Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
144.858.750 wizyt
Ponad 1060 autorów napisało dla nas 7269 tekstów. Zajęłyby one 28656 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Korea Północna zaatakuje
w 2018 r.
w ciągu kilku lat
nie zaatakuje
  

Oddano 2458 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Gdybym został królem świata, to bym się nazywał Walery Armata… Pewnie nic bym nie robił. Uważam, że najlepiej się ludziom nie wcinać. Pozostawić ich samym sobie, z ich własną aktywnością. Wtrącać im się w jak najmniej rzeczy. Zapewnić szeroko pojęte bezpieczeństwo, możliwość osądzania tych, którzy szkodzili by innym i nic więcej. Pozostawić sobie wpływ na wojsko, policję i sądy, a do niczego..
« Felietony i eseje  
A po stronie emocji wieki daremnego oczekiwania na geniusza... [1]
Autor tekstu:

Kilka uwag na marginesie śmierci profesora Leszka Kołakowskiego

Motto:
"Człowiek nie żyje samym tylko rozumiem."
L. Kołakowski

Zmarł profesor Leszek Kołakowski. Przy tej okazji posypały się w prasie artykuły na jego temat. Od świetnych, takich jak profesor Barbary Skargi w Gazecie Wyborczej, po ukazujące jego myśl, moim zdaniem, zbyt jednostronnie. Cytat, którym rozpocząłem, znalazłem w takim właśnie eseju. [ 1 ] Po co przywoływać takie oczywistości jak owo motto? Być może potrzebne jest to tym, którzy tak upraszczają widzenie świata, że wydaje im się, iż racjonaliści kierują się w swoim życiu wyłącznie rozumem. Takie przekonanie mija się z prawdą tak bardzo, że aż nie chce się podejmować tego tematu. A jeżeli również niektórzy z racjonalistów tak myślą to po prostu się mylą. Oczywistością jest bowiem, że każdy człowiek posiada także emocje i inne wymykające się dyktatowi rozumu skłonności wpływające na jego życie. Możemy nawet powiedzieć, że ktoś, kto kierowałby się w życiu wyłącznie chłodną kalkulacją, byłby swego rodzaju potworem, a nie człowiekiem.

Spróbujmy więc mimo wszystko wyjaśnić tę sprawę jeszcze raz. Racjonalista nie jest pozbawiony uczuć, tylko kiedy przechodzi do rozważania empirycznych faktów stara się, by żadne emocje nim nie kierowały. W sprawach empirii stawia na pierwszym planie rozum, jak to bowiem ktoś kiedyś napisał: prawda to nie szukanie tego, co upragnione. Prawda wobec naszych życzeń czy pragnień jest obojętna. Dotyczy ona sfery faktów i racjonalista przyjmuje je z pokorą, to znaczy jego rozum nie stara się ich naginać, zmieniać, zapominać czy wręcz przekłamywać, by tylko zgadzały się z preferowanym przez niego stanowiskiem. Fakty należy przyjmować takimi, jakimi są, czy nam się to podoba czy nie. Reasumując, racjonalizm to sposób poznawania świata, z którego wynika podejście do życia.

Ktoś zapyta, a cóż to takiego ta prawda? Racjonalista odpowie: w świecie empirii jest ona tym, co przynoszą nam badania naukowe. Nauka jest bowiem tym terenem, na którym ludzie mogą i powinni dochodzić do porozumienia jeżeli już nie w stu procentach, to chociaż z jako taką dokładnością. Gdy zmieniają się metody badawcze, albo zostają udoskonalone, wtedy i wyniki mogą być inne. W takiej sytuacji racjonalista zmienia zdanie na dany temat. Ot i wszystko.

Lidia Beata
BarejKtoś może zapytać: a co z uczuciami, emocjami, afektami i wynikającymi z nich osobistymi preferencjami? Racjonalista odpowie, że jest to osobisty świat każdego z nas i mamy na jego terenie swoją własną prawdę. Jeżeli od czasu do czasu zgodzi się ona z jakąś prywatną prawdą innego człowieka to bardzo dobrze, jeżeli nie, to trudno. Wtedy każdy z czystym sumieniem może pozostać przy swoim zdaniu.

W sprawach empirycznych faktów, gdy każdy pozostaje przy swoim zdaniu to źle, bo świadczy to o tym, że albo ktoś nie zna dostatecznie przedmiotu, o którym się wypowiada, co ujawnia jego brak kompetencji w danej sprawie — albo celowo, kierując się emocjami czy interesem jakiejś grupy, po prostu kłamie, co jest przykładem żałosnego postępowania.

