Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
200.197.482 wizyty
Ponad 1065 autorów napisało dla nas 7364 tekstów. Zajęłyby one 29017 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Czy konflikt w Gazie skończy się w 2024?
Raczej tak
Chyba tak
Nie wiem
Chyba nie
Raczej nie
  

Oddano 308 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Niech młodzieniec nie zaniedbuje filozofii, ale i starzec niech się nie czuje niezdolny do dalszego jej studiowania. Dla nikogo bowiem nie jest ani za wcześnie, ani za późno, aby zacząć troszczyć się o zdrowie swej duszy.
 Filozofia » Historia filozofii

O traktacie logiczno-filozoficznym [1]
Autor tekstu:

"Traktat logiczno — filozoficzny Wittgensteina jest jednym z wielkich dzieł filozofii w ogóle, a w naszym stuleciu chyba po prostu największym" — tymi niezwykle wymownymi słowami twórca polskiego przekładu, prof. Bogusław Wolniewicz oddaje niski pokłon w stronę pierwszego owocu filozoficznej działalności Ludwika Wittgensteina.

W konkluzji swego wstępu do tego wielkiego dzieła, dodaje z emfazą, iż tezy Traktatu :

„ (...) są w swej lakoniczności tym dla filozofii, czym wierchy dla taternika: nieustannym wyzwaniem, by wznieść się po nich na pułap, którego same sięgają."

Entuzjastyczna opinia prof. Wolniewicza nie jest odosobniona. Książka Wittgensteina zarówno pod względem formy, jak i treści wywiera na czytelniku piorunujące wrażenie.

Skąd ten fenomen? Otóż, już w przedmowie autor powiadamia, iż jego niespełna osiemdziesięciostronnicowe dziełko definitywnie rozwiązuje wszelkie filozoficzne problemy.

„Książka dotyczy problemów filozoficznych i pokazuje — jak sądzę — że płyną one z niezrozumienia logiki naszego języka. Cały jej sens można ująć tak: co się w ogóle da powiedzieć, da się jasno powiedzieć, o czym zaś nie można mówić, o tym trzeba milczeć"

Zacytowane powyżej stwierdzenie brzmi dość enigmatycznie. Aby dowiedzieć się czegoś więcej, zajrzyjmy do środka:

"Świat jest wszystkim, co jest faktem. Świat jest ogółem faktów, nie rzeczy(...)"

- tak nas Autor wita, a tuż obok czeka z premedytacją zastawiona pułapka w postaci tzw. „ontologii faktów". Wpadł w nią sam Bertrand Russell, gdy zainspirowany Traktatem usiłował odkryć i wyodrębnić rzeczywiste ostateczne składniki świata.

Trudność polega na tym, że wykreowana na teorię świata „ontologia" Traktatu nie jest indukcją z obserwacji prostych przedmiotów, lecz stanowi zespół formalnych warunków, które winno spełnić wszystko to, o czym można sensownie mówić.

Wittgenstein pisał tylko dla wybranych, którzy sami już przemyśleli wyrażone przez niego idee. Czytelnicy Wittgensteina zobowiązani są przywyknąć do niezliczonej masy ślepych zaułków i starać się omijać je szerokim łukiem. Jasne jest, że geniusz nie musi tłumaczyć się ze swoich myśli.

W celu poparcia powyższej tezy, warto przywołać nietypową obronę jego doktoratu.

Egzamin został przeprowadzony przez Moore’a i Russella, którzy usiłowali poddać w wątpliwość idee Traktatu. Ich starania okazały się bezskuteczne, albowiem Wittgenstein stwierdził, iż jest pewien, że żaden z jego egzaminatorów nigdy nie zrozumie tego, co zawarł w swoim dziele.

Traktat logiczno — filozoficzny oddziałał potężnie na wiele nurtów dwudziestowiecznej filozofii, jednakże niemal wszystkie były całkiem sprzeczne z jego wyrafinowanym „duchem".

Przedstawicieli owych prądów łączył fakt, iż podczas lektury książki Wittgensteina znacząco zdeprecjonowali zawarte w niej tezy mistyczne, wysuwając na piedestał wyłącznie kwestie logiczne — te zaś były dla Wittgensteina jedynie mostem do tego, o co chciał zakomunikować.

