Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
154.087.708 wizyt
Ponad 1061 autorów napisało dla nas 7298 tekstów. Zajęłyby one 28799 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Co z Brexitem?
będzie drugie referendum
będzie początkiem końca UE
zyska na nim Wielka Brytania
ostatecznie wzmocni UE
dużo hałasu o nic
  

Oddano 2737 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"[...] z sumieniem nie jest tak jak z techniką. W technice im szersza i głębsza wiedza o rzeczach i prawidłowościach, tym wyraźniejsze wskazania konstrukcji instrumentów, natomiast głos sumienia, wyraźny w sytuacjach nader prostych, zaczyna bełkotać w obliczu komplikacji zawęźleń międzyludzkich, które mu podaje do wiadomości narastająca i dojrzewająca wiedza o tych zawęźleniach. W wielu przypadkach..
 Czytelnia i książki » Recenzje i krytyki

Zamykanie oczu na mizoginię [1]
Autor tekstu:

Tłumaczenie: Małgorzata Korszewska


Ubrane w burkę kobiety idą ulicami starego miasta w Kabulu (AFP/Getty)

Niedawno zadzwoniła do mnie producentka programów BBC i powiedziała, że napisałem „kontrowersyjną" książkę. Wiedziałem już o tym i zgadłem z dochodzących z telefonu dźwięków wzdychania i cmokania, że ona tego nie aprobuje.

„Tak więc — ciągnęła dalej — przygotowaliśmy czworo gości do dyskusji z tobą".

Powiedziałem jej, żeby nie zawracała mi głowy — być może użyłem ostrzejszego zwrotu — a potem pomyślałem o jej kłopotliwej sytuacji. Jako stronniczy prezenter chciała usłyszeć potępienie mojej książki, ale nie mogła ryzykować debaty „jeden na jednego". Mógłbym ją wygrać. Co bardziej prawdopodobne, niektórzy słuchacze zgodziliby się ze mną, inni z moim oponentem, jak to się normalnie dzieje. Jednak aranżując program tak, żeby było czterech na jednego, mogła zachować iluzję bezstronności, tworząc równocześnie w umysłach słuchaczy wrażenie, że panuje pełna zgoda przeciwko argumentom, które jej nie odpowiadają. W interesie „równowagi" i dania „każdemu możliwości wypowiedzenia się", zapełniłaby 80 procent czasu programu zwolennikami własnej pozycji. Od tego czasu pilnie uważam na takie ustawione debaty. Są one najpewniejszym sygnałem, jakie BBC odważa się wysłać, że pomysł nie zasługuje na wysłuchanie w dobrym towarzystwie.

Ophelia Benson nie całkiem została potraktowana w sposób „czterech na jednego". Kiedy pojawiła się w Radio 3, w programie kulturalnym Nightwaves, żeby dyskutować o swojej „kontrowersyjnej" książce, którą napisała wspólnie z Jeremym Strangroomem, dali jej zaledwie dwóch oponentów i prezenter próbował być bezstronny. Nadal jednak, kiedy jeden z jej adwersarzy przestawał ją dyskredytować, drugi zaczynał, i w ten sposób BBC dawała sygnały słuchaczom, by ją zignorowali.

Jeśli im się nie udało, prasa wbiła im to do głowy. „Independent" potępił Benson i Stangrooma jako „podżegających" autorów, którzy wyprodukowali „strumień inwektyw" i „nie wykazują chęci wyjścia poza wyzwiska i przeinaczenia". „Guardian" oskarżył ich o „grubiaństwo i brak zrozumienia". Gazeta była „zdumiona, że ktokolwiek chciał ich opublikować" i autor artykułu zakończył, że tylko niski motyw zarobienia pieniędzy mógł wyjaśnić publikację „głęboko nieuczciwej intelektualnie", „histerycznej" i „dziwacznej" pracy. Moja gazeta, „Observer" była nieco bardziej powściągliwa, ale nie tak, że mógłby to zauważyć przypadkowy czytelnik. Dowiedzieliśmy się, że Benson i Stangroom nie są oryginalnymi myślicielami, ale „przeszukali artykuły w gazetach". „Bełkoczą w słusznym gniewie", ich styl jest „niezgrabny", „łopatologiczny" i „powtarzający się", ich argumenty „marne" i „otępiające".

Czytelnicy, którzy wyobrażają sobie, że Benson i Stangroom stali się obiektem najpełniejszego ładunku żółci, jaki wypluł w tym roku literacki Londyn, ponieważ argumentują za supremacją białej rasy lub za ponownym wprowadzeniem kary śmierci, nie rozumieją mrocznego zwrotu, jakiego dokonała myśl Zachodu pod koniec XX i na początku XXI wieku. Benson i Stangroom napisali książkę Does God Hate Women?, którą poprzednicy dzisiejszych krytyków uznaliby za feministyczną klasykę.