Inną sprawą, którą chciałbym zasygnalizować jest błędne stawianie na przeciwległych biegunach prób poszukiwań odpowiedzi na pytania: kim jestem, skąd pochodzę, gdzie jest moje miejsce, dlaczego jestem odpowiedzialny, jaki jest sens mojego życia, jak stawię czoła śmierci? — i racjonalistycznego podejścia do życia. [ 2 ]

Myślę, że już najwyższy czas zarzucić przekonanie, iż takie pytania mają tylko religijne pochodzenie. Wręcz przeciwnie, to religie powstały jako odpowiedzi na owe pytania, czyli są ich wynikiem, a nie na odwrót. Gdyby owych pytań nie było — zapewne nie było by i żadnej religii. Nie może to dziwić, gdyż u korzeni cywilizacji ludzkość nie dysponowała nauką, nie mogła więc znaleźć innych wyjaśnień. Stąd pojawienie się najpierw magii, a potem religijnych systemów, te ostatnie wydają się mieć ścisły związek z przejściem człowieka z wędrownego do osiadłego trybu życia.

Przytoczone pytania do dzisiaj nurtują i nurtować będą umysł (a nie uczucia!) każdego myślącego człowieka. Jeżeli więc ktoś przypisuje je religii — jego sprawa, ale jeżeli tylko, to już błąd. Owe pytania nie są bowiem wyłączną własnością osób wierzących. Każdy człowiek, bez względu na wyznanie lub jego brak powinien się z nimi zmagać. Wierzący w Boga mają tylko tę raczej smutną przyjemność, że znają na owe pytania odpowiedzi i dziwi mnie, że nie intryguje ich, owych wyjaśnień dziecinna naiwność.

Twierdzenie, że religia jest aspektem ludzkiej kultury, to kolejna oczywistość i nikt, kto myśli racjonalnie nie będzie się jej sprzeciwiał. Mam też nadzieję, że żaden z racjonalistów nie zamierza również ekskomunikować potrzeby religii. I chociaż piszący te słowa w ogóle takowej w sobie nie odczuwa, to jednak stara się być realistą, dlatego też przypuszcza, że wiara w Boga będzie tak długo trwała w człowieku, jak długo będzie niedouczony i przestraszony stawał naprzeciw świata. Albo inaczej: jak długo w sprawie faktów będą kierowały nim emocje i uczucia, a nie rozum.

Nie wiem czy utrata świętości jest moralnie niebezpieczna. [ 3 ] Co więcej, zapewne nikt tego nie wie (prócz osób mających w tym jakiś interes). A oświeceniowe przekonanie, że lekarstwem na wszystkie ludzkie problemy jest postęp techniczny już dawno zostało wstawione do lamusa. Wiadomo bowiem, że postęp prócz oczywistych dobrych stron niesie ze sobą także wiele skutków ubocznych. W dzisiejszych czasach nikt myślący tego nie kwestionuje. Czy jest to niebezpieczne dla moralności? Powiedzmy tak: moralność nie jest czymś stałym (jak chyba nic w świecie) a każda zmiana w jej obrębie zawsze na początku jest przyjmowana z oburzeniem przez masy i strażników tradycji, co jakże często jest równoznaczne z kibicowaniem zabobonom. To jednak nie znaczy, że zmiany w naszym postępowaniu moralnym nie zachodzą. Odkąd ludzkość istnieje one zawsze miały, mają i mieć będą miejsce. Czy to jest złe? Historia wskazuje raczej na coś odwrotnego.

Gdybyśmy bowiem żyli według niektórych wskazań moralnych zawartych na przykład w kodeksie Hammurabiego, którego paragraf pierwszy mówi: „Jeśli ktoś kogoś oskarżył i rzucił nań podejrzenie o zabójstwo, zaś tego mu nie udowodnił, ten, kto go oskarżył, poniesie karę śmierci." — zapewne mało kto ośmieliłby się rzucić takie podejrzenie z obawy przed utratą życia, a dobrzy adwokaci byliby bogami. Ale po co sięgać do tak odległej przeszłości. Wystarczy zajrzeć do Ewangelii Mateusza i przeczytać Kazanie na Górze, które pełen miłości do ludzi Jezus głosi swym wyznawcom:

„Słyszeliście, że powiedziano: Nie cudzołóż! A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa. Jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła. I jeśli prawa twoja ręka jest ci powodem do grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało iść do piekła." (Mt. 5, 27-30)

Gdyby w Polsce przejmowano się tym nakazem, to dziewięćdziesiąt siedem procent populacji chodziłoby bez oka, albo dwóch, było bez rąk itd. W takiej sytuacji produkcja przemysłowa i wszelka aktywność zamarłaby i w ogóle nie byłoby kraju jako takiego, bo te pozostałe trzy procent niewierzących nie dałoby rady zapracować na całą resztę. Proszę bowiem zwrócić uwagę, że nie sposób przed spojrzeniem na kobietę zorientować się czy ona budzi w nas pożądanie czy nie, a kiedy się już zorientujemy, że wzbudziła to… jest już za późno i „po oku!", że się tak kolokwialnie wyrażę.

Gdybyśmy więc żyli podług nie zmieniających się wskazań moralnych np. Jezusa, którego chrześcijanie uważają za syna Bożego i owego Boga jednocześnie (sic!), nie mówiąc już o Duchu..., albo gdybyśmy nie mieli do owych wskazań dystansu i zdroworozsądkowego podejścia to ładnie byśmy wyglądali. Z tej perspektywy można powiedzieć, że odchodzenie od świętości wcale nie niesie skutków ubocznych — w wręcz przeciwnie, pozwala człowiekowi zachować swoje człowieczeństwo nie narażając go na ciągłą nerwicę bądź schizofrenię z powodu niemożności sprostania nakazom, wymyślonym przez ową świętość.