Co zatem stanowiło rzeczywisty filozoficzny cel „Traktatu"? Adekwatną odpowiedź znajdziemy w liście do jednego z wydawców, gdzie Wittgenstein explicite odsłonił intencje swego dzieła:

„(...) książka ta ma sens etyczny (...) moja praca składa się z dwu części: z tego co napisałem, oraz z wszystkiego, czego nie napisałem. I właśnie ta druga cześć jest ważna. Treść etyczną wyznacza niejako od wewnątrz; i jestem przekonany, że tylko tak da się ją wyznaczyć ściśle. Krótko mówiąc sądzę, że wszystko, co wielu dziś klepie, zawarłem w swej książce milcząc."

Podstawowy podział tekstu to podział na rozważania o charakterze logicznym: o logicznej formie świata, myśli i języka, oraz uwagi „mistyczne". Osobliwa mieszanina „ścisłej" logiki i mistycyzmu to zaledwie jeden z jego licznych paradoksów.

Przyjrzyjmy się zatem temu, co treść Traktatu rzecze na temat właściwej roli filozofii:

"4.111 Filozofia nie jest żadną z nauk. (Słowo "filozofia musi oznaczać coś ponad naukami, albo poniżej ich, nie obok.)"

Inspirowany przez Schopenhauera i Hertza, Wittgenstein, podobnie jak Kant rozgranicza naukę, która kreśli obraz świata, przedstawiając go, i filozofię, której zadaniem jest refleksja nad warunkami możliwości tego przedstawienia. Nieprzeciętność filozofii konstytuuje jej autonomię, tym samym wydobywa ją z karbów nauki jako „naukę o formie logicznej zadań naukowych."

„4.112 Celem filozofii jest logiczne rozjaśnianie myśli. Filozofia nie jest teorią, lecz działalnością. Dzieło filozoficzne składa się zasadniczo z objaśnień. Wynikiem filozofii nie są żadne "tezy filozoficzne", lecz jasność tez. Myśli skądinąd mętne i niewyraźne filozofia ma rozjaśnić i ostro odgraniczyć."

Misja filozofa polega na krytyce; rezultatem jego poczynań winna być nie doktryna, lecz opanowanie zamętu pojęciowego przez oddzielenie sensownych połączeń znaków od połączeń niedorzecznych:

„4.0031 Wszelka filozofia jest krytyka języka."

Wittgenstein utożsamiał filozofię z analizą logiczną, mającą na celu wyprowadzenie „myślenia" z niewoli słów. Analiza logiczna polegała na identyfikacji składników zdania, myśli lub faktu oraz ich formy logicznej, czyli wzajemnego powiązania miedzy nimi.

Mowa potoczna jest labiryntem złożonym z siatki relacji logicznych, uczłonowań pojęć oraz zdań, co za tym idzie wieloznaczności, niejasności, a także pustych terminów jednostkowych, w które to jesteśmy uwikłani przez całe życie. Wittgenstein zdawał sobie sprawę z tegoż stanu rzeczy, dlatego skonstatował, że „nieufność do gramatyki jest wstępnym warunkiem filozofowania", bowiem źle zastosowana gramatyka rodzi pomyłki filozoficzne.

Interesujący przykład zwodniczej wieloznaczności, na pierwszy rzut oka tych samych słów, podaje Wittgenstein w tezie 3.23: „(W zdaniu "Grün ist grün" — gdzie pierwszy wyraz jest nazwiskiem, a ostatni przymiotnikiem — słowa te nie mają po prostu różnego znaczenia, lecz są różnymi symbolami.)"

Zauważmy — gdy jedno słowo ma kilka znaczeń, należy wówczas do różnych symboli, których właściwe przesłanie określają motywy mówiącego:

„Aby w znaku rozpoznać symbol, trzeba zważać na jego sensowne użycie."

Przykładowo, goszczące w niemal każdej wypowiedzi słówko „jest" stosowane jest na trzy sposoby; jako:

  1. Spójka — np. Platon jest filozofem,
  2. Znak równości — np. Czarne jest czarne,
  3. Wyraz istnienia — np. On tu jest.

Podobnie przedstawia się użycie słowa „coś":

„Mówimy o czymś, ale także o tym, że coś się dzieje."

Wittgenstein stwierdza, że obojętność wobec zróżnicowania semantycznego na pozór identycznych słów, jest jedną z zasadniczych przyczyn powstawania wołających o pomstę do nieba pomyłek, w jakie obfituje historia filozofii:

„Język przesłania myśl. Tak mianowicie, że po zewnętrznej formie szaty nie można sądzić o formie przybranej w nią myśli."

