Racjonalista - Strona głównaDo treści


Fundusz Racjonalisty

Wesprzyj nas..
Zarejestrowaliśmy
166.497.694 wizyty
Ponad 1064 autorów napisało dla nas 7332 tekstów. Zajęłyby one 28943 stron A4

Wyszukaj na stronach:

Kryteria szczegółowe

Najnowsze strony..
Archiwum streszczeń..

 Kiedy będzie dostępna szczepionka na SARS-CoV-2 ?
Za miesiąc
Za pół roku
Za rok
Nie będzie możliwa
  

Oddano 565 głosów.
Chcesz wiedzieć więcej?
Zamów dobrą książkę.
Propozycje Racjonalisty:
Sklepik "Racjonalisty"

Złota myśl Racjonalisty:
Filozofowie rzadko uczą się na błędach swoich poprzedników.
 Światopogląd » Światopogląd naukowy

Magia rzeczywistości i jej cuda [3]
Autor tekstu:

Tłumaczenie: Piotr J. Szwajcer

Spróbujmy zatem pójść na rękę dobrej wróżce i przyjąć, że zamiast męczyć się z dynią, dostaje do dyspozycji wszystkie części niezbędne do zbudowania karety, zgrabnie upakowane w pudełku — coś jakby model do składania. Taki zestaw musiałby zawierać setki desek, odpowiednio przycięte szybki, żelazne pręty i sztabki, wyściółkę i płaty skóry, wreszcie całą masę gwoździ, śrubek i kleju, żeby to wszystko złączyć do kupy. I teraz załóżmy, że nasza wróżka, zamiast uważnie przeczytać instrukcję i połączyć elementy we właściwym porządku, wrzuca wszystko do wielkiego wora i potrząsa nim. Jakie są szanse, że po czymś takim wszystkie części same dopasują się do siebie i powstanie nadający się do jazdy powóz? Oczywiście, żadne — przynajmniej w praktyce. Jedną z przyczyn jest to, że wymieszane części naszej karocy można złożyć na olbrzymią liczbę różnych sposobów i tylko w bardzo nielicznych przypadkach otrzymamy sprawny powóz (albo w ogóle działające cokolwiek).

Jeśli ktoś weźmie taki zestaw części i zacznie nim potrząsać, niektóre kawałki mogą się przypadkowo ułożyć w coś, co okaże się przydatne (lub przynajmniej w jakiś rozpoznawalny kształt), ale liczba takich „sensownych" kombinacji jest znikoma w stosunku do wszystkich pozostałych możliwości, gdy nasz „produkt" staje się niczym więcej niż stertą śmieci. Cóż, jeśli mamy w zapasie stertę elementów, można je przestawiać i zamieniać miejscami na miliony sposobów i mamy zwykle miliardy możliwości przerobienia czegoś takiego na… zupełnie inną stertę elementów. Każda zmiana ułożenia powoduje powstanie nowej i unikalnej kombinacji, tyle że nadal otrzymujemy tylko bezładną mieszaninę elementów. Spośród miliardów możliwych kombinacji tylko kilka pozwoli uzyskać coś, co będzie się do czegokolwiek nadawać — jeśli już nawet nie do tego, by zawieźć Kopciuszka na bal, to w ogóle do czegokolwiek rozpoznawalnego lub choćby dającego się zapamiętać.

Niekiedy można dokładnie policzyć, na ile sposobów uda się poukładać jakieś elementy — tak jest na przykład z talią kart, ponieważ każda karta jest takim oddzielnym „kawałkiem".

Wyobraźmy więc sobie, że siadamy do stolika, ktoś rozdaje karty. Wszyscy dostają oczywiście po 13. Podnosisz swoje i — niesamowite — masz w ręku 13 pików! Czyli wszystkie, które są w talii!

Zaszokowany, nie próbujesz nawet rozpocząć gry, tylko bez słowa pokazujesz karty pozostałym graczom, sądząc, że cała trójka będzie równie zaskoczona.

Tymczasem twoi partnerzy od stolika robią to samo, co ty — każdy odsłania karty, które trzyma w ręku, i okazuje się, że wszyscy dostali równie „idealny" układ: jeden ma 13 kierów, drugi — 13 kar, trzeci zaś wszystkie trefle.

I co powiesz? Magia? Siły nadprzyrodzone? Aż kusi, by tak pomyśleć. Matematycy potrafią nawet policzyć prawdopodobieństwo uzyskania tak niesamowicie rzadkiego układu - rzeczywiście, jest ono niewiarygodnie małe. Coś takiego zdarza się statystycznie raz na 53 644 737 765 488 792 839 237 440 000 rozdań. Nie wiem nawet, czy potrafiłbym poprawnie przeczytać tę liczbę. Gdyby ktoś usiadł i grał w karty przez bilion lat, może raz trafiłoby mu się takie rozdanie. Ale — i tu właśnie przechodzimy do najważniejszego — ten szczególny układ kart nie jest ani mniej, ani bardziej prawdopodobny niż jakiekolwiek inne konkretne rozdanie. Każdy układ kart zdarza się z prawdopodobieństwem 1 : 53 644 737 765 488 792 839 237 440 000, bo tyle właśnie jest wszystkich możliwych układów. Po prostu w większości rozdań nie dzieje się nic szczególnego i nie zapamiętujemy ich. Zwracamy uwagę tylko na szczególne rozkłady.