Pytają oni: „Czy więc Bóg nienawidzi kobiet?"

Cóż można powiedzieć. Władze religijne i konserwatywni duchowni czczą koszmarnie okrutnego, niesprawiedliwego, mściwego Boga. Czczą Boga 10-letnich chłopców, Boga zabijaków z boiska, Boga gwałcicieli, gangów i alfonsów. Czczą — mimo retoryki o sprawiedliwości i współczuciu — Boga, który staje po stronie silnych przeciwko słabym, Boga, który oklaskuje przywileje i karze egalitaryzm. Czczą Boga, który jest mężczyzną i który zmawia się z innymi mężczyznami przeciwko kobietom. Czczą zbira. Czczą Boga, który uważa, że małe dziewczynki powinny być wydawane za mąż za dorosłych mężczyzn. Czczą Boga, który z aprobatą patrzy na dorosłego mężczyznę, gwałcącego dziecko, bo to dziecko to jego „żona". Czczą Boga, który uważa, że kobieta powinna otrzymać 80 batów, ponieważ jej włosy nie były w pełni zakryte. Czczą Boga, który jest zadowolony, kiedy trzej bracia rozwalają swoje siostry na kawałki siekierami, ponieważ jedna z nich wyszła za mąż bez zgody ojca.

Jeśli to brzmi ostro, to pomyśl że prawo szariatu stanowi, iż zgwałcona kobieta musi stanąć przed niemal niewykonalnym zadaniem dostarczenia czterech męskich świadków dla poparcia swojego zarzutu albo będzie skazana za cudzołóstwo. Kiedy gwałciciele powodują ciążę pakistańskich kobiet, sąd traktuje ich rosnące brzuchy jako dowód przeciwko nim. W Nigerii sądy szariatu nie tylko karzą zgwałconą kobietę za cudzołóstwo, ale wydają dodatkowy wyrok chłosty za fałszywe oskarżenie „niewinnego" mężczyzny. W Izraelu ultra ortodoksyjne gangi w Jerozolimie biją kobiety widziane w towarzystwie żonatych mężczyzn. W Stanach Zjednoczonych fundamentalistyczni mormoni dają nastolatki za żony starym mężczyznom i mówią im, że muszą całkowicie podporządkować się ich życzeniom. W Arabii Saudyjskiej kobiety żyją w państwie teokratycznym, które nie pozwala im chodzić po ulicy bez towarzystwa, prowadzić samochodu lub rozmawiać z mężczyznami spoza rodziny. Carmen Dufour, po tym jak niemądrze wzięła za męża gałązkę z odnogi rodziny bin Ladenów, opisuje konsekwencje:

Początkowo nie uświadamiałam sobie, co w tym kraju wydawało się takie dziwne, ale potem mnie to uderzyło: połowa populacji Arabii Saudyjskiej jest cały czas trzymana za murami. Trudno było to pojąć — miasto niemal bez kobiet. Czułam się jak duch. Kobiety nie istniały w tym świecie mężczyzn.

Żeby przejść od duchów do zwłok: jeśli talibowie ponownie przejmą władzę w Afganistanie, raz jeszcze zakażą kobietom dostępu do przestrzeni publicznej, pozbawiając ich w ten sposób zatrudnienia, a więc zamykając opiekę zdrowotną i edukację. Każdy nauczyciel, który ośmieli się uczyć je czytać i pisać, zostanie stracony. A tymczasem Islamska Republika Iranu niemal z pewnością powróciła do taktyki terroru, gwałcąc uwięzione kobiety zanim zostają zabite. Ponieważ prawo religijne uznaje zabijanie dziewic za nielegalne, strażnicy urządzają ceremonię „ślubu" i gwałcą więźniarki.

„Żałuję tego, chociaż te małżeństwa były legalne — powiedział członek milicji religijnej Basij, wspominając jak w młodym wieku został aprobowanym przez państwo gwałcicielem — Widziałem, że dziewczyny bardziej bały się 'nocy poślubnej' niż egzekucji, która czekała je rano. I zawsze broniły się, więc musieliśmy im wkładać tabletki nasenne do jedzenia. Rano dziewczyny miały twarze pozbawione wszelkiego wyrazu; wyglądało jakby były gotowe lub wręcz chciały umrzeć".

Ten milicjant rozmawiał, anonimowo, z izraelską gazetą, więc można by kwestionować autentyczność wywiadu, gdyby nie to, że użycie gwałtu jako narzędzia represji doprawdy nie jest tajemnicą. Uchodźcy, którzy uciekli z Iranu, kiedy ajatollahowie zainstalowali tam teokrację, opisywali te „śluby" z bolesnymi szczegółami. Kiedy lekarz zbadał ciało Zahry Kazemi, kanadyjskiej dziennikarki aresztowanej i zamordowanej przez mułłów, znalazł jednoznaczne dowody, że same tortury im nie wystarczyły. Nie jest to więc prawdziwy sekret, raczej sekret w pełni widoczny, przez który obserwatorzy patrzą na wylot, zamiast go zobaczyć.

