Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
160.244.962 wizyty
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7320 tekstów. Zajęłyby one 28875 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Czy jesteś zadowolony/a z życia?
Tak
Nie
Nie wiem
  

Oddano 1597 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"
Agnieszka Zakrzewicz - Papież i kobieta
Anatol France - Bogowie pragną krwi

Złota myśl Racjonalisty:
"Nie wiedzieć, czy skutkiem ciepłych burz, ale u nas coraz więcej bałwanów."
 Czytelnia i książki » Powiastki fantastyczno-teolog.

Pascalowska: Wiekuista cisza tych nieskończonych przestrzeni [1]
Autor tekstu:

Cisza - przedziwne słowo, samą swoją wymową przywołujące wręcz przeciwność własnego znaczenia — dźwięki. Jakże łatwo wychwycić w nim brzmienie szumu pordzewiałych liści, kąsającego osypujące się klify morza czy poruszanych przez wiatr, zapomnianych „okruchów dobrobytu" [ 1 ] zalegających mało uczęszczane, poszarzałe uliczki wielkich miast. Być może właśnie poprzez analogię tych ledwie słyszalnych dźwięków, dzisiejszy zurbanizowany człowiek jest w stanie wyobrazić sobie choćby namiastkę stanu ukrytego pod tymi szumiącymi literami.

Cisza jest dla nas stanem, w którym dosłyszeć możemy dźwięki ukryte przed nami na co dzień, zagłuszane bezrefleksyjnym, cywilizacyjnym pędem ku produkcji hałasu. Czy to dlatego dźwięki kojarzą nam się z życiem? Czy z tego właśnie powodu, być może nieświadomie, uciekamy przed prawdziwą ciszą, gdyż odczuwamy ją jako brak życia, niepoddającą się próbie zbadania pustkę, swoistą śmierć? Z drugiej jednak strony, czyż narodzeni w mieście, gdzie każdy centymetr sześcienny zasnuty jest przeciskającymi się przez szpary w futrynach i drzwiach, mechanicznymi nutami, potrafimy choćby wyobrazić sobie prawdziwą ciszę, ciszę tak wszechogarniającą i pełną, iż wpływającą w jakiś niezrozumiały sposób na naszą psychikę? Czyż próbując zasnąć wieczorem nie słyszymy kakofonii przeplatających się ze sobą dźwięków metalowych pudełek spulchniających asfalt powszedni, kłótni młodych rodziców gdzieś między nawarstwiającymi się w bloku rodzinami oraz cichego dudnienia wody krążącej w zamykającej nasze mieszkanie, szczelnej, zakrzepłej niczym stara pajęczyna, siatce rur?

Czy gdy zasłaniamy powiekami zmęczone oczy, nie rozsadza nam czaszki wszechogarniający szum, towarzyszący nam już od tak dawna, iż nieświadomie nauczyliśmy się go traktować jako naturalny głos organizmu? Z jednej strony stoimy my i nasze, skłócone z bębenkami naszych uszu dziedzictwo, z drugiej zaś otaczająca nas przestrzeń, przecząca naszym doświadczeniom. Cichy wszechświat jest obrazem, który utrwalił się dość mocno w naszej gatunkowej świadomości. Wiązki promieni świetlnych, bezgłośnie przemierzające próżnię, bez statystycznie istotnych szans by natrafić na choćby pojedynczy atom wodoru, miliony lat świetlnych pustki dzielące najbliższe jaskrawe, samotne punkty. Apogeum ciszy i nostalgii. Być może owa tęsknota za dźwiękami, która tak bardzo wniknęła w naszą miejską duszę, każe mi, ilekroć spojrzę na rozgwieżdżone niebo toczące bezustanną walkę o choćby odrobinę uwagi ze sztucznym światłem sączącym się z ulicznych latarń, wypełniać ową przestrzeń wyimaginowanymi dźwiękami, pojedynczymi, spokojnymi nutami, wznoszącymi się i opadającymi niczym ospale tańcząca na elektronicznym wyświetlaczu krzywa amplitudy. Taka swoista, kantylenowa melodyka gwiazd.