Cóż, każdego księcia — przy odpowiedniej dozie okrucieństwa — można przerobić na miliardy różnych rzeczy, wystarczy tylko losowo wymieszać kawałki, z których się składa. Oczywiście większość tych kombinacji będzie zwykłym bałaganem — zupełnie jak większość losowych rozdań przy grze w karty. Tylko znikoma mniejszość losowo poskładanych kawałków nieszczęsnego księcia będzie w ogóle cokolwiek sensownego przypominać, o żabie już nie wspominając.

Reasumując, nie da się przemienić księcia w żabę ani dyni w karocę, bowiem i książęta, i karety to bardzo złożone układy, których elementy składowe można wymieszać na niemal nieskończoną liczbę sposobów tak, że otrzymujemy tylko kupę śmiecia. A przecież wiemy, to bezdyskusyjny fakt, że wszystkie żyjące „rzeczy" — wszyscy ludzie, wszystkie krokodyle, wszystkie kosy, drzewa, ba, każda brukselka — wyewoluowały z innych, prostszych form. Czy coś takiego nie wymagało wyjątkowego szczęścia albo wręcz magii? Nie, nie i jeszcze raz nie! To jednak bardzo powszechne nieporozumienie i właśnie teraz chciałbym wyjaśnić, dlaczego wszystko, co widzimy wokół siebie, cały ożywiony świat, nie jest dziełem żadnego szczęśliwego trafu ani tym bardziej przypadku i nie ma w nim nic z magii (oczywiście poza tą czysto poetycką, która nieustannie budzi nasz podziw i naszą radość).

Zmienić za jednym zamachem, zupełnie jak w bajce, cały złożony, żywy organizm w inny — to zadanie zdecydowanie wykraczające poza granice tego, co w rzeczywistości jest możliwe. A jednak złożone organizmy istnieją. Jak powstały? Skąd się wzięły te wszystkie skomplikowane byty jak żaby i lwy, pawiany i figowce, książęta i dynie, ty i ja? Przez większość naszej historii było to bardzo kłopotliwe pytanie, na które nikt nie znał odpowiedzi. Ludzie wymyślali zatem najprzeróżniejsze i najdziwaczniejsze historyjki. Wreszcie jednak odpowiedź się pojawiła, i to wspaniała, a sformułował ją w połowie XIX wieku jeden z największych uczonych wszech czasów — Karol Darwin. Reszta rozdziału poświęcona będzie tej właśnie odpowiedzi, chociaż przedstawię ją nieco innymi słowami niż sam twórca teorii ewolucji.

*

Jest to opowieść o magii realnego świata, magii objaśnianej przez naukę. To właśnie poetycka magia, o której pisałem. Magia inspirująca pięknem i tym bardziej magiczna, że w pełni realna i zrozumiała. W porównaniu z prawdziwym urokiem i magią rzeczywistości czarodziejskie zaklęcia i sceniczne sztuczki sprawiają rażąco tandetne wrażenie. Magia rzeczywistości nie jest nadprzyrodzona, nie jest iluzją. Jest po prostu cudowna. Cudowna i rzeczywista. Cudowna, bo rzeczywista.

Richard Dawkins: Magia rzeczywistości


1 2 3 
 Dodaj komentarz do strony..   Zobacz komentarze (11)..   


« Światopogląd naukowy   (Publikacja: 12-09-2012 Ostatnia zmiana: 13-09-2012)

 Wyślij mailem..     
Wersja do druku    PDF    MS Word

Richard Dawkins
Wybitny ewolucjonista, profesor Uniwersytetu w Oxfordzie. Urodził się w 1941 roku w Nairobi. Autor książki Samolubny gen, w której nadał nazwę i spopularyzował koncepcję George’a C. Williamsa, a która rzuciła nowe spojrzenie na przyczyny i sposoby ewolucji. Koncepcja ta umożliwiła lepsze niż kiedykolwiek wcześniej zrozumienie i wytłumaczenie motywów ludzkich (i zwierzęcych) zachowań, na gruncie zarówno biologii molekularnej, jak i psychologii ewolucyjnej. Najważniejsze jego publikacje: Samolubny gen (The Selfish Gene, 1976); Ślepy zegrarmistrz (The Blind Watchmaker, 1986); Fenotyp rozszerzony. Dalekosiężny gen (1982); Rzeka genów (River Out of Eden, 1995); Wspinaczka na szczyt nieprawdopodobieństwa (Climbing Mount Improbable, 1996); Rozplatanie tęczy (Unweaving the Rainbow, 1998), The Ancestor’s Tale (2004), Bóg urojony (God Delusion, 2006), The Greatest Show on Earth (2009) Więcej informacji o autorze   Więcej informacji o autorze
 Strona www autora

 Liczba tekstów na portalu: 75  Pokaż inne teksty autora
 Najnowszy tekst autora: Wykorzystywanie seksualne dzieci i nieporozumienia wokół moich wspomnień
Wszelkie prawa zastrzeżone. Prawa autorskie tego tekstu należą do autora i/lub serwisu Racjonalista.pl. Żadna część tego tekstu nie może być przedrukowywana, reprodukowana ani wykorzystywana w jakiejkolwiek formie, bez zgody właściciela praw autorskich. Wszelkie naruszenia praw autorskich podlegają sankcjom przewidzianym w kodeksie karnym i ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
str. 8338 
   Chcesz mieć więcej? Załóż konto czytelnika
[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365