Wolą koncentrować się na pracach Karen Armstrong, która została beatyfikowana przez inteligencję, zamiast przez Watykan. Nic tak nie doprowadza do szału krytyków Benson i Stangrooma jak ich obalenie zaskakującego twierdzenia Armstrong, że „emancypacja kobiet była projektem drogim sercu Proroka". Autorzy pokazali, że opisy życia Mahometa, które przetrwały, informują, iż skonsumował on małżeństwo z dziewięcioletnią dziewczynką i wziął za konkubinę dziewczynkę-niewolnicę. (Argument o uniku Armstrong miałby znaczenie tylko historyczne, gdyby nie to, że zarówno w Jemenie, jak i w Iraku islamistów zainspirował przykład Proroka i po przejęciu władzy obniżyli wiek zamążpójścia dla dziewczynek do dziewięciu lat.) Reakcja „Sunday Times" na Does God Hate Women? była prawdziwie złowieszcza. „W tym tygodniu ma zostać opublikowana akademicka praca o religijnych postawach wobec kobiet — doniosła ta gazeta - mimo obaw, że może spowodować gwałtowne reakcje muzułmanów, ponieważ krytykuje proroka Mahometa za wzięcie dziewięcioletniej dziewczynki na trzecią żonę. Takie twierdzenia mogą wzbudzić gniew niektórych muzułmanów".

Żaden rozgniewany muzułmanin nie skontaktował się z reporterkę, żeby ostrzec o „gwałtownych reakcjach". Nie widziała ona gróźb przeciwko Benson i Stangroomowi na czacie. „Sunday Times" wymyślił skandal tam, gdzie skandalu nie było i nie przeszkadzało mu, że może sprowokować ataki na autorów. Jako ponura oznaka naszych nerwowych czasów wydawca zareagował panicznym telefonem do „ekumenicznego doradcy", żeby ocenił, czy powinna odbyć się promocja książki.

Istnieje niebezpieczeństwo uogólniania tego konkretnego wypadku furii, jaką media skierowały na Benson i Stangrooma. Powinienem więc powiedzieć, że nie trzeba mi mówić, iż religia ma wiele postaci i nie wszystkie z nich są uciążliwe. W pełni akceptuję, że religia może być, jak powiedział Marks, „westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, duszą bezdusznych stosunków". Oczywiście wielu liberalnie nastawionych ludzi nie dołączyłoby się do zakrzykiwania Benson i Stangrooma; zgodziliby się całym sercem, że uciskowi kobiet trzeba się przeciwstawiać w każdych okolicznościach. Znakomici dziennikarze BBC, „Independent", „Guardiana", „Observera" i „Sunday Times" piszą wstrząsające reportaże o okaleczaniu genitaliów kobiecych i „honorowych zabójstwach" w oparciu o prace takich organizacji pozarządowych jak Human Rights Watch i Centre for Social Cohesion. Policja i pracownicy socjalni ciężko pracują, żeby zwalczać znęcanie się, zaś agencje rozwoju twierdzą uparcie, że najpewniejszą drogą do zmniejszenia nędzy jest kształcenie kobiet.

Jednak, jeśli zbyt długo będziesz patrzeć na jasną stronę, oślepi cię słońce. Mimo wszystkich tych zastrzeżeń pozostaje niezbity fakt, że główny nurt opinii nie uważa ucisku kobiet za pilny problem, jeśli dzieje się w imię kultury lub religii, szczególnie zaś w imię kiedyś uciskanych kultur i religii. Mizoginia, którą generują, nie porusza serc ani nie wzbudza pasji. Rządy, które dławią połowę swoich populacji, nie spotykają się z bojkotem ani z demonstracjami przed swoimi ambasadami, wnioskami o potępienie na konferencjach międzynarodowych ani potępieniem w codziennych dyskusjach politycznych.


1 2 3 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Krytyka traktowania ofiar gwałtu przez ulemów
Stalowa wola wybicia się na świeckość

 Zobacz komentarze (7)..   


« Recenzje i krytyki   (Publikacja: 21-09-2009 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Nick Cohen
Brytyjski dziennikarz i komentator polityczny, obecnie jest publicystą tygodnika "The Observer", występuje często jako komentator telewizyjny, pracuje również dla magazynu "Standpoint".

 Liczba tekstów na portalu: 23  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Kto się boi przyznać, że boi się islamizmu?
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 6811 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365