Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
154.151.884 wizyty
Ponad 1061 autorów napisało dla nas 7298 tekstów. Zajęłyby one 28799 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Co z Brexitem?
będzie drugie referendum
będzie początkiem końca UE
zyska na nim Wielka Brytania
ostatecznie wzmocni UE
dużo hałasu o nic
  

Oddano 2762 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Ludzkość ma rozwijać się sama przez się, nie zaś przez królów, księży i szlachtę!"
 Światopogląd » Ateizm i Ateologia

Racjonalna wiara [1]
Autor tekstu:

Czyli Bóg dla bardziej wymagających intelektualnie.

Motto: „Wierzę aby zrozumieć".
Św. Augustyn
„Aby uwierzyć, wpierw muszę zrozumieć".
Autor tekstu

„Racjonalna wiara religijna" — kto by pomyślał, że jeszcze wrócę do tego tematu? Etap racjonalizacji swoich wierzeń przeszedłem ponad dwadzieścia lat temu i związane z nim problemy intelektualne dawno już pozostawiłem „za sobą", na drodze rozwoju świadomości. Postanowiłem jednak zabrać głos w tej sprawie, gdyż okazuje się, że dla wielu czytelników tego portalu problem „wiary i rozumu" jest ciągle aktualny i budzi spore emocje. Z czego to - między innymi — może wynikać?

Okazuje się, że do Racjonalisty zaglądają również osoby o światopoglądzie religijnym, uważające się za rozumnie (racjonalnie) wierzących. I nie byłoby zapewne niczego dziwnego w tych próbach „polizania owocu zakazanego" jakim dla wierzących jest wiedza religioznawcza, gdyby nie dość dziwne w tej sytuacji zachowania części tych nietypowych czytelników. Potrafią oni czasem w bardzo „kulturalny" i bezpośredni sposób dać do zrozumienia, iż nie zadowala ich poziom intelektualny tekstów publikowanych w tym portalu. Np.: „Nie interesują mnie ogólniki, dość mam dyskusji z ateistycznymi szczekaczami o ciemnogrodzie i naukowej prawdzie /../ Ateizm jest to głupia ideologia /../ Jeśli jesteś ateistą, to jesteś dla mnie głupcem", albo: „.. uważacie się za takich logicznych. Myślicie, że wystarczy napisać "bóg" z małej litery i już się jest wielkim ateistą" itp.

Pomyślałem więc sobie, że mógłbym spróbować zrobić coś pożytecznego dla tej kategorii czytelników. Skoro ateiści są dla nich z założenia głupcami, a sam ateizm głupią ideologią niemożliwą do zaakceptowania, to może powinno się im przedstawić coś bliższego ich światopoglądowi? Mianowicie pokazać, że wiara nie równa się wierze: jedna może być infantylna, wynikająca z łatwowierności, a druga rozumna i sensowna. 

A problem jest „stary jak świat" i wyraźnie widać jak wielkie i od jak dawna istniejące jest zapotrzebowanie na połączenie w jedno tych - wydawałoby się odwiecznych — antagonistów: wiary i rozumu. I tak oto już w samej Biblii czytamy: „Pan spogląda z nieba na synów ludzkich, badając czy jest wśród nich rozumny, który szukałby Boga" ( BT, Psalm XIV). Jednak rozumny, a nie wierzący,.. ciekawe. Zaś w późnym średniowieczu dużą popularnością cieszyły się maksymy: „Rozum oświecony przez wiarę" („Ratio fide illustratia"), oraz „Wiara poszukująca rozumu" („Fides quarenes intelektum"). Biorąc pod uwagę historię katolicyzmu (nie tylko), powinno raczej być: „Rozum zaślepiony wiarą" oraz „Wiara walcząca z rozumem" (znający łacinę mogą to sobie przetłumaczyć). Natomiast Sobór Wat. I, orzekł: „Nie tylko wiara i rozum między sobą nie są sprzeczne — lecz przeciwnie: niosą sobie wzajemną pomoc".

