Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
145.685.791 wizyt
Ponad 1060 autorów napisało dla nas 7275 tekstów. Zajęłyby one 28687 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Korea Północna zaatakuje
w 2018 r.
w ciągu kilku lat
nie zaatakuje
  

Oddano 2863 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Nie ma Boga, jest człowiek.
« Felietony i eseje  
Jak to science-fiction igrało z Bogiem [1]
Autor tekstu:

Drugiego dnia Bóg stworzył wstępy — więc wstęp wyrzuciłem. Słowo „naukowa" w zwrocie „fikcja naukowa" pozwala na dość poważne ograniczenie zakresu rozważań. Bez zbędnej rozpaczy porzucam rozważania o wszelkiej duchowości i nadprzyrodzoności. Postaram się również stąpać obok słowa „nauka" na palcach, próbując nie zbudzić niejasnych podejrzeń.

Istota boska, moim zdaniem, winna się charakteryzować przede wszystkim intelektem rozwiniętym do poziomu nieosiągalnego dla człowieka (człowieka w sensie istoty niższej, stykającej się z bogiem — istotą wyższą), być czymś „ponad", oraz posiadaniem nieznanej i niedostępnej dla człowieka zdolności kreacji.

Dziwne uczucie piasku w butach

Teoria boskości dość obszernie eksploatowana była już od narodzin cyklu powieściowego Franka Herberta, zapoczątkowanego Diuną. Herbert, swoją skłonnością do mozaikowego budowania obrazu bóstwa a następnie pieczołowitym go rozszczepianiu zawsze zwracał moją uwagę spośród morza autorów pomijających prawie zupełnie kwestię Ziemi w literaturze science-fiction. Mimo widocznych zapędów w kierunku opisania istoty wyższej, dopiero wymyślona przez niego postać Leto II, losy której rozpoczęły się w części trzeciej serii pt. Dzieci Diuny, stała się jakby wynikową wszelkich aspiracji Autora do przedstawienia wcielonej istoty boskiej. Leto II, którego historię schyłku życia poznajemy w Bogu-Imperatorze Diuny jest dość ciekawą próbą połączenia w jednym, zdeformowanym ciele świadomości ludzkiej i świadomości zwierzęcia.

By jednak zrozumieć istotę boskości Leto, poznać trzeba środowisko w jakim przyszło mu narodzić się i zawładnąć imperium ludzkim. Diuna, planeta na której narodził się Leto była jedynym znanym ludzkości miejscem występowania Melanżu — niezwykłej przyprawy która przedłużała życie i, co najważniejsze, pozwalała zaglądać w przyszłość przez ledwie dostrzegalne luki w materii. Leto — wynik ciągnącego się poprzez wieki doboru genów, który wymknął się w ostateczności spod kontroli, w stadium płodu zetknął się ze skoncentrowanym Melanżem — esencją przyprawową, przez co spoczywając w łonie matki, uzyskał pełną świadomość swoich wszelkich przodków. Przyprawa przenikająca go od tak wczesnej fazy rozwoju, ten gwałt zadany jego dzieciństwu, pozwoliła mu już po urodzeniu na prawie nieograniczone lustrowanie przenikających się ścieżek przyszłości.

Właśnie w czasie jednej z takich wizji, Leto ujrzał upadek i śmierć rodzaju ludzkiego, perspektywę tak straszną, iż zmuszony był wybrać jedyną ścieżkę mogącą temu zapobiec - zjednoczenie się w jednym ciele z Czerwiem — ogromnym, otoczonym czcią stworzeniem wytwarzającym w piaskach Diuny Melanż. Uzyskując w ten sposób nie do końca doskonałą nieśmiertelność, ustanowił siebie Bogiem-Imperatorem, szantażując inne światy groźbą zniszczenia wszelkich zapasów Melanżu, bez którego podróże międzygwiezdne byłyby niemożliwe. Dostrzec w Leto można niejakie przeciwieństwo poświęcenia Jezusa.

Według aktualnej doktryny chrześcijańskiej, Jezus porzucił własną nieśmiertelność na rzecz ludzkiej cielesności, natomiast z kart powieści dowiadujemy się, że Leto, w akcie poświęcenia zamienił ludzkie ciało na rzecz zgoła przeciwną. Gdyby porównać obydwa rodzaje poświęceń, Jezus, świadom swojego przyszłego powrotu do utraconego stanu, wydaje się wbrew pozorom w dużo lepszej pozycji od Leto. [ 1 ] Oto człowiek, a w zasadzie dziecko, zatraca w ciągu tysięcy lat, krok za krokiem całe swoje człowieczeństwo, wpierw ciało upodobniające się do ciała Czerwia, później również umysł, który coraz częściej cofa się w podświadomość, pozwalając na przejęcie rządów nad ciałem przez domagające się krwi zwierzę.