Oczywiście, owe pouczenia brzmią całkiem atrakcyjnie, zapewne z powodu swojej bajkowej trafności (vide chrześcijański nakaz prymatu miłości nad sprawiedliwością). Niestety życie to nie bajka i twierdzenie, że miłość ma siłę zmieniania złego postępowania człowieka w dobre nie jest prawdą, albo prawdą niezwykle rzadką (jak kwiat paproci). Na co dzień jakże często człowiek odpłacający dobrem za zło uznawany jest przez innych za co najmniej fajtłapę. Smutne to, ale z faktami trudno dyskutować. Rozumieją to zresztą całe społeczeństwa zwane chrześcijańskimi, wprowadzając kodeksy karne i kierując się nimi, a nie przypowieściami ewangelicznymi.

Czy mamy też wierzyć, jak chce Kołakowski w cytowanym, w przypisie fragmencie, że istnieją granice rozwoju ludzkości? Że nie jest ona na tyle „elastyczna", by wprowadzane na terenie profanum zmiany mogła przetrwać? A zrezygnowanie z dążenia do doskonałości miałoby zaprzeczyć istocie człowieka? Powiedzmy sobie szczerze, tego nikt nie wie i dziwi mnie, że profesor, tak przecież bardzo ostrożny w ostatecznych sądach na jakikolwiek temat, mógł wypowiedzieć się tak jednoznacznie. Oczywiście jest coś na rzeczy, kiedy Kołakowski mówi: „zaprzeczanie 'wartościom absolutnym' w imię zarówno zasad racjonalizmu, jak i ogólnego ducha otwartości zagraża naszej zdolności rozróżnienia dobra od zła". Jednak jakie mamy wyjście? Historia niesie aż nadto wiele przykładów na to, że oddanie się 'wartościom absolutnym' prowadzi do totalitaryzmu i ogromu nieszczęść. Obojętne czy czynionych w imię tyranii władzy politycznej czy religijnej (wtedy mówi się o postępowaniu w imię jedynie słusznego systemu politycznego czy religijnego).


1 2 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Jezus przeinaczony
Algorytm wszelkich reform

 Zobacz komentarze (12)..   


 Przypisy:
[ 1 ] Wszystkie cytaty, jeżeli nie wskazano innego źródła, pochodzą z artykułu pt. „Kołakowski rozłożył marksizm na łopatki" w: www.polskitimes.pl
[ 2 ] "W wywiadzie z 1991 roku Kołakowski dowodził, że 'ludzkość zawsze będzie odczuwać potrzebę religijnego samookreślenia: kim jestem, skąd pochodzę, gdzie jest moje miejsce, dlaczego jestem odpowiedzialny, jaki jest sens mojego życia, jak stawię czoła śmierci? Religia jest aspektem ludzkiej kultury. Potrzeby religii nie można ekskomunikować racjonalistycznymi zaklęciami. Człowiek nie żyje samym tylko rozumem.'"
[ 3 ] "'Wraz ze zniknięciem sacrum', pisał 'z narzuconego ograniczenia doskonałości, którą osiągnąć można dzięki profanum, rodzi się jedna z najniebezpieczniejszych iluzji naszej cywilizacji — złudzenie, że nie istnieją granice zmian, jakim może podlegać ludzkie życie, że społeczeństwo jest 'z zasady' nieskończenie elastycznym bytem, i że zaprzeczanie owej elastyczności i możliwości osiągnięcia doskonałości oznacza zaprzeczenie ludzkiej autonomiczności, a co za tym idzie zaprzeczenie samego człowieka'".

« Felietony i eseje   (Publikacja: 16-08-2009 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Jacek Kozik
Ur. 1955. Ukończył studia na Wydziale Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. Na łamach prasy zadebiutował blokiem wierszy w 1982, w „Przeglądzie Tygodniowym”. Swoje wiersze drukował także w „Tygodniku Kulturalnym”, „Miesięczniku Literackim”, „Literaturze” i „Poezji”. Jednocześnie jego poezje pojawiły się w drugim obiegu, w warszawskim „Wyzwaniu” i wrocławskiej „Obecności”. Zbiory wierszy: „Tego nie kupisz” (1986), „Matka noc” (1990), „Ślad po marzeniu” (1995). Jego słuchowiska i wiersze były emitowane także na antenie Polskiego Radia. Uczył w szkołach podstawowych i gimnazjum, dla którego ułożył program „Korzenie kultury europejskiej”. Uczył także w liceum etyki i filozofii. Jego artykuły ukazywały się w specjalistycznych periodykach „Edukacji Filozoficznej”, „Filozofii i Sztuce” oraz w „Filozofii w Szkole”. Mieszka w Nowym Jorku   Więcej informacji o autorze

 Liczba tekstów na portalu: 15  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Duszne niedouczenie
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 6739 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365