Pozwolę sobie wskazać na kompatybilny przykład- wypowiedź Martina Heideggera, który nie baczył na zamęt jaki mogą wprowadzić jego pisma: „Ze wszystkich bytów jedynie człowiek doświadcza, gdy woła doń głos bycia, cudu nad cudy: że byt jest."

Nie lepiej po prostu rzec: - człowiek jest jedynym stworzeniem świadomym swego istnienia ? (Pytanie tylko, czy powyższa parafraza wyraża istotę tego, co Heidegger miał przez swe słowa na myśli?)

Ponieważ: „Ciche umowy co do rozumienia języka potocznego są niebywale skomplikowane", Ludwig Wittgenstein zaleca przyszłym adeptom filozofii regularne posługiwanie się „brzytwą Ockhama" — ta zaś nie dopuści sytuacji pokrewnej Heideggerowskiemu „rozmnożeniu bytów".

Każdy miłośnik mądrości winien wykorzystywać aparaturę pojęciową rozpraszającą najdrobniejsze zamglenia — taką, w której nie stosuje się tego samego znaku w różnych symbolach i nie używa się (w sposób pozornie jednakowy) znaków, które oznaczają na różne sposoby.

Tak na marginesie. Trudno nie zauważyć, że nawet sam Wittgenstein nie był bez grzechu, albowiem paleta niejednoznaczności i rozmaite ujęcia tych samych słów występują w Traktacie na porządku dziennym. Chociażby wyraz „logika" występuje w dwóch znaczeniach, które wypadałoby od siebie odróżnić. Po pierwsze, logika jako zbiór tautologii; po drugie logika faktów i ich obrazów — zadań, zatem forma logiczna. Czytając w Traktacie, że: „Wszystkie zdania naszego języka potocznego są faktyczne — takie jakie są — w pełni uporządkowane logicznie", powinniśmy zostać uprzedzeni, iż stykamy się z tą drugą odsłoną logiki. Ponadto dla rozświetlenia sensu tegoż przekazu wystarczyłoby powiedzieć, że wszystkie zdania naszego języka występują w formie logicznej.

Młody Wittgenstein zrewolucjonizował logikę filozoficzną, odsyłając w zapomnienie dotychczasowe ujęcia prawd logicznych. Dokonania swoich poprzedników określił jako „dawną logikę" i skrytykował ich za to, że nie objaśnili natury logiki. Zdania konieczne nie są ani twierdzeniami na temat tego, w jaki sposób ludzie faktycznie myślą (filozofia psychologistyczna), albo na temat najgłębszych cech rzeczywistości (Russell), ani też nie dotyczą platońskiego świata Idei (Frege), tylko odzwierciedlają warunki możliwości przedstawienia empirycznego.

Logika bada naturę i granice myślenia; jest ucieleśnieniem pierwotnych warunków koniecznych przedstawienia symbolicznego. Prawdziwość twierdzeń logicznych można rozpoznać „z samego symbolu", obliczając jego własności logiczne, czyli bez porównywania z rzeczywistością albo dedukowania z innych zdań. „Wszystkie tezy logiki są równoprawne", wszystkie są bowiem bezsensownymi tautologiami; mówią to samo — mianowicie nic.

Dowód w logice nie odkrywa żadnych nowych prawd, służy tylko rozpoznaniu pustych tautologii.

Traktat logiczno-filozoficzny, jedna z pierwszych książek filozoficznych inspirowanych przez logikę matematyczną okazuje się być soteriologią. Istotne jest, że właśnie wydźwięki mistyczne określają rzeczywiste światopoglądowe tło filozoficznego przedsięwzięcia Wittgensteina i kategorycznie odróżniają intencje autora Traktatu od celów np. przedstawicieli Koła Wiedeńskiego.


1 2 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Bóg, który nienawidzi
Mundial w oczach mułły

 Zobacz komentarze (20)..   


« Historia filozofii   (Publikacja: 11-06-2010 )

 Wyślij mailem..   
Wersja do druku    PDF    MS Word

Kinga Jedynak
Tegoroczna maturzystka, finalistka olimpiady filozoficznej.

 Liczba tekstów na portalu: 3  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Pewność jako elementarna forma życia
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 7343 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365