Nie jest moim zamiarem naukowe dociekanie nad naturą ciszy we wszechświecie, gdyż cisza owa jest jedynie pozorna — tak naprawdę wszechświat rozsadzany jest wręcz przez fale radiowe emitowane z wnętrz nienaturalnie miarowych w swej pracy pulsarów, supernowych czy gwiazd neutronowych — faktem jest, iż są to dźwięki w naturze dla nas niesłyszalne. Wszechświat odbierany przez nasze zmysły jest wręcz nienaturalnie bezgłośny. Tak niesamowicie, niewyobrażalnie wręcz wielki, a zarazem tak skrajnie cichy. Skąd więc wypływa nasze przerażenie, wywołane tym faktem? Czy pomylę się bardzo, jeśli stwierdzę, iż cisza wszechświata, w pewnym sensie reprezentuje nam ciszę Boga? Niczym te drobne, zapomniane przez świat sieroty, wychowane w świadomości istnienia wszechmocnej, stąpającej wśród nas istoty nadprzyrodzonej, przebijamy się przez życie jak wystrzelony na ślepo pocisk, nie uznając i nie respektując żadnych przeszkód, lecz prędzej czy później, jeśli nasze religijne wychowanie nie uczyniło nas do tej pory zupełnie niewrażliwymi na pewne sprawy, ocieramy się o jakąś większą, bardziej logiczną i pełną wiedzę. Zaczynamy mieć wątpliwości, lecz mimo, iż argumentacja nauki bywa wręcz boleśnie logiczna, odrzucamy, bądź też staramy się ją pogodzić z naszymi, wpajanymi od dzieciństwa przekonaniami. Dostrzegamy ułamki wszechświata, poszlaki snujące nam wizję jego ogromu, niesamowitą złożoność i ukryte piękno. Czy to jest właśnie Bóg? Czy Bóg przejawia się w tym nieprawdopodobnym wręcz cudzie istnienia? Krzyczymy, błagamy go w myślach o jakiś znak, składając niejednokrotnie ręce w sposób wpajany nam od lat. Lecz Bóg milczy.

Czym tak ważnym zajmuje się Bóg, iż przemilcza swoje istnienie. Czy podziela naszą wiarę w siebie? Czy miast świdrować nasze myśli i doszukiwać się w tych strachliwych duszach nadinterpretacji zła, dla zabawy, jak to pisał Lem, zajmuje się teraz gaszeniem i zapalaniem odległych gwiazd? A jeśli jego istnienie jest jedynie jakąś zbiorową projekcją naszych umysłów? Jeśli nasz mózg dopasowując standardy rządzące wszechświatem do naszych ciasnych standardów, wedle których rozwijaliśmy i formowaliśmy najbliższe nam środowisko naturalne, wytworzył w nas jakąś przedziwną skłonność do odczuwania wyimaginowanej sfery duchowej zamieszkiwanej przez istotę boską, czy przerwanie owej projekcji będzie gwałtem zadanym naszej naturze ludzkiej? Spójrzmy jak mocno przekonanie o czekającym nas po fizycznej śmierci, nowym, lepszym życiu, odcisnęło piętno na powszechnym postrzeganiu problemów życia i wszechświata. O ileż łatwiej jest znosić trudy, upokorzenia, podporządkowywać się innym, gdy każdy dzień cierpień, krok po kroku przybliża nas ku obliczu zapłakanego ze wzruszenia nad naszym losem Boga. Lecz rozwijamy swoją świadomość, postęp techniczny wręcz wymusza to na nas, i kiedy kolejny raz wznosimy oczy ku niebu, nasz wzrok zaczyna przenikać odwiecznie błękitne chmury i dostrzegać coś odległego, niesamowitego a zarazem pozbawionego ciepłego głosu dobrego Ojca. Wszechświat jest tak niezwykle ogromny, iż gdyby udało się komuś wyobrazić w pełni jego wielkość i niesamowitość, bez wątpienia musiałby w następstwie oszaleć. Podobna myśl przyświecała Douglasowi Adamsowi, gdy w powieści „Restauracja na końcu wszechświata" przedstawił ostateczną broń, która poprzez ukazanie człowiekowi ogromu wszechświata w stosunku do wielkości jego samego, doprowadzała go do nieuleczalnego obłędu. [ 2 ]

Nieodżałowany Adams bez wątpienia inspirował się stwierdzeniem Pascala. Nieznana nam liczba wszechświatów, w jednym z nich piękne, rozświetlone roje galaktyk eliptycznych i spiralnych, wewnątrz nich nieprzeliczone, migające latarnie gwiazd w różnych stadiach rozkwitu, i gdzieś tam, w jednym z zapomnianych i spokojnych ramion Drogi mlecznej, na gwiezdnej prowincji, mała, błękitna planeta, a na niej, wewnątrz żywej masy toczącej powierzchnię, Ja. Jakże owa przestrzeń może być pusta, jakim prawem, toż to zupełne zaprzeczenie logiki, niesamowite nieprawdopodobieństwo. Zaryzykuję stwierdzenie, iż do czasu gdy zdaliśmy sobie wreszcie sprawę z owego stanu rzeczy, zdążyliśmy zdymisjonować Boga ze stanowiska realnej siły stwórczej, wszechświat przestał być jego domem, więc wycelowaliśmy w gwiazdy nasze anteny, szukając jakiegoś braterstwa w tej straszliwej pustce, pokrewnej duszy, która pozwoli nam poczuć, iż nie jesteśmy jednak tu zupełnie samotni. Co łagodniejsi z nas uznają po prostu, iż, przywołując słowa Carla Sagana, pusty wszechświat był by zwyczajnym marnotrawstwem przestrzeni [ 3 ]3, lecz czy ludzkość jest z natury łagodna?