Zastanawiałem się (całkowicie poważnie), jaki to mógłby być efekt, gdyby rzeczywiście wierze religijnej udało się znaleźć ten rozum (oczywiście w umownym znaczeniu tych pojęć: wiara jako ogół prawd religijnych i rozum jako zdolność logicznego, racjonalnego myślenia)? Po dłuższych rozważaniach wyszło mi, że z tego połączenia powinien pojawić się fenomen wierzącego mądrze osobnika. Czym różniłaby się taka mądra wiara od tej tradycyjnie pojmowanej? (czyli tej, jaką nam wpajają kapłani i katecheci od najmłodszych lat). Przede wszystkim powinna być oparta na przesłankach rozumowych, zatem powinna respektować prawa logiki. Odwrotnie niż u scholastyka Dunsa Szkota: „Credo quia absurdum" — „Wierzę, bo to jest niedorzeczne". Ja kieruję się inną zasadą: „Wierzę, gdyż to jest prawdopodobne". Z tego samego powodu odrzucam tzw. paradoks Tertuliana: „To jest pewne — ponieważ jest niemożliwe". A że mogę mieć rację w tym względzie, potwierdza sam Michał Heller, pisze w jednej ze swoich książek:

„Wierzenia w życiu codziennym są niezbędne /../ idzie o to, żeby wierzenia były rozumne (racjonalne). Pierwszym, narzucającym się warunkiem rozumności wierzeń jest ich spójność". 

Na poparcie powyższego, Heller przytacza wypowiedź Bernarda Mayo: 

"Po pierwsze, to w co się wierzy może być prawdziwe, albo fałszywe /../ Sam fakt, że w coś się wierzy, nie nadaje przedmiotowi wiary waloru prawdy. Stąd płyną oczywiste wnioski: jest rzeczą złą wierzyć w fałsz, a dobrą — wierzyć w prawdę /../ Im ktoś jest bardziej rozumny, tym ma mniejszą swobodę przyjmowania czegoś „na wiarę", tym bardziej zniewalająco działają na niego racje rozumowe". 

Całkiem logiczne, prawda?

Niektórzy uważają, iż racjonalność wiary w Boga polega na przeświadczeniu, że skoro bardziej opłaca się wierzyć niż nie wierzyć (słynny „Zakład" B. Pascala), to byłoby głupotą w tej sytuacji być niedowiarkiem. Jest to bardziej wyrachowanie niż racjonalność i chyba nie o to Bogu chodziło (dlatego Kościół mimo wszystko wyklął tego filozofa). Z powyższego wynika, że pod „lupę racjonalności" winny być raczej wzięte prawdy religijne z naciskiem na ich wewnętrzną spójność, czyli brak sprzeczności między nimi, a nie sam fenomen wiary jako psychicznej potrzeby człowieka.

Czy możliwa jest zatem taka „rozumowa osobliwość"? Owszem, jest możliwa choć nie z racjonalnego punktu widzenia, który preferuje wiedzę a nie wiarę. Skoro jednak człowiek musi w coś wierzyć, to już lepiej aby ta wiara była sensowna i nie sprzeczna z logiką. Pod warunkiem jednak, że zmieni się interpretację większości „prawd" religijnych, czyli dopuści się ich inne rozumienie jak i logiczne konsekwencje z nich wynikające, oraz inną hierarchię wartości. A zatem — w pewnym sensie — stworzy się jakby nową odmianę religii, tyle że lepiej dopasowaną do wymogów współczesnego rozumu, bogatszej wyobraźni, innej moralności i niewspółmiernie większej wiedzy o świecie i człowieku.

Podstawowy błąd jaki popełniają wierzący (wg mojej oceny) to ten, że starają się dopasować swój umysł do wymogów religijnych doktryn i dogmatów, uznając je za niepodważalne i niezmienne (historia religii uczy, iż tak nie jest). A ewentualne wątpliwości rozwiewane są w pokrętny sposób: umysł ludzki jest zbyt prymitywny, aby mógł pojąć boży zamysł, leży to ponad naszymi ograniczonymi możliwościami i jest niepojętą tajemnicą wiary. Ponieważ dla mnie takie tłumaczenia są niedorzeczne (gdyby tak miało być, teologia nie miałaby podstaw), uczyniłem odwrotnie: do wymogów i potrzeb swego umysłu dopasowałem „prawdy" religijne w taki sposób, aby się stały dla mnie bardziej wiarygodne i możliwe do przyjęcia. A odbyło się to mniej więcej tak:

Kiedy na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku zacząłem zapisywać swoje przemyślenia i pomysły, już od kilkunastu lat zaczytywałem się literaturą popularno — naukową (w tym liczne pozycje religioznawcze i religijne), więc sporo już o religiach wiedziałem. Jednakże patrząc z dzisiejszego poziomu swojej świadomości na ówczesną moją — za przeproszeniem — twórczość, może wydawać się ona „nieco" dziwna z racjonalnego punktu widzenia: Np. nie negowałem w niej istnienia Boga, jak i potrzeby istnienia religii i Kościołów. Nie przytaczałem żadnych argumentów na niekorzyść tychże, ani nie wytykałem ich niechlubnej przeszłości i ogromu zła, jakie wyrządziły one ludzkości. (Aż dziwne, że Redaktor Naczelny Racjonalisty zechciał opublikować te moje opowiastki w tego rodzaju portalu). Zamiast tego wszystkiego skupiłem swoją uwagę na poprawieniu religijnych mitów na tyle, aby można je było zaakceptować przeciętnym, współczesnym umysłem. Wydawało mi się w mojej naiwności, że chyba każdy wierzący musi mieć podobne problemy ze swoją religijną wiarą (dziś mogę przyznać, że była to jedna z moich większych pomyłek, dotycząca kondycji intelektualnej wyznawców tejże religii).