Tragizm postaci Leto tym bardziej nas dotyka, gdy ukazana zostaje jedyna skuteczna broń ludzi przeciw tyranowi — kobieta tak dalece dobra i niewinna, iż samym swoim istnieniem zadająca ból utraconemu człowieczeństwu Leto. Jak nie trudno się domyślić, Frankowi Herbertowi nie chodziło tylko o przedstawienie Leto jako doskonalszego Jezusa-zbawiciela. Imperator wydaje się tu ucieleśnieniem ludzkich dywagacji o fizycznym panowaniu istoty boskiej na Ziemi. Ów bóg, w przeciwieństwie do przedstawicieli znanych nam religii, umiejscowiony jest twardo w fizycznym wszechświecie. Można go zobaczyć i usłyszeć podczas audiencji bądź święta, poczuć ustanawiane bezpośrednio przez niego prawa na własnej skórze, posmakować jego gniewu. Herbert zdaje się nas pytać, czy Bóg, który ingerowałby w widoczny sposób w nasze poczynania, który nie pozwalałby nam toczyć naszych wojen, zabijać w znanych tylko nam celach, oraz potrafił zaglądnąć (poprzez siłę dedukcji) w nasze myśli, czy taki Bóg rzeczywiście byłby uosobieniem naszych marzeń.

Nie sposób nie wynieść z lektury Diuny wrażenia, iż autor szczerze w to wątpi. Oto Leto — istota która dała imperium najdłuższy w historii pokój, staje się powoli obiektem skrywanej nienawiści całej rasy ludzkiej, tej samej rasy, która tylko dzięki ingerencji Imperatora jest w stanie zapewnić sobie przetrwanie. Niestety, nie doświadczając wizji, która prześladuje Leto, nie sposób uwierzyć w zapewnienia cielesnego boga. Ludzie widzą w nim jedynie uosobienie własnych ograniczeń. Chcą kochać, przyjaźnić się, nienawidzić i mordować ale nie tych, na których pozwala im ktoś lepszy od nich, ale tych, których interesy wiążą się w jakiś, pozytywny bądź negatywny, sposób z ich interesami.

A więc Bóg jest zagrożeniem, czujemy, iż nim jest gdyż przeczy naszej naturze, jednakże próbując go zniszczyć, wyprzeć z nas ów pierwiastek bądź gen boskości, możemy próbować zniszczyć siebie samych, może nawet nie cieleśnie, lecz w świadomości. Jak w tym kontekście odnajdujemy kwestię genomu w ludzkim DNA, odpowiedzialnego za skłonność do wierzeń? Jeżeli wnioski wysunięte przez naukowców choć w najmniejszym stopniu zgadzają się z rzeczywistością, czy przytłumienie w jakiś sposób tego genu bądź też jego zlikwidowanie, uczyniłoby nas mniej ludzkimi? Czy stracilibyśmy coś z naszej gatunkowej świadomości? Czy Ja-człowiek wciąż było by mną-człowiekiem, czy też czymś już bardziej obcym?

Koncepcja boga Leto, chcąc nie chcąc implikuje masę pytań na które wciąż nie można uzyskać jednoznacznej odpowiedzi, być może właśnie w tym tkwi jej, przez niektórych wyśmiewana, wielkość.

Jeszcze jedna jesień średniowiecza

Opisana powyżej forma boskości, będąc operacją na ludzkim świecie i ludzkim ciele, stanowi jednak dla przeciętnego człowieka formę nieosiągalną. Spośród koncepcji boga-człowieka trudno zresztą wybrać choć jedną, która nie była by nam w jakiś sposób narzucona z góry, zarazem otwierając swoją boskość na każdego homo-sapiens, chętnego zdobycia takich doświadczeń. Spośród nielicznych kandydatów w podobny sposób przedstawiających drogę do osiągnięcia wyższego poziomu świadomości, mój wybór padł na powieść Trudno być bogiem Arkadija i Borysa Strugackich. Czysto hipotetyczne pytanie — czyż może być coś bardziej ekscytującego niż poczucie potęgi boskiej we własnym ciele? Bracia Strugaccy w wykreowanym przez siebie wszechświecie postanowili dać w dłonie tę moc ludzkości, nie uciekając się do jakichś wyszukanych, niezrozumiałych sztuczek.