Miliony lat działania doboru naturalnego, który z zasady premiuje jak najprostsze w naturze rozwiązania, uczyniły nas istotami podatnymi na wiele psychicznych dolegliwości, wspomaganych przez zbłąkaną w swym dążeniu do uczynienia życia lepszym, cywilizację zachodu. Wpierw odebrano nam genetycznie uwarunkowane wierzenia w Boga, następnie umieszczono nasze rozdarte człowieczeństwo w tym niepełnym wszechświecie (niepełnym, gdyż nasza wiedza o nim jest niepełna) pozbawiając prostej metody zweryfikowania naszej faktycznej unikalności jako formy życia.

Czy dziwnym jest, iż ów stan zawieszenia w niewiedzy, niemożność usytuowania siebie w rzeczywistości, wywołuje w nas strach w równym stopniu, jak możliwość, że te bezkresne przestrzenie głuche są na nawoływania ewolucji o choćby jeszcze jedną szansę na lepsze i pełniejsze zaprojektowanie cudu życia i inteligencji? Tak daleko jest nam do bycia istotami godnymi miana jedynych inteligentnych form życia znanych obserwującym nas, w pewnym sensie ożywionym gwiazdom. Przywołując analogię kosmiczną, jesteśmy na tej pięknej planecie niczym owa czarna dziura w centrum galaktyki. Posiadamy tak ogromną moc, tak wielkie możliwości, lecz używamy ich jedynie do pochłaniania i anihilacji światła, nieuchronnie prowadząc otaczający nas świat ku destrukcji. Alegoria, która dla dzisiejszego, znudzonego człowieka stać się może jedynie synonimem kiczu i pretensjonalności, mimo to wciąż uważam, iż w miarę uczciwie określa, jeśli nie ogół, to przynajmniej jednostki działające w imieniu ogółu.

Otwarta wciąż pozostaje kwestia ustalenia naszego rodowodu. Jeśli przyjąć mamy twierdzenia nauki obalające mit Boga-Projektanta, w jaki sposób znaleźć możemy odpowiedź na pytanie „dlaczego"? Jakże jest to w naszej kulturze naturalne pytanie, jakże mocno jesteśmy do niego przywiązani. Po cóż tu istniejemy, jaki jest nasz cel? Dlaczego wystraszone kozy górskie sztywnieją z przerażenia? Czyż nie jest to miłe z ich strony w stosunku do drapieżników? Kolejny problem, którego cisza kosmosu nie dość, że nie wyjaśnia, to na dodatek pogłębia i naraża nas na umysłowe wycieczki w rejony z prawdą nawet nie korespondujące. Lecz czy istnienie odpowiedzi warunkowane jest poprzez zadanie pytania? W istocie swojej, wymuszanie odpowiedzi poprzez zmaterializowanie pytania mieni mi się poniekąd jako gwałt na zasadach fizycznych, i tak z trudem spajających wszechświat, do momentu aż zastąpi się je jakimiś doskonalszymi wersjami.

Oczywiście kwestionowanie prawa zadawania pytań, jest w swej naturze niedorzecznością. Próbuję jedynie powiedzieć, iż możliwość braku odpowiedzi może być w niektórych przypadkach dość dużym prawdopodobieństwem. Co jednak jest zupełnie pewne, to możliwość istnienia szeregu odpowiedzi, które kompletnie nas nie usatysfakcjonują, coś z przyjęciem czego nasza świadomość ma wciąż ogromne, w zasadzie dość niezrozumiałe, problemy. Uznać, iż inteligentne życie organiczne nie ma żadnego złożonego celu, iż dziełem przypadku na niespotykaną skalę było powstanie tej wątłej iskierki, która w przeciągu milionów lat rozbłysła z tak niezwykłą siłą?

Czy jest to kolejny problem, którego natury powinniśmy szukać w genach podarowanych nam przez dobór naturalny? Czy starając się uciszyć poprzez fizyczną ingerencję w DNA ów strach, owe nie potrzebne nam w kolejnym, elektronicznym tysiącleciu geny, nie wyzbędziemy się naszego człowieczeństwa? Wreszcie, czy w ogóle termin „człowieczeństwo" pobrzmiewa wciąż w naszych uszach dumnie?


1 2 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Anachronizm oskarżenia o apostazję
Walentynki po saudyjsku

 Zobacz komentarze (13)..   


 Przypisy:
[ 1 ] Pidżama Porno, Ezoteryczny Poznań.
[ 2 ] Douglas Adams, Restauracja na końcu wszechświata, Albatros, Warszawa 2005.
[ 3 ] Carl Sagan, Kontakt, Express Books, Bydgoszcz 1991.

« Powiastki fantastyczno-teolog.   (Publikacja: 18-02-2010 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Łukasz Kubasiewicz
Student kulturoznawstwa, pasjonat astronomii, grafiki komputerowej, nauki i techniki oraz literatury.

 Liczba tekstów na portalu: 2  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Jak to science-fiction igrało z Bogiem
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 7154 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365