Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
147.136.865 wizyt
Ponad 1060 autorów napisało dla nas 7281 tekstów. Zajęłyby one 28729 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Korea Północna zaatakuje
w 2018 r.
w ciągu kilku lat
nie zaatakuje
  

Oddano 3396 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Postawa eksperymentalna różni się znacząco od postawy 'zdroworozsądkowej'. Zakłada bowiem, że w każdej chwili możemy odkryć nowe informacje, które znacząco zmienią nasz model świata. Tymczasem tzw. 'zdrowy rozsądek' opiera się na założeniu, że już wiemy wystarczająco dużo na temat natury świata, by tylko w ostateczności delikatnie modyfikować naszą wiedzę."
 Tematy różnorodne » Na wesoło

Dzień pracownika państwowo-samorządowego
Autor tekstu:

To był pięknie dekonstruktywny wieczór. Zaczął się wielką narracją pani Grażyny, która dekonstruowała ojczyznę. W zasadzie nie była to nowa narracja, należała do wariacji z powtórzeniami. — Burdel — mówiła pani Grażyna, popijając kawę i chwaląc ciasteczka.

Nikt nie przeczył. Trudno było przeczyć, kiedy w tej kwestii rzeczywistość odczuwana była jednolicie.

— Elity mają taki naród, na jaki zasługują. Jak łajdackie muszą być nasze elity, żeby mieć taki naród?

I tym razem nikt nie oponował. Łajdactwo elit pozostawało poza wszelką wątpliwością. Przez moment zdawało się, że zgodność poglądów nas wykończy. Uratować mogła nas tylko modlitwa albo pół litra.

Wszyscy jesteśmy dziećmi jednego Boga, więc łatwiej było wyciągnąć pół litra. Dekonstrukcyjna narracja ojczyźniana jest przy pół litrze formą modlitwy i teraz zbieżność poglądów była czynnikiem jednoczącym. Ludzkość nie była świadoma naszej tragedii i zajmowała się swoimi sprawami, tymczasem pani Grażyna przyjęła postać kapłanki celebrującej naszą utytłaną godność.

Chodziło o tak w ogóle, bo wszyscy wiedzieliśmy, że tak w ogóle nie jest dobrze i szczegół przestał być ważny. Młodzi wyjeżdżają, a starzy już nie mogą wytrzymać.

— To przerażające.

Zgodziliśmy się i trzeba było zorganizować nową butelkę. Ktoś coś zaintonował, ale jeszcze nie wygasła w nas potrzeba powiedzenia prawdy. Wszyscy reprezentowaliśmy państwo na jego najniższym poziomie, znaliśmy wroga od podszewki.

Spojrzałem na leżącą na stoliku gazetę: Od 10 lat Polska znajduje się na pierwszym miejscu w Unii Europejskiej nie tylko pod względem liczby ofiar śmiertelnych.

— Ponosimy ofiary drogowe — powiedziałem.

Ktoś dostrzegł w tym stwierdzeniu jakąś stylistyczną nieszczerość. Przyglądano mi się podejrzliwie, ale tym razem uratował mnie jeszcze nasz woźny, pan Stanisław, który powiedział — Carpe diem, czyli najważniejsza jest zakąska.

Tomek roześmiał się i szepnął mi do ucha — My, naród lubimy pieprzyć od rzeczy.

Grzegorz, który miał pracę siedzącą, ale głównie zajmował się pisaniem w Internecie komentarzy, podchwycił przygasającą narrację pani Grażyny. Jego zdaniem burdel w kraju był nieznośny i nie wróżyło to niczego dobrego. — Oni po prostu nic nie rozumieją.

— W tym bałaganie życie traci wszelki sens — dodała pani Grażyna.

Musiało mi coś zaszkodzić, bo niespodziewanie zdałem pytanie — A pani ma sens życia kościelny czy cywilny?

Pani Grażyna patrzyła na mnie oburzona. Tomek mruknął pod nosem — Druga poprawka do konstytucji Dorzecza Niedorzecza — nie mów nigdy co myślisz.