Mamy tu do czynienia ze scenariuszem, który z nikłym, aczkolwiek wciąż realnym prawdopodobieństwem, mógłby przybrać w przyszłości materialne wcielenie, oczywiście jeśli jako gatunek nie strzelilibyśmy sobie do tego czasu jakiegoś paskudnego gola samobójczego. Ludzie — rasa rozwinięta do tego już stopnia, iż potrafi odbywać podróże międzygwiezdne, odkrywa zamieszkaną, podobną Ziemi planetę, którą nazywa później Arkanar. Istoty zamieszkujące Arkanar odbiegają w koncepcji znacznie od fantastycznych wizji większości twórców Sci-fi, ucieleśniając się w formie typowo ludzkiego ciała. Co więcej, mieszkańcy planety, mimo poddania deformującej sile nieskrępowanej ewolucji, zmuszeni są przechodzić stadia rozwoju kultury i nauki, podobne tym znanym z ziemskiej historii. Kiedy ludzie decydują się zejść między niżej rozwinięte kopie siebie samych, na Arkanar panuje okres, który najprościej przyrównać można by do naszego średniowiecza.

Samozwańczy bogowie z Ziemi, będąc w znacznej mierze wytrenowani na historyków, mają jedno nadrzędne zadanie — przyśpieszyć za pomocą wszelkich dostępnych sposobów naturalnie wyglądającą ewolucję kultury Arkanar, bądź też w przypadku złego obrotu spraw, skierować ją na właściwe tory. Czy znany nam Bóg mógłby postępować w podobny sposób, kierując naszą ewolucją w tak, abyśmy sami tego nie dostrzegali? Wręcz przeciwnie. Biorąc pod lupę jedynie tę najpopularniejszą na Ziemi zbiornicę wiedzy religijnej — Biblię, bez większego wysiłku dostrzec możemy, iż ów Bóg, którego każe nam się kochać, pokonuje przeszkody w kształtowaniu swojego stworzenia w nieco bardziej drastyczny, powiedziałbym „amerykański" sposób, że wspomnę tylko o wytępieniu prawie całych populacji wszelkich przedstawicieli istot żywych (czym Boga tak zdenerwowały biedne rysie, że do dziś nie potrafią się pozbierać?). Bóg wie czego chce i nie zastanawia się długo nad przedstawieniem swoich planów ludzkości, oraz ewentualnym do nich jej przekonaniu. Wydawać by się mogło, iż Strugaccy, prowadząc ludzkość do rozkwitu możliwości technologicznych, wymywają z niej wszelkie grzechy samolubności, również te właściwe chrześcijańskiemu Bogowi. Być może, choć jest to moje własne twierdzenie, autorzy używają Biblii starego testamentu jako środka, którego uważne studiowanie, pozwoli nam uzyskać wiedzę, jak nie powinniśmy postępować będąc obdarzeni możliwościami wcielenia się w siłę zdolną do kształtowania rzeczywistości.

Czy Bóg mógłby obawiać się, iż jego własne dzieło, prześcignie kiedyś pod względem doskonałości jego samego? Co z takim problemem zrobił by On — stwórca? Czy zmiótłby je z powierzchni Ziemi destrukcyjną falą i zezwolił wybranym osobnikom na jeszcze jedną szansę prawidłowego wybrania ścieżki, czy też pozwoliłby mu na spokojną koegzystencję w niesamowicie rozległym przecież wszechświecie? Są to dalece idące, oddalające się już od idei Strugackich pytania, jednakże jedną wątpliwość — czy ludzie o mentalności zbliżonej do mentalności nas samych, zdolni byliby grać taką rolę, rolę lepszego, pełniejszego Boga — Autorzy pozostawiają zupełnie rozwianą.

Strugaccy ukazują nam, oprócz tych nielicznych neutralnych postaci ziemskich bogów, których wkład w pozytywną ewolucję wydaje się być jednak dość marny, kilku antybohaterów, przejawiających znane każdemu człowiekowi cechy, głównie żądzę prawdziwej, fizycznej władzy, przez co czynią nowemu światu nieproporcjonalnie większe szkody niż ów świat uczynić mógłby samemu sobie. W powieści Strugackich nie jest ważne doświadczenie i wiedza naszych domowej produkcji bogów, gdyż nawet wśród osób przejawiających owe cnoty, znajdzie się zawsze choćby i jeden egzemplarz ze skazą, która niezwłocznie ukaże nam marność wszelkich starań.


1 2 3 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Kontrola społeczna – zanika, czy ewoluuje?
Kapuściński non-fiction - biografia w czasach tabloidów

 Zobacz komentarze (15)..   


 Przypisy:
[ 1 ] Ewangelia według Św. Jana 1,1-14, Biblia Tysiąclecia, Pallatinum, Warszawa-Poznań 1980.

« Felietony i eseje   (Publikacja: 15-03-2010 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Łukasz Kubasiewicz
Student kulturoznawstwa, pasjonat astronomii, grafiki komputerowej, nauki i techniki oraz literatury.

 Liczba tekstów na portalu: 2  Pokaż inne teksty autora
 Poprzedni tekst autora: Pascalowska: Wiekuista cisza tych nieskończonych przestrzeni
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 7201 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365