stworzonej po to, by żyli na niej Indianie). Teolodzy w desperacji jęli już bowiem tworzyć religię „po Bogu ”. Barrow i Tipler podają, że prawdopodobieństwo powstania Wszechświata ze stałymi fizycznymi, które obserwujemy było jak 1 : 10^230 (dwieście trzydzieści zer po przecinku). Nie bardzo wiadomo, czemu tak dużo (10^230 to przecież nieskończenie mały ułamek możliwych partii go [ 1 ] co znaczy, że Bóg stwarzając świat mógł jedynie marzyć o tym, by mieć taki wybór jaki mają gracze w go decydując, którą partię rozegrać). Jeśli poszczególne stałe mogą przyjąć dowolne wartości w zbiorze liczb rzeczywistych, to istnieje nieskończona liczba potencjalnych wszechświatów a więc powstanie naszego było nieskończenie mało prawdopodobne . Upraszczając, zasada antropiczna sprowadza się do przekonania, że jeśli w grze w „Szczęśliwy numerek” z nieskończoną liczbą kul „Numerkiem” jest piętnaście trylionów osiemset dwa to cała gra została wymyślona po to, by ten numer wygrał.

Najlepsze co można zrobić z tą zasadą to przekształcić ją w pytanie, czy te stałe fizyczne są ze sobą w jakiś sposób powiązane. Istnieją dwie próby twierdzącej odpowiedzi na to pytanie. Pierwsza zakłada, że zależności takie wynikają z nieistniejącej jeszcze „teorii wszystkiego” unifikującej wszystkie znane oddziaływania fizyczne. Właśnie na to pytanie poszukiwał odpowiedzi Einstein (uważał, że odpowiedź przyniesie połączenie ogólnej teorii względności z elektromagnetyzmem). Wyraził to słowami „Co naprawdę mnie interesuje, to czy Bóg miał jakikolwiek wybór przy tworzeniu świata ”. Nawiązując do tych słów pewien fizyk żartobliwie powiedział, że „teoria wszystkiego” oznaczałaby, że Bóg stwarzając świat nie miał żadnego wyboru. Drugie rozwiązanie zaproponował Lee Smolin, a swoje rozwiązanie spopularyzował w książce „Życie Wszechświata ”. Według niego parametry te ewoluowały w sposób podobny do darwinowskiego w kolejnych generacjach wszechświatów powstających w czarnych dziurach prowadząc w ciągu kwadrylionów lat do powstania naszego Wszechświata. [ 2 ]

Sama koncepcja została najlepiej ośmieszona – a jednocześnie najlepiej pokazała ukrytą za nią supozycję – przez zamienienie w niej człowieka na kurę. Otrzymamy wówczas twierdzenie: „świat istnieje w kształcie i formie jaką obserwujemy, ponieważ gdyby było inaczej kury nie mogłyby istnieć, a tym samym nie byłoby nikogo kto mógłby piać po wschodzie słońca ”. Takie sformułowanie w oczywisty sposób stwierdza prawdę, i w oczywisty sposób nakłada na kosmologię warunki zupełnie nieodróżnialne od innych sformułowań zasady antropicznej, jednocześnie nie jest szczególnie forsowane przez jej zwolenników, co dowodzi, że istotą zasady antropicznej są kwestie religijne czy związane ze światopoglądem, a nie takie czy inne rozumowanie naukowe.

Sądzę jednak, że jest jeszcze gorzej. Nawet „zasada kurocentryczna” nie oddaje w pełni krytyki na jaką ten pomysł zasługuje. Nadal akceptuje bowiem jej podstawy, choć przedstawia jej konsekwencje w karykaturalnym świetle. Czy jednak stałe fizyczne rzeczywiście przemawiają za tym, że Wszechświat został „zaprojektowany”, aby powstało w nim życie? Myślę, że jest dokładnie odwrotnie. Gdyby koniecznie chcieć wprowadzić do kosmologii teleologię to wolna od założeń obserwacja doprowadziłaby do wniosku, że Wszechświat powstał po to, by nie było w nim życia . To znaczy to po, by ukryty poza nim Demiurg mógł się przyglądać galaktykom, metagalaktykom i wybuchom supernowych. Udało się to prawie doskonale – i właśnie to „prawie” stanowi życie na Ziemi. Wszechświat jest skrajnie niegościnny do powstania życia. Prawie całą jego przestrzeń wypełnia próżnia ogrzewana promieniowaniem reliktowym. Gdzieniegdzie w tej pustce istnieje materia czyli galaktyki. W nich z kolei trudno wyobrazić sobie gorsze warunki do powstania życia – to znaczy trudno o lepsze dowody na poparcie mojej zasady nihilotropicznej . Czarne dziury, promieniowanie kosmiczne, temperatury wielu milionów kelwinów i kosmiczne katastrofy są tu chlebem powszednim. Nawet planety w układach słonecznych nie są całkiem bezpieczne i mogą wpaść do słońc. „Silna” postać tej zasady mówi: „Demiurg stworzył świat po to, by nie było w nim życia” (co jest zupełnie zrozumiałe dla wielu ludzi – stworzył przecież świnię po to, by jej nie jeść a seks by go nie uprawiać). Postać „słaba”, czyli kompromis z mojej strony w celu prowadzenia dialogu z nauką brzmi: „Wszechświat jest miejscem tak niegościnnym dla życia, że mogło ono powstać tylko jako błąd z powodu lokalnej niedoskonałości zasady nietworzenia życia”.

Oczywiście nie wierzę w zasadę nihilotropiczną ponieważ zawiera nienaukowe założenia teleologiczne. Jest więc błędna . Tym niemniej jest to właśnie to, co otrzymalibyśmy w wyniku uczciwej refleksji nad astrobiologią. Dokładność i skuteczność „zasady nihilotropicznej” – gdyby istniała – byłaby znacznie większa niż replikacji ludzi (błędem jakim byłoby powstanie życia są tutaj wady genetyczne). O wiele bardziej uzasadnione jest twierdzenie, że celem rozmnażania człowieka jest tworzenie osób z zespołem Downa (1:1000 urodzeń żywych podczas gdy przestrzeń biotopu do przestrzeni Wszechświata jest pewnie taka jak prawdopodobieństwo powstania Wszechświata z naszymi stałymi fizycznymi oszacowana przez Barrowa i Tiplera, co jednak nie dało im nic do myślenia).

Zasadę antropiczną wspierają nie argumenty, ale wiara. Ona nawet nie jest błędna . Jest tylko innym sposobem wypowiedzenia starodawnej frazy: „Uczynimy człowieka podobnego Nam”.


 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Pięciomiesięczne niemowlęta wolą własny język i odrzucają obcy akcent
Demokracja nie jest cool

 Dodaj komentarz do strony..   Zobacz komentarze (20)..   


 Przypisy:
[ 2 ] Więcej na ten temat w: Jerzy Sikorski, „Zasada antropiczna a kosmos” .

« Światopogląd naukowy   (Publikacja: 16-06-2009 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Maciej Psyk
Publicysta, dziennikarz. Z urodzenia słupszczanin. Ukończył politologię na Uniwersytecie Szczecińskim. Od 2005 mieszka w Wielkiej Brytanii. Członek-założyciel Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów oraz członek British Humanist Association. Współpracuje z National Secular Society.

 Liczba tekstów na portalu: 91  Pokaż inne teksty autora
 Liczba tłumaczeń: 2  Pokaż tłumaczenia autora
 Najnowszy tekst autora: Monachomachia po łotewsku
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 6610 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365