Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
166.403.096 wizyt
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7332 tekstów. Zajęłyby one 28943 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Kiedy będzie dostępna szczepionka na SARS-CoV-2 ?
Za miesiąc
Za pół roku
Za rok
Nie będzie możliwa
  

Oddano 537 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Są tylko dwie rzeczy, które jednoczą ludzi: strach i interes."
 Nauka » Biologia » Antropologia » Nauki o zachowaniu i mózgu » Psychologia społeczna

Profesor Stapel na dopingu. O upiększaniu psychologii społecznej [1]
Autor tekstu:

Diederik Alexander Stapel uważany był za wzorcowy przykład dobrego naukowca i nauczyciela akademickiego: pracowity, twórczy, aktywny, przychylny wobec studentów i współpracowników, dużo publikujący — budził podziw i uznanie. Od 2010 roku sprawował urząd dziekana Wydziału Nauk Społecznych i Behawioralnych, a rok wcześniej otrzymał od Towarzystwa Eksperymentalnej Psychologii Społecznej (Society of Experimental Social Psychology) prestiżową nagrodę Career Trajectory Award, która przyznawana jest dorocznie tylko jednemu naukowcowi; wcześniej otrzymał ją między innymi Neil Macrae, a później — John Jost. Osoby interesujące się uprawianą przez nich dyscypliną wiedzą, jakiej rangi to są nazwiska. Diederik Stapel był więc uznawany za członka ścisłej elity najwybitniejszych psychologów społecznych.

Pod koniec sierpnia 2011 roku trzej młodzi badacze zgłosili szefowi instytutu psychologii pewnej holenderskiej wyższej uczelni, że podejrzewają pana dziekana o fałszowanie danych. O sprawie błyskawicznie został poinformowany rektor i podjęto adekwatne do wagi sprawy działania. 31 października w sieci ukazał się wstępny raport [ 1 ] ze śledztwa trzech komitetów, z których jeden został we wrześniu 2011 roku powołany przez rektora Uniwersytetu w Tilburgu, gdzie profesor Stapel pracował w latach 2007-2011, a dwa pozostałe — na Uniwersytetach: w Groningen (2000-2006) i w Amsterdamie (1994-1999). Wynika z niego, że ponad wszelką wątpliwość „pan Stapel" dopuszczał się na przestrzeni wielu lat fałszowania danych, a na podstawie tych nieprawdziwych wyników ukazało się co najmniej trzydzieści recenzowanych publikacji.

Metody jakimi posługiwał się oszust były na tyle skuteczne, że przez długi okres czasu udawało mu się działać bez przeszkód. Postępował na trzy sposoby: albo kompletnie zmyślał dane, albo fabrykował takie powiększenie ich bazy, żeby uzyskać potwierdzenie hipotezy, albo też modyfikował dane — kompletne lub niepełne. Jego działania zazwyczaj rozpoczynały się od bardzo starannego i konsultowanego ze współpracownikami przygotowania badań. Dyskutowano więc nad pomysłem, hipotezami, sposobami operacjonalizacji zmiennych i rodzajem manipulacji eksperymentalnej. Przygotowywano wszelkie materiały, w tym kwestionariusze, słodycze dla uczestników i tym podobne namacalne przejawy prowadzenia badań. Wiele z nich było możliwych do sfinansowania dzięki grantom, które „wybitny" naukowiec bez trudu otrzymywał. Materiały zazwyczaj znajdowały się w bagażniku samochodu Stapla i tam były widziane po raz ostatni. To co następowało później nie miało już nic wspólnego z naukową uczciwością.

Eksperymenty inkryminowany naukowiec przeprowadzał zawsze sam lub z pomocą nieokreślonych asystentów, podobnie sam wprowadzał dane i analizował je. Na pytania, w której szkole zrobił badanie, odpowiadał ogólnikowo i wykrętnie. Danymi w postaci surowej dzielił się niechętnie, sam przeprowadzając obliczenia. Jedynym wyjątkiem były te sytuacje, gdzie wręczał komuś nie przeanalizowane jeszcze — rzekomo z braku czasu — dane z badań przeprowadzonych przed laty, proponując wspólne napisanie artykułu. Niekiedy nawet pozorował realizowanie pomysłów badawczych innych naukowców, zresztą ze znakomitym skutkiem. Staplowi zawsze wychodziły badania — tak to przynajmniej wyglądało na zewnątrz.

