Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
158.299.786 wizyt
Ponad 1063 autorów napisało dla nas 7305 tekstów. Zajęłyby one 28821 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Czy jesteś zadowolony/a z życia?
Tak
Nie
Nie wiem
  

Oddano 883 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
"Kiedy oglądamy zasady panujących na świecie religii, nasuwa się wniosek, że są wytworem wyobraźni chorego człowieka".
 Czytelnia i książki » Recenzje i krytyki

Logika świadectwem prawdy [1]
Autor tekstu:

Czyli (nie)zbędne narzędzie rozumu.

 

Motto: "Jesteśmy okłamywani pozorami prawdy"
Horacy

Niniejszy tekst został zainspirowany komentarzem p. Rafała Ponieckiego, w którym napisał, iż natrafił na kuriozalne stwierdzenie: przy wyjaśnianiu zawiłości w „prawdach" religijnych nie można posługiwać się ludzką logiką, na czym miałaby polegać ta „boska" i skąd wiadomo o takowej — nie uzyskał odpowiedzi. Przypomniałem sobie, że kiedyś także zetknąłem się z tym problemem, może więc warto byłoby wrócić do tego tematu.

W doskonale napisanej książce Filozofia autorstwa Richarda H.Popkina i Avruma Strolla w dziale „Logika", tak ją scharakteryzowano: "Logika może być określona jako dziedzina filozofii, która zastanawia się nad naturą samego myślenia /../ logika jest najprawdopodobniej podstawową gałęzią filozofii. Wszystkie dziedziny filozofii angażują myślenie, a czy jest to myślenie poprawne czy nie, zależy od tego czy jest ono zgodne z prawami logiki /../ Logika jest więc nauką, która stara się odróżnić złe rozumowania od dobrych lub (co jest jednoznaczne) dobre wnioskowania od złych".

Wynika z powyższego ponad wszelką wątpliwość, iż logika jest bardzo ważnym narzędziem rozumu ludzkiego, skutecznie wykorzystywanym w procesie dochodzenia do prawdy. A ponieważ w tej publikacji nie było żadnej wzmianki, aby do zgłębiania prawd religijnych był potrzebny jakiś inny, specjalny rodzaj logiki, byłem absolutnie przekonany, że religię — jak i każdą inną dziedzinę kultury ludzkiej — należy rozpatrywać zgodnie z prawami owej uniwersalnej logiki.

Tak więc kiedy na początku lat 90-tych ub. wieku natrafiłem na dwie książki z „logiką" w tytule: Logika wiary kard. Johna Henry Newmana i Logika religii o. prof. Józefa Marii Bocheńskiego, bez zastanowienia je kupiłem (za 13000zł i 7400zł, dzisiejsze 1,30zł i 0,74zł), przekonany z góry o ich wyjątkowej wartości. Pamiętam z jakim nabożnym skupieniem (a raczej z czcią godną dzieła rozumu ludzkiego) zacząłem czytać tę pierwszą. Mówiłem sobie, iż nareszcie przeczytam coś, co mnie nawróci albo przynajmniej każe mi zmienić zdanie w wielu sprawach religijnej natury (nawet przerwałem czytanie Szatańskich wersetów, bo uznałem to za ważniejsze). Z samego już wstępu wynikało, iż jest to dzieło, które z każdego sceptyka uczyni wierzącego, które swą zniewalającą logiką potrafi zmienić ateistę w teistę i agnostyka w gnostyka (no, może niekoniecznie).

Miały o tym świadczyć takie np. fragmenty: „Wiara jest aktem poznawczym rozumu i woli, tak jak wiedza. Logika wiary jest taka sama jak logika wiedzy. Oczywiście logika wiary rozumnej, nie ślepej łatwowierności /../ Tak więc obrona wiary łączy się u Newmana z obroną rozumu /../ Wspólnym mianownikiem indywidualnego poznawania jest logika. Wspólnym sprawdzianem - potwierdzenie przez praktykę /../ błąd odpadnie od umysłu, prawda zaś rozwinie się i zajmie jego miejsce" itd. Dobrze więc trafiłem, myślałem sobie, uradowany czekającą mnie ucztą intelektualną. I co się okazało?