Brałem więc po kolei (ale nie chronologicznie) poszczególne prawdy religijne, czy też inaczej mówiąc: religijne mity i przerabiałem je tak, aby były zgodne z logiką, współczesną moralnością, oraz były pozbawione wewnętrznych sprzeczności. Czyli innymi słowami: poprawiałem swego Boga, pokazywałem jak powinno wyglądać jego zachowanie w stosunku do swego dzieła i swego stworzenia — człowieka, aby mógł on w niego wierzyć nie powodowany strachem przed wiecznymi mękami piekielnymi i nie musząc się „ogłupiać" (jak to trafnie ujął autor „Zakładu"). Czyli nie rezygnując z największego od niego daru — rozumu, nie wspominając o wolnej woli.

Moje zachowanie tylko z pozoru mogło wydawać się obrazoburcze. Wielu wierzących także „poprawia" swego Boga; wybiórczo przestrzega jego nakazy i po swojemu interpretuje jego Słowo,.. tylko nie zdaje sobie z tego sprawy. Np., wtedy, kiedy niedzielę a nie sobotę uznaje za dzień święty, albo kiedy uczestniczy w pielgrzymkach do cudownego obrazu lub posągu, albo w jakikolwiek inny sposób oddaje im cześć. Czy też tytułując papieża „ojcem świętym" lub adorując jego wizerunki i pomniki, itd., itp. W tych i w wielu innych aspektach naszej religii, wierzący zachowują się wbrew bożym nakazom i przykazaniom, nie mając o tym najmniejszego pojęcia. 

Zatem wszystkie moje opowiadania z tamtego okresu dotyczą jak najbardziej religii, ale takiej jaka wg mnie powinna ona być: oparta na rozumie, a nie jemu przeciwna. Nie znajdując w religijnych historiach tej rozumowej prawdy sam zacząłem ją tworzyć w taki sposób, aby mogła zaspokoić moje intelektualne potrzeby jak i pragnienia. Najwięcej miałem wątpliwości odnośnie upadku pierwszych ludzi w raju i wynikającego z niego grzechu pierworodnego człowieka, oraz zbawienia ludzkości poprzez ofiarę odkupienia złożoną na krzyżu przez Syna bożego. Nie mogło mi się „pomieścić w głowie", aby Bóg naprawdę mógł zachować się w sposób przedstawiony w Biblii.

Kiedy ludzie skuszeni przez węża zjadają zakazany owoc (czyli nastąpił ich upadek), Bóg karze ich surowo, oraz nakazuje im rozmnażać się z naturą skażoną grzesznymi skłonnościami. Następnie wygania ich z raju. Ludzie od tego momentu są śmiertelni, a ich grzeszna natura skłaniać ich zawsze będzie do czynienia zła i nieprawości. Dlaczego Bóg — będąc wszechmocny, wszechwiedzący, wszechobecny, absolutnie sprawiedliwy i nieskończenie miłosierny — miałby zachowywać się w taki dziwny sposób, w kontekście swoich atrybutów? Musiał przecież wiedzieć wcześniej w jaki sposób potoczą się te wydarzenia (także wszystkie inne), zatem mogąc temu zapobiec nie musiał wcale ludzi karać (i to wszystkich ludzi jacy kiedykolwiek i gdziekolwiek się narodzą), prawda? Chyba, że,.. chciał aby tak właśnie się stało i zrobił wszystko, aby efekt był zgodny z jego wolą.


1 2 3 4 5 Dalej..
 Zobacz komentarze (62)..   


« Ateizm i Ateologia   (Publikacja: 27-03-2012 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Lucjan Ferus
Autor opowiadań fantastyczno-teologicznych. Na stałe mieszka w małej podłódzkiej miejscowości. Zawód: artysta rękodzielnik w zakresie rzeźbiarstwa w drewnie (snycerstwo).

 Liczba tekstów na portalu: 130  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Słabość ateizmu
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 7894 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365