Gdyby nie determinacja trzech młodych demaskatorów, to proceder trwałby nadal. Wcześniej trzech innych badaczy próbowało zwrócić uwagę przełożonych, lecz bezskutecznie. Także spostrzeżenia, że „dane są zbyt dobre, aby były prawdziwe" nagłośniane przez profesorów, były uprzednio lekceważone. Czyżby jedynie zbieg okoliczności sprawił, że odważna postawa badaczy, którzy ryzykowali swoją rozpoczynającą się dopiero karierę naukową, doprowadziła do ujawnienia oszustwa? Czy psychologia naukowa - przynajmniej ta holenderska, choć nic nie wskazuje na to, aby w innych krajach sytuacja znacząco się różniła — nie posługuje się mechanizmami, które pozwalałyby wcześnie wykrywać, a najlepiej zapobiegać podobnym niemoralnym zachowaniom? Wreszcie — jakie są przyczyny, dla których ktoś może uznać zmyślanie i deformowanie danych za dopuszczalny, a nawet wartościowy instrument pracy naukowej?

Częściowe odpowiedzi na powyższe pytania znajdujemy w „Raporcie Dotyczącym Złamania Uczciwości Naukowej Popełnionego przez prof. D.A. Stapla". Mowa w nim o „porażce racjonalnego, systematycznego, rzeczowego, metodologicznego i publicznego krytycyzmu, który stanowi kamień węgielny nauki" (s. 11). Nastąpiła ona w wyniku wyłącznie bilateralnych relacji między Profesorem a doktorantami, braku pracy zespołowej i drugiego superwizora (nie jest to także w Polsce uznaną praktyką z uwagi na duże obciążenie dydaktyczne kadry). Doktoranci nie prowadzili samodzielnie eksperymentów, korzystając z „uprzejmości" promotora, dostarczającego im gotowe dane. Pytania o szczegóły proceduralne pojawiały się zbyt rzadko, a to dlatego, że były zbywane i spotykały się z niechętną reakcją. Prawdopodobnie jednak największą porażką była ta, którą ponieśli recenzenci i redaktorzy, nie drążąc danych, choć te ewidentnie były „zbyt dobre, aby były prawdziwe". Nie dość, że prawie zawsze potwierdzały hipotezy, to siła efektów była nieprawdopodobnie duża, zaś dane brakujące, nietypowe i poza zakresem (tzw. outliery) prawie nie występowały. Przypisywano to niespotykanie wysokim kwalifikacjom badawczym Stapla. Nie wychwycono nawet dziwnych, nieprawdopodobnych zależności, niemożliwych (na przykład powtarzania się identycznych, co wynikało z mechanicznego przeklejania) wzorów danych, dziwnych korelacji, takich samych średnich i odchyleń standardowych, niemożliwych rozkładów zmiennych. Demaskatorzy ostatecznie dostrzegli te nieprawidłowości, lecz praktyka nieujawniania danych sprawiała, że trudno było o nieodparte dowody. Nic dziwnego, że wśród ogólnych rekomendacji raportu znalazły się ta, aby zawsze podawać szczegółowe informacje o sposobie i miejscu zebrania danych, zaś bazę je zawierającą, a także kwestionariusze i inne materiały użyte w badaniach przechowywać przez minimum pięć lat i udostępniać na żądanie.

Analizując informacje przestawione w raporcie trzech komisji, powziąłem przypuszczenie, że w wykryciu oszustwa we własnym środowisku paradoksalnie przeszkadzać mogłaby uczciwość naukowców. Ktoś, komu do głowy by nie przyszło, że można po prostu sfałszować dane, zapewne będzie miał kłopoty ze spontanicznym wyobrażeniem sobie, iż ktoś inny się tego dopuszcza. (Inna sprawa, że ta uczciwość, jak się przekonamy, też bywa ograniczona). Dopiero bliskie kontakty zawodowe, nietypowość pewnych sposobów postępowania i rezultatów badań mogły wzbudzić podejrzenia. Zapewne też budziły znacznie wcześniej, skoro niektóre nawet zostały wypowiedziane lecz zlekceważone. Jednak niełatwo jest podjąć na zdecydowane działania przeciw komuś, kto posiada autorytet wynikający nie tylko z relacji „nauczyciel — student" czy „promotor — doktorant", lecz z międzynarodowego uznania i liczby publikacji w prestiżowych czasopismach. Moim zdaniem nie bez znaczenia było również miejsce Stapla w strukturze uniwersyteckiej — samodzielne stanowisko i funkcja dziekana to wehikuły sprawowania władzy, także w nieformalny sposób. Wprawdzie na mniejszą skalę niż w polityce czy biznesie, także w środowisku uczelnianym władza może korumpować. Notabene sam bohater skandalu publikował artykuły dotyczące władzy jako przyczyny hipokryzji [ 2 ].