To był nasz dzień i to nam podano kawę i ciasteczka, a pół litra zorganizowaliśmy sami.

— O co panu chodzi — zapytała pani Grażyna.

Daj małpie brzytwę Ockhama, a krew będzie sikać po ścianach, pomyślałem z rozpaczą oraz potężną dozą spóźnionego samokrytycyzmu. Odpowiedziałem, że tak tylko pytam, z czystej ciekawości, bo pytanie o sens życia jest ważne i właśnie rozmawiałem o nim z dziećmi na biologii.

Na biologii — zainteresował się Tomek, najwyraźniej próbując wyciągnąć mnie z opresji.

— Życie to biologia, a sens nie wiadomo co — odpowiedziałem. — Z biologicznego punktu widzenia znamy tylko przeznaczenie, reszta jest białą kartą, która wypełniamy sami, poszturchiwani przez innych.

— Co pan chce powiedzieć przez to, że znamy przeznaczenie — oburzyła się ponownie pani Grażyna.

— Naszym przeznaczeniem jest śmierć. Reszta jest do jakiegoś tam zagospodarowania.

— Koniec historii, Fukuyama jest w Polsce — wtrącił nasz woźny, sącząc chciwie resztki alkoholu.

Grzegorz spojrzał na niego niechętnie. Jak zwykle był skłonny do podjęcia roli stróża porządku, którą realizował głównie w swoich idiotycznych komentarzach w Internecie, ale również podczas wszelkich spotkań z żywymi. Pod sufitem unosił się duch polskości, był nieco bezpłciowy i bez wątpienia cierpiał na syndrom Downa.

— I to im pan powiedział — zapytała niesłychanie agresywnie pani Grażyna.

Upływ czasu mnie zdezorientował i nie wiedziałem, o co pyta. Kiwnąłem głową, by uniknąć kłopotliwego wyjaśniania.

Tomek spojrzał w okno, za którym panował już głęboki mrok. — Coraz wcześniej się ściemnia — powiedział i wziął do ręki leżącą na stoliku gazetę. — Nowy, rewolucyjny lek na nowotwory — przeczytał.

— Ten sam co w zeszłym tygodniu — zapytałem.

— Nie, jakiś chyba jakiś inny — dopowiedział — ale też rewolucyjny, nich szlag trafi jakobinów.

Pani Grażyna musiała przyjąć to do siebie, bo wydęła usta, ale potem sięgnęła po ciastko i powiedziała z przekąsem — Dzieci powinny być chronione przed nieodpowiedzialnymi ludźmi.

Zgadzałem się z nią, ale tym razem wolałem zatrzymać tę prawdę dla siebie.

— Najgorsze jest to poszturchiwanie — powiedział pan Stanisław — utrudnia rozpoznanie i realizację aktów wolnej woli.  A ci uczniowie to narzekali na rodziców, czy na nauczycieli — zapytał.

— Na rodzeństwo, bo to było najbezpieczniejsze. Nikt z nas nie może bezkarnie ujawniać całej prawdy — opowiedziałem.

Pan Stanisław wstał, wyciągnął z kieszeni pęk kluczy dając niedwuznacznie do zrozumienia, że dekonstrukcja się skończyła.

Dom, ojczyzna, ojczyzna, dom, ani chwili odpoczynku — westchnął Tomek, a przecież kto jak kto, ale on nie miał powodów do narzekania. Z Tomkiem nigdy nie wiadomo, kiedy kpi, a kiedy o drogę pyta, w szczególności w taki dzień jak ten.


 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Strzeż się zbyt pewnego siebie eksperta
Tajna instrukcja watykańska Crimen Sollicitationis - polskie tłumaczenie

 Dodaj komentarz do strony..   Zobacz komentarze (2)..   


« Na wesoło   (Publikacja: 15-10-2010 Ostatnia zmiana: 16-10-2010)

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Marcin Kruk
Nauczyciel, autor książki Człowiek zajęty niesłychanie

 Liczba tekstów na portalu: 63  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Co szatan potrafi zrobić z człowiekiem?
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 675 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365