Ta książka nie różni się niczym od innych dzieł apologetycznych, jakich czytałem wiele, ponieważ pisana jest z pozycji wiary. Ona tylko odwołuje się do rozumu ludzkiego ale bardziej po to, aby podkreślić, że rolą rozumu jest wspomagać wiarę a nie wątpić, czy podważać jej prawdy. A więc nic nowego! Co było zresztą do przewidzenia, biorąc pod uwagę osobę autora. Te argumenty są zawsze tej samej natury: odwołują się do rozumu, do logiki ale nigdy nie dopuszczają ich do głosu; prawdy religijne zawsze przedstawiane są od strony wiary. I jest to zresztą normalne gdyż piszą to ludzie, którzy tylko tę wiarę mają i nic poza tym. Potrzebny im autorytet rozumu, jego potwierdzenie ale konfrontacja z nim prowadzona jest bez udzielania mu głosu.

Ot, taki formalny zabieg: musicie w to wierzyć, bo iluś tam ludzi nauki też uwierzyło. I to jakich?! Laureatów nagrody Nobla! Argument z autorytetu — stare i oklepane. Zaczynając czytać tę książkę naprawdę miałem nadzieję, że w końcu ktoś z wierzących podszedł do religii z pozycji rozumu, że znajdę w niej zmagania rozumnej myśli z nielogicznością i niekonsekwencją wielu „prawd" religijnych. O ja naiwny! Dla mnie jest oczywiste, że to nie rozum powinien bronić wiary (pojmowanej jako ogół wiedzy religijnej), lecz powinien ją atakować, badać, być sceptycznym, „szukać dziury w całym", analizować i podważać stare, skostniałe dogmaty.

A w to, co z tego zmasowanego ataku wyjdzie zwycięsko, sam rozum uwierzy bez żadnej zachęty z czyjejkolwiek strony. Będą to prawdy tak oczywiste, tak przekonujące, iż żaden rozum nie będzie w stanie ich obalić — chcąc nie chcąc będzie musiał w nie uwierzyć! Rozum (czy też umysł ludzki) sam staje się gorącym zwolennikiem prawdy, do której podchodził ze sceptycyzmem, której próbował udowodnić fałsz, lecz która oparła się jego sile logiki i argumentacji. Sam będzie ją potem bronił i propagował. To pewne!

Jednakże wpierw musi być ona poddana jego wszechstronnej ocenie i to bez żadnej taryfy ulgowej, typu: „Ostrożnie i na kolanach, bo to prawda objawiona". I to jest jedyne naturalne podejście do wiary, religii czy teologii ze strony rozumu. Każde inne będzie sztuczne i efekty będą takie jakie widzimy: zakłamanie, fałsz i obłuda. Bo rozum potrzebny jest religii tylko w taki sposób, w jaki pijakowi jest potrzebna latarnia: aby mógł się na niej wesprzeć, a nie aby oczekiwać od niej światła. Nie jest to krzepiąca konstatacja, niestety.

W wyżej wymienionej publikacji jest tego wyraźne potwierdzenie, a świadczą o tym te np. fragmenty: 

„To, co Pismo św. /../ przedstawia od pierwszej do ostatniej strony, to właśnie Opatrzność Boska /../ Religia była zawsze równoznaczna z objawieniem /../ zawsze była stwierdzeniem tego w co powinniśmy wierzyć. Nigdy nie żyła we wniosku /../ żaden prawodawca ani kapłan nigdy nie marzył o tym, by wychowywać naszą moralną naturę za pomocą nauki lub argumentów /../ Jest to słuchanie Prawdy, która mówi kim jest nasz Bóg, jak mamy Go wielbić i jak ogromna będzie nasza odpowiedzialność, jeżeli wiemy w co mamy wierzyć, a nie wierzymy".

Albo to: 

„.. ta wiara jest najlepsza, która jest najprostsza i lepiej jest we wszystkich wypadkach pokornie podporządkować się, niż ciekawie badać i zaglądać pod osłonę pokrywającą tajemnicę i narażać wiarę przez zdobywanie wiedzy /../ nawet o tym czego człowiek nie rozumie, może przynajmniej wierzyć, że jest prawdą. A wierzy, że to jest prawdą, ponieważ wierzy w Kościół /../ który jest nieomylną wyrocznią prawdy, co jest podstawowym dogmatem religii katolickiej".

I na koniec godny polecenia sposób rozumowania, którego nie powstydziłaby się żadna szkoła logiczna (choć w tym przykładzie błędnie zastosowany):

"Jeżeli pewne twierdzenie jest prawdziwe, to twierdzenie sprzeczne z nim jest fałszywe. Jeżeli zatem ktoś wierzy, że Chrystus jest Bogiem, to wierzy także z konieczności, że zdanie, iż On nie jest Bogiem, jest fałszywe, a zatem ci, którzy je uznają są w błędzie". 