Konsekwencje zbrodni Stapla przeciwko prawdzie są niezmierzone, lecz nawet najprostszy sposób ich ilościowego ogarnięcia budzi zgrozę. Na platformie EBSCO, mieszczącej między innymi publikacje i abstrakty psychologiczne z baz PsychArticles, PsychInfo i PsychBooks wpisanie frazy „Diederik Stapel" 12 listopada 2011 dało 152 rezultaty, a ograniczenie wyszukiwania do pełnych tekstów recenzowanych naukowo wciąż pozostawiło 70 pozycji, w większości w prestiżowych czasopismach. To imponujący, niemal niespotykany w psychologii dorobek. W większości z nich Stapel jest współautorem. Teksty te, a w każdym razie większość z nich, raczej nie zostaną usunięte z bazy, choć Kim I. Mills — rzeczniczka Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego (The American Psychological Associacion), największego wydawcy naukowych tekstów psychologicznych, zapowiedziała: „Posuniemy się do usunięcia nieważnych badań, gdy takie artykuły zostaną w jasny sposób wykryte" [ 3 ].

Najprawdopodobniej nie wszystkie artykuły zostały napisane w oparciu o sfałszowane dane, a skala deformacji też nie zawsze była taka sama. Jednak zaufanie do wartości naukowej tych tekstów na zawsze zostało podważone. Ofiarą oszustwa podli więc nie tylko współpracownicy i doktoranci (obrona dysertacji doktorantki M.H.C. Meijers planowana na 7 października została przełożona; konieczne będzie uzupełnienie pracy w tej części, w której oparta była o zafałszowane przez Stapla dane). My, psychologowie społeczni, za każdym razem, gdy cytować będziemy artykuł z renomowanego czasopisma, będziemy mogli doznać skojarzenia z tą niesławną sprawą i zadać sobie pytanie: czy to aby prawda? I nie będzie to niestety pytanie całkowicie paranoiczne.

Jak donosi Benedict Carey w internetowym wydaniu „The New York Times'a" [ 4 ], Leslie John z Harward Business School wraz z dwoma współpracownikami przeprowadziła wśród ponad dwóch tysięcy amerykańskich psychologów anonimowy sondaż (ma zostać opublikowany jeszcze w tym roku), w którym 70 procent respondentów przyznało się do wygładzania wyników, około jednej trzeciej — do publikowania nieoczekiwanych rezultatów jako zgodnych z hipotezami (poprzez modyfikację hipotez po przeprowadzeniu badań), a 1 procent — do fałszowania danych. Są to alarmujące dane, a jeśli dodamy do tego wyniki analiz Jelte Wichertsa i Marjana Bakkera z Uniwersytetu w Amsterdamie, to skaza na obrazie najbardziej zaawansowanego metodologicznie działu psychologii wydaje się jeszcze większa. Otóż znaleźli oni w około połowie z losowo wybranych z prestiżowych czasopism 281 artykułów jakiś błąd statystyczny, zaś 15 procent zawierało tak poważne uchybienie, że wnioski powinny być inne, zazwyczaj w kierunku odwrotnym do hipotez.


1 2 Dalej..

 Po przeczytaniu tego tekstu, czytelnicy często wybierają też:
Refleksje niewierzącego nad przyszłością chrześcijaństwa
Wspólna gra w kręgle

 Zobacz komentarze (7)..   


 Przypisy:
[ 2 ] Na przykład: Lammers Joris, Stapel Diderick A., Galinsky, Adam D. (2010). Power increases hypocrisy: Moralizing in reasoning, immorality in behavior. Psychological Science, 21(5), 737-744.
[ 3 ] Za: Benedict Carey: „Fraud Case Seen as a Red Flag for Psychology Research", 12 listopada 2011.
[ 4 ] Benedict Carey: "Fraud Case Seen as a Red Flag ...

« Psychologia społeczna   (Publikacja: 14-11-2011 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Jarosław Klebaniuk
Doktor psychologii; adiunkt w Instytucie Psychologii Uniwersytetu Wrocławskiego; autor ponad pięćdziesięciu artykułów naukowych z zakresu psychologii społecznej; redaktor pięciu książek, w tym „Fenomen nierówności społecznych” i „Oblicza nierówności społecznych”; w latach 2007 – 2010 członek Komitetu Psychologii PAN; pisuje także prozę; publikował m. in. w „Akcencie”, „Bez Dogmatu”, „Kresach” i „Lampie”.

 Liczba tekstów na portalu: 14  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Jak Niemcy Polakom Żydów...
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 7532 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365