I na tym właśnie polega ta religijna „logika"; jeśli tak wygląda jej stosowanie w praktyce, to czemu nie dać takiego przykładu?: "Jeżeli pewne twierdzenie jest prawdziwe, to twierdzenie sprzeczne z nim jest fałszywe. Jeżeli zatem ktoś wierzy, że Chrystus nie jest Bogiem, to wierzy także z konieczności, że zdanie, iż On jest Bogiem, jest fałszywe, a zatem ci, którzy je uznają są w błędzie". Czy to nie jest równie logiczne, a zatem prawdziwe? Na ostatniej stronie tej książki, poświęconej ciekawemu zagadnieniu, „że kara grzeszników nie będzie miała końca", autor polemizując z poglądami św. Tomasza na tę sprawę, pisze: „..w której mówi on, że jeśli potępieni skazani są na wieczną karę, muszą wiedzieć, że jest ona wieczna, ponieważ świadomość ta jest z konieczności częścią ich kary". Piękny przykład Miłosierdzia bożego!

Ja w każdym bądź razie sumienie mam czyste: sam sięgnąłem po wiedzę, która w założeniu powinna obalić moje dotychczasowe przekonania na temat rozumu i religii. Sam się dopraszałem aby ktoś znający się na rzeczy zweryfikował zasadność moich poglądów,.. i nie zawiodłem się, ani na swojej wiedzy, ani na swoim rozumie. To miłe doświadczenie.

Z tej drugiej publikacji również dowiedziałem się wielu interesujących rzeczy. Np. już na samym wstępie jej autor zaznaczył, iż „brak nam jeszcze wystarczająco dokładnych narzędzi logicznych, by w pełni zbadać nawet owe wybrane aspekty religii". Dziwne — pomyślałem sobie — i to pisze autor książki o logice religii? Choć z drugiej strony, okazał się on konsekwentny z tym stwierdzeniem, nie przytaczając w owej publikacji praktycznie żadnego aspektu prawd religijnych i nie starając się ich logicznie uzasadnić (w to miejsce jest dużo niezrozumiałych wzorów, przypominających matematyczne lub trygonometryczne równania). O samej logice, pisze tak:

"We wszystkich jak sądzę religiach było wielu wybitnych myślicieli, którzy kategorycznie zaprzeczali jakimkolwiek zastosowaniom logiki na gruncie religii. Co więcej, niektórzy spośród nich uważali logikę za coś ze swej natury przeciwnego religii. Tak więc Piotr Damiani powiadał, że logika jest dziełem szatana, a ocena ta, podtrzymywana przez Lutra, pojawia się od czasu do czasu także i dziś. We wszystkich religiach istnieje obfita literatura sugerująca wiernym, by nie rozumowali lecz modlili się i wielbili, zaś liczne odłamy wspólnot religijnych przeciwne są wszelkiej logice. Są to znane fakty historyczne".

W rozdziale pt. „Problem logiki religii" autor tak napisał:

"Podstawowe zarzuty godzące w stosowalność logiki na gruncie religii są następujące:

1. Religia to najwyraźniej taka dziedzina ludzkiej praktyki, w której dominują uczucia. Z kolei logika przeciwnie, uchodzi za wzorzec praktyki czysto racjonalnej. Między tymi dwiema dziedzinami zachodzi więc krańcowe przeciwieństwo.

2. Religia to sprawa subiektywna: polega na tym „co człowiek zrobi ze swoją samotnością" (Whitehead). A logikę uważa się słusznie za szczyt obiektywizmu — a więc jest to zajęcie bezosobowe /../.

3. I wreszcie, nawet jeżeli na gruncie religii występują twierdzenia, są one przyjmowanie na wiarę — naczelną postawą wiernego jest postawa ufności. Logika przeciwnie, opiera się wyłącznie na naukowych poglądach i ścisłych dowodach. Jeżeli chodzi o logikę, to słusznie nazwano ją „świadectwem moralności", gdyż dostarcza najwyższych kryteriów ścisłości w dowodzeniu. Mamy więc do czynienia z dwiema skrajnie przeciwnymi postawami i trudno doprawdy zrozumieć, w jaki sposób logikę można zastosować w religii.


1 2 3 Dalej..
 Zobacz komentarze (27)..   


« Recenzje i krytyki   (Publikacja: 03-05-2012 )

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Lucjan Ferus
Autor opowiadań fantastyczno-teologicznych. Na stałe mieszka w małej podłódzkiej miejscowości. Zawód: artysta rękodzielnik w zakresie rzeźbiarstwa w drewnie (snycerstwo).

 Liczba tekstów na portalu: 130  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Słabość ateizmu
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 8003 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365